jogo2
10.04.08, 22:31
Przy krótszej niżbym chciała lekturze wątku na temat artykułu o Ani Goliszek,
przypomniałam sobie ten fragment z Ewangelii (nie potrafię podać ani z której,
ani w którym miejscu), w którym Chrystus zapowiada, że będziemy (my, wierzący)
jeść Jego ciało i pić Jego krew, co wywołało ogromne zgorszenie. Będąc
dziecięciem u kolan matki, która czytała mi między innymi i ten fragment, jako
rzecz oczywistą przyjęłam, że ci okropni faryzeusze rzecz jasna, bo któż inny
mógłby się słowami Jezusa zgorszyć, jak nie oni znowu, oburzyli się na słowa
Pana Jezusa jak zawsze. Tymczasem dziś jest mi ich dużo łatwiej zrozumieć,
wręcz zastanawiam się, dlaczego Chrystus przekazał to w taki trudny do
przyjęcia dla ludzi sposób i ile wiary trzeba było mieć (jeszcze przed Jego
śmiercią i zmartwychwstaniem), żeby w Niego nie zwątpić. No i ten wątek
zapoczątkowuję, kierując pytanie do bardziej uczonych w Piśmie, no tak,
właściwie to nie ma lepszego określenia w tym wypadku, czy można to jakoś
wyjaśnić, czy chodzi o to, że Jezus chciał być dla nas pokarmem, no a jego
słowa wywołały oburzenie, bo zostały pojęte dosłownie, a Jezus nie zamierzał
dodać odpowiedniego wyjaśnienia?
Podobne, chyba podobne, są kontrowersje związane z dziewictwem konsekrowanym i
- jak dla mnie - z kwestią, że Pieśń nad pieśniami jest alegorią związku
Kościoła z Bogiem (tak?). Rozumiem poświęcenie Bogu istotnej części własnej
osoby, rozumiem, że jest to nierozerwalnie związane ze świadomym dążeniem do
doskonałości, pod warunkiem, że "uwiodłeś mnie a ja pozwoliłam się uwieść"
należy rozumieć no dobrze: dosłownie, ale nie fizycznie.
W tej drugiej kwestii także rozumiem, że Kościół musi być blisko Boga,
osobowego Boga, ale dlaczego wyrażaniu tego faktu ma służyć ultrazmysłowa mimo
swojego starożytnego języka Pieśń nad pieśniami, tego już nie rozumiem.
Z jednej strony Kościół nakłada (i słusznie, w samych ludzi interesie) liczne
restrykcje na liczne przyjemne dla człowieka elementy intymności, przez co
czyni tę sferę wstydliwą, o której w kontekście religii lepiej nie myśleć,
jeżeli się nie chce być narażonym na zawstydzenie, a z drugiej strony każe
siebie (Kościół) wyobrażać w kontekście tych tam piersi jak dwóch sarniąt i
brzucha, jak coś tam..., już zapomniałam )zdaje się, że nic gorszego od tych
piersi i brzucha tam jednak nie ma, a nawet o ile sobie nikle przypominam były
jakieś święte (bodaj czy nie św. Teresa z Avila), które się zachwycały tym
właśnie fragmentem Biblii, zamiast, skoro były zakonnicami, ze wstydem
przekartkować Biblię dalej. Ja tego po prostu nie rozumiem i czy mógłby mi to
ktoś wyjaśnić. I w tym kontekście jestem w stanie zrozumieć dlaczego kwestia
dziewictwa konsekrowanego (zwłaszcza zaserwowana w sosie upichconym przez GW)
może budzić kontrowersje.
Swoją drogą, o ile w samym artykule przytoczone są wypowiedzi Ani, że dostała
mnóstwo życzliwych maili, a ani jednego złośliwego, to czy po tym artykule
było tak samo. Niestety od bliskiej mi osoby, która sama kiedyś udzielała
wywiadu, wiem, że zasada: nieważne czy to pies pogryzł człowieka, a może
człowiek psa..., oraz zasady rządzące radiem Erewań obowiązują w życiu jak
najbardziej.