Dzieci, które kłamią - jak postępować?

20.10.07, 13:09
Zebrało mi się na dłuższe wywewnętrznienie smile. Daaaawno nie pisałam
o Emilce, nieprawdaż?
Dla nieznających tematu: jestem wolontariuszką pomagającą dzieciom z
patologicznej rodziny. W zeszlym roku szkolnym przez swoją
operacjęnie brałam Emi do siebie do domu, próbowala ją uczyc inna
wolontariuszka ale nie dala rady bo dziecko jest ciężkim
przypadkiem smile.
Emila jest teraz w 4 klasie. Opóźniona w rozwoju, teraz na etapie ok
9-latki (emocjonalnie i intelektualnie). Jednak z pomocą poradni
reedukacyjnej oraz dwóch "cioc" co ją edukują w domu, jakoś jedzie
na prawie samych trójach, nie jest w stanie nauczyc sie w ogóle
angielskiego (ma problemy z wymową polskich trudniejszych słów a na
angielskich łamie sobie język).
Emila kłamie, kłamie jej siostra, kłamie jej brat. reszta dzieci za
mała żeby kłamac ale zaraz też zaczną. Wiemy doskonale dlaczego:
oczywiscie niemal wszystkie dzieci na swiecie w jakims momencie
zaczynaja klamac albo probują wybadac jak to będzie gdy sklamią.
Jednak w rodzinach patologicznych klamanie wystepuje jako podstawowy
sposób na unikanie wszelkiej odpowiedzialnosci, manipulacje aby
uzyskac to co sie chce, wzbudzic litosc, zantagonizowac jakies osoby
miedzy soba, usprawiedliwic lenistwo. Przede wszystkim kłamią na
potęgę rodzice dzieci, przy nich, ucząc ich oraz wykorzystując
dzieci do załatwiania swoich spraw. Nie ma to miejsca raz na miesiac
ale kilka razy w tygodniu.
sytuacja pierwsza: umowiona wizyta na szczepienie dziecka w
przychodni, matka dzieci nie chce ich szczepic, o kazde szczepienie
jest walka, wiec ciagle robi cos zeby nie isc lub nie idzie bez
powodu, razu jednego wyslala dziewczynki do poradni zeby powiedzialy
ze "mama wyjechala do Wroclawia", wydalo sie bo zadzwonilam do
rejestracji skontrolowac jak poszlo szczepienie. Zaraz zadzwonilam
do ich domu, odbiera starsza dziewczynka, mowi ze mamy nie ma bo
poszla do sklepu, ja slodkim glosem pytam czy poszla do sklepu czy
pojechala do Wroclawia? dziecko nie wie co powiedziec
sytuacja druga: matka egzystujaca wobec zasady "co rok to prorok",
na dniach ma rodzic siodme dziecko, nie pozwala chodzic wiec do
szkoly jednej z dziewczynek zeby siedziala z nia w domu bo jak
zacznie rodzic to kto sie zajmie szostym dzieckiem liczacym ... 13
mcy. jak opieka socjalna sie dowiaduje o tym, interweniuje i matka
przy dziewczynce usprawiedliwa ją w szkole ze "byla przeziebiona"
sytuacja trzecia: dziecko siodme urodzone, szoste ma 13 mcy wiec
matka unieruchomiona w domu, zabronic chodzic do szkoly dziewczynce
juz nie moze wiec wymysla inny fortel: zabiera 11-latke do pediatry
tam obie klamia ze ma biegunke i wymioty, dziecko dostaje zwolnienie
na 3 dni, moze pilnowac rodzenstwa a matka jest wolna. gdy ktoras z
nas przychodzi do nich, nastrasza dziewczynka wyglada kwitnaco ale
twierdzi ze "ma biegunke i wymioty", nie wierzymy w to ale
niezbitych dowodow nie mamy.

To jest tło na jakim wystepuje kłamanie dzieci. Wiem ze sytuacja
beznadziejna ze one nie maja szans nie klamac. prowadze wiec rozmowy
z Emilką na tematy klamania, prowadzilam tez gdy uczylam ją w 2
klasie, jako 8-latke. Teraz ma 10 lat i uwazam ze wiecej rozumie
nawet ze swoimi ograniczeniami. Emilka jest dobrym dzieckiem, ma
cechcę charakteru ktora sie nazywa osli upór. Czasami stroi fochy
i "nie, bo nie". Poza tym grunt to nie przyznac sie do zlego czynu i
wypierac sie go w zaparte nawet wobec niezbitych dowodow.
problem polega na tym ze wiekszosc wielkich klamstw dzieci z tej
rodziny tworzą pod dyktando rodzicow. Oczywiscie to w jakims stopniu
zwalnia ich z odpwoiedzialnosci ale jednoczesnie jest tak, ze np.
Milenka (starsza o rok od Emilki) ochoczo przystaje na udawanie
choroby, prosto w twarz mowi ze jest bardzo chora. No i mamy dylemat
wtedy jak postapic gdy tak jak teraz "choroba" Milenki trwa sr-pt a
w sobote maja umowiony wyjazd z jedna z "cioc" do jej domu gdzie
czekaja na nie atrakcje. ta "ciocia" ma male dziecko, jesli wiec
Milenka jest rzeczywiscie chora nie powinna jechac bo zarazi
dziecko, a jesli jest zdrowa i udaje chora, nie powinna jechac z
powodu konsekwencji swojego wyboru: klamie zeby nie isc do szkoly to
nie moze jechac bawic sie u "cioci". Wczoraj mieslimy narade
telefoniczna jak postapic czy pozwolic jej jechac czy nie, bo faktem
jest ze ona sklamala bo namowila ją matka chociaz Milenka takze sama
nadzywczaj chetnie wymysla klamstwa, ale tez faktem jest ze nie mamy
na 100% pewnosci czy rzeczywiscie np. w sr nie miala biegunki (choc
nic na to nie wskazuje). dziewczynka cale 2 tyg czekala na te
wyprawe do "cioci" i zdecydowalismy ze jednak pojedzie... ale czy
dobrze? jak byscie postapili w takiej sytuacji, ona ma 11 lat ale
podkreslam ze sama tez klamie i chce klamac i manipuluje doroslymi.

A z Emilka jest tak że sobie rozmawiamy o tym klamaniu. Emilka jest
swiadoma ze niestety stracilam i do niej i do Mileny zaufanie i ze
zadnym ich zapewnieniom nie moge wierzyc juz nigdy. Wyjasnilam jej
to wiele razy ze to konsekwencja klamania - utrata zaufania.
Pokazuje jej tazke ze klamanie nie rozwiazuje problemow. Wiem ze jej
nie "zbawie", wiem ze mam znikomy wplyw ale szukam jakis inspiracji,
opowiadan, argumentow i przykladow na ukazanie pelnego zla jakie
wyplywa z klamania. Niestety odbywa sie to przy udziale podwazania
autorytetow rodzicow, aczkolwiek niewprost, ale tu sie pytalam
psycholog dzieciecej i powiedziala ze trudno, ze ktos dziecku
takiemu musi pokazywac do jest dobre a co zle.
Prosze was o pomysly.
    • isma Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 20.10.07, 18:32
      Yyyyh, Ciezko. Zwlaszcza ten background ciezki. Z tego wzgledu moje
      wynurzenia mozesz uznac za strzal kula w plot, bo to zupelnie inne
      srodowisko, inna sytuacja - ale moze, w zasadniczych kwestiach, to
      nie ma znaczenia?

      Mysle tak - z jednej strony jestem matka bezlitosna, i konsekwencje
      tego, co zrobila (jesli winy dowiedziono) M. ponosi w zasadzie bez
      okoliczosci lagodzacych (typu "tak na to czekala"). Wyjatkiem sa
      autentyczne choroby, trudno mi egzekwowac na niej np. sprzatanie
      rozwalonych po calym domu zabawek, kiedy ma regularne dusznosci. Ale
      z drugiej strony, staram sie, zeby to byly konsekwencje wlasnie, a
      nie kary. Zeby M. miala poczcie, ze taka jest naturalna kolej
      rzeczy, a nie ze to jest jakas wymyslna forma wywierania na nia
      nacisku przez osobe majaca nad nia przewage.

      Czyli, w Twoim przykladzie z biegunka, sytuacja wydaje mi sie jasna -
      bez wnikania w to, czy choroba byla autentyczna (i wtedy jest
      kwestia autentycznej obawy przed przywleczeniem wirusa) czy
      symulowana (i wtedy jest kwestia symulowanej obawy przed
      przywleczeniem wirusa wink)) - dziecko jechac nie powinno. Bez
      jakichs specjalnych tyrad na ten temat: byla chora, wiec nie jedzie,
      i juz.

      Ja pozwalam M. fantazjowac, jesli wiem, ze te fantazje nie maja na
      celu osiegniecia jakiegos wymiernego efektu wink)). Ona rzadko
      klamie, a jesli sie jej to zdarzy, to uzywam metody sokratejskiej -
      przesluchuje, przesluchuje, zaciekawiam sie szczegolami niepomiernie
      (kpiac z niej troche sobie), az sie zaplacze. A ze jej zalezy na
      poczuciu wlasnej wartosci, to, zaplatana, sama w odpowiednie
      poczucie winy wpada. Nie uskuteczniam teoretycznych wykladow z
      etyki, chyba ze sama zapyta (na ogol na przykladzie czegos, co sie
      przydarzylo osobom trzecim - tak zreszta wole, ja sie staram
      bezposrednio jej nie osadzac, mniej wtedy birze na ambit, i latwiej
      do niej dotrzec). Mam bowiem niejasne podejrzenia, ze jednym uchem
      by wpadlo, a drugim wylecialo.

      Natomiast jedna rzecz mnie mocno zastanowila, z tego co napisalas -
      o tym zaufaniu. Bo ja mam dokladnie odwrotnie. Zaufanie mam do M.
      zawsze (nawet gdybym zalozyla, ze moje dziecko klamie nalogowo, to i
      tak MUSZE miec do niego zaufanie, bo kiedys moze przyjsc z problemem
      autentycznym, a powaznym - i co, ja ten problem wtedy, na podstawie
      przeslanki statystycznej, zlekcewaze?), a staram sie je ewentualnie
      weryfikowac w konkretnej sytuacji, za kazdym razem od nowa. To bron
      Boze nie oznacza latwowiernosci - jak wiadomo, ja jestm pamietliwa i
      podejrzliwa, wiec sprawdzam - ale ciezar dowodu spoczywa na mnie, to
      nie jest tak, ze ta druga strona ma stawac na uszach, zeby mnie do
      szczerosci swoich intencji przekonac.

      Ja bym nie umiala powiedziec dziecku "nie ufam ci", "jesli ci mam
      zaufac, udowodnij, ze mowisz prawde". Zwlaszcza dziecku, ale w ogole
      komukolwiek, z kim jestem nie z przymusu.
      Im dluzej mysle, tym bardziej mi sie to przerazajace wydaje - jak
      mozna byc w jakiejs relacji z kims bez zaufania, no? I jak mozna
      zyc, wiedzac o sobie, ze ktos mi nie bedzie wierzyl "juz nigdy", ze
      sie jest na zawsze niegodnym zaufania ;-(((?

      (ja dzisiaj ciezko mysle, wiec sie od razu nie denerwuj wink)), ale
      nawet jesli nie dalam odpowiednich slow rzeczy, o ktora mi szlo, to
      jakos mi cos tu zgrzyta, no).
      • otryt Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 20.10.07, 19:19
        Kasiu, czy próbowałaś rozmawiać z matką Emilki o kłamstwie (trzeba
        zacząć od źródła kłamstwa), aby tego nie robiła, nie dawała dzieciom
        złego przykładu? Kłamstwo powoduje, że inni nam nie ufają, wytwarza
        brak zaufania w bliższych i dalszych relacjach, sprawia, ze jakość
        życia drastycznie spada. Trudno mówić o miłości i przyjaźni.
        Kłamstwo degraduje człowieka. Kłamiący często sam zaczyna wierzyć w
        swoje kłamstwa, gdy powtarza je tysiąc razy. Wtedy przekracza
        granicę śmieszności, kłamstwo staje się widoczne już dla wszystkich
        na kilometr bez żadnych dowodów. Jak ktoś taki może dostać pracę?
        Kłamstwo (zresztą jak każdy długotrwały grzech w którym z uporem
        trwamy)powoduje powolne, ale nieustanne staczanie się. Czy tego
        wszystkiego może chcieć matka dla swojego dziecka?

        Łatwo tak mówić, skoro przykład idzie z góry. Były prezydent skłamał
        nie wiadomo który już raz o swojej rzekomej chorobie przywiezionej z
        Filipin. Aby się usprawiedliwić, uniknąć odpowiedzialności. To jeden
        z powodów, jak napisałaś. Człowiek musi mieć niewzruszalną kotwicę.
        Taką kotwicą jest dekalog, może byc dobry przykład kogoś z bliskiego
        otoczenia. Ten, kto nie ma kotwicy dryfuje. Skąd to dziecko ma się
        tego nauczyć?

        Pozdrawiam serdeczniesmile

        PS. Podziwiam Cię Kasiu. Szczerzesmile Bardzo chcę, aby Ci się udało.
        • sion2 Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 20.10.07, 20:26
          Otrycie sprawa z matka jest beznadziejna, ona jest lekko uposledzona
          umyslowo i klamie na temat nawet tego co jadla na sniadanie
          kalmie na kazdy temat, a zaufanie? a po co jej moje zaufanie? dla
          niej to pojecia ze swiata frajerów sad((
          • otryt Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 22.10.07, 10:25
            sion2 napisała:

            >kłamie na każdy temat, a zaufanie? a po co jej moje zaufanie? dla
            >niej to pojęcia ze świata frajerów sad((

            A może wynika to z niedojrzałości emocjonalnej i intelektualnej?
            Zaufanie wtedy staje się pojęciem abstrakcyjnym. Być może dziecko
            jest na poziomie 3-4 latka. W tym wielu fantazjowanie i mylenie
            fikcji z rzeczywistością jest fazą rozwojową. Być może jej matka też
            zatrzymała się na tym poziomie? Z kolei traktowanie innych jako
            frajerów wiąże się z pewnym patrzeniem z góry, z pogardą, chęcią
            świadomego wykorzystania frajera. Czy ten świadomy element zauważasz?

            Mam wrażenie, że wiesz więcej ode mnie i nic istotnego Ci nie dodam.
            Przyszło mi na myśl pewne zdarzenie z lebrami, którego
            doświadczyliśmy. Pisałem w wątku o lebrach o klasie, którą
            zniszczyła trójka agresywnych uczniów. Jakiś czas po opisywanej
            przeze mnie historii mieliśmy okazję spotkać się z dwójką tych
            chłopców w innej sytuacji. Przy naszym kościele jest harcerstwo,
            które wciąga dzieci z zaniedbanych domów. Zbiórki prowadzi ksiądz i
            nasza przyjaciółka, która jest drużynową. Czasem się zdarza, że
            ksiądz i drużynowa muszą gdzieś wyjechać. Wówczas ja albo moja żona
            prowadzimy w zastępstwie te zbiórki, najczęściej wg z góry
            ustalonego programu. Dwójka z tych chłopców (12 lat) trafiła do
            harcerstwa. N a zbiórce były dosyć trudne zajęcia w terenie,
            elementy wspinaczki, bieganie, zdobywanie umocnień. Tym chłopakom
            bardzo się to podobało, na moment przestali się nudzić. Swoją
            energię mogli wreszcie ukierunkować na coś pożytecznego, a nie na
            dokuczanie innym. Pojawił się nawet w ich oczach element zachwytu i
            komplementy pod adresem mojej żony, że potrafi "w tym wieku" tak
            świetnie się wpinać i biegać, że nie mogli jej dogonić. Ktoś kto
            jest sprawny fizycznie zyskał ich szacunek. Dla nich było to bardzo
            ważne. Jednak największe nasze zdziwienie było następnego dnia w
            niedzielę. Widzimy jak ten chłopiec z matką i ojcem, wszyscy z
            plecakami idą na wycieczkę. Oni szli na wycieczkę pierwszy raz.
            Dziecko chce, aby rodzice również poznali ten lepszy świat, który
            dotąd był im nieznany. Myślę, że w wielu dzieciach z zaniedbanych
            środowisk drzemie gdzieś w głębi duszy tęsknota za lepszym światem i
            lepszym życiem. Nie wiedzą tylko jak tam trafić. Może myślą
            obserwując swoich rodziców, że w życiu trzeba kroić frajerów ile się
            da i tym sposobem do czegoś dojść? Kiedyś braliśmy na wycieczki inne
            dziecko z sąsiedztwa, na imprezy w mieście albo za miasto. Ojciec w
            więzieniu za próbę zabicia matki. Matka w szpitalu. Chłopak
            inteligentny i wrażliwy (10 lat). Za rok, gdy ojciec wrócił z
            więzienia a matka ze szpitala widzieliśmy, jak chłopak ciągnął ich
            razem w te wszystkie miejsca, gdzie razem z nami był. Nawet na
            teatrach ulicznych ich spotkaliśmy. Była także jedna porażka.
            Dziewczynka rok starsza od naszej córki też z nami jeździła w
            podobne miejsca. Matka, nauczycielka muzyki imigrantka z Ukrainy,
            dzień i noc nieobecna, koszmarnie zmęczona, nie potrafiąca rozmawiać
            o niczym innym jak o pieniądzach. W dzień handlowała ciuchami w
            przejściu podziemnym, co drugi dzień w nocy jeździła po towar na
            stadion w Warszawie. Polska to był etap przejściowy w drodze na
            Zachód. Metodą miało być fikcyjne małżeństwo. Jej córka (wtedy 10
            lat) miała wynajętą opiekunkę. Ta dziewczynka później boleśnie
            wyśmiewała naszą córkę, nasz dom, że nasze dziecko nosi gorsze
            ciuchy niż ona. Wyśmiewała naszą inność, bo weszła w jakiś sposób w
            nasze życie. Tym razem nie było zachwytu i naśladownictwa, lecz
            pogarda dla frajerów. Znajomość się skończyła, a z naszym dzieckiem
            musieliśmy przeprowadzić wiele rozmów. Myślę, że pokazanie innego
            świata, innych możliwości, innych rozrywek, innego sposobu na życie,
            na spędzanie czasu wolnego może być bardzo inspirujące dla dzieci z
            zaniedbanych domów.

            Pozdrawiam serdecznie.


      • sion2 Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 20.10.07, 20:24
        dzieki ismo za wywod, dlaczego mialabym sie denerwowac, ja wlasnie
        szukam... pare razy pytalam o sytuacje zwiazane z tymi dziecmi
        psycholog red naczelna Dziecka i mi odpowiadala ale ona jednak pisze
        krotko i czasem lakonicznie, wlasciwie daje tylko punkt wyjscia jakis

        no wiec staram sie byc konsekwentna, wczoraj Emilka byla u mnie i
        odrabialysmy lekcje, zaczela straszliwie bazgrac choc potrafi ładnie
        pisac, wczesniej mialysmy umowe ze warunkiem otrzymania za prace u
        mnie calego sloneczka (zbiera 3 sloneczka i moze wybrac sobie mini
        nagrode z tzw. kuferka motywacyjnego) jest chetne wykonywanie
        polecen i dokladnie tak jak mowie oraz staranne pismo, Emilce sie
        nie chcialo i zaczela bazgrac, zwrocilam jej uwage kilka razy i
        zamilklam, zas na koniec wielce zdziwionej panience nie dalam calego
        sloneczka lecz chmurke (moze sie wydac wam dziwne ze taki system dla
        10latki ale ona cala sie tym emocjonuje i w poradni mi poradzono
        zeby sie dostosowac do jej poziomu emocjonalnego), Emilka zaczela
        jęczęc i wzdychac i zapalala chęcia wykonania 5 dodatkowych cwiczen
        ale nic z tego, nie zmieklam
        poddobnie sytaucja z dzis: wczoraj sie nie wykąpala u mnie i nie
        dostala czystego ubrania lecz zgodnie z umowa obie dziewuszki mialy
        sie wykąpac u "cioci" innej, dalam Emi zapakowane czyste ubranie,
        dzis rano telefon od koleznaki ktora tam zajrzala ze Emilka
        wystrojona od rana, zawolalam ją do telefonu i polecilam natychmiast
        zdjąć czyste ubranie, przebrac sie w brudne a czyste zapakowac
        do "cioci", bo taka byla umowa, Emilka ją zlamała bo sie lubi
        stroic...
        mam nadzieje ze dobrze robie, ale staram sie wlasnie w ten posob
        egzekwowac jakies nasze "umowy", problem polega na tym że te dzieci
        nie są W OGÓLE wychowywane w domu, ich matka nie wie nawet ktore
        dziecko wyszlo a ktore nie, dziewczynki chcialy dzis zostac
        u "cioci" na noc bo jak stwierdzily szczerze "mamie wszystko jedno
        czy wrocimy do domu czy nie" sad(((, ich matka nie jest w stanie
        zmusic ich do wykonania jakiegolkowiek polecenia... wszystkie robia
        co chcą... dlatego poslalismy dwojke mlodszych chlopcow do
        przedszkola zeby mieli lepszy start
        tak wiec dziewczynki trudno sie poddaja wszelkim umowom, one po
        prostu muszą zrobic tak jak chcą

        inna kwestia to zaufanie... moze napisalam za lakonicznie ale
        dokladnie jest tak ze nie uzywam zwrotu "nie ufam ci nigdy",
        dokladnie na rozne zapewnienia Emilki "tak bylam w kosciele!"
        odpowiadam "Emilko bardzo chcialabym wierzyc w twoje zapewnienia ale
        wiesz ze pare razy mnie oszukalas i ja nie moge juz wierzyc w kazde
        twoje slowo, stracilam zaufanie do ciebie czy mowisz prawde czy
        klamiesz" - no i tu sama nie wiem czy to dobre... pokazuje Emilce
        ten brak zaufania jako konsekwencje jej klamania ale naprawde nie
        wiem jak postepowac zeby ona zrozumiala istote rzeczy,
        jesli bede jej ufala zawsze czy nie spowoduje to myslenia "a tę
        ciocię to ja mogę bezkarnie oszukiwac" zamiast "nie bede jej klamac
        bo ona mi ufa"?

        dramat polega na tym ze te dzieci są wprost uczone ze klamanie jest
        dobre, ze to sposob na zycie, tam nie ma rodzica ktory sie oburzy na
        ich klamstwa ale jeszcze wchodzenie w jakas komitywe "rodzic+dziecko
        wspolnie oszukajmy opieke socjalna" straszne sad(((((
        • isma Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 21.10.07, 13:15
          A, no widzisz. To ja zakladam, ze winy popelnione, ktorych
          konsekwencje dziecko juz ponioslo, ida w naszej wzajemnej relacji w
          niepamiec. Wydaje mi sie, ze jesli dziecko jest wciaz utwierdzane w
          poczuciu, iz ciagnie sie za nim ogon przeszlych grzechow, to moze
          myslec, ze sie nie ma po co starac, i tak zaufania nie odzyska, bo
          mu zawsze stare sprawy wywloka. A czy wiecej, czy mniej - co za
          roznica.
          Ty wiesz, i sprawdzasz - ale dziecko, chyba, lepiej zeby mialo
          poczucie, ze za kazdym razem startuje od zera. Chyba, powiadam, no
          bo zdaje sobie sprawe, ze Ty masz sytuacje o niebo trudniejsza od
          przecietnej. I wiem, ze musisz szukac drog na skroty, bo nie masz
          dziecka 24/7, i na dokladke sa osoby, ktore moga obrocic wniwecz
          Twoje wysilki.

          Z M. mielismy taka ambarasujaca sytuacje, ze regularnie po kazdej
          lekcji angielskiego (inna sprawa, ze nam tak naprawde na tych
          lekcjach nie zalezalo - chodzila tam w celu socjalizacji, a nie
          zdobywania wiedzy, ja jestem matka pozbawiona ambicji) opowiadala
          niestworzone historie na temat tego, co sie na zajeciach wydarzylo.
          Alesmy nie chcieli startowac z "eeee, niemozliwe, a pewno zmyslasz,
          zwlaszcza ze ostatnio tez zesmy cie na konfabulacji przylapali".
          Podpytywalismy - po trochu, a to zaraz po zajeciach, a to przy
          kolacji, a to w wannie. W koncu sama wpadala na jakiejs
          niekonsekwencji. Ale wtedy tez stralismy sie triumfalnie jej nie
          dobijac: "sklamalas!", tylko dac jej szanse wybrniecia z honorem -
          jeszcze bardziej zaciekawieni, wypytywalismy z przymruzeniem oka o
          dalsze szczegoly, az sie, zawiklawszy kompletnie, lamala i
          mowila "no, dobra, to juz wam powiem, jak bylo naprawde..."

          Teraz na tapecie jest kwestia czytania. M. od prawie dwoch lat czyta
          plynnie, nauczyla sie sama - ale nie lubi tej umiejetnosci
          wykorzystywac, albowiem woli, jak jej czytaja ;-P. Zapytywana
          wprost, wypiera sie znajomosci liter w zywe oczy. No, to ja nie
          prostuje i nie naciskam. Czasem sie tylko z glupia frant zaindaguje,
          jak mnie ciagnie do placowki handlowej okrslonego profilu: "a skad
          wiesz, ze to jest akurat sklep ZOOLOGICZNY?".
          Teraz mam ubaw, bo ona chce spiewac w scholi, co wymagaloby
          przyznania sie do umiejetnosci czytania piesni ze spiewnika (pomysl
          racjonalizatorski pt. "ty mnie bedziesz uczyc na pamiec"
          storpedowalam). I obserwuje co tydzien, jak walczy w niej przemozna
          chec publicznego popisu z irracjonalnym uporem mniemanego
          analfabety wink)).

          (dalej nie mam poczucia, ze pisze do rzeczy, ale robie to po
          nieprzespanej nad adiustacja tlumaczenia nocy, jestem na polmetku
          calodziennej gonitwy wyborczej, a potem to juz nastapi prawdziwe
          pandemonium ;-((().
    • mader1 Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 21.10.07, 21:48
      Co zrobić, gdy sumienie śpi ? Gdy nie daje sygnałów ?
      Wsłuchiwałam się w kazanie, które dziś dla dzieci miał nasz
      proboszcz - mowił dzieciom o tym, by tu w kościele wsłuchiwały się w
      głos swojego serca, w głos sumienia.
      I myślałam o tym, co robić, gdy sumienie śpi ? Jest usypiane przez
      dorosłych ?
      Na pewno gdyby mała mówiła , ze jest chora, traktowałabym ją jak
      chorą. Trudno. Tak trzeba.
      Na pewno nie liczyłabym na jakąś wielką zmianę pod moim wpływem w
      zachowaniu rodziców. Modliłabym się o rozwiązanie tej sytuacji, może
      jakieś przezycie sprawi, że rodzice wreszcie się opamiętają. Ale nie
      same słowa. Trzebaby bowiem chcieć je przyjąć.Doświadczenie
      podpowiada mi, że bardziej niż trudne.
      Trzeba Kasiu poszukać jakiś bajek, historyjek z kłamstwem i jego
      przykrymi następstwami.
      Mam wrażenie, ze trzeba wymyśleć jakiś cykl takich czytań - skoro
      dziewczynka jest młodsza emocjonalnie niż wiek by wskazywał, powinno
      to jeszcze zadziałać.
      Dla dziecka to coś takiego, jak świadectwa dla dorosłych.
      Obserwowałabym ją czy chwyta sens i morał, jeżeli nie, przerywałabym
      czytanie starając się spokojnie podkreślać znaczące fragmenty smile
      To długotrwałe, ale oprócz zwykłych rozmów na razie to tylko
      przychodzi mi do głowy.
    • lucasa Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 21.10.07, 23:43
      hej Sion,
      ja nie mam nic konstruktywnego do napisania.
      chcialam tylko powiedziec, ze bedziemy trzymac kciuki i opowiem
      Karoli o Emilce (ogolnie) i bedziemy sie za nia i za Ciebie modlic.
      A
      • sion2 odpowiedz wszystkim 22.10.07, 13:41
        Dzieki za wypowiedzi.
        Jesli chodzi o twoj wpis otrycie, wielkie dzieki bo umocnione
        zostalo we mnie przekonanie że postepujemy slusznie (uzywam liczby
        mnogiej bo przy dzieciach "pracuje" grupa osob). Dokladnie tak
        myslimy otrycie: ze najwazniejsze jest pokazywanie dzieciom
        pozytywnego wzorca rodzinnego, spolecznego. Dlatego wlasnie dzieci
        ucza sie w domach wolontariuszek, gdzie nikt nie uzywa wulgarnych
        slow, gdzie jest spokoj i cisza, gdzie ciocia nie wymysla od idiotek
        ale cierpliwie tlumaczy dziesiaty raz te sama kwestie. Zas kazde
        wakacje to minimum 3 tyg poza domem i nie tylko kolonie Caritasu ale
        wyjazd do rodzin zaprzyjaznionych gdzie dzieci wprost rozkwitaja, są
        zadbane, od razu przybieraja na wadze, uspokajają się i normalnie
        jedzą. I wcale nie jest to robione z oczekiwaniem ze dziecko na
        pewno sie nie stoczy, co one kiedys wybiora to bedzie ich sprawa ale
        na razie gdy maja 9-11 lat jeszcze sie poddaja naszym zabiegom
        wychowawczym, wysylamy je przeciez tez na rekolekcje. Jest to ugór,
        ciagłe klęski i momenty nadziei ze moze, moze... cos dotarło.

        Wychodze z zalożenia ze ja musze byc dla dzieci "krystaliczna" tzn.
        ja nie klamie, ja nie oszukuje, dotrzymuje slowa a moje reguly sa
        jasne. Jednak trudno sie pogodzic z tym ze mimo tego ze np. nigdy
        nie podnioslam glosu na Emilke ona ciagle boi sie przyznac do czegos
        zlego, mimo 3 lat znajomosci... wtedy mysle ze sie nie nadaję bo
        gdyby choc moja modlitwa byla skuteczna, gdybym miala jakis talent
        pedagogiczny i ta bezradnosc z powdodu ktorej napisalam na forum.

        jesli chodzi o matke dzieci - oczywiscie ze ona oszukuje cynicznie,
        manipuluje i stara sie antagonizowac ludzi celowo, to nie są tylko
        konfabulacje ale klamstwa w okreslonym celu i tego uczy dzieci

        czy mozna "zmusic" dziecko do przyznania sie do klamstwa? wlasnie
        mam taka sytuacje ze Emilka twierdzi ze byla w niedziele w kosciele
        a tymczasem wszyscy swiadkowie twierdza ze jej nie bylo, zarowno
        domownicy jak i koleznaki Milenki ktore byly w kosciele, Emilka mimo
        mojej zachety, wytlumaczenia ze klamstwem nie rozwiaze problemu,
        mimo ukazania jej po raz setny wartosci mszy sw, ona nie chce sie
        przyznac... co zrobic, zostawic? wlasnie w takich sprawach czuje sie
        bezradna bo z jednej strony nie chce byc policjantem a z drugiej
        strony pokazac dziecku ze udalo jej sie oszukac mnie...

        no i nie znam zadnych opowiadan z moralem o klamstwie sad
        • mader1 Re: odpowiedz wszystkim 22.10.07, 19:52
          Jest taka książka, która kiedyś była lekturą w klasie I Mira
          Jaworczakowa " Jacek, Wacek i Pankracek" - jest w niej dużo
          sytuacji, które mogą się zdarzyć w szkole : i o biedniejszych i
          bogatszych i o koleżeństwie - fajnie jest z dzieckiem porozmawiać w
          oparciu o te historyjki : dzieciaki się wtedy rozgaduja i można w
          nich zobaczyć czlowieka z problemami - tam jest rozdział " Zeby tak
          było naprawdę" o tym, jak dziewczynka skłamała broniąc się przed
          dwóją. Tr historie wymagają omówienia, ale dużo przyjemniej jest
          mówić o podobnych problemach innych wink))
          A. Lingen napisała " Dzieci z ulicy awanturników" - to o całkiem
          małej dziewczynce, która nie do końca świadoma ( bo malutka) robi
          różne nieładne rzeczy - kłamie, jest nieposłuszna, praiw klnie smile))
          Zadając pytania do krótkich rozdziałów, pytania, na które Emilka
          odpowie z pozycji " eksperta" , można dużo z Nią przedyskutować smile
          To na razie przychodzi mi do głowy smile
          • mader1 Re: odpowiedz wszystkim 22.10.07, 23:28
            Zwykła " Pchła Szachrajka" - może Ty byś chciała coś
            poważniejszego... ale... z doświadczenia wiem, że takie lektury,
            które są śmieszne, kpią z pewnych przywar, a jednocześnie dają
            nadzieję dziecku, że nie jest " takie ostatnie", są dobrym
            początkiem rozmowy... Wesołym i przez to dobrym...
            • mama_kasia Re: odpowiedz wszystkim 23.10.07, 10:00
              To jest bardzo cenne: "dają
              > nadzieję dziecku, że nie jest " takie ostatnie"

              Kasiu, zastnawiałam się nad tym wszystkim...
              ...Mam wrażenie, że Emilka chce sprostać wymaganiom,
              jakie przed nią stawiasz, ale jej to nie wychodzi (z różnych
              przyczyn). Wtedy też kłamie, aby pokazać, że jednak jest dobra.
              To musi być dla niej bardzo trudne, bo ona jest między jednym
              a drugim środowiskiem i tak naprawdę nie należy do żadnego z
              nich, bo już trochę wyrwana z domu, ale przecież wie, że ciągle
              nie jest taka, jaką chciałabyś, aby była. ...Nie wiem, czy to
              tak jest... Tak tylko mi się wydaje... Nie wiem, niestety, co
              z tym zrobić sad Pokazać lepszy świat - to na pewno, ale
              ona musi czuć, że jest akceptowana, że ma jakieś zalety, że
              jest wartościowa.
              • sion2 Re: odpowiedz wszystkim 23.10.07, 12:17
                Mader dzieki za propozycje, wypożyczę z biblioteki, popytam jeszcze
                na forum o ksiazkach.

                mamo_kasiu czyli krotko mowiac chodzi ci o wzmacnianie zachowan
                pozytwynych z mniejszym zwracaniem uwagi na negatywne? masz rację,
                nie mozna przeginać, moze rzeczywiscie dziewczynki odbieraja nas jak
                policjantow... chyba nie ale bede na to zwracac uwage smile
                • mader1 Re: odpowiedz wszystkim 03.11.07, 17:15
                  przypomniała mi się jeszcze bajka " Kozucha kłamczucha"
    • ea-szarri Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 23.10.07, 15:33
      To trudna sytuacja...

      Wydaje mi się, że trochę inaczej trzeba traktować sytuacje, kiedy
      dziewczynki kłamią pod dyktando dorosłych, a inaczej, kiedy jest to
      ich indywidualna decyzja. W pierwszym przypadku chyba powinnaś
      okazać wyrozumiałość i nie „dusić”, chociażby dlatego, że gdzieś
      tutaj plącze się jeszcze coś takiego, jak lojalność wobec rodzica
      (abstrahując od takiego już drobiazgu, że nie iść do szkoły jest
      zawsze przyjemnie). Co nie przeszkadza w wyciąganiu konsekwencji z
      kłamstwa – byłaś chora, to nie możesz iść do cioci.
      W ogóle chyba najlepszą drogą do „wyleczenia” z przypadłości byłoby,
      gdyby dziewczynki kłamiąc więcej traciły niż zyskiwały. Zapodam
      przykład, chociaż on z zupełnie innej półki. Moje dziecko nie lubiło
      chodzić do przedszkola i na dodatek często chorowało. Dość szybko
      skojarzyło dwa fakty: choroba = pozostanie w domu i wyciągnęło z
      tego wnioski... Niemal codziennie rano informowało mnie tryumfalnie,
      co ją w danym dniu boli – głowa, brzuch, noga... No to zaczęłam jej
      dolegliwości traktować poważnie i serwowałam za każdym razem syropek
      (wynalazłam taki co to na kaszel nie pomagał, a na zdrowie nie
      szkodził, homeopatyczny chyba???). A po porannym leczeniu wysyłałam
      do przedszkola. Pomogło, bo Jaśnie Panienka nie znosi syropków.
      Żadnych big_grin

      A teraz będzie garść doświadczeń własnych z punktu widzenia dziecka
      kłamiącego niemal patologicznie.
      Najgorsza metoda oduczenia kłamstwa(z mojego punktu widzenia),
      to „zabawa kotka z myszką”. Dorosły wie, że dziecko kłamie, ale
      udaje, że nie wie i pytaniami doprowadza dziecko do sytuacji, kiedy
      ono zaplącze się dokumentnie w zeznaniach. Pod koniec takiego
      przesłuchania czułam się tak wściekła i upokorzona, że nie było we
      mnie ani kawałka miejsca na refleksję, że może lepiej byłoby
      powiedzieć prawdę. Po prostu następnym razem obmyślałam kłamstwo
      lepiej i dokładniej. Jednym słowem – jeżeli wiesz, że Emilka kłamie,
      to powiedz to wprost i nie dyskutuj. Nie zmuszaj do przyznania się
      do kłamstwa, nie stawiaj „po ścianą” – ja bym była po prostu na
      Ciebie wściekła. I tylko tyle. Zdaje się, że też byłam na czymś
      upośledzona ;/
      Druga rzecz –ja kłamałam dużo i po jakimś czasie kłamałam
      bezrefleksyjnie i odruchowo. Normalny człowiek słysząc pytanie: jaka
      jest dzisiaj pogoda, wygląda przez okno; we mnie włączał się
      program wyszukujący jedynie słuszną odpowiedź na pytanie.: jakiej
      odpowiedzi osoba pytająca oczekuje ode mnie? Było tak po części
      dlatego, że byłam głupim dzieckiem i nie potrafiłam odróżnić krytyki
      niektórych moich zachowań od całkowitego odrzucenia mojej osoby.

      Tak sobie jeszcze myślę, że może jakąś drogą byłoby bardziej
      pokazywanie, że rozumiesz, dlaczego np. Emilka złamała umowę i się
      wystroiła w sukienkę, chociaż nie pochwalasz tego (ja tam doskonale
      ją rozumiem, chyba nawet bardziej niż dziewczynkę, która by umowy
      dotrzymała... ).
      Nie wiem, może dobrze byłoby na jakiś czas nie zwracać przesadnej
      uwagi na kłamstwa Emilki. Na przykład – oznajmić wprost, że wiesz,
      że w kościele nie była i od razu spróbować przesunąć rozmowę w
      kierunku: dlaczego nie była, zamiast wymuszać przyznanie się do
      kłamstwa.

      Rozpisałam się, chociaż mam ogromne wątpliwości, czy Ci pomogłam.
      • sion2 Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 23.10.07, 16:04
        Kazdy wpis tutaj mi jakos pomaga smile. Jak sobie to wszystko zbieram
        do kupy to mam material do skorygowania niektorych swoich reakcji.
        Postaram sie nie zmuszac do przyznania sie tylko koncentrowac sie na
        problemie dlaczego np. nie poszla do kosciola. Tzn. teraz tez tak
        robie ale jakos chyba za bardzo zalezy mi zeby ona albo nie klamala
        albo chociaz sie przyznala... i czasem chyba za bardzo odbieram do
        siebie jej "występki".
        dzieci te przede wszystkim potrzebują wsparcia... polecam je waszej
        modlitwie
        a tę jedną lekturę co mader polecila o awanturnikach to moja znajoma
        mi kupi w prezencie dla Emilki bo ma dostep do jakiegos rabatu smile
        • mader1 Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 23.10.07, 18:03
          Nie wiem czy w jakims opowiadaniu " Cudaczka wyśmiewaczka" (
          lektura w I czy II klasie ) też nie ma o kłamstwie. Nie wiem,
          bo .... pozyczyłam komus, a musiałabym spojrzeć. Tam jest wiele
          przywar wyśmiewanych...
          "Pinokio" - tam jest duzo o kłamstwie i dojrzewaniu, tylko to
          obszerna lektura...
          A... " Karolcia" ? Tam czarownica zdaje się kłamała.
          Wiesz... tylko dobrze byłoby takich " Awanturników" z nią czytać...
          zeby od razu pogadać...
          Łatwiej rozmawiać o jakiejś fikcyjnej postaci - wtedy to nie są
          oskarżenia, a rozmowa smile trudniej mówić o sobie i swoich
          problemach...
          Ja wierzę w terapeutyczną moc literatury. I w to, że wspólna rozmowa
          o lekturze ludzi na siebie otwiera i zbliża.
          Wspólny smiech nad " głupimi " kłamstwami " fikcyjnej postaci.
          Nie wiem, czy to przypadek, ale dziś przyszła do mnie koleżanka i
          opowiadała o dzisiejszym prgramie dla dzieci...
          Była tam scena, gdy któreś z bohaterów coś tam " kręciło" - własnie
          kłamało, bo nie chciało się przyznać do błędu... Jednak po jakimś
          czasie zdecydowało się. Na koniec tej historii było zaznaczone, że
          to wielka odwaga przyznać sie do błędu, przyznać, ze się skłamało,
          wyznać prawdę...

          Tzn. teraz tez tak
          > robie ale jakos chyba za bardzo zalezy mi zeby ona albo nie
          klamala
          > albo chociaz sie przyznala... i czasem chyba za bardzo odbieram do
          > siebie jej "występki".

          Kasiu smile mam do Ciebie bardzo duży szacunek za to, że czujesz
          potrzebę, a także krytycznie analizujesz swoje zachowanie. Wielu
          rodziców tego nie robi wink
          Ten proces, którego się podjełaś jest bardzo, bardzo powolny...
          Korzyści, które wypływają z kłamstwa są szybkie, namacalne. Do tego
          dochodzi strach, lojalność wobec mamy, poczucie porazki ( gdy
          lenistwo zwycieżyło nad obowiązkiem )....
          Wielu dzieciom nie chce się chodzić do kościoła. Na ogól jednak nie
          muszą one kłamac. Albo idą z rodzicami i nie mają tu zbyt wiele do
          powiedzenia, to rodzice pilnują regularności, świąt i zapędzą na
          czas. Albo nie idą, bo i rodzicom nie zalezy, reszta rodziny tez nie
          chodzi, bądź rodzice zwyczajnie się na " niechodzenie" z jakichś
          względów zgadzają... Nie ma tu wiele przestrzeni na kłamstwo.
          A to dziecko ma wiekszą odpowiedzialnośc, taką która przerasta
          możliwości niektórych dorosłych wink Zdystansowanie się do swojego
          środowiska rodzinnego... jakie to trudne. Przyznać przed kimś
          obcym,że matka czy ojciec są " nie w porządku" - to bardzo trudne,
          bardzo. Odruch, taki który zostaje na całe życie, nakazuje rozumieć,
          bronić - ich się kocha...
          Samo posiadanie mamy - kłamczuchy, mamy, która nie daje sobie rady,
          jest trudne i upokarzające.
      • mader1 Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 23.10.07, 18:06
        ea- szarri napisała :
        "to powiedz to wprost i nie dyskutuj. Nie zmuszaj do przyznania się
        do kłamstwa, nie stawiaj „po ścianą” – ja bym była po prostu na
        Ciebie wściekła. I tylko tyle."

        Wiesz, mam wrażenie, że to jest najbardziej typowe zachowanie, jakie
        znam, nawet wśród dorosłych. Człowiek, który skłamał, przyłapany na
        gorącym uczynku czuje się bardzo, bardzo upokorzony.
        • ea-szarri Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 23.10.07, 20:57
          mader1 napisała:
          >
          > Wiesz, mam wrażenie, że to jest najbardziej typowe zachowanie,
          jakie
          > znam, nawet wśród dorosłych. Człowiek, który skłamał, przyłapany
          na
          > gorącym uczynku czuje się bardzo, bardzo upokorzony.

          Ano...
          Bo się kłamie, żeby ukryć jakąś swoją słabość. Rzeczywistą bądź
          domniemaną.
          Podam przykład najprostszy i najoczywistszy: moja czteroletnia córka
          na placu zabaw, w czasie rozmowy z równolatką, opowiadała, że jej
          tata wyjechał do Anglii... Nie chciała być gorsza od koleżanki...
          Gdyby ta dziewczynka znała prawdę i głośno powiedziała „kłamiesz,
          przecież ty nie masz taty”, obnażyłaby podwójnie słabość mojej
          córki – z jednej strony brak ojca, a z drugiej tchórzostwo.
          Tak myślę, że z wiekiem to staje się może bardziej skomplikowane,
          ale gdzieś u podstaw leży poczucie własnej słabości czy „gorszości”
          (czasem może nawet i bezpodstawne) i lęk (czasem zapewne
          irracjonalny).

          Tak mi się jakoś wydaje, chociaż mogę nie mieć racji.

    • rycerzowa Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 03.11.07, 03:24
      Ano niestety, wszyscy oni, Emilka i cała jej rodzina, zachowują się nadzwyczaj
      inteligentnie - kłamią, by przeżyć.
      Takie są reguły gry w ich świecie. W tym najprostszym, naturalnym świecie.
      Kłamie, udaje cała przyroda, czego symbolem jest kameleon.

      Nie można się na to oburzać. Kłamali księża komunistycznym władzom, by
      otrzymać cegłę na budowę kościoła, kłamało się przewożąc "bibułę".
      Oskarżony ma prawo kłamać, aby obronić siebie.

      Gdyby Sion jakimś cudem oduczyła Emilkę kłamstwa - dziewczynka przepadłaby w
      tym swoim brutalnym świecie, przegrałaby, byłaby "nagą wśród wilków".
      Gdyby jej matka nie kłamała - nie otrzymałaby dostatecznej pomocy.

      Tak naprawdę szczerym, prawdomównym można być tylko wobec tego, do kogo ma się
      bezwzględne zaufanie, wobec kogo można odsłonić się, pokazać swoją słabość, bez
      lęku, że nas zrani.
      Jednym słowem - żyć w prawdzie można tylko wobec tego, kto nas kocha.
      Czy ktoś naprawdę kocha Emilkę?

      Emilka działa jak jej nakazuje instynkt,zgodnie z własnym interesem.
      "Bezczelnie" kłamie,że była w kościele. A czemu? Bo zależy jej na przyjaźni
      Sion. Gdyby jej nie zależało, powiedziałaby prawdę:
      "Nie byłam, bo mi się nie chciało".
      To by była prawdziwa bezczelność, i ból zadany Sion.
      Lepiej nie ryzykować utraty sympatii Sion.

      Problem w tym,że dziesięcioletnia dziewczynka nie jest w stanie sama pilnować
      obowiązku chodzenia na mszę, która ją pewnie nudzi.
      Dziecko w tym wieku jest zdolne do zrywów, nie do stałych, nudnych
      obowiązków.

      Czy zatem sprawa jest beznadziejna?
      Nie jest.
      Człowiek jest istotą inteligentną. Istnieje świat, w którym zwyczajnie opłaca
      się nie kłamać, bo się wiele straci. Dzieci powinny ten świat poznać. Powinny
      wiedzieć, że mają szansę kiedyś wejść do tego świata. Ale muszą przestrzegać
      reguł. Coś za coś.

      Na to potrzeba czasu, dojrzałości, poczucia własnej wartości, poczucia
      bezpieczeństwa.
      Na razie trzeba być wyrozumiałym, cierpliwym, nie gorszyć się, nie moralizować,
      bo to nic nie da. Raczej stwarzać sytuacje, w których dziecko nie byłoby
      zmuszone do kłamstwa.
      Jak ktoś napisał w wątku o przysięgach - nie nakaz, lecz stwarzanie warunków.

      PS. Czy przykładowo nie da się załatwić maluchom żłobka, by dziewczynki nie były
      zmuszone pomagać w domu?
      • anuteczek Re: Dzieci, które kłamią - jak postępować? 03.11.07, 23:01
        Kasiu,
        Piszesz, że matka jest lekko upośledzona. To bardzo ważne. Sądzę, że jej
        kłamstwa wynikają z lęku przed zmierzeniem się z zadaniem, które jej wydaje się
        ponad siły. Wyprawa do lekarza jest czymś niecodziennym, czymś co zaburza jej
        uporządkowany rytm, wejściem do innego obcego świata, w którym może zdarzyc się
        coś nieprzewidzianego, coś, z czym ona nie będzie umiała sobie poradzic.
        Kolejne kłamstwa wynikają z lęku przed 'karą', odrzuceniem, odmową pomocy.
        Dzieci kłamią, by chronic matkę, czują się współodpowiedzialne za nią, przejmują
        funkcję rodzica-opiekuna.

        Kłamstwo w stylu 'tak byłam w kościele' jest szansą na uniknięcie pytań, na
        uniknięcie tłumaczenia się z przyczyn - byc może w domu działo się coś, co
        uniemożliwiło Emilce pójście do kościoła, może nie miała czystych ubrań, by może
        trudno jej mówic o tych wydarzeniach. Oczywiście moze też kłamac, by zaskarbi
        sobie Twoją sympatię.

        Sądzę, że można rozwiązac problem chronicznych 'chorób' starszych dzieci.
        Wystarczy, że ktoś z wolontariuszy będzie wpadał do mamy rano, tak, by
        wiedziała, że nie będzie sama gdy zacznie się akcja porodowa.Jednocześnie
        proponuję żelazną konsekwencję - jak biegunka i wymioty to łóżko i dieta (kleik
        i woda) oraz w miarę możliwości odseparowanie od innych dzieci (by nie zarazic).
        Sądzę, że dzieciom odechce się kłamania.

        Kasiu, 'kuferek motywacyjny' to świetny pomysł, działa nawet u dzieciaków z
        głębokimi zaburzeniami autystycznymi, ale... oceniając musisz miec świadomośc
        możliwości Emilki - może się starac przez 10 minut, a potem zwyczajnie nie jest
        w stanie się skoncentrowac. Za kilka minut jest gotowa na drugą rundę ładnego
        pisania. Może warto spróbowac robic krótką przerwę za każdym razem gdy zacznie
        bazgrac?

        Warto wzmacniac zachowania pozytywne ignorując te negatywne - zaczyna kłamac,
        zmieniaj temat. Rozmowy w stylu - nie zawsze mówisz prawdę, nie wiem kiedy mogę
        Ci wierzyc - nie przyniosą pozytywnych rezultatów u upośledzonej dziewczynki.
        Wprost przeciwnie, będzie bardziej kłamac, byś ją lubiła, by była kimś lepszym w
        Twoich oczach.
        Zamiast ganic kłamstewko czy bazgroł pochwal rysunek, powiedz, że ślicznie się
        uśmiecha, że lubisz kiedy .... itpwink

        powodzenia
        andzia
Pełna wersja