mikołaj - problem dziecka wierzącego

06.12.07, 10:58
No właśnie moi drodzy.
Jesteśmy wierzący, nasza córka wie że mikołaj nie istnieje, sama to zrozumiała
ponieważ czytamy Biblię, czytamy jej dużo literatury dla dzieci o Bogu, no nie
ma tam miejsca dla mikołaja zupełnie.

W przedszkolu zapytana mówiła że nie wierzy. Usłyszała od dzieci dziwną
odpowiedź. Ze mikołaj jest przyjacielem Pana Boga i jeśli nie wierzy sie w
mikołaja to nie wierzy się w Boga.

No i moja córeczka zareagowała dosyć żywo - zaczęła wszystkim dzieciom
tłumaczyć że to nieprawda, że mikołaja nie ma, że prezenty przynoszą rodzice i
że nie wolno mówić że nie wierząc w Mikołaja nie wierzy się w Boga.

Ruszyło ją to na tyle że opowiadała mi kilka razy w domku - ja powiedziałam
jej żeby trzymała się tego w co wierzy i temat się zakończył.

Dzisiaj w przedszkolu zmartwiona nauczycielka prosiła mnie abym powiedziała
córce żeby nie mówiła dzieciom że nie ma mikołaja. Stwierdziła że "jakoś to
odkręciła" (przekonała dzieci że jest) ale czy moja córka mogłaby nie mówić
więcej że go nie ma.

Proszę, napiszcie mi co byście zrobili. Ja napiszę potem co zrobiłam ale
ciekawa jestem waszych opinii.
    • pawlinka Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 11:09
      Wierzę w świętych obcowanie. I wierzę, że Mikołaj, święty biskup z Myry, jest,
      naprawdę. Ma pomocników, bo nauczył nas dawać. Osobiście należę do tej
      olbrzymiej grupy współpracownikówsmile
      Program "uwolnić św. Mikołaja" już raz polecałam. Ale zalinkuje raz jeszczesmile
      • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 11:17
        Ale my jesteśmy protestantami i nie wierzymy w świętych smile
        • pawlinka Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 11:32
          a, to rozumiem. No dobrze, ale możesz opowiedzieć historie człowieka
          niezwykłego, właśnie przyjaciela Boga. Na pamiątkę jego życia jest taki piękny
          zwyczaj dawania prezentów.
          Jeszcze kilka słów o słowachsmile "Wierzę w św. Mikołaja" to dla mnie, tego też
          uczę dzieci, znaczy- wierzę, że żył, prowadził święte życie i otrzymał po
          śmierci nagrodę.
    • pawlinka Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 11:43
      Aha. Myślę, że dzieci nie potrafią się, z reguły, precyzyjnie wypowiadać,
      szczególnie na temat wiary. I myślę, że o to chodziło z tym "jeśli nie wierzy
      sie w Mikołaja to nie wierzy się w Boga."
      Wierzę, że dla pani to była trudna sytuacja. Poruszone były pewnie wszystkie
      dzieci, podobnie jak twoja córka. One wierzą w św. Mikołaja, to dla nich ważne.
      • kudyn Pawlinko 06.12.07, 11:53
        Ty nie w pracy?
        • pawlinka Re: Pawlinko 06.12.07, 11:57
          hehe, próbne egzaminy i nie mam przydziałusmile
          • kudyn Re: Pawlinko 06.12.07, 12:04
            Ale jutro będziesz? Wysłałem Ci liścik na adres firmowy smile
            • pawlinka Re: Pawlinko 06.12.07, 12:19
              Powiem enigmatycznie: zajrzę, bo biorę klasę na wykłady.
      • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 11:54
        no tak, ale nie mogę uczyć córki że ma kłamać. Nie chcę. Chcę żeby mówiła prawdę
        i nie bała się powiedzieć w co wierzy a co nie, nie chcę jej uczyć że ma udawać
        po to żeby nie mieć problemu. Uczę ją żeby uszanowała to że inne dzieci wierzą
        ale sama nie może kłamać i jeśli ktoś ją zapyta to powinna powiedzieć prawdę

        Uff, to chyba taki pierwszy test starcia się poglądów wyznaniowych przed szkołą.
        Dla niej to ciężko zrozumieć - uczę ją że kłamstwo jest grzechem a tu Pani prosi
        żeby...no po prostu kłamała...

        Dla innych dzieci ważne jest to że wierzą, dla mojej córki ważne jest to że nie
        wierzy w mikołaja.
        Pani była poruszona bo była zmuszona do opowiedzenia się po jednej ze stron,
        przypuszczam że musiała powiedzieć że moja córka nie ma racji i kłamać że
        mikołaj istnieje i przynosi prezenty.
        Moja córka najbardziej poruszona była tymi tekstami o tym ze jak się nie wierzy
        w mikołaja to się nie wierzy w Boga
        • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:01
          Napiszę jak to rozwiązałam

          Powiedziałam Pani że porozmawiam z córką żeby nie była nachalna i na siłę nie
          przekonywała innych dzieci ale uświadomiłam ją że poprę córkę w tym żeby mówiła
          prawdę jeśli ktoś zapyta. Wyjaśniłam dlaczego to aż tak córkę dotknęło.
          Małej powiedziałam że nie może kłamać ale niech nie sprawia niepotrzebnie
          przykrości - czyli jeśli ktoś zapyta wprost to niech mówi to co uważa ale sama
          niech nie zaczyna tematu.

          I mam ogromny dylemat czy dobrze postąpiłam.

          Mąż powiedział że uczę córkę aby się wycofywała kiedy to niewygodne, a powinna
          nie bać się mówić o swoich przekonaniach nawet jeśli komuś to nie pasuje.

          Będziemy jeszcze rozmawiać o tym między sobą i z pastorem, tu już nie chodzi o
          tego mikołaja a o sytuację kiedy dziecko mówi coś zgodnego ze swoją wiarą a inni
          oczekują że przestanie albo zaprzeczy bo im to nie pasuje.
          Trudna sprawa. Muszę to przemyśleć gruntownie.
          • pawlinka Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:15
            Rozumiem, mimo wszystko jednak tutaj nie chodzi o robienie komuś przykrości,
            bardziej o szacunek dla przekonań. To nie kłamstwo. Jako katoliczka wierzę w
            świętych obcowanie. I tak uczę moje dzieci. Oczywiście powinnam też powiedzieć,
            że są dzieci, które nie wierzą.
            Mieliśmy tego próbkę. Kumpel mego syna jest protestantem i mój Lolek o tym wie,
            tyle, że za bardzo nie rozumie jeszcze różnic. Pierwsze poważniejsze rozmowy
            było przy przeżywanej przez nas Pierwszej Komunii, następne - kiedy kumpel też
            chciał zostać ministrantemsmile Dla towarzystwasmile.
            Przy czym ta rodzina jest mieszana, dziecko chodzi na katechezę w przedszkolu
            razem z katolikami, na Msze z okazji zakończenia roku szkolnego. Ekumenizm
            kwitniesmile
          • mader1 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:27
            a według mnie ( napisałam już też parę słów poniżej), dobrze
            poradziłaś córce. Jeszcze tylko bym to rozmową z Nią - ale zapewne
            rozmawiasz często - pogłębiła. I porozmawiała jeszcze z Panią o
            różnicach - może choć na przyszłośc Jej się przyda, może poprosić o
            pomoc katechetkę, jak się na tym nie zna.
            Napisze Ci dlaczego. Inna sytuacja byłaby, gdyby dzieci rozmawiały o
            różnicach swojej denominacji. Wtedy córka mogłaby dyskutować,
            rozmawiac do końca, udowadniać.
            Tu, w tym przypadku, ona jest na straconej pozycji. Ona nawet nie
            rozmawia o swojej wierze. Ona staje naprzeciwko autorytetu rodziców,
            którzy tak mówią . Ona nie rozmawia z innym dzieckiem, jak równy z
            równym - ona rozmawia z dzieckiem, które powtarza, co mu rodzic
            powiedział.I wierzy w to dlatego, że wierzy mamie czy tacie. Tu
            trzebaby autorytetu dorosłego i to madrego, żeby to porządnie, nie
            zaogniając sporu, z szacunkiem dla wszystkich stron wytłumaczył.
            • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:45
              no właśnie to mnie niepokoi, ona tak naprawdę stoi naprzeciw całej grupy i do
              tego jeszcze Pani która dowodzi że ona racji nie ma bo mikołaj jest.
              Dodam że w tym przypadku chodzi o tego disneyowskiego mikołaja z bieguna a nie o
              świętego biskupa
              • isma Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:53
                A nie, to tego z czystym sumieniem mozna odstrzelic wink)).

                U mnie w rodzinie zawsze bylo bezmikolajowo, znaczy sie, zawsze sie
                mowilo, ze te prezenty, to sie od bliskich dostaje. Tylko pod
                choinke - do czasu wink)) - Aniolek przynosil. I ja, szczerze mwoiac,
                chociaz akceptuje argumenty tych, ktorzy mowia, ze ten basniowy
                wymiar dziecinstwa jest wazny, to jakos wolalam od zawsze, zeby
                zamiast niego dziecie sie wdrazalo do obdarowywania.

                W zwiakzu z czym wczoraj M. do poznej nocy upychala razem z nami
                zlocona trawe w torbkach z prezentami dla osob sobie znanych i
                nieznanych, kaszlac nad nia obficie wink)). A rano, po przyjsciu
                pielgniarki wygonila nas oboje do objazdu z
                mikolajoworkami: "szybciej Wam pojdzie, jak oboje pojedziecie".

          • mama_kasia Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 08:13
            > Mąż powiedział że uczę córkę aby się wycofywała kiedy to niewygodne, a powinna
            > nie bać się mówić o swoich przekonaniach nawet jeśli komuś to nie pasuje.

            A ja myślę, że uczysz córkę wrażliwości na drugiego człowieka.
            Nie kłamie, mówi wprost, gdy ktoś ją pyta, nie wypiera się
            swoich poglądów.
            Zonko, jeszcze tylko spytam, czy mówiłaś córce, jak my- katolicy
            wierzymy w Mikołaja - świętego? Wydaje mi się, że warto
            opowiedzieć o biskupie, o samej postaci. Jeśli nie chcesz
            przecież nie musisz zachaczać o świętych obcowanie...
            Dla mnie mikołajki to tylko tradycja "na pamiątkę", i tyle smile
        • isma Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:08
          No czekaj. Ale te teksty o niewierze w Mikolaja powiazanej z
          niewiara w Boga to ona slyszala od dzieci, tak?

          No, to ja sie nie dziwie, ze one hmmmm, nieco sprawe uproscily.
          Statystycznie czestsze jest, ze jak kto nie wierzy w Mikolaja, to i
          w Boga nie wierzy (znaczy sie, rodzice ateisci sa). Subtelnosc pt.
          wiara w Boga + niewiara w swietych obcowanie chyba na etapie
          przedszkolnym czy mlodszoszkolnym nie bardzo mozliwa jest - jesli
          nie jest wlasnym doswiadczeniem dziecka - do ogarniecia...

          Co do pani - glupio zareagowala. Pryzpuszczam, ze wybrala
          rozwiazanie, wedlug niej, najprostsze. I ja bym sie na tym kiepskim
          rozwiazaniu skupila, a nie na roznicach wyznaniowych. Nikt nie ma
          prawa oczekiwac od mojego dziecka, zeby klamalo, o.
        • mader1 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:15
          No tak. Ale to jest tak, że nawet wśród dzieci katolików są takie,
          które wprost mówią , że to nie św. Mikołaj podkłada prezenty.
          Przecież ja też pytana wprost przez swoje dzieci nie powiedziałam -
          tak, to On Wam je przyniósł. Powiedziałam, że była taka osoba -
          wiedzą wszystko o św. Mikołaju, ale On bierze sobie ludzi za
          pomocników. One wiedzą, że święty to już jest z Jezusem.
          Co roku w szkole czy przedszkolach są rozmowy o św. Mikołaju i
          dzieci kłócą się - jest czy nie jest, przynosi czy nie... Powołują
          się na autorytety i jest im przykro, bo każde pozostaje przy swoim,
          a jednak czuje się zranione. Padają przy tym słowa " to Twoja mama (
          tato)kłamie".
          Dla dzieci " wierzę w św. Mikołaja" oznacza tyle co " Moja mama mówi
          mi, że to św. Mikołaj podkłada prezenty pod poduszkę, choinkę czy co
          tam jeszcze. I ja mamie wierzę." Niektóre nawet nie mają
          świadomości, że był kiedys taki biskup, że został świętym ( piszę
          ciągle o KK) i że to na Jego pamiątkę. "Tak mówi mama i ja Jej
          wierzę." Niektóre mamy katolickie mówią trochę inaczej, a nawet
          mówią wprost "Sw. Mikołaja nie ma, to ludzie dają sobie prezenty" co
          znowu jest jakims ogromnym skrótem ... no bo jeżeli, wierzą w
          świętych obcowanie, to święty Mikołaj jak najbardziej jest smile
          Wierzy się w Boga i Bóg to nie to samo co Sw. Mikołaj.
          Córce... no Jej trzeba to wytłumaczyć...
          Ale... pani też trzeba to wytłumaczyć.
          Jesteście protestantami i nawet jeżeli pani to wie, to jak widać,
          nie zna " szczegółów" lub nie potrafi się odnaleźć w poszczególnych
          sytuacjach. To mógłby być wielki dar, gdyby zorientowała się w
          sytuacji i potrafiła " ucywilizować" spór.Byłoby mniej
          poszkodowanych.Mała nie może kłamać. Może dobrze byłoby rozmawiac z
          Panią o tym, jakie problemy mogą się pojawić wcześniej.
          To ona powina wytłumaczyć.
          • pawlinka Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:22
            Pani nieumiejętnie poprowadziła rozmowę (pytanie z cyklu "kij w mrowisko"), w
            ogóle pozwoliła na dyskusję, to błąd. Powinna nie pozwolić na rozwiniecie się
            dyskusji.
            • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:29
              Dziękuję za odpowiedzi, chyba rzeczywiście muszę porozmawiać z Panią smile
              Już kilka razy próbowałam zacząć rozmowę na temat wyznania (chciałam jej troszkę
              powiedzieć żeby wiedziała np jak zareagować na pytania czemu córka na religię
              nie chodzi, chciałam jej opowiedzieć o szkółce niedzielnej, o tym co nas różni
              ale i o tym co jest takie samo - ale jakoś nie bardzo ta rozmowa wyszła, pani
              jest zajęta dzieciakami i tak głupio w drzwiach rozmawiać, próbowałam się umówić
              na osobną rozmowę ale pani musiała odwołać to spotkanie bo miała coś ważnego.

              Chyba spróbuję jeszcze raz, nie chciałabym żeby się sytuacja powtórzyła (że pani
              staje tak naprawdę za innymi dziećmi a przeciw mojej córce - wiem że nie to było
              jej zamierzeniem na pewno jest bardzo miła i fajna ale chyba naprawdę
              nieumiejętnie to przeprowadziła)
              • mader1 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:37
                Porozmawiaj, bo Ona może nawet nie wiedziec, ze Wy nie wierzycie w
                świętych obcowanie.wtedy nie zna w ogóle wagi problemu, nie
                przypuszcza, jaką to małej zrobiło przykrość.Wiem, że powinna gdzieś
                doczytać, ale to co "powinna", a to co zrobi, to inna sprawa. Mogła
                pomyśleć, że po prostu powiedzieliście dziecku, że to wy podkładacie
                prezenty.
                Ale o kłamstwo to i tak nie powinna prosić.
                • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:58
                  Wiesz to nie było tak wprost, raczej próbowała mi powiedzieć żeby mała nie
                  mówiła że nie ma mikołaja - no ale co ma wobec tego powiedzieć - że jest? Muszę
                  koniecznie pogadać z panią bo właściwie to teraz wychodzi na to że cała grupa
                  wraz z panią jest w tym temacie "przeciwko" mojej córce i ona wobec tego niby
                  powinna powiedzieć ok, jest mikołaj bo wasi rodzice i pani tak mówią?
                  A nasz autorytet? My mówimy że nie ma więc co ma mówić nasze dziecko? To co pani
                  by chciała albo rodzice innych dzieci by chcieli, czy to co my ją uczymy?

                  W końcu to że ona nie wierzy i powie że nie wierzy wcale nie musi oznaczać że
                  dzieci które chcą wierzyć mają przestać...To że mówi w co wierzy a w co nie
                  chyba nie jest nieszanowaniem poglądów. Może powiedzieć - ja nie wierzę, ale
                  może ty wierzysz i ok.

                  Po przemyśleniu uważam ze Pani naprawdę nie powinna była mnie prosić o to abym
                  córce nakazała żeby nie mówiła że mikołaja nie ma.

                  Dzięki dzięki za odpowiedzi - poukładam to sobie w głowie, pogadamy z mężem i
                  pogadamy z panią.
                  • isma Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 13:05
                    O, to, to. Samo sedno.
                    Na szczescie - i tu plus dla pani, ona na szczescie nie powiedziala
                    Twojej corce, ze ona ma klamac, tylko probowala wrobic w to zadanie
                    Ciebie, ufff.
              • nati1011 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 12:53
                A ja myślę, zemimo wszystko powinnaś być dumna z córki, że potrafiła
                przeciwstawić sie grupie i bronić tego w co wierzy.

                Przypomniała mi się moja sytuacja sprzed paru tygodni i sprzeciw
                mojej córki wobec wróżb i horoskopów. 10-cio latce wcale nie było
                dużo łatwiej wytłumaczyć sporu religijnego, jaki się z tego
                rozpętał.

                Myślę, że dobrze wytłumaczyłaś to córce. Nie ma racji twój mąż, nie
                warto wojować z całym światem o wszystko. Zwłaszcza, że to jeszcze
                bardzo małe dziecko. Musi najpierw ukształtować swoje poglądy, potem
                przyjdzie czas na ich obronę.

                Zdziwiło mnie tylko powiązanie wiary w św Mikołaja z wiara w Boga.
                Mikoła już tak bardzo sie skomercjalizował, że naprawdę trudno
                powiązać go masowo ze świętym.

                A swoją drogą, protestanci nie wierzą w świętych, ale chyba nie jest
                sprzeczne z wiarą proponowane tu tłumaczenie, ze prezenty daje się
                jako kontynuację zwyczaju obdarowywania potrzebujących,
                zapoczątkowaną przez biskupa?

                Przeceż katolicy też nie wierzą w św mikołaja wpadającego przez
                komin wink
                Mój 3 latni synek właśnie z przejęciem opowiadał mi przez ostatnie
                dni, ze mikołaj przylatuje teraz helikopterem, do którego pakuje
                renifery, a sanie sa przyczepą. Ot dziecko motoryzacji i XXI
                wieku smile)) Nie wiem w co on dokładnie wierzy, ale jak próbowałam mu
                powiedzieć, ze to rodzice pomagają mikołajowi (w kwestii
                finansowania coraz więszych zapotrzebowań na prezenty smile)) to nie
                chciał mi wierzyć, twierdził że mikołaj to po prostu ma smile)



                • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 13:19
                  Jestem dumna, albo raczej - nie zaskakuje mnie to. Ona ma ten niezwykły rodzaj
                  dziecięcej wiary którą podziwiam - i której się uczę i oby jak najdłużej a może
                  na zawsze tak właśnie wierzyła.

                  Przyznam że sytuacja (z prośbą pani) mnie zaskoczyła i musiałam sobie poukładać
                  w głowie

                  Co do wróżb i horoskopów to moja mała również jest mocno na nie i tłumaczy
                  dzieciom że Biblia mówi że grzechem jest wiara w to.

                  Można się pobawić, w przedszkolu było hallowen i andrzejki wytłumaczyłam jej to
                  jako zupełnie świecki wesoły dzień, poprzebierała się, w andrzejki na zabawie
                  była, dla niej to imieniny dziadzia Andrzeja, w domu nie robimy nigdy andrzejek,
                  dużo mówiła że nie wolno wierzyć we wróżby ale nie była w tym odosobniona więc
                  nie było problemu.

                  Co do racji męża - ja jestem skłonna dyskutować i zastanawiać się, on w
                  kwestiach wiary jest bardzo zasadniczy, być może dlatego że sam był niewierzący
                  przez większość życia i przeszedł niesamowitą zmianę więc teraz dla niego nie ma
                  półcieni i półprawd.

                  Prezenty dajemy i na mikołaja i na gwiazdkę. Na mikołaja tylko dlatego że jest
                  taki zwyczaj i tak naprawdę aby nie było małej smutno że wszyscy dostają a ona
                  nie, mała wie skąd zwyczaj się wziął, zresztą sama obdarowuje - i nas
                  własnoręcznie zrobionymi dziełami i inne dzieci swoimi zabawkami i słodyczami,
                  ogólnie nie mam nic do zwyczaju ani do prezentów.

                  > Przeceż katolicy też nie wierzą w św mikołaja wpadającego przez
                  > komin wink

                  noo...w grupie mojej córki jednak wierzą - może nie przez komin a przez okno,
                  balkon czy w inny sposób ale wierzą. Ta wiara jest zgrabnie połączona z
                  chrześcijaństwem...

                  Moja córka jak miała 3 lata też wierzyła, ja widziałam że to jeszcze nie czas,
                  ona nie rozumiała tego - najważniejsze wtedy było dla mnie wlac jej do serduszka
                  miłość do Boga a nie toczyć boje o mikołaja. Podkładaliśmy prezenty i miała
                  wieelką radochę. Na tamtym etapie to było ok. Sama dorosła do tego - po którymś
                  czytaniu Biblii we wakacje po prostu powiedziała że ona uważa że nie może być
                  mikołaja. Miała teorie że albo rodzice dają prezenty albo Bóg posyła anioła
                  jakiegoś smile
                  Powiedziałam jej że to rodzice, powiedziałam skąd jest zwyczaj i tyle. Wiem że u
                  nas w zborze rodzice najczęściej od razu mówią dzieciom że mikołaja nie ma ale
                  myśmy zdecydowali że dla malucha taka wiedza potrzebna nie jest natomiast dla
                  5/6 latki uważamy że już tak.
                  • mader1 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 13:38
                    według mnie najważniejsze jest to, co napisalaś już wyżej. Szacunek
                    należy się obydwu stronom. Tak jak Twoja córka nie moze mówić do
                    dzieci, że są głupie, bo wierzą w św. Mikołaja, tak i one nie mogą
                    Jej dokuczać czy mówić, ze nie wierzy.... bo one uważają, że nie
                    wierzy !Rozumiem, że rozmowy dzieci chadzają czasem własnymi
                    drogami, ale jeżeli już Pani się w to wtrąciła, powinna uczyc
                    wzajemnego szacunku.
                    Tym bardziej, że dzieci te mają już 5/6 lat ! Sporo są w stanie
                    zrozumieć na poziomie podstawowym i... wszyscy się ubogacą.
                  • sion2 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 22:43
                    Moim zdaniem tutaj są pomieszane dwa porządki: tresci wiary
                    katolickiek oraz wiary w swietego mikolaja w ogóle nie zwiazanej z
                    wiara katolicka czy raczej jej nie przypisanej

                    trescia wiary katolickiej nie jest i nigdy bylo ze jakis mikolaj
                    wrzuca prezenty przez okno/komin czy w ogole rozdaje je dzieciom
                    wiara katolicka mowi tylko o: 1. swietych obcowaniu (nie: wierze W
                    swietych jak napisalas) czyli o łącznosci miedzy dobrymi bożymi
                    slugami przebywajacymi w niebie z Bogiem a reszta Kosciola na ziemi
                    na sposob wstawiennictwa przed Bogiem 2. ze wiele setek lat temu zyl
                    bardzo dobry bikup Mikolaj na pamiatke ktorego do dzis w dzien jego
                    smierci wszyscy obdarowuja sie prezentami
                    taka jest tresc wiary katolickiej i tylko taka

                    nie wydaje ci sie ze cala reszta jest li tylko wiara dziecieca na
                    takiej samej zasadzie jak wiara w czerwonego kapturka, wilka co
                    pożarł owieczke, Jasia i Malgosie co ich czarownica chciala upiec w
                    piecu? dlaczego od razy przypisujesz wszystko co nie zgadza sie z
                    pogladami waszymi "wierze katolickiej"? fakt ze protestanci sa
                    bardziej zasadniczy w wychowywaniu i ze bardzo rygorystycznie
                    podchodza do spraw co jest "biblijne" a co nie, ale to nie znaczy ze
                    katolicy wychouwja dzieci w klamstwie a ja - moze nieslusznie? -
                    wyczytalam tak pomiedzy linijkami z twych postow

                    wiara "w swietego mikolaja" naprawde nie jest trescia wiary
                    katolickiej i nie znajdziesz nigdzie zadnej katechezy na ten temat i
                    zalecen aby wiare w swietych obcowanie tlkumaczyc za pomoca grubaska
                    ubranego na czerwono wrzucajacego prezenty przez komin
                    ja jako katoliczka mowie ci: nie wierze w to smile

                    dlaczego dzieci sprowadzily to do wiary w Boga? nie wiem pewnie cos
                    im z katechezy zostalo w głowkach ze dobrzy ludzie odbieraja nagrode
                    od Boga po smierci i duchowo z Nim przebywaja w niebie, wy w to nie
                    wierzycie? ok ale to jeszcze nie powod aby mowic ze to w co my
                    wierzymy to klamstwo
                • isma List do Mikolaja 06.12.07, 13:31
                  No nie powstrzymam sie, musze zrobic wypis. Otoz mojej corce Mikokaj
                  przyniosl prezent (No, dobra, rodzice kupili. No, dobra, sobie
                  raczej, niz dziecku, kupili):

                  "Kochany swiety Mikolaju!

                  Jak co roku, od kiedy potrafie pisac, a to juz kupa lat,
                  powiedzialem rodzicom, ze napisze do Ciebie list, zeby poprosic o
                  prezenty.
                  Zmartwilem sie tylko, kiedy tata wzial mnie na kolana i uprzedzil,
                  ze w tym roku nie jestes za bogaty, bo miales niespodziewane
                  wydatki: zaplaciles mase pieniedzy za reperacje san, po tym, jak
                  tamten idiota wpadl na Ciebie z prawej swoimi saniami, i chociaz sa
                  swiadkowie, to nieprawda, co twierdzi zaklad ubezpieczen, bo
                  przeciez byles juz na skrzyzowaniu. To samo przytrafilo sie mojemu
                  tacie, kiedy w zeszlym tygodniu jechal samochodem, i tata byl bardzo
                  niezadowolony.

                  No i jeszcze tata powiedzial, ze powinieniem byc dobry i
                  wielkoduszny, i nie myslec tylko o sobie, ale poprosic Cie o
                  prezenty dla tych, ktorych lubie, i dla moich kolegow. Westchnalem,
                  ze no trudno, niech bedzie, a wtedy mama mnie pocalowala,
                  powiedziala, ze jestem jej duzym chlopcem i ze na pewno, pomimo
                  wypadku z saniami, zostalo Ci dosc pieniedzy, zeby tak calkiem o
                  mnie nie zapomniec. Moja mama jest strasznie kochana.

                  A wiec dla siebie o nic Cie nie prosze.

                  Co do moich rodzicow, to fajnie by bylo, zebys dal im taki
                  smaochodzik, do ktorego moglbym sobie wsiadac i ktory sam jezdzi,
                  nie trzeba nawet pedalowac, i swieca mu sie reflektory, zupelnie jak
                  te w samochodzie taty, przed wypadkiem. Widzialem taki jeden na
                  wystawie w sklepie niedaleko szkoly. Gdybys dal ten samochod moim
                  rodzicom, byloby naprawde super, bo wtedy, przyrzekam, bawilbym sie
                  clay czas w ogrodzie i nie denerwowal mamy, ktora nie lubi, jak
                  ciagle biegam po domu i przeszkadzam jej w kuchni. Poza tym tata
                  moglby spokonie czytac sobie gzete, bo kiedy gram w pilke w salonie,
                  starsznie sie zlosci, pyta, za co to wszystko, i wzdycha, ze po
                  calym dniu pracy chcialby miec w domu troche spokoju.

                  [...]

                  Dla naszej pani, ktora jest ladna i dobra, kiedy sie za bardzo nie
                  wyglupiamy, chcialbym poznac rozwiazania wszystkich zadan z
                  arytetyki na caly rok. Wiem, ze pani bardzo nie lubi stawiac nam
                  zlych stopni. "Wiesz, Mikolaj - czesto do mnie mowi - przykro mi, ze
                  musze ci postawic pale. Wiem, ze stac cie na wiecej". Wiec gdybym
                  wiedzial, jak rozwiazac wszystkie zadania, byloby fajowo - wtedy
                  dostalbym mnostwo dobrych stopni i pani bylaby zadowolona. Bo ja
                  naprawde lubie sprawiac przyjemnosc naszej pani. No i Ananiasz,
                  ktory jest puplikiem nie bylby juz najlepszy z calej klasy, dostalby
                  za swoje i przestalby nas tak okopnie wkurzac, no bo co w koncu,
                  kurcze blade.

                  [...]

                  No i jest jeszcze Jadwinia, moja mala sasiadka, ktora jest strasznie
                  fajna, pomimo ze jest dziewczyna, ma rozowa buzie, niebieskie oczy i
                  zolte wlosy. Dla niej chcialbym umiec fikac niesamowite koziolki.
                  Jadwinia bardzo lubi, kiedy sie fika koziolki, wiec jesli mozesz,
                  zrob tak, zeby moje koziolki byly najwspanialsze ze wszystkich, bo
                  wtedy Jadwinia powie "Mikolaj jest mistrzem". I bedzie bardzo
                  zadowolona.

                  To tyle. Poprosilem Cie o rzeczy dla wszytskich, ktorych lubie.
                  Pewnie sa jeszcze tacy, o ktorych zapomnialem, bo lubie mnostwo
                  ludzi, wiec tez im daj cale fury prezentow. [...]"
                  • pawlinka Re: List do Mikolaja 06.12.07, 13:34
                    tak, śmialiśmy się cały wieczór...
                    • isma Re: List do Mikolaja 06.12.07, 13:38
                      Z czego tu sie smiac, moja droga!
                      Ja na przyklad, jak tak sobie czytam, to tez bym chciala, zeby sw.
                      Mikolaj zrobil tak, zeby moje koziolki byly najwspanialsze na
                      swiecie wink)). ALe z pycha trzeba walczyc ;-(((.
                      • pawlinka Re: List do Mikolaja 06.12.07, 13:49
                        Kochana, śmiech to zdrowie. I tak sobie myślę, że nie ma co umierać za św.
                        Mikołaja. Zawsze ten dzień kojarzyłam z radosnym świętowaniem. I to duże oko,
                        które puszczał ksiądz na roratach. "Dzieci, odwróćcie sie, właśnie do kościoła
                        wchodzi święty Mikołaj". Pewna konwencja, na którą sie zgadzamy przecież.
                        Pewnie, że moje dzieci sie domyślają "mamo, to przecież ksiądz Zenon czy Marek".
                        Akcja, którą miałam zalinkować, a zapomniałam, jest przeciwko zeświecczeniu,
                        porwaniu przez roznegliżowane panienki staruszka w czerwonej czapeczce.
                        Teraz wiem, ile wysiłku jest w miłości. Staramy sie przed tym dniem...
                        Isma, tzra się śmiaćsmile
                        • pawlinka link 06.12.07, 13:51
                          info.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1164739162&dzi=1127296532
                        • isma Re: List do Mikolaja 06.12.07, 13:57
                          A, nie, o smiechu to ja z Mikolajka, nie z Mikolaja (swietego).
                          • pawlinka Re: List do Mikolaja 06.12.07, 14:09
                            wiemsmile
                  • mama_kasia Re: List do Mikolaja 06.12.07, 15:07
                    Cudne to jest. Też rechotałam smile)) Syn dostał na urodziny.
    • rycerzowa Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 13:53
      No właśnie moja droga, doszło do nieporozumienia, gdyż każdy uczestnik -
      dziecko, nauczyciel, rodzic - dyskutuje o czym innym i na innym szczeblu
      abstrakcji.

      Dla ciebie jest to kwestia obrony prawd wiary, sprawa oczywista.
      Dla twego dziecka - zaufania matce.
      Dla dzieci - sprawa mikołaja (przez małe m) jako elementu dzieciństwa.
      Dla nauczyciela jest to zamieszanie kulturowe, bo ta pani nie za bardzo
      rozumie, czemu zakwestionowaniu ulegają sprawy oczywiste.
      Jest przedszkole, jest program, jest grudzień, są "mikołajki".

      O jednym nie zapominajmy - dziecko w wieku przedszkolnym nie umie
      myśleć abstrakcyjnie, na poziomie "prawd wiary". Dziecko jest konkretne,
      logiczne, mama tak powiedziała, tak jest.

      A z Mikołajem jest zamieszanie co roku, i od zawsze dyskusja , i między
      rodzicami i dziećmi.

      Jak wiecie, jestem matką trójki, a ciotką większej czeredy. Od zawsze mówiłam
      dzieciom prawdę - o sławnym biskupie, i o tym, że NA JEGO PAMIATKE DAJE SIE
      PREZENTY.
      Dzieci zresztą też dawały prezenty "na Mikołaja" nam i sobie nawzajem, np.
      robiły zakładki do książek.
      Wydawało się - sprawa jasna.

      I co? Jak podrosły, okazało się, że one święcie wierzyły w świętego Mikołaja!!!
      Przed snem, w dziecięcym pokoju, opowiadały sobie, jak Mikołaj jedzie
      ośnieżoną drogą, pięknymi saniami, zaprzężonymi (tak tak) w dwa renifery.
      My mówiliśmy prawdę, one też innym dawały prezenty, a mimo to wierzyły.
      Ot, dziecięca logika!

      Teraz chyba trochę rozumiem.
      Mikołaj jest dziecku potrzebny.
      Mikołaj istnieje jako IDEA. Dla każdego, dziecka i dorosłego, wierzącego i ateisty.
      Mikołaj to poezja, a dzieci to wszak mali poeci.
      Niezależnie, co powiemy dzieciom, nie zamkniemy dróg ich dziecięcej wyobraźni.

      Do autorki wątku:
      Porozmawiaj z córeczką, i opowiedz jej, jak to widzą dzieci.
      Opowiedz jej na przykład, że istnieje kosmos, i ciała niebieskie, a przecież
      dzieci się uczą: "Idzie niebo ciemną nocą, ma w fartuszku pełno gwiazd..."
      Czy twoje dziecko będzie się kłócić z innymi, że niebo nie ma fartuszka?
      Albo,że zwierzęta nie potrafią mówić? W każdej bajce mówią!
      Bo one naprawdę "mówią", i tylko od punktu widzenia zależy, jak do tej ich mowy
      podejdziemy. Od tego, co chcemy naszemu rozmówcy przekazać.

      Opowiadając o Mikołaju, chcemy dziecku przekazać prawdę, że jest kochane, że
      ktoś się o nie troszczy, pamięta o nim, chce mu sprawić radość. Ta prawda
      nazywa się święty Mikołaj.
      Nawet jeśli dziecko wie, że to rodzice, to jednak jego małe serduszko
      jakoś to wszystko zamieni w poezję.
      Bo to jest poezja.
      • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 15:10
        > O jednym nie zapominajmy - dziecko w wieku przedszkolnym nie umie
        > myśleć abstrakcyjnie, na poziomie "prawd wiary". Dziecko jest
        konkretne,
        > logiczne, mama tak powiedziała, tak jest.

        No, nie zgodzę się zupełnie. Może 3-4 latek nie. Ale to są dzieci 6 letnie i
        widzę po mojej córce że jak najbardziej potrafi myśleć na poziomie prawd wiary,
        co więcej potrafi doskonale kojarzyć sytuacje z tym w co wierzy.
        Wg mnie już malutkie dzieci należy przyprowadzać do Boga, dziecko w wieku mojej
        córki nie musi ale może być już całkiem świadomie wierzące i bardzo dużo rozumie.

        > I co? Jak podrosły, okazało się, że one święcie wierzyły w świętego Mikołaja!!!

        Wiesz co tu już jest różnica pomiędzy opowiadaniem a nauką i przekazywaniem
        wiedzy tak żeby do dziecka dotarło. Kiedy ja przekazuję córce wiedzę na tematy
        wiary to robięto powoli ale skutecznie - tak żeby dobrze zrozumiała. Wynikiem
        tego jest fakt iż ona mając te swoje 6 lat potrafi dokładnie powiedzieć na czym
        polega jej wiara, dlaczego jest zbawiona, kim był Jezus i co zrobił, jaki jest
        Bóg, co znaczy że jest święty, co to jest grzech i wiele wiele innych rzeczy.
        I akurat tego jestem pewna że ona w mikołaja nie wierzy. Lubi udawać i razem
        czasami poudajemy ale wiem że w rzeczywistości nie wierzy bo rzeczywistość dla
        niej to nie mikołaj i wróżki ale Biblia.

        Tu nie chodzi nawet o mój autorytet a o autorytet Biblii w oczach mojej córki.

        > Teraz chyba trochę rozumiem.
        > Mikołaj jest dziecku potrzebny.
        > Mikołaj istnieje jako IDEA. Dla każdego, dziecka i dorosłego, wierzącego i atei
        > sty.
        > Mikołaj to poezja, a dzieci to wszak mali poeci.
        > Niezależnie, co powiemy dzieciom, nie zamkniemy dróg ich dziecięcej wyobraźni.

        Bardzo ładnie to napisałaś ale ja chcę żeby mojemu dziecku potrzebny był Bóg i
        Jezus i Duch święty, nie mikołaj...
        Jak pisałam na poziomie trzyletniego rozumku nie uświadamiałam jej, na poziomie
        6 letniego rozumku - jak najbardziej, bo widzę że jest już czas. Czas konkretnie
        dla niej - jest już na tyle świadoma i dojrzała że nie pogodzi w główce tego
        czego ją uczymy o Bogu z Biblii z wiarą w mikołaja, elfy i inne magiczne istoty.

        > Czy twoje dziecko będzie się kłócić z innymi, że niebo nie ma fartuszka?
        > Albo,że zwierzęta nie potrafią mówić? W każdej bajce mówią!

        Obawiam się że mogłaby się kłócić smile - o niebie prawdopodobnie powiedziałaby że
        to przenośnia (jej ukochane słowo) a o zwierzętach twardo trzymałaby stanowisko
        że nie mówią i że to jest tylko bajka.


        > Opowiadając o Mikołaju, chcemy dziecku przekazać prawdę, że jest kochane, że
        > ktoś się o nie troszczy, pamięta o nim, chce mu sprawić radość. Ta prawda
        > nazywa się święty Mikołaj.

        I tu najważniejsze co chcę napisać:

        Ja swojej córce opowiadam o BOGU.
        To ON się o nią troszczy, pamięta o niej, i chce dla niej tego co najlepsze.

        Właśnie dlatego nie ma tu miejsca na mikołaja - bo nikt i nic nie może zastąpić
        Bożego miejsca. Dla nas to bardzo, bardzo istotne.

        Cały czas piszę o wierze w mikołaja który mieszka na biegunie i rozdaje dzieciom
        prezenty przez ten przykładowy komin.

        > Nawet jeśli dziecko wie, że to rodzice, to jednak jego małe serduszko
        > jakoś to wszystko zamieni w poezję.
        > Bo to jest poezja.

        A z tym się zgodzę, takie udawanie lubi i moja córcia i ja smile
        Jedyne o co się troszczę to to aby jej serduszko należało do Boga od
        najmłodszych lat, nie bronię jej marzyć i bawić się, sama mam bogatą wyobraźnię
        i pół dzieciństwa byłam wróżką albo elfem smile
        • rycerzowa Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 17:00
          zonka77 napisała:
          >

          > widzę po mojej córce że jak najbardziej potrafi myśleć na poziomie >prawd wiary,
          > co więcej potrafi doskonale kojarzyć sytuacje z tym w co wierzy.

          O tym, jak dzieci myślą i kojarzą, mówi psychologia rozwojowa.
          Na pewno i n a c z e j, niż dorośli.
          Do myślenia o prawdach wiary na sposób dorosły dojrzeje w wieku Konfirmacji.


          > ona mając te swoje 6 lat potrafi dokładnie powiedzieć na czym
          > polega jej wiara, dlaczego jest zbawiona, kim był Jezus i co zrobił, jaki jest
          > Bóg, co znaczy że jest święty, co to jest grzech i wiele wiele innych rzeczy.

          Powiedzieć - tak, albo raczej - powtórzyć za tobą.
          Dorosły człowiek już wie, że "dokładnie" tego zrozumieć się nie da, że zbyt
          wiele pozostaje Tajemnicą.


          Wiesz, gdybym była wychowawczynią w przedszkolu, i gdyby przyszło mi dziecko i
          powtarzało innym dzieciom, że niebo nie ma fartuszka, że Wilk nie mógł rozmawiać
          z Czerwonym Kapturkiem, że igła nie mogła tańcować z nitką, że Zima nie
          przyjeżdża saniami z bieguna, że Mikołaj nie przynosi prezentów grzecznym
          dzieciom, że nie istnieją Mugole - to bym doradziła rodzicom konsultacje u
          psychologa w kierunku odmiany autyzmu dziecięcego, konkretnie zespołu Aspergera.







          • nati1011 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 18:58
            rycerzowa napisała:

            > Wiesz, gdybym była wychowawczynią w przedszkolu, i gdyby przyszło
            mi dziecko i
            > powtarzało innym dzieciom, że niebo nie ma fartuszka, że Wilk nie
            mógł rozmawia
            > ć
            > z Czerwonym Kapturkiem, że igła nie mogła tańcować z nitką, że
            Zima nie
            > przyjeżdża saniami z bieguna, że Mikołaj nie przynosi prezentów
            grzecznym
            > dzieciom, że nie istnieją Mugole - to bym doradziła rodzicom
            konsultacje u
            > psychologa w kierunku odmiany autyzmu dziecięcego, konkretnie
            zespołu Aspergera
            > .
            >

            ?????????????????
            • zonka77 rycerzowa 06.12.07, 22:17
              no nie - przesadziłaś smile

              Moje dziecko nie jest chore, jest po prostu wychowane w wierze chrześcijańskiej smile

              I nie będzie mówić że niebo nie ma fartuszka i że kapturek z wilkiem nie mógł
              rozmawiać tak długo jak ktoś jej nie będzie przekonywał że niebo NAPRAWDĘ
              fizycznie ma fartuszek a czerwony kapturek jest postacią rzeczywistą i naprawdę
              kiedyś rozmawiał z wilkiem. Lubi bajki i nie dyskutuje przy śpiącej królewnie że
              wróżek nie ma. Ale jeśli jej ktoś będzie wpierał że wróżki naprawdę istnieją a
              śpiąca królewna żyła 100 lat temu w jakimś kraju to owszem - odpowie że to tylko
              bajka, przyjemnie jest udawać że się wierzy ale to tylko bajka.

              A jeśli pani w przedszkolu miała by problem z tym że moje dziecko w coś nie
              wierzy i z tego powodu wysyłała ją do psychologa to powiedziałabym jej żeby sama
              poszła

              A tak na marginesie to kończymy właśnie drugi tom Harrego Pottera i mała jest
              zachwycona smile
              • zonka77 Re: rycerzowa 06.12.07, 22:19
                i jeszcze dodam ze moja córka ma całe mnóstwo pięknych historii w które może
                wierzyć a pochodzą one z Biblii.
            • rycerzowa Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 22:40
              Dziecko ( i nie tylko ) z Zespołem Aspergera nie rozumie konwencji, nie czuje
              "poezji", rozumuje dosłownie. Albo coś jest prawdziwe, dotykalne, albo nie.
              Przenośnia znaczy nieprawda. Albo albo.

              Na przykład:
              1.Albo Pan stworzył świat w ciągu 7 dni, albo to wszystko mit.
              2."Wszyscy uważają, że..." znaczy,że nie ma żadnego wyjątku.
              Jeśli ktokolwiek ma inne zdanie, to znaczy, że "nie wszyscy".
              3.Jeśli ktoś jest zimny jak lód, to znaczy, że jest chłodny w dotyku.
              I tym podobne.

              Tacy ludzie są do bólu logiczni, ale nie są dobrymi matematykami.
              Wszystko dla nich musi mieć odniesienie do konkretu, albo jest bajką, wymysłem,
              alegorią.Zaś wyższa matematyka to już poezja, coś co jednocześnie istnieje i nie
              istnieje, np. całka.

              Autorka wątku próbuje przeciwstawić katolicki pogląd na św. Mikołaja (istnieje)
              - protestanckiemu (nie istnieje).
              Dzieci w przedszkolu przeciwstawiły pogląd religijny ( istnieje) - ateistycznemu
              (nie istnieje).
              Ja zaś myślę,że nie należy zabierać dzieciom p o j ę c i a świętego Mikołaja.
              Narodziło się ono wtedy i wtedy, funkcjonuje tak i tak. Maluszki może i wierzą
              dosłownie, sześciolatki wiedzą już raczej o co chodzi ale na Mikołaja czekają,
              dorośli cieszą się jak dzieci, gdy "Mikołaj" o nich pamięta.

              A że to wszystko od Pana Boga pochodzi?
              To oczywiste - i "mikołajki", i miłość, i wiosna, i muzyka, i radość, i wzruszenie.
              Wszystko co dobre i piękne od Pana Boga pochodzi.
              Istnieje - chociaż każdy inaczej je opisze, narysuje,odczuje.

              • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 23:48
                Ok, odpowiadam:
                > nie czuje
                > "poezji", rozumuje dosłownie. Albo coś jest prawdziwe, dotykalne, > albo nie.

                Moja córka "czuje poezję" i ma wspaniałą wyobraźnię. Jedyne czego ją uczę to aby
                potrafiła odróżnić wyobraźnię i poezję od rzeczywistości.
                Wiesz ja jako dziecko wyobrażałam sobie baaardzo dużo - ona również potrafi na
                parę godzin znikać w swoim świecie smile

                > 1.Albo Pan stworzył świat w ciągu 7 dni, albo to wszystko mit.

                No niestety ale tu już jest kwestia wyznania a my bierzemy to dosłownie i nie
                zgadzamy się z teorią ewolucji (mamy chyba prawo i nie oznacza to że jesteśmy
                chorzy a...wierzący?)

                > 3.Jeśli ktoś jest zimny jak lód, to znaczy, że jest chłodny w dotyku.
                > I tym podobne.

                no nie, co ty w ogóle piszesz, moja córka dobrze wie co to jest przenośnia bo
                niedawno jej tłumaczyłam i bardzo lubi ją stosować. Jej serduszko np jest gorące
                jak słońce, układa wierszyki ogólnie jest normalnym dzieckiem z dużą wyobraźnią.
                Potrafi wyobrazić sobie że jest kimś innym, że jest inaczej ubrana, że jest np w
                zamku i wszytko co chce sobie wyobrazić.

                > Wszystko dla nich musi mieć odniesienie do konkretu, albo jest bajką, wymysłem,
                > alegorią

                nie wszystko rycerzowa. Moja córka jest konkretna tylko w odniesieniu do wiary i
                to pod wpływem konkretnych sytuacji, tak się staramy ją uczyć.


                > Autorka wątku próbuje przeciwstawić katolicki pogląd na św. Mikołaja (istnieje)
                > - protestanckiemu (nie istnieje).

                oo, naprawdę?
                A mnie się wydawało że próbowałam się dowiedzieć jak byście się zachowali,
                szczerze mówiąc liczyłam na to że odpowiedzą mi różne osoby i protestanci
                (myślałam że tu są) i katolicy - bo spotkałam się i z katolikami którzy w
                świetego mikołaja z bieguna nie wierzą i dosyć mocno to swoim dzieciom tłumaczą.

                Miałam rano trochę mętlik, sytuacja mnie zaskoczyła, nie byłam pewna jak
                poprowadzić córkę w tym, co robić. Chodziło mi o sytuację córka kontra reszta bo
                akurat była sama w swoim poglądzie, co ja na to poradzę że tak było??

                Zresztą nie wiedziałam że Katolicy wierzą w świętego mikołaja istniejącego
                obecnie, nawet zdawało mi się że wręcz są przeciwni takiej wierze - jako dziecko
                byłam przecież w rodzinie katolickiej i pamiętam że na religii nam ksiądz
                wybitnie podkreślał że nie ma żadnego mikołaja który wchodził przez komin a
                jedynie był taki biskup...


                > Dzieci w przedszkolu przeciwstawiły pogląd religijny ( istnieje) - ateistycznemu
                > (nie istnieje).

                Nie rozumiem toku myślenia. Chcesz mi powiedzieć że wiara w świętego mikołaja to
                pogląd religijny a niewiara to pogląd ateistyczny?
                Podkreślam - cały czas chodzi mi o mikołaja w czerwonym ubranku który mieszka na
                biegunie, historię biskupa córka zna.

                > Ja zaś myślę,że nie należy zabierać dzieciom p o j ę c i a świętego Mikołaja
                > .

                nie zabieram smile Córka uwielbia udawać że on jest, napisała list, czekała aż
                przyjedzie i zastanawiała się jak sanie bez sniegu dadzą radę. Obie wiemy że to
                udawanie ale jest bardzo miłe

                > Maluszki może i wierzą dosłownie
                tak jak moja córka jak była maluszkiem

                > sześciolatki wiedzą już raczej o co chodzi ale na Mikołaja czekają,
                > dorośli cieszą się jak dzieci, gdy "Mikołaj" o nich pamięta.

                Tak jak i moja córka czeka ale wie o co chodzi.

                Rycerzowa czy ty mnie na pewno czytasz ze zrozumieniem czy czytasz to co chcesz
                wyczytać? Pisałam co poruszyło moją córkę (przyrównanie mikołaja do Boga)
                pisałam co poruszyło mnie (prośba pani abym nakłoniła córkę żeby mówiła nieprawdę)







              • isma Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 09:09
                Rycerzowa, tylko ze, zeby postawic diagnoze o zespole Aspergera, to
                trzeba troche wiecej, niz jedna wypowiedz dziecka na konkretny
                temat. Nawet, smiem twierdzic, wiecej niz siedem wypowiedzi.

                "Konkretny" sposob bycia dziecka bardzo czesto jest rezultatem
                funkcjonowania w rodzinie zyjacej "konkretnie". W czasach, kiedy
                dawalam korepetycje podstawowkowiczom, czesto, tlumaczac jak chlopu
                na miedzy metafory, probowalam sie odwolywac do basni, do
                dzieciecych fantazji itp. I wtedy okazywalo sie, ze tym dzieciom
                nikt w dziecinstwie nie czytal, nie zachecal do snucia fantazji itp.
                A jak probowaly, to sie od nich oganiano przytykiem "znowu
                klamiesz".

                Konwencje natomiast czuly doskonale - wiedzialy, ze w szkole trzeba
                siedziec cicho, a intepretacje wiersza bodaj na pamiec wykuc, zeby
                paly nie dostac...
          • a_weasley Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 03.12.08, 21:27
            rycerzowa napisała:

            > gdyby przyszło mi dziecko i powtarzało innym
            <ciach>
            > że nie istnieją Mugole

            toby należało mu jakichś pokazać. Ewentualnie włączyć telewizor, tam takich pełno.
        • sion2 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 06.12.07, 22:57
          czyli znowu wyłazi szydlo z worka: ja moją córke wychowuje lepiej bo
          po chrzecijansku, jej autorytetem jest Biblia, wierzy ze Bog sie o
          nia troszczy itd
          katolickie dzieci z przedzkola nie maja Biblii za autorytet, skoro
          wierza w swietych obcowanie = Bóg nie troszczy sie o nie
          wystarczajaca dlatego wlasnie wymyslaja Mu pomocnikow, no i w ogole
          w wierze katolickiej elementy poganskie widac golym okiem

          ja jestem troche a moze bardzo przewrazliwiona i wyczuwam nawet
          subtelne nuty takiego myslenia
          ja trudno byc pokornym, jak trudno nie myslec z wyzszocia o innych,
          nie deprecjonowac ich wiary i nie podbudowywac swojej pychy
          autorytetem Biblii...

          naprawde wiara w obcowanie swietych to nnie jest wiara w slabego i
          niedosc dobrego Boga, ktory nie moze byc skałą dla człowieka, to tak
          smutne, karygodne i bulwersujace wypaczanie tego elementu wiary
          katolickiej ze mnie sie bardzo bardzo smutno robi na duszy gdy to
          czytam
          • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 00:05
            > czyli znowu wyłazi szydlo z worka: ja moją córke wychowuje lepiej bo
            > po chrzecijansku, jej autorytetem jest Biblia, wierzy ze Bog sie o
            > nia troszczy itd

            Gdzieś to napisałam? Chyba mam zaniki pamięci...

            Sion, nic nie wyszło. Jeśli coś wychodzi to tylko dla tego że się tego
            usiłujecie dopatrzeć (Ty i rycerzowa)

            No pewnie że tak wychowuję moją córkę i co w tym złego? Ja w ogóle nie mówię o
            innych dzieciach i nie rozważam czy to dobrze czy źle że wierzą w mikołaja!!
            Ja piszę o mojej córce, tłumacze dlaczego nie wierzy (odpowiadając na posty
            innych)rozważam co jest dobre a co złe DLA NIEJ, w kontekście NASZEJ RODZINY - a
            problem miałam nie z dziećmi i ich wiarą a z tym że córka została postawiona
            przeciw tym dzieciom i sugerowano że ma się dostosować bo ...właśnie bo co?

            > ja jestem troche a moze bardzo przewrazliwiona i wyczuwam nawet
            > subtelne nuty takiego myslenia
            > ja trudno byc pokornym, jak trudno nie myslec z wyzszocia o innych,
            > nie deprecjonowac ich wiary i nie podbudowywac swojej pychy
            > autorytetem Biblii...

            Tak, myślę że jesteś przewrażliwiona i to mocno smile
            Nie będę się wdawać w dyskusję na temat wiary w obcowanie świętych bo nawet nie
            wiem za bardzo co ta nazwa oznacza. Ja w to nie wierzę, nic nie wypaczam, gdzieś
            ty to wyczytała? Co ma wspólnego mikołaj z bieguna z obcowaniem świętych?? I
            jeśli powiem że nie wierzę w kult świętych to znaczy ze się wywyższam? No nie
            wierzę po prostu i tyle. Gdzie w tym pycha?


            Autorytetem Biblii będę się podpierać właśnie z pokory bo doskonale wiem że mój
            rozumek jest marny i nic co sama wymyślę nie jest dostatecznie mądre. Sama się
            uczę codziennie jak bardzo słaba jestem, daleko mi do doskonałości, baaaardzo
            daleko. I właśnie w Biblii mam ten autorytet i nie widzę w tym nic złego,
            zresztą naprawdę - myślałam że to jest forum chrześcijańskie a zarzuca mi się
            podbudowywanie pychy Biblią? Czytanie i usiłowanie stosowania Słowa to
            podbudowanie własnej pychy? Ja sama borykam się z grzechem mocno, moim marzeniem
            jest dać takie wychowanie córce aby jeśłi Bóg da i ona będzie chciała to miała
            stabilniejszą podstawę niż ja miałam. I wcale nie twierdzę że w rodzinie
            katolickiej nie można dać stabilnej podstawy, w moim konkretnym przypadku takiej
            podstawy nie miałam (na te tematy się nie rozmawiało - tata nie widział potrzeby
            a mama była "wierząca niepraktykująca" czyli dla mnie niewierząca. Dla mnie jest
            bardzo ważne żeby dać córci co mogę w tym zakresie - jak pewnie każdej z was na
            tym forum!
            A że piszę wprost w co i jak wierzymy - no po prostu tak jest więc co mam pisać?


            Doczytałyście sie z tego mojego wątku nie wiem czego, chyba jeśli ktoś ma inne
            poglądy a pyta o radę to ma przechlapane tłumacząc swój punkt myślenia - i tak
            doczytacie się nie wiem czego sad
            • mama_kasia Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 08:04
              Zonko, nie zauważyłam, abyś napisała, że Twoje dziecko wierzy
              lepiej. Cały czas również podkreślałaś, że chodzi Tobie
              o Mikołaja z bieguna.
              Nie zgadzam się też z tym, że dzieci wypowiadające się
              konkretnie, że Mikołaja nie ma, że ... - i tu można
              mnożyć przykłady, muszą mieć problemy zdrowotne. Mój syn
              od zawsze był konkretny. Dla niego Mikołaj to biskup i tak
              mówił dzieciom. Zdołował w ten sposób swoją kuzynkę, na chwilę
              przed wieczerzą wigilijną. Siostra nie miała do mnie
              pretensji, choć jej córka przeżyła to bardzo, płakała...
              Musiała kiedyś w końcu zmierzyć się z tym problemem.
              ...A przy tym syn wymyśla bardzo fajne opowiadania, uwielbia
              fantasy...
              Nie uważam, aby dzieci potrzebowały idei mikołaja.
              A w naszym kościele wczoraj było super kazanie dla dzieci
              o biskupie Mikołaju, który został świętym, o tym, że warto
              go naśladować. Że wierzył, że kochał Boga i ludzi.
              Również chcę, aby moje dziecko chciało przede wszystkim Boga i
              z Nim kojarzyło wszystko, co dobre w życiu i człowieku.
              Serdecznie pozdrawiam - Kasia
              • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 12:18
                > Również chcę, aby moje dziecko chciało przede wszystkim Boga i
                > z Nim kojarzyło wszystko, co dobre w życiu i człowieku.
                > Serdecznie pozdrawiam - Kasia

                to również i mój pogląd, cieszę się że to napisałaś smile
                Nie wiedziałam jak to wyrazić nie narażając się na oskarżenie że uważam się za
                lepszą...
            • sion2 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 09:38
              Zonko mnie zupelnie, calkowicie i na 100% nie przeszkadza to ze ty
              nie wierzysz ani "w mikolaja" ani w obcowanie swietych oraz ze tak
              chcesz wychowac swoja corke
              napisalam za bardzo wprost- sorry, mam bardzo negatywne
              doswiadczenie zwiazane z pojmowaniem wiary katolickiej przez
              protestantow a zwlaszcza takich co sami byli "katolikami" (w
              cudzyslowiu bo ich wypowiedzi swiadcza ze nigdy wiary katolickiej
              nie zglebili), oczywiscie nie usprawiedliwiam sie

              chce tylko zebys moze pierwszy raz? uslyszala od kogos ze gdy w
              kontekscie jakiegokolwiek sporu religijnego uzywasz okreslen "nie
              chce aby mojej corki zmuszano do klamstwa" "ja wychowuje po
              chrzescijansku" "dla mojej corki Bog ma byc najwazniejszy" "dla niej
              liczy sie przede wszystkim Biblia" to że istnieja takie osoby na
              swiecie jak ja (a przyrzekam że jest ich sporo) które odczytuja w
              tym nutę pogardy i wyzszosci wiary protestanckiej nad katolicką, nie
              jest to wcale wydumane bo naprawde i uczetniczylam w zborze w
              nabozenstwie, i bralam udzial w licznych sympozjach "ekumenicznych"
              i mialam bliskich znajomych protestantow i wreszcie kilka lat temu
              trafilam na to forum gdzie trwaly szykany, wysmiewania i
              przeinaczania wiary katolickiej przez tychze protestantow

              zrozum ze nie powinnas (moim zdaniem) uzywac takich zwrotow ktore
              sugeruja ze reszta klasy jest wychowywana nie po chrzescijansku, ze
              tym dzieciom rodzice nie przekazuja wiary w Boga ale "w swietych" i
              w dodatku dlatego ze ten Bóg za malo dobry jest i ludzie Mu musza
              pomagac

              probowalam ci w piewszym wpisie swoim (jest wyzej) wyjasnic ze wiara
              w mikolaja z bieguna NIE JEST elementem wiary katolickiej i ze
              rodzice wychowujacy dziecko wierzace w mikolaja, ktora to wiara nota
              bene sama gdzies sie wykrusza mniedzy 5 a 7 rokiem zycia, takze
              wychowuja je po chrzecijansku

              ja odnioslam wrazenie ze dzieci w klasie bronily swojej dzieciecej
              wiary w bajki, w magie taka jak wystepuje w czerwonym kapturku,
              twoja corka zas swoja racje argumentowala brakiem wiary w niebo w
              ktorym Bóg przebywa wspolnie z duszami ludzkimi, tymi ktore juz na
              ziemi dążyły do Niego szczerze
              i o ile twoja cora ma prawo nie wierzyc ani w bajkowego mikolaja i
              klocic sie z dziecmi o jego istnienie o tyle nie ma prawa wmawiac
              katolickim dzieciom ze "nie ma nieba" bo "Biblia mowi inaczej"

              po prostu moim zdaniem potraktowalas dzieciecy spor jak walke
              przeciwko katolickiemu klamstwu i poganstwu a tymczasem chodzi o
              wiare w Czerwonego Kapturka a nie o to ze swiety biskup z nieba
              przez komin wrzuca katolickim dzieciom preznety przez komin i pewnie
              jeszcze sam papiez o tym naucza wink)))

              jesli ciebie denerwuje wiara w swietego mikolaja malutkich dzieci to
              pomysl o amerykankim Halloween gdzie 99% uczestniczacych w nim to
              protestanci, nieprawdaż?

              a jesli sie oburzysz i powiesz "przeciez to zabawa" to ja ci mowie
              to samo "wiara w mikolaja dajacego prezenty 6 grudnia tez jest
              zabawa"
              bo tresc wiary katolickiej jest TYLKO TAKA: ludzie za zycia szczerze
              szukajacy Boga, po smierci uczestnicza w Jego chwale dusza,
              oczekujac w niebie na zmartwychwtanie ciał, wiele set lat temu zyl
              biskup Mikolaj wslawil sie dobrocią i na pamiec jego dobrych czynow
              ludzie 6 grudnia nasladuja jego dobroc i sprawiaja sobie
              prezenty "Pamietjacie o swych przełozonych, którzy glisili wam słowo
              Boże i ropamietujac koniec ich zycia, nasladujcie ich wiarę" Hbr 13,7
              • mama_kasia Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 09:58
                > probowalam ci w piewszym wpisie swoim (jest wyzej) wyjasnic ze wiara
                > w mikolaja z bieguna NIE JEST elementem wiary katolickiej i ze
                > rodzice wychowujacy dziecko wierzace w mikolaja, ktora to wiara nota
                > bene sama gdzies sie wykrusza mniedzy 5 a 7 rokiem zycia, takze
                > wychowuja je po chrzecijansku

                Wydaję mi się, że mało osób mówi dzieciom o
                prawdziwym biskupie Mikołaju, a w każdym razie może to
                być u nich poplątane. Może robi się taki mix - z jednej strony
                religia, na mszy w kościele i słowa o biskupie z drugiej
                strony Mikołaj z bajki, sanie, renifrey i słowa, że Mikołaj
                przynosi prezenty. Może dzieci sobie to mieszają i wtedy
                dochodzi do niezłej bomby wybuchowej wink One mogą wierzyć, że
                to własnie ten biskup prezenty rzeczywiście przynosi wink))
              • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 13:08
                > gdy w
                > kontekscie jakiegokolwiek sporu religijnego uzywasz okreslen "nie
                > chce aby mojej corki zmuszano do klamstwa"

                no ale taki miała wybór - mówić prawdę i sprawiać pani problem albo nie. Prawdę
                która jest prawdą dla niej i Dla nas - ja nie wartościuję że to lepsza prawda,
                ja mówię że dla Niej to prawda i to prawda którą uczą ją rodzice, na podstawie
                Biblii bo na tym polega nauczanie w naszym wyznaniu. Tak po prostu jest.

                "ja wychowuje po
                > chrzescijansku" "dla mojej corki Bog ma byc najwazniejszy" "dla niej
                > liczy sie przede wszystkim Biblia"

                Ale to wszystko jest prawda, zresztą poniżej chyba również katoliczka napisała
                że ona również chce aby dla jej dzieci najważniejszy był Bóg, jak to mam napisać
                inaczej? Przecież nie piszę że tylko w moim wyznaniu można wychowywać tak dzieci
                i nie piszę że wszyscy mają tak wychowywać. Podkreślam że JA, a właściwie MY (z
                mężem) tak uważamy i wierzymy i uczymy dziecko i chciałabym mieć takie samo
                prawo do swojego sposobu jak inni do swojego.

                > bo naprawde i uczetniczylam w zborze w
                > nabozenstwie, i bralam udzial w licznych sympozjach "ekumenicznych"
                > i mialam bliskich znajomych protestantow i wreszcie kilka lat temu
                > trafilam na to forum gdzie trwaly szykany, wysmiewania i
                > przeinaczania wiary katolickiej przez tychze protestantow

                Na ten temat napiszę tylko raz bo naprawdę nie chcę wywoływać tu wojny.
                Oczywiście ze ja się nie zgadzam z dogmatami i prawami KK - dla tego nie jestem
                katoliczką!!

                Tylko że sion zrozum że nie o tym tutaj mowa. Kompletnie nie o tym.
                I mimo że się z Tobą nie zgadzam jeśli chodzi o to w co wierzysz ty a w co
                wierzę ja to szanuję Twoje prawo do własnej drogi, do wychowania dzieci jak
                chcesz i chcę mieć takie samo prawo.


                > w mikolaja z bieguna NIE JEST elementem wiary katolickiej

                No wiem że nie jest, stąd mój wątek na tym forum, sądziłam że raczej mnie
                zrozumiecie, zresztą jak już chyba pisałam liczyłam na odpowiedzi na temat bez
                podziału na denominację a nie na dyskuję o wyznaniu smile


                > ja odnioslam wrazenie ze dzieci w klasie bronily swojej dzieciecej
                > wiary w bajki, w magie taka jak wystepuje w czerwonym kapturku,
                > twoja corka zas swoja racje argumentowala brakiem wiary w niebo w
                > ktorym Bóg przebywa wspolnie z duszami ludzkimi, tymi ktore juz na
                > ziemi dążyły do Niego szczerze
                > i o ile twoja cora ma prawo nie wierzyc ani w bajkowego mikolaja i
                > klocic sie z dziecmi o jego istnienie o tyle nie ma prawa wmawiac
                > katolickim dzieciom ze "nie ma nieba" bo "Biblia mowi inaczej"

                Sion, co ty piszesz? Gdzie moja córka mówiła że nie ma nieba?????

                A Biblia wręcz odwrotnie mówi że zbawione dusze są z nim w niebie!!!!

                Teraz to ty przeinaczasz i to okropnie. Ile razy mam napisać że chodzi o
                mikołaja w czapce z futerkiem który roznosi teraz prezenty??

                Rozumiem że pisząc o niebie chodzi ci o świętch obcowanie czyli jak teraz
                rozumiem inaczej o to że ludzie zbawieni idą do nieba, tak?
                W takim razie ja również w to wierzę, przyznam że tak jak pisałam nie wiedziałam
                co to znaczy więc nie chciałam dyskutować. Jedyna różnica w tej kwestii jest
                taka że ja wierzę że zbawieni czy też święci są wszyscy którzy uwierzyli w
                Jezusa i poszli za nim, ale jeśli już umarli to są w niebie z Bogiem i nie mają
                żadnej mocy sprawczej tu na ziemi. Uff, znowu wchodzę w dyskusję wyznaniową ale
                chciałam wytłumaczyć że moja córka wierzy w niebo jak i wszyscy protestanci i
                nie chcę żeby tu powstało jakieś przekłamanie okropne.


                > po prostu moim zdaniem potraktowalas dzieciecy spor jak walke
                > przeciwko katolickiemu klamstwu i poganstwu a tymczasem chodzi o
                > wiare w Czerwonego Kapturka a nie o to ze swiety biskup z nieba
                > przez komin wrzuca katolickim dzieciom preznety przez komin i pewnie
                > jeszcze sam papiez o tym naucza wink)))


                Nie sion. NIC takiego nie pisałam i nie traktowałam tak. Traktowałam to tak jak
                było czyli jako trudną dla mojej córki sytuację w której powiedziała coś co
                myślała i oczekiwano od niej że przestanie to mówić albo że zmieni zdanie bo
                większość tak uważa a pani ma problem i nie wie jak to rozwiązać. Koniec kropka.
                Moje dziecko mogłoby w tym momencie być z rodziny katolickiej, nie wierzyć w
                disneyowego mikołaja i to wypowiedzieć pod wpływem przyrównania wiary w mikołaja
                do wiary w Boga i wyznanie w tej sytuacji nie miało NIC do rzeczy!


                > jesli ciebie denerwuje wiara w swietego mikolaja malutkich dzieci to
                > pomysl o amerykankim Halloween gdzie 99% uczestniczacych w nim to
                > protestanci, nieprawdaż?


                ufff, sion! nie DENERWUJE mnie wiara w mikołaja no! Denerwuje mnie że się
                narzuca tą wiarę w imię dziecięcej frajdy dziecku które nie wierzy i ma do tego
                prawo.

                co do hallowen to jest kompletnie świecki dzień, kompletnie świecka zabawa, w
                przedszkolu też mieli zabawę. Mogę jasno powiedzieć - ok, bawimy się, straszymy
                się, robimy dynię i jest to noc strachów, totalna bajka, totalna zabawa, właśnie
                dzień na wyobraźnię i magię dziecięcą ale z podkreśleniem że to TYLKO zabawa i
                TYLKO wyobraźnia.

                Tak samo jak z mikołajem!!

                > a jesli sie oburzysz i powiesz "przeciez to zabawa" to ja ci mowie
                > to samo "wiara w mikolaja dajacego prezenty 6 grudnia tez jest
                > zabawa"

                No od początku to piszę przecież, tak zgadzam się z tobą to jest tylko zabawa i
                to świetna.

                ludzie za zycia szczerze
                > szukajacy Boga, po smierci uczestnicza w Jego chwale dusza,
                > oczekujac w niebie na zmartwychwtanie ciał, wiele set lat temu zyl
                > biskup Mikolaj wslawil sie dobrocią i na pamiec jego dobrych czynow
                > ludzie 6 grudnia nasladuja jego dobroc i sprawiaja sobie
                > prezenty "Pamietjacie o swych przełozonych, którzy glisili wam słowo
                > Boże i ropamietujac koniec ich zycia, nasladujcie ich wiarę" Hbr 13,7

                zmieniłabym tylko:

                "ludzie za zycia szczerze szukajacy Boga"
                na:
                "ludzie którzy zaufali Bogu, uwierzyli w Jezusa i w to że On jest zbawieniem"

                ponieważ:

                "łaską jesteście zbawieni przez wiarę i to nie jest z was, dar to Boży jest, nie
                z uczynków aby się nikt nie chlubił" Ef 2,8-9

                a ta wiara jest w to że:

                „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak
                tylko przeze Mnie” Jana 14,6


                Z resztą Tego fragmentu Twojej wypowiedzi się zgadzam smile

                Ale to jest różnica której nie przeskoczymy, odpowiadam na to co piszesz ale
                cały czas podkreślam że nie o to mi chodziło zakładając wątek.
    • mader1 No dobrze.... 06.12.07, 23:28
      No dobrze... ale mam wrażenie, że trochę w ferworze dyskusji
      pogubilismy fakty.
      Mikołajki. I co się dzieje z córką Zonki ?

      "W przedszkolu zapytana mówiła że nie wierzy. ( w Mikołaja)"

      Zapytana. Jeżeli nie wierzy w św. Mikołaja, co ma odpowiedzieć ?
      Nie wpadła z tą rewelacją, nie zaczęła nawracać, nie zaczęła nikogo
      wyzywać i nad nikogo się wynosić. Powiedziała, że nie wierzy w św.
      Mikołaja.
      Nie mowiła też nic o tym, że Czerwony Kapturek coś tam i niebo w
      fartuszku coś tam...

      "Usłyszała od dzieci dziwną
      odpowiedź. Ze mikołaj jest przyjacielem Pana Boga i jeśli nie wierzy
      sie w
      mikołaja to nie wierzy się w Boga."

      Św. Mikołaj, jak wszyscy inni święci jest Przyjacielem Boga. I
      dzieckiem Boga. Jak my wszyscy.Ale to, że jak nie wierzy się w to,
      że podarki przynosi św. Mikołaj , nie wierzy się w Boga, nie jest
      prawdą. Jest ogromnym jakimś zafałszowaniem, przenośnią, możecie ją
      nazywac poetycką. Nagle dziecko, które powiedziało, że nie wierzy w
      jakiegoś czerwonego luda z czapką - bo taki się do przedszkola
      zapewne wybierał - usłyszało, że nie wierzy w Boga... ufff....

      "No i moja córeczka zareagowała dosyć żywo - zaczęła wszystkim
      dzieciom
      tłumaczyć że to nieprawda, że mikołaja nie ma, że prezenty przynoszą
      rodzice
      i
      że nie wolno mówić że nie wierząc w Mikołaja nie wierzy się w Boga.

      Nie wolno mówić, że nie wierząc w św. Mikołaja, nie wierzy się w
      Boga."
      No i stało się. Jej reakcja była konsekwencją całej kłótni
      dziecięcej. Zdarzają się takie na podwórku, na przerwach. Przy
      dorosłym nie powinno do niej dojść . Dzieci były pod opieką
      opiekunki, nie na podwórku. Jedne dzieci wiedzą, że rodzice
      podkładają prezenty, inne, że św. Mikołaj czy Aniołek czy Gwiazdor.
      Najczęściej dzieci rozmawiają o tym same, bez udziału dorosłych.
      Dorosły powinien zapanować nad dyskusją, wytłumaczyć, bądź odwrócić
      uwagę.

      Rzuciło mi się gdzies w oczy, nie mam cytatu, że Zonka napisała, że
      mozna powiedzieć Ty wierzysz tak, ja wierzę tak i o.k. Zrozumiałam z
      tego, że chce, by szanowano pogląd Jej rodziny i nie zmuszano Jej
      dziecka do przyjęcia innego poglądu.
      • otryt Re: No dobrze.... 07.12.07, 09:55
        mader1 napisała:

        >Nie wolno mówić, że nie wierząc w św. Mikołaja, nie wierzy się w
        >Boga.

        Otóż to! Jest to nadużycie intelektualne. To zdanie wypowiedziały
        dzieci, myślące w sposób dziecięcy. Dorosły jest od tego, aby
        wytłumaczyć dzieciom, że można nie wierzyć w św. Mikołaja,
        jednocześnie wierząc w Boga. Moim zdaniem wychowawczyni zachowała
        się wyjątkowo źle. Nie dość, że we właściwym momencie nie
        zareagowała właściwie, to na dodatek zasugerowała Zonce, aby jej
        dziecko nie wypowiadało się na temat Mikołaja albo wypowiadało się
        inaczej niż wierzy. Zonka ma prawo uczyć dziecko w ten sposób i
        przedszkole musi to uszanować.

        Wydaje mi się, że wychowawczyni nie chciała, aby głośno podważać
        istnienie św. Mikołaja. Podobne sytuacje bywają w naszych domach.
        Starsze dziecko wie przeważnie, że Mikołaja nie ma, że to rodzice
        podkładają prezenty. Młodsze tego nie wie. Starsze stara się
        koniecznie tę wiedzę przekazać młodszemu. Rodzice proszą, aby tego
        nie robił, aby nie odzierać malucha z tej części uroku dzieciństwa,
        jaką bez wątpienia jest postać św. Mikołaja. Czasem te prośby
        rodziców nie skutkują, bo starsze czuje się, jakby wypełniało ważną
        misję uświadomienia malucha. Maluch często reaguje płaczem, gdy
        dowiaduje się, że św. Mikołaja nie ma. Może prezentów już nie
        dostanie? Rodzice kłamią?

        Myślę, że córka Zonki zachowuje się tak jak trzeba. Rozumie różne
        konwencje. Dużą przesadą było sugerowanie choroby lub wizyty u
        specjalisty. Nie było ku temu najmniejszych podstaw.

        Pozdrawiam


      • zonka77 Re: No dobrze.... 07.12.07, 12:13
        Mader dzięki za tego posta bo ujęłaś trafnie dokładnie to o co mi chodziło!
    • rycerzowa Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 10:37
      Zonko, "ani w łebku mi to", by imputować twojemu konkretnemu dziecku
      jakiekolwiek zaburzenia. Nie znam go przecież.
      Jeśli imputuję pewien "aspergerowski" sposób myślenia, to raczej osobom dorosłym...
      Powiem, że sposób ten jest powszechniejszy, niż nam się wydaje; tak już jest,że
      niektórzy widzą wszystko ODDZIELNIE.

      Bajka o Czerwonym Kapturku jest fajna, ale skończyła się, dziecko wie,że
      zwierzęta nie mówią. Kto twierdzi inaczej - kłamie.

      Wobec tego jak wytłumaczysz dziecku, że wąż przemówił do Ewy?
      Mówią te zwierzęta, czy nie mówią?

      Nie stawiam absolutnie bajki o Kapturku w jednym rzędzie z historiami z Biblii!
      Każda z tych opowieści niesie swoją treść.
      Wiemy, co nam przekazuje ta biblijna.

      A ta bajkowa po prostu opowiada, że w pewnych miejscach możemy spotkać Zło,
      które zwodzi, oszukuje, i chce wykorzystać.
      "Cały świat pełen jest Czerwonych Kapturków, i każdy z nich swojego wilka
      ma...", jak mówią słowa piosenki.
      Czyli tej bajki nie można po przeczytaniu odłożyć na półkę, powiedzieć, "to
      tylko bajka", nieprawda, zapomnieć o niej.

      Gdy twoja córka podrośnie i będzie chciała wybrać się na dyskotekę, albo na
      wyprawę wakacyjną, na pewno powiesz jej o Wilkach...


      Widocznie nie potrafię ci przekazać , jak odbieram świętego Mikołaja, albo
      raczej - jak moim zdaniem odbierają go dzieci.
      Inny język, inny świat pojęć.
      (Nie ma to nic wspólnego z denominacją).
      • zonka77 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 12:03
        > Widocznie nie potrafię ci przekazać , jak odbieram świętego Mikołaja, albo
        > raczej - jak moim zdaniem odbierają go dzieci.
        > Inny język, inny świat pojęć.
        > (Nie ma to nic wspólnego z denominacją).


        też tak myślę.
        trochę zbyt dosłownie bierzesz to co napisałam o córce, ona nie jest dzieckiem
        które wszędzie widzi realizm, wręcz przeciwnie, jest skłonna do znikania w
        świecie marzeń.
        Co do historii Biblijnych to ona z zasady wie że coś jest prawdą - wąż przemówił
        bo był to szatan.
        Bajki przekazują wspaniałe treści i często się nimi posługuje, i tymi starymi
        bajkami i tymi nowszymi (wczoraj w innej sprawie np pomogła mi bajka o
        franklinie który miał dać prezent)
        Ogólnie czytamy jej bardzo bardzo dużo i bajek i książek i nigdy bym jej tego
        nie pozbawiła smile I nie tłumaczę jej za każdym razem "tylko w to nie wierz" -
        ustaliłyśmy w swoim czasie co jest prawdą a co romantyczną bajką i pozostaje w
        strefie marzeń i tyle.
    • marzek2 Re: mikołaj - problem dziecka wierzącego 07.12.07, 11:59
      Ja również uważam, że pani być może "chciała dobrze" ale sposób wybrała nie
      najszczęśliwszy. Bo o ile rozumiem chęć nie zabierania dzieciom jakiejś tam
      magii i uroku wiary w Św. Mikołaja, to o tyle stanowczego namawiania rodziców
      żeby sami nauczyli dziecko kłamania zrozumieć nie mogę.

      Nie uważam, że to sprawa takiego czy takiego wyznania, sprawa prosta, jest
      wystarczająco dużo dzieci katolickich, które już w Mikołaja nie wierzą, albo w
      ogóle nie wierzą, bo tak ich rodzice nauczyli.

      Problemem jest kwestia roli córeczki Zonki w grupie i postawy pani z
      przedszkola. O całej sprawie warto pogadać z panią na spokojnie. Dobrze, że pani
      nie nakłaniała do kłamstwa samej córeczki, to by dopiero podkopało jej autorytet...

      Moje dzieci też nie wierzą w Mikołaja. Widzą, że to my, choć teraz gdy już są
      większe widzę jaką frajdę sprawa im zabawa z nami rodzicami i ciągłe puszczanie
      oczek przy haśle "Św. Mikołaj to czy tamto"smile I nic do rzeczy tutaj nie ma fakt,
      że my też nie jesteśmy katolikami smile Moja średnia córa miała w przedszkolu
      Mikołaja, który przyjechał z aniołkami, dostała prezent i bawiła się świetnie,
      choć doskonale wie, że to taki przebrany pan. Ale historię o żyjącym kiedyś
      biskupie Mikołaju im opowiedziałam, żeby zrozumiały "instytucję" Mikołaja, poza
      tym to piękna historia.
      Nie wiem, co by było, gdyby ktoś otwarcie zapytał moją średnią czy wierzy z
      Mikołaja. Znając jej stanowczość i poglądy myślę, że sytuacja mogłaby potoczyć
      się tak jak u Twojej córeczki Zonko smile
      • zonka77 :) 07.12.07, 12:12
        oo, marzek, dokładnie tak!
        Moja córka też mówi że mikołaj to i tamto a ja to ciągnę - to zabawa i wszyscy o
        tym wiemy.
        Też bawiła się wczoraj świetnie nawet dała "mikołajowi" jakieś tam swoje dzieło
        - i super.
        A cała sprawa jak pisałam wzięła się nie tyle od tego że ją ktoś zapytał ale (po
        dziecięcemu-zgadzam się) wmieszał w to jeszcze Pana Boga. Moja córka też jest
        tylko dzieckiem i na dyplomacji się nie zna

        Myślę że Pani naprawdę była w kłopocie bo doszło do tego że wszystkie dzieci się
        rzuciły do Pani z pytaniem czy mikołaj jest czy nie a ona musiała zająć
        stanowisko. Ponieważ było jej trudno to wybrała najłatwiejsze rozwiązanie - moja
        córka była jedna więc to ona miała przestać o tym mówić. Myślę że to był zły
        wybór i jak pisałam powyżej - muszę porozmawiać z panią

        Dzięki za zrozumienie smile
    • mader1 ja tylko na chwilę... 07.12.07, 14:31
      temat wzbudził takie emocje, ze dostałam maila na priv od osoby,
      która chyba czyta, ale nie jest uczestnikiem forum
      Ma baaardzo duże dzieci. Napisała , że mówi, że jest o św. Mikołaj i
      tego się trzyma smile)))))
      • 27agnes72 u nas 03.12.08, 22:29
        W nocy z 5 na 6 grudnia wyatawiamy buty przy progu a rano znajdujemy
        tam podarki.Dzieci dawno już nie wierzą w to, że to Św.Mikołaj a
        jednak wierzymy w dobro i miłość i to takie małe symbole- każdy się
        stara.A w Święta robimy sobie prezenty jeden drugiemu bez Żadnej
        magii i przebierania.Myślę, że trzeba wytłumaczyć dziecku, że w
        każdej rodzinie jest inny zwyczaj i nie powinno się nikogo
        przekonywać...Jeżeli ktoś pyta Twoją córkę czy wierzy w Św.Mikołaja
        to powinna mówić że nie i tyle!
        • a_weasley Re: u nas 03.12.08, 22:34
          27agnes72 napisała:

          > przekonywać...Jeżeli ktoś pyta Twoją córkę
          > czy wierzy w Św.Mikołaja to powinna mówić
          > że nie i tyle!

          Ale dlaczego?
          Św. Mikołaj, bp Myrry, jestże postacią historyczną?
          Jest.
          Dusza ludzka jestże nieśmiertelną?
          Jest.
          Istniejeż przeto św. Mikołaj izali nie?
          • madziaq Re: u nas 04.12.08, 09:42
            Biskup Mikołaj jest ze wszechmiar historyczną postacią smile Co nie zmienia faktu,
            że większość dzieci pod pojęciem Mikołaja (nawet nie św Mikołaja) rozumie faceta
            w czerwonym z reklam coca-coli i filmów Disneya, a nie żadnego biskupa. O
            biskupie to NIEKTÓRE dzieci się dowiadują kiedyś tam, a inne wcale, niestety.

            Ja myślę, że moje przyszłe dzieci też będą wychowywane bezmikołajowo. Po
            pierwsze daltego, że nie lubię zbędnych szopek, a po drugie dlatego, że znam
            osobiście kilka osób dla których traumą było odkrycie, że to rodzice podkładają
            prezenty pod choinkę. Poczuły, że przez lata były oszukiwane przez najbliższych.
            • mamalgosia Re: u nas 04.12.08, 09:54
              dla mnie ta "szopka" nie jest zbędna
            • minerwamcg Re: u nas 04.12.08, 11:40
              madziaq napisała:

              > Biskup Mikołaj jest ze wszechmiar historyczną postacią smile Co nie
              > zmienia faktu, że większość dzieci pod pojęciem Mikołaja (nawet
              >nie św Mikołaja) rozumie faceta w czerwonym z reklam coca-coli i
              >filmów Disneya, a nie żadnego biskupa. O biskupie to NIEKTÓRE
              >dzieci się dowiadują kiedyś tam, a inne wcale, niestety.

              A zamierzasz wychowywać SWOJE dzieci, czy WIĘKSZOŚĆ? Czy to, że
              jakaś banda mugoli dla swoich merkantylnych celów wykoślawiła symbol
              (bo św. Mikołaj jest symbolem), koniecznie ma być powodem, żeby z
              owego symbolu na wszelki wypadek rezygnować? W takim razie
              zaniechajmy obchodzenia Bożego Narodzenia, bo też je zagarnęła
              komercja. No i większości dzieci Boże Narodzenie kojarzy się głównie
              z choinką i prezentami, tylko niektóre dowiedzą się czegoś więcej o
              głównym Bohaterze tych świąt...
              • minerwamcg P.S. 04.12.08, 11:58
                Dla mnie święty Mikołaj istnieje całkiem realnie. Przecież to z jego
                powodu cała ta akcja z prezentami po kryjomu, on pierwszy dał
                przykład. W zeszłym roku jedna z nas na tym forum opowiadała, jak ją
                święty Mikołaj natchnął do kupienia dziecku czegoś, na co sama
                wprawdzie nie miała specjalnej ochoty, ale wiedziała, że dziecko
                będzie się cieszyć (miś Endo?..) Mnie też czasem podpowiadał
                prezenty dla rodziców i brata, teraz dla Arthura. Zdarza się nawet,
                że sprawia drobny cud, kiedy w kieszeni znajduje się zaplątany
                banknot, za który można jeszcze książkę, a może czekoladę, a może
                dodatkowe kilo mandarynek... Tak też mi się zdarzyło.
                I jak tu nie wierzyć w świętego Mikołaja???
                • madziaq Re: P.S. 04.12.08, 12:29
                  Nie no, wychowywać będę raczej tylko swoje wink A że "akcja prezent" jest na
                  pamiątkę św Mikołaja to nie znaczy, że mam dzieciom wmawiać, że to on osobiście
                  rozkłada prezenty pod choinkami. Bo to, że Boże Narodzenie jest pamiątką
                  narodzin Jezusa, a prezenty na pamiątkę działań biskupa Mikołaja, to jak
                  najbardziej zamierzam swoim dzieciom powiedzieć...

                  A pisząc o "zbędnych szopkach" nie miałam na myśli całej oprawy Bożego
                  Narodzenia, łącznie z kupowaniem sobie nawzajem prezentów. Raczej to, że tatuś
                  przykleja sobie brodę i zawija się czerwonym kocem, a jak dziecko mu niechcący
                  rzecozną brodę odczepi to mówi, że "yyy... nooo... Mikołaj się bardzo spieszył w
                  tym roku i nie zdążył do nas przyjść osobiście, ale zostawił prezenty i poprosił
                  tatusia o pomoc". Osobiście nie pamiętam czasów, kiedy wierzyłam, że to MIkołaj
                  przynosi prezenty. Już w wieku jakichś 6-7 lat za uzbierane dribne kupowałam
                  jakieś drobiazgi najbliższym.

                  A z tymi podpowiedziami, nie pomyślałam wink Może westchnę o natchnienie w
                  kwestii prezentu dla taty smile
                  • a_weasley Re: P.S. 04.12.08, 14:04
                    madziaq napisała:

                    > rozumie faceta w czerwonym [...] a nie żadnego
                    > biskupa.

                    A to już biskup nie może się ubrać tak, żeby mu było wygodnie, tylko musi po
                    tych domach w infule zasuwać, żeby mu ją co druga futryna w nowym budownictwie
                    strącała?

                    > to nie znaczy, że mam dzieciom wmawiać, że to
                    > on osobiście rozkłada prezenty pod choinkami.

                    W moim rodzinnym domu mówiło się, że Mikołaj, pamiętam rozmowę, w której
                    analizowaliśmy, jak by to było technicznie możliwe (może wpuszcza przez lufcik,
                    lub przez drzwi balkonowe? Choinka zawsze stała przy nich...), ale nigdy
                    nijakiego przebierańca nie było. Prezenty, jak już pisałem w wątku "Święta i
                    prezenty", pojawiały się pod choinką po wyrzuceniu dzieci z pokoju pod
                    pretekstem niedomytych rąk.

                    W pewnym momencie rodzice nas zaczęli wciągać
                    w dostarczanie prezentów, ale konwencja została. Najlepiej udawała się na
                    plebanii stryja, gdzie układ pomieszczeń pozwalał wyjść jednymi drzwiami, obejść
                    i wejść drugimi, i gdyby ktoś ukrył się za firanką lub zajrzał przez okno,
                    zobaczyłby pusty pokój i kolejne osoby wchodzące z prawej strony, kładące
                    przedmioty pod choinką i wychodzące z lewej strony.
                    • mamalgosia inkulturacja 04.12.08, 15:02
                      o, o, o , artur poruszył ważną dla mnie kwestię.
                      Bo mówi się, że te wszystkie Mikołaje, to tylko przerośnięte
                      krasnale i że takie konsumpcyjne, postmodernistyczne, a prawdziwy to
                      przecież był biskupem... no tak. Ale chcemy czy nie chcemy - żyjemy
                      w Krainie Cocacoli. Ja tam nie mam nic przeciwko temu krasnalowi i
                      mówię na niego Mikołaj - czasem dodaję "święty", gdy nie ma na
                      plecach np logo Erysmile.
                      Dla mnie to to samo, co np ośnieżona stajenka otoczona pięknymi
                      limbami
                      • a_weasley Re: inkulturacja 04.12.08, 19:23
                        mamalgosia napisała:

                        > Ale chcemy czy nie chcemy - żyjemy
                        > w Krainie Cocacoli.

                        Czym jednak nie od wszystkiego można się dyspensować, albowiem napisane jest:

                        "Gdy wnijdziesz do ziemi, którą dawa tobie Pan, Bóg twój, nie ucz się czynić
                        według obrzydliwości tych narodów".

                        Ja na przykład nie robię zakupów w niedzielę, choć w krainie Coca-Coli jest to
                        obrzydliwość bardzo rozpowszechniona.
                  • minerwamcg Re: P.S. 04.12.08, 14:40
                    A, nie, to co innego smile Prawda, że hocków-klocków z przyprawioną
                    brodą nikt u nas nie wyczyniał, w ogóle, żeby święty Mikołaj wręczał
                    prezenty w sposób jawny, otwarty i widzialny? Phi, to musi być jakiś
                    przebieraniec... Myśmy z bratem od dziecka wiedzieli, że prawdziwy
                    święty Mikołaj przychodzi w nocy, żeby go nikt nie widział, bo cała
                    sprawa w tym, żeby dawać po kryjomu i znikać nie czekając na
                    podziękowanie. Dlatego na "choince noworocznej" u mamy w pracy był
                    pan Antoś, a nie żaden święty Mikołaj smile Bo przecież prawdziwego nie
                    widać...
                    • atama Re: P.S. 04.12.08, 15:43
                      Stając przed dylematem, czy czarować swoje dziecko św. Mikołajem
                      i "tą szopką", czy po prostu od razu kawę na ławę w imię prawdy
                      i "poprawności religijnej" na szali położyłam przykład swój
                      osobisty. Oczywiście totalnie odarty z obiektywizmu, ale...
                      Rodzice stworzyli w domu całą otoczkę wokół wielkiej tajemnicy
                      Mikołaja podrzucającego prezenty pod choinkę. To było cudowne.
                      Przebierańców nie było, ale mocno wierzyłam w tego świętego i jego
                      osobisty wkład w to, co znajdowaliśmy potem pod choinką. Wstyd może
                      przyznać, ale "prawdę" o św. Mikołaju przedstawił mi dość brutalnie
                      kolega z podstawówki - była to druga klasa (!)
                      Ani odkrycie mistyfikacji, ani cała ta bajka z podrzucaniem przez
                      Mikołaja nie wpłynęła na moją wiarę, czy odczucia związane ze
                      świętami. Ba! Może nawet ta nasza domowa tradycja coś we mnie
                      pogłębiła. Tak jak mamałgosia potrafię się często doszukać
                      ingerencji tego świętego w okołoświątecznej krzątaninie smile))
                      • atama Tolkien 04.12.08, 15:48
                        Przychodzą mi na myśl Listy Świętego Mikołaja, które Tolkien
                        konsekwentnie przez lata podrzucał swoim dzieciom. To dopiero baja
                        ze znaczkami z bieguna północnego smile))
                        • madziaq Re: Tolkien 04.12.08, 16:11
                          Hmmmmm, pomysłowości jak wiadomo nie można facetowi odmówić wink Z tego co wiem
                          to nawet dzisiaj można wysłać list do tego "oficjalnego" MIkołaja, który
                          rezyduje w Laponii. I przysyłają nawet odpowiedź, chociaż co prawda pewnie w
                          okolicach Wielkanocy wink biorąc pod uwagę nawał tych listów jak i sprawność
                          naszej poczty smile
    • mamalgosia w przedszkolu już był 05.12.08, 17:01
      Obaj moi Synowie jednogłośnei orzekli, że prawdziwysmile
Pełna wersja