Wszyscy utrudzeni...

21.03.08, 13:49
Była u mnie młoda kobieta, ciężko i może nawet ponad siły pracująca.
Usiadła ciężko na stołku i spuściła głowę. Spojrzała... i
wykrztusiła o operacji, następnej operacji, która ją czeka. O swoim
strachu i łzach...
W czasie wizyty u lekarza powiedziałam powodowana impulsem coś
lekarce... A ona wtedy wzruszona zaczęła mówić o swoim życiu. Za
drzwiami następne dzieci, następne choroby do wyleczenia a tu w
gabinecie te kilka zdań. O mężu, który porzucił o 24 latach. O bólu
rodzielania na pół tych 24 lat życia...
Rozmowa telefoniczna z rodzicami, którzy nie mają już sił - ich
córka jest przewlekle chora od wielu lat...
I inni, którzy nie potrafią pogodzić się ze swoimi chorobami,
lękiem... Tacy, którzy odeszli daleko, aby zechcieli wrócić.
Tacy, którzy nie mogą i nie mają sił na Triduum...
Tyle osób dziś przychodzi mi na myśl.
Proszę o modlitwę za nich.
    • nati1011 Re: Wszyscy utrudzeni... 21.03.08, 14:16
      czytałam ostatnio rozważania drogi krzyżowej.

      Zapamiętałam - uderzyło mnie - jedno stwierdzenie. Szymon został
      zaskoczony w drodze do domu i zmuszony do niesienia krzyża z
      Chrystusem.

      Nas też Krzyż zawsze zaskakuje. Nie chcemy Go, jesteśmy wręcz
      zmuszeni do wzięca Go na ramiona. A obok stoi żołniez z bagnetem i
      nie pozwla nam od Niego uciec. Jakże trudno dostrzec sens. Jak
      ciężko poddać się cieżarowi. I pójść z Nim, a nie czekać na okazję
      do ucieczki.

      Jeszcze jedno zdanie z tego postu. Wziąć swój krzyż to nie znaczy
      cierpieć. Cierpienie samo przychodzi i nie potrafimy od niego uciec.
      Wziąć Krzyż, to Go zaakceptować, poddać sie woli Boga, pamiętając,
      że na końcu drogi jest nie Golgota, lecz Zmartwychwstanie. Trudne.
      Do końca wręcz niemożliwe. Jak tylko pojawia się ból, to i tak
      pierwsza myślą jest zawsze ucieczka. Tak trudno przytulić się do
      krzyża, lub choćby wytrwać obok. Jak nie potrafimy pomóc, to nawet
      nie stać nas na bycie blisko. Nie chcemy patrzeć na cierpienie.
      ŁĄtwiej jest uciec. Udawać, ze go nie ma.

      Mnie też wiele osób przychodzi dziś na myśl.

      Tyle razy uciekałam spod krzyża. Własnego i innych.
      • mader1 Stat crux .... 21.03.08, 15:26
        STAT CRUX DUM VOLVITUR ORBIS !

        Krzyż stoi, choć zmienia się świat !

        Adoracja krzyża...

        Opis Męki Pańskiej, żal serdeczny przejmuje w ciszy po śmierci
        Boga... To chyba najdramatyczniejszy punkt w liturgii Kościoła.
        Jedność zachodząca w Osobie Jezusa Chrystusa nakazuje patrzeć i
        przeżywać tę ciszę nie tylko jako milczenie po śmierci Człowieka,
        ale również jako ciszę zupełną w chwili totalnego ogołocenia się
        Boga wobec świata, Stwórcy wobec stworzenia, absolutnego
        osamotnienia Boga, radykalnego opuszczenia Go przez ludzi. Tym
        mocniej brzmią słowa wielkiego myśliciela XX wieku Mahatmy
        Ghandiego :

        „Jezus żył i umarł nadaremnie, jeśli nie nauczyliśmy się kształtować
        naszego życia na wiecznym prawie miłości”.

        Ta miłość zademonstrowana Apostołom w Wieczerniku w znaku obmycia
        nóg, w sakramentach Eucharystii i kapłaństwa, zostaje wypowiedziana
        do końca, zaśpiewana do ostatniej nuty, dopełniona...

        Czy ta miłość mogłaby być zaprzepaszczona ???

        STAT CRUX DUM VOLVITUR ORBIS !

        reszta tu :
        www.opoka.org.pl/biblioteka/M/MR/stat_crux.html
    • jagoda56 Re: Wszyscy utrudzeni... 21.03.08, 19:25
      Mój mąż od 2 tygodni jest w szpitalu.Okazało się,że od kilku lat ma
      uszkodzony mięsień sercowy.Prawdopodobnie infekcja serca.Pewien
      powszechny wirus może tak zaszkodzić.Lekarz na usg rzucił z grubej
      rury,że za jakiś czas jak się nie polepszy czeka męża przeszczep.Jak
      mąż to usłyszał to,aż nogi się pod nim ugięły.On zawsze był
      zdrowy.Podobno odkilku lat z tym chodził.
      Jest to dla nas duża próba wytrwałości.Zastanawiam sie cośmy złego
      zrobilisad(((.
Pełna wersja