O pewnym komunijnym chlopcu...

09.05.08, 16:38
To prosba o modlitwe. za dziecko, brata Emilki, ktore w niedziele
najblizsza ma I Komunię, jutro pierwszą spowiedź... dziecko z
rodziny patologicznej, doswiadczajace przemocy, glebokiej przemocy
psychicznej w domu, niewychowywane i przejawiajace juz zadatki na
chuligana...
Pawełek ma ponad 9 lat, powtarzal zerowke dlatego chodzi do 2 a nie
do 3 klasy teraz. Niestety nie moglam go przygotowywac do I Komunii
tak jak starszą Emilkę. Nie wiem czy chlopiec w ogole cokolwiek
zrozumial czego bedzie dostepowal, czy ma swiadomosc chocby
minimalną. jest mi z tym zle bardzo ale musialam sama sobie
powiedziec "stop" z tym pomaganiem, bo ja bym dzieci z calego P.
najchetniej uczyla...
W ich domu bardzo zle sie dzieje, coraz gorzej. Awantury z pijanym
ojcem, policja i sprawy w sądzie sa na porządku dziennym. Chlopiec
to potem odreagowuje w szkole... coraz trudniej z nim kontakt
nawiazac, tracimy go.
Prosze pomodlcie sie. Bardzo.
    • jogo2 Re: O pewnym komunijnym chlopcu... 09.05.08, 21:40
      Będę pamiętać.
      • netus Re: O pewnym komunijnym chlopcu... 09.05.08, 21:42
        Jestem i ja.
        Ale ufam,że Pan Bóg będzie działał w nim w sobie właściwy sposób,a Paweł przez
        sakrament pokuty i eucharystii ma cos tak intymnego z Panem Bogiem, czego jego
        tato nie jest w stanie przełamać.
    • pysio8 Re: O pewnym komunijnym chlopcu... 09.05.08, 21:57
      więc za całą Pawła rodzinę módlmy się
    • mader1 Re: O pewnym komunijnym chlopcu... 09.05.08, 22:01
      dobrze
    • samboraga Re: O pewnym komunijnym chlopcu... 09.05.08, 22:04
      będę pamiętać, cieszę się, że się odezwałaś, Kasiu
      • k_j_z Re: O pewnym komunijnym chlopcu... 10.05.08, 21:57
        Kasiu, a co dzieje sie z Emila i najmłodszą Nikola
        jeśli nie chcesz tu, napisz proszę na priv.
        Ja bardzo cysto o nich myślę.
        • sion2 Re: O pewnym komunijnym chlopcu... 10.05.08, 22:24
          najmlodsza jest teraz Klaudia, ma 7 mcy, potem Nikola 20 mcy, Piotr
          prawie 5 lat, Marcin prawie 6 lat, Pawel prawie 10 lat, Emila prawie
          11 lat i Milena 12 lat.
          Mamy sponsorow dla Piotra i Marcina wiec chodza do przedszkola,
          bardzo regularnie, nadrabiaja braki rozwojowe ale Marcin ma gorzej,
          ma wade wymowy, nie wiem czy da sobie rade w przyszlym roku w
          zerowce.
          Milena sie uczy miedzy 3 a 4, w porywach 5 i 6. Emila realizuje
          tylko podstawe programowa, jest opozniona w rozwoju, najbardziej
          przezywa domowe awantury, jest osowiala, byla ciezko chora w zime,
          trafila do szpitala tylko dzieki akcji wolontariuszek, brudna, chora
          i niedozywiona... Obie dziewczyny zaczynaja nasladowac matke w
          relacjach z ludzmi sad. Pawel jakos radzi sobie z nauka, nie ma juz
          wolontariuszki bo podejrzewala go o kradziez choc nie zostal zlapany
          i zadne fakty po, nie potwierdzily ze ją okradl...
          Poniewaz matka zaniedbuje dzieci, nie posyalala dziewczynek do
          szkoly o czym pisalam na forum pare miesiecy temu, nie reagowala na
          upomnienia itd, potem byl szpital Emilki i pismo do MOPSu w jakim
          stanie dziecko przyjete - szkola dala sprawe do sądu rodzinnego o
          wyznaczenie kuratora, czekamy na rozstrzygniecie a do wakacji ja się
          wycofalam z pomocy bezposredniej, glownie ze wzgledu na zdrowie ale
          tez z powodow tego co sie tam dzialo i ze matka twierdzila ze to
          przeze mnie rozne "organa" sie jej czepiają.. eh dlugo by pisac

          W kazdym razie zostala pomoc w postaci finansowania przedszkola dla
          2 dzieci, troje najstarszych jedzie tez na wakacje ale nie ja je
          zorganizowalam a moja znajoma, ja pomagam tylko w spakowaniu. Ciezko
          mi bylo rozstac sie z dziecmi ale zdrowia nie mam coraz bardziej a i
          tak ciagle dostaje jakies sygnaly a to z przedszkola a to od lekarki
          a to z MOPSu... pozostaje mi modlitwa. Musialam ich zostawic -
          patrzac dlugomyslnie musialam zostawic choc bardzo mi z tym zle bylo
          i jest. Ale czasem dzwonią... i to są takie telefony z wielkim
          placzem do dziecka "ciociu ratuj nas" ze normalnie czlowiekowi
          wszystko staje w gardle a zrobic nic nie moze. Trzeba sie za nich
          modlić, to moje duchowe dzieci...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja