Problemy dziecka pierwszokomunijnego

11.04.08, 09:55
Właściwie jakiś czas temu ujawniłam sie na tym forum specjalnie z myslą o
napisaniu tego wątku.
Bardzo proszę o porady, sugestie, modlitwę...
Moja córka ma 8 lat i za miesiąc przystępuje do I komunii. Nie wiem jak mam
dotrzeć do niej z duchowym przeżyciem tego wydarzenia. Ona tak nie cierpi (od
maleńkiego dziecka) chodzić do kościoła, że jest zupełnie zaślepiona tą niechęcią
Już w przedszkolu mówiła, że ze wszystkich dni tygodnia najbardziej nie lubi
niedzieli, bo trzeba iść do kościoła. Po prostu nuda w czystej postaci przez
ok. godzinę była dla niej niemożliwa do fizycznego wytrzymania, ma na koncie
takie wyczyny jak np. przewrócenie swojego wózka jako 2-latka, czołganie się
pod ławkami na posadzce itp. Najczęściej trzeba było z nią wychodzić. Ale
zachowywała się tak TYLKO w kościele, gdzie miała ograniczoną swobodę, a nie
że zawsze miała ADHD. Gdy była mała i patrzyliśmy na inne dzieciaczki siedzące
spokojnie na kolanach rodziców, to mawialiśmy z mężem, że dostają środki
uspokajające w kaszce albo relanium przed mszą. Ale i nam się urodziła
,młodsza, która wytrzymywała jakoś na mszy nie będąc na prochach wink. Więc
potem zabieraliśmy Julię do Pallotynów na msze, gdzie dzieci śpiewają z
przodu, są blisko ołtarza i jest dla nich kazanie z atrakcjami. Na innych
mszach, odkąd miała 4 lata i potrafiła sama czytać (jest dzieckiem uzdolnionym
i rozpoczęła wcześniej szkołę), pozwalałam jej czytać Biblię w różnych
wersjach dla dzieci i młodzieży (stąd wydarzenia biblijne zna na pamięć).
Ale teraz z powodu przygotowania do komunii musi być na mszy we własnej
parafii. Takie wiecie, tradycyjne msze z organistami. Zawsze w niedzielę jest
płacz i łzy, że trzeba iść. Dlaczego? sad Co ja mam zrobić? Albo co robię źle?
Nie chcę jej zmuszać, bo to tylko utrwali jej niechęć. Tak sobie myślę, że w
przyszłości moja Julka albo SAMA doświadczy Boga i SAMA podejmie decyzję, że
chce wierzyć i uczestniczyć w życiu religijnym albo nie, bo na pewno nie zrobi
NIC dlatego że ktoś coś jej powiedział, narzucił. Ale na razie teoretycznie
jest dzieckiem, za które decydują rodzice w takich poważnych sprawach.
Julia modli się wieczorem, śpi ze swoim różańcem, od lat sypie kwiaty w
procesji, uwielbia piosenki religijne, była ze mną na pielgrzymce, na lekcjach
religii oczywiście prymuska, bardzo przeżywała Drogę Krzyżową ulicami naszej
miejscowości i że niosła krzyż z dziećmi przez jedną stację. Także na razie
ten bunt dotyczy wyłącznie zwykłej niedzielnej mszy. Potrafi usiąść w ławce ze
spuszczoną głową i przez kwadrans ronić łzy, że musi tu siedzieć. Kompletnie
przy tym nie przejmuje się spojrzeniami obcych ludzi.
Ratunku, pomocy!
    • nati1011 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 10:08
      Błąd był chyba we wczesnym dzieciństwie. Niepotrzebnie zmuszałaś
      małe 2-4 letnie dziecko do chodzenia na msze. Może faktycznie
      nabawiła sie urazu. Jeżlei dziecko w przedszkolu mówi, zę nie cierpi
      niezieli bo trzeba iść do kościoła - to wybacz - ale to normalne nie
      jest. I wina leży po waszej stronie a nie dziecka. Nie można od 3
      latka wymagac by zachowywał się jak aniołek z obrazka i z
      uduchowioną miną wpatrywał sie w ołtaż przez godzinę.

      CO teraz? Nie rozumiem, dlaczego musi chodzić na msze do swojego
      kościoła? Przygotowania do komuni sa chyba we wszystkich. Skoro
      podaoba się jej u Pallotynów, to niech tam chodzi, ja bym wogóle
      porozmawiała z katechetką i nawet puściła ją u tych palotynów do
      komunii.

      Tak zupełnie szczerze, to jest za mało czasu by zrobić coś
      sensownego. Skoro problem jest od wielu lat, to na miesiac przed
      komunią to trochę za późno go rozwiązywać.

      JA osobiście odłożyłąbym komunię do czasu aż uda się rozwiazac
      problem i dziecko - może po okresie przerwy - samo zechce chodzić do
      kościoła. Taką decyzję jednak trzeba było podjąć duzo wcześniej, a
      nie na kilka tygodni przed komunią. Ale powtarzam, to ty powinnaś
      porozmawiać z kimś i może z pomąca mądrego księdza lub zakonnika
      rozwiązac problem.
    • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 10:30
      Zlinczujcie mnie, ale, no, nie odmowie sobie. A otoz to jest dla
      mnie dowod na to, ze nie nalezy poszukiwac we Mszy sw. fajerwerkow -
      ani w przypadku dzieci, ani w przypadku doroslych. Bo jak sie okaze,
      ze z tego czy innego powodu trzeba w ktoryms momencie bez
      fajerwerkow, to jest placz i zgrzytanie zebow.

      A otoz Msza sw. jest wszedzie TA SAMA. I o ile jestem w stanie
      zrozumiec, ze male dziecko calej Mszy sw. w skupieniu nie
      przetrzyma, to uwazam, ze zamiast poszukiwac na sile atrakcji od
      Mszy sw. niezaleznych, trzeba sie raczej skoncentrowac na tym, zeby
      stopniowo wprowadzac w jej istote, zaczynajac od tego, co
      najwazniejsze. A nie od tego, co najatrakcyjniejsze ;-(((.

      Mysmy od zawsze wymagali 1) skupienia podczas konsekracji, 2) od
      kiedy dziecko gada, wspolnego ze wszystkimi wypowiedzenia
      aklamacji "Chrystus umarl, Chrystus zmartwychwstal, Chrystus
      powroci", czy pokrewnej.
      Smieje sie, ze to pierwsze Credo M. bylo wink)).
      A potem, to juz jakos poszlo - Modlitwy Panskiej sie nauczyla, to
      mowila. Credo Nicejskiego sie nauczyla, to mowila. Spiewac lubi, to
      spiewala. Moge pwoiedziec, ze kapuje, o co chodzi. No, kazan plebana
      nie kapuje, ale ja tez nie kapuje - symbioza w tej kwestii pozwala
      mi wiec bez wyrzutow sumienia amatorsko katechizowac dziecie podczas
      wywodow na temat skarbonki postawionej za lawkami ;-P.

      Silje, nie wiem. Moze ona Cie probuje? Moze sprawdza, na ile Ty sama
      jestes przekonana co do tego, ze ta Msza sw. w parafii to cos
      wiecej, niz administracyjny obowiazek?
      Na tym etapie, to bym juz chyba do tej I Komunii poslala, za pozno,
      zeby jakos racjonalnie to probowac poskladac.
      Ale, wiesz - moze Pan Bog jakos to zalatwi, no wink)).
      • nati1011 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 10:52
        > A otoz Msza sw. jest wszedzie TA SAMA. I o ile jestem w stanie
        > zrozumiec, ze male dziecko calej Mszy sw. w skupieniu nie
        > przetrzyma, to uwazam, ze zamiast poszukiwac na sile atrakcji od
        > Mszy sw. niezaleznych, trzeba sie raczej skoncentrowac na tym,
        zeby
        > stopniowo wprowadzac w jej istote, zaczynajac od tego, co
        > najwazniejsze. A nie od tego, co najatrakcyjniejsze ;-(((.


        Masz dużo racji - ja chodze z 4 latkiem na msze dla dorosłych - ale
        nigdy pod przymusem. Dlaczego dorosłe? Bo łatwiej sie skupić -
        przede wszystkim dziecku. Na dziecięcych nawet dzieci 9 letnie
        gadają biegająpo kościele i jest ogólna zabawa i przedszkole. Jak
        mam wtedy wymagać od 4 latka by był spokojny? Jak są glównie dorośli
        to pokazuję, ze wszyscy siedzą cichutko, nikt nie biega, to i on
        pomału się dostosowuje. Jako małe dziecko chodził - raczej
        obojętnie, ale siedział cichutko. Potem przez jakiś rok nie chciał
        chodzić - ok - zostawał w domu. Teraz znów sam chce ze mną chodzić.

        A co do szukania fajerwerków - jedyna rzecz, której ew warto szukać -
        to dobry kaznodzieja. Po co marnować te 15 minut, skoro można
        wysłuchać porzadnego kazania. Ja np staram się unikac mszy
        proboszcza, na rzecz prowadzonych przez 2-3 ksieży - którzy te
        kazania jescze z jakąś pasją mówią smile)
        • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 11:03
          Chi, chi. Z tym marnowaniem, to nieeeee, nie marnuje. Jak mamy w
          ekipie dziecko, to ono zazwyczal WLASNIE WTEDY ma mnostwo pytan (na
          temat). Wiec odpowiadam, albowiem powiada Kosciol, ze nieumiejetnych
          nalezy pouczac wink)).

          Natomiast jak jestem sama, a trafi sie jakies kompletne
          kaznodziejskie nieszczescie (wbrew pozorom, ja jestem wprawdzie dosc
          krytyczna, ale wiekszosci kazan potrafie wysluchac cierpliwie), to
          chrzescijanski Wschod ma tu genialna praktyke pt. hezychazm. Mam
          taka swoja ulubiona ewangeliczna fraze, i sie w nia spokojniutko na
          ten kwadrans zapadam wink)). A im starsza jestem, tym bardziej sobie
          mysle, ze moze jednak Pan Bog woli moja modlitwe, niz pozal sie
          Boze, intelektualny wzrost ;-P. Moherzeje, ani chybi.
    • paszczakowna1 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 10:48
      Nie może wysiedzieć, to może niech nie siedzi? W końcu chodzi o to, by
      uczestniczyła, a nie koniecznie siedziała. Może lepiej będzie, jak umówicie się,
      że wyjdzie przed kościół po odczytaniu Ewangelii (tyle to można się
      skoncentrować), a kazania będzie słuchała nawet chodząc (zakładam, że głośniki
      na zewnątrz są)? I wróci na Liturgię eucharystyczną. 2 x 20 minut to znacznie
      lepsza perspektywa niż godzina.

      I powiedz jej, żeby starała się jak najwięcej zapamiętać z Liturgii słowa, że
      później będziecie omawiać czytania. Niech ma świadomość, ze nie chodzi o
      "odsiedzenie", tylko że ma w tym czasie coś do zrobienia.

      A najlepiej faktycznie do Pallotynów.
    • aka21 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 11:11
      Nie bardzo wiem jak pomóc, bo nie mam doświadczenia z takim wiekiem
      dzieci, ale tak mi się pomyślało, ze może spróbować, jeśli jeszcze
      tak nie robiłaś, opowiedzieć jej o miłości Boga, o Jego tęsknocie,
      że On ją chce zaprosić na tą swoją wspaniałą ucztę, która odbywa się
      tylko w Kościele. Możesz powiedzieć jej, że już wkrótce On przyjdzie
      do jej serca w swoim ciele, że to jest najlepszy prezent jaki daje
      Bóg człowiekowi, o łaskach płynących z sakramentu, że to Bóg daje
      jej siłę, by być dobrą, ale też, ze ją kocha taka jaka jest, ze się
      bardzo cieszy jak mogą się razem spotkać i ona Mu coś opowiada. Może
      właśnie uda się jak przedstawisz jej Boga jako Kogoś bliskiego, kto
      się o nią troszczy, choć Go nie widać, kto ją bardzo kocha nawet
      wtedy jak jest zniechęcona i obrażona.
      Nasze dzieci mają teraz 4 i 5 lat i od poczatku staraliśmy się im
      opowiadać co się dzieje, duzo pokazywać, by widziały celebransa.
      Często w zwiazku z tym były u nas na rękach (i teraz jeszcze tak
      czasem bywa) i to chyba zaowocowałosmile. Po kumunii zawsze im
      mówiliśmy, zeby przytuliły Jezusa, który przyszedł do ich serca,
      żeby Mu za to podziękowały i one to po swojemu robiłysmile. Jaś czasem
      mówił i mówi, że mu nudno, czasem rozrabia, ale...największa karą
      dla niego jest wyjście z Kościoła w czasie Mszy. Wtedy wrzask i bunt
      jest na całegowink
      A tak jak Isma napisała, Bóg sobie jakoś poradzi, a Ty się módl za
      Niąsmile
    • pawlinka Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 21:05
      Nie, nie wychodzić! Niektórym dzieciom tak zostaje i stoją w promieniu pól
      kilometra od kościoła po latach dalej i twierdzą, że na Mszy św. sąsad
      Anegdota będzie teraz:
      Mój rodzinny kościół parafialny miał onegdaj za sąsiadkę restaurację, tak 100
      metrów po skosie. No i pewnej niedzieli, w samo południe, a co! wykomunikował
      ksiądz wiernych tłumnie stojących na schodach (czasy największej parafii w
      młodym socjalistycznym mieście, dwanaście Mszy od 5.30 do 21.00) i wycedził
      przez zęby do ministranta: "Idziemy!" i ruszyli przez parking. Weszli do środka
      lokalu, zapadła cisza i wtedy kapłan radosnym głosem : "Kto do komunii?"
      A Akę i Is popieram w pełni...
      • ekan13 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 23:38
        Może to kwestia niezrozumienia istoty Eucharysti, ale z tym i wielu dorosłych ma niemały problem twierdząc, że to w kółko to samo i nuda.
        Moja córka też za miesiąc przystępuje do Komunii. Jeszcze nie tak dawno odpuszczałam jej coniedzielne Msze, stawiając na te szkolne w tygodniu, gdzie jest kameralnie i łatwiej uporać się z ewentualnymi fanaberiami. Potem przyszła pora na tłumaczenie poszczególnych etapów Mszy ( polecam książkę dla dzieci ojca Knabita, omawia on w przystępny sposób, po kolei kazdą modlitwę w czasie mszy i każdy obrzęd). Piszesz, że bardzo przeżywa Drogę Krzyżową - wykorzystaj to, powiedz, że ten cierpiący, ukrzyżowany Pan Jezus, który Zmartwychwstał, czeka właśnie na nią w Eucharystii i jej obecność sprawi Mu olbrzymią radość. Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale odważyłabym się powiedzieć, że idąc drogą krzyżową Pan Jezus bardzo cierpiał, bo widział dzieci, które nie bedą chciały przyjść do Niego, do Jego domu na spotkanie z Nim ukrytym pod postacią Chleba.

        Jest jeszcze nadzieja, że kiedy przyjmie już Komunię, będzie chciała chodzić do Kościoła własnie dla tego momentu.
        Módl się za nią i przyjmuj w tej intecji Komunię i nie rób wokół tego nadmiernej afery, ona to sobie na pewno poukłada.
    • kamilla14 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 23:33
      Z tego, co piszesz, córka jest rok młodsza niz dzieci komunijne.
      Kładłabym więc to na karb jej niedojrzałości emocjonalnej, a także
      tego, że jako dziewczynka bardzo zdolna, może mieć duże wymagania co
      do "poziomu" mszy? - zresztą, niezależnie od zdolności
      intelektualnych czy wieku, mamy chyba prawo lubić mszę bardziej dla
      nas atrakcyjną, a jeśli takowa jest w zasięgu ręki, to i
      uczestniczyćsmile.
      Nie katowałabym się więc za bardzo tym, że dziecko chodziło do
      kościoła regularnie we wczesnym dzieciństwie, czy że lubiło msze dla
      dzieci - nawet, jeśli były to błędy, to już się stały, a w przypadku
      innego dziecka niekoniecznie musiałyby odnieść taki "anty" skutek.
      Może to po prostu cena za inne zalety córki- spodziewam sie, że jest
      b.niezależna i samodzielnasmile?

      Pewno już za późno, by odłożyć komunię o rok (może sama córka wtedy
      by jej zapragnęła?), czy przenieść do pallotynów, więc chyba
      najsensowniejsza rada już padła - położyć nacisk na "uświadamianie"
      wagi tego sakramentu. Na tym forum polecano śietne książki Anny
      Podgórskiej
      merlin.pl/O-Bogu-i-o-nas-czyli-dziecinnie-trudne-pytania_Anna-Podgorska/browse/product/1,384384.html
      Lub
      siedmiorog.pl/k2603_album_pierwszokomunijny_
      Moja córka ma podobne nastawienie, a dotyczy ono także także szkoły
      i innych nudnych części życiasad. Niedziela jej się też źle kojarzy,
      i to nie do końca dlatego, że trzeba iść do kościoła, ale dlatego,
      że zajmuje to tyle czasu, a juz jest koniec prawie weekendusmile.
      Wiem, że gdyby jej bez powodu "odpuścić" mszę niedzielną, to
      następnym razem motywacja byłaby poniżej normysad.

      W każdym razie, napisz, czy coś drgnęło, zmieniło się - może wraz ze
      zbliżaniem się daty komunii córka potraktuje to jako coś
      nieodwołalnego i zredukuje poziom buntu?
      Aha, i myślę, że może pomogłoby powiedzenie córce tego, o czym
      pisałaś - że jak będzie starsza, sama zdecyduje, czy chce chodzić do
      kościoła, a póki co, Wy uznajecie, że to jest dla niej najlepsze i
      dlaczego.
      Pzdr., i będę prosić o światełko i nadzieję dla Was.
      • verdana Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 11.04.08, 23:46
        A może przede wszystkim zastanowić się, dlaczego dziecko tak bardzo
        nie lubi mszy? Bo przeciez lekcje to tez nie fajerwerki - a nie
        płacze, ze musi chodzić. Nie jest chyba ani nadpobudliwa, ani nie
        sprawia ogólnie klopotów - za wyjatkiem tej jednej kwetii.
        Więc ja bym poszukala "drugiego dna".
        Moje starsze dzieci tez nie znosiły mszy niedzielnej, protestowały,
        narzekały. Powód był prosty - one szły z ojcem na mszę, ja z
        niemowlęciem na spacer. Efekt - jedyny dzień, ktory mogłam być z
        dziećmi (w soboty pracuję) spedzalismy oddzielnie. A więc "wina" nie
        lezała w mszy - tylko w tym, zamiast czego ona była.
        Mąż zaczął chodzic z dziećmi w sobote wieczorem. I w soboty - nie
        powiem, aby był wybuch entuzjazmu - ale protestow nie bylo.
        Ja bym doszukiwała się innych powodow niż po prostu sama niechęć do
        mszy...
    • pawlinka Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 12.04.08, 10:16
      Nati pisała: "jeżeli dziecko w przedszkolu mówi, że nie cierpi
      niedzieli bo trzeba iść do kościoła - to wybacz - ale to normalne nie
      jest".
      Oj, tutaj sie nie zgodzę. To jak najbardziej normalne. Wiele dzieci tak mówi,
      moje też tak mówiły.
      Braliśmy nasze dzieci od początku na Msze św. Z wyjątkiem dni choroby, ale tych
      było trochę.
      Czasem eksperymentowaliśmy - np.: kaplica dla małych dzieci, ale to było
      nieporozumienie zupełne.
      Pewien starszy kapłan, nieodżałowany śp. proboszcz mojej rodzinnej parafii,
      powiedział mi, że to tak ma być, z trudem, ale to my musimy dziecko "wdrożyć", i
      to wcale nie musi być łatwe i wygodne.
      • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 12.04.08, 10:21
        Moje tez nie przepada za niedziela jako taka. Bo wtedy "nic sie nie
        robi" (w odroznieniu od soboty, kiedy latamy z wywieszonymi
        ozorami). Z tym ze akurat mam pewnosc, ze z ta nielubiana niedziela
        to nie o Msze sw. chodzi, bo w dni powszednie dziecie jest dreczone
        tym samym, wiec roznicy w tym akurat na niekorzysc niedzieli nie ma.
        • nati1011 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 12.04.08, 12:28
          rozumiem, że dziecko może nie lubieć chodzić na msze. Tak jak nie
          przepadają za myciem zębów, sprzataniem pokoju odrabianiem lekcji
          itp. Ale to tylko 1 godzina z całego dnia. Jeżeli dziecko nie cierpi
          dnia, który z założenia powinien być najmilszy - bo rodzice sa w
          domu, bo idzie sie na spacer, bo... - to coś jest nie w porzadku. Po
          prostu atrakcje tego dnia powinny zrównoważyć "nudę" mszy. A tu
          wynika, że ta msza jest taka okropna, ze psuje całą radość
          niedzieli. Ja osobiście sobie tego nie potrafie wyobrazić. I piszę
          to z pełną swiadomością, Ja do dzisiaj nie odnalazlam radości we
          mszy. Chodze z obowiazku, nierozumiejąc, nie czując... Boga dotykam
          jedynie w komunii i w czytaniach. cała reszta jest dla mnie
          rytuałem, z którego niewiele rozumiem. czasem z ogromnym trudem idę
          na tą mszę. I tylko wierzę, że kiedyś zrozumiem. Nie potrafie tego
          bardziej zrozumiale opisać.
          • sion2 do nati 12.04.08, 13:28
            Polecam lekturę "Tajemnica wiary" ks. Dajczera moze ci pomoze
            zrozumiec Eucharystię.
          • isma Zestaw zelazny 12.04.08, 14:27
            Nie wiem, czy to sie da ksiazkami.
            Ale jesli sie da, to ja mam nastepujacy zestaw zelazny:

            1. Henri Nouwen, Z plonacymi sercami
            www.poczytaj.pl/3354
            Ja bardzo lubie sposob pisania Nouwena, bo to jest raczej
            zaproszenie do wspol-myslenia, niz wyklad. No, wiec wspolmysli sie
            tam o Mszy sw. nie jako o rytuale Kosciola, tylko jako o nieustannym
            powtarzaniu (nawet w wymiarze strukturalnym) sie tego spotkania z
            Chrystusem, ktore nastapilo w drodze do Emaus. Nie w tlumie, ale
            wobec dwoch ludzi, jednego znanego z imienia, a drugiego
            anonimowego...

            2. Jean-Marie Lustiger, Pierwsze kroki w modlitwie - cztery
            krociutkie rozdzialy o niedzieli
            Nie do kupienia, sprzed 20 lat, ale moge Wam troche powypisywac.
            Bardzo podstawowe rzeczy, prosto i przystepnie.

            3. Jan Pietraszko, Rozwazania - wydane przez Znak w 1964 r., tez
            chyba nie do kupienia (nie wiem, czy w obecnej zbiorowej edycji pism
            Pietraszki juz sie ukazaly), wypisywalam z tego troche kwietniowym.
            Ta ksiazka ma te wade, ze mowi o Mszy sw. przedsoborowej. Ale JAK
            mowi... wink))).

            Ostatnio wyszlo sporo niezlych ksiazek "w temacie". Mialam w rece
            np. to:
            www.poczytaj.pl/67026?sesja=2859855613
            i jest niezle. No, dosyc pragmatyczne, amerykanskie w tresci i
            formie, ale zyciowe, konkretne i przystepne. Dla apostolow raczej,
            niz kontemplatykow wink)).

            A na koniec.
            U tego Nouwena jest takie zdumiewajace zdanie, ktore moze sie
            przydac wszystkim, ktorzy mowia, ze nie rozumieja, "nie czuja" Mszy
            sw., i dlatego jest dla nich trudna. Otoz, kiedy uczniowie WRESZCIE
            Go "poznali przy lamaniu chleba" - ODSZEDL od nich!
            I my tez, w Eucharystii, spotykamy Go, nie rozumiejac. To jest
            wlasnie caly smak, przynalezny istocie tego spotkania wink)).
            • nati1011 Re: Zestaw zelazny 12.04.08, 15:01
              > A na koniec.
              > U tego Nouwena jest takie zdumiewajace zdanie, ktore moze sie
              > przydac wszystkim, ktorzy mowia, ze nie rozumieja, "nie czuja"
              Mszy
              > sw., i dlatego jest dla nich trudna. Otoz, kiedy uczniowie
              WRESZCIE
              > Go "poznali przy lamaniu chleba" - ODSZEDL od nich!
              > I my tez, w Eucharystii, spotykamy Go, nie rozumiejac. To jest
              > wlasnie caly smak, przynalezny istocie tego spotkania wink)).


              Dla mnie ten brak zrozumienia nie jest problemem. Wielu rzeczy nie
              rozumiem, ale równocześnie w wielu innych spotykam Boga. Wiara jest
              drogą, więc gdybym dziś rozumiała już wszystko, to zostało by tylko
              umierać smile)) A może chodzi o to błogosławieństwo dla tych co nie
              widzieli a uwierzyli?

              Pisałam to bardziej w odniesieniu do tego dziecka. Że wiele rzeczy
              jest w życiu trudnych, nudnych, niezrozumiałych... a jednak je
              robimy i nie psują nam one całej reszty.

              Ja np mam chyba jakiś defekt genetyczny, kocham matematykę, ale ni w
              ząb nie rozumiem fizyki. Prąd, te wszystkie prawa, dla mnie to
              czysta abstrakcja. A jak nie rozumiem to i nie lubię. Żaden
              nauczyciel tego nie mógł zrozumieć. Wszyscy twierdzili, ze fizyka to
              to samo co matematyka. Ale ta niechęc do fizyki nie przeszkodziła mi
              w przejściu wszystkich poziomów do matury. Mało tego skończyłam
              politechnikę - ostatnio nawet zaliczyłam fizykę kwantową. tylko nie
              pytajcie jak - bo sama nie wiem smile)) To tylko kwestia nastawienia.
              Skupiać sie na tym co lubię, rozumie, jest mi potrzebne, ale
              akceptować to co mi nie pasuje, ale jest niezbędne do osiagniecia
              wyznaczonego celu. Taka ostra negacja i sprzeciw powoduje tylko
              nerwice i wrzody żoładka. ale jako żywo nie mam pojęcia czy mozna to
              wytłumaczyć 8 latce. smile)))
              • isma OT o przedmiotach scislych 12.04.08, 20:57
                nati1011 napisała:

                > Ja np mam chyba jakiś defekt genetyczny, kocham matematykę, ale ni
                w
                > ząb nie rozumiem fizyki. Prąd, te wszystkie prawa, dla mnie to
                > czysta abstrakcja

                Tak! Mam dokladnie to samo. Ja po prostu NIE WIERZE w to, ze one
                istnieja. Te doswiadczenia, to jakies magiczne hocki-klocki byly,
                nijak sie majace do zycia.
                Matematyka to co innego, to jest z definicji kod, umowa, struktura -
                a nie cos realnie istniejacego.

                Nawiasem mowiac, jak przez chwile studiowalam muzykologie, to
                cwiczenia z harmonii, ktore reszta mojgo roku odrabiala przy
                pianinie, na sluch, i "uslyszane" zapisywala nutami, to ja...
                wyliczalam. Konstruowalam sobie funkcje, i liczylam te interwaly,
                nie majac najbledszego pojecia, jak to bedzie brzmialo w postaci
                dzwiekow...
                • nati1011 Re: OT o przedmiotach scislych 12.04.08, 21:40
                  No widzisz, to jednak mamy coś wspólnego smile))))
                  • isma Re: OT o przedmiotach scislych 12.04.08, 21:52
                    A oczywiscie, ze tak. Ja tylko udaje rekina, ale tak naprawde, to
                    nie jestem az tak drapiezna, jak mozna byloby wnosic wink)).
                • magdalaena1977 Re: OT o przedmiotach scislych 12.04.08, 22:32
                  isma napisała:

                  > nati1011 napisała:
                  >
                  > > Ja np mam chyba jakiś defekt genetyczny, kocham matematykę, ale ni
                  > w
                  > > ząb nie rozumiem fizyki. Prąd, te wszystkie prawa, dla mnie to
                  > > czysta abstrakcja
                  >
                  > Tak! Mam dokladnie to samo. Ja po prostu NIE WIERZE w to, ze one
                  > istnieja. Te doswiadczenia, to jakies magiczne hocki-klocki byly,
                  > nijak sie majace do zycia.
                  > Matematyka to co innego, to jest z definicji kod, umowa, struktura -
                  > a nie cos realnie istniejacego.
                  Ja też tak mam !
                  Z fizyki radziłam sobie, bo sprowadzałam wszystko do tych abstrakcyjnych literek
                  , nie łącząc ich przesadnie z zjawiskami fizycznymi. A praca silnika np. nie
                  jest mi znana do dziś . Najwyżej: wlewam benzynę > przekręcam kluczyk w stacyjce
                  > rusza.

                  A tak poważnie, to bardzo wielu znanych mi prawników było niezłymi matematykami
                  w dzieciństwie. Bo te wszystkie abstrakcyjne logiczności są równie fajne z
                  normami prawnymi zamiast cyferek.
                  I od dawna uważam, że błędem jest prowadzenie egzaminu wstępnego na te studia
                  wyłącznie z historii. A nie np. matematyki.
                  • isma Re: OT o przedmiotach scislych 12.04.08, 23:47
                    magdalaena1977 napisała:

                    > A tak poważnie, to bardzo wielu znanych mi prawników było niezłymi
                    matematykami
                    > w dzieciństwie. Bo te wszystkie abstrakcyjne logiczności są
                    równie fajne z
                    > normami prawnymi zamiast cyferek.

                    Z ust mnie kolezanka wyjela wink)).

                    > I od dawna uważam, że błędem jest prowadzenie egzaminu wstępnego
                    na te studia
                    > wyłącznie z historii.

                    Egzamin z historii mial sens w czasach, kiedy sie kodeksy kulo na
                    pamiec, stanowiac dowod umiejetnosci kandydata w tej mierze. W
                    czasach programu Lex nie ma zadnego sensu.

                    A nie np. matematyki.

                    Otoz to. Wiedza nie polega na tym, zeby wiedziec, tylko zeby
                    wiedziec, jak szukac.
                    • nati1011 Re: OT o przedmiotach scislych 13.04.08, 08:56
                      Dlatego wybrałam ekonomię a nie prawo - gdzie mnie wszyscy pchali.
                      Za dużo tam było bezmyślnych pamieciówek. A leniwiec z natury jestem
                      i nie lubię męczyć się zupełnie niepotrzebnie. Daltego tez nigdy nie
                      ściagałam. Nie dlatego, ze byłam taka święta, tylko nigdy mi się nie
                      chciało ściąg robić smile))) Podziwiałam koleżanki, co to cąłe
                      podręczniki miniaturyzowąły na tasiemcowych karteczkach. Ale to w
                      dawnych czasach było.

                      Dzisiaj to jużnawet ściag się nie robi. Jeden pilny student
                      przepisuje swoje notatki do komputera, miniaturyzuje i rozsyła do
                      całej grupy. Zupełny upadek obyczajów wink)


                      A co do matematyki - parę lat temu wprowadzili obowiązkową
                      matematykę na maturze. Wg mnie zupełnie słusznie, bo magister to
                      powinien umieć policzyć jakiś procent, czy choćby przyblizoną ratę
                      kredytu. Jak zobaczyłam jednak te ich testy (w pierwszym roku
                      obowiązywania), to myślałam, ze sobie kpiny robią. Ta matematyka, to
                      była na poziomie góra 6 klasy podstawówki - ale z drugiej strony, w
                      końcu nie każdy ma umysł ścisły. Lepiej niech znają podstawy, niż
                      mają nie znać nic. Przerażenie mnie natommiast ogarnęło jak
                      usłyszałam ile osób tej nieszczęsnej matematyki jednak nie zdało.


                      A tak na marginesie - rozumiecie jak ten prąd płynie i nie uciaka z
                      kabla? smile))) Ja to pełna podziwu jestem dla tych wszystkich
                      urządzeń, które ułatwiają nam życie, ale jestem tylko biernym
                      użytkownikiem. Tam silnik, to jeszce tak mgliscie można pojąć, ale
                      jak z zer i jedynek robią sie takie cuda na ekranie komutera???

                      Jakąż wspaniałą i twórczą istotą jest człowiek, że potrafił od
                      kamienia dojść do takich wynalzków. Pomyśłcie jak mógłby wyglądać
                      świat, gdybyśmy te wszystkie wynalazki robili tylko z miłośći do
                      Boga i ludzi.
                      • magdalaena1977 Re: OT o przedmiotach scislych 13.04.08, 09:26
                        nati1011 napisała:

                        > Dlatego wybrałam ekonomię a nie prawo - gdzie mnie wszyscy pchali.
                        > Za dużo tam było bezmyślnych pamieciówek.
                        Być może kierowałaś się fałszywym obrazem prawa. Tak poważnie to zawsze
                        słyszałam, że na medycynie trzeba uczyć się kości ścięgien itp na pamięć, na
                        biologi nazw polskich i łacińskich. Ale na prawie tak wprost to nigdy nie wkuwałam.
                        • isma Re: OT o przedmiotach scislych 13.04.08, 10:05
                          Wkuwalam ;-(((. Umiem do dzis na pamiec (w bardzo daaaawnym
                          ksztalcie) ustawy o samorzadzie gminnym, wojewodzkim, i o
                          administracji rzadowej w wojewodztwie (na szczescie one mialy dosyc
                          podobna strukture, wiec wystarczylo wykuc jedna, a potem
                          kombinowac).

                          Straszne to bylo ;-(((.
                          • nati1011 Re: OT o przedmiotach scislych 13.04.08, 10:37
                            isma napisała:

                            > Wkuwalam ;-(((. Umiem do dzis na pamiec (w bardzo daaaawnym
                            > ksztalcie) ustawy o samorzadzie gminnym, wojewodzkim, i o
                            > administracji rzadowej w wojewodztwie (na szczescie one mialy
                            dosyc
                            > podobna strukture, wiec wystarczylo wykuc jedna, a potem
                            > kombinowac).
                            >
                            > Straszne to bylo ;-(((.
                            >

                            I to jest dobry przykład na szkodliwość uczenia się ustaw na pamięć.
                            Do dziś pamietasz ustawę w starym brzmieniu, wiec to rozwiązanie
                            nasuwa ci sie jako pierwsze. Gdybyś nigdy jej nie znała na pamięć,
                            to za każdym razem zagladałabyć do świeżej.

                            Ja miałam to samo. Do zdobycia licencji musiałąm poznać - też
                            praktycznie na pamieć (bo egzamin był morderczy) - kilkadziesiat
                            ustaw. Niestety miałam zdawać we wrześniu, ale trafiłam do szpitala.
                            NAstępny termin był na poczatku lutego. Tylko, że przez te 5
                            miesiecy nasi płodni posłowie zmienili wszystkie - przynajmniej te
                            najważniejsze - ustawy. Niekóre zresztą po raz kolejny, wracajac do
                            ich którejś poprzedniej wersji. I teraz odpowiadając na pytanie
                            maiąłm w głowie brzemienie 3 różnych wersji ustawy tylko za chiny
                            nie wiedzialam, która jest akutalna. Ale Góra pomogła i udąło się
                            uzyskac te 85% punktów (no próg był bardzo wysoki - w ramach
                            ograniczenia dostępu do zawodu). W sumie i tak dziś łączę ekonomię z
                            prawem na codzień smile)))
                            • isma Re: OT o przedmiotach scislych 13.04.08, 13:05
                              Aaa, nie. Ja i tak zawsze sprawdzam. Tamto (uzylam raz, na
                              egzaminie) traktuje jak wykute na pamiec w liceum po lacinie jakies
                              100 wierszy z Owidiusza o wieku zlotym. Powiedziec moge, ale
                              przydatne to nijak nie jest wink)).
                        • nati1011 Re: OT o przedmiotach scislych 13.04.08, 10:31
                          Ale na prawie tak wprost to nigdy nie wkuwa
                          > łam.

                          To na pewno zależy od uczelni. Na uczelni jaką miałam do dyspozycji
                          metoda zakuwania na pamieć była (jest?) nadal podstawowa na
                          wszystkich kierunkach, choć oczywiscie w rOżnych proporcjach. Na
                          prawie coś ok 60 procent. Zresztą na ekonomii tez była bardzo
                          popularna. Na pierwszym roku mieliśmy podstawy filozofii i
                          socjologii. Po 3 zajęciach przestałam chodzić, bo wykładowca w co
                          drugim zdaniu podkreślał, jaką to on nam łaskę robi, ze się z nami
                          męczy za tak marne pieniądze, a w pozostałych podkreślał, za jakie
                          to niskie istoty on uważa kobiety. O fecetach tez w sumie nie miła
                          zbyt dobrego zdania - o czym pewnie sam nie wiedział - bo uwazal ich
                          za nieopanowanych seksualnie samców. Suma sumarum na wykładach nie
                          szło wysiedzieć. Podstawą zaliczenia była historia filozofii
                          Tatarkiewicza. Kupiłam w antykwariacie. Przed sesją wzięłam sobie 2
                          tygodnie urlopu z zamiarem przeczytania tych ceglówek - z resztą
                          przedmiotów nie przewidywałam problemów. Otworzyłam pierwszy tom,
                          przeczytałam pierwszy rozdział, potem jeszcze raz i znowu i po 3
                          czytaniach nadal nic nie rozumiałam. Odłożyłam ksiażkę na półkę
                          (ładnie się do dziś prezentuje w twaredej skajowej oprawie) i
                          postanowiłam pójśc na pierwszy termin egzaminu, żeby zobaczyć czego
                          sie trzeba nauczyć na poprawkę. Patrzyłam na grube ściagi dziewczyn
                          z tych wszystkich filozofów, ale ponieważ i tak nic nie umiałam, to
                          przynajmniej szłam bez stresu. Pytania były 2. trzeba było
                          zaprojektowac plakat na wybrany temat i wytłumaczyć dziecku jakieś
                          podane twierdzenie kanta. Na 150 osób egzamin zdało chyba z 15. W
                          tym moja skromna osoba smile))) Ale i tak po pierwszym roku
                          zrezygnowałam i przeniosłam się na politechnikę. Te studia
                          (pierwsze) to była taka fikcja, ze nie warto było marnować czasu
                          tylko dla papierka. Za to politechnika to już zupełnie inna bajka.
                          Tam studia odpowiadały mi w 100%.
          • kudyn Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 12.04.08, 16:01
            Dobrze trochę poczytać o święcie Paschy, a szczególnie o sederze pesachowym, tam
            są korzenie Eucharystii.
            Z literatury, jest taka stara pozycja, ale warta uwagi, Raniero Cantalamessy -
            Eucharystia nasze uświęcenie.
            • silije.amj Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 13.04.08, 21:35
              Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, zwłaszcza te nie dotyczące fizyki kwantowej
              wink tylko mojej pierworodnej. Myślę nad nimi do teraz.
              Parę rzeczy chciałam dodać, aby uściślić. Julia nie miała szans iść do komunii
              poza swoją parafią z przyczyn praktyczno-organizacyjnych, mieszkamy na wsi pod
              dużym miastem, bez męża i samochodu w dzień powszedni nigdzie się nie dojedzie
              wink więc zostawmy tą opcję w spokoju.
              I wiecie z tym zabieraniem malucha lub nie zabieraniem na msze to nie prosta
              sprawa, bo gdy podrośnięte dziecko źle zachowuje się w kościele to z kolei
              zarzut do rodziców jest taki, że nie przyzwyczajali do takiego a nie innego
              świętowania niedzieli od małego. Słyszałam to niejednokrotnie.

              Nie mam też oparcia w mężu, co do przygotowania dzieci do komunii. Jest dobrym
              mężem i ojcem, ale do kościoła chodzi tylko dla towarzystwa, nie ma takiej
              duchowej potrzeby (niestety). Wspomniałam o tym w wątku o mężczyźnie. Myślę że
              mądra Julka prześwietliła go już na wylot.

              Dziś odebrała albę i szła z nią bardzo dumna ulicą, trzymała pieczołowicie w
              rękach. Ale nie ma pojęcia (ani dziś ani nigdy) jakie było kazanie, jakie było
              czytanie, nie potrafi słuchać tego co mówi ksiądz nawet przez minutę.
              Bardzo żałuję, że nie potrafię tak mądrze przemawiać do mojego dziecka, aby
              wyjaśnić jej sens Eucharystii, słabiutki ze mnie filozof sad
              • katriel Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 13.04.08, 22:03
                > nie ma pojęcia (ani dziś ani nigdy) jakie było kazanie, jakie było
                > czytanie, nie potrafi słuchać tego co mówi ksiądz nawet przez minutę.

                Ja też nigdy nie wiedziałam, jakie były czytania.
                Pamiętam, że na początku trzeciej klasy podstawówki, w ramach przygotowań przed pierwszą komunią, siostra katechetka poleciła nam zapamiętywać niedzielną ewangelię (i w ciągu tygodnia odpytywała). Mnie się od września do maja ani razu nie udało zapamiętać. (Z tym, że ja w ogóle chyba mam ADD. ADD, nie ADHD, bo bez hiperaktywności: po prostu deficyt uwagi. Jak mam czegoś _tylko_ słuchać, to natychmiast się wyłączam. Jako-tako radzę sobie ze słuchaniem, jeśli mam jednocześnie zajęte czymś ręce. Wykładów na uniwersytecie słuchałam uważnie, o ile były mówione na tyle szybko, że w zasadzie cały czas było co notować. W szkole radziłam sobie, rysując na marginesach zeszytów - za co mnie zresztą mocno tępiono. Mogę też słuchać radia szydełkując albo szyjąc.)
                Tak naprawdę do dzisiaj czytania mszalne docierają do mnie najlepiej wtedy, kiedy je sobie spokojnie przed wyjściem do kościoła albo poprzedniego wieczora przeczytam. Może spróbowałybyście tak z córką?
                • verdana Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 13.04.08, 23:31
                  A to ja mam pytanie - nietaktowne, ale może coś da.
                  Mowisz, ze dziecko nic nie zapamiętalo - wynika z tego, ze po mszy
                  bylo przepytywane z czytań, z kazania. Może tego wlasnie nie znosi -
                  nie uwaza, potem ma wyrzuty sumienia, albo wręcz się boi (no i znowu
                  nic nie pamiętasz!) - i cała niedziela zatruta?
              • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 00:01
                Co do czytan, jestem za tym, zeby potraktowac to uprzedzajaco. Moje
                dziecie ma perwersyjna ucieche, jak trafiam w to, co bedzie czytane
                (zadna sztuka, chi, chi, a jak rodzicielski autorytet wzrasta wink)),
                albo o czym bedzie mowic siostra katechetka (tu juz gorzej, ale tez
                czasem trafiam). Uch, jak ona uwaznie wtedy slucha, zeby sie
                przekonac, czy jest "to samiutko" wink)).

                Poza tym - my sie staramy w miare za kazdym razem wynalezc jakis
                moment akcji liturgicznej (tez uprzedzajaco), o ktorym sobie troche
                wczesniej luzno gadamy. A potem go wychwycic w naturze. I ona tez w
                napieciu czeka: bedzie czy nie bedzie. Ostatnio - zanim sie znowu
                rozlozyla - bylo, ile razy ksiadz mowi "Pan z wami", i kiedy, i
                wlasciwie po co. Emocje jak w totolotku wink)).
                • nati1011 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 07:21
                  Moja córka od małego chętnie biega do kościoła, ale tez nie słucha,
                  nie pamieta itp itd Co do rozumienia, to jak widziśz wielu dorosłych
                  tez nie rozumie (założę sie, ze nie jestem jedyna).

                  Podobno nasza uwagę przykuwa to co już znamy. W takim gości
                  niedzielnym śą czytania z całego tygodnia wraz z komentarzem. MAsz
                  oba czytania, psalmy i ewnagelie. Moze warto to "przerobić" w sobotę
                  (gość jest już przeważnie od czwartu dostępny). U tak małego dzieca
                  chyba ograniczyłabym się tylko do ewangelii i ew bardziej znanych
                  pozostąłych fragmentów - żeby sie z tego nie zrobił zaraz kolejny
                  nudny wykład. W moim odczuciu córka robi ci troche na złość. Widzi
                  jak dużą wagę do tego przywiązujesz - ten przymus chodzenia, to
                  odpytywanie co zapamietała ... nikt tego nie lubi. Moja mama miała
                  taki napad jak już byłam dorosła. Wcześniej zawsze chodziła na msze,
                  a ona nagle zaczeła to sprawdzać i mi przypominać. Na złość jej
                  przestałam chodzić wogóle.
                  • silije.amj Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 09:35
                    Nie Verdana, nigdy jej nie przepytuję z tego co było na mszy, nawet nie mam
                    takich wymagań, o kazanie dla dzieci akurat zapytała babcia przyjezdna (która
                    nie zna Julki kłopotów). A ja po prostu wiem, że nie słucha, nie patrzy w stronę
                    ołtarza, jest na tyle oderwana od tego, co się dzieje w kościele, że nawet nie
                    ma odruchu stadnego klękania ze wszystkimi, trzeba jej podpowiedzieć na ucho
                    "Teraz klękamy".
                    Do tego dochodzi dwoje młodszego rodzeństwa, które ją rozprasza, zagaduje, a
                    Julia uważa, że to niesprawiedliwość, że ona miałaby się zachowywać spokojnie, a
                    młodsze mogą się wiercić bez naszego upominania.
                    Nie chciała chodzić na piątkowe nabożeństwa, ale raz pobiegła jak na skrzydłach
                    - miała wtedy do przeczytania do mikrofonu jedną stację drogi krzyżowej. Czasem
                    tak jest ze zdolnymi dziećmi z temperamentem: albo się je w coś zaangażuje, albo
                    będą przeszkadzać ile sił. Julka chyba naprawdę cierpi na alergię na bezczynność
                    wink nie ma takiej opcji, żeby siedziała i nic nie robiła, nawet w szkole pani
                    pozwala jej robić nadprogramowe zadania, gdy wyprzedza inne dzieci, albo pomagać
                    koleżankom.
                    Może powinnam porozmawiać z katechetką. Tylko jak.
                    • verdana Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 10:16
                      No, czyli doskonale wiesz, dlaczego dziecko nie znosi mszy!!!
                      Proponuje dać jej wobec tego zadania - tak jak dziewczyny mowiły -
                      najpierw przygotować co bedzie w czytaniach, a potem np. poprosić,
                      zeby uwazała, czy się nie pomyliłaś.
                      Albo powiedzieć, zeby robila notatki z kazania w specjalnym zeszycie
                      (moga być rysunkowe). W kazdym razie, aby miała cos do roboty.
                    • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 10:20
                      Silije, wiesz co - nie obraz sie, ale, no, mnie sie wydaje, ze tu
                      troche wadzi to podejscie do "dziecka zdolnego".

                      Jakos tak czuje przez skore, ze Ty jej chcesz zapewnic - i ona tego
                      nieustajaco oczekuje - rozne "inne, lepsze" warunki do roznych
                      aktywnosci.
                      Nic w tym zlego (sama bylam dziecko zdolne, ktoremu zapewniano
                      mnostwo okazji do rozwoju, z ktorego wyrosl srednio zdolny dorosly -
                      jak sie sama mialam zatroszczyc o stymulowanie tych zdfolnosci, to
                      mi sie juz nie chcialo wink)), tyle tylko, ze nie w kazdych
                      okolicznosciach to sciganie sie jest istota tego, w czym sie w zyciu
                      uczestniczy. W Kosciele naprawde nie ten jest "wazniejszy", kto
                      spiewa psalm czy czyta stacje drogi krzyzowej. Nawet nie ten, kto
                      zna wszystkie historie biblijne ZAMIAST uczestnictwa we Mszy sw.
                      Ta droga, chyba, jest slepa.

                      W liturgii wszystko ma sens, i zglebianie tych sensow moze byc
                      wspaniala - rowniez intelektualna - przygoda. To, ze sie kleka, to
                      wcale nie jest "stadne", tylko trzeba to rozumiec. Skoro corka jest
                      zdolna, to moze mozna sprobowac ja zaciekawic, dlaczego tak sie
                      dzieje. Dlaczego rozne inne znaki i symbole sa uzywane. Ale bym
                      zdecydowanie byla przeciwna zastepowaniem tego czyms innym,
                      czytaniem np. To nie jest tak, ze obojetne, co sie robi w kosciele,
                      byle byc cicho, i byle to bylo cokolwiek z religia zwiazanego.
                      • samboraga Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 13:00
                        Ale bym
                        > zdecydowanie byla przeciwna zastepowaniem tego czyms innym,
                        > czytaniem np. To nie jest tak, ze obojetne, co sie robi w kosciele,
                        > byle byc cicho, i byle to bylo cokolwiek z religia zwiazanego.

                        To przecież nie musi być zastępowanie, ale uzupełnianie...
                        Wtrącam się, bo jak sobie wyobraziłąm mojego pierwszokomunijnego syna
                        to...hmm...ustawiałaś poprzeczkę bardzo wysoko... Pewnie, że do takiego
                        uczestnictwa trzeba dążyć, ale nie wiem, czy większość dzieci jest w stanie tak
                        to przezywać (tak jak obserwuję teraz dzieci komunijne czyli już 'rozumne'wink.
                        Nie rzecz w zdolnościach (bo i on zdolny i woli intelektualne zgłębianie
                        przypowieści od samej mszy św.), ale w zmyśle wiary, nie wiem jak to nazwać. No
                        i trzeba dodać, że dzieci są dziećmi, brat popchnie brata i ten już skwaszony,
                        choć właśnie odbywa się misterium.
                        • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 15:50
                          Nie, ja moze cos niezbyt precyzyjnie napisalam, kiepski dzien mam
                          dzisiaj. I od razu mowie, oczywiscie ze ja nie mam zadnego
                          doswiadczenia z przeszkadzajacym rodzenstwem, no bo dziecko mam
                          jedno. Oczywiscie, ze zakladam, iz dziecko sie nie jest w stanie
                          skupic przez pelna godzine, od razu, "z marszu". I ze rozne rzeczy
                          moga z tego skupienia, zwlaszcza przypadkowo, wytracic.

                          Ale chodzi mi po prostu o to, ze jesli swiadomie pozwala sie dziecku
                          podczas Mszy sw. na robienie czegos wobec niej alternatywnego,
                          potencjalnie dla niego ciekawszego, to ono potem, pozbawione tej
                          atrakcji, ma pelne prawo protestowac: "Do tej pory moglam na Mszy
                          sw. czytac ksiazke. Czytanie jest ciekawe i dobre, rodzice mnie
                          chwala za to, ze wczesnie sie nauczylam czytac. Znam historie
                          biblijne, mam szostke z religii. DLACZEGO teraz JUZ nie moge czytac,
                          a musze robic te WSZYTSKIE INNE nudne rzeczy, ktorych nie rozumiem i
                          z ktorych nic dla mnie dobrego nie wynika?".

                          Ja po prostu jakos latwiej akceptuje to, ze dziecko na Mszy sw. sie
                          chwilami wierci, nudzi, dopytuje o cos albo "nie uwaza" (ostatecznie
                          dorosly tez miewa chwile rozproszenia, celebransa z tej reguly
                          pewnie nie wylaczajac wink)) - z czasem wierci sie, nudzi i gada
                          coraz mniej, jesli jego uczestnictwo jest stopniowo coraz
                          pelniejsze - niz to, ze proponuje mu sie cos "zamiast", a po jakims
                          czasie "wrzuca" w zupelnie inna rzeczywistosc (bo wlasnie np.
                          pierwsza komunia).

                          Bo - uwaga, wlaze na ambone - mnie sie wlasnie wydaje, ze "zmysl
                          wiary", wlasciwy, oczywista, wiekowi, to akurat kazde dziecko ma.
                          Dzieci roznia sie temperamentem i intelektualnymi mozliwosciami
                          rozumienia prawd wiary, ale wlasnie to, co jest podstawowe, i co by
                          warto bylo rozwijac, to, moim zdaniem, akurat wlasnie kazde od Pana
                          Boga "ma na wyposazeniu". I wydaje mi sie, ze wazne jest, zeby tego
                          nie zgubic, nie zagadac, nie zastapic "szostka z religii". I, jasne,
                          ze to jest dazenie, a nie wytyczony cel do osiagniecia w wieku lat
                          dziewieciu - to dazanie tak naprawde nigdy, nawet w doroslosci, sie
                          nie konczy przeciez!
                          Tyle, ze wlasnie - w moim rozumieniu - na te droge trzeba wejsc, a
                          nie na inna, no.
                    • paszczakowna1 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 14:30
                      Można by jeszcze (oprócz opisanego już skupienia się na czytaniach) zachęcić
                      córkę do objaśniania (po cichu, oczywiście) mszy świętej któremuś z młodszego
                      rodzeństwu (o ile ma ponad dwa lata). Wtedy będzie miała coś do roboty, i będzie
                      musiała uważać.

                      Wychodzenie na czas kazania to może w tej sytuacji faktycznie nie najlepszy
                      pomysł, bo widzę, że to nie z samą koncentracją problem.
    • ruda_kasia Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 20:27
      Siljie, a nie myślałaś żeby powiedzieć jej : Julia, komunia nie jest
      obowiązkowa, to pewna sprzedaż wiązana. Albo wszystko albo nic, ale nie
      musisz... uczestniczyć w tym cyrku. Jeśli nie jesteś w stanie tego wytrzymać.
      Tak rozmawiam z moją 8 latką. Włącznie z informacją, że o komunii
      organixzacyjnie decyduję ja, a ona na razie nie dorosła pytając, kiesy się msza
      skończy.
      Ale przynać muszę, że słucha czasem, czytań i kazania nie
      • mama_kasia Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 22:32
        Kasiu, ale ja tego nie rozumiem sad
        Często ta I-a Komunia to naprawdę jest cyrk, który dorośli
        urządzili dzieciom sad Oczywiscie o oprawie piszę. Dzieci
        jak najbardziej mają prawo się w tym nie odnaleźć sad
        Właśnie dzisiaj powiedziałam swojej ani, że jeśli cokolwiek ją
        będzie niepokoiło w przygotowaniach, to ma mi powiedzieć.
        Będziemy zaradzać. I jestem np. gotowa na to, że wezmę ją
        do siebie do ławki, bo będzie czuła się samotna obok dziewczynki,
        której nie zna (dziewczynka chodzi do innej klasy). I jest to
        dla mnie zupełnie naturalny odruch smile
        To będzie przecież jej pierwsza msza bez nas! To jest bardzo
        trudne. My gdzieś tam z tyłu.
    • pawlinka taka książeczka jest fajna 14.04.08, 22:09
      o, taka:
      www.antoni.pl/homiletyczna/przygotowuje_sie_do_mszy_b.html
      i tak w środku:
      www.antoni.pl/homiletyczna/przygotowuje%20sie%20do%20mszy%20b.pdf

    • mama_kasia Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 14.04.08, 22:24
      Trochę jestem padnięta po wyjeździe (w innym wątku
      Wam opiszę smile), ale dzisiaj choć parę słów.
      Tak sobie myślę, że może na Julkę podziałałaby
      wiedza. Ona przecież uwielbia czytać. Niech dowiaduje się, dlaczego
      msza, dlaczego eucharystia, gdzie początek.
      Zgadzam się z tym, co pisała Isma o zbędności atrakcji, ale
      mogę przesadzać, bo ja nie lubię raczej "mszy dla", i to
      różnych "mszy dla" smile
      Jutro zacytuję Tobie, co pisał o komunii dzieci ks. Twardowski smile
      Tam były mądre słowa o tym, że jest to osobiste spotkanie
      i że zewnętrznie może to wyglądać słabo i bylejak. Ale jest
      jeszcze tajemnica tego spotkania z Bogiem smile
      A modlitwę masz. Będę pamiętała, ... moja Ania też ma
      I-ą Komunię za miesiąc i na razie martwi się, skąd weźmie
      kwiatki, które wszystkie dzieci mają na poczatku dawać - brrrr.
      Ale to są już zupełnie inne przygotowawcze kwiatki sad
      • pysio8 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 15.04.08, 10:09
        Napisz o ks.Twardowskim Kasiusmilenapisz...


        Może to wszystko przerasta i małe dzieci i ich rodziców.
        Nie martw się, może być tak, że Opatrznośćsmile o wszystko sama zadba.
        U mnie w domu rodzice niczego nie przypilnowali w tym temacie, więc ja dużo później byłam przygotowywana do pierwszej Komunii św. jako nastolatka poprzez rozmowy z ks. J.T.smile)Rozmawialiśmy sobie nawet o modzie i o tym co słychać u mojej siostry rodzonej.
        A moja pierwsza Komunia św. odbyła się w tygodniu, tak normalnie byłam ubrana nawet nikt z rodziny nie przyszedł. Czy to nie był przypadkiem czwartek? Tego nie mogę sobie przypomniećsad( pożyczyłam komuś książkę z wpisem od Autora w tym dniu i książka przepadłasad
        Pamiętam też, że otrzymałam czarno-biały obrazek z szyjącą Matką Bożą.Wszystko odbyło się tak zwyczajnie, bez pompy i Bogu dzięki za tosmile)
        • mama_kasia Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 15.04.08, 10:36
          Już piszę smile

          Jan Twardowski "Autobiografia":

          "Później przychodzi Pierwsza Komunia Święta. Tłumaczę, że
          komunia jest wchłanianiem Boga w siebie. Tak jakby ktoś otwierał
          usta, aby wdychać czyste powietrze lub zjeść kawałek chleba. Jest
          to tajemnica, której dziecko nie rozumie. Człowiek żyje Bogiem,
          a nie tylko powietrzem i chlebem. Powietrza nie widzę, ale jest.
          Gdyby wypompowano je, tobym się udusił. Tak samo nie widzę Boga,
          ale On jest i ja Go potrzebuję. Bez Niego nie mogę żyć.
          Uczę dziecko, że modlitwa jest rozmową z Niewidzialnym, który je
          słyszy.
          Dziecko wzrusza się ubrankiem, sukienką śpiewami. Przychodzi ten
          moment, w którym ma karmić się Bogiem. Otwiera usta i - jak
          powietrze - wciąga Niewidzialnego. Prawie wszystkie dzieci
          przeżywają to powierzchownie. Tylko wyjątki są w tym wieku
          uduchowione. Mimo to Pierwsza Komunia jest tajemnicą Boga."
        • pysio8 Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 16.04.08, 08:46
          Jeszcze dopiszę tutaj o obdarowaniu. To ja zostałam obdarowana i ksiądz niczego ode mnie wówczas nie wziął, kwiatki które mu zanosiłam wędrowały co prawda od razu przed ołtarz...z tym, że ja byłam jakoś zawiedziona, że on ich nie zabierał do siebie. W końcu te kwiatki były dla niego...
          Syna przygotowania były dość dawno, za nic nie mogę sobie przypomnieć co dałam, a może właśnie nic? Pamiętam, że składałam się na obrazek, różaniec i modlitewnik, dzieci otrzymały jednakowe -hmmm "wyposażenie"smile
    • mama_kasia Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 15.04.08, 10:49
      Jeszcze parę słów. Tak jakoś podpięłam się pod wątek ze swoimi
      pierwszokomunijnymi wątpliwościami.

      Nie boję się, że dziecko moje czegoś nie zrozumie, nie odczuje.
      To jest sprawa między nią a Panem Bogiem. I tu spotkanie nastąpi.

      Nie odczuwam tego, że marnuję okazję, bo mogłoby to wszystko
      dużo lepiej wyglądać. Taka uroczystość na całe życie, a tak
      przeprowadzona.

      Męczy mnie natomiast to, że jako rodzic swojemu dziecku pozwalam
      brać udział w czymś, czego nie akceptuję. Cały czas piszę
      o oprawie. Wiecie, czuję się, jakbym ją oszukiwała sad
      Nie mogę jej powiedzieć, że mi się nie podoba, że to
      cyrk, musztra i ... Nie mogę, bo ona chce tam być i ona tego tak
      nie widzi.
      Przykro mi, że piszę takie słowa, bo to też młyn dla przeciwników
      Kościoła, ale siedzi to we mnie sad
      Bardzo jestem związana z moją parafią i leży mi na sercu to, co
      się w niej dzieje.
      • kudyn Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 15.04.08, 23:51
        Wczoraj była próba mojej córy, staramy się jak możemy ograniczyć cyrk, ale
        często jesteśmy bezsilni. Za każdym razem wracamy zdegustowani.
        Mam bardzo podobne odczucia.
        • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 16.04.08, 00:05
          Rozni probuja ograniczyc cyrk, ale udaje sie tak sobie ;-(((:

          miasta.gazeta.pl/krakow/1,71704,4940656.html
        • mama_kasia Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 16.04.08, 09:51
          Właśnie - ta bezsilność sad
          Próbowałam... dużo wcześniej próbowałam...
          Propsiłam, czy mogę uczstniczyć w omawianiu liturgii.
          Pominięto to. Mogę omawiać fotografa, wystrój koscioła, liturgię -
          jakoś nie uznano tego za ważne sad
          Siostra tłumaczy mi, że ona musi wypośrodkować, że rodzice
          oczekują, aby ich dzieci miały zadania, aby to było przygotowane.
          I to tak jest. I ja słyszę tych rodziców. Rzeczywiście mają takie
          oczekiwania.
          Ale proboszcz... Na próbie mówi dzieciom: czy chcecie, aby
          goście zobaczyli, że jesteście nieprzygotowani, że - nie pamiętam
          tutaj konkretnych słów, ale chodziło o sprawy czysto techniczne.
          ...Ręce opadają sad((((
          Rozmawiam, że tyle prób może jest niepotrzebnych. Robię to
          delikatnie, podając argumenty o pięknie "normalnej" liturgii.
          Siostra, że im dzieci będą bardziej wyćwiczone tym mniej
          przejęte tym, że maja w określony sposób podejść sad((
          Módlcie się proszę, bo boję się własnej pychy sad
          • netus Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 26.04.08, 22:22
            Ach, sporo tego - dzisiaj Maciej deklamował mi prośbę o błogosławieństwo
            -musiała formułka brzmieć tak dokładnie jak uczyła ich siostra - inaczej jest
            nieważna. al eto prawo dziewięciolatka - tak myślę, odpuszczam to, bo bym była
            sfrustrowana.
          • isma Re: Problemy dziecka pierwszokomunijnego 27.04.08, 09:40
            O probach Ci napisze wink)).

            Jak wiecie, w Wielka Sobote przyjmowala chrzest nasza znajoma.

            W Niedziele Palmowa byla proba w katedrze. Zgoniili nas po Mszy sw.
            w kosciele po przeciwleglej stronie Plant. Okazalo sie, ze
            prezbiterium na czas tej proby nie jest wylaczone ze zwiedzania,
            wiec proba przebiegala wsrod przepychajacych sie wycieczek. Zebralo
            sie tych osmioro katechumenow z rodzicami chrzestnymi (obecnosc
            obowiazkowa!!!), z dwoma wyjatkami dorosli luzie, w miare powazni
            (Ismy nie licze, bo ona niepowazna jest) i dwaj klerycy zaczeli nami
            komenderowac, zmieniajac co chwile zdanie, i spierajac sie medzy
            soba: "To moze usiadziemy w dwoch rzedach, po lewej i po prawej.
            Siadajcie panstwo." Siedlismy. Po trzech minutach "Nieeee, oni nie
            moga siedziec po lewej i po prawej, bo po lewej beda siedziec
            koncelebransi. Siadajcie panstwo w jednym rzedzie, po prawej".
            Siedlismy. "O, a teraz bedzieci panstwo podchodzic do ksiedza
            kardynala. Ksiadz kardynal bedzie siedzial, bedzie siedzial... Gdzie
            siedzial ksiadz kardynal w zeszlym roku...?" "O, tu panstwo klekacie
            do namaszczenia rak krzyzmem. Tak, tak, klekacie, i teraz trzeba
            wstac z bez uzycia rak (big_grinDDD - zestresowana katechumentka
            stwierdzila, ze ona absolutnie nie jest w stanie utrzymac rownowagi
            na waskim stopniu przy wstawaniu z kleczek ze zlozonymi rekami ;-
            ((().

            "O, teraz mozna siedziec. A potem mozemy powstac." [w tym momencie
            Isma wycedzila przez zeby, cytujac nie tylko Pismo sw.: "...nie
            czekajac na czas, w ktorym wszyscy powstaniemy..." - i definitywnie
            stracila cierpliwosc. Byla to trzecia godzina proby.]

            A potem wszystko i tak potoczylo sie wlasnym rytmem - rytmem
            liturgii po prostu. Jedni do tego krzyzma przylekli i wstali "bez
            uzycia rak", inni stali, jedni sie w biale szaty zaplatali, inni
            nie, jedni sie zgapili do wyjscia z procesja rezurekcyjna, inni nie.

            I dobrze bylo. Zdumiewajaco.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja