Pieniądze

29.11.07, 08:30
No właśnie. Zwykle ich mojej rodzinie brakuje ale ostatnio bardzo
ciężka praca zaowocowała większą ich ilością. A ja zamiast się
cieszyć mam w głowie same wątpliwości. Czuję się trochę tak, jakby
mój Mąż je ukradł (nie, nie - naprawdę bardzo ciężko pracował śpiąc
po 3 godziny na dobę).
Uświadomiłam sobie, że te pieniądze nie mają dla mnie wartości.
Jeśli moja rodzina ma co jeść, gdzie mieszkać i w co się ubrać to
nie potrzebuję dodatkowej gotówki. Rodzi się tylko pytanie czy
przez "coś do jedzenia" rozumiem kawior czy mleko i dżem smile Ale ja
właśnie zjadłam kanapkę z dżemem i nie mam ochoty na kawior smile Mam
małe potrzeby.
A jak jest u Was? Czym jest dla Was pieniądz? Jak oceniacie swoje
potrzeby? Odczuwacie radość z wydawania pieniędzy? O, bo ja właśnie
sobie uświadomiłam, że po dwóch latach życia w niedostatku utraciłam
zdolnośc cieszenia się z wydawania.
    • mamalgosia Re: Pieniądze 29.11.07, 11:30
      Agnieszko, myślę, że to co Cię dopadło, to skrupuły.
      Sama piszesz, ze nieuzasadnione i ja się do tego przychylam.

      Twojego problemu nie znam z autopsji (choć chciałabym). Nie
      powiedziałabym, że żyję w niedostatku - nie, aż tak nie. Ale
      nadmiaru nie ma, a ciągle pojawiają się jakieś nieprzewidziane
      wypadki (najczęściej lekarsko-apteczne).
      I dla mnie pieniądze wartość mają. Wydaje mi się, że wartości tej
      nie przeceniam, ale jednak ona jest. I są potrzebne, no są.

      A wydawać bardzo lubię. Najbardziej chyba cieszy mnie wydawanie (no,
      czasem wręcz wyrzucanie) pieniędzy na dzieci. I na Bliskich. I na
      wyjazdy.
      No i na siebie też lubię wydawać. Najbardziej na książki. Ale biała
      bluzeczka też by się przydała... tak mi się zamarzyło, żeby w
      Wigilię wystąpić w białej bluzce. Jak kobieta w średnim wieku może
      nie mieć białej bluzki?
      • warszawianka51 Re: Pieniądze 29.11.07, 14:28
        No tak, źle się wyraziłam - dla mnie pieniądze mają wartość. Nie ma
        dla mnie wartości ich nadmiar smile Sama nie wiem, jak to napisać tak,
        żeby było zrozumiałe. No po prostu nie cieszą mnie. Alex fajnie
        napisała - są złem koniecznym.

        Kobieta w średnim wieku nie może nie mieć białej bluzki smile
        • mamalgosia Re: Pieniądze 29.11.07, 14:36
          No i własnie nie mogę się z Wami zgodzić - bo dla mnie pieniądze nei
          są złem koniecznym, a dobrem koniecznym

          A co do białej bluzki, to naprawdę przesada. Ani jednej! Marzy mi
          się taka bardzo klasyczna, z kołnierzykiem, guziczkami, nie
          błyszcząca, nie gnieciuch. Może kiedyś
    • alex05012000 Re: Pieniądze 29.11.07, 14:12
      Czym jest dla Was pieniądz? - złem koniecznym
      Jak oceniacie swoje potrzeby? - minimalistyczne
      Odczuwacie radość z wydawania pieniędzy? O, bo ja właśnie
      sobie uświadomiłam, że po dwóch latach życia w niedostatku utraciłam
      zdolnośc cieszenia się z wydawania.
      nie lubię wydawać pieniędzy, bardzo nie lubię, lubie jak lezą na
      koncie i rosną...chciałabym mieć taki żelazny zapas, na wszelki wyp.
      nigdy nie zaznałam głodu i takiej prawdziwej biedy, ale nigdy nam
      sie nie przelewało, oszczędzałam na mieszkanie, dużo pracowałam,
      utrzymuję rodzinę, a do niedawna były w moim życiu lata wielce
      chude, kiedy każde 1zł obracało sie kilka razy w ręku, po tych
      czasach pozostała mi oszczędność iście szkocka, szczególnie na
      sobie, dużo łatwiej mi kupić coś dziecku, mężowi, nawet obcej
      osobie... niz sobie samej, a kiedy już raz na sto lat coś sobie
      kupię to potem załuję, roztrząsam ...
      wkurza mnie, że tyle sie wydaje na jedzenie, tak ogólnie, ubrania
      kupuję po 3-4 zł w ciuchach, bo na ubrania to już w ogóle szkoda
      pieniędzy... uważam, ze człowiek ma zbyt dużo rzeczy wokół siebie...
      • warszawianka51 Re: Pieniądze 29.11.07, 14:23
        Dokładnie to samo czuję.

        To pewnie wynik tego obracania w palcach złotówki przed wydaniem.
        Ja jednak mam nadzieję, że to kiedyś mi minie - że będę potrafiła
        pójść do sklepu i kupić bez zastanowienia kilka produktów, bez
        patrzenia na ceny, porównywania itd. A, no i mam nadzieję, że dłużej
        utrzyma się czas, kiedy będę miała śrdoki na beztroskie wydawanie smile

        Jedyna rzecz, na którą mi nie żal wydawać to książki dla Jerzyka.
        Dla siebie przestaję powoli kupować, bo rzadko wracam do książek. Za
        to pochłaniam książki z biblioteki.
        • mamalgosia książki dla Jerzyka 29.11.07, 14:30
          I to w pewnym momencie przestaje mieć sens. Gdy dziecko osiągnie
          średnią 20 książek przeczytanych na miesiąc, to nawet przy zero snu
          na dobę nei ejsteś w stanie zapracować na to. My już teraz bardzo
          rzadko kupujemy, na szczęście w bibliotece jeszcze nie wszystko
          przeczytaliśmysmile

          A co do głównego tematu wątku - to może właśnie dlatego nie potrafię
          się wczuć - że jest mi obca zarówno Twoja obecna sytuacja, jak i
          przeszła. Bo nie tylko nigdy nie odczułam, że mam pieniędzy za dużo,
          ale także nigdy nie byłam aż w takiej sytuacji, żeby zastanawiać się
          nad wydaniem każdej złotówki.
          • warszawianka51 Re: książki dla Jerzyka 29.11.07, 14:47
            Pytanie tylko czy książki dla Jerzyka są książkami dla Jerzyka czy
            dla jego mamy smile))
            Ostatnio odkryłam, że jedyne książki, do których lubię wracać to te
            dla dzieci. Dlatego jakoś nie mam poczucia, że wyrzucam pieniądze.

            Jerzyk korzysta z biblioteki od roku (ma 2,5) i jest chyba
            najmłodszym czytelnikiem smile No ale my mamy naprawdę bardzo fajną
            bibliotekę, do którek mój synek "leci jak na skrzydłach" smile

            Ano właśnie smile Zazdroszczę Ci, że nigdy nie musiałaś zastanawiać się
            nad tymi nieszczęsnymi pieniędzmi. Mam nadzieję, że mi mój stan
            minie. Nie znoszę tego sknerstwa.
    • mamalgosia czy pieniądze szczęścia nie dają 29.11.07, 14:34
      Niby nie.
      Nie mówię o drastycznych sytuacjach, kiedy pieniądze mogą uratowac
      życie.
      Ale opiszę pokrótce sytuację mojej Przyjaciółki. Otóż jest ona
      panną, ma na głowie chorujących rodziców. Pracuje. Ma bardzo ciężkie
      przeżycia za sobą, jest jej ciężko pod wieloma względami. Często
      jest bardzo zmęczona, bo wszystko jest na jej barkach. I przychodzi
      lipiec, sierpień i okazuje się, że nie może nigdzie wyjechać, bo jej
      na to nie stać. Nie umrze od tego, w nędzy nie żyje. Ale jak ma
      odpocząć, jak ma zebrać siły, jeśli ani na chwilę nie wyrwie się z
      tych kłopotów, które ma? Czy w jej przypadku choć namiastki
      szczęścia nie dałby wyjazd powiedzmy do słonecznej Italii?
      • zuzanna56 Re: czy pieniądze szczęścia nie dają 29.11.07, 20:33

        Nie dają, choc ważne jest aby miec pracę, która umożliwia
        człowiekowi kupno najpotrzebniejszych rzeczy, od czasu do czasu
        odpoczynek, edukację własną i dzieci.

        Zupełnie nie mam potrzeby kupowania markowych butów, jeżdżenia super
        samochodem czy mieszkania w pięknym apartamencie. Ale z drugiej
        strony bardzo cieszę się z tego co mam, z tego że mam pracę i trochę
        wyższą pensję, że znalazłam na mojej wiosce (kilka km do granic
        miasta) osoby chętne do chodzenia do mnie na lekcje angielskiego,że
        mogliśmy kupic niedawno ładny dom w pięknym miejscu i drugi
        (kilkuletni, mały) samochód. Jest nam tu dobrze, jesteśmy bardzo
        szczęśliwi, choc dojazdy trochę męczą.
        Pieniądze same w sobie szczęścia nie dają ale brak pracy i stałych
        dochodów może powodowac tragiczne skutki.
        • warszawianka51 Re: czy pieniądze szczęścia nie dają 30.11.07, 08:24
          > Nie dają, choc ważne jest aby miec pracę, która umożliwia
          > człowiekowi kupno najpotrzebniejszych rzeczy, od czasu do czasu
          > odpoczynek, edukację własną i dzieci.

          Ja ostatnio dużo na ten temat rozmyślam i zastanawiam się, czym są
          te "najpotrzebniejsze rzeczy"...
          Dużo osób mówi, że nie przywiązuje zbyt dużej wagi do pieniędzy, ale
          właśnie - mają domek, kilka samochodów, co rok wyjeżdżają za
          granicę... Ja tego absolutnie nie krytykuję smile Tylko zastanawiam się
          jak bardzo zmieniło się nastawienie do dóbr materialnych - chyba
          podniósł się ogólny poziom życia i teraz to, co kiedyś było uznawane
          za luksus teraz jest standardem. Coraz więcej rzeczy uznajemy
          za "najpotrzebniejsze". Ciekawe to jest smile
          • isma Re: czy pieniądze szczęścia nie dają 30.11.07, 08:58
            Ale wiesz co - to sie nie musi wzajemnie wykluczac. Tzn. to, "ile"
            sie ma, i nieprzywiazywanie wagi do pieniedzy.

            Mamy takich znajomych - nie w Polsce. Nawet jak na warunki w swoim
            kraju - bardzo zamoznych. A jednak, mysle sobie, byliby tacy, jak
            sa, gdyby im przyszlo zyc, bo ja wiem, w obozie dla migrantow.
    • otryt Re: Pieniądze 01.12.07, 13:38
      warszawianka51 napisała:

      >ja właśnie sobie uświadomiłam, że po dwóch latach życia w
      >niedostatku utraciłam zdolnośc cieszenia się z wydawania.

      To dobrze, czy źle, że nie cieszy Cię wydawanie pieniędzy? Jak
      myślisz? Czy należy to koniecznie zmieniać, czy może tak pozostać?
      Pozdrawiam ciepło i serdeczniesmile


      • warszawianka51 Re: Pieniądze 03.12.07, 07:40
        > To dobrze, czy źle, że nie cieszy Cię wydawanie pieniędzy? Jak
        > myślisz? Czy należy to koniecznie zmieniać, czy może tak pozostać?

        Dobre pytanie! smile Z jednej strony przeszkadza mi to, że nie odczuwam
        pewnej swobody wydając pieniądze. Że czuję jakby wewnętrzny przymus
        zastanawiania się nad każdą złotówką. Kilka lat temu takiego
        przymusu nie czułam - wychowałam się w rodzinie średniozamożnej -
        problemu z zakupem książki, biletów do kina czy jakiegoś ciuszka co
        jakiś czas nie było żadnego.
        Z drugiej strony podoba mi się, że stałam się bardziej rozważna no i
        pojawiły się sokratejskie przemyślenia typu "bez ilu rzeczy potrafię
        być szczęśliwa". Podoba mi się protestancki etos pracy i
        oszczędzania - mam wrażenie, że w Polsce przydałoby się propagować
        te zasady bo większość społeczeńśtwa żyje w tej chwili na kredyt,
        tzn. wydaje więcej niż zarabia. smile
        Podsumowując - może zostać tak jak jest. Im więcej się nad tym
        zastanawiam tym bardziej się cieszę, że zmniejszyły się moje
        potrzeby. Mogłabym jednak czasem popełnić jakieś zakupowe szaleństwo
        (niekoniecznie dla samej siebie, bo to może być już za trudne) i nie
        mieć z tego powodu wyrzutów sumienia smile O, tak byłoby idealnie smile
        • otryt Re: Pieniądze 05.12.07, 02:07
          Myślę podobnie. Bardzo podoba mi się, co napisałaś o protestanckim
          etosie pracy i kredytach. Na kredyt mkożna najwyżej kupić dom albo
          mieszkanie, nigdy urządzić bardziej wystawne święta.

          Mam niewielkie potrzeby. Czasem tylko daję się skusić na coś nowego.
          Oj,jak to wtedy smakujesmileDużo bardziej niż gdybym miał od razu
          wszystko. Pozdrawiamsmile

    • warszawianka51 Re: Pieniądze 03.12.07, 07:42
      Również pozdrawiam smile
      • zuzanna56 Re: Pieniądze 03.12.07, 15:59
        Warszawianko, nie wiem czy piszesz o mnie ale coś dodam.
        Marzyliśmy z mężem o niewielkim domu na obrzeżach miasta od
        kilkunastu lat czyli od dnia ślubu. Pracowaliśmy oboje ciężko. Teraz
        mamy ten domek (i kredyt), drugi samochód (bo dojazdy z dziecmi do
        szkoły inaczej byłyby bardzo uciążliwe). Na wakacje za granicę
        raczej nie jeździmy bo nas na to po prostu nie stac.
        Czy to jest cięgłe dążenie do pomnażania dóbr? Moim zdaniem nie.
        • warszawianka51 Re: Pieniądze 05.12.07, 09:09
          Zuzanno, zanim napisałam tamtego posta o tym, że dużo osób mówi, że
          pieniądze nie są dla nich ważne, a jednocześnie mają kilka
          samochodów, dom, i wyjeżdżają co roku na zagraniczne wakacje długo
          się zastanawiałam jak to wyrazić, żebyś nie przyjęła tego jako
          zarzut co do Twojej osoby. Chyba jednak mi się nie udało, za co
          bardzo Cię przepraszam, bo nie chciałam krytykować Twojej rodziny smile
          Tak sobie myślę, że dla pokolenia naszych rodziców posiadanie domku
          było trochę nierealnym marzeniem a teraz staje się już powoli
          standardem. Ja też chciałabym mieć domek smile Bo chciałabym mieć
          kilkoro dzieci smile No i chyba chciałabym mieć prawo jazdy - piszę
          chyba bo z jednej strony widzę, jak to się przydaje, gdy jest
          dziecko i nie wszędzie i nie zawsze można dojechać
          autobusem/metrem/tramwajem, ale z drugiej strony jak jeżdżę z mężem
          po Warszawie autem, to trochę się boję osiągnąć samodzielność w
          kierowaniu pojazdem smile
          Z jednej strony, to bardzo przyjemne, że możemy w dzisiejszych
          czasach dość szybko uczynić sobie życie znośniejszym za pomocą
          przedmiotów, ale z drugiej strony myślę, że wydawanie pieniędzy
          często staje się celem a nie środkiem.
          Pozdrawiam smile
          • zuzanna56 Re: Pieniądze 05.12.07, 15:32
            Warszawianko, nie poczułam się obrażona. Naprawdę.
            Zrobiło mi się chyba trochę przykro, że ktoś mnie tak ocenił.

            Pisałam zresztą tego posta ze trzy razy ale mam tak wolny internet
            tu za miastem (taki zasięg), że nie chce czasami czegoś wysłac. I to
            co w końcu wysłałam było takim skrótem tego co chciałam wyrazic.

            Masz wiele racji. Nikogo dotąd z mojej rodziny mieszkającej w
            mieście, żadnych ciotek, babc ani rodziców nie było stac na dom.
            Nie mieli dwóch samochodów, zmywarki, komputera, kamery cyfrowej...
            A zwykle kobiety w tych rodzinach pracowały i ludzie mając dwie
            pensje żyli od pierwszego do pierwszego.

            Nie znam cię ale myślę, że chyba jesteś jeszcze dośc młoda. Ja 10
            lat temu , ba, nawet dwa lata temu, nie sądziłam że zdecydujemy się
            kupic ten dom. Tak się złożyło, że ceny mieszkań nagle poszły w górę
            (i udało nam się dobrze sprzedac mieszkanie)a w lutym, marcu, gdy
            podejmowaliśmy decyzję o kupnie domu, ceny domów za miastem były
            całkiem przystępne. Potem poszły w górę.

            Życzę ci aby wszystkie twoje marzenia spełniły się, abyś miała
            zdrowe dzieci i ładny domek. Pozdrawiam cię serdecznie.
            • franula Re: Pieniądze 07.12.07, 13:11
              a ja jestem w trochę dziwnrj sytuacji.
              Od slubu 4 lata temu, żylismy normalnie sobie na średnim pozimoie
              najpierw z dwoch niskich, potem z jednej trcohę wyższej pensji (ja
              an wychowawczym). Jakoś dawaliśmy rade na wakacje tez starczylo. Ale
              cały czas nie na swoim -w cudzym mieszkaniu "po kosztach" czynszu. I
              możemy tu mieszkać ile chcemy. Ale ciasno.

              Teraz skokowo przybylo nam kasy- mocno podniosly się nam dochody.
              Naprawdę stać nas teraz na więcej niz potrzebujemy. Tylko
              najbardziej podstawowa potrzeba czyli własne mieszkanie -
              niezaspokojona. Nawet z wysoka pensją trudno do tego tematu podejść.
              • warszawianka51 Re: Pieniądze 09.12.07, 08:55
                > a ja jestem w trochę dziwnrj sytuacji.
                Nie powiedziałabym, że w dziwnej smile


                > Od slubu 4 lata temu, żylismy normalnie sobie na średnim pozimoie
                > najpierw z dwoch niskich, potem z jednej trcohę wyższej pensji (ja
                > an wychowawczym). Jakoś dawaliśmy rade na wakacje tez starczylo.
                Ale
                > cały czas nie na swoim -w cudzym mieszkaniu "po kosztach" czynszu.
                I
                > możemy tu mieszkać ile chcemy. Ale ciasno.
                >

                No to my chyba mamy gorzej, jeśli można się tak licytować smile Od 3
                lat wynajmujemy mieszkania - mieszkamy na Mokotowie, więc płacimy
                całkiem sporo. Musimy mieszkać blisko moich Rodziców, bo gdy ja
                jestem w szkole to Jerzykiem zajmuje się moja Mama. Prawdopodobnie
                gdybyśmy wzięli kredyt na mieszkanie, to płacilibyśmy dokładnie tyle
                samo za ratę, co za ten wynajem. No ale najprawdopodobniej bank nie
                udzieli nam kredytu - zresztą obliczyliśmy, że przez 30 lat
                spłacania kredytu zapłacilibyśmy bankowi drugie tyle, co wartość
                mieszkania. Jakoś odechciewa nam się nawet o tym myśleć smile

                >
                > Teraz skokowo przybylo nam kasy- mocno podniosly się nam dochody.
                > Naprawdę stać nas teraz na więcej niz potrzebujemy. Tylko
                > najbardziej podstawowa potrzeba czyli własne mieszkanie -
                > niezaspokojona. Nawet z wysoka pensją trudno do tego tematu
                podejść.

                O, to tak jak u nas. Ale tak jest chyba tylko w największych
                polskich miastach. Mamy znajomych z mniejszych miast - zarabiają
                mniej od nas (no, od mojego męża bo ja na razie w ogóle nie
                zarabiam) i stać ich na mieszkanie, które tam kosztuje ze 3 razy
                mniej niż w Warszawie.

                Franula, mam do Ciebie pytanie nie na temat pieniędzy smile Jaki
                wydział skończyłaś? Pytam, bo coś mi się obiło o uszy... smile Możesz
                odpowiedzieć na priv. smile
                • franula Re: Pieniądze 09.12.07, 17:11
                  warszawiankosmile jak sie chcemy licytowacsmile to dodam że przez prawie
                  rok wydawałam większość pensji na nianię- bo niestety nie mamy babci
                  chętnej do pomocysad

                  a
                  wydział:
                  stosowane nauki społeczne, nie tajemnica.
                  a co??? czemu pytasz?
                  • warszawianka51 Re: Pieniądze 09.12.07, 21:15
                    A bo ja właśnie kończę ISNS smile
                    • franula Re: Pieniądze 09.12.07, 21:26
                      ale co Ci się obiło o uszy?
                      • warszawianka51 Re: Pieniądze 10.12.07, 09:25
                        franula napisała:

                        > ale co Ci się obiło o uszy?


                        Oj, chyba źle się wyraziłam smile Po prostu kiedyś czytałam jakiś
                        archiwalny wątek i przemknęło mi przez głowę, że może Ty też
                        studiowałaś na ISNSie smile Długo nie miałam okazji Ciebie o to
                        zapytać, ale teraz już wiem smile

                        Pozdrawiam.
    • maika7 Re: Pieniądze 09.12.07, 09:35
      > A jak jest u Was? Czym jest dla Was pieniądz? Jak oceniacie swoje
      > potrzeby? Odczuwacie radość z wydawania pieniędzy?

      Mieliśmy rózne okresy. Bywało, że pensja nie wystawrczała nawet na bardzo
      podstawowe potrzeby (jedna, niska pensja na 3 osoby). Wtedy mogliśmy liczyc na
      pomoc Rodziców, ale i tak żyliśmy z ołówkiem w ręce. I do tamtych czasów nie
      chciałabym wracać. Do czasów, kiedy choroba któregoś z nas rozkladała nam
      rodzinny budżet, kiedy kupienie butów na zimę stawało się problemem. Kiedy
      jakikolwiek dodatkowy wydatek był niemożliwy. Z latami poprawiało nam sie
      finansowo. Wróciłam do pracy, M dostał stalą, dodatkową pracę. Skonczyły się
      troski czy kupić jogurt...(bo nie jest artykułem pierwszej potrzeby).
      Teraz jest ok. Nie kokosy, ale w miarę sensowne zarobki pozwalające na swobodne
      życie, na to, ze bez strachu myśleliśmy o edukacji dzieci, o zajęciach
      dodatkowych, o finansowaniu wycieczek, czy kupnie komputerów. I ta swoboda
      finansowa jest tym, co chcialabym zachować. I co powoduje, ze czuję sie
      bezpiecznie. Szczególnie, gdy pojawiaja sie konieczności dotyczące wydatków na
      zdrowie.
      W tamtym roku miałam spokojna głowe, ze mimo, ze z ubezpieczenia nie dostanę
      należytej opieki przy chorobie, to mam swobode w doborze badań, w wyborze
      lekarza i w leczeniu, które pochłonęło sporo. Gdybym zachrowała w tamtych,
      cienkich finansowo czasach - nie stać by mnie było na konieczne leki.

      Pieniądze są dla mnie czynnikiem ulatwiającym życie i funkcjonowanie w
      codzienności. Czuje się bezpieczniej mając świadomość, ze nie mam ich
      wyliczonych na każdy dzień i do tego bardzo skromnie, jak kiedyś.
      Otwierają mi drogę do realizowania niektórych marzeń smile Pozwalają pomagać tym,
      którzy mają ich w mojej rodzinie mniej. Dają poczucie pewnego bezpieczeństwa.

      Dają też satysfakcję, jesli są wynagrodzeniem za wykonaną pracę.
      M.
    • imbirka Re: Pieniądze 09.12.07, 11:32
      Pieniądze same w sobie są neutralne, to po prostu uniwersalny środek wymiany. Ja
      sama, oczywiście nie w nieograniczony sposób, mogę zadecydować, czy wymieniam je
      na poczucie władzy, na bezpieczeństwo, na dary, na piękno etc.
      Akurat teraz żyjemy skromnie, i mimo 2 pensji i braku kogokolwiek na utrzymaniu,
      nie starcza nam na wg. mnie podstawowe rzeczy typu lekarz, buty na zimę i bez
      pomocy rodziców w kryzysowych sytuacjach jest trudno. Ale pracujemy oboje w
      sektorze niezależnym od wzrostu gospodarczego, i inwestujemy w drogie studia
      mojego męża, które mają sprawić, że zmieni zawód i będzie nam lepiej smile Takie
      życie jak teraz, ciągłe myślenie co kupić, a z czego jeszcze można zrezygnować,
      jest dobijające, tym bardziej, że gdzieś tam jest efektem tego, jak mało praca w
      3 sektorze jest poważana, i że nie jest wynagradzana adekwatnie do doświadczenia
      i nakładów. Nie wiem, czy mam wygórowane potrzeby - chyba jednak nie, po prostu
      chciałabym móc żyć bardziej odpowiedzialnie (zdrowe jedzenie, ekologiczne
      produkty, produkty ze sprawiedliwego handlu, opieka lekarska na poziomie, tym
      bardziej, że mam co leczyć...), chciałabym też móc wynagradzać innych za ich
      pracę - kupować więcej książek, zamiast je wypożyczać, dokończyć urządzanie
      mieszkania dobrze zaprojektowanymi przedmiotami itp. , wyjeżdżać na wakacje tam,
      gdzie ktoś z dużym staraniem chce zadbać o wypoczynek bliźniego (np. takie
      piękne miejsce w Bieszczadach...). Ja lubię wydawać pieniądze, gdy je mam, gdy
      mogę zrobić to ze swobodą. A mam za sobą taki trening oszczędzania, że myślę, że
      nie grozi mi rozrzutność i wydawanie dla samego wydawania.
      Co do mieszkań i kredytów - my zdecydowaliśmy, że lepiej płacić raty, niż za
      wynajem i wzięliśmy kredyt na malutkie mieszkanie. Ale przy takich długofalowych
      posunięciach trudno przewidzieć co się wydarzy - ja miałam poczucie ogromnego
      ryzyka, ale jak na razie się opłaciło - dzięki spadkom kursu walut i wzroście
      cen już zarobiliśmy na 1/3 tego kredytu.
    • mader1 Re: Pieniądze 09.12.07, 17:50
      A u nas było różnie smile
      Zaczęliśmy od " niczego" w mieszkaniu, które pozostawiono nam pod
      opieką na 2 lata. Tak bardzo od niczego, że wszyscy przepowiadali
      nam, że nasze małżeństwo nie przetrwa długo... Nauczyłam się kupować
      tanie rzeczy,a nawet w ogóle nie kupowac wink zszywać... nawet
      chwilami tkałam... w "książeczce oszczędnościowej" mielismy włożone
      dwa czy trzy banknoty, których nie powinniśmy wydawać przed następną
      wypłatą i moim stypendium. Suma ta była tak śmieszna, że nie
      opłacało się wpłacać jej do banku smile))) I wystarczyło, że ktoś
      zaprosił nas na imieniny, by znikła smile)) a lubiono nas...
      Przetrwaliśmy... chyba ten dom na skale był smile Pomimo bieda -zupek
      na kościach, znoszonych ciuchów nie czuliśmy się upodleni... Razem
      czytalismy, słuchaliśmy muzyki... Koncerty i wyjazdy może daleko,
      ale Jezus blisko.
      A potem zaczęło byc coraz lepiej, a nawet bardzo dobrze smile
      Nie, nie mieliśmy porządnego, własnościowego mieszkania ani
      świetnego samochodu, ale jeździliśmy dużo, nie musielismy sobie
      odmawiac przyjemności. Pomagaliśmy innym.
      Potem kredyt,uporządkowanie sytuacji... wtedy krach...
      Chyba dzieci, odpowiedzialność za te kredyty, strach o mamy ( co
      przeżyłyby gdybyśmy się załamali), to spowodowało, że zaczęliśmy się
      szybko podnosić. Wsparli nas duchowo przyjaciele, znajomi...odezwało
      się mnóstwo ludzi. A przeciez pomagając wcześniej ,nie
      spodziewaliśmy się żadnej wzajemności. Nawet w szkole, choć płatnej,
      powiedzieli, że zaczekają, zaryzykują. Mama męża " zainwestowała w
      nas" dopóki się nie podniesiemy...
      No i teraz jest dobrze... Chodzi o to, by brak pieniędzy nie
      przeszkadzał. Nie przeszkadzał żyć.
      Czy dom nadal jest zbudowany na skale ? Zobaczymy.
      Imbirka napisała, że pieniędzmi można wspomóc innych. Można nie
      tylko poprzez darowizny. Można komus godziwie zapłacić, dać pracę.
      Mozna pozwolić sobie na luksus bezpłatnej pomocy, podzielenia się
      swoją wiedzą lub czasem.Poświęcona uwaga czasem wiecej daje niż nowa
      bluzka. Doświadczyłam tego, że jak człowiek jest zamęczony pracą
      ponad siły, pełen poczucia winy w stosunku do dzieci - bo nie ma
      dość siły już by być cierpliwym, uśmiechniętym, bo przychodzi "
      zawsze za późno", przygnieciony kłopotami - bo ciągle pieniędzy nie
      starcza na pokrycie rachunków, trudno żyć.
      Nie chciałabym do tego wrócić.
    • ula27121 Re: Pieniądze 09.12.07, 20:01
      Ja mam duże potrzeby finansowe ( niestety nie zaspokojonewink), lubię mieć
      pieniądze, mam dużą radość z ich wydawania zarówno na siebie jak i na
      innych.....Chciałabym być spokojna o wykształcenie moich dzieci, chciałabym móc
      zapewnić im dodatkowe zajęcia i pojechać z nimi na wakacje.....
      Nie będę rozpaczać jeśli tego nie będzie bo wiem, że moja siostra zna języki
      lepiej niż nie jedna osoba wysyłana na lekcje a ja najlepiej wspominam gry
      planszowe i spacery z rodzicami....ale nie obraziłabym się gdybyśmy tak kiedyś
      mogli sobie nad to morze pojechaćsmile

      Podsumowując....myślę, że pieniądze są dla mnie ważne, nie wyobrażam sobie biedy
      a na siebie mogłabym wydać dużo, bardzo dużo. Ale tez wiem, że mogąc zarabiać o
      wiele więcej nie decyduję się na to bo mam małe dzieci i męża, z którym chcę
      spędzać czas......Zatem może nie jest ze mną jeszcze tak źle...?
Pełna wersja