wpływ popkultury na dziecko

01.04.08, 21:16
Witam,
Wczoraj będąc na osiedlowym bazarku zatrzymaliśmy się jak zawsze obok stoiska
z DVD, mojemu dziecko wpadł w oko DVD z żółwiami Ninja i cały rozpromieniony
powiedział, że chciałby, żebyśmy to kupili, bo on nie wie co to jest, a
chłopcy w przedszkolu się w to bawią.

Te żółwie Ninja takie zupełnie niepodobne są do bajek, które zwykłam mu
puszczać na DVD, no ale dobrze niech będzie. Tym, którzy nie oglądali dodam,
że to chyba jest odpowiednik Rambo dla dzieci. Następnego dnia (dzisiaj)
zmieniłam zdanie. Syn w nocy miał zły sen. Śniło mu się, że kometa spadła na
nasz dom (trochę podobne do takiej sceny z filmu), a potem, jak przyszedł z
przedszkola to bawił się po raz pierwszy w walki z tekstami: zostało Ci x
minut życia.
Najpierw się zgorszyłam i powiedziałam: nigdy więcej żółwi Ninja.
A teraz nie wiem, czy naprawdę słusznie się aż tak tym przejęłam. W końcu, jak
ja byłam mała, to chłopcy i dzieci w ogóle bawiły się w Czterech Pancernych i
Psa - też okropna szmira tak jak Rambo, nad dodatek propagandowa, mająca na
celu urobienie narodu w duchu sympatii do sowietów. Ja nie wiem, jak to było,
bo się w to akurat nie bawiłam, ale przypuszczam, że nikt nie stał się od
takich zabaw ani komunistą, ani zabójcą. Może to jest tak, że chłopcy zawsze
bawili się w jakieś zabawy wymagające gwałtownej akcji i czy naprawdę jest
jakaś różnica pomiędzy zabawą w wojnę, zabawą z tekstami typu: zostało ci x
minut życia, a np. zabawą w okropnie dokuczliwe łaskotki gilgotki (osobiście
wolę wszystko niż zabawę w łaskotki gilgotki).
Czy sądzicie (jeżeli widzieliście), że żółwie Ninja nie są odpowiednie dla 6
latka?

Dodam, że sama nigdy bym na taki pomysł nie wpadła, no więc też dochodzi ten
element, że inni chłopcy się w to bawią, inne dzieci oglądały, a on nie.
Oczywiście, gdybym była pewna, że ten film jest absolutnie szkodliwy, to
stanowczo bym mu zabroniła, ale ja mam wątpliwości. Dla mnie jest on głównie
szkodliwy przez swoją okropną kiczowatość tak jak np. właśnie Rambo.
No może tyle tylko, że jeżelibym wpadła kiedyś na pomysł oglądania Rambo, to
po to, żeby się z niego pośmiać, a mój syn jest cały przejęty, jak to dziecko.
    • nati1011 Re: wpływ popkultury na dziecko 01.04.08, 21:30
      Ja tez nienawidze jak mnie ktoś gilgocze, a mój syn uwielbia smile)

      Nie uda ci się ochronić dziecka przed wpływami z zewnątrz,
      zabranianie tez niewiele da. Dodatkowo dziecko bezie czuć się
      wyobcowane. Ja mam 10- latkę. na poczatku zabraniałam, ale ciągle
      lały sie łzy. Potem zaczęąłm pozwalać - oczywiście z rozsądkiem - i
      tłumazyć, co mnie się tam nie podoba. I teraz czesto jest tak, że np
      wszyscy zachwycają sie filmem, a moje dziecko mówi: ale on jest
      głupi, ja tam wolę.... Nie czuje sie przez to wyobcowana - bo wie o
      czym mówią, ale rónoczesnie ogranicza uwielbienie dla pewnych
      pomysłów.

      Gdzieś trzeba znaleźć złoty środek. Żółwi nie lubiłam, ale w
      dzieciństwie namiętnie oglądałam 4 pancernych. A Kolssa to nawet
      wczoraj z przujemnościa obejrzałam. Choćby dla Mikulskiego w
      mundurze wink)) I zapewniam, ze asympatyczki sowietów ani miłaośnika
      wojska to ze mnie nie zrobiło smile)))

      Wyrośnie. Tylko niech ma tez pod dostatkiem wartosciowych zabaw i
      bajek. Z czasem sam bezie wybierał, to co wartościowsze. Tak jak
      dzieci "karmione" od małego muzyką powazną są raczej odporne na
      dodę, a juz na pewno na discko polo smile))
      • alex05012000 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 15:01
        Tak jak dzieci "karmione" od małego muzyką powazną są raczej odporne
        na dodę, a juz na pewno na disco polo smile))

        napewno, założę się, ze moja córka nie ma pojęcia kto to jest Doda
        ani co to disco polo ... zato świetnie zna drogę do filharmonii...
        zgadzam sie w kwestii gliglotek..ja nie cierpię córka uwielbia,
        zwłaszcza z tatą, oraz w kwestii złotego środka...
        akurat ninja nigdy u nas nie były w modzie, ale power rangers
        owszem, Ben 10 i nieco Pokemonów...tv cenzuruję, ale nie zabraniam
        wszystkiego... czasami skuteczniejsze jest powiedzenie: no, będziesz
        oglądała taką szmirę??? niż zakaz...
        skutecznie wypleniłam w zarodku jakiekolwiek zainteresowanie Barbie
        (brrrr), witchami się znudziła po miesiącu (tylko kartki i dostane,
        wymienione, nie kupowałam...).
    • wolanka79 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 10:27
      podpisuję się pod powyższym, dodam jeszcze, że dla mnie najważniejsze to nauczyć
      dziecko dokonywać wyboru. Moja córka lubi żółwie Ninja, chociaż ja ich nie
      cierpię i nie są one modne wśród jej kolegów. Oprócz żółwi Ninja jej ulubieni
      bohaterowie to smok Tabaluga, a także Miś Uszatek i świnka Pepe. Moja córka, jak
      chyba każde dziecko ulega modom na bajki, ale równie szybko ta fascynacja mija.
      I chociaż ma dopiero 7 lat widzę, że już kształtuje swoje upodobania w tej
      dziedzinie, dobiera bohaterów według bliskich jej wartości.
      Ja najbardziej cieszę się z tego, że potrafi nie poddać się naciskom grupy i nie
      bawić się w to, co jej nie interesuje. Jest chyba jedyną dziewczynką w swojej
      grupie, która nie ma Barbie i nie lubi Winx.
      I o dziwo nie jest przez swoje koleżanki napiętnowana. One przynoszą jej
      wszystko o smokach (od naklejek, karteczek i figurek zaczynając), a ona wycina
      dla nich z gazetek wszystkie informacje o Winx.
      Kiedyś mnie nawet zaskoczyła, bo poprosiła o kupno karteczek z Winx, a potem
      okazało się, że to dla koleżanki, bo lubi.
      Tak samo na początku roku szkolnego wymieniła się z koleżanką szkolną wyprawką,
      oddała przybory z Barbie w zamian za przybory z Power Rangers (kolejna szmira,
      której nie trawię, na szczęście córa także przestała to lubić).
      Zauważyłam także, że rezygnuje z bajek, gdzie bohaterowie walczą w imię dobra na
      rzecz bajek, w których konflikty rozwiązuje się bez agresji.
      Oczywiście to, co mała ogląda jest pod naszą kontrolą, nigdy nie jest tak, żeby
      obejrzała bajkę bez nas.
      Stosujemy taki luz kontrolowany, mała myśli, że wszystkie bajki może oglądać, a
      mama decyduje, które tylko jeden raz smile
    • mader1 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 10:38
      "Oczywiście, gdybym była pewna, że ten film jest absolutnie
      szkodliwy, to
      stanowczo bym mu zabroniła, ale ja mam wątpliwości."

      Myślę, ze w tym miejscu napisałaś kluczowe słowa.Jeżeli nie jest
      absolutnie szkodliwy, niech będzie.... Żółwi Ninja nie ogladałam,
      więc nie wypowiem się akurat na ich temat...
      Natomiast ja zdecydowanie powiedziałam, ze nie podoba mi się Witch i
      tego nie kupuję pod żadną postacią. Natomiast kiczowatą Barbie
      swojego czasu przełknęłam. Jakoś z niej wyrosły, natomiast klocki
      lego ciągle składają - teraz z najmłodszym wink
      • kudyn Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 11:56
        A na ile szkodliwy może być? Dla mnie kryterium szkodliwości (nie koniecznie
        absolutnej) jest wystarczające. Szkodliwości, nie gustu. Podobać mi się nie
        musi, chociaż staram sie żeby jakiś poziom trzymały.
    • anndelumester Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 11:03
      Sa bajki, których nie lubie, a ktore lubi moj syn. Zdarza sie.
      Zolwie Ninja nie są najgorsze - obejrzalam wszystkie odcinki razem z
      dzieckiem, i oprócz mordobicia można tam znależć pewne pozytywy.
      Natomiast drazni mnie marketingwa otoczka przy KAZDeJ BAJCE czy
      filmie, i tu staram sie ingerowac w jakis rozsadnych granicach.
      Nie uchronie dziecka przed pop kulturą, ale wiem, ze moza w dziecku
      wyrobic gusta estetyczne, ktore dadzą mu odpornsc na szmire i
      ciagotki mainstreamowe kiedys tam w przyszlosci.
      • samboraga Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 12:36
        > Zolwie Ninja nie są najgorsze - obejrzalam wszystkie odcinki razem z
        > dzieckiem, i oprócz mordobicia można tam znależć pewne pozytywy.

        Tak, na tle bezsensownych zabijanek, zaśmiewanek z podstawiania nogi koledze
        oraz wymieszania pojęć dobra i zła w kreskówkach (przoduje w tym Cartoon
        Network, który jest u nas w domu zabroniony), to Żóółwie Ninja jednoznacznie
        walczą ze złem.
    • nati1011 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 12:18
      miesiąc temu stoczyła walkę z córką o kupno zestawu kinowego -
      popkorn i cola - za 10 zł. Usiłowałam ją namówić, by za te 10 zł
      kupiłą sobie coś w sklepie. Niestety, żadne argumenty nie trafiały.
      Kupiła ten zestaw w kinie. Cola była bez gazu, a popcorn tak duży i
      słony, że większość i tak wywaliła. Słowa nie powiedziałam. Ale
      wczoraj powiedziała mi, że za tydzień idą do kina z klasą i
      chciałaby dostac 5 zł to kupi sobie popcorn, batona i jakiś soczek
      w sklepiku, bo ten z kina nie był wcale taki super.

      Yes, yes, yes!! wink))))
      • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 16:39
        Moi rodzice zabraniali mi ogladac nieodpowiednie filmy. Cała klasa
        znała, opowiadała sobie, tylko ja nie wiedziałam o czym mowią. Nie
        twierdzę, ze się ze mnie śmiali - bo zdecydowanie nie. Ale i tak
        było to wychowawczo szkodliwe - utrwala w dziecku przekonanie, ze
        jest "inne". Wszyscy mogą, bo (tu w domysle albo dojrzalsi, albo
        maja głupszych czy złych rodzicow), ale dla Ciebie, specjalnej
        istoty - to nie jest odpowiednie.
        Mało kto patrzy w ten sposób na izolowanie dziecka od "pokoleniowych
        przeżyć kulturalnych", ale taka jest prawda. Dziecko, ktore zostaje
        ich pozbawione czyje się jednoczesnie i gorsze i lepsze od innych. Z
        powodu decyzji rodzicow - a to niedobrze.
        A lęki, przez rok miałam i tak. Po dobrym, kulturalnym filmie,
        opartym na klasyce, ktory pozwolono mi ogladać.
        • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 17:36
          A pozwoliłabyś dziecku czytać Lolitę, by miało pokoleniowe przeżycie kulturowe i
          nie czuło się izolowane.
          Chrześcijanie zawsze będą pod prąd ze współczesnym światem, im wcześniej dziecko
          do tego przywyknie, tym lepiej.
          • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 17:47
            O ile wiem, Nabokova mlodziez czyta w wieku, kiedy rodzice juz nie
            mają wplywu na to co się czyta. Zresztą "Lolita" do zupelnie dobra
            literatura. Oczywiscie w stosownym wieku.
            Nie sądze, aby całe pokolenie przedszkolaków czytało "Lolitę"
            zamiast ogladac "ŻÓLwie Ninja."
            • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 17:50
              Nie pytam o dorosłą młodzieżwink)).
              • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 18:01
                Zareczam Ci, ze albo "Żółwie", albo "Lolita" - to nie ta grupa
                wiekowa.
                • paszczakowna1 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 18:18
                  Proponuję przeformułować pytanie, bo "Lolita" to faktycznie słaby przykład.
                  Można sobie oczywiście wyobrazić dziecko, które się zaweźmie i przeczyta, choć
                  książka dla młodych czytelników wydaje mi się mało atrakcyjna z powodu powolnej
                  akcji, ale nie wyobrażam sobie tego jako zjawiska masowego. Ale zagadnienie samo
                  w sobie jest ciekawe, i sama się zastanawiam. Może: czy pozwoliłabyś 10-latkowi
                  grać w "Wiedźmina" (od lat 18-tu, i są ku temu ważne powody), jeśli koledzy by
                  grali?
                  • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 18:35
                    13-latkowi, ktory czytal "Wiedźmina" -kupilam. Zagrał dwa razy,
                    powiedział, ze nudna i tyle. 10-latki na ogół jeszcze nie graja
                    w "Wiedźmina" bo za trudny... To jednak nie jest tak, ze wszyscy
                    rodzice pozwalaja na wszystko, tylko drobna część czegos tam dziecku
                    zakazuje. Zwykle (z pewnymi wyjątkami) jest jednak tak, ze masowe
                    czytanie czy granie w wieku dzieciecym (nie mlodziezowym) jest jakos
                    tam akceptowane przez wiekszość rodziców, ktorzy też przecież
                    troszczą się o dzieci. Rzadko bywa tak, aby coś niezwykle popularne
                    dla dzieci było niezwykle szkodliwe - przypominają mi się owiane
                    niegdyś fatalną sławą Pokemony. Obejrzałam kilka odcinków i owszem -
                    była tam przemoc. Ale były tez pewne wartosci, takie jak lojalność,
                    przyjaźń, dbanie o przyjaciół, wierność, ktorych przeciwnicy filmu
                    nie dostrzegli. Wolałam porozmawiać z dzieckiem o filmie i pozwolić
                    mu ogladać, niż gdyby miało być wyłączone z niezwykle wówczas
                    popularnej zabawy. W ogóle - moim zdaniem - nie docenia się rozmowy.
                    Lepiej pokazać film, ktory budzi wątpliwosci i porozmawiac z
                    dzieckiem o tych wątpliwosciach (czy oni dobrze robią, a to Ci sie
                    podoba?, a dlaczego?) niż nie pokazać i stracic okazje do rozmowy z
                    dzieckiem o wartosciach...
                    Ale... Bez przesady. Nie mówię, że zawsze i wszystko. Tylko zakazy
                    zostawilabym na szczególne okazje (wchodzi teraz gra dla
                    dziewczynek, gdzie nalezy być jak najbardziej seksowna, robic sobie
                    operacje plastyczne, malowac się i uwodzić facetów) - o, tego bym
                    chyba zabroniła.
                    • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 18:55
                      Dla jednych owo uwodzenie z tej gry o której piszesz będzie owym za wiele, na
                      które rodzice nie pozwolą, dla innych będzie to za duża doza agresji.Warto
                      rozmawiać, ale nie tylko przy okazji przyzwolenia na rzecz w naszych oczach
                      niedobrą, warto również rozmawiać, by uzasadnić dlaczego na pewne rzeczy w
                      naszym domu nie będzie zgody.Dlatego argument o pokoleniowym przeżyciu jest dla
                      mnie nie do utrzymania.Znaczyłby on tyle ,że trzeba doświadczyć wszystkiego, co
                      doświadczają inni wokół nas. Można bez tego żyć i żyć czasem sensowniej.
                      • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 21:45
                        Tylko brak zgody na zbyt wiele oznacza, ze rodzice w pewnym momencie
                        tracą wiarygodność - wiadomo, ze zbyt wiele zakazów rodzi bunt. Nikt
                        z nas nie doświadcza wszystkiego - ale obawiam się, ze dziecko,
                        ktoremu nie pozwala się na wiele rzeczy, ktore w oczach rowieśników
                        są absolutnie normalne, moze po prostu w pewnym momencie nie umiec
                        samo wybrać swojej drogi zyciowej. Ona bedzie żylo otoczone złem,
                        otoczone ze wszystkich stron osobami zdemoralizowanymi, ktore robia
                        rzeczy potepiane przez rodziców. Ale nie bedzie nawet sam orientował
                        się, na czym to "zlo" polega.
                        Nie wiem, czy to naprawdę dobre dla przyszłej postawy moralnej - czy
                        nie wychowamy człowieka, ktory ocenia, nie widzac i nie wiedząc.
                        • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 22:06
                          Nie muszę doświadczać wszystkiego złego, by o złu wiedzieć.Większość z nas nie
                          zabija i nie kradnie,i bez tego osobistego doświadczenia wie,że to zło, którego
                          należy unikać.
                          A wychowujemy, aby dziecko potrafiło wybierać dobro. Zło nie potrzebuje wychowania.
                          • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 22:23
                            Nie można "wybierać dobra" skoro rodzice chronią dziecka nie tyle od
                            zła (nie o tym tu mowimy), ale od wszystkiego, co uwazają za
                            wątpliwe, albo niezbyt dobre. Izolując dziecko od codziennych
                            doswiadczeń rówiesników narażamy sie na to, ze w momencie, kiedy
                            wydostanie sie spod rodzicielskiej kurateli, nie będzie tak naprawdę
                            umiało wybierać bez pomocy z zewnątrz. Nie pozwalajac zdobywać
                            pewnych doswiadczeń (a nie mowimy o ćpaniu, tylko ogladaniu
                            kreskowek, czy czytaniu czasopism, podsuwając tylko same "dobre"
                            rzeczy czynimy dziecko bezradnym wobec wyboru. Skoro wszystko, co
                            widziało i czytało bylo ocenzurowane i bez skazy, gdy zacznie
                            oglądac i wiedziec rzeczy inne - nie będzie nastawione do tego, co
                            widzi krytycznie. Prędzej przejmie złe wzorce, niz to, ktore do
                            wszystkigo nauczono podchodzić uwaznie, nieufnie i z dystansem.
                            • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 22:38
                              Od wszelkiego zła rodzice nie uchronią i nie o takiej ochronie jest tu
                              mowa.Mówimy raczej o tym,że rodzice mają prawo pewnych doświadczeń dziecku
                              zaoszczędzić, bo uważają je za złe i szkodliwe.Chroniąc je i przedstawiając
                              swoje wartości uczą je rozróżniać dobro i zło.Dojrzałość dziecka będzie polegała
                              na tym,iż znając kryteria,będzie potrafiło wybierać dobro.Zbyt wczesne
                              wprowadzanie w zło prowadzi do tego,iż traktuje się je jako coś normalnego vide
                              przemoc w rodzinach patologicznych.
                              • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 23:07
                                Nie - przedstawiajac swoje wartości ucza dziecko, co uwazaja za
                                dobro. Maja też , oczywiscie, prawo, a nawet obowiazek izolowac od
                                zła. Ale dziecko, w żaden sposob nie skonfrontowane z tym, co
                                wątpliwe, co posrodku - nie będzie umiało wybrać. W ieku
                                nastolatkowym, nawet wczesnym to co mowia rodzice przestaje być
                                jedynym drogowskazem.
                                Nie mowimy to o tym, co jest złe, jednoznacznie złe. Dyskusja jest o
                                popkulturze, o rzeczach wątpliwych, o "szarej strefie" kultury.
                                Jezeli powiemy dziecku "to i to jest złe" - w porządku. Jeśli jednak
                                to "żle" rozciągnie sie na wiekszość świata w ktorym zyje, na wiele
                                spraw, o ktorych mówia koledzy, a ktorych ono w ogóle nie zna - to
                                pokusa spróbowania tego będzie znacznie większa. A mechanizmow
                                krytycznych brak - bo moralnosci nie uczy się tylko wykładami, ale
                                także dyskusją nad sprawami i rzeczami moralnie wątpliwymi.
                                Powiedzenie dziecku "wszyscy mogą, tylko ty nie mozesz, bo to co
                                robi większość Twoich kolegow, to czym się interesuje, jest złe"
                                prowadzi też do tego, że chcąc nie chcąc uczymy nasze dziecko
                                wywyższania się i pogardy dla innych. szczególnie groźne w wypadku
                                małych dzieci, dla ktorych lepiej chyba obejrzec niewlasciwy film,
                                niż uznać, ze otaczaja go wyłacznie ludzie zdemoralizowani.
                                -
                                • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 02.04.08, 23:25
                                  Każde dobro w konfrontacji ze złem będzie wg Twojej terminologii wywyższaniem
                                  się i pogardą.Dla mnie będzie lub nie prawdą o dobru lub złu.
                                  Wychowanie zaś nie operuje terminami pogardy i wywyższania się, przynajmniej
                                  wychowanie tak, jak ja je rozumiem.
                                  A wątpliwościami możemy się zajmować jeśli znamy dobrze zasady.Jeśli nie znamy
                                  dobrze zasad to i wątpliwości nie będziewink))
                                  • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 12:41
                                    Ależ nie! Natomiast mowienie "Tylko my wiemy co jest dobre, a cale
                                    Twoje otoczenie jest przesiakniete złem" - to jest już pogarda.
                                    Niezaleznie czy operuje się tym trminem w wychowaniu, czy nie.
                                    • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 12:48
                                      Nie całe otoczenie tylko pewne zachowania bywają złe.I to nie pogarda to ocena
                                      moralna faktu.Zło istnieje i pogarda nie ma tu nic do rzeczy.
                                      • verdana Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 13:17
                                        Wśród niemal wszystkich kolegów??
                                        • kulinka3 Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 13:20
                                          Rozumiem,że ocena moralna uzależniona jest od liczebności grupy?
                    • paszczakowna1 Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 00:28
                      > 13-latkowi, ktory czytal "Wiedźmina" -kupilam. Zagrał dwa razy,
                      > powiedział, ze nudna i tyle. 10-latki na ogół jeszcze nie graja
                      > w "Wiedźmina" bo za trudny.

                      Podobno (sama nie grałam) gra rozkręca się powoli i poźniej się robi znacznie
                      lepsza. Znajomemu 13-latkowi bym chyba nie pozwoliła (mi akurat o atmosferę i
                      język głównie chodzi), ale to dość młody jak na swój wiek 13-latek. Ale ja nie o
                      tym...

                      > zostawilabym na szczególne okazje (wchodzi teraz gra dla
                      > dziewczynek, gdzie nalezy być jak najbardziej seksowna, robic sobie
                      > operacje plastyczne, malowac się i uwodzić facetów) - o, tego bym
                      > chyba zabroniła.

                      No a gdyby była popularna? Wszystkie koleżanki grają? Być może świadczyłoby to o
                      tym, że wbrew pozorom "coś" w tej grze jednak jest, bo zgadzam się, że rzadko
                      się zdarza, żeby coś bardzo popularnego było w ogóle pozbawionego walorów (choć
                      reklama wiele może). Nie zawsze też opinia o 'szkodliwości' ma realne podstawy
                      (vide nieszczęsny Harry Potter, albo kompletnie niewinna gra karciana Magic the
                      Gathering). Z drugiej strony, nie sposób wszystkiego badać samej, bo życia by
                      nie starczyło, i na czymś się trzeba oprzeć.
            • isma Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 08:08
              wink))))).
              No faktycznie od Zolwi Ninja do Nabokova pare latek zwykle uplywa.
              Jakkolwiek mam wrazenie, ze sama przeczytalam "Pania Bovary" majac
              lat chyba 11 - ale nie spodobala mi sie wink)).
              • nati1011 Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 11:02
                isma napisała:

                > wink))))).
                > No faktycznie od Zolwi Ninja do Nabokova pare latek zwykle uplywa.
                > Jakkolwiek mam wrazenie, ze sama przeczytalam "Pania Bovary" majac
                > lat chyba 11 - ale nie spodobala mi sie wink)).


                Niekoniecznie, ja gdzieś w 4 klasie czytałam "pamietniki fany hill"
                czy coś takiego. Starszy kuzyn czytał, to sobie od niego pożyczyłam.
                A że mól ksiażkowy byłam i czytałam wszystko co mi w łapki wpadło...
                Więc tak w okolica 10 -11 urodzin to warto sie zainteresować co tam
                dzieci poczytują. Zwłaszcze, zę terza dzieciarnia dużo szybciej
                uśwaidamiana i "edukowana" jest smile))
                • ruda_kasia Re: wpływ popkultury na dziecko 05.04.08, 12:44
                  A ja w tym wieku przeczytałam Klaudynę Colette raczej z upodobaniem smile dwa tomy
                  z tego co paiętem
                  • paszczakowna1 Re: wpływ popkultury na dziecko 05.04.08, 12:56
                    > A ja w tym wieku przeczytałam Klaudynę Colette raczej z upodobaniem smile dwa tom
                    > y
                    > z tego co paiętem

                    Ja też, jednakowoż Colette to co innego. Fanny Hill to co prawda wiekiem
                    czcigodna, ale niewątpliwa pornografia.
    • isma Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 08:01
      No to u nas tak: "watpliwych" rzeczy nie zabraniamy. Ale jestesmy
      upierdliwi, dreczac latorosl rzucanymi mimochodem pytaniami, po co
      jej to i co sie jej w tym czy owym podoba.

      Okropni w tym jestesmy, chociaz czasem zreszta zupelnie naturalnie,
      bez jakiegos wyrafinowanego podstepu pedagogicznego sie to dzieje ;-
      ))). Np. dziecie nasze moze zuzyc swoj limitowany czas filmowo-
      komputerowy na jakas gre dla dzieci on-line, i byl czas, ze
      namietnie wykonywalo tzw. ubieranki (gierka polegajaca na
      przecieganiu myszka na wizerunek jakiejs wymoczkowatej lafiryndy
      kolejnych "ubran"). Slubny zerkal jej przez ramie, i nadziwic sie
      nie mogl, ze te ciuchy sie wlasciwie niczym nie roznia ("ale ty juz
      w to gralas, prawda? To te same ubrania, co wczoraj? Ale modelka to
      juz na pewno ta sama?".
      Jak go znam, to faktycznie nie widzial roznicy, bo i w realu, eeee,
      czasem widzi, czasem nie wink)). No i dziecko sie w koncu tez
      przekonalo, ze jedna ubieranka jest blizniaczo podobna do drugiej
      ubieranki. Juz nie ubiera. Ale za to zostala jej precyzja w
      operowaniu myszka wink)).

      A gdyby mi rzucila haslo "zostalo ci 10 minut zycia", to bym sie
      zlosliwie zapytala, skad czerpie to kategoryczne przeswiadczenie ;-
      ))).
      • mama_kasia Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 09:41
        > No to u nas tak: "watpliwych" rzeczy nie zabraniamy. Ale jestesmy
        > upierdliwi, dreczac latorosl rzucanymi mimochodem pytaniami, po co
        > jej to i co sie jej w tym czy owym podoba.

        Też tak mam smile

        A moje dalej siedzą w tych ubierankach. A brat ich dręczy
        bardzo dosadnymi stwierdzeniami o głupocie.
        U nas w ogóle jakaś ogólna ironia panuje w domu wink) Mąż z synem
        z kolei zadręczają mnie, gdy oglądam "paździochy" - to znaczy
        seriale wink
        • otryt Paździochy 03.04.08, 12:20
          mama_kasia napisała:

          >gdy oglądam "paździochy" - to znaczy seriale wink

          Urocza nazwa, Kasiusmile. Kupuję!

          Paździoch przypomniał mi o "Świecie według Kiepskich". Ten serial
          uważamy za szkodliwy. Za szkodliwe uważaliśmy również pisma
          typu "Dziewczyna", "Popcorn", "Girl". Niechętnie patrzyliśmy na
          lalki Barbie, które dzieci koniecznie chciały mieć, bo widziały w
          reklamie albo u innych dzieci. To nie były bezwzględne zakazy,
          jednak duża upierdliwość. Złych pism nie sponsorowaliśmy. Jeśli
          dziecko chciało, to kupowało z własnego kieszonkowego. Kilka razy im
          się zdarzyło. Czytaliśmy z żoną potem od deski do deski
          taką „Dziewczynę” i staraliśmy się rozmawiać o tym z dziećmi.
          Szukaliśmy innych wartościowych tytułów. Te jednak jakimś trafem
          bardzo szybko bankrutowały i znikały z rynku. Wciąż szukaliśmy,
          nawet pisma kulturalne czy filmowe dla dorosłych. Posługiwaliśmy się
          argumentem, tak w stosunku do zabawek jak i pism: dlaczego wszyscy
          mają kupować i mieć to samo? Czy nie lepiej wymieniać się różnymi
          zabawkami lub pismami? Nie chciałem, aby dzieci leciały owczym
          pędem, by coś robiły tylko dlatego, że inni to robią. Walczyłem z
          argumentem, którego dzieci często używają, że „wszyscy”coś mają lub
          robią. Pokazywałem, że to nieprawda, że wszyscy. Starałem się, aby
          samodzielnie myślały, nie przyjmując jak leci z telewizora lub
          otoczenia. Wiele wypowiadanych przez siebie opinii musiały
          uzasadniać. Argument, że przecież "wszyscy" tak sądzą był nie do
          przyjęcia. Jest oczywiście coś takiego, o czym pisze Verdana, to
          doświadczenie pokoleniowe, wspólne tematy. (4 pancerni łączą już ze
          3 pokolenia – ewenement na skalę światową) Aby nie być wyobcowanym w
          klasie lub grupie trzeba mniej więcej znać główne treści masowej
          kultury. Ale na tym nie można poprzestawać, ani konsumować tego
          bezkrytycznie. Tak więc do pewnego stopnia ulegałem naciskom i tym
          przemijającym modom. Pies Poochi, kiedyś marzenie większości dzieci,
          elektroniczna zabawka (czy ktoś jeszcze o nim pamięta?). Nie
          przekonywały naszego syna argumenty, że to szmelc i że szybko się
          mu znudzi. W końcu kupiliśmy i wtedy dziecko poczuło się zadowolone,
          po czym następnego dnia rzuciło zabawkę w kąt. Staram się pokazywać
          dzieciom w jaki sposób działa lub manipuluje reklama, jak tworzy lub
          utrwala szkodliwe stereotypy. Uświadamiam ich, że w cenie produktu
          jest całkiem spory koszt reklamy. Może warto poszukać czegoś
          niereklamowanego, lecz równie dobrego? Gdzie stosunek ceny do
          jakości jest korzystniejszy. Z całą premedytacją nie założyłem sobie
          telewizji kablowej. Widziałem kiedyś te Cartoony w innych domach.
          Nawet gdy zobaczą to czasem w domu u kolegi lub babci świat się nie
          zawali, lecz nie będą karmione tym na co dzień. Wtedy ma to nawet
          posmak atrakcji, gdy jest rzadko. Nie podoba mi się, że wszystkie
          dzieciaki muszą mieć popcorn i colę, gdy idą do kina. Niewolniczo
          ulegają temu zwyczajowi. Mogą oczywiście kupić za kieszonkowe, ale
          wtedy zaczynają się zastanawiać, czy lepiej tych pieniędzy nie wydać
          na coś innego. Czasem pada też propozycja z mojej strony, że zamiast
          popcornu kupię następny bilet do kina już za tydzień. Z drugiej
          strony warto chyba dzieci uczyć, że nie muszą ślepo naśladować
          innych, szczególnie w bezmyślnym konsumowaniu, porównywaniu się z
          innymi i budowaniu wyłącznie na tym poczucia własnej i czyjejś
          wartości.




          • jogo2 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 17:10
            Muszę zgodzić się z Kulinką. W przedszkolu, do którego chodzi mój syn, jest
            wiele dzieci, które nie mają jedynek i dwójek (zębów), nie dlatego, że rosną im
            nowe, bynajmniej nie. Sale są nie wietrzone, a dzieci mają szaropopielatą cerę z
            niedotlenienia, ale żaden z rodziców nie upomina się o wietrzenie sal na oścież,
            gdy dzieci są na spacerze. Co więcej, na spacery w pierwszym roku chodzenia
            mojego syna do przedszkola jego grupa nie wychodziła w ogóle, za to regularnie
            oglądała filmy na DVD.
            Verdano, jest trudno być w mniejszości. Ale wówczas ma się do wyboru albo:
            wychowywać dziecko w sprzeczności z własnymi zasadami, albo ma cierpieć
            osamotnienie razem z rodzicem. Co wybrać: moje zasady są niesłuszne? a jeżeli są
            słuszne, to co? Przytakiwać głupkom, żeby nie cierpieć, czy to chroni przed
            cierpieniem?
            Przykre jest to, że w Polsce jest mało wartościowych środowisk, to może należy
            powiedzieć, które w sposób świadomy nie wyrażają zgody na przyswajanie
            popkulturowej sieczki przez dzieci. Na Żółwie Ninja się zgodziłam bo uważam, że
            to zbyt błahy powód, aby czuł się osamotniony, ale jednocześnie drażni mnie to,
            że wszyscy wiemy, jakie przygody miał Indiana Jones, a przygody św. Teresy od
            Dzieciątka Jezus hm, nie nadają się do przekazania w formie: filmu? dobranocki?
            Przgody błękitnego misia to zawoalowana propaganda kultu kryształów, oczywiście
            nie mówię tego dziecku i mam nadzieję że sobie tego nie uświadomi, ale zło
            popkultury polega nie tylko na tym, co ona przekazuje, ale też i na tym czego
            nie przekazuje, co starannie przemilcza, a są to treści wiary chrześcijańskiej.
            Nasycając się treściami popkultury nie jesteśmy w stanie jednocześnie chłonąć
            treści chrześcijańskich, tak samo jak trudno jest stosować dietę makrobiotyczną
            pozwalając sobie raz dziennnie na pączka. Po prostu to są dwa zupełnie różne
            style odżywiania się. To znaczy, przez jakiś czas to się może udać, ale trzeba
            mieć o wiele bardziej silną wolę. To tak samo, jak powiedzieć całej klasie
            sympatycznych kumpli, że się nie pójdzie na szkolną dyskotekę organizowaną w
            piątek, bo to jest pamiątka dnia męki Jezusa. O matko, któż narażałby własne
            dziecko na taki.... no... obciach??, prawda? Był zresztą niedawno pamiętny wątek
            na ten temat.
            Niedawno czytałam w gazecie wyniki śledztwa w sprawie uprowadzenia i zabójstwa
            Krzysztofa Okupnika. Facet ten przez dwa ostatnie lata swojego życia żył jak
            zwierzę: zupełnie sam, w zimnie. Przyszło mi do głowy, że jeżeli nie umiał się
            modlić to co mu pozostało przez te prawie 800 dni, dzień po dniu przez 24h.
            Propozycje niewierzących są takie, że jak cierpienie jest nie do zniesienia to
            eutanazja - w tym wypadku nie wchodziła w grę.
            W życiu mogą nas spotkać różne rzeczy. Wiara daje odpowiedź na wszystko. Czy
            także na wszystko daje odpowiedź popkultura? Czy najbardziej istotne jest aby
            dziecko nie czuło się inne? Chociaż to bolesne, że jak nie chcesz ulegać
            popkulturze, to dziecko musi cierpieć wyobcowanie - za mój sprzeciw.
            • verdana Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 19:05
              Sztuka jest wychować dziecko tak, aby nie odizolowac od calego
              swiata, od wszelkiech przejawów "kultury masowej", od tego co nie
              jest idealne, a mimo to, aby potrafilo będąc dorosle wybrać dobrze -
              dobrze, to nie znaczy dokladnie tak, jak rodzice.
              Tylko to znacznie trudniejsze, niz po prostu odizolowanie dziecka, a
              potem nagle wypuszczenie na szerokie wody - kiedy nadejdzie czas,
              gdy rodzice nie mają już wladzy.
              Wybieracie łatwiejszą drogę, tylko ona nie zawsze prowadzi tam,
              gdzie by się chcialo dojść.
              • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 21:09
                Ależ nikt w tej dyskusji nie mówił o nierealnej izolacji od całego świata!
                Mówiłyśmy tylko o tym,że w procesie wychowania, szczególnie na początku, nie
                jest konieczne wprowadzanie dziecka we wszystko, co niesie współczesna kultura
                masowa.Szczególnie,że bardzo często jest ona wbrew ideałom i wartościom, które
                chcemy dzieciom wpoić.
                A pójście pod prąd nigdy nie było pójściem na łatwiznę.
                • verdana Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 21:31
                  Pojscie pod prad to co innego, niż kazanie komus iść pod prąd.
                  dziecko, słuchające rodziców nie idzie pod prad - przeciwnie - jest
                  wychowane w posłuszeństwie i konformiźmie, tylko wobec innej grupy -
                  nie kolegów, a rodziny.
                  • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 22:09
                    Dziecko prezentujące inne wartości niż grupa jest zawsze pod prąd tej grupy, ze
                    wszystkimi tego konsekwencjami, ponoszonymi na własnej skórze.
                    • verdana Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 22:23
                      Tak, ale jest to wartosciowym przezyciem tylko wtedy, gdy plynie z
                      własnego wyboru. A nie dlatego, ze "mama nie pozwala". Wtedy dziecko
                      czuje sie przytloczone - cokolwiek by nie zrobiło, jedna z waznych
                      dla niego grup odrzuci je - bez jego winy.
                      Wychowanie dziecka z zalożenia jako tego "innego", ktory będzie
                      zawsze miał inne poglądy niż otaczajacy go koledzy, to spory bład.
                      Lepiej poszukać srodowska, w ktorym bedzie się czuł dobrze.
                      Dziecko czuje na wasnej skorze Twoje poglądy, a nie swoje. Problem w
                      tym, zaby dziecko (starsze oczywiscie) potrafiło bronic swoich
                      wartosci przed grupą. Trudno jest bronić swoich pogladów, jezeli to
                      sa jednyne znane - to raz. Dwa - izolowanie dziecka od tego, czym
                      żyją rówiesnicy - to nie pójscie "pod prąd" - to po prostu
                      ignorancja. A ignoranta latwo przekona druga strona...
                      • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 23:01
                        Zanim dziecko będzie samodzielnie wybierać, wybierają za niego rodzice, po to,
                        by zanim nauczy się pływać, po prostu się nie utopiło.
                        Po drugie,nikt chyba nie wychowuje dziecka, by było inne dla inności.Bywa inne,
                        bo nie zawsze akceptuje wartości prezentowane w grupie i dużo zależy od tego, na
                        jaką grupę trafi.Każdy z nas jest jakoś "inny".
                        I jakoś trudno mi sobie wyobrazić starsze dziecko, które będąc w grupie nie
                        znałoby innych poglądów.To jakaś nierealny przykład.



                      • kudyn Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 00:43
                        Używasz pojęć: zawsze miał inne poglądy, odizolowac od calego swiata, wśród
                        niemal wszystkich kolegów, Tylko my wiemy co jest dobre, a cale Twoje otoczenie
                        jest przesiakniete złem, wszyscy mogą, tylko ty nie mozesz, bo to co robi
                        większość Twoich kolegow, to czym się interesuje, jest złe, skoro wszystko, co
                        widziało i czytało bylo ocenzurowane i bez skazy...
                        Nie dyskutujesz z amiszami. Nie chodzi o izolację, odrzucenie wszystkiego.
                        Chodzi bardziej o kryteria. Druga rzecz, to kwestia zostawiania zakazu w pustce.
                        Nie może oglądać tej bajki, mogę pokazać inną. Nie może iść na tą imprezę, mogę
                        zorganizować coś innego. Zatroszczyć się pozytywne przeżycia.
                        • marzek2 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 09:02
                          >Nie chodzi o izolację, odrzucenie wszystkiego.
                          >Chodzi bardziej o kryteria. Druga rzecz, to kwestia zostawiania zakazu w pustce.
                          <Nie może oglądać tej bajki, mogę pokazać inną. Nie może iść na tą imprezę, mogę
                          >zorganizować coś innego. Zatroszczyć się pozytywne przeżycia.

                          Podpisuję się.
                          Jakiś czas temu miałam dobry przykład tego, jak działa dobra alternatywa smile
                          Córka bardzo przeżywała bal karnawałowy w szkole, przygotowywałyśmy przebranie itp.
                          Poszła i... wróciła rozczarowana. Nie chciała mi tego po sobie pokazać, w końcu
                          przyznała, że spodziewała się czegoś innego, że będzie.. ciekawiej??? "A oni tam
                          tylko tańczyli, mamo..."
                          A ja się ucieszyłam smile Bo gdy my robimy coś dla dzieci w kościele, to jest
                          naprawdę dla dzieci, z sensem, z jajem, z dobrą zabawą. W naszym pojęciu
                          spędzenie dzieci do 1 pomieszczanie i włączenie im muzyki na 2 godziny nie
                          wystarczy, żeby się świetnie bawiły...
                    • anndelumester Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 22:32
                      > Dziecko prezentujące inne wartości niż grupa jest zawsze pod prąd
                      tej grupy, ze
                      > wszystkimi tego konsekwencjami, ponoszonymi na własnej skórze.

                      Ale to nie jest wybor swiadomy dziecka, tylko rodzicow. IMO, nie
                      jest to dosc krotkozroczna polityka.
                      • jogo2 Re: jeszcze a propos żółwii N oraz niewietrzenia 03.04.08, 22:55
                        kontra inne problemy.
                        Wiecie co, ogladałam te żółwie z Młodym dzisiaj 3 raz i sama nie wiem, co mnie
                        tak w nich zszokowało na początku - może po pierwsze objawy u Młodego (te sny
                        niespokojne i zachowanie, które im przypisałam), a może my po prostu nigdy nie
                        oglądaliśmy filmów sensacyjnych.
                        Wracając do głównego tematu. Teraz jestem skłonna przyznać, że może jak
                        wyznajemy wartości trochę inne niż ogół (to takie jest może uzasadnione a może
                        nieuzasadnione zaszufladkowanie) to faktycznie warto dziecko przekonywać do
                        wyznawanej przez siebie postawy inaczej niż przez: patrz dziecko, jakie to
                        okropne, chociaż to nie jest łatwe. Albo, co jest trochę trudniejsze, pokazać
                        dziecku, że jest więcej ludzi myślących podobnie.
                      • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 23:02
                        Rozumiem,że dzieci przedszkolne od lat 3 prezentują już swój świat wartości?
                        • anndelumester Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 23:08
                          kulinka3 napisała:

                          > Rozumiem,że dzieci przedszkolne od lat 3 prezentują już swój świat
                          wartości?
                          smile
                          Moj syn prezentuje mi swoją wizję świata odkad mówi, a zaczal dosc
                          wczesnie.
                          • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 23:13
                            Podziwiamwink))
                            Ale system wartości w niemowlęctwie to dla mnie science fiction,bez urazy!
                            • anndelumester Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 03.04.08, 23:26
                              Kwestia priorytetow wink
                              Ja na przyklad bardzo cenie umiejetnosc samodzielnego myslenia.
                              I u doroslych, i u dzieci.
                              Moja samoocena natomiast jest tak wysoka i niezachwiana, ze to czy
                              ktoś bedzie podzielal ood urodzenia moje przekonania, wizje swiata,
                              fiksacje itp. nie jest dla mnie kwestią ambicjonalną.
                              A co do niemowląt, mysle ze ich system wartosci jest co prawda nieco
                              mniej skomplikowany, ale tez wazny - kwestia naszej , doroslych ,
                              wyobraźni i wrażliwosci.
                              • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 00:10
                                Wychowując swoje dzieci mam świadomość,że mają dusze.To jest dla mnie
                                najważniejsze i nie jest mi obojętne, jak ustosunkują się do tego faktu.To nie
                                kwestia ambicji i samooceny, to kwestia życia wiecznego;-O!
                                • anndelumester Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 11:28
                                  Rozumiem Cię,
                                  Pytanie tylko, czy Twoje dzieci beda akceptowaly i powielały ten
                                  wzorzec wychowania.
                                  • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 11:45
                                    Wychowanie to zawsze wielka niewiadoma i też nie o wierne powielanie
                                    rodzicielskich dróg w nim chodzi.Jeśli jednak wierzę w pewne wartości, które są
                                    dla mnie prawdą i dobrem, to jako normalny rodzic staram się je dziecku wpoić,
                                    bo uważam, że daję mu to, co najlepsze.To chyba oczywiste.
                                    Co dziecko z tą bazą zrobi,na to nie mam do końca wpływu.Ja jednak mam
                                    odpowiedzialność, by przygotować je na drogę jego życia.
                                    • marzek2 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 11:57
                                      Kulinko, zgadzam się z każdym Twoim słowem. Mam identyczną wizję wychowania dzieci.

                                      Uważam również, że pewna kontestacja rodzicielskiej wizji wychowania na pewno
                                      nastąpi. I zawsze jestem gotowa wytłumaczyć się dlaczego czemuś jestem przeciwna.
                                      • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 12:22
                                        smile)))
                                        Nie było okazji, ale gratuluję strony Samuela!
                                        • mader1 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 13:11
                                          Ja tu się zgodzę z dziewczynami smile to jest i Kulinką i Marzek i Jogo.
                                          Człowiek chcąc nie chcąc ma wpływ na innych, nawet dorosłych ludzi.
                                          Przecież czyta te nie inne gazety czy książki, kupuje takie nie inne
                                          ubrania i... no tak jest, że wypowiada swoje zdanie na ich temat.
                                          Wywiera przez to wpływ na otoczenie.
                                          Mam wrażenie, ze najbardziej nawet liberalnie nastawieni rodzice
                                          chcą i wywierają wpływ na gust swoich dzieci smile)))
                                          Jakieś ubranka trzeba kupić, wiec kierujemy swój krok do tego, nie
                                          innego sklepu smile))) - tam już pozwalamy na pewną dowolność, ale ona
                                          już jest przecież ograniczona smile))), meblujemy dziecku pokój i ktoś
                                          te meble, kolory scian , zasłon dobiera. Poza tym dziecko przecież
                                          funkcjonuje w reszcie mieszkania, w której już królujemy my...
                                          Patrzy na otaczjace przedmioty, towarzyszy nam w różnych wyprawach,
                                          widzi okładki ksiazek, przysłuchuje się , niby grzecznie i cicho
                                          bawiąc, temu co mowimy, jak argumentujemy. Ono i tak chłonie.
                                          Trzeba tylko moim skromnym zdaniem nie przesadzić. Nie "upupić" go
                                          zupełnie, nie przestraszyć zupełnie rzeczywistością - bo jak się
                                          będzie bało, to nie będzie mogło funkcjonować. Dać coś w zamian. I
                                          nie walczyć, gdy gra nie warta świeczki.
                                          Dla każdego rodzca coś tam będzie ważne. Mam super liberalnych
                                          znajomych, ale oni z kolei nie pozwoliliby, żeby córka kupowała
                                          sobie w tanich sklepikach ciuchy, chodziła z Biblią, zbyt
                                          interesowała się " tymi tematami" i rozpowiadała o nich ..... Bo to
                                          trochę świr. Inni są wegetarianami i dziecko może jest tylko rzeczy
                                          wegetariańskie, inna znajoma nie pozwala synowi rzuć gumy - oprócz
                                          tego wszystko może - nawet mieć dziewczynę w wieku 12 lat smile)))
                                          Czyjeś słabości wychowawcze zawsze wydają się nam bardziej bez sensu
                                          i śmieszne niż nasze smile))))))
                                          Rycerzowa dobrze napisała - dziecko może mieć takie lub inne
                                          przeżycia pokoleniowe w zalezności od tego, w jakim środowisku się
                                          znajdzie. Fajne, nie zastraszone dziecko może mieć wpły na
                                          środowisko, w którym przebywa. Gdy moja córka powiedziala, że nie
                                          chce Witch ( przekonałam ją do tego) i znalazła inne gazetki,
                                          Okazało się, że jeszcze kilka mam w klasie tez nie chciało, by ich
                                          dzieci czytały a tylko " dla świetego spokoju" lub " bo wszyscy"...
                                          I teraz oddzielna grupka coś tam innego czyta, rozmawia na inne
                                          tematy... Przy tym, ze mają też tematy wspólne...
                                          Ale jak widzę, że na czymś dzieciom bardzo zalezy, bardzo a nie
                                          widzę, by to było jakoś bardzo szkodliwe, pozwalam. No trudno, że
                                          mnie mdli. Dziecko ma trochę inną estetykę, można jeszcze o tym
                                          pogadać, jest czas, bo proces wychowawczy trwa.
                                          Lepsze, gorsze - rodzice mają prawo się róznić, dzieci mają prawo
                                          się róznić. Rodzice mają prawo wychowywać tak dzieci, by być w
                                          zgodzie ze swoim sumieniem.
                                          Ale... dzieci mają prawo pokazać nam, że nie wszystko w pop kulturze
                                          jest złe smile)))
                                          • mader1 co do przeżyć pokoleniowych... 04.04.08, 13:26
                                            róznych w jednym pokoleniu smile))
                                            kiedyś był tu taki piękny watek o górach, gdzie pisaliście o swoich
                                            wyprawach, przeżyciach, jak spotkaliście tam swoje miłości,
                                            poznawaliście Boga...
                                            ... a ja myślałam, że to pokolenie głównie bywało na ostrych
                                            balangach, drąc się do szarpanej gitary " a mury runą, runą,
                                            runą..." i popijając każde słowo kieliszkiem wódki smile))) ....
                                  • isma Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 13:03
                                    Mysle, ze caly witz - i cala roznica - jest w jednym slowie, ktorego
                                    uzyla bodaj Kulinka: "wpoic".

                                    Mam wrazenie, ze sciera sie tu taka koncepcja wychowania, ktora
                                    mowi, ze rodzice sa w stanie (ba, maja obowiazek) swojemu
                                    dziecku "zaprogramowac" pewne wartosci, nauczyc ich poszanowania
                                    jak, bo ja wiem, zakladania butow, ze ich rola jest dosyc aktywna i
                                    ekspansywna - i koncepcja, ktora opiera sie na postawie bardziej
                                    pasywnej, na byciu raczej "swiadkiem" wartosci, niz
                                    ich "nauczycielem".
                                    • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 13:19
                                      A to siostra Isma nie wie,że twardzi chrześcijanie dopychają butem wartości, aż
                                      trzeszczywink))?

                                      • isma Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 13:26
                                        A, siostra Isma nigdy jakos specjalnie sie tym, co twardzi
                                        chrzescijanie maja w zwyczaju, nie przejmowala wink)).

                                        Powaznie zas, to siostra Isma uczciwie przyznaje, ze - byc moze to
                                        wynika z faktu, iz siostra Isma jest absolutnym antytalentem
                                        pedagogicznym - siostra Isma poprzestaje na zyciu w obecnosci
                                        swojego dziecka, i mysli, ze to wystarczy. No, tyle jeszcze moze, ze
                                        czasem troche mysli o tym, jak sama zyje, o.
                                        • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 17:36
                                          Siostra żyje w obecności dziecka, a dziecko żyje w obecności siostry i dziecko w
                                          naturalny sposób- patrząc chłonie, czy tak? Rozumiem,że jakieś wymagania,
                                          obowiązki,praktykowanie cnót są oczywistością wynikającą z podpatrywania
                                          rodziców i własnych akceptujących przemyśleń latorośli?
                                          • isma Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 19:13
                                            A, nie wiem. Dziecko nic na ten temat nie mowilo, skad mu sie rozne
                                            postawy biora ;-P. Moze na odczepnego sie zachowuje przyzwoicie, nie
                                            wiem wink)).
                                            • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 19:19
                                              Siostra pisze to w czasie dobranocki, więc tak to potraktujęwink)))
                                              • isma Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 20:00
                                                Dziecko nie oglada dobranocek, co wiecej, zadne z nas nie uzywa
                                                telewizora ;-O. No, i widzi siostra - mowie przeciez, ze to
                                                przejmowanie wartosci to samo z siebie sie robi wink)).
                                                • kulinka3 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 20:21
                                                  No wie siostra,nie używać telewizora, to zabierać dziecku możliwość doznania
                                                  przeżyć międzypokoleniowych, związanych z dobranocką, reklamami itp.
                                                  Ale katol z siostry,odcinający dziecko od popkultury;-O.Jestem w szoku!
                                                  • mader1 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 22:35
                                                    no widzisz Jogo , tak się załatwia żółwie Ninja ( czy jak im
                                                    tam)... nie ma telewizora, to nie ma o czym rozmawiać smile))))))
                                                    A ja się dałam jakiś czas temu wrobić w odbiornik i muszę spoglądać
                                                    jednym okiem ( przyjaznym) na tego tam... czerwonego pieska
                                                    międzypokoleniowego smile))))

                                                    Nie martw się, Kulinko, Ismy córeczka usiądzie sobie z moim synem i
                                                    jego kolegą i będą omawiać " Był sobie człowiek" wewnątrz swojej
                                                    małej zwartej grupy smile)))
                                                  • marzek2 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 23:17
                                                    ... a mój Samek z radością porozmawia o przygodach tego tam... czerwonego psa smile)
                                                  • isma Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 05.04.08, 10:48
                                                    No tak calkiem to ja jej nie odbieram, albowiem, jak nadmienilam,
                                                    oglada sie u nas bajki na komputerze. Wszyscy ogladaja, znaczy sie
                                                    kazdy swoje: dziecko "Bylo sobie zycie" (chociaz ostatnio jest "20
                                                    tys. mil podmorskiej zeglugi", do upojenia), a ja ten,
                                                    forum "Wychowanie w wierze" wink)).
                                                  • samboraga Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 05.04.08, 10:57
                                                    > kazdy swoje: dziecko "Bylo sobie zycie" (chociaz ostatnio jest "20
                                                    > tys. mil podmorskiej zeglugi", do upojenia), a ja ten,
                                                    > forum "Wychowanie w wierze" wink)).

                                                    to cieszę się, że moje dziecko będzie miało przeżycia pokoleniowe z Waszymiwink))
                                                    oglądamy i 'Było sobie..', i czerwonego psa, i podmorską żeglugę, która
                                                    wyprzedziła 'w 80 dni dookoła...' i 'wyprawę do wnętrza...'

                                                    i tyle, bo muszę już zmykać, bo dziekcko nie daje mi przeżywać pokoleniowo forum
                                                    Www: 'o nie, mama, tylko nie forum, nie jesteś wtedy mamą, tylko jakąś mamą
                                                    forumową'wink)))
                                    • mader1 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 13:21
                                      albo wzajemnego wpływu na siebie członków rodziny - i tak jest
                                      nieunikniony smile))
                                      • isma Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 13:28
                                        To jest jasne, ze wplyw jest. Roznica, jak mi sie wydaje, jest w
                                        stopniu wykorzystywania stosunku "nadrzednosci" w tym wplywie.
                                        Znajomym czy krewnym niczego nie mozemy narzucic - moga nas
                                        obserwowac i nasladowac albo nie.
                                        A dziecku mozemy.
                                        Pytanie, w jakich granicach to warto robic.
                                        • mader1 Re: nie zgadzam się z kryterium "większości" 04.04.08, 13:36
                                          > Znajomym czy krewnym niczego nie mozemy narzucic - moga nas
                                          > obserwowac i nasladowac albo nie.

                                          smile)))) Ismo, gdy widzę jak argumentujesz w wielu dyskusjach, mam
                                          wrażenie, ze nie narzucając masz czasem większy wpływ niż inni
                                          poprzez wykorzystywanie stosunku nadrzędności smile)))
                                          Jakoś spokojna jestesm o Twój wpływ na dziecko smile na razie smile
                                          Niektórzy nie musza " kazać" czy "zabraniać". Wypracowali inne
                                          instrumenty.
    • rycerzowa Re: wpływ popkultury na dziecko 03.04.08, 23:04
      Czy istnieje coś takiego jak JEDNO pokolenie?
      Chyba nie.
      Popkultura nazywa się popularną, bo dotyczy większości,a większość, jak wiadomo,
      ma określony, nie za wysoki, poziom potrzeb.
      Ale mniejszość wcale nie jest taka mała.

      Wszelkie imprezy dla dzieci, to dużo szumu, hałasu, mało sensu.
      Inaczej dzieci się nudzą, niestety. Większość dzieci.
      Rozrywka (nie tylko) dla dzieci to agresja, przemoc, szybka akcja.
      Zawsze tak było, Bajki Grimma są tak samo okrutne , jak współczesne gry komputerowe.
      Festyn parafialny jest tak samo tandetny jak impreza integracyjna w firmie.

      Chcesz ochronić dziecko przed tandetą?
      Spróbuj. Pokaż mu te "lepsze" rodzaje rozrywki. Opowiedz ciekawszą bajką,
      poczytaj ciekawszą książkę, pokaż mądrzejszy film, zagraj w mądrzejszą grę.
      Pokaż,że takie zajęcia też są atrakcyjne.
      Niech znajdzie swoje "pokolenie", takiego kolegę, taką grupę dzieci,która ma
      podobne do niego potrzeby kulturalne.
      Gdzieś od gimnazjum wzwyż, młodzi sami dobierają się poziomem, zainteresowaniami.
      Wcześniej trzeba pomóc, zapisać do harcerstwa, klubu żeglarskiego, szkoły
      muzycznej, scholi parafialnej.

      To wcale nieprawda,że wszystkie dzieci oglądają żółwie ninja.
      Tak samo jak nie wszystkie matki ogladają seriale.
      Nie wszystkim podobali się czterej pancerni.
      Bardzo dużo młodzieży nie znosi dyskotek.
      W domu zachował sie list mojego syna z kolonii, gdy pisał,że
      "w sobotę była dyskoteka,ale udało nam się z kumplami zwolnić".

      Są jednak takie rzeczy, które dotyczą naprawdę prawie wszystkich,
      i wtedy trzeba się dostosować. Do dziś bardzo żałuję,że odmówiłam córeczkom
      kupna lalki Barbie. Naprawdę coś straciły.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja