Nasze korzenie

12.10.07, 09:34
Nawiązując do dyskusji w jednym z wątków, coś o Żżydach.
Czas po holokauście pobudził do refleksji, dlaczego w chrześcijańskiej Europie
mogło dość do takiego mordu.
Efektem było oficjalne stanowisko Kościoła na temat relacji do Narodu Wybranego.
Wskazanie na wagę korzeni chrześcijaństwa, zarówno w czytaniu Biblii (która
prawie w całości jest księgą żydowską), liturgii co miało ścisły związek z
odnową biblijną.
Wyznanie win popełnionych przez ludzi Kościoła również względem Żżydów.
Temat jest jeszcze mało znany – może być On ważnym elementem w dialogu w
chrześcijaństwie – wspólny grzech antysemityzmu praktycznie we wszystkich
kościołach chrześcijańskich, spojrzenie na różnice z perspektywy żydowskiej
może pomóc w ich przezwyciężeniu.
Coraz więcej Żydów uznaje w Jezusie Mesjasza, co ma ogromne znaczenie dla
nadziei Kościoła, którą jest powtórne przyjście Jezusa.
    • minerwamcg Re: Nasze korzenie 12.10.07, 10:59
      > Coraz więcej Żydów uznaje w Jezusie Mesjasza, co ma ogromne znaczenie dla
      > nadziei Kościoła, którą jest powtórne przyjście Jezusa.

      Miło mi to słyszeć, ale skąd takie informacje? I czy masz na myśli nawrócenia na
      chrześcijaństwo, czy jakąś rewizję poglądów w ramach judaizmu? Nie słyszałam o
      takim zjawisku, a z oczywistych powodów jest ono fascynujące.
      • kudyn Re: Nasze korzenie 12.10.07, 11:33
        Głównie w USA, na terenach byłego ZSRR, w Izraelu powstaje coraz więcej
        kongregacji, liczących nawet po kilkanaście tyś. osób, które tworzą Żydzi
        uznających w Jezusie Mesjasza. Nie wiem czy nawrócenie jest dobrym określeniem,
        oni uważają że nie.
        Są również w Polsce. Byłem na sederze pesachowym (wieczerzy paschalnej) w
        Krakowie, gdzie spotkali się ludzie z większości kościołów chrześcijańskich tego
        miasta i nie tylko. Nie wiem czy w innych okolicznościach byłoby to możliwe.
        • minerwamcg Re: Nasze korzenie 12.10.07, 12:27
          > Głównie w USA, na terenach byłego ZSRR, w Izraelu powstaje coraz więcej
          > kongregacji, liczących nawet po kilkanaście tyś. osób, które tworzą Żydzi
          > uznających w Jezusie Mesjasza. Nie wiem czy nawrócenie jest dobrym określeniem,
          > oni uważają że nie.

          Trzeba by to chyba określić jako to drugie, rewizja poglądów w ramach
          judaizmu... Tak czy owak moim zdaniem jest to bardzo dobra wiadomość!

          > Są również w Polsce. Byłem na sederze pesachowym (wieczerzy paschalnej) w
          > Krakowie, gdzie spotkali się ludzie z większości kościołów chrześcijańskich teg
          > o
          > miasta i nie tylko. Nie wiem czy w innych okolicznościach byłoby to możliwe.

          Było by. Nie tylko mnie, szeregowej chrześcijance, ale i wielu chrześcijańskim
          duchownym zdarzało się uczestniczyć w żydowskich świętach. Bez żadnej rewizji
          poglądów ze strony gospodarzy.
          • kudyn Re: Nasze korzenie 21.10.07, 23:43
            Znajomy dotarł do statystyk: Procent Żydów uznających w Jezusie Mesjasza w
            stosunku do innych Żydów jest już większy niż chrześcijan w stosunku do
            niewierzących na świecie.
      • marzek2 Re: Nasze korzenie 12.10.07, 11:34
        Ha, moja "pastorałka" czyli żona pastora jest Żydówką. Jej ojciec - też zresztą
        pastor w zborze protestanckim dowiedział się o swoich korzeniach żydowkich dość
        późno. Jest postacią znaną w kręgach ewengelikalnych, o ogromnej wiedzy i
        pokorze wobec narodu żydowskiego. Niesamowitym jest słuchać jego wykładów
        przekładających żydowskie zwyczaje paschalne na znaczenie chrześcijanskie,
        czasem gdy coś tam słyszę myślę - "jak oni mogą tego nie łapać, przecież to
        ewidentne"...
        Tak to prawda, dużo żydów zaczyna uznawać w Chrystusie swojego Mesjasza.
        Widziałam w czasie wakacji DVD z koncertu mesjanistycznych Żydów w Jerozolimie,
        coś pięknego i poruszającego, choć większości nie rozumiałam. Duch był jednak
        ten sam...

        O ostatnim kwartalniku "Inspiracje" widziałam artykuł o dziewczynie wychowanej w
        ateistycznej rodzinie żydowskiej w Izraelu, która odnalazła Mesjasza...

        Jest też super książka o nawracającym się Żydzie - tytuł chyba "Zdradzony" ale
        nie mogę jej znaleźć w sieci, dawno czytałam...
    • mamalgosia Rabini a Mesjasz cz I 12.10.07, 14:50
      Rabin Max
      Urodziłem się w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej. Moje
      najwcześniejsze wspomnienia to obraz rodziców wstających przed
      świtem, by spędzić długi czas na czytaniu hebrajskich modlitw. Nawet
      zimą odbywali te poranne rytuały przed rozpalonym ogniem. Zawsze byli
      pobożnym, bojącym się Boga małżeństwem. Od piątego do piętnastego
      roku życia kształciłem się w ortodoksyjnej szkole judaistycznej.
      Pewien uczony Żyd wprowadził mnie w pięć Ksiąg Mojżeszowych -
      Pięcioksiąg (hebr. Tora):
      pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu — Genezis (Ks. Rodzaju),
      Exodus (Ks. Wyjścia),
      Leviticus (Ks. Kapłańska), Numeri (Ks. Liczb) oraz Deuteronomium
      (Ks. Powtórzonego
      Prawa). [przyp. red.]. Klasyczne wykształcenie zdobyłem w gimnazjum,
      a potem uczyłem się zawodu wykonując pracę biurową w pewnym
      zakładzie. Moi ówcześni znajomi odkrywali przede mną grzeszne
      przyjemności świata i chociaż chodziłem do synagogi oraz odmawiałem
      hebrajskie modlitwy w Szabat, coraz bardziej oddalałem się od wiary
      ojców. Po ukończeniu szkoły rabinackiej zostałem ordynowany na
      rabina. Rozpocząłem pracę w Dayton w stanie Ohio, gdzie sprawowałem
      urząd rabina przez dziesięć lat. Przez ten czas poznałem wielu
      przyjaciół i odebrałem wiele dowodów wdzięczności, które bardzo
      cenię. Podczas piątkowych wykładów mówiłem na tematy społeczne,
      ekonomiczne, mówiłem o monoteizmie, kulturze etycznej, wartościach
      moralnych, którymi kierują się Żydzi, itd. W sobotnie ranki
      prowadziłem cykl wykładów na temat Pięcioksięgu, uzupełnianych
      fragmentami z Proroków. W niedzielę od 8 rano do 5 po południu, z
      godziną przerwy na obiad, nauczałem w szkole niedzielnej.
      W 1895 roku w chrześcijańskim kościele w Dayton odbywała się seria
      spotkań, podczas której pastorzy różnych denominacji mówili o swoich
      przekonaniach. Stałem dumnie przed zgromadzeniem chrześcijan
      wyjaśniając dlaczego jestem Żydem, a także dlaczego nie wierzę w
      Jezusa jako Mesjasza i Zbawiciela. Pochwalałem reformowany judaizm,
      który nie zakładał potrzeby odkupieńczej ofiary za grzechy; etykę
      religijną, która uspokajała wyrzuty sumienia, koncentrując się na
      własnej sprawiedliwości człowieka.
      Wśród słuchaczy siedziała pewna starsza kobieta, oddana
      chrześcijanka, którą do głębi poruszyły moje słowa: O Boże! —
      modliła się — Spraw, żeby dr Wertheimer zdał sobie sprawę, jak
      bardzo potrzebuje Zbawiciela, którego tak dumnie odrzuca. Jeśli to
      konieczne, postaw go w takiej sytuacji, aby zobaczył, jak bardzo
      potrzebuje Jezusa Mesjasza.
      Jakież potężne siły zostały poruszone przez wołanie tej kobiety! W
      czasie, gdy wydarzenia te miały miejsce, niczego mi w życiu nie
      brakowało. Miałem młodą, wspaniałą żonę, byłem rabinem B'nai
      Yeshorum Synagogue, miałem piękny dom, wystarczająco dużo pieniędzy,
      odpowiednią pozycję w kongregacji. Zostałem honorowym członkiem
      Ministerial Association, byłem również członkiem Present Day Club,
      mówcą zapraszanym przez organizacje społeczne, szkoły i kościoły
      wszystkich denominacji naszego miasta. Moja biblioteka wyglądała
      imponująco. Miałem wszystkie książki Boba Ingersoli i
      korespondowałem z autorem. Byłem zadowolony z życia! Wraz z żoną
      muzykowaliśmy, mieliśmy dwoje służących, wspaniałego syna i córkę
      Rosę. Nagle przyszła zmiana! Moja żona ciężko zachorowała i pomimo
      opieki wielu specjalistów zmarła, pozostawiając mnie z dwojgiem
      małych dzieci. Po pogrzebie oddałem Rosę pod opiekę teściowej, a
      przez ogłoszenia szukałem gospodyni, która mogłaby zająć się domem.
      Czułem się najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Nie
      mogłem spać. Chodziłem ulicami pragnąc zapomnieć o smutku, który
      wypełniał moje serce. Marzenia o udanej karierze i
      spokojnym życiu rozsypały się. Gdzie mogłem znaleźć ukojenie?
      Niebiosa były głuche, gdy wołałem do Boga moich ojców. Jak mogłem
      jako rabin wypowiadać słowa pociechy, gdy mój własny smutek
      doprowadzał mnie do szaleństwa? Próbowałem spirytyzmu, ale to była
      ułuda. Zainteresowałem się teozofią (Teozofia (gr. theosophia) dosł.
      boska mądrość — panteistyczna forma gnozy powiązana z mistycyzmem
      Wschodu. Jej początki datują się od II połowy XIX wieku, kiedy to
      Helena Bławatski założyła w Nowym Jorku tzw. Towarzystwo
      Teozoficzne.) i Nauką Chrześcijańską (ang. Christian Science— wbrew
      pozorom zupełnie niechrześcijańska sekta o podłożu okultystycznym,
      założona w XIX w. przez Matkę Mary Baker Eddy.) tylko po to, by
      przekonać się, że nie ma nadziei.
      Moje przeżycia były podobne do przeżyć Joba kiedy wołał: Moje dni są
      szybsze niż tkackie czółenko i przemijają bez nadziei (Job 7, 6). Po
      dziesięciu latach sprawowania urzędu rabina, zdecydowałem się
      odrzucić propozycję pozostania na następną kadencję. Musiałem
      wszystko przemyśleć. Zastanawiałem się, gdzie jest teraz duch i
      dusza tej, która była tak utalentowaną pianistką i wniosła tyle
      uroku w moje życie? Co stało się ze wszystkimi zdolnościami,
      pragnieniami, dążeniami tego wspaniałego i czynnego umysłu?
      Sięgnąłem po Biblię. Studiowałem judaizm, ale to nie przyniosło
      odpowiedzi, nie zaspokoiło pragnienia mojego serca. Potem zacząłem
      studiować Nowy Testament porównując go ze Starym. Wiele fragmentów
      przeczytałem, rozważyłem, nad wieloma rozmyślałem. Szczególnie jeden
      wywarł na mnie ogromne wrażenie: 53 rozdział Księgi Izajasza, 11
      werset, ostatnia część:
      „Sprawiedliwy mój sługa wielu usprawiedliwi i sam ich winy poniesie”.
      Jest to jedyna wzmianka tego rodzaju: „Sprawiedliwy mój sługa”. Nie
      ma nigdzie w Słowie
      Bożym podobnej, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie.
      Czytamy: „Dawid mój sługa”,
      „Izajasz mój sługa”, ale określenie „Mój sprawiedliwy sługa” musi
      dotyczyć kogoś innego.
      Zastanawiałem się, kto jest tym sprawiedliwym sługą. Do kogo zwraca
      się prorok?
      Próbowałem szukać odpowiedzi: Kimkolwiek jest ten sprawiedliwy sługa
      Boga, nie jest to Izrael, bo prorok określa Izrael jako grzeszny
      lud, pogrążony w niegodziwości, nieczysty.
      Sprawiedliwym sługą musi być Ten, który jest Święty. Jeśli to nie
      Izrael, kto to może być?
      Doszedłem do wniosku, że musi to być Izajasz, ale w szóstym
      rozdziale Księgi Izajasza znalazłem fragment, w którym prorok
      wyznaje, że jest grzesznikiem i człowiekiem nieczystych
      warg.
      „Mój sprawiedliwy sługa” — kto to może być?
      Zacząłem studiować cały kontekst 53 rozdziału Księgi Izajasza, a w
      szóstym wersecie 50 rozdziału znalazłem fragment:
      „Mój grzbiet nadstawiałem tym, którzy biją”.

      Zastanawiałem się, kto nadstawiał swój grzbiet tym, którzy biją? Na
      początku tego rozdziału powiedziane jest „Tak mówi Pan” i Pan jest
      jedynym, który przemawia w tym rozdziale. Czy to
      Bóg nadstawiał grzbiet tym, którzy biją? Czy Bóg ma grzbiet? Kiedy i
      dlaczego był bity? Kto Go bił? Czytałem dalej:
      crying...) A moje policzki tym, którzy mi wyrywają brodę, mojej twarzy
      nie zasłaniałem przed
      obelgami i pluciem”.
      Co to wszystko znaczy? Kto był tak znieważany? Kiedy? Dlaczego? Czy
      Boga można opisać w taki sposób? Studiując, znajdowałem coraz to
      więcej proroctw. w Psalmie 110, 1 jest napisane:
      „Rzekł Pan Panu memu: siądź po prawicy mojej, aż położę
      nieprzyjaciół twoich, jako
      podnóżek pod nogi twoje!”
      Oto sam Dawid mówił o swoim potomku nazywając Go Panem. Dlaczego nie
      mogłem znaleźć jasnych wypowiedzi, wypowiedzi, które byłyby
      zrozumiałe dla każdego Żyda?
      Zdezorientowany, postanowiłem przeczytać całą Księgę Izajasza.
      Zatrzymałem się na rozdziale dziewiątym, gdzie przeczytałem:
      „Albowiem dziecię urodziło się nam, Syn jest nam dany i spocznie
      władza na jego ramieniu i nazwą go: cudowny Doradca, Bóg Mocny,
      Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju”.
      To był najbardziej niepojęty fragment. Oto stałem oko w oko z
      doktryną o Trójjedynym Bogu. My, Żydzi mamy znane wyznanie dotyczące
      monoteizmu: „Sz'ma Israel,
    • mamalgosia Rabini a Mesjasz cz II 12.10.07, 14:53
      Rabin Phillipp Philips
      Philipp Philips, jak wielu Żydów, był potomkiem pobożnej rodziny.
      Już w młodym wieku zapoznał się z historią i literaturą swojego
      narodu. Później został rabinem synagogi w Nowym Jorku. W pewien
      piątkowy wieczór, gdy wchodził do synagogi, usłyszał słowa pieśni:
      „O, młodzieńcze, weź swoją pannę młodą, razem uczcimy szabat...
      Powstań z prochu, załóż swoje piękne szaty mój ludu;
      Syn Jessego z Betlejem przynosi zbawienie duszy mojej”.
      Philips ogromnie pragnął zbawienia; jego serce przepełniał strach
      przed potępieniem. Szukał pocieszenia w książkach. Przeczytał
      wszystkie pisma żydowskie — Misznę i Gemarę, Midrasz,
      Rabbah i Targum, aramejski przekład Biblii oraz niezliczone ilości
      innych pism. Jednak nic nie zaspokoiło tęsknoty jego serca. Nigdzie
      nie mógł znaleźć tego, czego szukał. Komu mógł zaufać? Żaden z
      członków kongregacji nie mógł mu pomóc i być może dlatego rozważał
      nawet możliwość porzucenia religii żydowskiej.
      Tak się jednak złożyło, że w owym czasie, pełnym obaw i wątpliwości,
      pracował w Nowym Jorku mesjanistyczny rabin Jacob Freshman, dyrektor
      Misji wśród Żydów, który miał przywilej przyprowadzić wielu z nich
      do Zbawiciela przez swoją gorliwą służbę. Philipp Philips czuł
      dziwną sympatię do tego człowieka, nie zaryzykował jednak odwiedzin
      w ciągu dnia. Dla niego, rabina, taka wizyta mogłaby być
      niebezpieczna. Zdecydował się jednak pójść późnym wieczorem. W
      drodze spotkał ewangelistę D. L. Moody'ego, którego znał od dawna.
      Po ciepłym powitaniu Moody zapytał:
      — Co sprawiło, że wyszedłeś z domu o tak późnej porze?
      Philips odpowiedział, że wybrał się właśnie do pastora Freshmana.
      — Wyjechał w podróż misyjną — odpowiedział Moody. — Prawdopodobnie
      nie będzie go przez kilka tygodni.
      Potem, jak relacjonuje Philips, Moody spytał:
      — Dlaczego nie jesteś w domu i nie cieszysz się owocami swojego
      stołu? Przyjacielu, widzę, że potrzebujesz pomocy, mój duch mówi mi,
      że jesteś Nikodemem.
      Powiedział mu także, że wraz z doktorem Rosvallym, znanym lekarzem,
      od dawna modlili się o niego. Poradził również, aby Philips zaczął
      czytać Nowy Testament, ale ten odmówił, bał się bowiem
      prześladowania w razie, gdyby inni Żydzi dowiedzieli się o tym.
      Moody nie był jednak człowiekiem, którego łatwo się pozbyć.
      Zaoferował Nowy Testament, który miał przy sobie,
      zachęcając Philipsa do przeczytania pierwszego rozdziału Ewangelii
      Mateusza. Rabin ponownie odmówił tłumacząc, że jest niemożliwe, aby
      on sam uwierzył w Jezusa, o którym mówił Moody. W końcu jednak
      przyjął książkę. Cóż za odkrycia dokonał! Był przekonany, że
      znajdzie tam nienawiść, przemoc, pychę i egoizm; zamiast tego
      znalazł miłość, pokorę i pokój. Zamiast kamieni odkrył perły, tam
      gdzie obawiał się cierni, róże roztaczały piękną woń, gdzie
      spodziewał się dowiedzieć o brzemionach, jakie przynosi życie,
      czytał o błogosławieństwie, zmartwychwstaniu, niebiańskich skarbach.
      Stwierdził, że dopiero teraz zaczyna rozumieć treść Starego
      Testamentu, czytając go w świetle Nowego. Tak, jak Bóg prowadził
      jego ojców na pustyni, obecny w obłoku za dnia i w słupie
      ognia w nocy, tak on zobaczył Jezusa Przewodnika, który prowadzi
      nas, ludzi, na drodze zbawienia. Zrozumiał, że nie był świadom wielu
      rzeczy i nawrócił się do Jezusa, Zbawiciela i Boga, w którym ujrzał
      Odkupiciela Izraela i wszystkich ludzi. Uniżył się i przyszedł do
      Jezusa jako grzesznik, który na nic nie zasługuje, mogąc jedynie
      prosić o łaskę. Uwierzył nieodwołalnym Bożym obietnicom i wreszcie
      zrozumiał słowa z Księgi Izajasza 53, 4-5:
      „Lecz on nasze choroby nosił,
      nasze cierpienia wziął na siebie.
      A my mniemaliśmy, że jest zraniony,
      przez Boga zbity i umęczony.
      Lecz on zraniony jest za występki nasze,
      starty za winy nasze.
      Ukarany został dla naszego zbawienia,
      a jego ranami jesteśmy uleczeni”.
      Wkrótce sprawdziły się obawy o prześladowaniach. Spodziewał się, że
      przyjaciele nie będą go rozumieli, że jego wyznanie wiary poczytane
      zostanie za ślepotę, a ludzie zapytają go, ile pieniędzy dostał za
      uznanie Jezusa Mesjaszem. Równocześnie wiedział, że niczego innego
      nie może oczekiwać. Wrogość biła nawet z listu matki, która
      pisała: „Phillipp! Nie jesteś już moim synem. Dla nas jesteś martwy.
      Zdradziłeś religię ojców i Synagogę dla tego zwodziciela Jezusa,
      dlatego bądź przeklęty!” Ten list był dla niego wielkim ciosem, mimo
      całej świadomości, że jako Żyd musi poświęcić wszystko, jeśli
      zdecyduje się pójść za Jezusem.
      Im bardziej ludzie pogardzali nim i nienawidzili go, tym bardziej
      ich kochał i modlił się o nich. Po trzech tygodniach był w stanie
      wysłać do matki pełen miłości list, jako odpowiedź na jej słowa.
      Pozostawała mu jedynie tęsknota za dniem, kiedy będzie mógł zanieść
      przesłanie o Krzyżu swoim bliskim.
      Jedynym pragnieniem rabina Philipsa było głosić Ewangelię o Jezusie
      Mesjaszu. Pragnienie to odkrył w sobie dzięki Bożej pomocy i przez
      wiele lat służył wiernie swojemu Mistrzowi.
    • mamalgosia Rabini a Mesjasz cz III 12.10.07, 14:56
      Rabin Rudolf Herman Gurland
      „Żyłem w dwóch zupełnie różnych rzeczywistościach, jako Żyd i jako
      chrześcijanin. Jako Żyd w świecie wątpliwości i przesądów, pod
      przekleństwem Prawa, potem, dzięki łasce Bożej przeszedłem z
      ciemności do światłości — ze śmierci do życia. Od tamtej chwili mam
      zaszczyt i przyjemność głoszenia Ewangelii, Dobrej Nowiny o łasce,
      którą Bóg zsyła w Jezusie Mesjaszu i zwiastować pojednanie w Jezusie
      zarówno dla Żydów jak i nie-Żydów, bo jestem dłużnikiem
      jednych i drugich”.
      Słowa te zostały napisane przez Chaima Gurlanda, syna pobożnego
      rabina z Wilna. Jako dziecko z niecierpliwością czekał na swe
      pierwsze nauki. Nie miał jeszcze pięciu lat, gdy ojciec
      zaczął go uczyć Słowa Bożego. Wkrótce mógł już czytać Pisma. Tak
      bardzo pokochał postać proroka Eliasza, że pewnego dnia wybiegł
      niespodziewanie z domu, bo chciał zostać jak on
      porwany do nieba. Został odnaleziony po kilku dniach, w stanie
      skrajnego wycieńczenia.
      W młodości spotkało go pewne szczególnie nieprzyjemne przeżycie. W
      komentarzu do Biblii znalazł rysunek przedstawiający Jezusa na
      krzyżu, który zrobił na nim duże wrażenie. Chłopiec
      postanowił ukryć się na poddaszu, aby wykonać kopię rysunku. Trwało
      to dość długo i rodzice zaczęli go szukać. Zapadł już zmrok, gdy
      roztrzęsiony i zirytowany ojciec odnalazł go. W jego
      oczach syn popełnił wielką zbrodnię, za co został surowo ukarany.
      Przeznaczeniem Chaima było zostać rabinem. Po trzech latach studiów
      w seminarium rabinicznym został ordynowany. Tego dnia napisał:
      „Był to najokropniejszy, najnieszczęśliwszy dzień w moim życiu!”
      Powodem były wątpliwości co do boskiego pochodzenia Talmudu (Talmud:
      najważniejsze opracowanie ustnej Tory, napisane w formie obszernego
      komentarza w języku aramejskim.), jednak będąc posłuszny rodzicom
      obrał drogę, którą mu przeznaczyli, choć wiedział, że nie przyniesie
      mu ona zadowolenia. Mimo wyrzutów sumienia, przyjął stanowisko
      rabina w Wiłkomirze.
      Szybko przekonał się, że nie jest w stanie tego wytrzymać. Będąc w
      synagodze, publicznie wypowiadał się przeciwko Talmudowi, prowokował
      dyskusje, ale nikt nie przyjął jego wyzwania. Główny rabin domagał
      się odwołania wszystkiego, ale Gurland nie zgodził się.
      Utrzymał urząd jeszcze przez dwa lata, potem musiał odejść.
      Co teraz? Przyszło kilka chudych lat, kiedy pracował jako prywatny
      nauczyciel. Pewnego dnia, żydowski domokrążca przyniósł hebrajski
      Nowy Testament. Ex-rabin po raz pierwszy przeczytał Kazanie na
      Górze, Listy Pawła i pozostałe księgi. Nowe studia stały się źródłem
      kolejnych wątpliwości i smutku.
      Wkrótce Chaim poznał pastora Faltina mającego kontakt z wieloma
      Żydami w Kiszyniowie. Pastor odwiedził rabina i spotkał się z
      ciepłym przyjęciem. Pod koniec rozmowy Faltin rzucił
      propozycję: „Dość dobrze rysuję i z chęcią mogę udzielić lekcji
      rysunku i niemieckiego, jeśli w zamian, raz w tygodniu, będzie pan
      czytał ze mną Biblię. Chciałbym poprawić swoją znajomość
      hebrajskiego”. Gurland zgodził się.
      Wspólnie czytając doszli do 53 rozdziału Księgi Izajasza, który jest
      jednym z najwspanialszych fragmentów Biblii. Żydzi obawiają się go
      wiedząc, że według chrześcijan opisuje on w jasny sposób znaczenie
      cierpienia Mesjasza, Jego śmierć i zmartwychwstanie. Dlatego właśnie
      były rabin poprosił, aby opuścić ten rozdział. Pastor jednak
      odpowiedział: „Będę się modlił, aby Bóg dał ci odwagę i żebyś
      zechciał poznać Bożą prawdę o zbawieniu”. Od tamtej chwili, rabin nie
      mógł uwolnić się od myśli o tym fragmencie. Czuł, że tchórzostwem
      byłoby obawiać się tego, co Bóg w nim objawia.
      Gdy następnego tygodnia ponownie się spotkali, Gurland wyraził chęć
      przeczytania 53 rozdziału Księgi Izajasza, na co pastor
      odpowiedział: „Pozwól mi najpierw przeczytać, co Nowy
      Testament mówi o cierpieniach Jezusa”. Gdy skończył, wspólnie
      czytali 53 rozdział Księgi Izajasza, napisany 700 lat przed
      narodzeniem Zbawiciela. Rabin przyznał, że rozdział ten jest
      doskonałą ilustracją cierpień Jezusa i tego, czego dokonał dla nas
      na Golgocie. Teraz mieli o czym dyskutować. Pastor Faltin nie
      spieszył się i w końcu Chaim zapragnął zawrzeć przymierze
      z Mesjaszem Jezusem. Następnie, po wysłuchaniu dodatkowych wyjaśnień
      dotyczących podstaw wiary, 33 letni Gurland i jego żona przyjęli
      chrzest.
      Żydowska społeczność była bardzo oburzona na wieść o tym, że rabin
      ma zamiar ochrzcić się w kościele pastora Faltina i publicznie
      wyznać wiarę w Jezusa. Doprowadziło to wielu do takiej wściekłości,
      że otwarcie powiadomili go o tym, iż przeklinają ten postępek i
      jeżeli odważy się to zrobić, zabiją go zaraz po uroczystości. Pastor
      Faltin proponował, by uroczystość chrztu
      odbyła się po cichu, Gurland jednak nalegał: „Nie. Jezus jest żywym,
      wszechmogącym Zbawicielem. On może mnie ustrzec od złego, jeśli taka
      będzie Jego wola. Jeśli nie, gotów jestem cierpieć, a nawet umrzeć
      dla Niego.”
      Nadszedł dzień chrztu. Kościół był wypełniony chrześcijanami i
      Żydami. Nabożeństwo przebiegło szybko. Kaznodzieja mówił o Mesjaszu,
      który przyszedł zbawić i zachować to, co zginęło. Przed samym
      chrztem Gurland powiedział krótkie świadectwo o tym, jak światłość z
      nieba pozwoliła mu zrozumieć 53 rozdział Księgi Izajasza i uwierzyć
      w Jezusa, jako obiecanego Mesjasza i Zbawiciela. Podczas samego
      chrztu i aż do końca nabożeństwa panowała zupełna
      cisza. Kiedyś Jezus uciszył wzburzone morze — teraz ogarnął
      wzburzone serca. Po uroczystości, jedna ze starszych kobiet
      powiedziała do nowo narodzonego brata Żyda: „Przez 18 lat modliłam
      się do Boga i błagałam Go o zbawienie twojej duszy”.
      Nadszedł czas na naukę. Rudolf, bo tak brzmiało jego nowe imię,
      studiował teologię w Berlinie. W dniu, w którym został ordynowany na
      pastora, przemawiał na temat Listu do
      Rzymian 1, 16: „Nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona
      bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy, najpierw Żyda,
      potem Greka”.
      Gurland został asystentem swojego przyjaciela i duchowego ojca,
      pastora Faltina z Kiszyniowa. Nie zapomniał jednak o swoich braciach
      z domu Izraela. Często z nimi rozmawiał, wielu przyprowadził do
      Zbawiciela i ochrzcił. Jego działalność była znana w Niemczech i
      Rosji.
      Kilka lat później, Kościół Kurlandii powołał go jako misjonarza
      wśród narodu izraelskiego. Rudolf zajmował się prowadzeniem studiów
      biblijnych dla Żydów, prowadził obfitą korespondencję, odwiedzał
      kościoły, opowiadając o swej pracy, jeździł także na synody, aby
      wzbudzić zainteresowanie Izraelem wśród braci misjonarzy. Kiedyś
      napisał: „Nie powinniśmy zostawiać pracy wśród Żydów nielicznym
      jednostkom; jest ona częścią pracy całego Kościoła, a
      to dotyczy nas wszystkich”.
      Zniósł wiele rozczarowań, prób i zmagań, ale zdołał zasiać miłość do
      Żydów i pracy wśród nich w sercach wielu chrześcijan i pokazać wielu
      Żydom drogę do zbawienia.
      Po długoletniej pracy, Gurland został powołany na głównego pastora
      kościoła w Mitan. Stopniowo i nie bez szczerego żalu zaniedbywał
      pracę misyjną, ponieważ nowy urząd przyniósł
      wiele nowych obowiązków. Jednak po pewnym czasie kłopoty ze zdrowiem
      zmusiły go do rezygnacji ze stanowiska i mógł całkowicie poświęcić
      się pracy misyjnej w Rydze i Odessie. Przepracowanie odbiło się
      jednak na jego zdrowiu i coraz częściej zapadał na różne choroby.
      Zapytany, jak wciąż może być tak aktywny mimo słabej kondycji
      fizycznej, Gurland odpowiedział: „Dzięki Bogu, mimo licznych
      niedomagań wciąż mogę Mu służyć! Choroba jest ciężką próbą,
      szczególnie przewlekła. Wiem o tym z doświadczenia — jest to ciemna
      dolina. Bóg jednak posyła tyle światła, aby można było zrobić każdy
      kolejny krok. Chwalebny koniec przeznaczony jest dla tych, którzy
      pozostaną wierni — Pan wspaniale wyprowadzi ich z ciemności do
      światłości”.
      Ex-rabin był obywa
    • mamalgosia Re: Nasze korzenie 12.10.07, 15:00
      oj, wszystkie mi niedokończone wyszłysad
      To z takiej:
      www.jack.com.pl/shop/ksiazki/wiecej.php?nr_kat=K01917
      książki, kosztuje jedyne 8 zł
      • kudyn Re: Nasze korzenie 12.10.07, 15:03
        No ładnie, czytałaś coś jeszcze z tego wydawnictwa?
        • mamalgosia Re: Nasze korzenie 12.10.07, 15:15
          Akurat z Sofera nie, ale temat bardzo mnie pasjonuje
          • kudyn Re: Nasze korzenie 12.10.07, 15:23
            To napiszę na priv
            • mamalgosia Re: Nasze korzenie 12.10.07, 18:15
              no, napisałeśsmile dziękuję.
              A naukę hebrajskiego ciągle mam w planach. Tych nie do realizacji w
              najbliższym czasie sad
            • pawlinka Re: Nasze korzenie 12.10.07, 18:33
              no pięknie, teraz dyskusja przeniesie się na priv...sad
              • mamalgosia Re: Nasze korzenie 12.10.07, 18:40
                Nie, pawlinko. Kudyn przesłał mi tylko linka do ciekawych książek w
                tej tematyce.

                No i oczywiście jeszcze napisał mi całe mnóstwo rzeczy o Tobiesmile))
                (oczywiście zartuję)
              • kudyn Re: Nasze korzenie 12.10.07, 22:24
                Żaliłem się na Twoje zdziwienie że kryminały czytam smile
Pełna wersja