monika78gda
29.05.07, 22:50
Witajcie!
Już od chyba dwóch tygodni noszę się z zamiarem utworzenia tego wątku. W ońcu
usiadłam i piszę:
Inspiracja.
Mateusza rozdział 18:
15 Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha,
pozyskasz swego brata. 16 Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego
albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa7.
17 Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie
usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!
Łukasza 17:
3 Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! 4 I jeśliby
siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do
ciebie, mówiąc: "Żałuję tego", przebacz mu!»
(z biblia.pl)
Przemyślenia i pytania...
1. Wydaje mi się, że (u Łukasza) w podtekście dotyczy to sytuacji, jeśli ktoś
zawini przeciwko mnie ("przebacz mu"). W MAteuszu już niekoniecznie. Jak myślicie?
2. Tak czy inaczej mamy "grzeszących napominać".
Czy zawsze wiedząc, że ktoś grzeszy, mamy go napominać?
3. JAk to jest u Was? Kto chce się podzielić?
U mnie... dojdziemy do tego.
4. W rodzinie. Rodzicom chyba w miarę łatwo przychodzi napominać dzieci,
zwłaszcza jeśli im zależy na wierze dziecka.
A co z napominaniem współmałżonka?
No i dochodzimy do meritum.
Mąż. Chodzi do kościoła, ale nie korzysta z sakramentów. Od chrztu naszego
syna Mikołaja, kiedy to został "przymuszony" do spowiedzi, nie był więcej (1,5
roku).
Cierpię z tego powodu, zależy mi, żeby miał w sobie życie Boże, żebyśmy mogli
oboje życiem swoim dawać dziecku świadectwo.
Raz na pół roku wybucham płaczem i mówię mu, to wszystko, modlę się o
nawrócenie dla niego. A sytuacja się wlecze. A ja nie wiem, czy powinnam
częściej do tego wracać i napominać. On twierdził, że sakramenty mu nic nie
dają. Nie widzi różnicy. To co, mam iść do rodziców, księdza z parafii (nie
mamy żadnego znajomego)?
To jest sytuacja, że nie zawinił bezpośrenio mnie, tylko Panu Bogu. Ale i tak
czuję się odpowiedzialna w jakiś sposób za jego wiarę.
Napominanie innych ludzi (nie z najbliższej rodziny).
Przypomina mi się taka sytuacja. Przyjaciółki mąż podkradał benzynę i różne
rzeczy z pracy, ona mi o tym opowiadała tonem "jaki to on zaradny". Czułam, że
powinnam coś powiedzieć, chociaż myślę, że to nic by nie dało (z nim nie
mogłam porozmawiać, mieszkają w Niemczech, on Niemiec, z resztą już nie są
razem a jego z roboty za to wyrzucili). Ale nic nie powiedziałam.
Tak sobie myślę kim ja jestem, żeby komuś wytykać jego grzechy. Sama też mam
swoje na sumieniu. Czuję się takim obłudnikiem...
Mateusza 7:
3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie
dostrzegasz? 4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z
twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? 5 Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze
swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.
Czekam na wasze spostrzeżenia, świadectwa.
Pozdrawiam,
Monika