sion2
20.10.07, 13:09
Zebrało mi się na dłuższe wywewnętrznienie

. Daaaawno nie pisałam
o Emilce, nieprawdaż?
Dla nieznających tematu: jestem wolontariuszką pomagającą dzieciom z
patologicznej rodziny. W zeszlym roku szkolnym przez swoją
operacjęnie brałam Emi do siebie do domu, próbowala ją uczyc inna
wolontariuszka ale nie dala rady bo dziecko jest ciężkim
przypadkiem

.
Emila jest teraz w 4 klasie. Opóźniona w rozwoju, teraz na etapie ok
9-latki (emocjonalnie i intelektualnie). Jednak z pomocą poradni
reedukacyjnej oraz dwóch "cioc" co ją edukują w domu, jakoś jedzie
na prawie samych trójach, nie jest w stanie nauczyc sie w ogóle
angielskiego (ma problemy z wymową polskich trudniejszych słów a na
angielskich łamie sobie język).
Emila kłamie, kłamie jej siostra, kłamie jej brat. reszta dzieci za
mała żeby kłamac ale zaraz też zaczną. Wiemy doskonale dlaczego:
oczywiscie niemal wszystkie dzieci na swiecie w jakims momencie
zaczynaja klamac albo probują wybadac jak to będzie gdy sklamią.
Jednak w rodzinach patologicznych klamanie wystepuje jako podstawowy
sposób na unikanie wszelkiej odpowiedzialnosci, manipulacje aby
uzyskac to co sie chce, wzbudzic litosc, zantagonizowac jakies osoby
miedzy soba, usprawiedliwic lenistwo. Przede wszystkim kłamią na
potęgę rodzice dzieci, przy nich, ucząc ich oraz wykorzystując
dzieci do załatwiania swoich spraw. Nie ma to miejsca raz na miesiac
ale kilka razy w tygodniu.
sytuacja pierwsza: umowiona wizyta na szczepienie dziecka w
przychodni, matka dzieci nie chce ich szczepic, o kazde szczepienie
jest walka, wiec ciagle robi cos zeby nie isc lub nie idzie bez
powodu, razu jednego wyslala dziewczynki do poradni zeby powiedzialy
ze "mama wyjechala do Wroclawia", wydalo sie bo zadzwonilam do
rejestracji skontrolowac jak poszlo szczepienie. Zaraz zadzwonilam
do ich domu, odbiera starsza dziewczynka, mowi ze mamy nie ma bo
poszla do sklepu, ja slodkim glosem pytam czy poszla do sklepu czy
pojechala do Wroclawia? dziecko nie wie co powiedziec
sytuacja druga: matka egzystujaca wobec zasady "co rok to prorok",
na dniach ma rodzic siodme dziecko, nie pozwala chodzic wiec do
szkoly jednej z dziewczynek zeby siedziala z nia w domu bo jak
zacznie rodzic to kto sie zajmie szostym dzieckiem liczacym ... 13
mcy. jak opieka socjalna sie dowiaduje o tym, interweniuje i matka
przy dziewczynce usprawiedliwa ją w szkole ze "byla przeziebiona"
sytuacja trzecia: dziecko siodme urodzone, szoste ma 13 mcy wiec
matka unieruchomiona w domu, zabronic chodzic do szkoly dziewczynce
juz nie moze wiec wymysla inny fortel: zabiera 11-latke do pediatry
tam obie klamia ze ma biegunke i wymioty, dziecko dostaje zwolnienie
na 3 dni, moze pilnowac rodzenstwa a matka jest wolna. gdy ktoras z
nas przychodzi do nich, nastrasza dziewczynka wyglada kwitnaco ale
twierdzi ze "ma biegunke i wymioty", nie wierzymy w to ale
niezbitych dowodow nie mamy.
To jest tło na jakim wystepuje kłamanie dzieci. Wiem ze sytuacja
beznadziejna ze one nie maja szans nie klamac. prowadze wiec rozmowy
z Emilką na tematy klamania, prowadzilam tez gdy uczylam ją w 2
klasie, jako 8-latke. Teraz ma 10 lat i uwazam ze wiecej rozumie
nawet ze swoimi ograniczeniami. Emilka jest dobrym dzieckiem, ma
cechcę charakteru ktora sie nazywa osli upór. Czasami stroi fochy
i "nie, bo nie". Poza tym grunt to nie przyznac sie do zlego czynu i
wypierac sie go w zaparte nawet wobec niezbitych dowodow.
problem polega na tym ze wiekszosc wielkich klamstw dzieci z tej
rodziny tworzą pod dyktando rodzicow. Oczywiscie to w jakims stopniu
zwalnia ich z odpwoiedzialnosci ale jednoczesnie jest tak, ze np.
Milenka (starsza o rok od Emilki) ochoczo przystaje na udawanie
choroby, prosto w twarz mowi ze jest bardzo chora. No i mamy dylemat
wtedy jak postapic gdy tak jak teraz "choroba" Milenki trwa sr-pt a
w sobote maja umowiony wyjazd z jedna z "cioc" do jej domu gdzie
czekaja na nie atrakcje. ta "ciocia" ma male dziecko, jesli wiec
Milenka jest rzeczywiscie chora nie powinna jechac bo zarazi
dziecko, a jesli jest zdrowa i udaje chora, nie powinna jechac z
powodu konsekwencji swojego wyboru: klamie zeby nie isc do szkoly to
nie moze jechac bawic sie u "cioci". Wczoraj mieslimy narade
telefoniczna jak postapic czy pozwolic jej jechac czy nie, bo faktem
jest ze ona sklamala bo namowila ją matka chociaz Milenka takze sama
nadzywczaj chetnie wymysla klamstwa, ale tez faktem jest ze nie mamy
na 100% pewnosci czy rzeczywiscie np. w sr nie miala biegunki (choc
nic na to nie wskazuje). dziewczynka cale 2 tyg czekala na te
wyprawe do "cioci" i zdecydowalismy ze jednak pojedzie... ale czy
dobrze? jak byscie postapili w takiej sytuacji, ona ma 11 lat ale
podkreslam ze sama tez klamie i chce klamac i manipuluje doroslymi.
A z Emilka jest tak że sobie rozmawiamy o tym klamaniu. Emilka jest
swiadoma ze niestety stracilam i do niej i do Mileny zaufanie i ze
zadnym ich zapewnieniom nie moge wierzyc juz nigdy. Wyjasnilam jej
to wiele razy ze to konsekwencja klamania - utrata zaufania.
Pokazuje jej tazke ze klamanie nie rozwiazuje problemow. Wiem ze jej
nie "zbawie", wiem ze mam znikomy wplyw ale szukam jakis inspiracji,
opowiadan, argumentow i przykladow na ukazanie pelnego zla jakie
wyplywa z klamania. Niestety odbywa sie to przy udziale podwazania
autorytetow rodzicow, aczkolwiek niewprost, ale tu sie pytalam
psycholog dzieciecej i powiedziala ze trudno, ze ktos dziecku
takiemu musi pokazywac do jest dobre a co zle.
Prosze was o pomysly.