luccio1 Re: Zwyczaje do wznowienia 01.12.07, 23:19 Impulsem do założenia wątku stała się bliskość Bożego Narodzenia (mniej niż miesiąc) oraz przeczytana dziś książka: Zbigniew Kajetanowicz: "Zarys monograficzny powiatu turczańskiego", Lwów 1938. Tam znalazłem wzmiankę o zwyczaju bojkowskim związanym z Wigilią Bożego Narodzenia: otóż, gdy wszystko było gotowe i nie pozostawało już nic jak tylko zasiąść do stołu - to siadano, wygasiwszy uprzednio wszystkie lampy; dopiero przy stole głowa rodziny zapalała świece, i w ten sposób z ciemności robiło się światło. Zwyczaj ma jasną symbolikę chrześcijańską, nie zamąconą żadną domieszką pochodzącą z czasów pogańskich: Jezus Chrystus, Światłość Świata, przychodzi na ziemię - i wnosi ze sobą światło! Rzecz wydaje mi się o wiele łatwiejsza do przeprowadzenia w mieście, gdzie mamy światło elektryczne - niż we wsiach bieszczadzkich 70 lat temu, gdzie elektryczność jeszcze nie zdążyła dotrzeć (łatwiej wykonać ruch wyłącznikiem niż zagasić np. lampę naftową dmuchając w szklany kominek od góry). Co do stopniowego rozświecania stołu światłem żywym - poddaję pod rozwagę rozwiązanie stosowane w moim domu rodzinnym: uwić wianuszek z cetyny, takiej średnicy, żeby bezpiecznie osiadł na krawędzi talerza z opłatkiem - do wianka przypiąć dwa lichtarzyki i osadzić tam świeczki, takie, jakie świeci się na drzewku, albo mniejsze, tortowe (oba rozmiary są już na powrót do dostania, jeśli nie gdzie indziej, to na targu bożonarodzeniowym) - - i te świeczki zapalać jako pierwsze i przy nich składać sobie życzenia. Pozdrowienia Łukasz. [Dla wyjaśnienia: powiat turczański (od miasta Turka nad Stryjem), w województwie lwowskim, obejmuje górny bieg trzech rzek wypływających z Bieszczadów ku północy: Sanu, Stryja i Dniestru; jego pd.zach. kąt (wg rozgraniczenia przed r. 1939) mieści się na terenie, który nam po II wojnie światowej pozostawiono (grzbiet główny Karpat z Rozsypańcem i Kińczykiem Bukowskim, wsch. i pn.wsch. stoki Halicza i Krzemienia)]. Odpowiedz Link
luccio1 Świeczki na drzewku 03.12.07, 20:58 Prawdziwe świeczki na drzewku - i zapalanie ich po południu albo wieczorem, i wspólne śpiewanie kolęd przy ich świetle. Nie muszą być "zamiast" lampek elektrycznych - mogą doskonale współistnieć z nimi, tak jak przez lata mego dzieciństwa współistniały na kolejnych drzewkach w domu. Tyle, że lampki elektryczne były światłem świecącym stale, gdy tylko zaczynało się robić ciemno za oknem; w ciemniejsze dni pozostawały włączone przez cały dzień, omalże od rana. Zanim jednak zapaliliśmy prawdziwe świeczki na kolędy - elektryczność zawsze wyłączaliśmy. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Świeczki na drzewku 04.12.07, 20:04 luccio1 napisał: > Prawdziwe świeczki na drzewku - i zapalanie ich > po południu albo wieczorem, i wspólne śpiewanie > kolęd przy ich świetle. Niestety nie mogę takiego zwyczaju wskrzesić, bo odkąd pamiętam był. Jeśli jeździliśmy na BN do rodziny, świeczki były obok lampek, też gaszonych do śpiewania, natomiast w domu nigdy lampek nie było. Chyba jeszcze w liceum śpiewywaliśmy kolędy nie tylko w przerwie świątecznej, ale i później. Czasy się zmieniły, jest nas dwoje. Ale na wigilii rodzinnej świeczki są dalej. I na naszej domowej choince też. Tak samo tam, gdzie mam coś do powiedzenia w sprawie wigilii - kiedyś w harcerstwie (ja odszedłem, ale świeczki na choince zostały), teraz wśród czarodziejów. Kiedy organizujemy kolędowanie u nas, też oczywiście świeczki, jakże by inaczej. A czego nie ma i nie było? Kolęd przy wigilijnym stole z taśm czy plyt. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Zwyczaje do wznowienia 04.12.07, 15:30 Przepraszam, że wykorzystuję Twój wątek. Bo ja mam wrażenie, że w wielu domach dzieje się przeciwnie - zwyczaje urastają do rangi sensu świąt. Rodzina mojego brata jest niewierząca. A jest u nich na Wigilię dosłownie wszystko: siano pod obrusem, talerz dla strudzonego wędrowca, stajenki, gwiazdy betlejemskie w doniczkach, dzielenie sie opłatkiem, 12 potraw, wypatrywanie pierwszej gwiazdki, o północy wyjście do zwierząt (nie, nie na pasterkę), ozdobione drzwi i oświetlony balkon, kalendarze adwentowe w sensie codziennej porcji czekoladek... Odpowiedz Link
a_weasley Re: Zwyczaje do wznowienia 04.12.07, 20:05 mamalgosia napisała: > Przepraszam, że wykorzystuję Twój wątek. > > Bo ja mam wrażenie, że w wielu domach dzieje się przeciwnie - > zwyczaje urastają do rangi sensu świąt. > Rodzina mojego brata jest niewierząca. A jest u nich na Wigilię > dosłownie wszystko: siano pod obrusem, talerz dla strudzonego > wędrowca, stajenki, gwiazdy betlejemskie w doniczkach, dzielenie sie > opłatkiem, 12 potraw, wypatrywanie pierwszej gwiazdki, o północy > wyjście do zwierząt (nie, nie na pasterkę), ozdobione drzwi i > oświetlony balkon, kalendarze adwentowe w sensie codziennej porcji > czekoladek... ...tylko Łk 2, 1-14 nie ma Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Zwyczaje do wznowienia 04.12.07, 21:28 Miałam napisane: "Tylko Ewangelii i Mszy św. nie ma", ale nie wiem, jak to się stało, że tę część tekstu wcięło. No to uzupełniłeś Odpowiedz Link
luccio1 Małgosiu 04.12.07, 21:52 masz rację. Chciałem tylko powiedzieć, że z książki, na którą się powołuję, wybrałem jako wart przywrócenia obecnie tylko jeden z wielu zwyczajów bojkowskich, o których tam mowa: ten, którego istotą jest roświetlanie domu od zupełnej ciemności - na powitanie przychodzącego Chrystusa. Rzuciła mi się tutaj wprost w oczy analogia z liturgią Wielkiej Soboty: wnoszeniem paschału do wnętrza kościoła, w którym wszystkie światła są wygaszone (niestety, w warunkach polskich wnętrze to nie jest tak ciemne, jak byłoby wnętrze domu czy mieszkania w Wigilię Bożego Narodzenia - na Wielkanoc dzień w Polsce jest już bardzo, bardzo długi, dłuższy niż w krajach leżących dalej na południe - w ten sposób sporo efektu symbolicznego ginie). Nie pomyślałem ani sekundy, aby wracać np. do opasywania nóg stołu łańcuchem (zapewne podwieszonym na gwoździach) - co miało zapewne symbolizować trzymanie się rodziny razem na dobre i złe, ani tym bardziej do tego, aby wkładać pod stół pług, siekierę i piłę - w realiach Bieszczadów końca lat 30. XX w. miała to być prośba o błogosławieństwo Boże w polu i w lesie - w dwóch miejscach, z których ludzie mieszkający na wsi przede wszystkim żyli - a o tym też jest w tamtej książce. Nikt z nas nigdy też nie chodził podsłuchiwać zwierząt - których zresztą w domu nie było i nie ma (pod tym względem jestem mieszczuchem, jak byli moi Rodzice). Pomyślałem świadomie o zwyczajach, które dla kogoś, kto z różnych powodów (np. życie z Kochaną Osobą w związku cywilnym) przestał się mieścić w ramach Kościoła Katolickiego, są ostatnią nicią łączącą go z nim (czy w prawdziwych świeczkach na drzewku nie ma niczego wspólnego ze świecami w kościele?). Pozdrawiam. Łukasz. Odpowiedz Link
minerwamcg A księża sobie płuca zdzierają... 04.12.07, 23:19 > Pomyślałem świadomie o zwyczajach, które dla kogoś, kto z różnych > powodów (np. życie z Kochaną Osobą w związku cywilnym) przestał > się mieścić w ramach Kościoła Katolickiego ...żeby wbić ludziom do głowy, że nawet żyjąc w związkach cywilnych nie są poza Kościołem i poza przyjmowaniem sakramentów mają te same prawa i obowiązki co każdy inny chrześcijanin. Ale gdzie tam! Czasem mam wrażenie, że tacy ludzie niekiedy sami stylizują się na "wyklętych" i biedne ofiary nietolerancji kleru. No i mają wygodny wykręt - nie trzeba chodzić do kościoła, wychowywać dzieci po chrześcijańsku, przyjmować kolędy... Przepraszam za offtopik, ale mnie cholera zatrzęsła. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: A księża sobie płuca zdzierają... 05.12.07, 08:49 Minerwo, trochę się z Tobą zgadzam, a trochę nie. To trąbienie i zdzieranie gardła - jest, owszem. Ale jest też i obojętność. Wielu księży, a jeszcze większej liczby wzorowych katolików. Nie jawna wrogość, czy jakieś otwarte szykany (nie, wzorowi katolicy tego nie robią) - ale obojętność. Która bywa nawet często gorsza. I tak jest wobec osób żyjących w związkach niesakramentalnych. I tak jest - nie do wiary - wobec osób samotnych. Wiem - są specjalne duszpasterstwa, itp. Ale w miastach takich jak moje jest tak jak piszę. A o tych osobach samotnych wiem od moich znajomych, które są w takim stanie cywilnym, a przede wszystkim od mojej Przyjaciółki. Oczywiście może przychodzić na Mszę, może uczestniczyć w procesjach, może prowadzić sklepik (skoro "ma dużo czasu, bo nie ma rodziny"), ale wobec jej sytuacji, jej trudnej samotności - trudnej, bo nie z wyboru - jest cisza. Wszędzie rodziny i dla rodzin. Ale o tym już kiedyś pisałam, a poza tym nie na temat, a jeszcze poza tym zaraz musze uciekać. Jeszcze tylko o mojej koleżance. Wzorowa katoliczka ze wszech miar, oaza rodzin, dzieci w ministrantach i Dzieciach Maryi, dużo się modli, robie wiele dobrego, troszczy się o innych. A jednak to od niej jej rodzona siostra usłyszała "Bo moje dziecko było chciane i planowane, a twoje nie". I to od niej siostra usłyszała "Jak nie porzucisz tego mężczyzny, to nie będziesz zbawiona". Takie słowa, wypowiadane w ten właśnie sposób powodują powstawanie i rozszerzanie się opinii, którą zasygnalizował luccio Odpowiedz Link
luccio1 Minerwo, 05.12.07, 17:36 kolędę przyjmuję. Tyle, że w styczniu tego roku ksiądz, usłyszawszy, że moja Żona jest niewierząca, porwał się jak oparzony z krzesła i wybiegł z mieszkania! Odpowiedz Link
isma Ciemnosci 05.12.07, 00:27 A, nie, to ze podczas liturgii wigilii paschlanej gdzieniegdzie nie jest ciemno, to nie jest kwestia sil przyrody, tylko dzialania czlowieka. Teoretycznie powinno sie te liturgie sprawowac po zmroku (Kasia, popraw, jak bzdurze), nawet jesli nie mialoby to byc o wygodnej dla wszystkich godz. 17. Ale niektorym sie spieszy, no. www.kkbids.episkopat.pl/anamnesis/25/5.htm Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Ciemnosci 05.12.07, 07:27 Tutaj List okólny o przygotowaniu i obchodzeniu świąt paschalnych. www.kkbids.episkopat.pl/dokumentypovii/listoosp/wstep.htm "Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy: nie wolno ich rozpocząć, zanim nie zapadnie noc, a należy je zakończyć przed świtem niedzieli" 82. Zasada ta musi być interpretowana ściśle. Przeciwne jej nadużycia i tu i ówdzie praktykowane zwyczaje sprawowania Wigilii Paschalnej o godzinie, w której zwykło się antycypować Mszę niedzielną, zasługują na odrzucenie 83. Nawet nie po zmroku a w nocy! Bardzo mocne słowa zresztą są w tym liście. Wzięte też z Mszału Rzymskiego. Odpowiedz Link
mamalgosia luccio 05.12.07, 08:40 ależ ja wiem, że nie miałeś na myśli mnożenia pustych zwyczajów! Dlatego przeprosiłam, że wtrąciłam się do Twojego wątku, to mój post był nie na temat Odpowiedz Link
otryt Re: Zwyczaje do wznowienia 05.12.07, 01:39 Łukaszu, byłbym za tym, ale pod jednym warunkiem. Aby forma nie przerastała ani nie zastępowała braku treści. Tymczasem obserwuję takie sytuacje, że w warstwie symbolicznej jest niesłychany urodzaj, gdy jednocześnie brat bratu nie powie przepraszam, a siostra z siostrą rozmawia tylko w ten jeden wieczór w roku (jak zwierzęta) - bo tak trzeba, taka tradycja, aby się spotkać, aby starym rodzicom nie było przykro, że rodzina podzielona. Przebaczenie, pojednanie i elementarne zrozumienie to podstawa. Gdy tego nie ma jest spektakl i cepelia. Odpowiedz Link
mamalgosia cepelia 05.12.07, 08:52 no zabrakło tego słowa w moim poscie! Otrycie, samo sedno Odpowiedz Link
mader1 od cepelii do wiary... 05.12.07, 11:02 Na ogoł spotykam się z tym, ze ludzie wraz ze wzrostem wiary zaczynają rozumieć, pielęgnować czy wprowadzać rózne symbole... A czy jak dom jest obudowany nimi, ale one są tylko zwyczajami, cepelią... czy wtedy nie jest trudniej ? Odpowiedz Link
a_weasley Re: od cepelii do wiary... 05.12.07, 11:05 mader1 napisała: > Na ogoł spotykam się z tym, ze ludzie wraz ze wzrostem wiary > zaczynają rozumieć, pielęgnować czy wprowadzać rózne symbole... > A czy jak dom jest obudowany nimi, ale one są tylko zwyczajami, > cepelią... czy wtedy nie jest trudniej ? Na moje oko, przeciwnie, wtedy jest łatwiej. Wtedy w ogóle jest jakiś punkt zaczepienia. Odpowiedz Link
mader1 Re: od cepelii do wiary... 05.12.07, 11:16 uff... jak to dobrze, że tak myślisz, pocieszyłeś mnie. Bo nagle przestraszyłam się, że jeżeli niby wszystko jest , a nawet moża się tym pochwalić,że jest tego tak dużo... to trudniej zauważyć, że Kogoś brakuje ... Odpowiedz Link
samboraga Re: od cepelii do wiary... 05.12.07, 12:03 > moża się tym pochwalić,że jest tego tak dużo... to trudniej > zauważyć, że Kogoś brakuje ... nie wiem czy chwalić, tak bym nie nazwała...ale czasami trzeba się dokopać do istoty sprawy pośród tych wszystkich oczywistości zwyczajowych i to wymaga, i trochę wysiłku, i czasem przebłysku, by zauważyć, że to nie tak... Odpowiedz Link
a_weasley Re: od cepelii do wiary... 05.12.07, 20:25 samboraga napisała: > > moża się tym pochwalić,że jest tego tak dużo... <ciach> > nie wiem czy chwalić, tak bym nie nazwała... A czemuż by nie? Jeżeli w mojej rodzinie jest coś, co uważam za dobre i piękne, co więcej uważają też inni, którzy o tym słyszą, i tego czegoś w wielu, może w większości innych rodzin nie ma, to czemu nie mam być z tego dumny? Odpowiedz Link
samboraga Re: od cepelii do wiary... 06.12.07, 10:32 > A czemuż by nie? Jeżeli w mojej rodzinie jest coś, co uważam za dobre i piękne, > co więcej uważają też inni, którzy o tym słyszą, i tego czegoś w wielu, może w > większości innych rodzin nie ma, to czemu nie mam być z tego dumny? no tak, ale jak to jest puste w środku to nie ma wartości, więc czym się chwalić? łatwiej mi było poczuć sens i przeżyć Roraty, na których nigdy jako dziecko nie byłam, niż odzyskać sens Pasterki, na którą chodziłam niemal co roku od zawsze ale masz rację, że z drugiej strony jakiś zachowany symbol, nawet martwy, potrafi przyciągnąć, być nicią nawiązania Odpowiedz Link
a_weasley Re: od cepelii do wiary... 06.12.07, 11:34 samboraga napisała: > no tak, ale jak to jest puste w środku to nie ma wartości, > więc czym się chwalić? W zasadzie tak, ale mówisz to z pozycji osoby głęboko wierzącej. Ja, jako człowiek wierzący (pochlebiam sobie, że głęboko, w każdym razie się staram) to rozumiem. Jednakże spora część rodaków owej pustki nie zauważa. Trudno zauważyć, że coś jest puste, jak się nigdy nie zaglądało do środka. Gdy niewierzący, agnostyk, indyferent, ale także wzasadziewierzącyalepocotakciąglelataćdokościołaicotamksiądzwieożyciu narzeka na komerchę i pustkę, ma na myśli, że nie ma ciepła, rzeczywistej więzi między członkami rodziny itp., a nie że brakuje Szefa. > ale masz rację, że z drugiej strony jakiś zachowany symbol, > nawet martwy, potrafi przyciągnąć, być nicią nawiązania Jak jest kieliszek, co prawda pusty, to jak się znajdzie wino to jest do czego wlać. Odpowiedz Link
otryt Puste symbole 06.12.07, 11:41 Pięknym symbolem wieczoru wigilijnego jest dodatkowe nakrycie stawiane na naszych stołach. Poprzez niego wyrażamy prawdę, że jesteśmy gotowi ugościć ubogiego wędrowca, brzemienną Maryję z Józefem dla których nie było miejsca w gospodzie. Nasza córka zaangażowała się w piękną akcję. W kościele na starówce robili wigilię dla 1000 bezdomnych. Pracy było co niemiara. Ustawianie stołów, nakrywanie, przygotowywanie posiłków, nakładanie tego na talerze, usługiwanie przy stołach, przygotowywanie i rozdawanie paczek, potem posprzątanie wszystkiego. Na domową wigilię mogła przyjść dopiero o godzinie 22. Wigilię spędzamy zazwyczaj w szerszym gronie rodzinnym. Powiedzieliśmy z żoną, że córka (wnuczka) przyjdzie później, abyśmy zaczynali bez niej. "- Jak tak można! Przecież rodzina musi być razem!" – usłyszeliśmy. My na to: "- To piękna akcja. Cieszymy się, że nasze dziecko w tym uczestniczy." "– To znaczy, że ona jakichś bezdomnych bardziej ceni niż nas!?." "– Wcale tego nie znaczy." "- Trzeba jej było zakazać!" "- Myślimy tak samo jak córka. Na tym polega Boże Narodzenia, aby dzielić się z najbardziej potrzebującymi." Z kwaśną miną, nieprzekonana potraktowała rzecz jako kolejne nasze dziwactwo, sięgnęła po talerzyk z opłatkami. Ten symbol był całkowicie pusty. Pustym symbolem jest opłatek, gdy ktoś się nim przełamuje a nie ma w nim woli pojednania. Takich przykładów można mnożyć wiele. Symbol zastępuje, coś czego nie ma. Symbol kłamie zamiast podkreślać. Odpowiedz Link
isma Re: Puste symbole 06.12.07, 12:20 Otrycie, uscisniej serdecznie corke ode mnie. Jednem z moich najupiorniejszych doswiadczen - i przy okazji, najbolesniejszym sprawdzianem tej niby chrzescijanskiej "milosci blizniego" - bylo dla mnie uczestniczenie, sluzbowo, w wigilii dla bezdomnych u franciszkanow w Krakowie. Jako prezydencki dwor zesmy tam musieli z szefem bywac, i to bylo po prostu straszne. Ten tlum zapijaczonych ludzi (bo nikogo w tamtych czasach - nie wiem, jak jest teraz - z kruzgankow nie wyrzucano), bijacych sie o przygotowane przez nas paczki zywnosciowe, podchodzacych po nie bez zenady po raz drugi, trzeci i dziesiaty, rozrywanie ich na miejscu i wyrzucajanie z nich chleba, a zabierajanie ze soba tylko tego, co mozna przehandlowac na wodke: kawe, czekolade - to bylo najzwyczajniej na swiecie, okropne. I calkiem niefajna byla swiadomosc wlasnego gnewu na tych ludzi, oburzenia - i zadziwiajacego poczucia, ze jednak sie podswiadomie oczekuje za te swoje "gesty milosierdzia" wdziecznosci, a wiec nie sa one tak calkiem bezinteresowne... Odpowiedz Link
a_weasley Re: Puste symbole 06.12.07, 15:20 isma napisała: > Ten tlum zapijaczonych ludzi (bo nikogo w tamtych czasach - nie > wiem, jak jest teraz - z kruzgankow nie wyrzucano), A szkoda. Jezus wyrzucił przekupniów, wspominał też o takim bez stroju weselnego. Myślę, że stan nietrzeźwości jest dobrym odpowiednikiem. > wyrzucajanie z nich chleba, a zabierajanie ze soba tylko tego, co > mozna przehandlowac na wodke: kawe, czekolade - Przecież wiadomo było, że tak będzie. Takie rozdawnictwo musiało do tego doprowadzić. > I calkiem niefajna byla swiadomosc wlasnego gnewu na tych ludzi, > oburzenia - i zadziwiajacego poczucia, ze jednak sie podswiadomie > oczekuje za te swoje "gesty milosierdzia" wdziecznosci, a wiec nie > sa one tak calkiem bezinteresowne... Jezus też pytał, gdzie jest jeszcze dziewięciu, i chyba Mu było przykro. Odpowiedz Link
isma Re: Puste symbole 06.12.07, 15:26 Noooo, niby tak. Ale jednak, przynasz, jest roznica miedzy sadem (sądem, Kasia, sądem!) Bozym, a ludzkim. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Puste symbole 06.12.07, 23:44 Jest, jest... Szef nie chciał, żebyśmy byli surowsi od Niego. A z drugiej strony kiedy już On się wkurzył - to znaczy, że było o co. Odpowiedz Link
otryt Re: Puste symbole 07.12.07, 01:15 isma napisała: >Otrycie, uscisniej serdecznie corke ode mnie. Oczywiście zrobię to, jak przyjedzie do domu na święta. U nas nie było aż tak strasznie, jak opisujesz. Organizatorzy musieli mieć już jakieś doświadczenia wcześniejsze. Nietrzeźwi nie mieli wstępu. Paczek zrobiono znacznie więcej niz się spodziewano osób. Ale i tak zrobił się ogromny ścisk. Bezdomni obawiali się, że jak ktoś znajdzie się na końcu kolejki, to zabraknie. Organizatorzy długo zapewniali, że dla wszystkich wystarczy. Dla mnie pewnym zaskoczeniem było, że bezdomne są także całe rodziny z dziećmi. To jakiś temat tabu. Nie ma o tym w mediach. Odpowiedz Link
luccio1 Pusty talerz 11.12.07, 15:08 Słyszałem o nim wiele. Czytałem o nim wiele. Nigdzie nie znalazłem próby zejścia w głąb, docieczenia pochodzenia i wyjaśnienia wszystkich znaczeń tego zwyczaju. Naprzód: w sensie nakrycia dla kogoś przypadkowego, kto przyszedłby w ostatniej chwili, w moim domu rodzinnym nie funkcjonował nigdy. Póki Tato żył, nie było tego dodatkowego talerza w ogóle na stole. Pojawił się dopiero, gdy 10 lat po śmierci Taty Mama poczuła się znów na siłach zrobić Wigilię w domu (przedtem, przez te 10 lat, zawsze chodziliśmy do którejś z Jej przyjaciółek) - i znaczył: że Tato jest wraz z nami, choć nie ma Go ciałem. Pamiętam także pierwszą Wigilię, kiedy zabrakło również Mamy: dwa nakrycia "użytkowe": dla Siostry i mnie, naprzeciw siebie na jednej osi symetrii prostokątnego stołu - i dwa puste: dla Mamy i Taty, na drugiej osi. Jeśli talerz stał, gdzieś w innym domu, rzeczywiście z myślą o kimś przypadkowym - to zawierało się w tym nie wypowiedziane głośno domniemanie: że ten ktoś po Wigilii wyjdzie wraz ze wszystkimi, gdy ci wszyscy będą szli na Pasterkę - a potem już nie wróci, potem już pozwoli rodzinie świętować dalej spokojnie we własnym kręgu. Zresztą, jeśli myślę o talerzu, wyrażającym gotowość zajęcia się poważnie losem człowieka, który spadł nagle jakby z nieba (grom, i to z nieba jasnego) - to widzę zaraz jeden z tych domów, które wraz z końcem II wojny światowej zniknęły z oblicza ziemi polskiej: dwór, i w nim rodzinę ziemiańską z wianuszkiem krewnych-rezydentów, służbą domową - i na dalszym planie ludźmi, dzięki którymi w ogóle cały majątek mógł funkcjonować: rządcą, karbowymi, fornalami... W takim domu zawsze w kuchni płonął ogień, a więc każdego, kto się pojawił, można było czymś nakarmić - a jeśli nie posadziło się go przy stole w domu, to w izbie czeladnej... Gdy chodziło o dach nad głową, zawsze można było go umieścić stosownie do statusu społecznego wyznaczonego urodzeniem: jeśli nie we dworze, to w oficynie, w ostateczności w wolnej izbie w czworakach, nad stajniami, w dobudówce do spichrza... Zajęcie też zawsze jakieś się znalazło. Na tej przecież, a nie innej zasadzie dwory stały się schronieniem tysięcy ludzi pod okupacją niemiecką - tak przetrwali całą wojnę choćby Turowiczowie w Goszycach... A wszystko było możliwe bez przewracania do góry nogami świata Pani Domu, świata Pana Domu (co się dzieje w przypadku rodziny żyjącej w mieście w mieszkaniu, niechby i dużym, natychmiast, gdy tylko na horyzoncie pojawi się choćby jeden nowy, dodatkowy człowiek). Tu można by ciągnąć symbolikę dalej, biorąc "na warsztat" choćby ów nieszczęsny biały obrus (koniecznie biały! dlaczego?!!), który musi przykrywać "Stół Wigilijny"... Otóż, we dworze stół "państwa" miał ścisłą hierarchię miejsc, odpowiadającą hierarchii domowników - ci "lepsi" siedzieli po tej stronie (długiego) stołu, która była nakryta obrusem; tam, dokąd obrus już nie sięgał i nakrycia stały bądź leżały na ceracie, były miejsca gorsze... Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Pusty talerz 11.12.07, 15:49 > Tu można by ciągnąć symbolikę dalej, biorąc "na warsztat" choćby > ów nieszczęsny biały obrus (koniecznie biały! dlaczego?!!), który > musi przykrywać "Stół Wigilijny"... Dlaczego "nieszczęsny"? Biały obrus zawsze kojarzył się z uroczystością, na codzień używało się kolorowych serwet, od święta albo jak byli goście kładło się biały. Dygresja (nie tylko dla Ismy): Pamiętam w "Wielopolu" Kantora, gdzie pojawiał się motyw rozproszonej rodziny gromadzącej się wokół stołu - ważny był tam własnie biały, elegancko wyprasowany obrus, który w finale sam Kantor składał starannie po zagięciach i zabierał ze sceny. Odpowiedz Link
minerwamcg P.S., czyli "Przypomniałam Sobie" :) 11.12.07, 16:01 Pustego talerza u nas się nie stawiało. Dopiero potem się zaczęło, ale jakoś nie z myślą o samotnym wędrowcu, tylko o zmarłych. W 2004 roku dostawiłam jeszcze jeden talerz: dla obserwatorów wyborów na Ukrainie, którzy żeby móc tam być, rezygnowali z domowych Świąt. Po trosze był to także talerz dla Arthura, który jako narzeczony spędzał Wigilię jeszcze beze mnie... Odpowiedz Link
luccio1 Re: Pusty talerz 11.12.07, 16:16 minerwamcg napisała: > Dlaczego "nieszczęsny"? Biały obrus zawsze kojarzył się z > uroczystością, na codzień używało się kolorowych serwet, od święta > albo jak byli goście kładło się biały. "Nieszczęsny" - bowiem kolor obrusa jest naprawdę sprawą drugorzędną. Ważne, aby był to taki obrus, czy też taki komplet serwet, którego nie używa się w innym czasie. Pamiętam zaprzyjaźniony dom, w którym od Wigilii aż poza Nowy Rok główny stól (okrągły) był przykryty obrusem amerykańskim: białym - z girlandą jodłową obiegającą stół tuż przy krawędzi, na której to girlandzie w regularnych odstępach pogrupowano po trzy świeczki - cały wzór wydrukowany na płótnie. (NB: obrus czysto biały jest szalenie niepraktyczny - wystarczy przecież choćby rozlać barszcz na samym początku Wigilii, choćby kropnąć w drodze chochlą z wazy do talerza...). Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Pusty talerz 12.12.07, 12:25 > (NB: obrus czysto biały jest szalenie niepraktyczny - wystarczy > przecież choćby rozlać barszcz na samym początku Wigilii, choćby > kropnąć w drodze chochlą z wazy do talerza...). Facet się odezwał )) Pewnie, że niepraktyczny. Rzeczy naprawdę eleganckie dość często są niepraktyczne. Taka np. biała koszula - raz włożysz i do prania, a jak sobie na początku Wigilii kapniesz na klatę barszczem, to już w ogóle kaplica )) Odpowiedz Link
isma Kantor umarl! Znowu? 11.12.07, 18:17 No tak. Wielopola to ja ZUPELNIE nie pamietam ;-P. Pamietam natomiast, jak, bedac studentka pierwszego roku, siedzialam sobie w czytelni mikrofilmow, fiszkujac na polecenia Emila O. teatralia w "Diable" (!) rocznik bodaj 1873, i wpadl pewien moj kolega z roku, niosac wiesc hiobowa, ze Kantor umarl (bylo to 8 grudnia, jak w pysk strzelil). Nie pamietam, zebym sie przejela, albowiem wiesc uznalam za zdanie z cyklu "Nigdy tu nie powroce" )). Mysmy jakos dobrze trafili bo Krzysztof P. mial z nami tylko powszechny wspolczesny, i nie mial okazji Kantorem nas katowac. A na egzaminatora z polskiego wspolczesnego wybralam sobie sp. Kazia Nowackiego, i milosmy sobie o Osterwie i rapsodykach porozmawiali. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Kantor umarl! Znowu? 12.12.07, 12:31 Z panem Krzysztofem miałam teorię teatru i słowo daję, jak raz na semestr wspomniał o Kantorze, to było wszystko A ostatni spektakl Kantora nazywał się jakże proroczo "Dziś są moje urodziny"... Pamiętam pogrzeb - prześliczny, wysoki karawan ciągnięty przez trzy pary koni i księdza, który podczas kazania na Rakowicach powiedział, że Zmarły był człowiekiem wielkiej pokory... I konsternację wśród żałobników - czy głośne "buuuahahaha" będzie grubym nietaktem czy tylko zdrową reakcją? Odpowiedz Link
a_weasley Re: Pusty talerz 11.12.07, 22:00 luccio1 napisał: > Słyszałem o nim wiele. Czytałem o nim wiele. Nigdzie nie znalazłem > próby zejścia w głąb, docieczenia pochodzenia i wyjaśnienia > wszystkich znaczeń tego zwyczaju. Ja znam dwa. Jeden ten, co piszesz. Drugi - że to dla tych, którzy odeszli. Jest jeszcze jedno znaczenie. Funkcjonuje w jednej znanej mi drużynie harcerskiej i na naszych Wigiliach Czarodziejów. Opisany w mojej opowieści wigilijnej, tutaj zalinkowanej. Odpowiedz Link
a_weasley Piosenka o pustym talerzu 11.12.07, 22:11 JAK MY W WYSZEMBORKU PANA JEZUSA WITALI sł. muz. Tomasz Szwed Od Giżycka na Warszawę Nic już nie leciało, Zasypało drogi wszystkie - Do domu się chciało. Na przystanku PKS-u Było napisane, Że następny (w dni robocze) Idzie szósta rano. O wigilii pod Mrągowem - jak było, opowiem! Bóg się rodził, moc truchlała, We wsi pies ujadał, Schowaliśmy się pod daszek, Śnieg padał i padał. Dzięciołowski rzucił pomysł, Żeby gdzie do wioski Na wieczerzę się podmówić - Ciągło nas do ludzi. Tośmy poszli na wariata Na skróty przez pole Szukać miejsca w Wyszemborku Przy wilijnym stole. W Wyszemborku niestrachliwe - Obcych się nie bali, Jak ze swymi bielusieńkim Płatkiem się łamali. Więc my siedli na przystawkę Z pastorałką za przysługę - Ja żem ciągnął pierwszym głosem, Dzięciołowski drugim... Gruchnęła, gruchnęła nowina w mieście, Co żywo, co żywo wszyscy pospieszcie - Idzie gość, idzie gośc, Józef z Maryją, Z synaczkiem, z synaczkiem w ręku, z leliją... pobierz mp3 Odpowiedz Link