jogo2
24.01.08, 21:25
Witam,
Jak pewnie wiecie wychowuję synka (5 lat) sama. Pracuję w domu i nie wyobrażam
sobie (aczkolwiek, jeżeli nie mielibyśmy z czego żyć, to tak bym zrobiła),
żebym miała o 7.30 wyruszać do biura i o 18.30 z niego wracać (8h + dojazd w
obie strony + w dzisiejszych czasach zostanie niekiedy 0,5 dłużej jest
wkalkulowane w gotowość do pracy). Oczywiście mało którą mamę stać na taki
luksus (albo mam już wypaczony pogląd na tę sprawę). Niedawno spotkałam
niezmiernie sympatyczną dziewczynę, która (też sama wychowuje dzieci)
twierdzi, że pracuje przez całe dnie poza domem i nie uważa, żeby miało to
jakikolwiek zły wpływ na dzieci. Jej dzieci są trochę starsze od mojego
dziecka - 8 i 15 lat.
Ja z kolei byłam wychowywana - kompletny anachronizm już w tamtych czasach
przez mamę, która po moim urodzeniu nie wróciła do pracy. Z perspektywy czasu
uważam, że spokojnie mogła sobie do tej pracy wrócić (ale tu znowu - ja nie
stoję nawet przed takim wyborem jaki miała wtedy moja mama: praca 7.00 -
15.00, odległość od domu 15 min. drogi) - nie przelewało nam się bardzo, a
mama siedząc w 4 ścianach sama stała się osamotniona i wpłynęło to negatywnie
na jej charakter, a w konsekwencji także i na mnie. Ja jestem świadoma, że
wzorce wychowania dziedziczy się po rodzicach, oczywiście samoświadomość
własnych wad i zalet jest tu niezmiernie ważna i cenna, ale praca nad sobą
jest trudna.
Ja o wiele rzeczy staram się dbać, ale często jestem stanowcza i wymagam może
w mało wesoły sposób. Generalnie cieszę się, że jestem z moim dzieckiem, ale
nie jest to nieustanny zachwyt, przekomarzanki i wygłupy od świtu do północy.
I teraz, gdyby to było trzeba, nie wyobrażam sobie, że zniknę z domu na
praktycznie cały dzień (pomijam fakt, że wówczas sobota oznacza chyba przede
wszystkim zakupy + porządki)i znajdę jakąś supernianię, która za mnie pójdzie
z dzieckiem na basen i generalnie wychowa tak dziecko, jak ja bym je
wychowała. Na babcię niestety nie mogę w tym zakresie za bardzo liczyć.
Czy moje dziecko, jak dorośnie, przyjdzie i powie mi - po co mamo siedziałaś w
domu, byłaś przykra bo nie miałaś się do kogo odezwać, bez sensu żyliśmy
skromnie, a Ty mogłaś zarabiać o 40% do 50% więcej. Dodam, że w chwili
obecnej, kiedy rozmawiamy o takiej hipotezie, bardzo nie chce, żebym poszła do
pracy "w biurowcu".
Czy faktycznie niepotrzebnie robię z tego wielką sprawę i tak samo można
wychować dziecko dobrze chodząc do pracy na cały etat, czy też kryje się za
takim stanowiskiem szereg malutkich "ale", o których zwolenniczki tego
ostatniego zapominają wspomnieć. Jak myślicie a moderatorki powinnam może
zapytać, czy wątek jest wystarczająco "na temat".