Dodaj do ulubionych

Pokusa bylejakości...

11.11.07, 22:48
Dziś usłyszałam o niej w kazaniu... Zamyśliłam się ... Miałam
wrażenie, że wreszcie coś mnie nie dotyczy... Ale... sprzątanie to
mam pokusę odwalić byle jak.
Obserwuj wątek
      • mader1 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 08:41
        smile tak myslisz ?
        Ze mną to jest tak, że wprawdzie jestem leniwa, ale jak już się do
        czegoś zabieram, wciąga mnie to smile dlatego mam wrażenie, że raczej
        niewiele rzeczy robię byle jak. Raczej to jest skłonność w drugą
        stronę - dzieci na tym korzystają, bo jak już się do czegoś
        zabieramy, to robimy to " dogłębnie" smile)))
        Ale jak poszukałam, to to sprzątanie się znalazło .....
        Bardzo nie jestem tym przejęta, bo nie jest to najważniejsza rzecz w
        życiu, ale może nie powinno się jednak odpuszczać ?
        • maika7 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 08:58
          > Bardzo nie jestem tym przejęta, bo nie jest to najważniejsza rzecz w
          > życiu, ale może nie powinno się jednak odpuszczać ?

          Niebylejakość kojarzy mi się z perfekcjonizmem. A perfekcjonizm z brakiem...
          hm.. luzu? dystansu? elastyczności? jakos tak. Chyba każdy z nas ma w sobie i tę
          bylejakośc i niebylejakośc. Chcialabym umieć tam, gdzie można sobie pozwolic na
          bylajakośc - być bylajaka bez poczucia winy, ze taka jestem. A tam, gdzie
          uważam, że nie można sobie na bylejakośc pozwolic - chcialabym byc
          perfekcjonistką - w stosunku do siebie przede wszystkim oczywiście smile

          Sprzątanie to według mnie ta z życiowych spraw, gdzie hm... pewna bylejakośc
          jest jak najbardzieuj mile widziana (mieszkanie to nie muzeum...) - że tak
          powiem z sentymentu za wschodnim rozgardiaszem w obejściu i wnętrzu ludzkim wink

          M.
        • kulinka3 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 09:00
          Nie lubię bylejakości,bo wiem,że praca jest wyrazem miłości.Ale, jak to w życiu
          - zdarza mi się.Z lenistwa, z niedoczasu,ze zmęczenia.Staram się jednakwink))),
          bo naprawdę tego nie lubię.Czasami nawet wolę czegoś nie zrobić niż zrobić źlewink)).
          • maika7 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 09:05
            > Czasami nawet wolę czegoś nie zrobić niż zrobić źlewink)).

            A ja sie uwielbiam usprawiedliwiac smile) Dlatego jemy dzisiaj wczorajszy makaron
            przesmazony z jajkiem na obiad, żebyśmy mogli wybrac sie na dłuższy spacer smile)

            smile
            M.
      • mary_ann Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 09:05
        maika7 napisała:

        > A da sie byc wszędzie i we wszystkim nie bylejakim? Gdzieś trzeba
        sobie na tę
        > bylejakośc pozwolic dla własnego zdrowia psychicznego i
        fizycznego wink
        >
        > M.

        Bardzo madre słowa. maiko.
        Z jednej strony jestem fanką rzetelnej pracy i tzw. spolegliwości
        (zwłaszcza w naszym kraju ciągle tego jak dla mnie za mało...). Z
        drugiej - no, własnie... Perfekcjonizm we wszystkim bez wyjątku jest
        naprawde namacalnie szkodliwy. I to wcale nie tylko, anwet nie
        przede wszystkim perfekcjonisty (=antyleniucha) - rzecz w tym, że
        zatruwa zycie właśnie głównie bliźnim...
      • otryt Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 10:15
        maika7 napisała:

        >A da sie byc wszędzie i we wszystkim nie bylejakim? Gdzieś trzeba
        >sobie na tę bylejakośc pozwolic dla własnego zdrowia psychicznego i
        >fizycznego wink

        Są granice fizycznych i psychicznych możliwości. Są dwie metody:
        albo robić część rzeczy byle jak, po łebkach, powierzchownie albo
        zrezygnować z części celów. Współczesny człowiek nie lubi
        rezygnować, wybiera raczej to pierwsze rozwiązanie. Jest grupa
        ludzi, która próbuje wykonać niemożliwe, eksploatując ponad miarę
        swój organizm. To jest możliwe, ale tylko do czasu.

        Święty Benedykt nauczył ludzi zasady "ora et labora", uczył
        harmonijnego życia, by starczało czasu zarówno na pracę, jak i na
        modlitwę a także na wypoczynek i na refleksję nad własnym życiem.
        Nawet prosta praca fizyczna mogła być przyjemna, jeśli była
        wykonywana z miłością, w spokojnym rytmie modlitwy. Dokładnie i z
        sercem. Tak pracowano na ziemiach będących własnością opactw. Na
        ziemiach feudałów było inaczej. Ekonom przynaglał, by ludzie
        pracowali w tempie zbliżonym do granic ludzkich możliwości.
        Dzisiejsze ekonomia czyni to samo. Powstało bardzo wielkie
        niezadowolenie z powodu zakazu handlu w 12 świąt. Niezadowoleni byli
        właściciele sklepów, niezadowoleni także zwykli ludzie, którzy
        tłumaczyli, że pracując po 14 godzin dziennie w zwykły dzień i w
        sobotę muszą zrobić zakupy w niedzielę. Zakaz handlu odbiera im taką
        możliwość. Nie rozumieją, że przesadzają z ilością tej pracy, że
        dzięki temu zakazowi mogą powiedzieć pracodawcy i sobie , że muszą
        przecież zrobić zakupy w sobotę, że muszą pracować mniej. Nikt się
        nie odważy powiedzieć, że musi być z żoną lub dziećmi. Trzecie
        przykazanie zostało dane człowiekowi dla jego dobra, szkoda, że tak
        niewielu to rozumie. Aby zachować właściwe proporcje
        pomiędzy "labora" i "ora".

        Bylejakością skażona jest cała nasza cywilizacja. Wyroby są bardzo
        często niedopracowane, bo czas nagli, aby zdążyć przed konkurencją.
        Nikt nie będzie dopieszczał szczegółów. Znam to ze swojej pracy. Gdy
        się spóźnimy przegramy. Współcześnie jest bardzo często tak, że
        wygrywający bierze całą pulę. Przegrywający traci wszystko. Jeden
        pracuje po 14 godzin, drugi nie pracuje wcale. Ani jeden, ani drugi
        nie jest szczęśliwy. Jako przykład bylejakości niech posłuży system
        operacyjny Windows.


        • maika7 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 10:30
          > Są dwie metody:
          > albo robić część rzeczy byle jak, po łebkach, powierzchownie albo
          > zrezygnować z części celów.

          Jest jeszcze jedna metoda - wybrac - co jest ważne i to robić starannie i
          wiedziec, kiedy i gdzie można sobie pozwolic na niestaranność (wiele jest
          codziennych obowiązkow, które trzeba zrobić, ale czasem nie trzeba np.
          sprawdzac perfekcyjnie zadań domowych wink.

          I sa okresy, kiedy trzeba wyekspoloatowac organizm (dac z siebie maksimum
          wysiłku - opieka nad nagle rozchorowaną kolejna osobą w rodzinie, czuwanie ponad
          siły przy dziecku?), i sa okresy odpoczynku. Nie zawsze daje sie zyć harmonijnie....

          > Bylejakością skażona jest cała nasza cywilizacja. Wyroby są bardzo
          > często niedopracowane, bo czas nagli, aby zdążyć przed konkurencją.
          > Nikt nie będzie dopieszczał szczegółów. Znam to ze swojej pracy. Gdy
          > się spóźnimy przegramy.

          Wspólczesna cywilizacja daje nam wybór. Mozemy pracować po 14 godzin na dobę 7
          dni w tygodniu i możemy żyć swoim rytmem, w ktorym mamy czas na rzeczy wazne dla
          nas. Kwestia znalezienia swojej "niszy".
          I na to, jaka prace wykonujemy i jak, tez mozemy miec wybór - wybierajac zawód i
          pracodawcę. Nie trzeba uczestniczyć w wyscigach, szczególnie, gdy nie jest sie
          "porszakiem".

          M.
          • otryt Jest wybór czy nie ma? 12.11.07, 10:49
            maika7 napisała:

            >Wspólczesna cywilizacja daje nam wybór. Mozemy pracować po 14
            >godzin na dobę 7 dni w tygodniu i możemy żyć swoim rytmem,

            Z tym wyborem bym polemizował. Nawet jeśli jest, to jest on bardzo
            ograniczony. Jeśli nie załapiesz się na głowny nurt, pozostaje
            wegetacja. Masz wybór wyłącznie binarny. Bardzo mało miejsca jest w
            tym harmonijnym środku. A tego środka powinno być najwięcej.

            Podobną iluzją jest wybór naszych posłów i senatorów. Media potrafią
            większości prawie wszystko wmówić i doskonale ukierunkować ich
            wybory.

            Ralph Linton - amerykański socjolog i antropolog kultury pisał, że
            dla dobrego funkcjonowania społeczeństwa konieczne jest, aby jego
            członkowie wierzyli, że sami dokonują wyboru swoich ról społecznych,
            które tak naprawdę nie są ich wyborem. Gdy ta wiara się załamuje
            dochodzi do niepokojów społecznych, które próbują zburzyć
            dotychczasowy ład.

            • maika7 Re: Jest wybór czy nie ma? 12.11.07, 11:02
              > Z tym wyborem bym polemizował. Nawet jeśli jest, to jest on bardzo
              > ograniczony. Jeśli nie załapiesz się na głowny nurt, pozostaje
              > wegetacja. Masz wybór wyłącznie binarny. Bardzo mało miejsca jest w
              > tym harmonijnym środku. A tego środka powinno być najwięcej.

              Otryt, byc może masz racje - patrząc na to globalnie. Ja patrze na to od mojej
              strony - życia mojego i moich bliskich. Wybierałam i żyłam zgodnie z wyborem od
              kiedy pamietam - wyjechałam z miasta, zamiszkałam na wsi, pracuje w zawodzie, w
              ktorym można robić miedzynarodową karierę - ba... dostać Nobla. A można być
              dobrym rzemieslnikiem 'na obrzeżu" - jestem na obrzezu - zgodnie z moimi
              zdolnościami, siłami, priorytetami.
              Mój syn własnie spróbował swoich sił na studiach - stwierdził, ze to nie dla
              niego - bo on chce realizować to, co potrafi i kocha najbardziej - chce
              naprawiać samochory. Przeniósł sie do szkoły, ktora go tego nauczy. mam
              nadzieję, ze nie pozwoli sobie na bylejakośc w pracy, bo od jego podejścia do
              pracy tez bedzie zależeć ludzkie życia. I tu nie ma wyboru. Tu musi być
              perfekcjonistą.

              Według mnie nie mozna sobie dać wmówić, że nie mamy wyboru.

              M.
              • otryt Re: Jest wybór czy nie ma? 14.11.07, 00:07
                >>Są dwie metody:
                >>albo robić część rzeczy byle jak, po łebkach, powierzchownie albo
                >> zrezygnować z części celów.

                >Jest jeszcze jedna metoda - wybrac - co jest ważne i to robić
                >starannie i wiedziec, kiedy i gdzie można sobie pozwolic na
                >niestaranność (wiele jest codziennych obowiązkow, które trzeba
                >zrobić, ale czasem nie trzeba np.
                >sprawdzac perfekcyjnie zadań domowych wink.

                Pragnę zauważyć, Majko, że Twoja trzecia metoda jest tą samą metodą,
                którą określiłem jako pierwszą. Cześć rzeczy robimy dobrze a część
                byle jak czyli źle. Ważne rzeczy robimy dobrze, mniej ważne źle.
                Powstała nawet cała teoria zarządzania swoim czasem, która dzieli
                wszystkie sprawy na ważne i pilne, ważne i niepilne, nieważne i
                pilne oraz nieważne i niepilne. Teoria ta ma jednak podstawowa wadę.
                Nie daje człowiekowi czasu na refleksję, co jest dla niego tak
                naprawdę ważne? Albo ta refleksja jest na samym końcu priorytetów.
                Dla ludzi wierzących ta refleksja jest jakoś związana z modlitwą. Im
                więcej spraw jest na głowie, tym więcej powinno być modlitwy. Tym
                więcej refleksji.

                >I sa okresy, kiedy trzeba wyekspoloatowac organizm (dac z siebie
                >maksimum wysiłku - opieka nad nagle rozchorowaną kolejna osobą w
                >rodzinie, czuwanie ponad siły przy dziecku?), i sa okresy
                >odpoczynku. Nie zawsze daje sie zyć harmonijnie....

                To prawda. Organizm ludzki potrafi działać w sytuacjach
                nadzwyczajnych, w warunkach silnego, ale krótkotrwałego stresu
                wyjątkowo sprawnie i wydajnie, osiągając niezwykłą siłę, szybkość,
                sprawność. To często decydowało o uratowaniu życia w sytuacji
                zagrożenia. Gdy jednak mobilizacja organizmu jest permanentna, stres
                ciągły i długotrwały, coś co było dobrodziejstwem dla organizmu
                staje się jego przekleństwem. Długotrwały stres jest przyczyną wielu
                chorób. Dzisiejszy świat wymaga od ludzi, by żyli w ciągłym stresie.
                Gdy jeden człowiek się wypali, znajdą się następni do pracy. Liudiej
                u nas mnogo. Czuwanie przy chorym dziecku to chyba jednak coś innego
                niż śrubowanie wyników w zakładzie pracy.


                >Wybierałam i żyłam zgodnie z wyborem od
                >kiedy pamietam - wyjechałam z miasta, zamieszkałam na wsi, pracuje
                >w zawodzie, w ktorym można robić miedzynarodową karierę - ba...
                >dostać Nobla. A można być dobrym rzemieslnikiem 'na obrzeżu" -
                >jestem na obrzezu - zgodnie z moimi zdolnościami, siłami,
                >priorytetami.

                Tylko pozazdrościć.smile Wieś na pewno bardziej sprzyja harmonijnemu
                życiu. Życzę w takim razie Ci Noblasmile

                >Cos dobrze wykonane nie oznacza od razu perfekcjonizmu. Wydaje mi
                >się jednak, ze dość łatwo w niego popaść biorąc sobie bardzo do
                >serca tę chęć nie bycia byle jakim w wykonywaniu wszystkiego.

                Jeszcze łatwiej popaść w chroniczną bylejakość, jeśli stale z
                różnych względów wykonujemy wiele rzeczy byle jak. Ciekawe, że jako
                przykład dozwolonej bylejakości podałaś sprawdzanie zadań domowych
                dziecka. Ja natomiast uważam, ze w stosunkach z innymi ludźmi a
                szczególnie z dziećmi nie może być bylejakości. Bylejakość w
                relacjach z ludźmi to po prostu lekceważenie człowieka, pokazywanie
                mu, że nie jest dla nas ważny.

                >Według mnie nie mozna sobie dać wmówić, że nie mamy wyboru

                Nie można sobie również dać wmówić, że wybór jest, jeśli go nie ma.
                Dobrze sprawy widzieć dokładnie tak jak się one mają. Pozdrawiam
                serdeczniesmile





                • maika7 Re: Jest wybór czy nie ma? 14.11.07, 09:05
                  > Pragnę zauważyć, Majko, że Twoja trzecia metoda jest tą samą metodą,
                  > którą określiłem jako pierwszą. Cześć rzeczy robimy dobrze a część
                  > byle jak czyli źle. Ważne rzeczy robimy dobrze, mniej ważne źle.

                  Otrycie, codziennie wykonujemy szereg czynności, ktore musimy wykonać. To juz
                  nie kwestia wyboru celów - to po prostu obowiązki codzienne. Jesli gotuje obiad
                  - staram sie zrobic go dobrze, ale jesli akurat mam chore dziecko, to obiad
                  robie naprędce, byle jak w sumie, bo i mysli moje sa zaprzątnięte czym innym i
                  czas wolę poswięcic NIE na mieszanie w garnku. I takich wyborów często mamy
                  sporo. Codziennych, drobnych, ale ważnych. I nie jest to Twoja pierwsza metoda.
                  Bo zrobienie obiadu czy czegoś innego "po łebkach" nie znaczy zawsze źle.


                  > Powstała nawet cała teoria zarządzania swoim czasem, która dzieli
                  > wszystkie sprawy na ważne i pilne, ważne i niepilne, nieważne i
                  > pilne oraz nieważne i niepilne. Teoria ta ma jednak podstawowa wadę.
                  > Nie daje człowiekowi czasu na refleksję, co jest dla niego tak
                  > naprawdę ważne?

                  Dlaczego nie daje? Człowiek potrafi ocenic czy to, co robi jest dla niego ważne
                  czy nie. To nie "coś" ma człowiekowi dawać czas na releksje, to człowiek
                  powinien umiec znaleźć czas na refleksję.


                  > Albo ta refleksja jest na samym końcu priorytetów.
                  > Dla ludzi wierzących ta refleksja jest jakoś związana z modlitwą. Im
                  > więcej spraw jest na głowie, tym więcej powinno być modlitwy. Tym
                  > więcej refleksji.

                  Mysle, że refleksja nad życiem, priorytetami w zyciu itd jest charakterystyczna
                  dla człowieka "w ogóle" tylko przejawia się inaczej. jedni sie modle, inni
                  medytuja (albo jedno i drugie), a jeszcze inni w inny sposób wsłuchuja sie w siebie.

                  > To prawda. Organizm ludzki potrafi działać w sytuacjach
                  > nadzwyczajnych, w warunkach silnego, ale krótkotrwałego stresu
                  > wyjątkowo sprawnie i wydajnie, osiągając niezwykłą siłę, szybkość,
                  > sprawność. To często decydowało o uratowaniu życia w sytuacji
                  > zagrożenia. Gdy jednak mobilizacja organizmu jest permanentna, stres
                  > ciągły i długotrwały, coś co było dobrodziejstwem dla organizmu
                  > staje się jego przekleństwem. Długotrwały stres jest przyczyną wielu
                  > chorób.

                  Czasem musisz sie dostosować do ciągłego stresu - np. w opiece nad przewlekle
                  chorym, powoli, latami odchodzącym. I Ty i Chory.

                  > Dzisiejszy świat wymaga od ludzi, by żyli w ciągłym stresie.
                  > Gdy jeden człowiek się wypali, znajdą się następni do pracy. Liudiej
                  > u nas mnogo. Czuwanie przy chorym dziecku to chyba jednak coś innego
                  > niż śrubowanie wyników w zakładzie pracy.


                  Dlatego mówię, ze MAMY wybór zawodu i miejsca pracy. To nie świat jest taki. Bo
                  świat jest roznorodny - sa plemiona koczujace, żyjace rytmem natury i są ludzie
                  w metrze pedzący do pracy na pól doby. Jest sporo miejsca dla nie lubiących pędzić.

                  > Tylko pozazdrościć.smile Wieś na pewno bardziej sprzyja harmonijnemu
                  > życiu. Życzę w takim razie Ci Noblasmile

                  Na wsi znajdziesz tez pędzących i ekspolatujących - jak w mieście. Nie ważne
                  gdzie mieszkach - ważne jaki styl życia WYBIERASZ.
                  Nobla nie będzie - nie te zdolności i nie te priorytety. Nobel niewart jest
                  rezygnacji z tego co, dla mnie ważne. Ani Nobel, ani inne "szczeble w karierze".

                  > Jeszcze łatwiej popaść w chroniczną bylejakość, jeśli stale z
                  > różnych względów wykonujemy wiele rzeczy byle jak.

                  Dlatego pisze o tym, ze warto wiedzieć, co jest ważne i konieczne do wykonania
                  "absolutnie solidnie", a gdzie można sobie na bylejakośc pozwolić. Dlatego pisze
                  o "złotym środku", bo zarówno popadnięcie w bylejakość jak i przesadna
                  niebylejakośc jest zgubne. - zatracamy tedy siebie dla "gadżetów" - summiennośc
                  tez potrafi nieźle przesłonic oczy.

                  > Ciekawe, że jako
                  > przykład dozwolonej bylejakości podałaś sprawdzanie zadań domowych
                  > dziecka.

                  Powiedziałam, że nie zawsze musimy bardzo starannie sparwdzic lekcje dziecka - i
                  podtrzymuje. jesli dziecko prosi nas o pomoc - nalezy to (w moim przekonaniu)
                  zrobic najstaranniej jak sie potrafi. Natomiast codzienne sprawdzanie lekcji
                  trzeba sobie odpuszczac - zeby dziecko uczyło się samodzielnosci smile To nie jest
                  przyzwolenie na bylajakość, to jest wybór czynności, które sa ważne, a ktoe nie
                  - gdzie już nie musimy sie angażować, a gdzie jeszcze tak - podałam przykład
                  lekcji, bo to jest jedna z czynności, w stosunku do której nasze zaangażowanie
                  xzmienia sie z czasem. I tak, jak pisała mader - jesli nie mam czasu, mam coś
                  wazniejszego i nie moge pomóc dziecku z calym zaangażowaniem - uprzedzam o tym,
                  zeby wiedziało, na ile może na mnie w danej sprawie liczyć.

                  > Ja natomiast uważam, ze w stosunkach z innymi ludźmi a
                  > szczególnie z dziećmi nie może być bylejakości. Bylejakość w
                  > relacjach z ludźmi to po prostu lekceważenie człowieka, pokazywanie
                  > mu, że nie jest dla nas ważny.

                  To zalezy co nazwiemy bylejakościa. Ale inaczej jestem zaangażowana w
                  wysłuchiwanie opowieści o kłopotach od przyjaciólki, a inaczej w wysłuchiwanie o
                  kłopotach od przygodnej osoby spotkanej w pociągu. Inaczej podejdę do znanego mi
                  juz fukniecia córki po szkole "że szkoła jest głupia" , a inaczej zareaguje, gdy
                  zauważę, ze jest cicha i smutna. itd... Po prostu nie chodzi mi o bylejakość
                  tylko o to, ze umiemy zazwyczaj rozpoznać, kiedy możemy słuchac zwierzeń
                  jednocześnie mieszając w garnku czy obierając ziemniaki, a kiedy musimy rzucić
                  wszystko, wziąc dzien urlopu i pojechac na drugi koniec Polski, bo wazność
                  chwili i potrzeba obecności jest konieczna.


                  > Nie można sobie również dać wmówić, że wybór jest, jeśli go nie ma.
                  > Dobrze sprawy widzieć dokładnie tak jak się one mają. Pozdrawiam
                  > serdeczniesmile

                  smile) Zauważ, ze czasem zafiksowujemy się na patrzeniu i mam wrażenie, ze
                  częściej jednak na poczuciu, że nie mamy wyboru. Bo przyzwyczajamy sie do danej
                  sytuacji i boimy zmian. Wybór zazwyczaj mamy - w różnym stopniu ograniczony, ale
                  według mnie do wyjątkowo rzadkich należą sytuacje, kiedy go nie mamy.

                  M.
                  • otryt Buty wskaźnikiem immanentnej bylejakości systemu 14.11.07, 11:59
                    Myślę Majko, że inaczej rozumiemy słowo bylejakość, stąd nie możemy
                    dojść do wspólnych wniosków. Dla mnie bylejakość nie jest
                    przeciwieństwem perfekcjonizmu. Bylejakość jest wykonywaniem
                    czynności bez wkładania w to serca i miłości. W encyklice o pracy
                    JPII mówił, aby pamiętać, że pracę wykonujemy dla drugiego człowieka
                    i to jest jej główny cel. Nie możemy tego nigdy tracić z oczu.
                    Bylejakość jest synonimem źle wykonanej pracy. Lepiej nie zrobić
                    wcale niż zrobić źle. Szybki obiad raz na jakiś czas nie jest
                    najlepszym przykładem, ale gdyby takie obiady były codziennie
                    problem byłby poważny. Może nawet być dobrze, gdy dzieci będą
                    próbowały same coś ugotować. Byle jakie odrabianie lekcji z
                    dzieckiem to takie, gdy np. jednym okiem oglądamy mecz a drugim
                    rzucamy na zeszyt i odpowiadamy coś na odczepnego.
                    Każdą czynność winniśmy wykonać dobrze, to jest tak, że sumienie nam
                    tego nie wyrzuca.
                    Wiele rzeczy przeszkadza w dobrym wykonywaniu czynności: lenistwo,
                    zmęczenie, brak czasu, zła organizacja, przyzwyczajenie do
                    bylejakości, brak dobrych wzorców, (trzeba się gdzieś tego nauczyć),
                    brak motywacji i inne problemy psychologiczne. Próbowałem zwrócić
                    uwagę, że jest sporo ludzi, którzy chcieliby wykonywać solidnie
                    swoje obowiązki, jednak system, którego immanentną cechą jest
                    bylejakość wpycha ich w te koleiny, których nie chcą. Oczywiście
                    znajdą się jednostki, które sobie z tym problemem poradzą. Sama
                    jesteś dobrym tego przykładem.

                    Perfekcjonizm jest wymagany w pewnym zawodach i sytuacjach. Znam
                    dość blisko kardiochirurga. W jego zawodzie to konieczność. Jednak
                    po opuszczeniu progów szpitala powinien zapomnieć o swojej
                    pedanterii i żyć normalnie oraz dać żyć normalnie swoim najbliższym.
                    Pedanteria może być związana z pewnymi problemami psychicznymi i
                    osobowościowymi.

                    >Zauważ, ze czasem zafiksowujemy się na patrzeniu i mam wrażenie,
                    >ze częściej jednak na poczuciu, że nie mamy wyboru.

                    Jest taka piękna modlitwa, aby Bóg dał siły, aby robić (wybrać) to
                    co jest możliwe, aby umieć pogodzić się z tym, na co nie mamy wpływu
                    i odróżnić to, co możemy zrobić od tego, czego nie jesteśmy w
                    stanie. Być może jestem zafiksowany. To już druga taka sugestia w
                    tej rozmowie. Przy dobrym winie postaram się odfiksować. Jako pewną
                    anegdotę opowiem, jaka rozmowa przydarzyła mi się kiedyś ze
                    studentem radzieckim. Był autentycznie dumny z tego, że ich
                    Konstytucja ZSRR jest najgrubsza na świecie, ze mają najwięcej praw.
                    Pytał mnie, a ile stron ma polska Konstytucja? Było mniej. A ja go
                    zapytałem, czy próbował kiedyś realizować któreś z tych licznych
                    praw? Nie próbował, ale gdyby tylko chciał.... Był przekonany, że ma
                    wybór. Najlepiej sprawdzić, czego i sobie i innym życzę.


                    Przykładem immanentnej bylejakości systemu są buty. Teraz co roku
                    (albo częściej) muszę kupować nowe, tak szybko się rozlatują albo
                    latać co chwila z reklamacjami. Za czasów brzydkiej komuny buty
                    starczały mi na kilka lat i miały się dobrze. (To nie jest pochwała
                    komuny, tamten ustrój miał swoje poważne wady). Czy z Twoimi butami
                    również dzieje się podobnie? Zaznaczam, że nie kupuję butów z
                    najniższej półki. Kiedyś jednak w sklepie mnie oświeciło. Gdy
                    oglądałem różne buty miła ekspedientka powiedziała, że dobrze pasują
                    do samochodu. Ja na to, że w samochodzie buty przecież się nie
                    zużywają, że chcę takie do zwykłego chodzenia po mieście, które
                    dobrze zniosą śnieg z deszczem. Widocznie buty są coraz częściej tak
                    projektowane, aby służyły do jazdy samochodem, ewentualnie do
                    przejścia z samochodu przez suchy parking podziemny do galerii
                    handlowej, etc. Trzeba tylko uważać, aby gwałtownie nie hamować, bo
                    buty mogą się zniszczyć. Nie mam na myśli hamowania, jak na
                    hulajnodze, ale zwykłym pedałem hamulca. Miła pani mówiła bowiem, że
                    w samochodzie buty też się zużywają. Czy ktoś jeszcze w Polsce
                    chodzi w butach po mieście?

                    Pozdrawiam
                    M.
                    • maika7 Re: Buty wskaźnikiem immanentnej bylejakości syst 14.11.07, 12:57
                      Tak, byc może inaczej rozumiemy bylejakość. Bo dla mnie to nie tylko synonim źle
                      wykonanej pracy. To tez pewne odpuszczenie, tam, gdzei MOZEMY sobie na takie
                      odpuszczenie pozwolić. Bo całym sercem nie jestem za bylejakościa i
                      zbyjelaczeniem smile

                      Z tymi dziećmi - masz racje - żadna to pomoc, jeśli przy okazji robimy cos, co
                      nas odciąga, ale bywają dzieci, którym wystarcza tylko obecnośc rodzica i
                      gotowośc rodzica do odpowiedzi na pytanie zadane co pól godziny - w miedzyczasie
                      spokojnie można ... poczytac ksiażke. generalnie:
                      jestem za niezbylejaczeniem, ale i za rozwagą, zeby nie stawac sie perfekcyjnym,
                      czasem odpuszczac - jak? tak, jak czujemy, ze dajemy siły. Czyli chyba takl, jak
                      piszesz o kardiochirurgu - jest czas na bardzo solidne wykonywanie pracy i czas
                      na oddech od perfekcjonizmu.

                      Z systemem - nawet, jeśli masz racje i "sysyetm skłania do bylejakosci" to
                      jestem za szukaniem swoich, pozasystemowych dróg.

                      Uwaga o zafiksowywaniu sie była ogólna, nie skierowana bezpośrednio do Ciebie
                      smile Ja tez zafiksowuje sie w swoim patrzeniu na swiat i niektóre sprawy. Chyba
                      każdy (??) tak ma. W roznym stopniu.

                      Buty smile) hm... nie jestem najlepszym testerem - w teren zakładam kalosze lub
                      solidne buty terenowe. Kalosze mam te same od kilkunastu lat. Terenowki kupiłam
                      dwa lata temu i jestem zachwycona - tak dobrych butów jeszcze nie mialam. na co
                      dzien chodze w hm.. pewnym strym modelu zwanym szczurkami, welurkami czy jakoś
                      tak - wymagaja wymiany co dwa lata - ale dlatego, ze sa zamszowe. Wymagają
                      wymiany, bo od jakiegoś czasu bardziej zwracam uwage na wygląd tego, co mam na
                      nogach. Kozaki nosze po kilka ładnych lat. Sandały (moje głowne obuwie letnie)
                      mam te same tez od ładnych kilku lat. W ciągu roku robię sporo kilometrow po
                      bezdrożach najczęściej wink

                      O kurtki mnie nawet nie pytaj i inne częsci garderoby - jestem perfekcjonistką w
                      unikaniu sklepów z odzieżą.

                      A jesli chodzi o rzeczy codziennego użytku - mamy game i wybór - od bylejakich
                      po świetnie wykonane i solidne. Dokonujac zakupów wspieramy albo bylejakość albo
                      solidnośc wink


                      Aha - z usługodawców tez korzystam sprawdzonych i solidnych - przywilej
                      prowincji, gdzie wszyscy sie znaja i mniej sobie można na fuszerke pozwolic wink)
                      M.


                      • mader1 Re: Buty wskaźnikiem immanentnej bylejakości syst 14.11.07, 13:12
                        /buty mojego męża - do swoich nie mam zastrzeżeń - kupowane w
                        Bacie, ze skóry, rozlatują się z winy producenta jeszcze w czasie
                        reklamacyjnym. Już któryś z kolei raz. A jeździ samochodem.
                        Za to te " wiejskie", terenowe, trzymają sie dobrze.
                        Widocznie eleganckie są obliczone na chwilę sad
                      • otryt Re: Buty wskaźnikiem immanentnej bylejakości syst 16.11.07, 12:07
                        Majko! Widzę, że wstępne ustalenie słownika jest najważniejsze. Z
                        tego wynika sporo niezrozumienia, gdy to samo słowo, ma różne
                        znaczenie w ustach różnych ludzi. W innej dyskusji okazuje się, że
                        pospolite słowo "kłamstwo" może być różnie rozumiane. Myślę, że na
                        zajęciach przedmałżeńskich powinno być parę lekcji z precyzowania
                        podstawowych pojęć ze słowników narzeczonych. Bardzo podobał mi się
                        Twój opis swojej osoby przedstawiony od strony obuwniczo-odzieżowej.
                        Myslę, ze pomimo różnic wiele rzeczy widzimy podobnie. Piękne jest
                        słowo "zbylejaczenie". Czy powstało na użytek tej dyskusji?
                        Pozdrawiamsmile
            • mary_ann Re: Jest wybór czy nie ma? 12.11.07, 11:13
              otryt napisał:

              > maika7 napisała:
              >
              > >Wspólczesna cywilizacja daje nam wybór. Mozemy pracować po 14
              > >godzin na dobę 7 dni w tygodniu i możemy żyć swoim rytmem,
              >
              > Z tym wyborem bym polemizował.

              I ja też bym baaardzo polemizowała. Moim zdaniem, dla większości
              ludzi wybór jest - tak, jak pisze Otryt - binarny. Ilu jest ludzi
              którzy mogą np. pracowac "nieco mniej", by zarabiać "nieco mniej"?
              Albo deklarujesz pracę na full, na granicy możliwości, albo nie masz
              pracy w ogóle...sad(

              A co do kultury bylejakości: Otrycie, święte słowa. To już nie
              bolączka, to immanentna cecha systemu (bo, przez napędzanie wyścigu,
              warunkuje jego przetrwanie). Wszystkim bardzo polecam książkę
              Erikssena "Tyrania chwili"...
            • mader1 Re: Jest wybór czy nie ma? 12.11.07, 22:11
              > Z tym wyborem bym polemizował. Nawet jeśli jest, to jest on bardzo
              > ograniczony. Jeśli nie załapiesz się na głowny nurt, pozostaje
              > wegetacja. Masz wybór wyłącznie binarny. Bardzo mało miejsca jest
              w
              > tym harmonijnym środku. A tego środka powinno być najwięcej

              Takie jest też moje spostrzeżenie. Oczywiście, jeżeli wcześniej się
              to przemyśli i zrobi szereg karkołomnych ruchów, znajduje się swoje
              w miarę bezpieczne miejsce.
              Ale... jest to bardzo, bardzo trudne.
              Wśród znajomych obserwuję także ten binarny podział, z niewielką
              ilością środka - i to nie jest wybór sad
          • mary_ann Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 11:17
            maika7 napisała:

            >
            > Jest jeszcze jedna metoda - wybrac - co jest ważne i to robić
            starannie i
            > wiedziec, kiedy i gdzie można sobie pozwolic na niestaranność


            Popieram w całej rozciągłoścismile)
          • magdalaena1977 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 16:29
            maika7 napisała:
            > Wspólczesna cywilizacja daje nam wybór.
            > Mozemy pracować po 14 godzin na dobę 7 dni w tygodniu i możemy
            > żyć swoim rytmem, w ktorym mamy czas na rzeczy wazne dla nas.
            > Kwestia znalezienia swojej "niszy".
            > I na to, jaka prace wykonujemy i jak, tez mozemy miec wybór -
            > wybierajac zawód i pracodawcę.
            Myślę, że bardzo niewiele osób ma taki wybór.
            Większość interesujących i przyzwoicie (nie mówię wysoko) płatnych prac trzeba
            wykonywać dostosowując się do rytmu pracodawcy, który zwykle jest bardzo wysoki.
            Z drugiej strony osoby bez wykształcenia też nie mają szczególnego wyboru.

            Wyobrażam sobie, że powiedzmy tłumacz może regulować swoją ilość pracy. Ale kto
            jeszcze ?
            • maika7 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 17:48
              o wyborach:
              1. wybieramy konkretny zawód (w wieku 16 lat?) - to pierwsza możliwośc wyboru -
              są zawody niosące z soba konkretne obciązenia lub dające "pole manewru"

              2. Ustalamy czy zależy nam na "przyzwoitych zarobkach i co to znaczy".
              Od tego zalezy gdzie idziemy do pracy i czy pędzimy czy nie..

              Kto moze regulować swoją ilosc pracy? - to zalezy czy idziemy do firmy
              państwowej czy do prywatnej.
              Zawody z wyborem czasu pracy (te, którte przychodza mi do głowy "na szybko"):
              - nauczyciel
              - naukowiec
              - właściciel firmy rodzinnej (sklepu, zakładu usługowego - cała masa... szewc,
              fryzjer, kosmetyczka, krawcowa itd...)
              - rolnik
              - ogrodnik (i pokrewne)
              - taksówkarz
              - lekarz
              - stomatolog
              - ....

              Pamiętam takie spotkanie. Przyszedł do nas pan, ktory prał dywany. Pogadaliśmy.
              - wiecie, państwo, z tego da się nawet fajnie żyć, ale mnie to nie bawi,
              przekazuje sprzęt bratu, a ja przejąłem warsztat po dziadku, robie lampki do powozów
              - do powozów?? w dzisiejszych czasach???
              - a tak, robie je starą techniką, mam na nie duży popyt, na kilka lat własciwie
              mam już zamówienia
              - a nie chce pan kogoś zatrudnić, zwiększyc obroty?
              - po co? mnie to wystarcza, co mam smile

              M.

    • mama_kasia Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 09:07
      Ciągle dzieciom powtarzam: jak coś robisz, to rób najlepiej,
      jak potrafisz. ...Taki ideał, a jednak w duszy gdzieś tam siedzi.
      ...Nie zawsze wypełniany, szczególnie w tych pracach domowych sad
      Ale leń ze mnie sad

      I jeszcze cytat z Pisma Świętego (wczoraj akurat czytałam):
      "Synu, nie bierz na siebie za wiele spraw,
      bo jeśli będziesz je mnożył, nie unikniesz szkody." (Syr 11,10)
      • kulinka3 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 09:12
        No dobrze dziewczyny ale czy dobrze wykonana praca ma w podtekście zawsze
        perfekcjonizm? Ja myślę,że nie.Wystarczy dobrze coś zrobić, do końca, zgodnie z
        zasadami i nie rwać szat, jak się nie uda.
        Perfekcjonizm to dla mnie pewne zapętlenie,wybujała ambicja, chęć rywalizacji,
        udowadniania ,że jest się naj....
        • maika7 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 09:45
          > No dobrze dziewczyny ale czy dobrze wykonana praca ma w podtekście zawsze
          > perfekcjonizm? Ja myślę,że nie.Wystarczy dobrze coś zrobić, do końca, zgodnie z
          > zasadami i nie rwać szat, jak się nie uda.
          > Perfekcjonizm to dla mnie pewne zapętlenie,wybujała ambicja, chęć rywalizacji,
          > udowadniania ,że jest się naj....


          Masz rację. Cos dobrze wykonane nie oznacza od razu perfekcjonizmu. Wydaje mi
          się jednak, ze dość łatwo w niego popaść biorąc sobie bardzo do serca tę cheć
          nie bycia byle jakim w wykonywaniu wszystkiego.

          jestem za pewnym "złotym środkiem"

          A dzieci to hm... chyba uczylam odrózniania, w co warto włożyc wysiłek, a w co
          nie warto (żeby nie marnotrawiły czasu np. na nauke pocztu królów polskich z
          datami ich panowania na jedną lekcje....).

          M.
          • mamalgosia złoty środek 12.11.07, 17:36
            Oczywiście, ze jest. I że wcale nie trzeba być ani perfekcjonistą
            ani brakorobem.

            Mnie zdecydowanie bliżej do pierwszej postawy, tak więc chyba na
            takim kazaniu jak u mader, też ucieszyłabym się, że wreszcie coś
            mnie nie dotyczy.

            A jeśli byłoby do wyboru: albo coś zrobisz byle jak albo wcale
            (załóżmy, ze z przyczyn czasowych czy innych niemożliwe jest
            wykonanie dobre i sumienne)? To co?
            • maika7 Re: złoty środek 12.11.07, 17:57
              > A jeśli byłoby do wyboru: albo coś zrobisz byle jak albo wcale
              > (załóżmy, ze z przyczyn czasowych czy innych niemożliwe jest
              > wykonanie dobre i sumienne)? To co?

              To oczywiście zalezy od sytuacji i tego jakie są KONSEKWENCJE (dla innych)
              mojego podejścia do wykonania czegoś. Myslę, ze jest pula robót, w ktorej nie
              dałabym sobie przyzwolenia na odpuszczenie, ale jest sporo takich rzeczy, w
              ktorych my sle sobie, ze "świat sie nie zawali, jesli sobie odpuszczę". Gramy w
              życiu sporo ról - córki, zony, matki, pracownicy, sąsiadki, sostry, koleżanki,
              gospodyni domowej itd... nie można byc we wszystkich rolach doskonałym, ciągle
              sumiennym i wykonującycm wszystko ZAWSZE sumiennie i z pełnym zaangazowaniem.
              To znaczy moze można, ale ja tak nie potrafię.

              M.
              • mamalgosia Re: złoty środek 12.11.07, 21:47
                Oczywiście, że nie można. I wtedy nalezy spojrzeć na to tak jak Ty,
                a nie wpędzać się w wieczne wyrzuty sumienia i dołować się coraz
                bardziej, że skoro nie nadaję się do A i nie nadaję się do B, nie
                wychodzi mi nic tak jak bym chciała, to najlepiej się powiesić.
                Fajnie, że znam teorię
        • mader1 Re: Pokusa bylejakości... 12.11.07, 22:18
          Pewnie... Nie musi być od razu perfekcyjnie, wystarczy, że włoży sie
          wysiłek, serce i jest wystarczajaco albo bardzo dobrze...
          Dookoła nas wiele zadań, niestety nie we wszystkim jesteśmy
          najlepsze ( albo "stety", bo byłybysmy nie do wytrzymania).
          Ale czy czasem " byle jak" nie jest równoznaczne z " wcale" ?
          Jeżeli dziecko prosi o sprawdzenie przykładów z matematyki , to
          pewnie lepiej mu powiedzieć, że się nie ma czasu, niż zrobić to byle
          jak ?
          Przynajmnie będzie wiedziało na czym stoi.
    • pawlinka Re: Pokusa bylejakości... 14.11.07, 08:48
      Nie lubię bylejakości, bo sie mści. Posprzątam byle jak, potem mam więcej roboty.
      Dwa dni temu w mojej szkole wystawialiśmy spektakl, godziny prób, przymiarek,
      koszmarne zmęczenie. W końcu - z niewyspania i stresu rozchorowałam się. Teraz
      mogę chorować w spokoju, swoje zrobiłam wystarczająco dobrze. Dzieciaki odniosły
      sukces, ale czy można by było przedstawienie z okazji Święta Niepodległości byle
      jak? Dla mnie nie.
    • maika7 ot ;-) 14.11.07, 09:38
      "w temacie" bylejakości.

      W pracy starannie dokumentuję coś-tam. No zero bylejakości.
      Koleżanka stwierdziła "Jak patrzeę na te twoje uporzadkowane "dokunenty" to mam
      ochote etykietki na nich pozamieniać, a do środka włozyć karteczki z napisem "M
      jest głópia" smile)))

      I staraj się tu człowieku smile)

      M.
    • pawlinka jeszcze refleksja 14.11.07, 12:31
      wypisaliśmy nasze dziecko z zajęć dodatkowych, z j. angielskiego. Powodów było
      kilka, na razie jest w I klasie, wchodzi w rytm nauki, dlatego na ok. rok nie
      chcemy go przeciążać. Chcemy, żeby miał trochę czasu po lekcjach.
      Zanim to się stało, zanim przestał chodzić na angielski, któregoś dnia zapytał:
      "dlaczego mam chodzić dodatkowo na lekcje angielskiego, skoro w szkole tez się
      uczę? Pan mnie uczy źle?"

      Koleżanki rwały włosy z głowy. "Zmarnowaliście dziecko"....
      M

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka