isma
09.06.07, 09:05
Na pogodny poranek, o przedzieraniu sie z trudem przez zycie, z Thomasa
Blackburna "Post mortem":
Odrodza sie u korzeni zdrowych drzew
po roznych lekach, ktorymi odsuwali nieszczescie.
Splyna jak liscie z wysokich turni
na pnie drzew, na ktorych nikt nie jest obcy
Swietowac beda wzajemne zjednoczenie
mezczyzni i kobiety - w zyciu jak korzenie drzew niemi -
dobra, dobra komunia rozmowy i smiechu,
i znalezionymi sie okaza ci, co zbladzili.
Bo to sa ci, ktorzy w parafii zyjacych
nie majac do muzyki dobrego instrumentu,
mimo to pracowali ciezko nad wielka symfonia,
grajac ja prawie niczym, kikutem jezyka i mysli.
Mezczyzna, co poszczekiwal jak pies, opowie o aniolach.
Dziewczyna tak zamarla, ze juz zadna sztuka
nie mozna bylo w niej dokopac sie duszy,
bedzie swietowac obecne w niej zycie
taneczna parabola i wspaniala piesnia.
O, juz tam wiecej nie bedzie zalosci i placzu
bo ten wielki pianista, co na jednej strunie
brzakal zlamanym palcem, dostanie strun mnostwo;
a niemy poeta, ktory umial tylko powiedziec "Dzien dobry"
zbierze jezykiem zniwo slow pelnych znaczenia.
Zostana zapisani na samym srodku strony
ci, ktorzy tutaj byli na marginesie:
bo po wyrwaniu sie z oblezenia ciala
nigdzie juz wiecej nie bedzie zalosci.