prawie koniec świata

08.04.08, 19:39
A my mielismy dziś okazję pomyuśleć o czasach ostatecznych. Doba bez
prądu, ciepła, komunikacji, w wielu miejscach bez wody, i gazu.

Najdziwniejsza była ta cisza rano i niepewność, co właściwie się
stało. Dopiero odgrzebane radyjka tranzystorowe dostarczały
wiadomości - choć wcale nie najlepszych. Szpitale z zapasem paliwa
na kilka godzin, wodociągi, które ciagną na zapasach, a i tak 70 %
miasta jest bez wody. Jedzenie, które się psuje, telefony, które
padły po kilku godzinach. Nie działają baki, urzędy, sklepy,
apteki.... Wyłaczona sygnalizacja i patrole wojskowe na ulicach. I
perspektywa nocy. Z założenia niespokojnej nocy.

Ze wsi dochodza sygnały,, że nie ma jak wydoić krów, nakarmić
zwierząt. Wszyscy - nawet jeżeli byli przygotowani na przerwy w
dostawie prądu - to na maksymalnie kilka godzin. Doba to
zdecydowanie za długo. A jednak dobrze, zę to tylko doba.

Świat znów się zatrzymał. Jak niewiele potrzeba by zburzyć cały nasz
świat.

Była okazja by porozmawiać z córką, że zawsze trzeba być w
gotowości.

Po mału prąd się pojawia, choć narazie ma być tylko w cześci miasta.
Małe miejsowości jeszcze długo moga byc odcięte od świata.
    • ese1 Re: prawie koniec świata 08.04.08, 19:52
      ciekawe musza byc takie doswiadczenia. Aczkolwiek mojemu mezowi zaraz sie
      skojarzyl fakt, ze podobno jak kiedys byla podobna awaria w Nowym Yorku, po
      9-ciu miesiacach nastapil jakis Babyboomsmile)
      no coz.. moze smieszne to jednak nie jest, niby technika idzie do przodu, a taka
      jedna awaria potrafi sparalizowac zycie calkowicie.
      dobrze, ze juz wszystko wraca do normy
      • kulinka3 Re: prawie koniec świata 08.04.08, 21:09
        No to ciepło i jasno pozdrawiamy Szczecin! Oby do jutra wszystko Wam znormalniało.
        • nati1011 Re: prawie koniec świata 08.04.08, 22:12
          wraca na szczescie do normy. A co do babyboomu, to zobaczymy pod
          koniec roku statystyki wink
    • mader1 Re: prawie koniec świata 08.04.08, 21:28
      no i proszę... Wiadomości z Targów Książki z pierwszej ręki,
      przedsmak końca świata też z pierwszej ręki...
      no to mieliście... jedynie doba a tyle problemów, strachów,
      kłopotów... mieliście chleb ?
      • nati1011 Re: prawie koniec świata 08.04.08, 22:10
        W sumie do 15 to było nie najgorzej. Rano byl chleb, a sklepikarze
        nie czekając na ministra finansów odpuścili sobie kasy fiskalne. My
        bylismy i tak w dobrym położeniu, bo była woda i gaz. Nie brakowało
        lekarstw ani niczego pilnie potrzebnego.

        Na poczatku energetyka mówiła, ze koło południa zaczną rozruch,
        potem że o 16 ale jak zblizała się 16 i nic się nie działo, to
        zaczęła nas przerażać perspektywa nocy w pozbawionym prądu mieście.
        Trudno było pozbyć sie obaw, że może być niespokojnie.

        Rano było najgorzej. To pierwsze wrażenie. Zegar na wierzy
        koscielnej zatrzymał sie tuż po 3. I cisza. Taka jakiej nigdy nie ma
        w mieście. Przemknęla mi przez glowę myśl, ze to przeciez niemożliwe
        by w całym mieście nie było prądu. Dzielnica, parę ulic, 2-4
        godziny, to jeszcze się zdarzało. Ale na taką skalę? No i Police.
        Ludzie dzwonili, ze Police są odcięte od świata i mają problem z
        agregatami. dopiero ok 12 podano informację, ze nie ma zagrożenia
        chemicznego.

        A tak prywatnie to najgorsze były dzieci, które okroooooopnie się
        nudziły. Nie było szkoły, kiono odwołane. Wprawdzie na codzień
        świetnie się bawią bez zabawek na prąd - ale oczywiście nie dzisiaj.
        W dodatku pogoda okrobna - śnieżna breja po kostki więc o dworze
        też nie było mowy. smile))) Najspokojniejszy był 4 - latek, któremu
        powiedzieliśmy, ze nie ma prądu, więc nie będzie dziś zadnej bajki.
        Przyjął to ze zrozumieniem i tłumaczył siostrze i jej koleżankom, że
        niedługo prąd naprawią i bedzie już telewizja smile))

        Jedynym poważnym problemem to były ryby (w akwarium). Stosowaliśmy
        różne sztuczki by przetrwały tyle godzin bez pomp. Na szczęście się
        udało i obylo się bez strat. smile)) A dworze było zimno, więc lodówka
        była ekologiczna. Zamrażarka też wytrzymała 24 godziny i tylko lody
        są do wyrzucenia. Ogólnie więc kosztowało nas to tylko trochę nerwów
        i pewnie ze 3 dni odrabiania dzisiejszych zaległości w pracy. Ale co
        by było, gdyby kataklizm potrwał 3 dni? Obawiam się że kiepsko. Za
        bardzo jesteśmy uzaleznieni od prądu. I żadnej alternatywy.
    • nati1011 był jeden plus tej sytuacji 08.04.08, 22:28
      Wszyscy byli dla siebie bardzo życzliwi i uprzejmi. Nikt nie
      krzyczał, nie awanturował się. Jak ktoś coś miał (np gaz i wodę - co
      pozwalało na zaparzenie choćby herbaty) to oferował to innym. Osoby
      z prawobrzeża - gdzie sytuacja była najlepsza - oferowały gościnę
      tym którzy nie mieli w domu nic (bez prądu, ciepła, wody i gazu to
      jednak cieżko wytrzymać choćby parę godzin. Nie można nic ugotować
      czy choćby umyć rąk). Miasto nie popadło w panikę i nikt nie
      próbował przygotowywac się na jeszcze wiekszy kataklizm - wykupując
      np hutrowo dostępną żywność. A sztab kryzysowy i władze wojewodztwa
      miały ćwiczenia bojowe - gratis smile))
      • mader1 jeden ? 08.04.08, 22:32
        > Wszyscy byli dla siebie bardzo życzliwi i uprzejmi.

        Nati ! Dopiero teraz to piszesz. To dla tego " jednego" plusa
        opłacało się to wszystko przejść.
        • nati1011 Re: jeden ? 09.04.08, 08:45
          bo dopiero po ogarnieciu całego bałaganu miałam chwilę czasu by coś
          napisac smile))

          Wcześniej tylko sprawdziłam, jaki jest zakres szkód i czy ten prąd
          to już na stałe, czy tez coś jeszcze nam w nocy grozi - nadal
          chodzimy na 1 linii, bez rezerwowej.

    • otryt Re: prawie koniec świata 08.04.08, 23:58
      Jesteśmy przesadnie mocno uzależnieni od prądu. Nawet okna nie da
      się odsłonić, bo żaluzje elektryczne, sprzedać nie można, bo kasy
      fiskalne, zegary stanęły, zamki elektryczne w drzwiach. Człowiek
      żyjący w zwykłym gospodarstwie wiejskim ma znacznie łatwiej w takiej
      sytuacji. U nas i tak dobrze, bo mówisz Nati, że ludzie byli
      życzliwi. Ale w takich Stanach, gdy zdarzały się blackouty, gdy
      wielkie miasta pogrążały się w ciemności, nagle ze wspaniałej
      metropolii robiła się dżungla, przestawały działać alarmy, pod
      osłoną ciemności grasowali rabusie, gwałciciele i mordercy. Nagle te
      trzymane nieustannie w ryzach ludzka frustracja i nienawiść nie
      miały barier, mogły się ujawnić w pełnej okazałości. Przecież nie da
      się wszystkiego i zawsze kontrolować. Gdy ta kontrola znika robi się
      piekło, prawie koniec świata, jak napisałaś w tytule. Myślę, że w
      takich sytuacjach wychodzi, co warta jest taka organizacja
      społeczeństwa. Na szczęście Polski to jeszcze nie dotyczy.
      • nati1011 Re: prawie koniec świata 09.04.08, 08:38
        Otryt

        w dzień było znośnie. Miasto sprawiało wrażenia jak w niedzielę
        wielkanocna - tez leżał śnieg smile))

        Ale nocy to się troche balismy. Poprzednia była zaskoczeniem, ale
        na "wypady" w kolejną to pewnie parę osób sie szykowało. W końcu
        okazja czyni złodzieja sad( Na szczęście póżnym wieczorem prąd w
        większości miasta już był.

        No i na wsi wcale nie było tak wesoło. Np gospodarstwa hodowlane nie
        miały jak wydoić bydła - ręcznie nie wydoisz nagle 150 krów. W
        dodatku nie było wody - a wg przepisów unijnych bydłą nie wolno poić
        wodą np z rzeki czy stawu. smile))

    • isma Re: prawie koniec świata 09.04.08, 00:06
      No, ale, ufff, wszystko sie dobrze skonczylo. To dobrze wink)).
    • nati1011 Jak przeżyć ;-) 09.04.08, 08:56
      Wiadomo, że nikt normalny nie robi zapasów wody i żywnoći na wypadek
      kataklizmu. W takim wielkim mieście jednak największym problemem
      jest informacja - co sie dzieje.

      Ja też parę lat temu z niedowierzeniem ogladałam informację, ze w
      stanach całe miasta nie miały prądu przez wiele godzin. Okazuje się
      jednak, ze przerwy prądu mogą trwać dłuzej niż kilka godzin.

      Jako przestrogę powiem tylko - że warto mieć w domu malutkie radyjko
      na baterie (no i oczywiście bateryjki) w razie katastrofy to - jak
      się okazuje - jedyne źródło informacji o tym co się dzieje. Komórki
      padly po kilku godzinach (anteny przekaźnikowe) - do dziś nie
      działaja wszystkie. No i telefon na kabel. te też zdały egzamin,
      choć nie wiem, czy mogą tak długo bez prądu działać.

      W tym nieszczęści mieliśmy tez sporo szczęścia. Miejscami - na
      prawobrzeżu - był prąd - można więc bylo zatankować choćby cysterny
      i dowieśc paliwo do agregatów - wszystkie zakłądy i szpitale miały
      zapas na góra kilka godzin, a w przypadku braku prądu nie działały
      tez stacje paliwowe. Pytanie jak długo można by utrzymać na
      działąjące bloki intensywnej terapi lub dostawy jakiejkolwiek wody,
      gdyby awaria potrwała 2-3 dni? Albo objęła większy obszar kraju? Tym
      razem obyło sie bez ofiar, ale mam nadzieję, zę niektórych zmusi do
      pewnych przemyśleń.

      Ps. Nie działały banki i bankomaty. Sama nosze w kieszeni przeważnie
      góra 100-200 zł. A plastikowy kartonik okazywał sie całkowicie
      bezwartościowy mimo iz strzegł - być może - dostępu do wielkich
      kwot wink
      • kulinka3 Re: Jak przeżyć ;-) 09.04.08, 09:50
        U mnie taka sytuacja to byłby mały kataklizm.Kuchnię mamy na prąd, więc nawet
        malutka musiałaby przejść na suchy prowiant,bo mleka też nie ma na czym
        przyrządzić i o alternatywę trudno. Na szczęście mam radio na baterie, więc
        informacja, jakoś by doszła.No i telefony chyba by działały?
        • mama_kasia Re: Jak przeżyć ;-) 09.04.08, 10:27
          A my właśnie pozbyliśmy się telefonu stacjonarnego.
          Ale zyskałam radyjko smile
          Wody na moim ósmym piętrze od razu by zabrakło, bo padłby
          hydrofor. A gaz by był? ...Jak nie, to mamy starego juwla
          (jak to się pisze?) na benzynę, a w samochodzie 5 litrów awaryjnego
          paliwa w kanistrze smile świeczek pod dostatkiem, zapałek też, do
          chłodu w mieszkaniu jesteśmy przyzwyczajeni. Dalibyśmy radę smile
          ...Tak myślę...

    • otryt Re: prawie koniec świata 15.04.08, 09:23
      Ciekawy jestem ile osób z naszego forum nie wyobraża sobie życia bez
      telefonu komórkowego?
      • luccio1 Re: prawie koniec świata 15.04.08, 09:52
        Jest tutaj właśnie taki jeden, który go wciąż nie ma.
      • magdalaena1977 Re: prawie koniec świata 15.04.08, 10:21
        otryt napisał:

        > Ciekawy jestem ile osób z naszego forum nie wyobraża sobie życia bez
        > telefonu komórkowego?
        Ja sobie doskonale wyobrażam (w końcu jeszcze 12 lat temu komórek w Polsce w
        zasadzie nie było) , tylko nie widzę powodu, żeby jej nie mieć.
        A obraz który sobie wyobrażam jest znacznie mniej wygodny niż z komórką. Tak jak
        życie bez bieżącej wody i kanalizacji - możliwe, ale niewygodne.
      • nati1011 Re: prawie koniec świata 15.04.08, 10:23
        minał już tydzień. Niektórzy do dziś nie mają jeszcze prądu. Tydzień
        bez pralki, lodówki, przy świecach....

        Telefon. Ja tam spokojnie mogłabym bez. Chyba trudniej byłoby bez
        internetu. Dużo spraw tak załatwiem. No i lubię to forum.

        Osobiście to czesto się zastanawiam, dlaczego mając samochód,
        komputer, pralkę, zmywarkę, internet, elektryczną maszynkę do mięsa,
        chleba itp itd... mam coraz mniej czasu.
      • mader1 Re: prawie koniec świata 15.04.08, 10:26
        Potrafię, bo większość życia się obywałam smile
        Ale ilez jest wygodniej, lepiej.
      • nati1011 Re: prawie koniec świata 15.04.08, 12:14
        my się ostatnio złamaliśmy i kupiliśmy córce telefon. Powód był 1 -
        zwiększenie bezpieczęństwa. Tera zjuż nie umieram tak często z
        niepokoju gdzie jest, jak się parę minut spóźni - a zdarza jej się,
        zdarza - po prostu dzwonie gdzie jest. Oczywiście córka została
        pouczona, że telefon ma być schowany a w razie kłopotów, ma oddac
        komórkę bez dyskusji, bo nie jest warta bójki ze starszym kolegą.
        Urok naszych czasów. Jednak 20 lat temu mniej bylo niebezpieczeństw
        czychających na nasze dzieci. sad
        • otryt Komórki 16.04.08, 10:22
          Pytam o komórki, bo uważam, że korzystanie z nich należy ograniczać
          do minimum: w terenie, gdzie nie ma telefonów przewodowych. Rozmowy
          powinny być bardzo krótkie w formie zwięzłych komunikatów, najlepiej
          w postaci smsów. Unikać rozmów, gdy słaby jest sygnał stacji
          bazowej. Stosować zestawy z osobną słuchawką i mikrofonem. Takie
          podejście oczywiście uderza w interesy finansowe wiekich operatorów
          komórkowych.

          Piszę o tym bo zdarzył się wsród przyjaciół przypadek groźnego raka
          mózgu u mlodej osoby. 4 kwietnia w "Dzienniku Bałtyckim" był wywiad
          z neurochirurgiem AM w Gdańsku prof. Piotrem Zielińskim. W artykule
          tym lekarz pisze, że w ciągu 10 lat ilość przypadków glejaka mózgu
          wzrosła 2- 3 krotnie. Sugestia jest wyraźna - telefon komórkowy. Ale
          zaraz potem wycofuje się z tej tezy, bo w poważnej światowej
          literaturze medycznej nie stwierdza się tego w sposób jednoznaczny.
          Podobnie tę sprawę przedstawia się w literaturze telekomunikacyjnej,
          którą co nieco znam. Na szali jest z jednej strony prawda naukowa a
          z drugiej olbrzymie pieniędze. Posrodku zdezorientowani ludzie.
          Profesor medycyny mówi w tym wywiadzie, że glejak rozwija się bardzo
          powoli, całymi latami nie dając wyraźnych objawów. Pisze
          jednocześnie, że podczas rozmowy przez komórkę mózg niczym w
          kuchence mikrofalowej ogrzewa się o pół stopnia Celsjusza. Zaraz
          potem uspokaja, ze to mało. Ja robię bilans energii, jaka jest
          potrzebna na ogrzanie mózgu i całej głowy i uważam, ze energia
          mikrofal pochłonięta jest jednak duża. I gdzie jest prawda?
          • nati1011 Re: Komórki 16.04.08, 10:57
            prawda jest pewnie jak zwykle pośrodku.

            Nie wiem czy kilka lat komórek mogło wpłynąc na wzrost ilości
            nowotworów. Czy to raczej ogólny wzrost ilości urzadzeń
            technicznych. Ja w bliskim otoczeniu miałam 2 glejaki. Na pewno
            żaden nie był związany z komórkami - pojawiły się łądnych parę lat
            temu.
            • otryt Re: Komórki 16.04.08, 11:21
              Jednym z argumentów broniących komórki jest stwierdzenie, że wiele
              jest w naszym otoczeniu urządzeń, które emitują jakieś
              promieniowanie. Należy jednak w tym wszystkim brać pod uwagę trzy
              czyynniki: 1) częstotliwość promieniowania - im wyższa tym gorzej.
              komórki pracują w paśmie pojedynczych gigaherców, a więc już w
              zakresie mikrofal 2) natężenie pola elektromagnetycznego zależne od
              mocy sygnału i kwadratu odległosci - im dalej od źródłą
              promieniowania tym lepiej. 3) czas ekspozycji na promieniowanie. Sms
              to jeden krótki przekaz sygnału. Rozmowa - ekspozycja trwa tyle ile
              trwa rozmowa.

              Komórka automatycznie dostosowuje moc wypromieniowywaną w zależności
              od odległosći od stacji bazowej. Gdy stacja bazowa jest daleko to
              sygnał musi być mocniejszy, aby dotarł do niej bez zakłóceń.

              Inne urządzenia nie promieniują aż w takim stopniu, pracują
              przeważnie w zakresie 50 Hz, nieporównanie mniej szkodliwym.
              • mama_kasia Re: Komórki 16.04.08, 11:32
                A używanie komórki jako odtwarzacza mp3? Takie samo zagrożenie?
                • otryt Re: Komórki 16.04.08, 12:02
                  mama_kasia napisała:

                  >A używanie komórki jako odtwarzacza mp3? Takie samo zagrożenie?

                  Nie ma zagrożenia. To działa jak zwykła mp3. Nie ma wymiany sygnałów
                  ze stacją bazową. Poza jednym wyjątkiem.

                  Włączona komórka, nawet gdy nie ma rozmowy, co jakiś czas wymienia
                  informacje ze stacją bazową, aby określić położenie w terenie. W
                  sytuacji gdy ktoś zechce się połączyć z daną komórką, jako pierwsza
                  odzywa się stacja bazowa z miejsca gdzie ostatnio była widziana, aby
                  ograniczyć do minimum czas poszukiwania. Gdy nie znajdzie w tym
                  miejscu rozpoczyna poszukiwania poczynając od terenów w najblizszym
                  sąsiedztwie i tak coraz dalej i dalej. Te krótkie wymiany
                  informacji, z których nie zdajemy sobie może sprawy, nie stanowią
                  zagrożenia, bo czas promieniowania jest bardzo krótki. Z tego co
                  napisałem wynika, że operatorzy komórkowi posiadają w swoich
                  komputerach wiedzę, o tym, gdzie i kiedy dana komórka i jej
                  właściciel przebywali.

                  • mama_kasia Re: Komórki 16.04.08, 12:14
                    Dziękuję.
                    O tej wymianie sygnałów wiedziałam, ale nie wiedziałam,
                    jakie jest to promieniowanie. Poczułam się zagrożona.
                    • otryt Re: Komórki 16.04.08, 12:24
                      Dzieci czasami dokupują sobie gadżety do komórki. Nalepki ze
                      świecącymi diodami. Podczas rozmowy świeci to i błyska. Także błyska
                      podczas wymiany informacji technicznej, gdy nie ma rozmowy. Działa
                      to jak wskaźnik. Normalnie, aby dioda zaświeciła trzeba podłączyć do
                      niej prąd. Tutaj powstaje duży prąd, który w sposób bezstykowy
                      zapala całkiem jasno zestaw kilku diód.
                      • mader1 Re: Komórki 21.04.08, 12:54
                        Dzięki, że zwróciłeś nam na to uwagę.
                        • otryt Re: Komórki 22.04.08, 09:46
                          Ja oczywiście nie chcę straszyć, ale raczej zwrócić uwagę, aby z
                          nowego wynalazku korzystać rozsądnie i z umiarem. I uczulać nasze
                          dzieci, aby przez komórkę nie prowadziły trwających godzinę
                          pogaduch. Opcje wolne weekendy zachęcają do takiego gadulstwa.

                          Pojawia się pytanie: dlaczego do tej pory nie przeprowadzono
                          rzetelnych, wiarygodnych naukowo badań nad wpływem komórek na
                          zdrowie? Są za to badania naukowe, które dotyczą wpływu lotów
                          transatlantyckich na barwy godowe dorszasmile))

                          W latach 70-tych masowo stosowano szkodliwe substancje w
                          budownictwie: ksylamity, lepiki, kleje. Stosowano to masowo w
                          wielkich blokowiskach. Musiało upłynąć ćwierć wieku, aby zaniechano
                          stosowania niektórych z nich.

                          Pozdrawiam
                    • luccio1 Re: Komórki 21.04.08, 15:50
                      Promieniowanie stacji przekaźnikowych(?) potrafi skutecznie zagłuszać
                      "tradycyjny" sygnał radiowy na "tradycyjnych" częstotliwościach fal długich
                      (jest tam jeszcze nasz program I), średnich (Polskiego Radia już tam nie ma -
                      ale są jeszcze niektóre radiofonie zagraniczne, np. włoska RAI 1, radio
                      węgierskie, słoweńskie), a nawet krótkich.
          • otryt Re: Komórki 22.09.08, 14:30
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5719341,Dzieci_korzystajace_z_telefonow_komorkowych_sa_bardziej.html

Pełna wersja