dyscyplina???

07.02.08, 14:32
Witam po dłuższej przerwie smile
Chciałabym Was zapytać, jak rozumiecie stawianie granic dzieciom przez ich rodziców?
Pytam, ponieważ ostatnio zaczynam mieć wątpliwości, czy przypadkiem nie popełniam jakiegoś błędu. Otóż, wychowuję synka (prawie 3 lata) pozostawiając mu raczej sporą swobodę i poświęcając mu bardzo dużo czasu. Zarówno moje serce jak i wiedza, którą posiadłam i na studiach i w ramach samodzielnego dokształcania podpowiadają mi, że jest to dobra droga. Ale jestem zmęczona. Nawet bardzo zmęczona. Pamiętam jak kiedyś Mamałgosia napisała, że Jej synek jest płaczliwy i że ona z jednej strony go rozumie (rozumie powody płaczu) ale z drugiej strony jest już tym zachowaniem syna zmęczona. Ja mam podobnie choć akurat nie płacz jest u nas problemem. Bardzo często rozumiem mojego synka, choć czasem wolałabym nie rozumieć i po prostu nakrzyczeć smile Byłoby szybciej i łatwiej smile
Chyba nie potrafię stawiać granic Jerzykowi. Bardzo staram się szanować jego prawo do odkrywania świata, ale mam ostatnio wrażenie, że nie uczę go, aby szanował moje prawa. I rezultat jest taki, że synek jest może szczęśliwy, ale ja jestem przeciązona i zestresowana.
Pozdrawiam
    • ese1 Re: dyscyplina??? 07.02.08, 16:24
      osobiscie nie znam dziecka, ktore stosowaloby sie w 100% do granic wyznaczonych
      przez rodzica, a gdybym takie znala (mam na mysli 3-latka) to pomyslalabym
      sobie, ze biedne to dziecko jestsmile
      Co do rodzaju i zasiegu granic - mysle, ze kazdy rodzic takie wprowadza, ale
      roznie w zaleznosci od swoich upodoban. U nas np nie pozwalam dzieciom na
      znoszenie zabawek na dol, ale to nie znaczy, ze tych zabawek tam nie ma. Bo
      dziecko owszem, wie o tym, co wolno, a co nie, ale czasami zapomina, albo robi
      cos na przekor celowo, aby zostac zauwazonym w danym momencie.
      Swiat i logika dziecka jest zupelnie inna niz nasza, doroslych, bogatsza, pelna
      wyobrazni. A my - no coz, wychowanie to ciagla nauka nie tylko dziecka, ale i
      nas samych, wiec nic dziwnego, ze kosztuje nas to tyle wysilku. Kazdy kolejny
      rok przynosi nowe wyzwania i tak do doroslosci dziecka, a wtedy pewnie dopiero
      zobaczymy, czy nasz trud nie poszedl na marne.
      Poza tym jeszcze dochodzi osobowosc nasza i dzieci. Kiedy mamy lepszy dzien, na
      wiecej rzeczy przymykamy oko, kiedy mamy gorszy dzien, to samo zachowanie u
      dziecka nas irytuje. Trudno wiec ocenic granice, trzeba starac sie byc
      konsekwentnym i wierzyc, ze to co robimy kochajac nasze dziecko, przyniesie
      rezultaty.
    • mader1 Re: dyscyplina??? 07.02.08, 20:59
      cieszę się, ze napisałaś smile Miło Cię czytać.
      Warszawianko, wiesz przecież, że tak ogólnie to nic nie poradzimy...
      Wiemy, że masz dosyc wiedzy teoretycznej, już jakieś pierwsze swoje
      spostrzeżenia... Już pierwsze sukcesy w życiu jako mama smile
      Jasne, ze trzeba stawiać granice, trzeba też wymagać.
      Trzeba uczyć szacunku do siebie.
      Ale teraz chodzi o t, by " przekuć" to na działania.
      A tu jest nie jest tak łatwo... Bo , jedno czego się uczę przy
      kilkorgu dzieciach, to tego, że trzba być elastycznym.
      Jest Was dwoje. Jest Twój maluch, bardzo męczący, ale z drugiej
      strony stoisz Ty, ze swoją całą kondycją. Jest tak, że czasem
      człowiek czuje się " wypompowany", zniechęcony zupełnie inną
      sytuacją, nie dotyczącą dziecka - pracuje ponad siły, albo jest
      przemęczony egzaminami, albo ma problemy rodzinne, albo... po prostu
      nic mu się chwilowo ( ale zapomina, że chwilowo) nie udaje.
      I wtedy nagle kończy się wyrozumiałośc dla dziecka - a ono właśnie w
      tych okresach, gdy mama ( tata) zmęczona, zdenrwowana, zniechęcona,
      jeszcze bardziej rozrabia...
      Przedyskutuj z kims te granice, odpocznij chwilę...
      a potem postanów coś, ale postaraj się zrobić to nie pod wpływem
      emocji, na spokojnie.
      Pomysl o tym, że niedługo Twój synek znajdzie się w przedszkolu lub
      na jakiś zajęciach między rówieśnikami... Czy stara się
      współpracować ? Czy... czy... czy... i wiesz, może robić przecież
      błędy smile
      • warszawianka51 Re: dyscyplina??? 08.02.08, 07:53
        Jestem zmęczona ale nadal dzielna smile To znaczy, że raczej nie mam problemu ze swoim zachowaniem. Mogę nawet śmiało przyznać, że aż sama się dziwie, ile mam siły i cierpliwości. Tylko coraz więcej osób z otoczenia mówi mi, że to nie jest właściwa droga...
        Jestem zakochana we własnym dziecku. Jak np. zezłości się i zaczyna krzyczeć to ja patrzę na niego z zachwytem a powinnam z przyganą smile Widzę jak powolutku kształtuje się jego osobowość - jest na początku tej drogi i zachwycają mnie wszelkie jego próby odseparowania się ode mnie, postawienia na swoim. Tylko tak się składa, że tylko mnie to zachwyca smile
        Coraz częściej słyszę, że to źle że Jerzyk się niczego nie boi, że się z nim za wiele negocjuje. Widzę pułapkę takiego wychowywania - wiem, że jednak powinnam budować autorytet. Tylko nie wiem, czy samym byciem dobrą, wyrozumiałą i rozumiejącą uda mi się to zrobić. Pamiętam z własnego dzieciństwa, że jak mi mama coś kazała tym swoim kategorycznym tonem to nie miałam wyjścia - musiałam usłuchać. I rodzice wcale nie stosowali kar w stosunku do mnie - ja po prostu CZUŁAM, że muszę być posłuszna. Ale takie wychowywanie też ma złe strony - ja do tej pory często zastanawiam się, co by powiedzieli rodzice na moje zachowanie, lub po prostu słucham się ich gdy mi doradzają smile I widzę, że jestem pod silniejszym ich wpływem niż powinno to mieć miejsce w naszej sytuacji smile
        Pozdrawiam smile
        • alex05012000 Re: dyscyplina??? 08.02.08, 09:55
          wiesz co warszawianko? rodzice nasi mają niestety ogromny wpływ na
          nasze relacje my-dzieci ... niekoniecznie jest to powielanie
          zachowań, u mnie akurat 180stopni w inną stronę, wydaje mi sie ,że u
          ciebie też (matka twoja była surowa, mówiła tonem nie znoszącym
          sprzeciwu, miała autorytet [pytanie czy do końca pozytywny] a ty
          postępujesz odwrotnie, autorytet budujesz na samej dobroci i
          wyrozumiałości, JA AKURAT ROBIĘ podobnie, więc tylko potwierdzam
          twoje działanie, tak czy siak wpływ własnego dzieciństwa jest
          ogromny, często spychany w podświadomość, ale jest.
          jako dziecko chowane restrykcyjnie, pod kloszem, rygorystycznie i
          konserwatywnie, od którego wiele wymagano, ganiąc przewinienia a nie
          chwaląc za wyniki-bo przecież to naturalne...prezentuję w stosunku
          do mojego dziecka kompletnie odmienny styl wychowania i
          nauczania...autorytet można zbudować na miłości, nie tylko na
          zastraszeniu...
          • warszawianka51 Re: dyscyplina??? 08.02.08, 15:08
            Musiałam się źle wyrazić - moja mama wcale nie była nadmiernie surowa - miała dla mnie dużo czasu, rozmawiałyśmy o (prawie) wszystkim, była tolerancyjna bardziej niż mamy moich koleżanek. Ale jak powiedziała tym swoim tonem "załóż czapkę, bo jest zimno na dworze" to, wierzcie mi, nie zdejmowałam tej jakże znienawidzonej czapki nawet jak byłam 30 km. od domu smile I co najśmieszniejsze - nadal nie zdejmuję bo nadal mnie w tej materii poucza smile

            Ty Mario masz starsze dziecko od mojego. Nawet nie wiesz jak podbudowały mnie Twoje słowa o możliwości zbudowania autorytetu bez zastraszania - Tobie się udało.
            Pozdrawiam serdecznie.
            • alex05012000 Re: pozdrowienia z Busko-Zdrój 12.02.08, 20:56
              hmmm, piszesz ,że mama nie była nadmiernie surowa i była
              tolerancyjna i ze rozmawiałyście, ale jakoś sie to kłóci z tym,że
              szłaś w czapce nawet 30 km od domu i chodzisz w niej nadal... moim
              zdaniem jednak jakaś forma dominacji matki nad tobą była i jest,
              duży wpływ, którego ty może wcale nie chcesz, wcale to nie takie
              śmieszne, jak piszesz, mnie raczej skóra cierpnie jak czytam... w
              niektórych przypadkach się kończy to kozetką u psychoterapeuty...
              moim zdaniem nabradziej perfidny, najgorszy jest właśnie taki wpływ
              niezauważalny gołym okiem, a silniejszy niż gdyby nas łajano i byto
              surowym.... trudno mi teraz to dokładnie opisywać co mam na myśli,
              bo jestem w sanatorium, w internecie z doskoku wieczorami - jest tu
              sala internetowa... pozdrawiam znad oparów siarkowych kąpieli.
              • verdana Re: pozdrowienia z Busko-Zdrój 12.02.08, 22:04
                Czasem rzeczywiscie taki wpływ jest destrukcyjny - bo człowiek nie
                podejmuje decyzji sam, a do końca życia liczy się z tym "zeby nie
                zmartwić rodziców".
                A czasami wcale nie. Bo nie opiera się na tym, że dziecko czegos nie
                robi, bo boi się rodzicielskiej dezaprobaty czy zmartwienia, ale
                dlatego,że w niektorych wypadkach uznaje prawdziwy autorytet
                rodzicow, przyznaje, ze w tym wypadku "wiedzą lepiej".
                Ja dlatego nie palę. Tylko dlatego. A stara baba już jestem.
                • warszawianka51 Re: pozdrowienia z Gliwic 13.02.08, 10:29
                  Rację ma Verdana.
                  I choć nie bardzo chciałabym rozmawiać tu o mojej mamie to dopiszę
                  tylko, że ja odbieram jej wpływ na mnie jako wyrobienie sobie
                  autorytetu - ja po prostu przyznałam jej rację - gdy jest zimno
                  należy włożyć czapkę bo w przeciwnym wypadku można zachorować.
                  Nie mogę jednak powiedzieć, że w ogólności Alex zupełnie się myli -
                  jak już wcześniej napisałam - zdaję sobie sprawę z tego, że czasem
                  moja mama wpływa na mnie bardziej niż powinna, ale trudno nazwać to
                  układem wielce patologicznym smile Ale światełko ostrzegawcze w mojej
                  głowie miga i wiem, że muszę ten maminy wpływ obserwować smile
                  Pozdrawiam serdecznie
        • mader1 Re: dyscyplina??? 08.02.08, 16:48
          no dobra. To wiemy już, że nie chodzi o Twój gorszy okres i spadek
          odporności na wygłupy maleństwa.

          > Jestem zakochana we własnym dziecku. Jak np. zezłości się i
          zaczyna krzyczeć to
          > ja patrzę na niego z zachwytem a powinnam z przyganą smile Widzę jak
          powolutku k
          > ształtuje się jego osobowość - jest na początku tej drogi i
          zachwycają mnie wsz
          > elkie jego próby odseparowania się ode mnie, postawienia na swoim.
          Tylko tak si
          > ę składa, że tylko mnie to zachwyca smile

          Wzruszyło mnie to. Bo ja... wiesz, czasem jak patrzę na nadąsane czy
          złoszczące się obce dziecko, patrzę z rozbawieniem i trochę
          rozczuleniem - jak taki kajtek musi czuć się bezpiecznie, że tak
          się " rzuca" na świat smile))))
          Wiesz, zastanów się czy to Ty uważasz, że coś jest nie tak, czy
          otoczenie krytykuje Twój sposób wychowania ?
          Pamiętam naszych bezdzietnych przyjaciól, którzy uważali, że
          rozpuszczamy Najstarszą.Nie zamierzaliśmy dawać klapsów ,
          tłumaczyliśmy swoje zachowanie i jadała z nami przy stole smile)))
          Mogła rozmawiać z gośćmi. A ona nie rozbiła nic złego, wtedy gdy
          byli u nas cały dzień, chciała tylko trochę uwagi ! Była małą
          dziewczynką, nigdy nie okazała im niechęci czy wrogości, przynosiła
          te swoje kukiełki czy plastelinę i oburzało ich, że zamiast
          poświecić im całą uwagę - przy ich pobycie 10- godzinnym - lepię dla
          niej albo z nią figurkę.... Nie napiszę, bo jestem litościwa, jak
          wiele lat później zachowywało się zaproszone do nas ich dziecko.
          Zmienili zdanie. A ja miałam wcześniej zgryz czy nie mają racji...
          Popatrz na swojego synka.
          Autorytet nie rodzi się w strachu.
          Nie wiem, gdzie się rodzi właściwie smile)))
          Zwróć tylko uwagę czy zważa na Twoje uczucia, na uczucia innych...
          Czy wie, kiedy Ci przykro, a kiedy jesteś smutna. Czy wie, że
          niektóre zachowania sprawiają przykrośc nie tylko Jemu, ale i innym
          ludziom,dzieciom... że pewne zachowania wywołują pewne reakcje ?
          Jeżeli widzi wokól innych, nie tylko siebie to jest dobrze.
          A wiesz... musiałabym go zobaczyć smile))
          • warszawianka51 Re: dyscyplina??? 13.02.08, 10:35
            > Zwróć tylko uwagę czy zważa na Twoje uczucia, na uczucia innych...
            > Czy wie, kiedy Ci przykro, a kiedy jesteś smutna. Czy wie, że
            > niektóre zachowania sprawiają przykrośc nie tylko Jemu, ale i
            innym
            > ludziom,dzieciom... że pewne zachowania wywołują pewne reakcje ?
            > Jeżeli widzi wokól innych, nie tylko siebie to jest dobrze.

            No to jest dobrze, bo choć może nie jest typem wielkiego wrażliwca,
            to jednak strapionego umie pocieszyć smile


            > A wiesz... musiałabym go zobaczyć smile))

            Bardzo bym chciała, żebyś go zobaczyła. smile Może jakieś warszawskie
            spotkanie forumowe? smile
            • mader1 Re: dyscyplina??? 13.02.08, 12:05
              Trzeba o tym pomyśleć smile - ale jak będzie większa ilość dzieci i
              mam, to głównie mamy się zobaczą i dzieci gdzieś tam zwieją z zabawą
              i " się zobaczą".
              O...o... córkę widzę przez okno, wraca bez czapki :0

              A tak na poważnie... na poważnie to wydaje mi się, że gdy nauczymy
              dziecko, że wokół są inni, że trzeba zwracać na nich uwagę... jeżeli
              otoczymy je miłością, nauczymy wyrażać swoje uczucia, rozmawiać,
              nauczymy odpowiedzialności - to czegóż chcieć więcej ?
              Moje dzieci mogą ze mną porozmawiać zawsze - i wprawdzie
              doprowadziło to do opisywanych już przeze mnie kłopotów z dentystą w
              przypadku Muńka, ale żadnych więcej kłopotów nie zauważyłam. Nie
              czuję się przez to lekceważona.
              • warszawianka51 Re: dyscyplina??? 14.02.08, 20:05
                Mój Synek dziś mnie zaskoczył. Broił jak to on i nie zważał na moje
                upomnienia. W końcu powiedziałam coś do niego stanowczym tonem. A
                mój niespełna trzylatek - Mamo, nie stresuj mnie! smile Ale się
                ubawiłam.
                • mader1 Re: dyscyplina??? 14.02.08, 21:28
                  O tak smile)) mój też jest asertywny smile Potrafi nazwać swoje
                  uczucia smile - boję się, albo - jestem teraz zdenerwowany albo jestem
                  teraz zezłoszczony na Ciebie. Potrafi upomnieć " na dzieci się nie
                  krzyczy".
                  Także w przedszkolu surprised

                  > mój niespełna trzylatek - Mamo, nie stresuj mnie! smile Ale się
                  > ubawiłam.

                  Ciekawe od kogo to usłyszał wink)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja