isma
11.02.08, 13:46
Ofensywa kaznodziejska w archdiecezji krakowskiej trwa. Ale tym
razem, to nie wiem, czy smiac sie, czy plakac

)):
Nowoczesne kazanie po krakowsku
U św. Józefa ksiądz głosi homilie z laptopem. Wierni chwalą
nowatorskie metody kapłana.
Współcześni księża muszą się sporo natrudzić, by wychowane na
kulturze obrazkowej społeczeństwo nie ziewało podczas mszy. Ks.
Jacek Stryczek z Krakowa wpadł na pomysł, by kazanie okrasić pokazem
filmu, prezentacją na komputerze, zaproszeniem eksperta lub nawet...
pokazem gimnastycznym. Dla niego - adepta m.in. studiów PR-owskich,
przekaz multimedialny jest oczywistym narzędziem pracy.
Środa popielcowa, kościół św. Józefa na Rynku Podgórskim. Na środku
świątyni stoi rower eliptyczny do ćwiczeń rąk i nóg. Ks. Jacek w
ornacie wchodzi na przyrząd i zaczyna ćwiczyć. Zdumieni wierni
patrzą na niego w milczeniu. Dopiero po paru minutach duchowny
rozpoczyna kazanie. Tłumaczy, że Wielki Post nie jest okresem, w
którym ludzie przychodzą do kościoła się żalić. - Nie można
wychodzić z założenia, że nic nie możemy, że jesteśmy słabi. W
Wielkim Poście trzeba próbować, ćwiczyć - podkreśla ks. Stryczek. Po
mszy starsza pani kręci nosem. Nie odpowiada jej nowatorski sposób
wprowadzenia w temat. Druga natomiast podchodzi do księdza,
rozmawia, wchodzi na rowerek. - Pytała, czy nie można by go zostawić
na stałe - śmieje się duchowny.
Rowerek to tylko jedno z narzędzi ewangelizacji. Co niedzielę,
podczas mszy akademickich, ks. Jacek włącza laptopa. Czasem
wyświetla krótki film, częściej prezentację w Power Poincie. Do
kazania o egoizmie wypożyczył film o rozwoju raka (wtedy był jeszcze
duszpasterzem studentów Collegium Medicum). Zaproszony lekarz mówił,
jak się rozwija nowotwór - jego komórki niszczą zdrowe, by rosnąć w
siłę i stać się nieśmiertelne. Potem jednak giną, bo umiera
organizm, który je żywił. - W obrazowy sposób tłumaczyłem, że egoizm
prowadzi do samozagłady - mówi ks. Stryczek.
Pomysł wykorzystania techniki klarował się podczas lekcji religii,
które prowadził w szkole. - Zdziwiło mnie, jak niemal dojrzałe
nastolatki skupiały się na prostym filmiku o przypowieściach
biblijnych - mówi. Pomyślał, że podobny sposób można zastosować w
kościele. Czytał podręczniki o reklamie, skończył podyplomowe studia
public relations. Teraz techniczne środki są dla niego czymś
zupełnie naturalnym. - Skoro reklamy robi się dla pieniędzy, to
dlaczego ja nie mogę włożyć podobnego wysiłku w przekaz podczas
kazania? Ludzie często są znudzeni bezosobowym przekazem podczas
homilii - tłumaczy kapłan. Zaznacza, że nigdy nie słyszał
nieprzyjemnych uwag na temat nowatorskich metod od swoich
przełożonych.
Na akademickie msze ks. Stryczka przychodzą dzieci nawet z
podstawówki. - Nie nudziłem się ani chwili i wszyściutko
zrozumiałem - mówi rezolutnie 12-letni Antek z Podgórza.
Nie brak też ludzi starszych. Okazuje się, że wierni w Krakowie nie
są aż tak konserwatywni, jak się sądzi. - Bo nigdy tacy nie byli -
podkreśla ks. Robert Nęcek, rzecznik prasowy krakowskiej kurii. Sam
używa na mszach medialnych, choć nieco skromniejszych środków. - W
jednej ręce świeża gazeta, w drugiej - Biblia. Wydarzenia z tej
pierwszej tłumaczę przez Pismo Święte - mówi. Metodę tę ks. Nęcek
ściągnął od popularnego na Węgrzech biskupa Tihamera Totha.
Pełen podziwu dla metod ks. Jacka jest również prof. Zbigniew Nęcki,
psycholog społeczny i wykładowca w podyplomowej szkole retoryki UJ. -
Ma u mnie piątkę za skuteczność retoryczną - żartuje profesor. Skąd
się bierze taka skutecznośc metody multimedialnej? Nęcki tłumaczy,
że ludzie nie potrafią się skupić i słuchać, a obraz i symbol mają
wielką siłę. - Obraz działa na ośrodki mózgowe prawej półkuli i
trafia dużo głębiej niż słowo. Zakorzenia nie tylko wiedzę, ale też
przesłanki do działania - tłumaczy naukowiec.
Nie wszyscy jednak są zwolennikami tej teorii. Bp Tadeusz Pieronek
woli pozostać przy tradycyjnym przekazie i zapewnia, że z laptopem w
świątyni go raczej nie zobaczymy. - Wierzę w siłę słowa. Nie mam nic
przeciwko środkom technicznym, ale to jedynie haczyk, który może
kogoś przyciągnąć - podkreśla. Dodaje jednak, że takimi metodami nie
da się nikogo zatrzymać na dłużej. - Dogłębnie przekonać można
słowem, nie techniką - mówi.
Ks. Stryczek zastrzega, że kazania z filmami i laptopem nie mają
służyć popisywaniu się czy podlizywaniu rozpieszczonej telewizją i
internetem publiczności. - Przygotowuję msze tak, by sacrum
pozostało nienaruszone - tłumaczy. Dodaje, że jego ideałem jest
msza... w ciszy i skupieniu. - Obawiam się jednak, że taki przekaz
nie trafiłby do ludzi - mówi. A zarzuty o zniżaniu się do poziomu
wyznawców kultury obrazkowej? - Przecież Kościół ma im służyć! -
kwituje prof. Nęcki.
krakow.naszemiasto.pl/wydarzenia/817147.html