"Jeśli brat twój zawini, upomnij go"

29.05.07, 22:50
Witajcie!
Już od chyba dwóch tygodni noszę się z zamiarem utworzenia tego wątku. W ońcu
usiadłam i piszę:

Inspiracja.

Mateusza rozdział 18:
15 Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha,
pozyskasz swego brata. 16 Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego
albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa7.
17 Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie
usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!

Łukasza 17:
3 Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! 4 I jeśliby
siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do
ciebie, mówiąc: "Żałuję tego", przebacz mu!»
(z biblia.pl)

Przemyślenia i pytania...

1. Wydaje mi się, że (u Łukasza) w podtekście dotyczy to sytuacji, jeśli ktoś
zawini przeciwko mnie ("przebacz mu"). W MAteuszu już niekoniecznie. Jak myślicie?

2. Tak czy inaczej mamy "grzeszących napominać".
Czy zawsze wiedząc, że ktoś grzeszy, mamy go napominać?

3. JAk to jest u Was? Kto chce się podzielić?
U mnie... dojdziemy do tego.

4. W rodzinie. Rodzicom chyba w miarę łatwo przychodzi napominać dzieci,
zwłaszcza jeśli im zależy na wierze dziecka.
A co z napominaniem współmałżonka?

No i dochodzimy do meritum.

Mąż. Chodzi do kościoła, ale nie korzysta z sakramentów. Od chrztu naszego
syna Mikołaja, kiedy to został "przymuszony" do spowiedzi, nie był więcej (1,5
roku).
Cierpię z tego powodu, zależy mi, żeby miał w sobie życie Boże, żebyśmy mogli
oboje życiem swoim dawać dziecku świadectwo.
Raz na pół roku wybucham płaczem i mówię mu, to wszystko, modlę się o
nawrócenie dla niego. A sytuacja się wlecze. A ja nie wiem, czy powinnam
częściej do tego wracać i napominać. On twierdził, że sakramenty mu nic nie
dają. Nie widzi różnicy. To co, mam iść do rodziców, księdza z parafii (nie
mamy żadnego znajomego)?
To jest sytuacja, że nie zawinił bezpośrenio mnie, tylko Panu Bogu. Ale i tak
czuję się odpowiedzialna w jakiś sposób za jego wiarę.

Napominanie innych ludzi (nie z najbliższej rodziny).

Przypomina mi się taka sytuacja. Przyjaciółki mąż podkradał benzynę i różne
rzeczy z pracy, ona mi o tym opowiadała tonem "jaki to on zaradny". Czułam, że
powinnam coś powiedzieć, chociaż myślę, że to nic by nie dało (z nim nie
mogłam porozmawiać, mieszkają w Niemczech, on Niemiec, z resztą już nie są
razem a jego z roboty za to wyrzucili). Ale nic nie powiedziałam.
Tak sobie myślę kim ja jestem, żeby komuś wytykać jego grzechy. Sama też mam
swoje na sumieniu. Czuję się takim obłudnikiem...

Mateusza 7:
3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie
dostrzegasz? 4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z
twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? 5 Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze
swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.

Czekam na wasze spostrzeżenia, świadectwa.
Pozdrawiam,
Monika
    • monika78gda Re: "Jeśli brat twój zawini, upomnij go" 29.05.07, 22:52
      Errata.
      Miało być Mateusza 17 tam z tą belką
    • mama_kasia Re: "Jeśli brat twój zawini, upomnij go" 30.05.07, 08:30
      > 1. Wydaje mi się, że (u Łukasza) w podtekście dotyczy to sytuacji, jeśli ktoś
      > zawini przeciwko mnie ("przebacz mu"). W MAteuszu już niekoniecznie. Jak myślicie?

      Też tak myślę.

      > 2. Tak czy inaczej mamy "grzeszących napominać".
      > Czy zawsze wiedząc, że ktoś grzeszy, mamy go napominać?

      Jeżeli każdego człowieka uznajemy za brata, to jak wynika z ewangelii -
      tak, mamy upominać. Tylko czy mamy upominać w momencie, gdy ktoś
      nie należy do wspólnoty Kościelnej? Jak daleko mamy nakaz upominania?
      Tak się zastanawiam...
      Jeżeli wiem, że ktoś deklaruje się np. jako katolik i według nauki
      KK powinien pewnych zasad przestrzegać, to upomnieć powinnam. Ale
      co z takim człowiekiem, który tylko z nazwy jest katolikiem, a sam
      mówi o sobie, że np. przestał wierzyć? Czy przypadkiem on sam nie wyrzucił
      się poza Kościół? Czemu miał służyć ten nakaz Jezusa?

      Taki mam cytat z komentarza do tego czytania - Nowe tłumaczenie NT i Psalmów:
      "Wspólnota musi właściwie reagować na zło, jakie się w nią wkrada. Upomnienie
      braterskie, zalecane już w ST (Kpł 19,7), ma mieć zawsze na względzie dobro
      grzesznika, tj. zażegnanie niebezpieczeństwa utraty zbawienia. Miłość i
      wyrozumiałość Chrystusa wobec grzeszników nigdy nie polegała na tolerowaniu
      zła, gdyż niszczy ono samego grzeszącego, a także wspólnotę."

      W tym komenatrzu wyraźnie jest napisane o konsekwencjach grzechu dla samego
      człwoeika jak i dla ludzi go otaczających, dla wspólnoty. Pytanie, jak
      daleko tę wspólnotę rozumieć?
      • monika78gda Re: "Jeśli brat twój zawini, upomnij go" 30.05.07, 13:07
        Dzięki za odzew. Ten komentarz potwierdza moje przekonanie w tym temacie, ale to
        jest takie trudne...
    • justyna.ada Re: "Jeśli brat twój zawini, upomnij go" 30.05.07, 11:58
      >
      > 2. Tak czy inaczej mamy "grzeszących napominać".
      > Czy zawsze wiedząc, że ktoś grzeszy, mamy go napominać?
      >
      Hmmmm, czy zawsze? Nie wiem. Chyba nie. Zależy kto to jest. Bliska osoba,
      przyjaciel, to tak (ale forma tego napomnienia też może być rozmaita, nie
      zawsze ex cathedra wink

      Jeśli jest to ktoś z kim na osobiste tematy nie gadamy to ja bym uważała na
      formę. Zresztą czym innym jest np. wyrazić swoją opinię: tak się nie robi, to
      jest wbrew temu i owemu, etc. Jak to jest niewierzący, to nie będę mu mówić że
      grzeszy wink

      A już jeśli (był kiedyś taki wątek) np. wiem że mój szef ma kochankę - to
      absolutnie nie wkładać palców między drzwi.

      Co innego własny mąż/żona/, bo jego zbawienie powinno mi bardzo leżeć na sercu.
      Natomiast sądzę, że "piłowanie tematu" nie da nic, bo on dobrze zna Twoje
      stanowisko. Robienie scen też nie, bo albo go to wkurzy, albo ulegnie
      szantażowi emocjonalnemu i pójdzie, ale co to za zysk.
      Jest wiele osób które długo nie korzysatją z sakramentów... ale z obserwacji
      widzę, że chyba tylko modlitwa i własny przykład jest najlepszy.

      j.
      >
    • mamalgosia Re: "Jeśli brat twój zawini, upomnij go" 30.05.07, 12:00
      Myślę, że nikt nie da Ci jednoznacznej odpowiedzi.
      Bo takiej po prostu nie ma.
      Gdzie wolno napominać? Gdzie trzeba? A gdzie napomnienie będzie już włażeniem w
      butach w czyjeś sumienie? gdzie zacznie się wytykanie błędów?
      Na pewno jest to sprawa bardzo delikatna i każdą, no naprawdę każdą sytuację
      należy rozpatrzyć indywidualnie. Dlatego nikt Ci nie powie "zrób tak" lub "zrób
      inaczej". I trochę rozumiem co czujesz; bo jak można się troszczyć o kogoś,
      kochać go, a jednocześnie jakby machnąć ręką na jego dobro? Ale skoro on tego
      dobra nie chce? Przecież ma wolna wolę, sam decyduje.

      Można i trzeba się modlić - o światło Ducha w takiej sytuacji.
      Ale wiem, że czasem naprawdę nie wiadomo, co zrobić.
      Właściwie nie wiem, po co to wszystko napisałam, bo w niczym Ci to nie pomoże.
      Może po to, żebyś się nie czuła sama
      • monika78gda Re: "Jeśli brat twój zawini, upomnij go" 30.05.07, 13:19
        Dobrze, że napisałyście. Dzięki za wsparcie.
        Justyna.ada: chyba masz rację, że czasem trzeba odpuścić, żeby nie czuł szantażu
        emocjonalnego.

        Modlitwa i świadectwo. Może jeszcze post pomoże i ofiarowanie swojego cierpienia.

        Bądź wola Twoja, Panie.

    • rycerzowa Re: "Jeśli brat twój zawini, upomnij go" 05.06.07, 10:34
      Mnie się wydaje,że trzeba rozróżnić sferę relacji między człowiekiem a Bogiem
      w znaczeniu wiary, praktyk religijnych, a codziennymi relacjami "między braćmi
      nawzajem".

      Ta pierwsza powinna chyba pozostać sprawą konkretnego człowieka, o czym jasno
      mówią zasady wolności religijnej.
      Była tu kiedyś dyskusja o nastolatku, który nie chce chodzić do kościoła.
      Wszyscy chyba zgodzili się, że przymuszanie, gadanie, szantażowanie - mija się
      z celem.
      Pozostaje przykład i modlitwa.

      Co innego, gdy chodzi o tzw.zasady współżycia społecznego; tu naprawdę niejeden
      potrzebuje braterskiego upomnienia. Naprawdę nie można udawać, że się tego czy
      owego nie widzi, że się akceptuje czyjeś naganne zachowanie - bo w ten sposób
      aprobuje się zło.
      To "upomnienie" może mieć różną formę.

      Ktoś napisał o znajomym, jawnie zdradzającym żonę, ktoś o podkradaniu benzyny.
      A może tak powiedzieć w cztery oczy: "Wiesz, na skargę nie polecę, ale moim
      zdaniem to nieuczciwe".
      A może tak niezbędna odrobina społecznego ostracyzmu?
      Może niekoniecznie zapraszać takich na grilla?

      W mojej byłej firmie był konkurs na dyrektora. Baaaardzo intratne stanowisko.
      Okazało się, że odrzucono zdecydowanie najlepszego kandydata, bo był właśnie w
      trakcie wymiany żony na młodszy model. Facet był zdziwiony, że "w cywilizowanym
      świecie bierze się pod uwagę takie rzeczy". Zachodni managerowie uświadomili
      nas, że się bierze i że ma to bardzo duże znaczenie.

      A może tak nie głosować na ludzi z wyrokami sądowymi za przestępstwa?
      Kamieniem rzucać nie ma potrzeby, ale wybierać takich do władz - tym bardziej.
Pełna wersja