bajka na końcówkę Wielkiego Postu

07.03.08, 14:24
W Środę Popielcową rano przy klasztorze ojców franciszkanów
spotkali się: Post, Modlitwa i Jałmużna.
- Wybieram się do Nieba - zaczął Post. - Myślę, że góra trzy dni
i znajdę się tam.
- Trzy dni! Też mi coś - prychnęła Jałmużna. - Ja zasłużę na Niebo
w dwa dni!
Modlitwa nic nie powiedziała, ale w duchu była przekonana, że
już jutro będzie w Niebie.
I tak, w Środę Popielcową pod klasztorem ojców franciszkanów
Post, Modlitwa i Jałmużna postanowili jak najszybciej zasłużyć
na Niebo.
...
Tego dnia Post miał ułatwione zadanie. Ściśle przestrzegał
tradycji. Środa Popielcowa - trzy posiłki, jeden tylko do syta,
zero mięsa. Niewielkie śniadanie zjadł już wcześniej. Natomiast
na obiad była pyszna smażona ryba z ziemniakami i surówką.
Najadł się, ale raz w ciągu dnia było mu wolno. Potem poszedł
do sklepu po zakupy. Kupił słodki serek i rybkę wędzoną.
A potem jeszcze zauważył nowy gatunek sera i też go kupił.
To wszystko zjadł na kolację, pamiętając jednak, aby nie
najeść się do syta.
Niestety, w czwartek rano nic się nie zmieniło. Post nie znalazł
się w Niebie. Przy kubku kakao i bułce z marmoladą zastanawiał
się, z czego by tu zrezygnować. Postanowił... nie jeść
słodyczy. Schował głęboko do szafy torebkę z cukierkami i
pudełko z ciastkami. Szafę zamknął na klucz.
- Mam to z głowy - powiedział, zadowolony z własnej
zaradności.
Przez cały dzień nie zjadł nic słodkiego, nawet herbaty
nie posłodził. To dopiero był post!
- Jutro będę w niebie - rozmyślał w czasie kolacji,
zajadając pieczoną nóżkę z kurczaka.
Jednak to nie pomogło. W piątek obudził się we własnym
łóżku.
- A może by tak spróbować radykalnie? - zastanawiał się.
- Tylko woda!
Piątek był dla niego bardzo ciężkim dniem. Post chodził
rozdrażniony. Pokłócił się z sąsiadem, nawymyślał sprzedawczyni,
pogonił bawiące się pod jego oknem dzieci. Ale wytrzymał cały
dzień bez jedzenia.
W sobotę rano nie mógł się obudzić. Czuł się źle, a to znaczyło,
że na pewno nie był w Niebie. Jeżeli tak radykalny post nie
pomógł, to co jeszcze mógł zrobić?
...
Kiedy w Środę Popielcową Post poszedł do domu, Jałmużna udała
się do banku. Miała trochę oszczędności. Postanowiła część z
nich wydać.
- Chciałam przelać pewną sumę na konto Urzędu
Miasta - powiedziała przy okienku bankowym. - Żeby wszystkim
nam żyło się lepiej - dodała z uśmiechem. - Tylko proszę
zaznaczyć, że to ode mnie.
Podpisała, co trzeba było podpisać i poszła do domu - przekonana,
że w czwartek rano będzie w Niebie. Była przecież taka
hojna!
Myliła się jednak. W czwartek nadal znajdowała się na
Ziemi. Trzeba było działać dalej. Wyjęła pieniądze z
kuferka, odliczyła kilka banknotów i wyszła z domu.
- Pani kochana, da pani na chleb - usłyszała głos
staruszki-żebraczki. Nawet nie spojrzała. Minęła ją szybko i
poszła do szkoły.
- Tutaj są pieniądze na obiady dla biednych dzieci - powiedziała
w sekretariacie.
Pani sekretarka z wdzięcznością podziękowała za dar.
A Jałmużna stała dalej, jakby na coś czekała.
- Słucham? - spytała uprzejmie sekretarka. - Czymś jeszcze
mogę służyć?
- Oczywiście! - oburzyła się Jałmużna. - Niech pani zapisze
w księdze ofiarodawców, że te pieniądze pochodzą ode mnie!
Wszystko musi być zapisane. Inaczej, kto mi uwierzy, że je
dałam.
Jałmużna jeszcze przypilnowała, czy sekretarka wszystko
dobrze zapisała, a potem poszła do domu.
W piątek rano Jałmużnę oślepił blask światła.
- Niebo... - wyszeptała, mrużąc oczy.
Jakże była zła, gdy okazało się, że to tylko wiosenne słońce.
- Jak to możliwe! - złościła się. - Tyle pieniędzy i nic?!
Zdenerwowana usiadła przy biurku. Wyjęła książeczkę czekową
i zaczęła pisać: jeden czek na schronisko dla zwierząt, drugi
dla Kościoła, trzeci dla szpitala. Wypisała dziesięć czeków.
Potem osobiście zaniosła je w odpowiednie miejsca, wszędzie
wpisując się w księgę ofiarodawców. Tyle pieniędzy jeszcze
nigdy nie rozdała.
Sobotni poranek był jedną z najgorszych chwil w
życiu Jałmużny. ...Ciągle nie osiągnęła Nieba.
...
A co działo się w tym czasie z Modlitwą? Jak ona chciała zasłużyć
na Niebo?
Zaraz po środowym spotkaniu z Postem i Jałmużną Modlitwa poszła
do kościoła. Wyjęła różaniec, książeczkę do nabożeństwa, uklękła
i zaczęła się modlić:
- Panie Boże, weź mnie do Nieba. Zobacz, ile czasu spędzam
w kościele. Zobacz, jak długo klęczę. Weź mnie pierwszą.
To ja bardziej zasługuję na Niebo niż Post i Jałmużna.
Modlitwa klęczała tak cały dzień. Jak bolały ją kolana, siadała
na chwilę w ławce, a potem znowu - na kolana.
Wieczorem wróciła do domu. Przebrała się odświętnie. W Niebie
chciała wyglądać jak najlepiej.
W czwartek rano Modlitwa spojrzała na wygniecioną suknię.
Już wiedziała - nie zasłużyła na Niebo. Pewnie za mało się
modliła.
Tym razem poszła do katedry. "To takie dostojne miejsce. Może
tutaj Bóg mnie wysłucha." Uklękła w pierwszej ławce, jak
najbliżej ołtarza i mówiła:
- Boże, czemu nie zabrałeś mnie do Nieba? Tyle czasu się
modliłam. Tak Ciebie prosiłam. Zobacz, ludzie tutaj wpadają
tylko na pięć minut i zaraz wychodzą, a ja klęczę tyle
godzin.
Rzeczywiście, wiele osób zaglądało do katedry na krótką
chwilę. Czasami tylko przyklęknęli, szepnęli "dziękuję" i
szli dalej. A Modlitwa wytrwale klęczała. Zdrzemnęła się
tylko na moment, bo była już zmęczona, ale ciągle
trwała.
Niewiarygodne, ale i takie poświęcenie nie pomogło.
W piątek Modlitwa obudziła się nie w Niebie, a u siebie
w domu.
"Teraz Ci pokażę" - pomyślała. - "W piątek mam tyle
możliwości..."
Rano Modlitwa obeszła wszystkie kościoły w mieście. W każdym
z nich modliła się pół godziny. Po obiedzie poszła do
franciszkanów na drogę krzyżową dla dzieci. Potem na
drogę krzyżową dla dorosłych do redemptorystów i jeszcze
zdążyła na mszę wieczorną w katedrze. W domu wyczerpana
położyła się spać.
Kiedy w sobotę rano znowu obudziła się w swoim łóżku,
zrezygnowana poszła pod franciszkański klasztor. Zastała
tam zniecierpliwioną Jałmużnę, a zaraz po niej przywlókł
się wycieńczony Post.
- Oddałam tyle pieniędzy! - krzyczała Jałmużna. - I nic!
- Modliłam się trzy dni, prawie bez przerwy - żaliła się
Modlitwa.
Post nie był w stanie nic powiedzieć. Zmęczony usiadł na
ławce.
Kiedy tak krzyczały i żaliły się na przemian, zobaczyły
postać, idącą do nich uliczką. Nie znały jej, ale ona
wyraźnie wiedziała, kim są.
- Jestem Miłość - przedstawiła się postać. - Przysłał mnie
Bóg.
Modlitwa i Jałmużna podeszły bliżej. Nawet Post wstał z
ławki.
- To przekaż Mu - zaczęła Jałmużna - że mamy tego wszystkiego
dosyć!
- Sami Mu powiecie. - Uśmiechnęła się Miłość. - Jak tylko
znajdziecie się w Niebie.
- O nie! - krzyknęła Modlitwa. - Mam dosyć klęczenia!
- Ależ kochani - mówiła Miłość. - Teraz już będzie inaczej. Do
tej pory zabrakło wam jednego. Zabrakło wam Miłości. Bez Miłości
nie można dostać się do Nieba.
- Jak dawać pieniądze - Miłość zwróciła się w stronę
Jałmużny - to z miłością i bezinteresownie.
- Jak pościć - ciągnęła - to z miłością i radośnie.
- Jak modlić się...
- Tak, wiem - wyszeptała Modlitwa. - Z miłością i nie na pokaz.
Do Niedzieli Palmowej zostało jeszcze wiele dni. Post, Modlitwa
i Jałmużna mieli dużo czasu, aby się zmienić. Pomogła im
Miłość. Razem zdobyli Niebo.
    • mader1 Re: bajka na końcówkę Wielkiego Postu 08.03.08, 16:12
      Noo, Kasiu smile specjalne podziękowania od Średniej za bajkę smile
      A ja ciągle nie w niebie ! wink)))
    • warszawianka51 Re: bajka na końcówkę Wielkiego Postu 10.03.08, 07:50
      Kasiu, pięknie smile Bardzo mi się podoba, gratuluję i troszkę zazdroszczę talentu smile Pozdrawiam
Pełna wersja