miłość do swoich dzieci

28.07.07, 21:18
Boję się, że przesadzam z tą ilością wątków, jakie ostatnimi czasy zakładam.
Straszna ze mnie gaduła. Ale jest nadzieja, że od 1 września trochę się
przymknę.

Piszemy tutaj często o kłopotach z dziećmi, o problemach w wychowaniu, pytamy
o coś, czasem żartujemy, a czasem się skarżymy. Wszystko dlatego, że
oczywistym jest, że kochammy nasze dzieci.
A może za mało o tej miłości? Właśnie dlatego, że taka oczywista?

Bo ja w moich Synach jestem zakochana.

Młodszy ma gładziutką skórę, o kolorze najpiękniejszej brzoskwini. Włosy jak
len. Oczy wielkie o pięknych tęczówkach. Nogi przecudnie grubiutkie, a gdy
wkłada swoje klapki-krokodylki i szura nimi, gęba mi się sama śmieje.
Uwielbiam gdy przychodzi do mnie i się przytula, nic nie brzmi tak pięknie,
jak jego "mama, ummmm?". Jest pogodny i we wszystkim widzi dobre strony, na
nic się nie skarży i musi go coś bardzo boleć, żeby jęknął "łał". Jest
mięciutki i ciepły. I po prostu cudowny.
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d304299056a314f6.html
Starszy ma najpiękniejsze nogi na świecie. Uwielbiam gdy się uśmiecha z
przekorą, kocham gdy wpatruje się we mnie swoim mądrym wzrokiem. Ma fajne
piegi na nosie i policzkach. Szybko się wszystkiego uczy, jest najmądrzejszym
pięciolatkiem jakiego znam. Ma swoje zdanie i wie czego chce. Gdy mu się coś
nie uda albo ktoś lub coś zdenerwuje, biegnie do mnie i woła "przytul mnie",
a ja wtedy rzucam wszystko i przytulam go - bo wiem, że zamykam wtedy w
swoich ramionach cały wszechświat i że za rok może już nie będzie chciał
przybiec do mnie. Jest po prostu cudowny.
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f5f148643aa9a9fd.html

Wiem, że Wasze Dzieci też są cudowne. Napiszcie o tym
    • k_j_z Re: miłość do swoich dzieci 28.07.07, 21:45
      zazdroszcze.
      Nie, nie ślicznych synków, tylko łatwości, z jaka o nich piszesz.
      Ja tak nie potrafię (nie kocham dzieci?)
      Każde z nich ma mnóstwo zajęć i własnych spraw, ja dużo pracuję i w efekcie
      mamy tak mało casu na spotknia, że żal mi oddawać gdiekolwiek te chwilki.
      Uwielbiam patrzec na swoje dzieci, kidy coś robią razem, uwielbiam ich słuchać,
      kiedy dochodzą do porozumienia. Wychodzę z pokoju kiedy się biją.
      Patrzę na nich i myslę, że to cudowne, że każdy z nas jest inny i że moje dzieci
      pomimo życia pod jednym dachem sdą tak różnymi ludźmi.
      • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 28.07.07, 23:32
        Moi też zupełnie różni od siebie - a też tych samych rodziców i też pod tym
        samym dachem.
        Ale najbardziej niesamowite dla mnie jest to, że współstworzyłam coś wiecznego.
        Bo o ile mają początek, o ile końca mieć nie będą. I ja miałam wpływ na
        powstanie tych dwóch wieczności...

        A co do Twojej sygnaturki - to chyba o naszym domu
        • mama_kasia Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 00:03
          > Ale najbardziej niesamowite dla mnie jest to, że współstworzyłam coś wiecznego.

          Piękne smile
          • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 09:38
            A dlaczego Koleżanka nie śpi?
        • k_j_z Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 14:10
          wspaniałe. Nigdy nie myślałam o tym wiecznym.
          Owszem cieszyłam się, że mam dobre i mądre dzieci, ale nie myslałam o tym końcu.
          A wiecie, kiedyś jakaś damesa z którejś klasy któregoś mojego dziecka wyjechałą
          mi "No ja nie rozumiem, jak osoba uważana za inteligentną mogła być tak głupia i
          mieć tyle dzieci" A dodam, że chyba jeszcze wtedy nie wszystkie były pojawione
          na świecie.
          No i odpowiedziałąm, że trzeba przekazywac dobre geny, bo gdyby tylko idiotki
          chciały rodzić, niedługo mielibyśmy społeczeństwo imbecylów.
          Trochę złośliwie, wiem, ale nie mogłam się powstrzymać.
          Moje już są chyba w tym wieku, że nie mogę się zachwycać jedwabistością skóry,
          co najwyżej mocno owłosionymi superłydkami Tytusa, czy fantastyczną fryzurą
          Ignacegosmile))
          Nieraz wydawało mi się, że oni ani zimni ani gorący.
          A tu kiedyś przy okazji rocznicy Powstania jeden zapytał mnie, czy gdyby oni
          chcieli tak, jak tamci to co bym zrobiła, czy pozwoliłabym, i wtedy zrozumiałąm,
          z/e nie muszą wszystkiego pokazywać, ale że nie są letni
    • isault Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 13:44
      Witek - jest takim malutkim ziarenkiem z którego dopiero kiełkuje człowieczek.
      Uwielbiam ze wystarczy tylko na niego spojrzec a się smieje, ma najmiekszą,
      najgładszą skórkę na swiecie i dołeczek tylko w jednym policzku. Udka i stópki
      aż sie proszą a całowanie, a pokryta meszkiem główka o mizianie. Cudownie jest
      patrzec jak sie do mnie przysysa i doi mleko a potem odpada objedzony. Albo jak
      walcz ze snem i powoli mu oczka opadają smile
      Marianka - cudownie patrzec jak się rozwija, każdy dzień to coś nowego,
      ostatnio nauczyła się że kangur robi "hop" a owieczka "beee" i prezentuje to
      wszystkim na około a ja czuję się tak głupio dumna jakbym była matka
      młodocianego Alberta Einsteina. Rozpływam sie jak przychodzi się przytulic albo
      jak nie proszona daje braciszkowi buzi.
      A najwspanialszą chwilą, zarówno z Witkiem jak i marianką, był moment kiedy tuz
      po porodzie wylądowali mi na brzuchu. Oslizgli, sinozieloni i umazani we krwi -
      dla mnie byli najpiękniejszymi istotami jakie kiedykowiek chodziły po ziemi, i
      ten zachwyt już chyba we mnie został smile
      • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 14:18
        Oj, fantastycznie wygląda dziecko, które jest śpiące, ale upiera się przy tym,
        że nie jest. A walka nierówna.

        Co do dołka w policzku, to ponoć to jakiś ginący mięsień go powoduje i będzie
        dołeczków coraz mniej. Tak więc ciesz sięsmile

        A co do widzenia po porodzie - myślisz, że to ma znaczenie dla późniejszej
        więzi? Ja nie przytuliłam żadnego z moich Synków po porodzie
        • isault Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 14:20
          nie wiem. Szczerze. DLA MNIE był to moment niezapomniany, ale wierzę, że nie
          musi on zajśc żeby kochac swoje dziecko jak nic na świecie.
          • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 14:35
            Ni emam porównania - nie wiem, jak byłoby gdyby jendak ten pierwszy moment był
            inny. Ale zaszły takie okoliczności, że nie było to możliwe. Młodego dotknęłam
            po jakichś 4 godzinach, a Starszego dopiero trzeciej doby - to odzuliśmy mocno
            oboje, jakoś nam się nie kleiło na początku to bycie razem. Myślę, że miało na
            to wpływ wiele spraw fizjologicznych, ale chyba ta rozłąka też
            • isault Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 14:52
              odpowiem pół żartem: mój maż, któy był przy obydwu porodach, przed pierwszym
              się nie dokształcił, mimo, że wielokrotnie prosiłam go o przeczytanie wksiążce
              odpowiednich rozdziałów i obejrzenie odpowiednich zdjęc. Wiec kiedy ja
              rozpływałam sie nad marianką, przez łzy powtarzając "jaka ona piękna", on,
              wysoce zdziwiony ze skwaszoną mina oglądał tego "ufoka" i zastanawiał się o
              czym ta żona mówi, to cos ma byc ŁADNE??
              Wiem ze tatuś to nie to samo, i wiem też że rozłąka daje przykre skutki: moja
              córeczka druga dobę życia spędziłą w inkubatorze, a ja ledwo żywa przy niej,
              zeby tylko choc dotykac jej nózki. Ale widzę też że wiele można nadrobic
              później, jesli tylko zachwa się optymizm i spokój ducha - no i ma się namiar na
              dobrego doradcę laktacyjnego wink Co do psychiki - nie mam złudzeń, wiem ze moj
              dziecko BĘDZIE pamiętało tą dobę spędzoną beze mnie (widziałam np. seanse
              hipnotyczne, człowiek ma wspomnienia nawet z zycia łonowego) ale wiem tez że
              wtedy nie miałam wyjścia i zdrowie było ważniejsze, więc nie pluję sobie w
              brodę. I nikomu nie radzę smile
              • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 29.07.07, 20:40
                Ja nei miałam możliwości nie tylko dotknąć nóżki Starszego, ale nawet na niego
                spojrzećsad Dwie dobysad
                • kasia_ol1 Re: miłość do swoich dzieci 30.07.07, 09:38
                  to w takim razie ja jestem tą szczęściarą, która brzuszkowała i cycała się ze
                  swoimi chłopakami tuż po porodzie i jeszcze męża miałam przy sobie. zobaczymy
                  jak będzie z trzecim.

                  do Starszego moja miłość jest baaardzo niedoskonała - i nawet pisząc to,
                  uswiadamiam sobie, ze "zabijam" w nim dziecko... jest bardzo inteligentny, z
                  czego jestem dumna. ma piękne ciemne oczy, takie mądre spojrzenie. rzadko sie
                  przytula, ale jego kościsty uścisk jest w sumie miły, choć mało komfortowy wink za
                  to na każdym kroku mówi, ze kocha, domagajac się tym samym odwzajemnienia i
                  potwierdzenia naszych uczuć. zawsze będę pamiętała, że to mój pierworodny i jest
                  w nim z tego powodu coś szczególnego, czego nie umiem nazwać...

                  Młodszy to taki mały cukierek, strasznie przytulalski, taka mięciutka kuleczka,
                  mały pocieszny głuptasek z ognikami w błękitnych oczach - oj, ten to nam jeszcze
                  da popalić wink

                  o Najmłodszym jakoś trudno mi pisać. ostatnio potwierdziło się, ze bedzie
                  chłopiec i jakoś mnie to jeszcze gryzie chyba, w przeciwieństwie do męża, który
                  w tym względzie bardziej zawierzył Bogu i ma pewność, że damy radę smile

                  • mamalgosia pierworództwo, kuleczka i gryzienie sie 30.07.07, 11:03
                    Kasiu,
                    Zaciekawiło mnie to, co napisałaś - że jest coś szczególnego w tym, ż ejest to
                    pierworodny syn. Czy jest szansa, że to sprecyzujesz? Bo ja właśnie też sobie
                    uświadomiłam, że jest w tym coś szczególnego, ale za nic nei potrafię jakoś
                    tego uścisłić.

                    Może wszystkie drugie chłopaki są takie słodkie i kuleczkowate?

                    A co do trzeciecho chłopca... Ja już przy drugim byłam mocno rozczarowana.
                    Niech się posypią na mnie gromy, ale będę szczera: płakałam, gdy się
                    dowiedziałam. To oczywiście okropne, bo dziecko w brzuchu czuje takie rzeczy,
                    tak sądzę. Ale byłam naprawdę bardzo rozczarowana. Zawsze marzyłam o córce. Na
                    pierwszego syna jeszcze jakoś przymknęłam oko, ale drugie było mi bardzo ciężko
                    pzreskoczyć. Bo wiedziałam, że więcej dzieci mieć nie będę (wiem: nigdy nie mów
                    nigdy, ale nie planuję i nie powinnam, to tak w skrócie), a syna już mam.
                    Znajomi nie ułatwiali mi - po pierwsze koleżanki i bratowa rodziły dzieci
                    różnopłciowe (nie ich wina, ale mam silnie rozwiniętą zazdrość), a ponadto w
                    rodzinie rozczarownaie było bardzo otwarcie okazywane, słyszałam różne przykre
                    słowa, których nie przytoczę. Młodszego oczywiście nie zamieniłabym teraz na
                    żadną dziewczynkę, ale tęsknota za dziewczynką jest we mnie i pewnie
                    pozostanie. Patrzę na placach zabaw, nad morzem, w kościele - na te wszystkie
                    cudne dziewczynki, no i jest mi żal, no jest. Może jakaś wnuczka się trafi?
                    • kasia_ol1 Re: pierworództwo, kuleczka i gryzienie sie 30.07.07, 11:15
                      właśnie zbieram się do kliniki na kolejne badania. obiecuję, ze pomyślę nad
                      sprecyzowaniem myśli.

                      co do trzeciego; pewnie nastawienie otoczenia i te kilkumiesięczne życzenia
                      córci wpłyneły na to, ze dałam sie wkręcić w machinę wyboru płci. starszy synek
                      też od początku mówił "marzę o siostrze" i choć od samego początku tłumaczyliśmy
                      mu, ze rzeczywistość moze się okazać bratem, to pozostało we mnie jakieś takie
                      poczucie niespełnienia (?), zawiedzenia kogoś bliskiego.
                      a teraz, gdy juz w zasadzie wiadomo, że to synuś, słyszę teksty: "no, niestety,
                      nie udało się", "drużyna piłkarska" itd. tylko pierworodny w swojej
                      piecioletniej mądrości zachował się całkiem na miejscu: "nieszkodzi, może
                      następnym razem będzie siostra" wink
                      • mamalgosia płeć 30.07.07, 11:56
                        Tak, to częste. Mam kolegę, który ma 5 synów, ten to się nasłuchał.

                        Koleżanka ma syna i córkę, teraz jest w trzeciej ciąży. lekarz robił usg i
                        zapytał:
                        - co pani ma w domu?
                        - syna i córkę
                        - a, no to czas na nowe rozdanie.

                        A że synek ma na imię Jaś, a córeczka Małgosia, to im ksiądz na kolędzie
                        powiedział, że teraz to będzie Ali Baba , a potem już tylko 40 rozbójników.

                        Ludzie, ludzie, te hasła...

                        Ja usłyszałam, że będzie mi smutno, że nigdy mnie synowie nie zrozumieją, że
                        się wyprowadzą... To co i ja sama wiem. Tylko podane w takiej formie, jakbym to
                        ja sobie tego syna sprawiła i nie chciała córki. I jakby coś mi się nie udało
                        (niestety sama również to tak odbieram, bo starania w obu przypadkach były "na
                        dziewczynkę")

                        A Tobie oby w tej klinice powiedzieli same dobre rzeczy
                        • kulinka3 Re: płeć 30.07.07, 14:14
                          No, ja to się nasłuchałam od własnej córki, która strasznie liczyła na zdrowego
                          brata!A tu kolejna siostra. Nie potrafiła ukryć rozczarowania.Bidulka.
                          Ja też myślałam,że może teraz pora na chłopca.Mam jednak to ogromne
                          przekonanie,że jestem jedynie współpracownikiem Boga w sprowadzeniu na ten świat
                          ludzi, których to On chce od początku świata.Od razu zrobiło się prościej.A
                          kiedy Madzia przyszła na świat wszyscy oszaleli z miłości.Jest wielkim ogromem
                          (9 kg)uśmiechu, spokoju i słodyczy.
                          • mamalgosia Re: płeć 01.08.07, 07:49
                            Kulinko, ja też w to wiezrę. Ale po ludzku mi żalsmile
                    • isma Re: pierworództwo, kuleczka i gryzienie sie 31.07.07, 08:18
                      Hm. Jak przyjedziesz, to zobaczysz, ze dziewczynki, no, tego... nie zawsze
                      bywaja slodkie i cudne. Wybijokno, ktore ma nas (bo z cala pewnoscia to nie my
                      je mamy) niby jest jest dziewczynka, ale... Przedwczoraj bylo u kolegi i
                      powrocilo stamtad opanowane przemoznym pragnieniem posiadania weza. Na moja
                      ostrozna sugestie, ze weze trzeba karmic, wiadomo czym ;-(((, dziecko z duza
                      pewnoscia siebie oswiadczylo, iz nie widzi w tym nic szczegolnego, albowiem na
                      tym wlasnie polega lancuch pokarmowy ;-(((.
                    • k_j_z Małgosiu, mnie się udało za 5. razem 31.07.07, 11:39

                      • mamalgosia Re: Małgosiu, mnie się udało za 5. razem 01.08.07, 07:49
                        Jak by Ci to powiedzieć... Nie wyobrażam sobie tylu strzałówsmile
    • tres_ka Re: miłość do swoich dzieci 31.07.07, 08:10
      Śliczne masz dzieci smile))

      Jeśli chodzi o moich chłopaków, to też mogę powiedzieć, że jestem zakochana.
      Ciągle bym ich przytulała, no i w ogóle na świecie nie ma piękniejszych,
      zdolniejszych i mądrzejszych dzieci wink)).

      Starszy jest inteligentny, wrażliwy, raczej spokojny, szybko się wzrusza,
      wszystkim przejmuje. Młodszy, to jego przeciwieństwo - uśmiechnięty łobuziak,
      który nie przejmuje się niczym. Idzie jak burza smile. Nawet jak się przewróci, to
      wstaje, otrzepie ręce i leci dalej.

      Są tak różni. Walczą ze sobą, rywalizują, kłócą się strasznie. Najbardziej lubię
      patrzeć kiedy już śpią. Zapominam wtedy co zbroili w ciągu dnia.
      Zawsze powtarzam, że najlepszą rzeczą, którą nam z mężem udało sie stworzyć, to
      nasze dzieci.
      • isault Re: miłość do swoich dzieci 31.07.07, 13:14
        oj prawda smile My je nazywamy "owockami miłości" smile
      • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 07:52
        tres_ka napisała:


        >
        > Jeśli chodzi o moich chłopaków, to też mogę powiedzieć, że jestem zakochana.
        > Ciągle bym ich przytulała, no i w ogóle na świecie nie ma piękniejszych,
        > zdolniejszych i mądrzejszych dzieci wink)).
        Tresko! No toż przecież mój wątek założyłam m.in. po to, żebyś wreszcie
        przejrzała na oczy, że są!! smile))


        >

        Najbardziej lubi
        > ę
        > patrzeć kiedy już śpią.
        Ojej! Zapomniaąłm o tym napisać, ale tak! tak! Przecudny widok...
    • mader1 Re: miłość do swoich dzieci 31.07.07, 20:05
      Kocham każdy ich kawałeczek... Myślące, piękne oczy... jasne, szczere u
      Najstarszej, ciemne, figlarne , nieprzeniknione u Najmłodszej , zielone, często
      zamyślone, zachwycone światem u Jedynego smile Włosy - i te spocone po bieganiu,
      zmierzwione, i... o zgrozo... farbowane . Czesane krótko i szybko, nie czesane
      wtedy , gdy im się należy... układane z ogromną starannością. Usta - delikatne,
      nieduże, usmiechnięte , ale i ułożone w podkówkę...
      Takie są różne.
      Kocham je kazde z osobna i wszystkie razem...
      Uwielbiam, gdy współpracują...
      • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 07:58
        Napisałaś o spoconych włosach... Mnie też się one podobają. Ale tylko u dziecismile
        • mader1 Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 16:26
          > Napisałaś o spoconych włosach... Mnie też się one podobają. Ale tylko u
          dziecismile

          I to u małych - w dodatku swoich smile
          Takie po nocnym śnie... i po szalonym bieganiu z kolegą albo koleżanką - kiedy
          zachłyśnięte śmiechem pada mi w ramiona ( " mamo, ratuj !") smile)))
    • zuzasza Re: miłość do swoich dzieci 31.07.07, 22:48
      Tak naprawdę to dopiero przyjście na świat dzieci uzmysłowiło mi jak mocno
      człowiek potrafi kochać. I gdy każdy z nich sie rodził to aż trudno bylo
      uwierzyć, że można było dotąd żyć bez tej miłości.
      I czasem ręce opadają, bo Starszy jest charakterny i uparty, a Młodszy jeszcze
      mały więc czasem nie wiadomo o co mu chodzi... ale wtedy popatrzę na nich chwilę
      jak śpią i zaraz mi przechodzi.
      • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 07:57
        zuzasza napisała:

        > Tak naprawdę to dopiero przyjście na świat dzieci uzmysłowiło mi jak mocno
        > człowiek potrafi kochać.

        I ajk mocno potrafi się bać.
        I jak mocno potrafi sie martwić.
        I jak mocno potrafi się cieszyć
        I jak mocno potrafi się zachwycać.
        Prawda?

        >
        • tres_ka Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 08:01
          i tak po prostu uśmiechać i śmiać smile
          • mamalgosia śmiech 01.08.07, 09:30
            Przyznam, że śmieję się częściej Z DZIECI niż Z DZIEĆMI.
            Mam nadzieję, że głupiaKazia wybaczy mi to, co teraz napiszę...
            Wczoraj jej Najstarsza jechała z moim Starszym samochodzikiem w autodromie.
            Powiedziałam im potem, że jeździli najgorzej z wszystkichsmile Ale był to czysty
            eufemizmsmile Kazia tego nie widziała, bo sama wtedy jeździła ( nb nieźle, bo z
            niej kierowca super) i myślę, że ma czego żałować. Starali się jeździć dobrze,
            ale nie było nawet trzech sekund płynnej jazdy, ciągle w kogoś uderzali
            jednocześnie z przodu, tyłu i z obu boków (a to ci sztuka, nieprawdaż?),
            zakleszczali się i próbowali wydostać. Oczywiście ledwo się wydostali w jakąś
            stronę, już zmówione wrogie autka otaczały ich z co najmniej trzech stron.
            Ponieważ z owych kleszczy wymykali się tylko na moment, to korzystali z tych
            chwil i dodawali gazu na maxa, tak więc przy następnym zderzeniu siła
            bezwładności powodowała taki odrzut, że myślałam, że im głowy z karków odlecą.
            A mnie aż brzuch ze śmiechu rozbolał. Wyrodna matka
            • mader1 Re: śmiech 01.08.07, 16:47
              ja z dziećmi śmieję się często smile))
              Ale przyznaję, że często ogarnia mnie wesołość nie do przezwyciężenia w
              najmniej, według nich, odpowiednich sytuacjach smile))Strasznie są na mnie wtedy
              wściekłe : (
              • mamalgosia Re: śmiech 01.08.07, 21:49
                Oni chyba nie widzieli, że się z nich śmieję, byli zajęci prowadzeniem pojazdu.
                Natomiast tak: dzieci nie lubią jak się z nich ktoś śmieje. A dorośli lubią?
        • zuzasza Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 09:15
          tak, tak...ten strach
          a najgorsza jest bezradność, gdy Starszy płacze bo go "boli czoło" (znaczy: ma
          niestrawność zaraz zwróci)- i ja nie umiem mu pomóc, bo to się po prostu musi
          wydarzyć i przejdzie, ale on sie boi i prosi - mamo pomóż! a ja nic...
          to taka głupotka, ja się o niego przecież nie boję tylko mi go szkoda, ale ta
          bezradność jest okropna...
          a gdyby to chodziło o coś groźnego, poważnego

          ale jeszcze więcej jest radości i zastanawiam się co ja z czasem robiłam, gdy
          ich nie było! ( a studiowałam na dwóch uczelniach równocześnie)
          • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 09:23
            zuzasza napisała:

            zastanawiam się co ja z czasem robiłam, gdy
            > ich nie było! ( a studiowałam na dwóch uczelniach równocześnie)

            Mój Starszy ma 5 lat i potrafi się zająć sobą. Bywa tak, że Młodszy śpi, a
            Starszy czyta. I bywa, że godzinę żaden z nich mnie nie potrzebuje. Oczywiście
            lubię te chwile i cieszę się nimi, odpoczywam wtedy itp. Ale nachodzą mnie
            takie myśli, że pewnie będą to chwile coraz częstsze... I co ja wtedy będę
            robiła? Nie chodzi mi o czysto techniczną kwestię zajęcia się cyzmś. Tylko o
            taką pustkę, którą najogólniej nazywa się "pustym gniazdem"
            • zuzasza Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 09:39
              ja już sobie powtarzam, że oni nie dla mnie żyją...bo mój nadopiekuńczy
              charakter mógłby nad nimi zbyt trwale skrzydła rozciągnąć...ale wiem że nie
              powinnam i już się do tego przyzwyczajam
              ale jak sobie pomyślę, że już niedługo oni nie pozwolą się przytulać...
              dobrze że mam męża kochanego i na niego wszystkie te czułości zrzucę (chyba)

              a tych chwil spokoju to na razie nie mam zbyt wiele i jeszcze się nie boję że
              ich będzie więcej (u mnie jest 3latek i 5 miesięczniak)
              • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 13:50
                zuzasza napisała:

                > ja już sobie powtarzam, że oni nie dla mnie żyją...> ale jak sobie pomyślę,
                że już niedługo oni nie pozwolą się przytulać...
                > dobrze że mam męża kochanego i na niego wszystkie te czułości zrzucę (chyba)

                Prawidłowa hierarchia właśnie podobno jest taka: przede wszystkim mąż, potem
                dzieci. Bo dzieci na chwilę, a mąż na dłużej.
                No tak. Ale w świetle tego, co mi powiedziała kulinka, to powinno być tak, że
                jeszcze przed nimi wszystkimi Bóg. Bo wszyscy na chwilę. Bo - upiornie mówiąc -
                mąż może odejść nawet szybciej niż dzieci dorosną. I nie możemy mieć o to do
                Boga żalu (to znaczy: możemy, ale to zupełnie nic nie daje), bo powinno się
                cieszyć z tego, że w ogóle można było pobyć razem.
                Czyli tak właściwie to człowiek powinien przede wszystkim umieć żyć sam ze sobą
                i całą ufność pokładać w Bogu. "Bóg sam wystarczy". Wszyscy są nam pożyczeni.

                To tyle teoretycznie. Bo praktycznie to gdy już kogoś pokocham, to chciałabym
                żeby mnie uwięził w sobie do końca końców
                • mader1 Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 16:36
                  Hierarchia...
                  wszystko się wokół pokićkało... rozwody... i mąż okazuje się być na chwilę,
                  nawet " jak śmierć nas nie rozłączy"... emerytury, renty, domy starców... i
                  dzieci też nie ma...
                  Mąż mój teraz siedzi obok i robi mi jakieś zdjęcia komórką dodając jakieś
                  znalezione w niej śmieci- dodatki " mader ze świecą ", " mader z butelką wina"
                  ( " a ksiądz mówił, żeby nie pić alkoholu...")
                  Młodsze śpią zmęczone...
                  • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 18:46
                    Chcę mmsa "mader ze świecą" !!! Natychmiast!!!
                    • mader1 Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 19:10
                      każdy by chciał smile)))) Wyglądało jak nagrobne wink i kazałam natychmiast
                      skasować wink, coby Cię nie wystraszyć wink)))
                      • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 01.08.07, 21:48
                        To jakiegokolwiek z Tobą. Proszę
                • zuzasza Re: miłość do swoich dzieci 02.08.07, 23:33
                  mamalgosia napisala:

                  >Prawidłowa hierarchia właśnie podobno jest taka: przede wszystkim mąż, potem
                  >dzieci. Bo dzieci na chwilę, a mąż na dłużej.

                  Ja to wiem i bardzo sie staram żeby mnie macierzyństwo "nie opanowało". Chodziło
                  mi raczej o to, że , gdy Młodzi wyfruną, Mąż dostanie jeszcze więcej niż do tej
                  pory.
                  Ale tak w sumie to nie ma co teoretyzować to jeszcze trochę potrwa
                  • mamalgosia Re: miłość do swoich dzieci 03.08.07, 08:18
                    Nigdy nie miałąm problemó z taką właśnie hierarchią, nie musiałam się starać,
                    żeby ją zachować. Może dlatego, że pierwsze 2 tygodnie z nowonarodzonym
                    Starszym wspominam jako gehennę, w której Mąż był olbrzymim wsparciem? Może
                    dlatego, że z nimi pogadać się nie da, a z nim tak? Ale wiem, że bywa różnie
                    • zuzasza Re: miłość do swoich dzieci 04.08.07, 22:44
                      napisałam "staram się" bo nie zawsze potrafię doczekać powrotu mojego męża z
                      pracy (czasem mnie ściąga z łóżka Starszego gdzie zasnęłam przy usypianiu) i po
                      całym dniu dbania o potrzeby chłopców, zadbać o niego smile
    • mader1 Rozczula mnie... 01.08.07, 16:42
      ... gdy przełamują strach. Mój syn, wielce przewidujący, często się boi.
      Wczoraj pływaliśmy " stateczkiem piratów". Kapitan tak ustawił statek, żeby
      nami mocno bujało... Synek bał się bardzo. Siedział między mną i Najstarszą i
      starał się bardzo nie panikować...Starał się być dzielny. Zapewniałyśmy go, że
      nic się nie stanie (?)
      Znowu nam się udało wink))))
    • mamalgosia Młodszy dziś w kościele 11.08.07, 21:08
      To dziecko mnie zachwyca. Uśmiechał się do wszystkich ludzi, a jemu
      ciężko nie odpowiedzieć uśmiechem.
      Na widok czerwonej lampki przy tebarnakulum powiedział: "Pam Buk".
      Dumna byłam bardzo. Potem powiedział "Pam Buk" na św. Antoniego z
      liliją. Dumna byłam mniej, no ale mógł się pomylić, ten Antoni taki
      dostojny jakiś, no jak sam Pan Bóg, rzeczywiście. Potem Młody
      powiedział "Pam Buk" o prezydencie naszego miasta, który siedział z
      nami w ławce. Hmmm... A jak księża weszli na prezbiterium -
      koncelebra to była - Młody z zachwytem zawołał: "Pam Buk, Pam Buk,
      Pam Buk!"
      Jak więc widzicie: kościół pełen Boga.

      Dziś młodszy nie zrobił kupy, więc nie rozpraszaliśmy ani wiernych,
      ani dewotów, ani nawet Pana Boga (w postaci prezydenta miasta) -
      przynajmniej zapachem.
      • mama_kasia Re: Młodszy dziś w kościele 13.08.07, 10:55
        smile - rozśmieszyło mnie to smile))
    • mader1 Re: miłość do swoich dzieci 07.07.08, 23:01
      Chciałam właśnie napisać, że kocham puszczać ze swoim synkiem
      latawiec... i przypomniałam sobie, że taki wątek już był smile)))
      O tym, co kochamy u swoich dzieci...
      Najstarsza, mimo niedawnych kłoptów ze zdrowiem, dziś brała udział w
      dwóch meczach ! Uwielbiam tę jej siłę - zbyt długo nie roztkliwia
      się nad sobą. To na obozie.
      Średnia... nie brała udziału, ale kibicowała i... tak się zmęczyła,
      że postanowiła się przespać smile))))))))))) Rozbraja mnie smile)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja