namacalne cuda/uzdrowienia

17.10.07, 14:39
Dopiero dzisiaj natknelam sie na ksiazke "cuda JP II" (o ktorej
wspominala juz Mamalgosia) i tak sobie pomyslalam, ze zapytam, czy
nie podzielicie sie swoimi uzdrowieniami czy uzdrowieniami w Waszej
rodzinie.

Wiem, ze najwiekszym uzdrowieniem jest przemiana serca, nawrocenie.
krzykliwe (przewaznie) cuda codziennie sie zdazaja na porodowkach.

ale jezeli chodzi o uzdrowienie z choroby?
dla mnie jest to fascynujace, ze tyle lat po smierci Jezusa mozemy
byc swiadkami uzdrowien. wiem, ze sceptycy moga powiedziec, ze nie
znamy medycyny/biologii na tyle aby wytlumaczyc racjonalnie
rzekomych uzdrowien. ale zbieg okolicznosci jest zaskakujacy.
ja napisze wieczorem,
podrawiam,
A
    • lucasa Re: namacalne cuda/uzdrowienia 17.10.07, 20:38
      naprawde nic?

      o tym co ponizej juz pewnie gdzies wspominalam ale tutaj tak zapisze
      razem to, co mi sie przypomnialo.

      1. ok 15 lat temu, Czestochowa - spotkanie (czuwanie) grup Odnowy w
      Duchu sw. Podczas mszy i modliwy o uzdrowienie jedna z pan, moja
      byla katechetka, nagle mowi: widze slowa w spiewniku bez okularow. a
      okulary nosila juz dobrych pare lat. nie wiem czy teraz zaklada
      okulary do czytania, ale wtedy gdy ja sie z nia widywalam, to nie
      potrzebowala. (a wcale o to nie prosila!)

      2. z 10 lat temu, moja Babcia, mieszkajaca w starej kamienicy -
      spadla ze schodow do piwnicy. pogruchotaly jej sie kosci w ramieniu
      i barku. wg lekarzy miala juz nie ruszac ramieniem. i faktycznie,
      przez dlugi czas, mimo rehabilitacji, ramie miala caly czas przy
      ciele i mogla najwyzej poruszac kilka cm w kazda strone. Babcia
      najbardziej zalowala, ze nie moze juz chodzic codziennie na poranne
      msze sw, wiec sluchala ich w radiu. ktoregos dnia podczas mszy, gdy
      kleczala w czasie Podniesienia, poczula cieply dotyk na ramieniu
      ("jakby ktos sciskal ciepla, duza dlonia"). od tego czasu
      wyzdrowienie nastapilo b.szybko. Babcia nie tylko byla zdolna
      swobodnie ruszac ramieniem i reke, ale tez zaczela znowu scinac,
      ukladac wlosy, itd - z zawodu byla fryzjerka.

      3. i jeszcze swiadectwo (z zeszlego roku) znajomego z UK. nie mam
      podstaw aby mu nie wierzyc, choc jego wujka nigdy nie widzialam.
      wujek mial raka jelita i byl juz w takim stanie, ze praktycznie
      lekarze nie dawali mu szans.
      znajomy wzial go na kila tygodni do siebie, modlil sie, wozil do
      lokalnych tzw swietych miejsc, dawal do picia wode ze zrodelka,
      obmywal nia.
      rak ustapil. lekarze nie chca wierzyc jak to mozliwe.

      wierzycie w fizyczne uzdrowienia? i nie tylko w takich miejscach jak
      Lourdes, ale tak dziejace sie gdzies obok?

      a czy obecnie zyje jakis wspolczesny Ojciec Pio?

      czy jest na forum ktos pracujacy w szpitalu? czeste sa takie
      przypadki "zadziwienia" lekarzy?

      pozdrawiam,
      A
      • fiamma75 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 18.10.07, 09:34
        Znajoma - guz na nerce, rpzygotowania do operacji, przed operacją
        powtórzone badania - guza nie ma (efekt modlitwy o uzdrowienie).
        • netus Re: namacalne cuda/uzdrowienia 18.10.07, 12:56
          Moja chrzestna mama jest ma od czterech lat zdiagnozowanego raka kości wcześniej
          kilkanaście lat temu odjęto jej pierś i węzły chłonne. Była taka praktyka
          patronowania pacjentom przez pięć lat, gdy ten okres minął uznawano pacjenta za
          zdrowego. Niestety ona do takich "przypadków" należała. Po latach okazało się,
          że ma znowu nowotwór i cała miednica i biodro jest zajęte. Lekarz dawał kilka
          miesięcy życia w strasznych męczarniach. Z mężem modliłam się nowenna do Rozalii
          Celakówny o łaskę życia i dobrego samopoczucia choćby na czas, gdy najmłodsza
          córka zda maturę (była w rok przed). Pan Bóg dał jej dwa lata życia w miarę
          normalnego - chodziła, w domu funkcjonowała zwyczajnie. Od roku leży już nie
          wstaje z łózka, teraz jest już na morfinie, nie można jej dotknąć - tak bardzo
          boli wszystko. Dziękuję Panu Bogu, że pozwolił być przy córce - teraz jest na
          III roku studiów. Jest bardzo ciężko, ale nie mogę zapominać o tych uproszonych
          dwóch latach życia. Pisałam o tym kiedyś na forum.
          • lucasa Re: namacalne cuda/uzdrowienia 21.10.07, 23:56
            hej, dziekuje Wam bardzo za wpisy. sama nie wiem dlaczego fascynuje
            mnie ten temat. ciesze sie zawsze, gdy slysze o zdazajacych sie
            cudach, i ciesze sie, ze ciagle sie dzieja smile
            A
            • twoj_aniol_stroz Re: namacalne cuda/uzdrowienia 22.10.07, 20:13
              Ale cuda to nie tylko uzdrowienia, to także takie "małe zbiegi
              okoliczności", które prowadzą do pogłebiania naszej wiary.
              Tego typu cudów znam bardzo wiele, choćby mały Tomek, który żyje i
              ma się świetnie a było koszmarnie jak się urodził. To dziecko jest z
              ciąży z konfliktem serologicznym, urodził się miesiąc wcześniej, bo
              miał tak kiepskie wyniki krwi, że wiadomo było, że musi mieć
              transfuzję wymienną krwi. Lekarze zdecydowali, że bezpieczniej
              będzie już poza mamy brzuchem tę transfuzję zrobić. Urodził się
              przez cc i dostał 10 pkt. No i na tym dobre wieści się skończyły. Po
              dwóch godzinach do jego mamy przybiegła lekarka z informacją, że
              mały jest niewydolny oddechowo, że zosatł zaintubowany i lekarze nie
              wiedzą co mu jest. Jego mama zadzwoniła do swojego męża, żeby
              przyjeżdżał natychmiast ochrzcić małego po czym uświadomiła sobie,
              że zdenerwowany jadąc przez pół miasta może spowodować wypadek.
              Odmawiała różaniec prosząc o jego bezpieczną drogę. Drogę, którą bez
              korków da się przejechać w minimum 40 minut kolega przejechał w 20
              minut w godzinach szczytu, w środku miasta. Kiedy ochrzcil już
              małego przyszedł do mojej koleżanki i stwierdził: "nie uwierzysz,
              ale na drodze nie było w ogóle samochodów i miałem same zielone
              światła". Mału w końcu został zdiagnozowany, okazało się, że ma
              zapalenie płuc, a transfuzję musi mieć, ale w sumie nie wiadomo, czy
              to nie pogorszy jego stanu. Bardzo dużo się wtedy modliliśmy,
              wszyscy wokoło, znajomi, rodzina, przyjaciele. Pamiętam niedzielę,
              kiedy klęczałam w kościele na Mszy i prosiłam, żeby Bóg dał Tomkowi
              choć ociupinke poprawy, żeby było choć ciut lepiej. następnego dnia
              rano nastąpiła duża poprawa, antybiotyki działały, saturacja się
              podniosła. Tomek powoli wygrzebywał się z choroby. Miał potem
              jeszcze kilka "dolewek" krwi, jeszcze przez trzy miesiące dostawał
              leki krwiotwórcze, ale wyrósł na fajnego dzieciaka, który teraz
              zaczyna karierę w przedszkolu smile)).
              To tylko jedna historia, ale ich jest bardzo dużo. To nie są
              uzdrowienia, ale łaski, które daje nam Bóg. Tylko mnie zawsze dopada
              myśl, że Bóg daje tak wiele dobrego, daje tyle miłości, pomaga, a
              ja... staję przed nim z pustymi rękami, bo tak naprawdę jestem
              nikim, bez Niego nie byłabym tym kim jestem, nie robiłabym tego co
              robię. Tak naprawdę nic nie zawdzięczam sobie, wszytko przyszło od
              Niego. Jedyne co mogę powiedzieć to "Dziękuję".
    • anton1 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 22.10.07, 22:30
      Witaj, dobra lektura w tym wzgledzie jest Pismo Sw.

      Uzdrowienia zdarzaja sie dzisiaj prawie codziennie (smiem
      zaryzykowac takie twierdzenie). Cuda tego typu dokonywane sa sila
      nadprzyrodzona, tzn. nadprzyrodzona dla czlowieka. Np. Bog jako
      istota najwyzsza we wszechswiecie z pewnoscia posiada inne, wyzsze
      prawa natury, ktorych my jako ludzie nie znamy i nigdy nie bedziemy
      byc moze znali.
      Jezeli chodzi o inne istoty duchowe to rowniez i one posiadaja rozne
      moce i moga dokonywac cudow. I tutaj osobiscie jestem bardzo
      ostrozny. Swiat duchowy (ogolnie mowiac) dzieli sie na dobry i zly.
      Dowodem takich samych cudow dokonywanych dobra i zla moca sa
      wydarzenia z Egiptu, kiedy to Mojzesz i Aaron oraz magowie egipscy
      stali przed faraonem (2 Moj).

      Pozdrawiam

      Anton
    • nati1011 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 24.10.07, 16:20
      Ja jestem takim "cudem".
      Owinięta pępowina praktycznie mnie udusiła podczas porodu. Urodziłąm
      się bez jakichkolwiek oznak życia. Ciezka zamartwica, 0 pkt apgar,
      renanimacja, intensywna terapia.
      Mojej mamie nawet nie powiedzieli jak ciężki był stan. Dopiero po 2
      latach tafiła do lekarza, który widział mnie po porodzie. Zdziwił
      się, ze wogóle żyję, a potem jeszcze bardziej, że rozwijam się
      normalnie. Powiedział mojej mami, że jeżlei jest wierzaca to powinna
      zapalić świeczkę w koćiele, bo 70% dzieci w tkim stanie umiera, a z
      pozostałych zaledwie 3 % nie doznaje cieżkiego upośledzenia.

      Kolejnym takim cudem był wypadek, którego nie było. Jechałam z
      kolegą, zagapił się i wjechał na skrzyżowanie na czerwonym. Wprost
      pod pędzące po 3 pasach samochody (to była wylotówka). Widziałam
      jadące wprost na nas samochody. A jednak przejechaliśmy bezpiecznie
      na drugą stronę. To było sprzeczne ze wszsytkimi prawami fizyki.

      A drobnych cudów doświadczam dziesiątki - codziennie.
      • twoj_aniol_stroz Re: namacalne cuda/uzdrowienia 24.10.07, 17:54
        Bo Ty dobry człowiek jesteś Nati smile)))
        Wiem co mówię smile)
        Kasia
        • nati1011 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 25.10.07, 09:15
          księżyc tylko odbija światło słoneczne, które na niego pada.
      • lucasa Re: namacalne cuda/uzdrowienia 25.10.07, 12:01
        nati1011 napisała:

        > Ja jestem takim "cudem".

        smile))

        czy czujesz przez to jakas dodatkowa odpowiedzialnosc? wdziecznosc?
        ze musisz szczegolnie dobrze przezyc swoje zycie tak darowne?
        A
        • nati1011 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 25.10.07, 13:35
          > czy czujesz przez to jakas dodatkowa odpowiedzialnosc?
          wdziecznosc?
          > ze musisz szczegolnie dobrze przezyc swoje zycie tak darowne?

          staram sie. Wychodzi różnie. Do świętości mi bardzo daleko -
          niestety.

          Ale ta świadomość, że stało się to w jakimś celu przyszła nie tak
          dawno. Wcześniej życie mi mocno ciążyło. Tym bardziej, że było i
          jest naznaczone bólem i częstymi chorobami. Teraz często ta
          świadomość, że Bóg pozwolil mi przeżyc z jakiegoś powodu - dodaje mi
          sił. Choć były i takie momenty, gdy miałam pretensje do Boga, ze nie
          zabrał mnie już wtedy ze świata.

    • minerwamcg Re: namacalne cuda/uzdrowienia 25.10.07, 11:45
      Prawdę mówiąc czytam o uzdrowieniach jak o stygmatach - wiem, że coś takiego
      jest, że się zdarza, ale osobiście ani z czymś takim ani z kimś kto tego
      doświadczył się nie spotkałam.

      A z drugiej strony... Na dziesięć operacji takich jak moja z pełnym sukcesem
      udają się dwie. Moja się udała.
      Na dziesięć badań takich jak moje, wykrywających komórki nowotworowe, całkowicie
      satysfakcjonujące i niepodejrzane wychodzą cztery, bo te badania się zleca tylko
      przy poważnym podejrzeniu. Moje było w tych czterech.
      Więc jak nie wierzyć w cuda?
    • jaszczuria Re: namacalne cuda/uzdrowienia 08.10.08, 14:04
      doznałam kilkakrotnie pomocy nieziemskiej, w tym roku została
      pozytywnie załatwiona bardzo trudna sprawa. własciwie nie było
      szansy aby to przeszło. A jednak Miłosierdzie Boże zadziałało.
      Teraz na moim forum dwie uczestniczki wpisały o uzdrowieniu z bardzo
      groznych chorób - jednej dziecko wyzdrowiało za posrednictwem JPII.
      Druga napisała, że zmiany nowotworowe się cofają. Trzymam kciuki, bo
      ta osoba jest samotna matką. Musi żyć dla dzieckasmile
    • kukulka11 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 10.10.08, 13:44
      moje dziecko - dwukrotnie zdiagnozowana przetoka (która nie zarasta sie z
      natury, a nawet op zaszyciu operacyjnym się odnawia)
      -pół roku oczekiwanie na operację ( z innego powodu), gdzie za jednym zamachem
      miałabyć usunięta przetoka i inna wada
      - otwarcie brzuszka, diagnoza lekarza: przetoki nie ma i nigdy nie było!
      (a przeciez była potwierdzona na 100 proc)

      efekt modlitwy wielu ludzi, w tym za wstawiennictwem JP2
      • arwena_11 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 12.10.08, 12:21
        Ja też jestem "takim cudem".
        Moja mama miała bardzo ciężki poród ( bardzo drobna i szczupła, a ja
        ważyłam 4,5 kg ). Nawet w trakcie porodu, jakaś położna powiedziała
        do mamy, że jest młoda to będzie miała inne dzieci ( chcięli mnie
        juz wyjmować w kawałkach ). Jak ją mama ugryzła ( opowiadała, ze
        poczuła krew w buzi ), to tamta nosiła przez miesiąc rekę na
        temblaku. Po porodzie niby dostałam 10 pkt, ale zabawa zaczęła sie
        jak miałam 3 miesiące.
        W ciężkim stanie trafiłam do szpitala, i to właściwie tylko dlatego,
        ze mama była uparta i twierdziła że mi coś jest. Lekarze twierdzili,
        ze jestem zdrowa. W szpitalu okazało sie, że miałam dwa wodniaki
        przy skroniach. Były to obrażenia okołoporodowe. Jeden udało się
        usunąć nieoperacyjnie, ale drugi niestety nie. Po operacji byłam
        sparaliżowana, właściwie stan krytyczny. Musiało być naprawdę źle,
        bo mama mogła byc ze mną cały czas ( a był to rok 1975 ). Lekarze
        mówili, że wszystko co w ludzkich rękach zostało zrobione. Teraz
        tylko cud może mnie uratować.
        I tu zaczyna się najdziwniejsza historia. Do domu zadzwonił telefon.
        Jakaś młoda dziewczyna mówiła, że ma ten numer od pani dr W. (
        bardzo wierzaca, już nieżyjąca lekarka ). Słyszała o mnie i jedzie
        właśnie do Łagiewnik, aby modlić się o beatyfikację siostry
        Faustyny, i będzie się modliła również za mnie do Jezusa
        Miłosiernego ( za pośrednictwem siostry ), bo ja mam wielkie łaski
        u s.Faustyny, gdyż urodziłam się w 70 rocznicę jej urodzin. Wtedy
        moja mama pierwszy raz uzłyszała o Miłosierdziu Bożym. Kilka dni
        później, mama poszła do szpitala i niezastała mnie na dawnej sali.
        Jaki szok przeżyła, to niedoopisania, Myślała że umarłam. Okazało
        się że jestem już na "zwykłej" sali. Wszystko się cofneło. Podobno
        dzieci z moją chorobą nie przeżywają, albo są warzywami. Byłam
        jednynym dzieckiem w karierze p. doktór, ) w tej chwili ma już
        ponad 80 lat ), które nie tyko przeżyło, ale wyszło z tego bez
        szwanku ).
        Jakiś czs później, mama pytała się p. dr W., o te dziewczynę, która
        dzwoniła do nas do domu. Co się okazało, nikogo takiego p. doktór
        nie znała. Dziewczyna, mówiła, ze dzwoni z domu tej pani droktór, a
        w sumie to było niemożliwe. NIkt obcy nie mógł tam wejść, bo p.
        doktór się bardzo bała nieznajomych. Od mojej mamy dowieziała się o
        siostrze Faustynie i reszcie.
        Do tej pory nie wiadomo, co to za dziewczyna dzwoniła, skąd miała
        nasz numer telefonu i skad wiedziała o mojej chorobie. NIkt jej nie
        znał. Ale musiała istnieć, bo dobę po tym, jak miała się modlić na
        całonocnym czuwaniu, wyzdrowiałam.

        Do tej pory siostra Faustyna i Jezus Miłosierny są mi bardzo bliscy.
        Towarzyszą mi w życiu. Nawet ślub brałam w dniu ogłoszenia siostry
        Faustyny świetą. O czym wybierajac termin nie wiedziałam. Miała być
        po prosty niedziela Miłosierdzia Bożego.

        No i jak zwykle się rozpisałamsmile

        • mmb Re: namacalne cuda/uzdrowienia 12.10.08, 14:00
          Ja też byłam takim cudem.
          Po bardzo długich próbach naturalnego porodu, zostałam wyjęta przez cesarskie cięcie. Na początku wszystko było ok dali mi 10 punktów. Niestety wdała się sepsa (zresztą okazało się że dziwnym sposobem 10 punktów zmieniło się w 6). Byłam w takim stanie że w pewnym momencie moja matka się dowiedziała, że większa szansa jest na to by wygrała 6 w totka niż na to że ja przeżyję kolejną noc.
          Moja mama bardzo się modliła, a ja żyję. Po wyjściu ze szpitala wyglądałam jak mały kościotrupek, ale żyję..
          Jeszcze parę razy później miałam różnego typu cudowne zdarzenia o których wiem, że były wspaniałą Bożą interwencją.
        • lucasa Re: namacalne cuda/uzdrowienia 12.10.08, 19:40
          arwena_11 napisała:

          > Ja też jestem "takim cudem".

          piekny Twoj post! dziekuje!...
          A
    • mamalgosia Re: namacalne cuda/uzdrowienia 12.10.08, 14:23
      Właśnie poniewiera się w empikach książeczka pt "cuda". Właściwie są
      to listy do prowadzących proces beatyfikacyjny Jana Pawła II, lub do
      niego samego. Myślę, że warto zerknąć
    • chrust5 Re: namacalne cuda/uzdrowienia 12.10.08, 15:18
      Wiecie, zawsze mialam sceptyczny stodunek do cudow, ale jak
      przeczytalam posty pod tytulem 'ja tez jestem cudem', to zaczelo mi
      byc chyba wstyd...
    • lucasa Re: namacalne cuda/uzdrowienia 12.10.08, 19:53
      jeszcze cos dopowiem.

      nasz synek mial pol roku gdy go odratowali w szpitalu. jak
      dzwonilismy na pogotowie, to byl on juz twardy, zsinialy i trzesacy
      sie (nie wiem co by bylo gdybym sie nie obudzila i nie sprawdzila go
      wtedy). mial ostra infekcje ukladu moczowego z ktorej wyszedl. po
      czym iles tam badan i przeswietlen. ktorys tam stopien refluksu, nie
      domkniete zastawki itd. przy kazdym podejrzeniu mielismy badac mocz
      i uwazac. po kolejnej serii badan, gdy mial 2 latka - siedze u
      pediatry, a ta mowi, ze wszystkie wyniki sa ok. ze jest zdrowszy
      statystyczna osoba (bo tak dokladnie przebadany!). czy cofnelo sie?
      czy wyrosl? cos sie podomykalo? cud czy biologia? w sumie niewazne!
      i tak dziekuje do dzisiaj!

      A
      • mamakini mój Brat jest cudem 14.10.08, 09:20
        Miał niespełna pół roku kiedy pojawiły się poważne powikłania po nie
        rozpoznanym zapaleniu płuc. Zapalenie mięśnia sercowego,
        niewydolność oddechowa, stan krytyczny. Mamie powiedzieli, że jej
        obecność w szpitalu nie ma sensu. Kazali dzwonić (my nie mielismy
        telefonu) co godzinę i pytać czy dziecko jeszcze żyje. Oczywiście
        Mama nie posłuchała. W tamtym czasie często słyszała od lekarzy:
        proszę zrozumieć, że pani dziecko umiera. Potem, kiedy stan Pawła
        stopniowo zmienił się z krytycznego na ciężki mówili: pani syn nigdy
        nie będzie w pełni zdrowy i sprawny. Dalej wspominali o życiu pełnym
        ograniczeń: ścisła dieta, brak kontaktu z alergenami (zdjagnozowali
        astmę), unikanie aktywności fizycznej. Jednak zdarzył się cud. Paweł
        ma dziś 19 lat i od jakichś 17 nie chorował na NIC. Wygląda jak okaz
        zdrowia, jest bardzo sprawny i silny. Po astmie i czy innych
        komplikacjach nie ma śladu. Dziękuję Panie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja