silije.amj
11.04.08, 09:55
Właściwie jakiś czas temu ujawniłam sie na tym forum specjalnie z myslą o
napisaniu tego wątku.
Bardzo proszę o porady, sugestie, modlitwę...
Moja córka ma 8 lat i za miesiąc przystępuje do I komunii. Nie wiem jak mam
dotrzeć do niej z duchowym przeżyciem tego wydarzenia. Ona tak nie cierpi (od
maleńkiego dziecka) chodzić do kościoła, że jest zupełnie zaślepiona tą niechęcią
Już w przedszkolu mówiła, że ze wszystkich dni tygodnia najbardziej nie lubi
niedzieli, bo trzeba iść do kościoła. Po prostu nuda w czystej postaci przez
ok. godzinę była dla niej niemożliwa do fizycznego wytrzymania, ma na koncie
takie wyczyny jak np. przewrócenie swojego wózka jako 2-latka, czołganie się
pod ławkami na posadzce itp. Najczęściej trzeba było z nią wychodzić. Ale
zachowywała się tak TYLKO w kościele, gdzie miała ograniczoną swobodę, a nie
że zawsze miała ADHD. Gdy była mała i patrzyliśmy na inne dzieciaczki siedzące
spokojnie na kolanach rodziców, to mawialiśmy z mężem, że dostają środki
uspokajające w kaszce albo relanium przed mszą. Ale i nam się urodziła
,młodsza, która wytrzymywała jakoś na mszy nie będąc na prochach

. Więc
potem zabieraliśmy Julię do Pallotynów na msze, gdzie dzieci śpiewają z
przodu, są blisko ołtarza i jest dla nich kazanie z atrakcjami. Na innych
mszach, odkąd miała 4 lata i potrafiła sama czytać (jest dzieckiem uzdolnionym
i rozpoczęła wcześniej szkołę), pozwalałam jej czytać Biblię w różnych
wersjach dla dzieci i młodzieży (stąd wydarzenia biblijne zna na pamięć).
Ale teraz z powodu przygotowania do komunii musi być na mszy we własnej
parafii. Takie wiecie, tradycyjne msze z organistami. Zawsze w niedzielę jest
płacz i łzy, że trzeba iść. Dlaczego?

Co ja mam zrobić? Albo co robię źle?
Nie chcę jej zmuszać, bo to tylko utrwali jej niechęć. Tak sobie myślę, że w
przyszłości moja Julka albo SAMA doświadczy Boga i SAMA podejmie decyzję, że
chce wierzyć i uczestniczyć w życiu religijnym albo nie, bo na pewno nie zrobi
NIC dlatego że ktoś coś jej powiedział, narzucił. Ale na razie teoretycznie
jest dzieckiem, za które decydują rodzice w takich poważnych sprawach.
Julia modli się wieczorem, śpi ze swoim różańcem, od lat sypie kwiaty w
procesji, uwielbia piosenki religijne, była ze mną na pielgrzymce, na lekcjach
religii oczywiście prymuska, bardzo przeżywała Drogę Krzyżową ulicami naszej
miejscowości i że niosła krzyż z dziećmi przez jedną stację. Także na razie
ten bunt dotyczy wyłącznie zwykłej niedzielnej mszy. Potrafi usiąść w ławce ze
spuszczoną głową i przez kwadrans ronić łzy, że musi tu siedzieć. Kompletnie
przy tym nie przejmuje się spojrzeniami obcych ludzi.
Ratunku, pomocy!