czy przy dziecku mozna sie kłócic?

16.06.07, 11:59
Oczywiście idealnie byłoby z męzem kochanym nie kłócic sie w ogóle,ale no
niestety czasami nie da się...smileCzy przy malutkich dzieciach i tych starszych
mozna sie kłócic? Czy raczej powinno się powiedziec: "kochanie odłóżmy
kłótnie na później" (w emocjach mało realne)i odczekac albo wyjśc do drugiego
pokoju (tylko co jak dzieci idą za Wami?: " nie wchodźcie, bo rodzice teraz
muszą sie pokłócic")lub kłócic sie,ale potem pokazac, że rodzice sie godzą i
mówia przepraszam. A może nauczyc sie kłócic kulturalnie,ale kiedy jest
niekulturalnie i dzieciom kłótnia szkodzi? Ja pamietam ze swego dzieciństwa i
nawet dzis, że w kłótniach rodziców czułam sie mało bezpiecznie,ale dlatego,
ze rodzice kazali nam stawac po którejs ze stron i brakowało mi przytulenia i
zwykłego powiedzenia, że ich kółtnia nie dotyczy mnie, że rodzice czasami
maja odmienne zdanie,ale to nie znaczy, że sie nie kochają, próbują znaleźc
wspólne rozwiązanie problemu i jest to dla nich trudne,dlatego krzyczą. Może
takie tłumaczenie wystarczy a moze kłótnie są zabronione przy dzieciach i
już. Proszę o Wasze opinie, dziekuję.
    • minerwamcg Re: czy przy dziecku mozna sie kłócic? 16.06.07, 17:31
      Moi rodzice kłócili się niezmiernie rzadko. Ale jak już, to pamiętam, że czułam
      się wtedy okropnie. Jakby to nie byli moi rodzice, jakby to nie był mój dom.
      Totalna utrata poczucia bezpieczeństwa.
      Dlatego chciałabym się nie kłócić przy dzieciach.
      W "Kłamczusze" Musierowicz padają słowa: "Dzieci, idźcie do pokoju i zamknijcie
      drzwi, bo my się teraz będziemy kłócić." Wyjście albo wysłanie dzieci do
      drugiego pokoju, choćby drzwi nie izolowały idealnie, wydaje mi się dobrym
      pomysłem. To jest także stworzenie przestrzeni symbolicznej - was to nie
      dotyczy.
      Poza tym jest nadzieja, że z wiekiem będziemy się kłócić mniej burzliwie smile))
      • a_weasley Re: czy przy dziecku mozna sie kłócic? 16.06.07, 17:35
        Możemy się kłócić przez GG. Same zalety. Primo, nie słychać. Secundo, wolniej
        się pisze niż mówi. Tertio, często w miarę zaostrzania się kłótni jej głównym
        przedmiotem staje się to, co kto powiedział, a tak to wszystko zapisane.
    • babie_lato1 Re: czy przy dziecku mozna sie kłócic? 16.06.07, 22:04
      Moim zdaniem, warto próbować jednak przy dzieciach kontrolować emocje, także te
      skierowane nie do nich, a do męża czy kogoś innego w ich towarzystwie. Może nie
      tyle dusić je w sobie, co jakoś "puścić w bok" - w chwili wzburzenia wyjść np. z
      domu na spacer czy rower i wrócić spokojniejszym, gotowym do rozmowy z drugą
      połową.
      Cóż to bowiem jest za wyjaśnienie, że ich (dzieci) to "nie dotyczy"? Jak może
      nie dotyczyc ich, że dwie najważniejsze, najukochańsze osoby właśnie na siebie
      wrzeszczą, są dla siebie niemiłe, złośliwe czy co tam? Owszem, dotyczy ich to.
      Dotyka.
      Izolacja, moim zdaniem, też nie jest najlepszym wyjsciem - dzieci wiedzą, że
      dzieje się właśnie coś ważnego, nie wiedzą co. Widzą roztrzęsienie, wyczuwają
      agresję rodziców. Niepokój. Wrzaski przytłumione dobiegają przez drzwi.
      Myślę, że najlepiej jednak jest się przy nich nie kłócić. Można kulturalnie -
      spokojnie, bez inwektyw, krzyków itp. omawiać jakieś sporne kwestie. Ale nawet
      taka rozmowa też chyba nie dla dziecięcych uszu jest... Tyle teoria.
      A jeśli emocje jednak poniosą, chyba najlepiej wyjaśnić później dziecku, co się
      stało. W końcu to normalne, że ludzie się denerwują, irytują, a jednak wciąż
      kochają, to też ważna informacja dla dziecka. Tak mi się wydaje.

    • mader1 Re: czy przy dziecku mozna sie kłócic? 16.06.07, 23:22
      Sama już napisałaś - najlepiej się nie kłocić wink))
      Rozmawiać.
      Najlepiej nie przy dzieciach smile Dlaczego ?
      - jeżeli już się kłocimy, niedobrze się dzieje , gdy ktokolwiek jest świadkiem.
      Z wielu powodów. Najczęściej jeżeli już poniosą nas emocje, nie do końca
      odpowiadamy za słowa. One bardziej ranią, jeżeli jeszcze ktoś je słyszy ,
      jest "świadkiem"- czy to dziecko czy matka czy sąsiadka. Przejaskrawiamy fakty,
      nadintepretowujemy. Nagle dziecko widzi przed sobą dorosłego, który " kłamie"
      czy histeryzuje. Co może myśleć ?
      - odłożenie kłótni, rozmowy w czasie powoduje, że rozmawiamy bardziej
      merytorycznie, spokojnie, możemy pomyśleć o tym, co mowimy.
      - obecność dzieci, obcych osób powoduje, że kłotnia jeszcze bardziej wymyka
      nam się spod kontroli. "Świadek" powoduje, że obserwując jego reakcje zaczynamy
      bardziej się upierać , trudniej nam się skupić na argumentach. Bywa, że strona
      bardziej wrażliwa na przestrach w oczach malucha, ustępuje.

      Ale czasem to się dzieje - pokłócimy się. i nie ma co robić z tego tragedii,
      jeżeli to jest sporadyczne. To, że się kogoś kocha, nie oznacza zaraz braku
      kłótni. Dobrze, żeby dzieci to wiedziały, bo będą potem myśleć jako dorośli, że
      po kłotni zaraz następuje rozwód.
    • kulinka3 Re: czy przy dziecku mozna sie kłócic? 17.06.07, 01:33
      Najlepiej się przy dzieciach nie kłócić, a jeśli już tak wyjdzie, to koniecznie
      się na ich oczach pogodzić.
    • isma Re: czy przy dziecku mozna sie kłócic? 18.06.07, 09:37
      Nooo... My sie wprawdzie nie klocimy przy dzieciach, ale tylko dlatego, ze
      dziecko jest jedno ;-/.

      A powaznie: zalezy, co sie rozumie przez klotnie. Owszem, my sie ze slubnym
      scieramy czesto, a ze, jak by to powiedziec, zyjac w pokoju z kuchnia, nie
      bardzo mamy co za soba zamknac, to sila rzeczy scieramy sie przy dziecku. Jakis
      czas temu, jeszcze jako bezdzietni, ustalilismy, czego, klocac sie, nie wolno,
      i tego staramy sie przestrzegac - nie wolno obrazac, nie wolno uzywac
      argumentow personalnych, nie wolno odwolywac sie do dziejow zamierzchlych. Nie
      wolno wrzeszczec. Nie wolno wychodzic w trakcie klotni wink)).
      Dzieki czemu, nawet jesli nie uda sie nam dojsc do kompromisu, to rzecz cala
      konczy sie zdefiniowaniem odmiennosci naszych stanowisk, co zdarza sie nader
      czesto, albowiem my, jak wiecie, bardzo sie roznimy. Ale, jako adoptowani
      Wlosi, uwazamy, ze na oczyszczenie atmosfery nie ma, jak szybka klotnia wink)).

      Nie jestem ani za izolowaniem dzieci od tego, ze w domu zdarzaja sie roznice
      zdan, ktore trzeba jakos pokonac, ani za stwarzaniem sztucznej
      atmosfery "poklocilismy sie, ale nic sie nie stalo". Owszem, M. wie, ze te
      nasze spory, ktore jej nie dotycza, istotnie jej nie dotycza (natomiast od
      czasu, kiedy bierze udzial w sporach ogolnorodzinnych typu "gdzie sie pojedzie
      na wakacje", bywa zreszta dosc komicznie - zazwyczaj ten wlasnie rodzic, do
      ktorego zdania ona wydaje sie przychylac, zaczyna gwaltownie szukac argumentow,
      usprawiedliwiajacych strone przeciwna wink)).
Pełna wersja