nati1011
08.04.08, 19:39
A my mielismy dziś okazję pomyuśleć o czasach ostatecznych. Doba bez
prądu, ciepła, komunikacji, w wielu miejscach bez wody, i gazu.
Najdziwniejsza była ta cisza rano i niepewność, co właściwie się
stało. Dopiero odgrzebane radyjka tranzystorowe dostarczały
wiadomości - choć wcale nie najlepszych. Szpitale z zapasem paliwa
na kilka godzin, wodociągi, które ciagną na zapasach, a i tak 70 %
miasta jest bez wody. Jedzenie, które się psuje, telefony, które
padły po kilku godzinach. Nie działają baki, urzędy, sklepy,
apteki.... Wyłaczona sygnalizacja i patrole wojskowe na ulicach. I
perspektywa nocy. Z założenia niespokojnej nocy.
Ze wsi dochodza sygnały,, że nie ma jak wydoić krów, nakarmić
zwierząt. Wszyscy - nawet jeżeli byli przygotowani na przerwy w
dostawie prądu - to na maksymalnie kilka godzin. Doba to
zdecydowanie za długo. A jednak dobrze, zę to tylko doba.
Świat znów się zatrzymał. Jak niewiele potrzeba by zburzyć cały nasz
świat.
Była okazja by porozmawiać z córką, że zawsze trzeba być w
gotowości.
Po mału prąd się pojawia, choć narazie ma być tylko w cześci miasta.
Małe miejsowości jeszcze długo moga byc odcięte od świata.