Zarażanie dziecka własną postawą

09.12.07, 01:31
Zacznę może trochę jakby się wydawało - nie na temat.
Zapisałam dziecko na zajęcia taneczne w przedszkolu. Po pierwszych zajęciach
dowiedziałam się, że ćwiczyli Makarenę. Nie byłam zachwycona. Po kolejnych
kilku też się dowiedziałam że ćwiczyli Makarenę,ale jakoś nie chciałam za
bardzo iść do dyrekcji porozmawiać w tej sprawie, bo wtedy "toczyłam walkę" z
paniami wychowawczyniami grupy mojego syna o codzienne spacery i nie chciałam
wypaść na taką, która ma za wiele zastrzeżeń (wiem, że to było mało asertywne
z mojej strony). Raz jak chciałam posłuchać radia (przy dziecku), które byłoby
czymś innym niż: a) nieustanny bełkot reklamowy; b) nieustanny festiwal
złotych przebojów (skądinąd czasami ładnych); c) radio typu Radio Eska,
natrafiłam na jakiś kawałek muzyki klasycznej. Moje dziecko od razu
zaprotestowało. Zachowałam się mało pedagogicznie przyznam, bo uniosłam się i
powiedziałam że pewnie przez to nieustanne ćwiczenie Makareny nie może znieść
muzyki klasycznej. Przyznam się też, że trochę tak się obawiałam - miałam
jedną opiekunkę, która słuchała właśnie czasami Radia Eska-dla mnie czegoś
najobrzydliwszego, żałuję gorąco, że sobie nie wyprosiłam słuchania tej muzyki
w moim domu pod wpływem oburzenia koleżanki mojej, że jestem
"nietolerancyjna", natomiast prawdziwie cierpiała, kiedy była skazana na
słuchanie muzyki klasycznej). No i trochę jestem też zaniepokojona, czy nie
mam racji. Wprawdzie Makarena to na dobrą sprawę taki przebój, Lambada też
była przebojem, ale czy słuchanie Makareny dwa razy w tygodniu po pół godziny
nie może stępić dziecku wrażliwości muzycznej? No i dziś idziemy sobie ze
sklepu, synek tak się trochę rozgadał, pokazał mi, jak się tę Makarenę tańczy,
a na koniec mówi: "no ale to nie jest ładna muzyka?" Zrobiło mi się głupio,
bo: dziecku się lekcje tańca i Makarena podoba, a mi nie i nie widzę powodu,
żebym miała nie wyrażać swojego zdania, nie jestem szczęśliwa, że te zajęcia
taneczne polegają właśnie na ćwiczeniu Makareny, z drugiej strony uważam, że
to za mało, na pewno, żeby: 1) dziecku zabronić chodzić na te zajęcia, a nie
do końca jestem pewna do jakiego stopnia 2) żeby pogadać o tym z dyrekcją.
Na koniec dodam, dlaczego postanowiłam się podzielić swoimi wątpliwościami na
tym forum. Nie mam dwudziestu lat i może dlatego widzę, jak wiele sposobów, w
jaki żyją i zachowują się ludzie nie jest neutralne, ale albo niezgodne z
osławionymi "wartościami chrześcijańskimi" (nie potrafię wyrazić tego w lepszy
sposób), albo po prostu okropnie w złym smaku, przy czym, nie powinnam się do
tego przyznawać na tym forum, czasami nie wiem co jest gorsze. Niestety brak
jest mi grupy dobrych znajomych, czy może przyjaciół, którzy mieszkaliby i
żyli obok nas i mieli podobne poglądy na życie, tak żeby dziecko mogło
zobaczyć, że taki styl życia daje satysfakcję, a nie tylko uczyło się tego, co
jest właściwe przez moją krytykę wielu zjawisk w życiu, od czego staram się
powstrzymywać, ale bardzo często nie mogę i nie chcę i z którymi właściwie
zderzam się o wiele częściej w życiu, niż bym tego chciała. Dziecko chce
obejrzeć Dobranockę, włączamy telewizor kilka minut za wcześnie, idą reklamy
wymagające komentarza ("danonki zawierają więcej wapnia niż "zwykłe (sic!!!)"
mleko"), zapisuję dziecko do przedszkola cieszącego się ogólnie niezłą opinią,
a tam się okazuje, że dzieci nie wychodzą na spacer prawie wcale, za to
oglądają filmy (teraz to się zmieniło), a na zajęciach tanecznych ćwiczą
taniec disco. Okres PRZED Bożym Narodzeniem (czyli czas Adwentu - którego
przyznam się, nie celebruję zbyt gorliwie) stanowi okres, w którym dziecko
jest wprost zalewane strumieniem mniej lub bardziej szkodliwych słodkości. W
przedszkolu, dla podkreślenia, że zbliża się czas uroczysty, właśnie przed
Bożym Narodzeniem dzieci jeżdżą na wycieczkę do kącika zabaw, wracają do domu
z czekoladą i dwoma mikołajami z czekolady, u mnie w pracy organizowana jest
"zabawa Mikołajkowa", z której dziecko wróciło z wielką paką słodyczy - w
naszym wypadku 90% paczki zostanie podarowana babci rówieśnika mojego synka,
któremu i tak nie odmawia się takich badziewiastych słodyczy nafaszerowanych
różnymi E-coś tam. W tym wypadku nie wiadomo już co krytykować bardziej i z
jaką mocą: kompletnie niezgodnemu z obyczajami Adwentowymi trendowi promowania
dziecięcego obżarstwa (a z drugiej strony 6 grudnia zawsze chyba był
obchodzony niepostnie - ja sama pamiętam, jak dostałam między innymi paczkę
pierniczków pod poduszkę - inna sprawa że nie mogłam jej unicestwić od razu),
a z drugiej strony podawaniu dzieciom pod nazwą słodycze wręcz trucizn, które
tym się tylko różnią, że zabijają po latach, czego świadomi są mniej lub
bardziej rodzice dzieci mających alergię, żeby dziecko nie poczuło się w końcu
"inne niż wszyscy i mające mamę inną niż wszyscy". Sama nieraz miałam takie
poczucie w stosunku do własnej matki (ojciec odgrywał rolę w naszym wychowaniu
dość bierną) oraz do siebie i nie było mi lekko, natomiast w wielu wypadkach
muszę się z nią teraz zgodzić.
    • warszawianka51 Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 09:25
      Jeśli chodzi o tę Makarenę i kurs tańca, to tak sobie myślę, że
      jeśli wszystkim to się podoba, to co najwyżej możesz dziecko wypisać
      z zajęć. Jeśli są to zajęcia dodatkowo płatne, nieobowiązkowe, to
      zapisując na nie dziecko zgadzasz się na ich program. Możesz
      próbować porozmawiać z panią, któa prowadzi te zajęcia - obawiam się
      tylko, że może nie mieć odpowiedniego przygotowania, aby prowadzić
      zajęcia w inny sposób. A może spróbuj dowiedzieć się, czy w Twoim
      mieście są jakieś warsztaty dla dzieci, podczas których dziecko może
      słuchać muzuki klasycznej czy też uczyć się np. tańców ludowych...
      Może byłoby to dobrą alternatywą dla przedszkolnych zajęć.

      A tak na temat całego Twojego postu - mam dwadzieścia kilka lat więc
      pewnie "nie widzę, jak wiele sposobów, w
      > jaki żyją i zachowują się ludzie nie jest neutralne, ale albo
      niezgodne z
      > osławionymi "wartościami chrześcijańskimi" (nie potrafię wyrazić
      tego w lepszy
      > sposób), albo po prostu okropnie w złym smaku" ale też mam czasem
      wątpliwości, o których mówisz (no może nie w takim aż stopniu). Z
      jednej strony martwię się, czy moje dziecko nie wsiąknie w
      pseudokulturę POP, a z drugiej - wiem, że aby nie dopuścić do tego
      wsiąknięcia musiałabym go pozbawić wielu przyjemności, które inne
      dzieci dostają bez żadnego zastanowienia ze strony rodziców. Nie
      chcę wychować odludka, osoby, dla której wszyscy inni są
      niedostatecznie mądrzy, oczytani, "ukulturalnieni". Chcę wychować
      mądre, wrażliwe ale i pełne akceptacji i tolerancji dziecko, które
      będzie potrafiło się dostosować do różnych ludzi. Nie wiem, czy
      czytałaś książki Małgorzaty Musierowicz ale jeśli tak, to zilustruję
      to przykładem z Jeżycjady - starzy Borejkowie (z dawniejszych
      książek) czytali wybitną literaturę, słuchali dobrej muzyki itd. ale
      jednocześnie potrafili dostrzec w każdym człowieka. Nowi Borejkowie
      zamknęli się w domu pełnym książek a otaczający świat i ludzi
      traktują jako jakieś "patologiczne, wrogie środowisko, z którym nie
      chcą mieć doczynienia". Tak to widzę i nie chcę żeby moje dziecko
      stało się pełne poczucia wyższości w stosunku do całej reszty
      świata.

      Rozumiem Twoje obawy - sama szukam jakiegoś złotego środka. Dlatego
      mój synek czasem słucha Bacha a czasem Fasolek smile, czytam mu sporo
      książek, staram się z nim dużo rozmawiać. Ograniczam słodycze, choć
      chcę żeby znało ich smak smile Myślę, że jeśli rodzic z pasją wychowuje
      swoje dziecko, stara się mu podsuwać najsmaczniejsze kęski życia, to
      to dziecko nauczy się z czasem rozróżniać rzeczy wartościowie od
      kulturalnej i kulinarnej sieczki. smile

      Serdecznie pozdrawiam smile
    • twoj_aniol_stroz Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 10:47
      Ja byłam właśnie tak wychowywana i powiem oględnie, że bardzo dużo
      czasu zajęło mi nauczenie się że inny nie znaczy gorszy i
      wypracowanie innych metod wychowawczych. Moi rodzice z jednej strony
      uczyli mnie tolerancji dla innych narodów i kultur, ale z drugiej
      strony cały czas byłam także uczona, że dobre, ładne jest to co im
      się podoba, reszta jest zła. W sumie pobudka nastąpiła w chwili
      kiedy wyszlam za mąż i nagle się okazało, że wszelkie decyzje
      począwszy od rodzaju ubrań a skończywszy na meblach podejmuję
      zaczynając od myśli jak to oceniliby moi rodzice. Natomiast teraz
      jestem już silniejsza i umiem bronić własnego zdania. Ostatnio była
      taka rozmowa (moi rodzice za kompletną głupotę i stratę czasu
      uwazają dyskusje na forum):
      ja (z radością) "wiecie, że udało się nam namówić dziewczynę do
      urodzenia dziecka zamiast aborcji"
      tata: "na jakie głupoty ty tracisz czas! zajęłabyś się czymś
      pożytecznym"
      ja: "myślisz, że uratowanie życia dziecku jest głupotą?"
      mama (sarkastycznie): "A to ty sobie przypisujesz tę zmianę decyzji
      u tej dziewczyny?"
      ja:"nie, to cała społeczność forum ją do tego namówiła, ja byłam
      tylko jedną z tych osób, ale uwazam, że jeśli każdy podszedłby na
      zasadzie, że to strata czasu to ta dziewczyna by tę ciążę usunęła, a
      tak juz tego nie zrobi"
      Mam wrażenie, że z tą makareną jest podobnie. Oczywiście, że nie
      jest to muzyka najwyższych lotów, ale z drugiej strony towarzysko
      jest znacznie przydatniejsza niż menuet. Dodam tylko, że walc
      wiedeński i tango były bardzo bulwersującymi tańcami w swojej epoce,
      a teraz są uważane, za poważne tańce standartowe. Na poziomie dzieci
      przedszkolnych taniec latynoamerykański czy standartowy jest dość
      trudny rytmicznie stąd dobrze, żeby dziecko pokochało taniec
      zaczynając od najprostszych rytmów. Jeśli zaaplikujemy coś bardzo
      trudnego możemy dziecko zwyczajnie zniechęcić.
      Podobnie słodycze. To też może być na zasadzie odreagowania. Jeśli
      teraz będzie bardzo pragnęło jakiś cukierków czy czekolady to jak
      już wyrwie się spod kurateli mamy może najeść się aż do bólów
      brzucha. Mam kuzynkę, która prowadzi obozy sportowe i mówi, że
      właśnie dzieci, które mają bardzo ograniczane słodycze i czipsy na
      obozie wydają całe swoje kieszonkowe na wszelkie batony, czipsy itp
      rzeczy i to zaraz w pierwszych dniach.
      • a_weasley Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 12:22
        twoj_aniol_stroz napisała:

        > Mam wrażenie, że z tą makareną jest podobnie. Oczywiście, że nie
        > jest to muzyka najwyższych lotów, ale z drugiej strony towarzysko
        > jest znacznie przydatniejsza niż menuet. Dodam tylko, że walc
        > wiedeński i tango były bardzo bulwersującymi tańcami w swojej
        > epoce, a teraz są uważane, za poważne tańce standartowe.

        To prawda. Ale z tym jest tak, jak z muzyką sprzed lat powiedzmy 40 - teraz
        ludzie mówią, jaka to dobra muzyka. A pewnie! - bo próbę czasu przetrwała
        niewielka część, a cały badziew pojawił się i znikł.

        > Podobnie słodycze. To też może być na zasadzie odreagowania. Jeśli
        > teraz będzie bardzo pragnęło jakiś cukierków czy czekolady to jak
        > już wyrwie się spod kurateli mamy może najeść się aż do bólów
        > brzucha.

        I bardzo dobrze. Brzuch je rozboli i będzie spokój. Niejednego małolata tą
        metodą mądrzy rodzice zrazili na długo do papierosów.
        • twoj_aniol_stroz Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 15:50
          Ale z tym jest tak, jak z muzyką sprzed lat powiedzmy 40 - teraz
          > ludzie mówią, jaka to dobra muzyka. A pewnie! - bo próbę czasu
          przetrwała
          > niewielka część, a cały badziew pojawił się i znikł.
          Tak, tylko z tą nauką tańca u dzieci nie jest tak różowo, dzieci
          mają słabą koordynację ruchów, więc dobrze jest zacząć od czegoś
          prostego. Natomiast jeśli dziecko dobrze się bawi, ale widzi u mamy
          niezadowolenie, to powstaje konflikt typu jest fajnie, mi się
          podoba, ale mama jest niezadowolona. Przećwiczyłam to bardzo dużo
          razy w dzieciństwie i wiem, że później jest bardzo trudno wydostać
          się z kokonu, który nazywa się ocena rodziców.

          > I bardzo dobrze. Brzuch je rozboli i będzie spokój. Niejednego
          małolata tą
          > metodą mądrzy rodzice zrazili na długo do papierosów.

          No tyle, że papierosy nawet w niewielkiej ilości na początku są
          niesmaczne, natomiast słodycze i owszem, więc małolat ich zwyczajnie
          pragnie. Poza tym nie wszystkie słodycze są jednakowo niezdrowe,
          więc warto pozwalać np na czekoladę, najlepiej z orzechami -
          bogactwo magnezu, wapnia, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.
          Natomiast unikałabym lizaków i innych twardych cukierków, bo one
          faktycznie mają niewiele wartości.
    • mader1 Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 13:26
      Jogo.
      Bardzo dobrze Cię rozumiem. Nieraz na forum rodzice opowiadali i
      pisali o swoich lękach, lękach o dzieci. To wcale nie jest związane
      z Twoim wiekiem... Każdy się choć trochę o swoje dzicko martwi...
      Oczywiście, tym którzy mają już dorosłe dzieci łatwiej ...
      Już widza jakieś efekty, cała reszta jest jeszcze niepewna, jak ta
      mieszanka swiata rodzinnego, zewnetrznego, wewnetrznego zadziała...
      Makarena... Wiesz, na tańcach, szczególnie w przedszkolu, z reguły
      utowry są mało ambitne. Na szczęście wielu instruktorów dodaje też
      jakieś tańce ludowe - krakowiak jest bardzo popularny, bo dzieciaki
      lubią skakać smile)))
      Mój synek nie chce uczestniczyć w tańcach i ja , pamiętając o
      repertuarze i osiągnięciach, niespecjalnie go namawiam. Potem i tak
      będzie musiał pochodzić na lekcje tańca w wieku nastoletnim, jeżeli
      będzie chciał umieć tańczyć smile
      Dla Twojego synka ta makarena to jest tylko piosenka, przy której
      może się wyskakać. I dobrze.
      Ja to nawet mówię - do tańczenia w sam raz...
      ważniejsze jest co widzi, co słyszy na co dzień. Jeżeli Ty słuchasz
      czegoś z pasją, jeżeli sama chodzisz na koncerty, do teatru, do
      opery i on widzi, że to sprawia Ci frajdę, widzi, że to jest
      wartościowe smile
      Jeżeli pójdziesz z Nim na poranek z ciocią Jadzią do filharmonii i
      On zobaczy, ze tam jest tez dużo innych dzieci...
      Na " Dziadka do orzechów" .....
      Na balet dla dzieci...
      W wieku 6-7 lat mozna już zapisac Go do chóru dziecięcego....
      Jogo...
      Myślę, ze będzie dobrze. My musimy " robić swoje", akceptować swoje
      dziecko i dziecko w nim, modlić się w Jego intencji.... Kochać Je...
      Bóg ma co do nich swój plan.
    • brucha Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 14:49
      a ja to bym chciała, żeby mój 4-latek chciał tańczyć makarenę i z
      ochotą chodził na tańce w przedszolu. wypisałam go z tańców miesiąc
      temu, bo kompletnie odmiawiał brania udziału.

      a o gustach podobno się nie dyskutyje ;o). mój 6-latek od zawsze
      lubił koncerty symfoniczne i gitarę. fajnie sie z nim chodzi na
      koncery do filharmonii (bez przesadsady - te łatwiejsze w odbiorze i
      nie za długo). cierpliwość w słuchaniu ćwiczylismy na koncertach w
      kościele, jak się znudził to zawsze mógł za krzesłami z tyłu
      pochodzić tam i z powrotem, a i wyjść się dawało, ale ogólnie było
      ok. młodszy za to poszedł na koncert raz, no super nieskomplikowany
      był to koncert, muzyka Straussów, młody juz po pierwszych taktach
      spał jak zarznięty, nie obudził go nawet końcowy marsz Redetzky'ego,
      którego publiczność w porywie prawie odtańczyła.
      w domu dość często puszczem Mozarta (żeby te półkule im
      posychronizować :o). nie protestują póki co, ale wiem, że ten Mozart
      nie stanowi najmniejszej konkurecji dla np. MiniMini.

      myślę, że trzeba dać szansę, żeby wybrał to co Ty lubisz, ale jak
      juz polubi cos inego, to mówi się trudno. Ważne, żeby nie bał się
      powiedzieć, że ma nieco inne zdanie i sam umiał uszanować wybór
      innych ;o)
      • brucha Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 15:26
        ale właśnie przyszło mi do głowy, że to może ja zbyt mało staram sie
        wpłynąć na postawę moich dzieci, dając im za dużo swobody w
        wyborach.
        taka mi sie scenka ze szkoły przypomniała. 6-latek talentów
        artystycznych raczej nie wykazuje (nawet jeśli posiada, to głęboko
        ukryte i jeszcze się nie ujawniły). pani na plastyce chciała jakoś
        wpłynąć na wygląd jego pracy sugerując to i owo. w zamian usłyszała,
        że on nic nie zmieni, bo uważa że tak jak jest wygląda lepiej.
        najpierw zaczęłam pecznieć z dumy, że moje dziecko ma własne zdanie
        i umie je wyrazić. ale szybko ze mnie zeszło powietrze.
        rzeczywiście u młoddego to normalne, że ma własny pogląd na sprawę
        i umie go wyartykułować. niestety jeszcze do tego ma zerowe wyczucie
        sytuacji, kiedy powinien się zamknąć i swoje poglądy zachować dla
        siebie ;o)
    • minerwamcg Re: Zarażanie dziecka własną postawą 09.12.07, 14:55
      Mam mądrą mamę smile
      Kiedy byłam dzieckiem, też podobały mi się rozmaite kolorowe
      paskudztwa i smakowały różne słodkie obrzydlistwa. Mama patrzyła na
      to z dezaprobatą, nie próbowała jednakże narzucić dziesięcioletniej
      entuzjastce gustu czterdziestoletniej koneserki smileUznała bowiem,
      skądinąd słusznie, że fascynacja rozmaitymi "modnościami" minie, a
      gustowi trzeba dać czas na ukształtowanie się. Nie kryła, że jej się
      to nie podoba, przy słodkich obrzydlistwach był dodatkowo aspekt
      stomatologiczny (co do żołądka to uznała, że dziecko i struś w
      jednym stoją domu, a poza tym świat był mniej faszerowany chemią),
      ale nie próbowała zakazywać, uważając mądrze, że zakazane owoce
      najlepiej smakują. Wychodziła z założenia, że przy odpowiedniej
      podaży rzeczy (i przysmaków) wartościowych i zdrowych upodobanie do
      byle czego "przejdzie z wiekiem" - jakoż i przeszło.
    • mama_kasia Re: Zarażanie dziecka własną postawą 10.12.07, 08:14
      Moje dzieci szaleją przy disco muzyce, jeśli gdzieś trafi się
      (oprócz syna, ale on tak ma po tacie, niestety crying )
      i jedzą cukierki z paskudztwami w środku. Zachwycają się
      lalką Barbi, która mi się nie podoba (i one o tym wiedzą).
      Wypożyczają sobie również disneyowe książki bez treści z
      biblioteki. Ale również bardzo lubią szydełkowe zwierzaki
      robione przeze mnie. Cieszy się z nich także 12-latek. Słuchają
      muzyki poważnej (bardzo rzadko, ale jednak syn potrafi
      włączyć sobie sam, ku mojej rozpaczy, bo włącza coś strasznie
      przygnębiającego). Czytają mądre książki i nie ma problemów
      z jedzeniem warzyw wink
      Ich gust się kształtuje. Mówię im, co mi się nie podoba, czego
      nie lubię. One też mówią. I tak sobie żyjemy wink
      A miałam ciekawy przypadek z książką disneyową. Przyszła
      do mniej najmłodsza z taką pozycją, abym jej poczytała.
      Wykrzywiłam się okrutnie, że wolałabym coś innego, że
      tego nie lubię czytać. Uparła się. Zaczełam... I wiecie, jak
      się zdziwiłam. Tekst pisane był przez Jeremiego Przyborę smile
      Cudny wiersz, cudna proza, z lekim uśmieszkiem, opisująca
      disneyowe rysunki smile) Także z krytyką trzeba uważać wink)
      Jeszcze przypomniało się w sprawie adwentu. Adwent to nie
      czas postu, a radosnego(!) oczekiwania.
      • jogo2 Re: Dzięki za wszystkie odpowiedzi 10.12.07, 13:36
        Byliście bardzo życzliwi. Przyznam się, że przez kilka dni nie chciałam zaglądać
        do skrzynki, bo popełniłam takiego posta w duchu jesienno depresyjnym, że aż sie
        bałam oceny, chociaż zasadniczo właśnie o to wszystko mi chodziło, co napisałam.

        Pozdrawiam,
      • isma Bambi? 10.12.07, 14:29
        mama_kasia napisała:


        > A miałam ciekawy przypadek z książką disneyową. Przyszła
        > do mniej najmłodsza z taką pozycją, abym jej poczytała.
        > Wykrzywiłam się okrutnie, że wolałabym coś innego, że
        > tego nie lubię czytać. Uparła się. Zaczełam... I wiecie, jak
        > się zdziwiłam. Tekst pisane był przez Jeremiego Przyborę smile
        > Cudny wiersz, cudna proza, z lekim uśmieszkiem, opisująca
        > disneyowe rysunki smile) Także z krytyką trzeba uważać wink)
        > Jeszcze przypomniało się w sprawie adwentu. Adwent to nie
        > czas postu, a radosnego(!) oczekiwania.

        Przepadam za Bambim w przekladzie Przybory! To tez jest
        niewyczerpany skarbiec skrzydlatych slow w naszym domu:

        "Pędzą, mkną, lecą, a ryby płyną,
        jeśli po temu trafi sie strumień
        - bo bez strumienia ryba nie umie."

        "Ten pocałunek, to był początek
        wielkiej przyjaźni dwojga zwierzątek."

        "Sen zimą to jest pomysł tych zwierząt,
        które w życzliwośc zimy nie wierzą."

        "CO do Bambiego, to takie stany
        u ludzi zwą sie "byc zakochanym".
        Kochał Felinkę - to jasna sprawa.
        Na wzgórzu chocby na przykład stawał
        i dla niej stamtąd kozła wywijał
        (co, bez miłości, z sensem sie mija)."

        "Na jego widok ledwie ustała
        i tylko przez to mu nie zemdlała,
        że, kto jeleni poznał zwyczaje,
        wie, że im zemdlec się nie udaje."

        "Znowu zatupał zając pod debem.
        Znow mnie zbudziłeś, dostaniesz w gębę! -
        zbudzony puchacz grozi mu z dziupli
        (Sezom zimowy go nie wyszczuplił).
        - Dobrze, odchodze, ty grubianinie!
        Nic ci po mojej wielkiej nowinie!-
        rozgoryczony futrzak odpowie."

        "Wtem - Cisza! - wrzasnął Tupcio, ze skutkiem,
        bo wszyscy pyszczki, mordki na kłodkę
        zamknęli."

        I tak dalej, i tak dalej wink)).
Pełna wersja