krytykowanie (za plecami)

30.11.07, 14:40
Będzie bardzo przyziemnie.
Czy w Waszych rodzinach (ewentualnie w kręgach znajomych) krytykuje
się innych za ich plecami? Jak wtedy reagujecie? Bronicie
krytykowanego? Milczycie? Wszczynacie awanturę? Mówicie o tym
zainteresowanemu?
Podam przykład (fikcyjny, choć lekko analogiczny). Jedziesz z ojcem
samochodem, jesteście tylko we dwoje i on mówi: "Jak ten twój mąż
rozmawia przez telefon, beznadziejnie, aż ma się ochotę rzucić
słuchawkę, nie da się tego słuchać".
Albo: Twoja żona gotuje zupę i stwierdza: "Twoja matka jest
strasznie gruba, nie mogę patrzeć na tę jej tuszę".

Nie są to - jak widać - jakieś uwagi wyrażone z troską, nie sa to
rady z serca. To po prostu czysta krytyka, wyładowanie emocji. Co
robić w takich sytuacjach?
Mam taki problem dość regularnie, bardzo bardzo tego nie lubię.
Czasem bronię, czasem milczę. Czasem nie bardzo jest jak bronić, bo
krytyka (choć czasem wyrażona w sposób niegrzeczny) ma uzasadnienie.

Próbowałam mówić: "powiedz to jemu/jej" (= osobie krytykowanej), ale
to nie przynosi efektu, za chwilę znowu wysłuchujęsad
    • mamalgosia Re: krytykowanie (za plecami) 30.11.07, 21:00
      no wiecie, co, to ja Wam zazdroszczę, że nie macie takiego problemu
      • kamilla14 Re: krytykowanie (za plecami) 01.12.07, 00:19
        Nie wiem, czy to na temat, ale wtrace trzy grosze, bo watek jak
        najbardziej mi znany.
        Ja chyba unikam, jesli sie da, osob krytykujacych niekonstruktywnie,
        a jesli juz musze, to staram sie nie podzielac tych emocjonalnych i
        czesto niesprawiedliwych , a przede wszystkim nietaktownych ocen
        (oczywiscie musze sie strasznie pilnowac, bo tez mam ku temu
        sklonnosc). Czasami staram sie bronic osob krytykowanych, ale nie
        jakos na sile, tylko po prostu krotkim stwierdzeniem, ze kazdy
        popelnia bledy lub ogolnym: wszyscy mamy jakies wady i zalety, i
        raczej wole zmienic temat. Albo wspolczuje, ze ktos ma do czynienia
        z tak trudnym przypadkiem.

        Najbardziej mnie jednak denerwuje powierzanie mi "tajemnic", ale nie
        dotyczacych bezposrednio osoby mowiacej, lecz jakiejs mniej lub
        bardziej znanej mi osoby, o ktorej tak naprawde wolalabym czegos nie
        wiedziec bez jej zgody. Cos na granicy plotek w stylu gwaltu,
        aborcji, zdrady, itp...Mam nadzieje, ze nie jest to niechec do
        poznania prawdy, ani jakas obojetnosc czy naiwnosc, ze wszyscy
        ludzie sa dobrzy i idealni; po prostu nie wiem, jak sie pozniej
        zachowac w stosunku do tej osoby, meczy mnie udawanie, ze czegos nie
        wiem, podczas, gdy to wiem...

        No ale teraz ja popadlam krytyke osob krytykujacych, wiec zmierzam
        do konca...
        Chyba z najbardziej negatywnymi krytykami spotykalam sie w pracy,
        najczesciej w stos. do szefostwa; i tu gubilam sie i czulam miedzy
        mlotem a kowadlem, bo racje zwykle sa i po jednej i drugiej stronie.
        Ogolnie mysle, ze nie warto sie angazowac w takie dyskusje i dac do
        zrozumienia, ze taki sposob oceny zwykle nie sluzy nieczemu.

        A w ogole to prawie nie znam osob konstruktywnie krytykujacych, stad
        trudno mi sie tego nauczyc i odrozniac od krytykanctwa, czy
        wlasciwie reagowac na nie. Stad jestem rowniez ciekawa, jak Wy sobie
        z tym radzicie?
        K
        • mamalgosia Re: krytykowanie (za plecami) 01.12.07, 11:40
          kamilla14 napisała:

          > Nie wiem, czy to na temat, ale wtrace trzy grosze, bo watek jak
          > najbardziej mi znany.
          wtrącaj się!!


          > Ja chyba unikam, jesli sie da, osob krytykujacych
          niekonstruktywnie,
          Wiesz, ale właśnie napisałam, że chodzi mi o rodzinę lub jakiś wąski
          krąg znajomych - czyli własnie osoby, których unikać się nie da. No
          i się nie chce - bo oprócz tego krytykowania mają wiele zalet, są
          kochani i potrzebni. To nie jest jakaś tam koleżanka w pracy, którą
          można omijać szerokim łukiem


          Czasami staram sie bronic osob krytykowanych, ale nie
          > jakos na sile, tylko po prostu krotkim stwierdzeniem, ze kazdy
          > popelnia bledy lub ogolnym: wszyscy mamy jakies wady i zalety, i
          > raczej wole zmienic temat.
          To ostatnie stosuję najczęściej


          >
          > Najbardziej mnie jednak denerwuje powierzanie mi "tajemnic", ale
          nie
          > dotyczacych bezposrednio osoby mowiacej, lecz jakiejs mniej lub
          > bardziej znanej mi osoby, o ktorej tak naprawde wolalabym czegos
          nie
          > wiedziec bez jej zgody. Cos na granicy plotek w stylu gwaltu,
          > aborcji, zdrady, itp...
          To już rzeczywiście inny temat. Bardzo delikatny. Kiedyś pewna
          znajoma powiedziała mi, żebym się modliłą w intencji pewnego dziecka
          zagrożonego aborcją, a potem mi pokazała kobietę, której to
          dotyczyło. Nie znam nawet jej imienia, ale widuję ją np. w kościele,
          brzucha ciążowego nie miała. Źle się czuję z tą wiedzą



          > No ale teraz ja popadlam krytyke osob krytykujacych, wiec
          zmierzam
          > do konca...
          Nie, nie zgadzam się z Tobą


          > Chyba z najbardziej negatywnymi krytykami spotykalam sie w pracy,
          > najczesciej w stos. do szefostwa; i tu gubilam sie i czulam miedzy
          > mlotem a kowadlem,
          Między młotem a kowadłem... Dokładnie, ale to dokładnie o taką
          sytuację mi chodzi. Nie dotyczy szefa, tylko osób o wiele mi
          bliższych, dla obu chcę dobra, obie kocham, obie mają swoje
          wady...tylko czemu ja mam być wiecznym pośrednikiem?sad


          > Ogolnie mysle, ze nie warto sie angazowac w takie dyskusje i dac
          do
          > zrozumienia, ze taki sposob oceny zwykle nie sluzy nieczemu.
          Kamilko, ja się nie angażuję. Ale już samo usłyszenie bardzo mnie
          denerwuje lub zasmuca. Przykro jest słyszeć coś złego o kochanej
          osobie i przykro jest to słyszeć od kochanej osoby.


          >
          > A w ogole to prawie nie znam osob konstruktywnie krytykujacych,
          stad
          > trudno mi sie tego nauczyc i odrozniac od krytykanctwa, czy
          > wlasciwie reagowac na nie.
          Ja znam. Madersmile
          • mader1 Re: krytykowanie (za plecami) 01.12.07, 13:27
            > Ja znam. Madersmile

            Napisałaś to, żebym się odezwała ? smile)))))
            Chciałabym, żeby tak było. Nawet mogę żyć w takiej ułudzie, że to mi
            się udaje, bo bardzo chcę, żeby mi się udawało zawsze crying Ale...
            wiecie, że w swoim oku to się tej... no... belki nie widzi ?
            Ale do rzeczy... Nie odzywałam się, choć teraz w naszym domu jest
            tego niewiele ( czy w ogóle, to nie powiedziałabym). Jak mi się
            czasem coś wymsknie , mąż mówi " nie oceniaj " albo " nie myśl o
            tym", a gdy jemu się coś wymsknie to też wystarczy słowo, żeby się
            pilnował...
            No chyba, że któreś nie wytrzyma i to jest w emocjach, wtedy to
            bardziej skarga niż krytykanctwo - chyba ?
            Nie mówić źle o innych, nie popadać w paranoję na temat
            najbliższych - pamiętacie, że był nawet rozdział "Listów starego
            diabła do młodego " na tem temat... Niedawno kolejny raz czytałam...
            Ale kiedyś... tak się działo w najbliższej mi rodzinie, że
            słyszałam, kazano mi słuchac dużo złych słów... niepotrzebnych... i
            co gorsza, nie do końca prawdziwych.
            Takim aktem bezsilności, kapitaulacji było z mojej strony już nie
            bronienie kogoś, nie zmienianie tematu -to nic nie dawało na dłuzej-
            prosiłam już tylko " Proszę, proszę nie mów mi tego wszystkiego
            przez wzgląd na mnie. Sprawia mi to przykrość i mnie boli. Tak się
            nie robi."
            Nie za bardzo mogę , umiem spokojnie o tym pisać i pewnie nigdy ne
            będę umiała i mogła.

            Ale... może rodziną swoją nie jesteśmy, ale dla mnie przynajmniej ,
            jakoś jesteśmy sobie bliscy, a przecież krytykujemy , " dziamgamy",
            naradzamy się tu często wink Skarżymy się... Czy za plecami, to trudno
            napisać, skoro każdy moze przeczytać...
            • mamalgosia Re: krytykowanie (za plecami) 01.12.07, 15:53
              Wiesz, może to jest jakaś myśl... Chyba rzeczywiście nastepnym razem
              powiem: wiem o tym, ale słuchanie o tym sprawia mi przykrość
    • otryt Re: krytykowanie (za plecami) 05.12.07, 02:12
      Gdy ktoś krytykuje innych w mojej obecności zawsze się zastanawiam,
      czy o mnie podobnych rzeczy nie opowiada innym. Dziwnym trafem
      najczęściej się wtedy reflektuje mówiąc, np "Ale ze mnie plotkarz -
      tak pewno myślisz." Ja na to: " Mam nadzieję, że o mnie podobnych
      rzeczy innym nie opowiadaszsmile"
      • mamalgosia Re: krytykowanie (za plecami) 05.12.07, 08:56
        wiesz, ale ja nie o zwykłym plotkarstwie. Bo ono jest i mówią o nas
        również - więcej niż się spodziewamy
Inne wątki na temat:
Pełna wersja