13 lutego , środa - czytania

12.02.08, 23:39
(Jon 3,1-10)

Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań, idź do
Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam.
Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak powiedział Pan. Niniwa była
miastem bardzo rozległym - na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść
przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze
czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy
Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do
najmniejszego. Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu,
zdjął z siebie płaszcz, oblókł się w wór i siadł na popiele. Z
rozkazu króla i jego dostojników zarządzono i ogłoszono w Niniwie co
następuje: Ludzie i zwierzęta, bydło i trzoda niech nic nie jedzą,
niech się nie pasą i wody nie piją. Niech obloką się w wory, niech
żarliwie wołają do Boga! Niech każdy odwróci się od swojego złego
postępowania i od nieprawości, którą [popełnia] swoimi rękami. Kto
wie, może się odwróci i ulituje Bóg, odstąpi od zapalczywości swego
gniewu, a nie zginiemy? Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od
swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą
postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.


(Ps 51,3-4.12-13.18-19)

REFREN: Sercem skruszonym nie pogardzisz, Panie
Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.
Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz
a całopalenia, choćbym dał, nie przyjmiesz.
Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.


(Jl 2,13)

Nawróćcie się do Boga waszego, On bowiem jest łaskawy i miłosierny.


(Łk 11,29-32)

Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: To plemię jest
plemieniem przewrotnym. żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu
dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla
mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.
Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego
plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi
słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią
je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu
jest coś więcej niż Jonasz.
    • otryt 13 lutego , środa - rozważania 12.02.08, 23:41
      >Począł więc Jonasz iść przez miasto
      >jeden dzień drogi i wołał, i głosił:
      >Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona.
      >I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post
      >i oblekli się w wory od największego do najmniejszego.
      >Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu,
      >zdjął z siebie płaszcz,
      >oblókł się w wór i siadł na popiele.

      Zdumiewa mnie jak łatwo wykonał swoje zadanie Jonasz. Zadanie
      powierzone mu przez Boga, zadanie, którego się obawiał, którego nie
      chciał się podjąć, przed którym w końcu uciekł. Wolał raczej śmierć
      ponieść na środku morza. Ileż było wcześniej zachodu a poszło tak
      łatwo!

      Ale było jeszcze coś. Gdy Niniwa została uratowana Jonasz był
      niezadowolony, wypominał Bogu, że nie zniszczył miasta. Bóg
      cierpliwie go pyta, czy uważa, że słusznie jest oburzony?
      Widzę w tym postawę starszego brata, który jest niezadowolony z
      radości Ojca, gdy marnotrawny syn wraca.

      Gdy Bóg Ci pomaga wszystko jest dziecinnie łatwe. Wiesz co mówić, co
      robić. Bóg wkłada ci słowa w usta. Często sprawy idą jak po grudzie.
      Musisz się sporo namęczyć, a efekt mizerny. Innym razem sprawy idą
      zdumiewająco łatwo. Czytając historię Jonasza przypomniała mi się
      historia z mojego życia. Dawno temu człowiek, którego nie lubiłem,
      poprosił mnie, abym zapytał się, czy w miejscu gdzie pracuję
      znalazłoby się i dla niego miejsce? Załatwiałem już takie sprawy
      dawniej i wiem, jak to zazwyczaj wygląda. Każdy szuka jakichś dojść
      i wszelkie wolne miejsca są z mety rozchwytywane. Zazwyczaj widzimy
      gest rozłożonych rąk, że chętnie by pomogli, ale w tej chwili
      niestety nie ma takiej możliwości. Przyznam szczerze, że nic nie
      zrobiłem w tej sprawie przez jeden dzień. Następnego dnia stała się
      rzecz, która mnie zdumiała w najwyższym stopniu. Podchodzi do mnie
      kierownik sąsiedniego działu i pyta, czy nie znam kogoś o takim i
      takim wykształceniu, z takiej a takiej uczelni. Te kwalifikacje
      dokładnie odpowiadały kwalifikacjom człowieka, który mnie prosił,
      abym się zapytał w jego sprawie. Wydawać by się mogło, że
      momentalnie powinienem z radością wykrzyknąć, że znam oczywiście
      takiego człowieka. Jednak nie zrobiłem tego, lecz odpowiedziałem, że
      gdy kogoś takiego znajdę, to go podeślę. Przyznam, że przez ten
      dzień łamałem się ze sobą, walczyła we mnie niechęć do tego
      człowieka i dawne urazy. Widziałem jednocześnie palec Boży w tym
      wszystkim. Pan Bóg wkracza w naszą trudną relację, chce dopomóc
      naszemu pojednaniu. Tak w końcu odczytałem całą tę sytuację.
      Następnego dnia skontaktowałem obu panów ze sobą. Wkrótce został
      zatrudniony. Nawet trochę ucieszyłem się z tego, bo było to dobre
      dla jego dużej rodziny. Nasze relacje ciut się poprawiły. Ten okres
      naszej wspólnej pracy był chyba najlepszym okresem w naszej
      znajomości. To był czas prosperity w zakładzie. Kilka lat później w
      firmie popełniono strategiczne błędy. Firma zaczęła powolutku tonąć.
      Wszyscy widzieli, co się dzieje. Każdy, kto miał możliwość opuszczał
      tonący okręt. I wtedy ten człowiek, któremu ja, a właściwie Pan Bóg
      załatwił pracę, przyszedł do mnie i zaproponował mi miejsce w innej,
      świetnie rozwijającej się firmie. Sam znalazł sobie również coś
      nowego. Czy byłoby mnie stać, aby pójść do niego i poprosić go, o to
      samo, o co on prosił mnie przed laty? Nie wiem. Pan Bóg mnie
      wyprzedził i nie dopuścił do sytuacji, że zrobiło się naprawdę
      bardzo trudno i dramatycznie. A tak niestety wyglądała końcówka
      zakładu, który zawczasu opuściliśmy. I wraca do mnie pytanie, które
      Bóg stawiał Jonaszowi: „Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony?”.

      Daj mi, Panie Boże prawdziwe przebaczenie. Proszę Cię o to.

    • mader1 Re: 13 lutego , środa - czytania 13.02.08, 21:27
      Jeszcze
      > czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona.

      Tylko 40 dni. Zeby się nawrócić to tylko 40 dni. Nawrócić się to nie
      tylko powiedzieć " Boże wierzę w Ciebie. Boże kocham Cię" , to także
      postępować tak, jakby się Go kochało, w Niego wierzyło....

      Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od
      > swojego złego postępowania.

      Zobaczył Bóg czyny ich.... więc można przez te 40 dni zmienić
      całkowicie swoje postępowanie, swoje życie... To nie muszą być tak
      drobne kroczki, że dla innych niezauwazalne....

      40 dni... jakże to mało... ale jakże dużo gdy to jest 40 dni
      kuszenia...
Pełna wersja