Dzien dobry ;-)))

09.06.07, 09:05
Na pogodny poranek, o przedzieraniu sie z trudem przez zycie, z Thomasa
Blackburna "Post mortem":

Odrodza sie u korzeni zdrowych drzew
po roznych lekach, ktorymi odsuwali nieszczescie.
Splyna jak liscie z wysokich turni
na pnie drzew, na ktorych nikt nie jest obcy
Swietowac beda wzajemne zjednoczenie
mezczyzni i kobiety - w zyciu jak korzenie drzew niemi -
dobra, dobra komunia rozmowy i smiechu,
i znalezionymi sie okaza ci, co zbladzili.
Bo to sa ci, ktorzy w parafii zyjacych
nie majac do muzyki dobrego instrumentu,
mimo to pracowali ciezko nad wielka symfonia,
grajac ja prawie niczym, kikutem jezyka i mysli.
Mezczyzna, co poszczekiwal jak pies, opowie o aniolach.
Dziewczyna tak zamarla, ze juz zadna sztuka
nie mozna bylo w niej dokopac sie duszy,
bedzie swietowac obecne w niej zycie
taneczna parabola i wspaniala piesnia.
O, juz tam wiecej nie bedzie zalosci i placzu
bo ten wielki pianista, co na jednej strunie
brzakal zlamanym palcem, dostanie strun mnostwo;
a niemy poeta, ktory umial tylko powiedziec "Dzien dobry"
zbierze jezykiem zniwo slow pelnych znaczenia.
Zostana zapisani na samym srodku strony
ci, ktorzy tutaj byli na marginesie:
bo po wyrwaniu sie z oblezenia ciala
nigdzie juz wiecej nie bedzie zalosci.
    • samboraga Re: Dzien dobry ;-))) 09.06.07, 11:49
      ktoś ubrał w poezję moje myśli, wzruszyłam się
      pięknesmile...dzięki...
    • mader1 Re: Dzien dobry ;-))) 12.06.07, 09:02
      Piękne smile
      Dla tych, co już przeczytali smile
      J20,29
      " Powiedział mu Jezus:" Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś?
      Błogosławieni, ktorzy nie widzieli, a uwierzyli"
    • otryt Jan Kasprowicz 12.06.07, 09:57
      isma napisała:

      >Bo to sa ci, ktorzy w parafii zyjacych
      >nie majac do muzyki dobrego instrumentu,

      Przy tych słowach skojarzył mi się wiersz Jana Kasprowicza:


      Przy małej wiejskiej kapliczce, stojącej wedle drogi
      Ukląkł rzępoląc na skrzypkach wędrowny grajek ubogi
      Od czasu do czasu grający bezzębne otwierał wargi
      To przekomarzał się z Bogiem, to znowu się korzył bez skargi

      Hej Panie Boże, cos wielkim
      Gazda nad gazdami,
      Po coś mi dał taką skrzypkę
      Co jeno tumani i mami

      Spraw to, żebym na zawsze umiał dziękować Ci Panie
      Że sobie rzępolę jak mogę, że daję Ci na co mnie stać
      A jeszcze bardziej chroń mnie i od najmniejszej zawiści
      Że są na świecie grajkowie pełni szumniejszych myśli

      I niech pomnę w mym życiu czy bliskim, czy też dalekim
      Żem człowiek jest przede wszystkim i niczym więcej jak człekiem
      Spraw w końcu, by przy tej kapliczce, obok tej wiejskiej drogi
      Klękał i grywał na skrzypkach wędrowny grajek ubogi


      • mama_kasia Re: Jan Kasprowicz 12.06.07, 11:07
        Bardzo dziękuję smile Aż sobie zanuciłam smile
        • otryt Re: Jan Kasprowicz 12.06.07, 11:58
          Ja też nucę, bo to także piosenkasmile))
          • mama_kasia Re: Jan Kasprowicz 12.06.07, 12:03
            Wiem, wiem smile
            Tylko za górami mi się zatęskniło... Ale już niedługo... smile
    • mader1 Re: Dzien dobry ;-))) 13.06.07, 08:00
      ks. Edward Engelbrecht napisał proste, króciutkie " Dialogi na cztery łapy i
      ogon"
      11.
      Piesku, czy ty siebie lubisz ?

      Lubię, ale powiedz, dlaczego stawiasz mi takie dziwne pytania ?

      Bo ja siebie nie zawsze lubię, a zwłaszcza nie lubię siebie wtedy, gdy od rany
      łapkę mam opuchłą, kiedy ze zbolałego oka płyną łzy, kiedy brzuch mnie boli
      albo głowa...

      Dzękuję ci, braciszku, za to wyznanie... Masz rację, nie jest łątwo siebie
      kochać, kiedy jest się chorym lub niesprawnym... Jednak lepsza rzeczą jest po
      prostu kochać siebie, niż rozczulać się nad sobą.
    • isma I knew quite well that silence was my cue... 26.03.08, 14:30
      Mader!!! Jak to sie stalo, ze znalazlas ten watek???

      Chodzi wlasnie za mna inny wiersz Blackburna - podziele sie z
      anglojezycznymi (Moze ktos sprobuje przetlumaczyc? Ja dzisiaj jestem
      niema jak korzen drzewa, i glucha na dokladke chyba tez, wiec nie
      dam rady ;-((().


      Nazywa sie "Cafe Talk":

      'Of course,' I said, 'we cannot hope to find
      What we are looking for in anyone;
      They glitter, maybe, but are not the sun,
      This pebble here, that bit of apple rind.
      Still, it's the Alpine sun that makes them burn,
      And what we're looking for, some indirect
      Glint of itself each of us may reflect,
      And so shed light about us as we turn.'
      Sideways she looked and said, 'How you go on!'
      And was the stone and rind, their shinings gone.

      'It is some hard dry scale we must break through,
      A deadness round the life. I cannot make
      That pebble shine. Its clarity must take
      Sunlight unto itself and prove it true.
      It is our childishness that clutters up
      With scales out of the past a present speech,
      So that the sun's white finger cannot reach
      An adult prism.'
      'Will they never stop,
      Your words?' she said and settled to the dark.

      'But we use words, we cannot grunt or bark,
      Use any surer means to make that first
      Sharp glare of origin again appear
      Through the marred glass,' I cried, 'but can you hear?'
      'Quite well, you needn't shout.' I felt the thirst
      Coil back into my body till it shook,
      And, 'Are you cold?' she said, then ceased to look
      And picked a bit of cotton from her dress.
      Out in the square a child began to cry,
      What was not said buzzed round us like a fly.

      I knew quite well that silence was my cue,
      But jabbered out, 'This meeting place we need,
      If we can't find it, still the desire may feed
      And strengthen on the acts it cannot do.
      By suffered depredations we may grow
      To bear our energies just strong enough,
      And at the last through perdurable stuff
      A little of their radiance may show:
      I f we keep still.' Then she, 'It's getting late.'
      A waiter came and took away a plate.

      Then from the darkness an accordion;
      'These pauses, love, perhaps in them, made free,
      Life slips out of its gross machinery,
      And turns upon itself in unison.'
      It was quite dark now you must understand
      And something of a red mouth on a wall
      Joined with the music and the alcohol
      And pushed me to the fingers of her hand.
      Well, there it was, itself and quite complete,
      Accountable, small bones there were and meat.

      It did not press on mine or shrink away,
      And, since no outgone need can long invest
      Oblivion with a living interest,
      I drew back and had no more words to say.
      Outside the streets were like us and quite dead.
      Yet anything more suited to my will,
      I can't imagine, than our very still
      Return to no place;
      As the darkness shed
      Increasing whiteness on the far icefall,
      A growth of light there was; and that is all.
      • mader1 Re: I knew quite well that silence was my cue... 26.03.08, 14:40
        > Mader!!! Jak to sie stalo, ze znalazlas ten watek???

        przypadkiem ? wink nie szukałam go , więc pewnie Przypadkiem.
        Podczytuję sobie ten wiersz, pomalutku... nie znałam go...
        • isma Re: I knew quite well that silence was my cue... 26.03.08, 14:54
          A bo to malo znany poeta jest. Nie wiem, czy sa w ogole powszechnie
          dostepne jakies polskie przeklady. Ja to kupuje na ebayu, bo w sieci
          tez nie ma za wiele.

          Ooooo, Glupia Kazia by to umiala ladnie przelozyc. Bo te teksty sa
          takie... rilkeanskie troche, i za to wlasnie je lubie wink)).

          Kaziu! Prosze sie natychmiast zglosic do Katedry Przekladu!!!
          • mader1 Re: I knew quite well that silence was my cue... 26.03.08, 15:16
            Kaziu smile prosimy smile
            • glupiakazia Blackburn po polsku 31.03.08, 14:44
              Są Moderatorki, którym się nie odmawiasmile

              Rozmowa przy kawie
              Thomas Blackburn

              ‘Oczywiście’, powiedziałem, ‘nie możemy mieć nadziei, że znajdziemy
              To, czego szukamy w kimkolwiek,
              Świecą, być może, ale nie są słońcem
              Ten błyszczący kamień tutaj, ten kawałek skórki jabłka tam.
              Ale, to alpejskie słońce sprawia, że płoną,
              A to, czego szukamy, jakiś pośredni
              Odblask siebie, który każdy z nas może odbijać,
              I tak pada światło na nas, odwracających się.’
              Spojrzała z ukosa i rzekła ‘Ale gadasz!’
              I znikł kamień i skórka, i ich blask.

              ‘To jak twarda skorupa, którą musimy skruszyć,
              Śmierć wokół życia. Ja nie umiem
              Sprawić, aby ten kamień błyszczał. To jego czystość musi przyjąć
              Światło słońca do swego wnętrza i dowieść jego prawdy.
              To nasza dziecinność zaśmieca
              Skorupami z przeszłości dzisiejszą mowę,
              Tak, że biały palec słońca nie może dosięgnąć
              Dorosłego pryzmatu.’
              ‘Czy one nigdy się nie skończą?
              Te twoje słowa?’ powiedziała i zajęła się ciemnością.

              ‘Ale my używamy słów, nie umiemy chrząkać ani szczekać,
              Użyj innego sposobu, aby ten pierwszy
              Oślepiający blask oryginału znowu przebił się
              Przez zniszczone szkło’ krzyczałem ‘ale czy ty słyszysz?’
              „Słyszę dobrze, nie musisz krzyczeć’ Chciało mi się pić
              Zwijam się w kłębek we wnętrzu mojego ciała, aż zadrżało
              ‘Zimno ci?’ zapytała, potem przestała patrzeć
              I zdjęła z sukienki nitkę bawełny.
              Na placu zaczęło płakać dziecko,
              To, co niewypowiedziane bzyczało wokół nas jak mucha.

              Wiedziałem dobrze, że cisza była dla mnie znakiem,
              Ale paplałem ‘Takiego miejsca spotkań potrzebujemy,
              Jeśli go nie znajdziemy, pragnienie nadal może karmić się
              I umacniać tym, czego nie osiąga.
              O wycierpiane grabieże możemy urosnąć
              Aby zrodzić energię w nas silną tylko,
              Aż w końcu przez wieczne rzeczy
              Odrobina jej światła przeniknie:
              Jeśli się nie poruszymy.’ Wtedy ona: ‘Robi się późno’.
              Kelner podszedł i zabrał talerz.

              Dźwięk akordeonu z ciemności;
              ‘Te przerwy, miłość, być może wśród nich, uwolnione,
              Życie wymyka się swej ordynarnej machinie,
              I zwraca się ku sobie unisono.’
              Było już dosyć ciemno musisz zrozumieć
              I coś na kształt czerwonych ust na ścianie
              Dołączyło do muzyki i alkoholu
              I popchnęło mnie do palców jej dłoni.
              Tak, tam było, samo w sobie i skończone,
              Policzalne, małe kostki tam były i mięso.

              Nie uścisnęły moich ani nie cofnęły się,
              Lecz ponieważ żadna objawiona potrzeba nie może długo
              Odziewać niepamięci żywym zainteresowaniem
              Cofnąłem się i nie miałem już nic do powiedzenia.
              Ulice na zewnątrz były jak my i niemalże martwe.
              Jednak coś jeszcze pasowało do mojego pragnienia,
              Nie mogę sobie wyobrazić, jak nasz bardzo cichy
              Powrót do nikąd;
              Kiedy opada ciemność
              Wzmagając biel dalekiego lodospadu,
              Wzrastało tam światło; i to jest wszystko.
              • mader1 Re: Blackburn po polsku 31.03.08, 15:46
                tak się cieszę Kaziu, że nie odmówiłaś smile
                Dzięki Tobie wszyscy - i Ci, którzy przeczuwali treść jedynie z
                rytmu obcych wyrazów i ci, którzy rozumieli , ale nie do końca i ci,
                którzy chwytali nitkę sensu i trzymali się jej kurczowo... Wszyscy
                mogą sobie przeczytać smile
                • isma Re: Blackburn po polsku 31.03.08, 16:41
                  Nooo. Nooo.
                  Ja tez bardzo w imieniu forumowej spolecznosci dziekuje.
                  Kaziu, gdybys chciala, to, ten, kiedys jakas wieksza porcja
                  oryginalnego Blackburna moze do M. zawitac wink)).

                  To, swoja droga, zabawne, ze na forum, z natury rzeczy sluzacym
                  komuni-kowaniu, sie pisze o tym, ze tak naprawde komunikacja miedzy
                  ludzmi, w swojej najglebszej istocie nie jest mozliwa wink)).
                  • mama_kasia Re: Blackburn po polsku 01.04.08, 08:39
                    tak naprawde komunikacja miedzy
                    > ludzmi, w swojej najglebszej istocie nie jest mozliwa wink))

                    ciekawe...

                    Kaziu, dziękuję za tłumaczenie. Inaczej bym treści nie poznała smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja