Dodaj do ulubionych

Czy to źle być bogatym?

26.05.08, 15:00
Ja znowu nie o wychowaniu (choć poniekąd też, ale raczej temat natury
ogólnej). Jak wiadomo, łatwiej jest wielbłądowi przejśc przez igielne ucho niż
bogatemu dostać się do Królestwa Niebieskiego.

Czy zatem chrześcijanin nie powinien być człowiekiem zamożnym? Nie mówię o
prywatnym odrzutowcu i własnej wyspie na Karaibach, ale o - powiedzmy -
zarobkach dużo powyżej średniej. Wiadomo, można żyć tak, żeby starczało nam na
zaspokojenie podstawowych potrzeb, a resztę... no nie wiem... rozdać
instytucjom charytatywnym, dać na budowę Świątyni Opatrzności Bożej albo coś w
tym rodzaju, w każdym razie niejako "odebrać" sobie i swojej rodzinie i
przeznaczyć na szczytny cel.

Ale można również żyć na wyższym poziomie, jeździć na wakacje do ciepłych
krajów, mieć większy dom w dobrej dzielnicy, samochód trochę lepszy, posłać
dzieci do prywatnej szkoły, chodzić czasem na obiad do dobrej restauracji itp
itd. Oczywiście przy tym można też wspomagać biednych, dotować jakieś
"inwestycje" kościelne itp. Można też (nawet należy) przekazać dzieciom zdrowe
wartości, jak choćby to, że wartość człowieka nie zależy od grubości jego
portfela.

Czy według Was tacy ludzie, którzy używają życia doczesnego za swoje uczciwie
zarobione pieniądze postępują niewłaściwie, mają źle ustawione priorytety? Czy
przekazanie dzieciom wyżej wspomnianych wartości jest trudniejsze w warunkach,
gdy nigdy niczego w rodzinie nie brakuje pod względem materialnym? Spotkałam
się już z takimi stwierdzeniami, dlatego postanowiłam Was również zapytać o
zdanie, także na kanwie wątku o nitroszczeniu się o rzeczy materialne.

Pozdrawiam ciepło smile


--
Nasz staż smile
Obserwuj wątek
    • a_weasley Re: Czy to źle być bogatym? 26.05.08, 15:09
      Samo z siebie bogactwo, jeśli godziwie uzyskane, nie jest złe, ale stawia
      człowieka w bliskiej okazji różnych grzechów.

      madziaq napisała:

      > Jak wiadomo, łatwiej jest wielbłądowi przejśc
      > przez igielne ucho

      Nie przez ucho od igły, tylko przez Ucho Igielne, taka ciasna brama miejska w
      Jerozolimie. Inakszy mówiąc, rzecz jest do zrobienia, tylko z trudem niemałym.
      W końcu w Biblii występuje zarówno parę pozytywnych postaci bogatych
      istniejących realnie (np. Józef z Arymatei), jak i przywołanych jako pozytywne
      przykłady (np. Samarytanin, wożący ze sobą w trasę taką kupę szmalu, że mógł
      sowicie opłacić oberżystę) lub zgoła figury Boga Ojca (ojciec syna
      marnotrawnego, właściciel winnicy).

      --

      Listy starego diabła do młodego
      • madziaq Re: Czy to źle być bogatym? 26.05.08, 15:16
        Z tym Uchem Igielnym to wiem, że nie o igłę się rozchodzi smile Aczkolwiek późno
        mnie uświadomiono, bo dopiero w liceum na religii. Do tego czasu żyłam w
        przekonaniu, że bogaty absolutnie do Królestwa Niebieskiego się nie dostanie wink
        --
        Nasz staż smile
      • otryt Ucho Igielne czy ucho igielne? 28.05.08, 09:59
        a_weasley napisał:

        >Nie przez ucho od igły, tylko przez Ucho Igielne, taka ciasna brama
        >miejska w Jerozolimie. Inakszy mówiąc, rzecz jest do zrobienia,
        >tylko z trudem niemałym.

        A tę bramę w którym wieku wybudowano? Przed Chrystusem czy po? Nie
        zdziwiłbym się, gdyby zapobiegliwość ludzka wybudowała później. To
        jednak nie wszystko jedno czy mamy przechodzić przez ucho igielne
        czy Ucho Igielne. A w Biblii małą czy wielką literą napisane? Zaraz
        sprawdzę.
    • alex05012000 Re: Czy to źle być bogatym? 26.05.08, 16:26
      dałabym sobie uciąć głowę, ze był już taki wątek...
      Czy według Was tacy ludzie, którzy używają życia doczesnego za swoje
      uczciwie zarobione pieniądze postępują niewłaściwie, mają źle
      ustawione priorytety?
      *** według mnie nie
      Czy przekazanie dzieciom wyżej wspomnianych wartości jest
      trudniejsze w warunkach, gdy nigdy niczego w rodzinie nie brakuje
      pod względem materialnym?
      ***też nie, zawsze sie znajdzie i biedniejszych i bogatszych...
      co do ucha igielnego to biję cię na głowę, ja do niedawna myslałam,
      ze chodzi o ucho od igły do szycia, ale że to taka metafora....
      • a_weasley Re: Czy to źle być bogatym? 26.05.08, 19:04
        alex05012000 napisała:

        > Czy według Was tacy ludzie, którzy używają
        > życia doczesnego za swoje uczciwie zarobione
        > pieniądze postępują niewłaściwie, mają źle
        > ustawione priorytety?

        Jak którzy.

        > Czy przekazanie dzieciom wyżej wspomnianych
        > wartości jest trudniejsze w warunkach, gdy
        > nigdy niczego w rodzinie nie brakuje
        > pod względem materialnym?

        Sprzyja fundowaniu dobrego samopoczucia na statusie materialnym.

        --
        Wigilia w Norze
        Listy starego diabła do młodego
        Dżentelmen jezdni jest przyjacielem przechodnia. Ale jezdnia to nie pastwisko,
        łachudro!
      • ekan13 Re: Czy to źle być bogatym? 26.05.08, 19:18
        Żle być złym bogatym, złym bogatym człowiekiem, złym człowiekiem, bez wzgledu czy bogatym, czy biednym.
        Są biedni, którzy bardziej ogarnięci chęcią zdobycia pieniędzy i ich zdobywaniem niz bogaci ich pomnażaniem.
        Bardziej to postrzegam w kategorii umiejętności podzielenia się swoimi pieniedzmi bez wzgledu na ich ilość.

        Bogaty ma o tyle trudniej, że łatwiej mu zamknąc się w swoim uroczym, pięknym świecie i na potrzeby innych, węszyć wszedzie próbę oskubania go i wykorzystania, co nie znaczy, że i na biednych nie czają się liczne pułapki.

        Trzeba nieustannie pamiętać, że zwykle na nasze bogactwo składa sie praca innych ludzi, i o tych ludziach trzeba pamietać i umiec się z nimi dzielić, chodzi mi tu zwłaszacza o relacje pracodawca-pracownik.
        Sama jestem pracodawcą i wiem jak ciężko jest chwilami walczyć własnie z pokusą, żeby to sobie odkroić ten największy kawałek tortu...
        Właśnie ten fragment, o Uchu Igielnym i ogromadzeniu sobie skarbów w niebie są takim moim osobistym straznikiemsmile
        Tam skarb twój, gdzie serce twoje...

        --
        ~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:
        • a_weasley Re: Czy to źle być bogatym? 27.05.08, 01:30
          ekan13 napisała:

          > Sama jestem pracodawcą i wiem jak ciężko jest
          > chwilami walczyć własnie z pokusą, żeby to
          > sobie odkroić ten największy kawałek tortu...

          Jeśli pracownikowi rzetelnie płacisz to, co mu się należy, nie zmuszasz do
          fikcyjnego samozatrudniania, nie kantujesz klauzulami pisanymi małym druczkiem
          itp., to chyba Twoje rude prawo - azaż nie z denara zmówił się z Tobą?

          --
          Wigilia w Norze
          Listy starego diabła do młodego
    • a_weasley Cytat literacki luźno związany 26.05.08, 19:13
      Ewa Białołęcka, "Wiedźma.com.pl"

      - Mama, my jesdeśmy biedni? - spytał kiedyś Młody spod biurka, na którym
      aktualnie robiłam jakąś korektę.
      - Nie jesteśmy - odparłam zgodnie z prawdą.
      Pojęcie "biedny" w mojej prywatnej encyklopedii mialo całkiem inną definicję niż
      ta oficjalna.
      - Ale my nie mamy piniondzów - drążył temat Młody, wówczas w poważnym wieku lat
      czterech i pół.
      - Mówi się pieniędzy - poprawiłam, jednocześnie wstawiając brakujący przecinek.
      - Nie mamy piniędzy - zgodził się Młody. - Darek mówi, że jesdeśmy biedni.
      - Powiedz Darkowi, że masz w domu trzy tysiące pięćset dwadzieścia osiem książek
      i nie jesteś biedny. To on jest biedny, bo nie ma tyle.
      Należało podbudować Młodemu poczucie wartości, a nic prócz książek nie wchodziło
      w rachubę. Jego zabawkowy majątek mieścił się w dwóch kartonach po piwie
      "Tyskie", a moje zaplecze finansowe w pudełku od zapałek.
      Następnego dnia Młody wrócił z podwórka z rozbitym nosem.
      - Powiedziałem - zawiadomił mnie urażonym tonem. - A on mi psywalił.
      - A ty co na to?
      - Tes mu psywaliłem!
      Wieczorem pokazałam Młodemu blok z krav-magi, literę J jak Jeremi i zaczęliśmy
      po raz trzeci czytać "Harry'ego Pottera i kamień filozoficzny".
      Mój syn rósł na intelektualistę-twardziela.
      • madziaq Re: Cytat literacki luźno związany 26.05.08, 22:34
        Cytat przedni smile))

        Chodziło mi raczej o coś takiego (ach, ten mój matematyczny umysł wink)

        Powiedzmy, że człowiek "biedny" daje 10% swojego dochodu ze szczerego serca na
        jakieś zbożne cele, oprócz tego nie przymiera głodem, starcza mu na podstawowe
        potrzeby, ale luksusów nie ma. Człowiek "bogaty" równie szczerze daje swoje 10%,
        które jest odpowiednio wyższe niż darowizna "biednego", oprócz tego ma fajny
        samochód, dom, gosposię i jeździ na wakacje na Kanary. Gdyby zrezygnował z domu
        (na rzecz mniejszego mieszkania), gosposi i Kanarów, mógłby przeznaczać np 40%
        swojego dochodu na cele charytatywne szeroko pojęte, a że tak powiem, co do
        osobistego majątku być równym "biednemu". No i pytanie, czy może (oczywiście
        może, ale czy postępuje OK) uznać, że skoro tyle lat się kształcił, zdobył dobry
        zawód, zainwestował z sukcesem pieniądze itp, poświęcając na to swój czas i
        umiejętności to ma święte prawo z tego korzystać? Czy ten, kto ma więcej,
        powinien się "bardziej poczuwać" do dzielenia się swoim majątkiem, czy
        wystarczy, jeśli nie poczuwa się mniej?

        I w ten sposób doszliśmy niemalże do podatku liniowego wink
        --
        Nasz staż smile
        • nati1011 Re: Cytat literacki luźno związany 27.05.08, 00:00
          bogactwo samo w sobie nie jest złe. Wielcy święci modlili się
          czasem: od zbytniego bogactwa i od zbytniej biedy uchowaj mnie
          Panie. Bieda też może być wielką pokusą do złego.

          Dla mnie chodzi o to co ja robię z pieniędzmi. Na codzienne potrzeby
          wydaję podobnie bez względu na to czy obecnie zarabiam dużo czy
          mało. Nigdy nie było tak, by brakowało nam na jedzenie. Ale gdy bylo
          więcej kasy, to ja na codzień kupowałam takie same produkty jak
          wtedy gdy było jej mniej. Jak kupuje buty czy ubrania to są to
          rzeczy klasy średniej - nie najtańsze, bo te po prostu bardzo szybko
          się psują, ale nigdy te markowe, modne, akurat na topie. Choć mnie
          teoretycznie stać, to nie kupię dziecku butów za 300 zł tylko po to
          by miało takie jak pół klasy. Tłumaczę, ze takie same jakościowo
          może mięć za 80 zł i razem zastanawiamy sie co sensownego można
          zrobić z resztą "zaoszczędzonych" pieniedzy. Są wyraźnie granice
          cenowe każdego produktóu, których nie przekroczę. Parę lat temu
          szukałam swojej drogi pomiedzy ascezą a życiem wg potrzeb. Pamietam
          jak długo się zastanawiałam, czy wolno mi wydac pieniądze na nowe
          firanki, skoro stare nie są jeszcze podarte a jedynie mocno
          opatrzone. Niestety problem rozwiązał się sam, bo dostałam nową
          firankę w prezencie. Do dzisiaj jednak zaglądam do sklepów i
          wyobrażam sobie taką piękną haftowaną firanę na moim oknie. Niestety
          okno jest wielki i taka firana kosztuje grubo ponad 1000 zł. Nie
          sądzę bym kiedykolwiek zdecydowała sie na zakup tej wyśnionej.
          Standartowa mogę mieć już za 300-500 zł.

          Bogactwo jest pojęciem względnym. Zawsze bedzie ktoś biedniejszy i
          ktoś bogatszy ode mnie. I dla każdego coś innego może być zbytkiem.
          2 samochody? Dla jednego na pewno, ale my oboje pracujemy
          samochodem. Więc zbytek czy konieczność? Nowa sukienka? Ale czy żona
          nie powinna wyglądać łądnie dla męża ? Czy wolno jej zaniedbywać sie
          i chodzić w rozciagnietych dresach? Ale gdy brakuje na lekarstwa dla
          dziecka, to przecież nie pójde po nową kieckę tylku kupię leki nawet
          kosztem swojego wyglądu. Ostatnio moja rodzina sie strasznie
          oburzyła, że zatrudniliśmy panią do pomocy w domu przed świętami.
          Tylko nikt nie zauważył, że ze względu na stan zdrowia, ja nie mogę
          pewnych rzeczy robić. Padły docinki o burżujach itp ale nikt nie
          zaproponował nigdy: wiesz siostra, może pomogę ci umyć okna, a ty w
          tym czasie poczytaj dzieciom.

          Cieszę się, że stać mnie na to by czasem komuś pomóc. Zdaję sobie
          jednak sprawę, ze jest to dar mniejszej wagi niż wdowi grosz.
          Najpierw przeciez zaspokajam potrzeby rodziny, dopiero to co zostaje
          może być ofiarowane. A i tak ciągle pozostaje ból, że nie wszystkim
          można pomóc i zawsze obok będzie ktoś biedny, głodny, bezdomny....
    • mama_kasia Re: Czy to źle być bogatym? 27.05.08, 08:37
      W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest bardzo ciekawy
      fragment o posiadaniu. Parę tygodni temu miałam ten temat do
      opracowania. Zwróciłam wtedy m.in. uwagę na te słowa:

      "2405 Dobra produkcyjne - materialne lub niematerialne - jak
      ziemie czy fabryki wiedza czy zdolności wymagają troski ze
      strony ich posiadaczy, by przynosiły pożytek jak największej
      liczbie ludzi. Posiadacze dóbr użytkowych i konsumpcyjnych
      powinni ich używać z umiarkowaniem, zachowując najlepszą
      cząstkę dla gościa, chorego, ubogiego." - najlepszą cząstkę smile
    • otryt Trzeba było... 28.05.08, 09:36
      madziaq napisała:

      >Ale można również żyć na wyższym poziomie, jeździć na wakacje do
      >ciepłych krajów, mieć większy dom w dobrej dzielnicy, samochód
      >trochę lepszy, posłać dzieci do prywatnej szkoły, chodzić czasem na
      >obiad do dobrej restauracji.

      Tak, to wszystko dzięki naszej pracowitości, wykształceniu,
      zapobiegliwości, trosce, zaradności. Mamy do tego prawo.

      Ale popatrzmy na rzecz inaczej. Wyobraźmy sobie, że mamy brata lub
      siostrę, którego nie stać na to, aby wyjechać na wakacje nad jezioro
      30 kilometrów za miastem, bo trzeba kupić bilet na autobus, którego
      dzieci nie jeżdżą na wycieczki szkolne, podręczniki dla dzieci z
      trudem kompletuje pod koniec listopada, nie ma swojego mieszkania
      albo gnieździ się na 25 metrach z liczną rodziną, nie stać go na
      kupno roweru i nie wie jak się zachować w restauracji, bo nie byli
      tam ze 20 lat.

      Pewno rzadko bywają aż takie różnice pomiędzy rodzeństwem. Pomyślmy
      jednak, co zazwyczaj dzieje się wtedy w głowach tych pierwszych i
      tych drugich? Czy są to dobre myśli? Jak często słyszy się takie oto
      teksty, które usprawiedliwiają naszą odmowę pomocy. Zazwyczaj zdania
      te zaczynają się od słów: "Trzeba było..."

      Trzeba było:
      - się ubezpieczyć, gdy spotka kogoś wypadek losowy
      - nie mieć tyle dzieci
      - nie wychodzić za mąż za tego człowieka
      - utrzymywać dobre stosunki z tymi ludźmi, co trzeba
      - być bardziej elastycznym
      - robić tak jak wszyscy
      - wybrać zawód, który daje pieniądze a nie bujać w obłokach
      - wyjechać za granicę
      - mnie słuchać, gdy dobrze radziłem

      Czy ktoś kto tak myśli lub mówi wejdzie do Królestwa?

      • nati1011 Re: Trzeba było... 28.05.08, 09:57
        Kto nie pracuje niech nie je.

        Należy rozróżnić niezawinioną biedę (choćby z braku talentów) od
        pasożytnictwa. Czasem pomoc materialna może uczynić więcej złego niż
        dobrego. Lepiej dać wędkę niż rybę. A niestety - zwłaszcza w
        rodzinie - często jest oczekiwanie, ze bogatszy podzieli się z
        biedniejszym. Ale czy powinien? Dać pieniądze na operację dziecka?
        Oczywiście. Zafundowac dzieciakom czasem wyjście do kina? Jasne. Ale
        trzeba też umieć odmówić w przypadku nieuzasadnionych roszczeń.
        • otryt Re: Trzeba było... 28.05.08, 10:13
          nati1011 napisała:

          >Kto nie pracuje niech nie je.

          O lenistwie i pasożytnictwie nie było nic w liście dobrych rad,
          którą zamieściłem, a które słyszą osoby, które znajdą się w trudnej
          sytuacji. Nie zawsze proszą o pomoc. I tak wciąż słyszą podobne rady.

          >Należy rozróżnić niezawinioną biedę (choćby z braku talentów) od
          >pasożytnictwa.

          To czasami bardzo trudne. Zresztą wchodzić tak głęboko w czyjeś
          sprawy, badać winny czy niewinny swojej biedy? Nie wiem, czy
          chciałbym być w roli takiego sędziego.

          >Czasem pomoc materialna może uczynić więcej złego niż
          >dobrego. Lepiej dać wędkę niż rybę.

          To zdanie słyszałem już z tysiąc razy w mediach. Ale ostanio
          słyszałem również inne zdanie, że i tych wędek jest za mało, aby
          wszyscy mieli. Myślę, że trzeba będzie wymyślić jakiś nowy slogan.

          >A niestety - zwłaszcza w rodzinie - często jest oczekiwanie, ze
          >bogatszy podzieli się z biedniejszym.

          No więc jak, jest bratem czy nie jest? A bratem w Kościele nazywa
          się nie tylko rodzonego brata. To nie są łatwe sprawy, nie daję
          łatwych rozwiązań. Dlatego może temu wielbłądowi jednak łatwiej?

          >Dać pieniądze na operację dziecka? Oczywiście. Zafundowac
          >dzieciakom czasem wyjście do kina? Jasne. Ale
          >trzeba też umieć odmówić w przypadku nieuzasadnionych roszczeń.

          Jasne. Co za dużo to niezdrowo.



          • nati1011 Re: Trzeba było... 28.05.08, 11:12
            Ja dość często spotykam sie z postawą roszczeniową. Jakoś mnie to
            drażni, jeżeli ktoś z jednej strony potrzebuje pomocy, a z drugiej
            ma wymagania wieksze od moich. przykład: dom małego dziecka, chcę
            przywieść ubranka po moich dzieciach (wszystkie w stanie takim, że
            ubrałabym w nie swoje) - pani dyrektor mówi, że nie przyjmują
            używanych, tylko nowe. Rozumiem, że czasem zdarza się, ze ktoś
            podrzuci szmaty, ale niemowlęta naprawdę malo zużywają ubrania, z
            których wysrastają często po 2-3 tygodniach.

            > >Należy rozróżnić niezawinioną biedę (choćby z braku talentów) od
            > >pasożytnictwa.
            >
            > To czasami bardzo trudne. Zresztą wchodzić tak głęboko w czyjeś
            > sprawy, badać winny czy niewinny swojej biedy? Nie wiem, czy
            > chciałbym być w roli takiego sędziego.

            Niestety na wąłsne oczy obserwowaliśmy jak działa pomoc materialna
            bez postawienia poewnych wymagań. Rodzina ewidentnie potrzebowała
            pomocy. Straszna tragedia, choroba, bieda, małe dzieci.... Zebrała
            sie grupa znajomych i otoczyła rodzinę opieką. Systematyczną,
            długoterminową. Rodzina otrzymała naprawdę duże środki fianansowe i
            inną pomoc niematerialną. Niestety z miesiąca na miesiąc roszczenia
            rosły i doszły do skali absurdalonej (typu: ofiarowany nowy telefon
            komórkowy był zbyt niskiej klasy). W dodatku dzieci przy każdej
            okazji brały otoczenie na litość i wręcz uprawiały otwarte
            żebractwo. Rozmowy i próba uzdrowienia sytuacji nic nie dały.
            Wszystko sie rozpadło. Zerwany kontakt. Mam nadzieję, że jakoś sobie
            radzą. Ale smutek pozostał.
            .

            > >Czasem pomoc materialna może uczynić więcej złego niż
            > >dobrego. Lepiej dać wędkę niż rybę.
            >
            > To zdanie słyszałem już z tysiąc razy w mediach. Ale ostanio
            > słyszałem również inne zdanie, że i tych wędek jest za mało, aby
            > wszyscy mieli. Myślę, że trzeba będzie wymyślić jakiś nowy slogan.

            Nie zgadzam się. Danie wedki wymaga wiecej wysiłku. Najprościej jest
            dać pieniądze i uważać, ze spełniło się obowiązek. Dużo trudniej
            jest ofiarować czas, zainteresowanie, pomoc w znalezieniu pracy, czy
            korepetycje z matematyki... to miałam na myśli pisząc o wędce.
            • otryt Wędki 28.05.08, 12:38
              nati1011 napisała:

              >>Ale ostatnio słyszałem również inne zdanie, że i tych wędek jest
              >>za mało,aby wszyscy mieli. Myślę, że trzeba będzie wymyślić jakiś
              >>nowy slogan.

              >Nie zgadzam się. Danie wędki wymaga więcej wysiłku.

              Nie wiem czy wiesz, że wczoraj olbrzymi statek z wędkami odpłynął do
              Chin. Przedwczoraj również. Dziś ładują kolejny statek.

              W globalizującej się gospodarce coraz więcej pracy wykonują
              Chińczycy i inni, bo mniej chcą za swoją pracę niż my chcemy.
              Korzystają na tym wszyscy. Chińczycy bogacą się coraz szybciej, bo
              pracują dla całego świata. Importerzy z poszczególnych państw bogacą
              się również na handlu. Państwa biorą podatki od importerów i VAT od
              konsumentów. Konsumenci są zadowoleni bo mają tanie artykuły. Nawet
              kartki bożonarodzeniowe robią w Chinach i Jezuska potrafią tak
              ładnie namalować. Niedawno Unia Europejska ustami Jose Manuela
              Barosso powiedziała, że nie będzie zadzierać z Chinami (chodziło o
              bojkot ognia olimpijskiego), bo za bardzo na tej współpracy z nimi
              korzystamy. Następnego dnia w Chinach wydano kilkanaście wyroków
              dożywocia za demonstracje uliczne.

              A wędki wciąż odpływają. Znika sklepik na osiedlu. Najpierw jeden,
              potem drugi. Znika mały zakład poligraficzny, który robił pocztówki
              z Jezuskiem. Bankrutują rodzinne firmy. To wszystko odbywa się na
              naszych oczach. Nikt nie wie, jaki będzie finał tego procesu.
              Najłatwiej zrzucić całą winę na tego nieboraka na dole, ze nie był
              dość sprytny i nie słuchał dobrych rad. Niech się małe ludki tam na
              dole biorą za łby. To wszystko nie jest takie proste.
              • samboraga Re: Wędki 28.05.08, 12:59
                > dole biorą za łby. To wszystko nie jest takie proste.

                No właśnie to nie jest takie proste, ani globalnie, ani w skali poszczególnych
                ludzi. Kuzynka...ma dziecko w wieku mojego...pomagali wszyscy z rodziny,
                załatwionych kilka prac (salowa, pomoc w kwiaciarni itp.), żadnej nie utrzymała,
                odchodziła sama, ślub nie wzięty, bo samotna matka dostanie więcej pomocy społ.
                niż pełna rodzina, ciuchy, zabawki dostawała albo po rodzinie, albo nowe,
                specjalnie dla małej, mała zabierana przez rodzinę dalszą na wakacje, do kina
                itd, itp. - spowodowało to tylko wzrost postawy roszczeniowejsad(( rodzina
                wycofała się z tak rozbudowanej pomocy, pomagają, ale dyskretniej
                my kiedyś zaprosiliśmy małą (już wtedy 6-letnią) na zabawę w domu - nie
                przyjechały, bo myślała, że ktoś po nie przyjedzie samochodem, a autobusem to nie...
                najgorsze, że mała możliwe, że też już jest nie do uratowania mentalnie, uważa,
                że jej się wszytsko należy bo jest biedna
                • nati1011 Re: Wędki 28.05.08, 14:29
                  samborga - mogłabym się podpisać w całości pod twoim postem -
                  niestety.

                  JA staram sie skupić na tym na co mam realny wpływ. Za chiny mogę
                  sie modlić, ale sąsiadce mogę pomóc realnie. Nie ma sensu biadolić
                  na gryzys, globalizację czy wredny kapitalizm. Pracę trzeba zaczać
                  właśnie na dole. Piszesz, że znikają małe sklepiki. Ale czy na pewno
                  tylko z powodu chińczyków? Jak mieszkałam na prawobrzeżu to mąż
                  jadąc na 5 do pracy mógł rano kupić pieczywo na śniadanie. Teraz
                  mieszkam w centrum, wokół pełno małych sklepików a pieczywo można
                  kupić dopiero od 7.30. Nawet jak jeździłąm do pracy na 8 to nie
                  miałam co liczyć na świeże bułki. To chyba nie wina Chin? Niedaleko
                  jest malutki sklepik warzywny. Rodzina prowadzi go już od pokoleń.
                  Zawsze są tam tłumy. w kolejce stoi przynajmniej 10-15 osób a
                  sprzedawczynie nie nadążają ich obsługiwać. Ci ludzie nie narzekają.
                  Można powiedzieć, ze są bogaci. Ale ciezko na to pracują. Mój
                  szwagier też postanowił sklep prowadzić. Przecież to taki biznes.
                  Tylko, że jak się wstaje o 11 w południe, to nic dziwnego, że
                  interes kiepsko idzie. Ale on też twierdzi, ze to wina
                  supermarketu wink
                  • otryt Re: Wędki 28.05.08, 18:24
                    nati1011 napisała:

                    >JA staram się skupić na tym na co mam realny wpływ. Za Chiny mogę
                    >się modlić, ale sąsiadce mogę pomóc realnie. Nie ma sensu biadolić
                    >na kryzys, globalizację czy wredny kapitalizm. Pracę trzeba zacząć
                    >właśnie na dole.

                    Nati, ja się w gruncie rzeczy z Tobą zgadzam. Pokazałem jedynie, że
                    przykład z wędką to duże uproszczenie, szczególnie dzisiaj w
                    warunkach globalizacji. Lechu wypowiadał to słynne zdanie w 1989
                    roku, wtedy było nieco inaczej. Panowała powszechna wiara w
                    dobrodziejstwa niewidzialnej ręki rynku.

                    Pamiętasz zapewne z przedszkola zabawę. Gra muzyka, dzieci tańczą.
                    Gdy muzyka się urywa należy usiąść na krześle. Jednak krzeseł jest
                    nieco mniej niż dzieci. Część dzieci nie znajdzie krzesła. Wypadają
                    z zabawy. Potem zabiera się znów parę krzeseł. Znów muzyka i znów
                    walka o krzesła. W końcu zostaje wyłoniony mistrz. Nasze życie
                    często przypomina taką zabawę, rynek pracy też jest czymś takim.
                    Część ludzi, choćby nie wiem jak się starało, nie znajdzie swojego
                    krzesła. Parametry tej zabawy, czyli np. stopa bezrobocia są
                    ustalane często z góry, inne parametry ekonomiczne również, czasem
                    jest to dziełem przypadku a czasem nie, reguły gry zawsze ustalane
                    są na górze. Można więc mieć szerszą perspektywę, nie mając
                    oczywiście wpływu na sprawy globalne. Ale można inaczej: pole
                    swojego widzenia zawęzić do spraw dziejących się w swoim najbliższym
                    otoczeniu. To całkiem dobra strategia. Wyprzedzić drugiego w biegu
                    do krzesła. Tylko to jest ważne. Od nadmiaru wiedzy czasem głowa
                    boli lub trudną podjąć jednoznaczną i szybką decyzję. A może
                    decydować ułamek sekundy.

                    Można by powiedzieć, że na tym zabawa się kończy. Część dzieci
                    siedzi na krzesłach, część znalazła się na lodzie. Teraz jednak
                    zaczyna się jej najciekawszy fragment. Jakie wzajemne relacje tych
                    dwóch grup? To niewyczerpany temat literatury, sztuki, filmu. Z
                    jednej strony patrzenie z góry, lekceważąco, nawet z pogardą dla
                    słabości. Z drugiej zawiść, chęć odegrania się, zemsty, również
                    pogardy, oskarżenia o nieczystą grę, bezsilna nienawiść. To wszystko
                    niszczy zarówno tych pokonanych jak i zwycięzców. Bo nienawiść
                    niszczy przede wszystkim nienawidzącego. Postawa roszczeniowa,
                    bierność, wyuczona bezradność są złe. O lenistwie nawet nie warto
                    wspominać. Jednak druga strona też ma swoje grzechy. Człowiek
                    wygrany jakże często pragnie wykorzystać swoją przewagę, uzależnić
                    biednego, zniewolić, uczynić sobie z niego zabawkę, swoją własność.
                    Im bardziej go upodli, tym bardziej nim pogardza. "Prawo pierwszej
                    nocy" jest zapisane w skażonej grzechem pierworodnym duszy ludzkiej,
                    niewolnictwo także. To wszystko może znów się odrodzić, jeśli
                    nastaną sprzyjające ku temu warunki. Pamiętacie scenę z "Ziemi
                    Obiecanej", gdy kapitalista pohańbia młodziutką córką robotnika ze
                    swojej fabryki. Stać go było na to, żeby kupić sobie płatną miłość w
                    domu publicznym. Woli jednak sięgnąć, w jego mniemaniu, po swoją
                    własność.

                    • nati1011 Re: Wędki 28.05.08, 19:00
                      otryt

                      Ja na to patrzę inaczej. Jestem przekonana,że Bóg przygotował dla
                      każdego z nas wiele wędek. Ale my idziemy przez życie jak przez
                      supermarket. Ta wydaje nam się za krótka, tamta nie w takimkolorze,
                      ciągle wydaje nam się, że w następnym sklepie znajdziemy lepszą i
                      czasami wybrzydzając nie zauważymy, że dochodzi 20 i wszystkie
                      sklepy zamykają. A wżyciu jest czasem tak, że jest dla nas gotowe
                      zadanie, któe nam nie pasuje. Czasem je odrzucamy, nie wiedząc, że
                      to byłą ta szansa, która stwarzała możliwości.
                      • otryt Re: Wędki 28.05.08, 19:12
                        nati1011 napisała:

                        >Jestem przekonana,że Bóg przygotował dla
                        >każdego z nas wiele wędek.

                        Tak, z tym to bym się zgodziłsmile)) Bóg wciąż nam pomaga w ten lub
                        inny sposób. Daje wędki, ktoś inny je podbiera. Bóg ma wielką
                        pomysłowość, jak pomóc człowiekowi.

                        Jeśli idzie zaś o rodzeństwo, to myślę, że istnieje ukryta zasada
                        solidarności, tzn. że Bóg w taki sposób kieruje losem ludzi, aby
                        bracia za bardzo się od siebie nie oddalili. No chyba, że oni
                        usilnie, wbrew wszystkiemu o to się bardzo starają, aby się rozejść.
                    • mader1 Gdy to czytałam... 29.05.08, 12:13
                      ...co napisałeś Otrycie , przypomniał mi się fragment z Prozanto,
                      który był omówieniem ( cząstką interpretacji) Mk 14,1-11 " Ta, która
                      marnowała wonności"
                      " Kiedy nadmiar staje się tym, co niezbędne

                      Ale opowiadanie burzy inną sztuczną sprzeczność : tę między
                      nadmiarem a tym, co niezbędne. W rzeczywistości nawet nadmiar w
                      pewnych okolicznościach może okazać się konieczny.
                      Niekiedy ubogi może potrzebować najpierw kwiatka, a dopiero potem
                      talerza zupy; bardziej uśmiechu niż jałmużny; nieco naszego czasu i
                      naszego zwrócenia uwagi niż naszej pomocy materialnej.
                      Ubogi potrzebuje najpierw godności, a dopiero potem współczucia.
                      Miłosierdzie niedbałe, biurokratycne, niechlujne, posępne,
                      dokuczliwe, narzekjace, które ogranicza się do obowiazku , do tego,
                      co ściśle potrzebne, jest przeciwieństwem miłosci.
                      Wyłącznie dzieki fantazji miłośc nie sprowadza się do powtarzania
                      mechanicznych gestów oczywistych i przewidywalnych, seryjnych
                      uczynków, ale wymyśla zawsze coś zadziwiającego, jedynego,
                      wyłącznego.
                      Aby uniknąć tego, że miłosierdzie będzie wydawało odór stechlizny,
                      nalezy napełnić je zapachem, nadać mu przyjemną woń nowości.
                      Miłosierdzie powinno celebrować swoje obrzędy w klimacie święta, nie
                      posępności i smutku.
                      A do tego kto jest w stanie ustalić raz na zawsze, co jest
                      nadmiarem, a co czymś niezbędnym ? Matka Boża w Kanie zauwazyła, że
                      brakuje nie czegoś koniecznego, ale zbytecznego: nie chleba, ale
                      wina. Interweniowała, aby zaradzić tej pustce nie do zniesienia(J2,1-
                      11)
                      Nie można kochac bez odrobiny fantazji. Chodzi nie tylko o odpowiedź
                      na oczekiwania. Najpilniejszym zadaniem może być to, by "
                      zaskoczyć", czyli spowodować coś nieoczekiwanego, nieprzewidywalnego.
                      " Coś więcej" okazuje się konieczne do życia."

                      moje obserwacje to potwierdzają. Wbrew pozorom najtrudniej jest dać
                      coś komuś, kto jest biedny. Nie biedny, bo mu się nie chce - bo to
                      jego wybór w gruncie rzeczy. Biedny, bo nie zdążył " na krzesło" w
                      czasie zabawy, bo nie ma dość pewnosci siebie, bo " noga mu się
                      poślizgnęła" Ponieważ jestem i bogata i biedna - zależy z kim się
                      porównam, a w życiu zdarzyły nam się bardzo złe chwile ... wiem, że
                      biednemu trudno pokonac lęk, tę odrobinę pychy, nadmierną dumę i
                      zwykłą zazdrość - starałem się i nie wyszło, albo - popełniłem błąd,
                      ale mój wyszedł " na wierzch", podczas, gdy inni popełniają
                      i "uchodzi im to na sucho"..... Trudno im przyjąć jałmużnę, bo to
                      jakby jest potwierdzeniem, usankcjonowaniem ich stanu. I kazda
                      następna jałmużna dodaje kolejny kamyczek. Trzeba być naprawdę
                      mocnym, pokładac nadzieję w Panu, by wyciągnąć rękę a jednocześnie
                      nie przerwać ponownego " wdrapywania się" wyżej. Oni często chcą
                      się " wydźwignąć", ci nasi ubodzy.
                      Czasem, w małej miejscowości, zaproszenie na kolację od kogoś, kto
                      jest szanowany i odbierany, jako bogaty, kolację zjedzoną z pełnym
                      szacunkiem i rozmowę , która jest przyjacielska i nie dotyka biedy,
                      problemów a czegoś pozytywnego, może zmienić i wizerunek ludzi -
                      tych biedaków- w otoczeniu i tchnąć ich nadzieją. Bardziej niż
                      ubranka, które i tak skądś dostaną.
                      Moja Przyjaciółka rozmawiała kiedyś z fajną dziewczyną, córką
                      pracującego u niej robotnika. Dziewczyna skończyła jakieś Studium -
                      porządne i... odpowiadała na kilka, kilkanaście ofert, bez skutku,
                      wreszcie matka przekonała ją, że " najlepi, żeby się zgłosiła do
                      spożywczaka obok, tam coś dla nij znajdo. Pracy nie ma,trudno trudno
                      o robote, złodziejstwo sie szerzy, wielką panią nie bedzie".
                      Przyjaciólka przypomniała sobie o tym, że w dobrym miejscu, duża
                      międzynarodowa firma, gwałtownie zrobiło się wolne miejsce
                      sekretarki. Praca bardzo dobra, więc ogłoszenie zapewne się nie
                      ukaże nigdzie. Złapała tę dziewczynę za rękę, przy niej zadzwoniła
                      do znajomych, ustalając dokładnie adres, miejsce. Nawet jej nie
                      polecała. Po prostu włożyła w rękę adres i telefon, spojrzała o w
                      oczy i powiedziała poważnie " Idź!". Dziewczyna dostała tę pracę,
                      była bardzo dobra, potem awansowała. Powiedziała, ze tak się bała
                      przestąpić próg tej instytucji... pierwszy raz była w takim miejscu.
                      Oni, ci przegrani , ci ubodzy często nawet nie wiedzą, gdzie te
                      krzesła, na których mają usiąść, do których mają podbiec, są....
                      Czasem jest tak, ze gdy dziecko składa samochodzik, słyszy od
                      kochających rodziców " mój malutki inżynier", a inne " będziesz
                      dobrym mechanikiem , jak ojciec"...

                      --
                      Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
                      Wychowanie w wierze
                      • nati1011 Re: Gdy to czytałam... 29.05.08, 16:25
                        dziekuje Mader.

                        Brakuje mi tego szaleństwa. Myślę, że nawet nie pomyślałabym o
                        kwiatku dla głodnego. Może dlatego, że sama ich nie oczekuję. Jak to
                        pięknie, żę tak się między sobą rożnimy. Każdy z nas zwraca uwagę na
                        coś innego. I z drobnych, niedoskonałych kawałeczków powstaje
                        piękna całość. smile))
                        • mader1 Re: Gdy to czytałam... 29.05.08, 18:36
                          A nie, podałam cytat z tej książki, bo potwierdziła to, co sama
                          odkryłam już kiedyś.I dobrze to ujmuje. Natomiast ja się staram i
                          staram się o tym pamiętać. Ale to proste nie jest i wcale nie zawsze
                          mi wychodzi, nam wychodzi. Więc choć zwracamy uwagę na inne rzeczy,
                          może wcale się tak wiele nie różnimy ?
                          Przede wszystkim jeżeli jednak nam wychodzi jakas pomoc dla
                          konkretnej osoby, to jest zwycięstwo.
                          Po drodze jest wiele klęsk - a to pomagamy komuś, komu to nie pomaga
                          a to kogoś to upokorzy - choć nie mieliśmy takich zamiarów... nie
                          zawsze się udaje. Ale warto próbować smile

                          --
                          Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą. św. Augustyn
                          Wychowanie w wierze
                      • otryt Re: Gdy to czytałam... 30.05.08, 17:50
                        mader1 napisała:

                        >Dziewczyna dostała tę pracę, była bardzo dobra, potem awansowała.

                        Czy to nie cud, że dziewczyna spotkała Twoją przyjaciółkę?

                        >Wyłącznie dzieki fantazji miłośc nie sprowadza się do powtarzania
                        >mechanicznych gestów oczywistych i przewidywalnych, seryjnych
                        >uczynków, ale wymyśla zawsze coś zadziwiającego, jedynego,
                        >wyłącznego.

                        Świetny ten Prozanto. To bardzo cenne słowa. Dziękuję, Mader.

                        Każde spotkanie Chrystusa z drugim człowiekiem było niepowtarzalne.
                        Nie ma dwóch takich samych rozmów ani uzdrowień. Każde z tych
                        spotkań nas czegoś uczy. Byłem kilka dni temu na koncercie, który
                        gdańscy artyści i twórcy zorganizowali w podzięce za 25 lat posługi
                        biskupiej abp Tadeusza Gocłowskiego. Przypominali wszystkie ważne
                        wydarzenia od 1983 roku, w których i ja przez te lata
                        uczestniczyłem. Czytano fragment nowej książki Pawła Huelle o
                        człowieku, który porzucił świat w którym żył. Chciał umrzeć, ale nie
                        chciał popełniać samobójstwa. Leżał gdzieś w przejściu podziemnym,
                        otoczył się niewidzialną szybą od świata, zapadł się w czarną
                        dziurę, nie chciał z nikim rozmawiać, miał ochotę z pogardą ciskać
                        monetami w twarz ludziom, którzy mu je rzucali. Aż przyszedł ktoś i
                        usiadł obok. Przeszyty pogardliwym spojrzeniem powiedział łagodnie,
                        że chce być razem z nim. Pomyślałem, że to był Jezus. Być z kimś,
                        nie utracić więzi, trzymać mocno za rękę, nie pozwolić oddalić się.
                        Gdy będzie już daleko, trudniej będzie pomóc. Powiemy może, taki był
                        jego wybór. Nic się nie dało zrobić.

                        Niedawno widziałem w telewizji uśmiechniętą twarz Janusza Świtaja.
                        Jeszcze niedawno chciał, aby sąd pozwolił mu na eutanazję. Była
                        sonda internetowa na portalu gazeta.pl. Większość uważała, że ma do
                        tego prawo. Gdyby ich posłuchano Janusza dziś by już nie było. Wielu
                        ludzi dobrej woli pomogło. Dziś bardziej chce żyć, chce studiować,
                        zaczyna robić plany na przyszłość.

                        >Czasem, w małej miejscowości, zaproszenie na kolację od kogoś, kto
                        >jest szanowany i odbierany, jako bogaty, kolację zjedzoną z pełnym
                        >szacunkiem i rozmowę , która jest przyjacielska i nie dotyka biedy,
                        >problemów a czegoś pozytywnego, może zmienić i wizerunek ludzi -
                        >tych biedaków- w otoczeniu i tchnąć ich nadzieją.

                        W Biblii też mamy fragmenty, że biedaków zaprasza się na ucztę.
                        Przypomniał mi się piękny, film "Uczta Babette" wg Karen Blixen.

                        W duńskiej wiosce (XIX w.) ludzie żyją według surowych reguł, które
                        im wpoił pastor. W imię tych reguł wyrzekają się marzeń. Życie im
                        ucieka, odchodzą niespełnieni. Ich pobożność z czasem zmienia się w
                        rytuał, a rygor powinności studzi odruchy serca. Babette przybyła do
                        nich z Francji. Gdy wygrywa los na loterii, postanawia urządzić dla
                        wszystkich sąsiadów wykwintną ucztę. Nie obżarstwo, lecz arcydzieło
                        gustu, bo Babette posiada olbrzymią fantazję. Chce dać im, to co w
                        niej najlepsze. Nieufni z początku mieszkańcy wchodzą w nastrój
                        pogodnego szczęścia. Uczta otwiera ich na świat i na siebie
                        nawzajem, zaczynają mówić o własnych niepokojach, po raz pierwszy
                        rozmawiają szczerze i otwarcie, o tym wszystkim, co dla nich
                        najważniejsze. Ta uczta odmieniła życie wszystkich.smile)) Czy nasze
                        wyjazdy do ciepłych krajów też nas tak odmieniają?





              • luccio1 Re: Wędki 29.05.08, 07:55
                > nati1011 napisała:
                > W globalizującej się gospodarce coraz więcej pracy wykonują
                > Chińczycy i inni, bo mniej chcą za swoją pracę niż my chcemy.

                W Chinach pracują m.in. więźniowie obozów koncentracyjnych. Ich
                praca jest istotnie tańsza - choć trudno tu mówić o
                jakimkolwiek "chceniu mniej" za swoją pracę...
                • nati1011 Re: Wędki 29.05.08, 09:20
                  luccio1 napisał:

                  > > nati1011 napisała:
                  > > W globalizującej się gospodarce coraz więcej pracy wykonują
                  > > Chińczycy i inni, bo mniej chcą za swoją pracę niż my chcemy.
                  >

                  To nie ja napisałam.
            • otryt Re: Trzeba było... 28.05.08, 19:03
              nati1011 napisała:

              >z których wysrastają często po 2-3 tygodniach.

              Piękna literówkasmile No i masz wytłumaczenie, dlaczego nie chcą
              przyjąć ubranek niemowlęcychsmile

          • nati1011 Re: Trzeba było... 28.05.08, 11:15
            otryt napisał:

            > nati1011 napisała:
            >
            > >Kto nie pracuje niech nie je.
            >
            > O lenistwie i pasożytnictwie nie było nic w liście dobrych rad,
            > którą zamieściłem, a które słyszą osoby, które znajdą się w
            trudnej
            > sytuacji. Nie zawsze proszą o pomoc. I tak wciąż słyszą podobne
            rady.

            Pomyślałam o tym w odniesieniu do tego rodzeństwa. Rodzeństwa
            przeważnie mają stworzone podobne warunki rozwoju, nauki i
            możliwości. Niestety często się zdarza, że jdno dziecko korzysta z
            tych warunków, cieżko pracuje i osiąga coś w życiu a drugie
            przybiera postawę roszczeniową, w końcu rodzice zawsze dadzą jakąś
            kase, więc po co się wysilać. Gdy z biegiem lat rodzicom nie starcza
            ( bo są np już chorzy czy na rencie) ta postawa przenosi sie na
            rodzeństwo.

      • madziaq Re: Trzeba było... 28.05.08, 11:38
        Wiesz, W NIEKTORYCH PRZYPADKACH te rady nie są wcale objawem złośliwości czy
        poczucia wyższości, są po prostu prawdziwe, choć na pewno niemiło ich słuchać.
        Jeśli ktoś, idąc za swoją pasją, studiował... bo ja wiem... literaturę
        staroindyjską, to powinien wziąć pod uwagę, że zapotrzebowanie na osoby z takim
        zawodem nie jest zbyt duże i prawdopodobnie będzie mu potem ciężej niz innym
        znaleźć dobrze płatną pracę. Oczywiście nadal ma prawo iść za głosem serca w
        sprawie zawdou, ale powinine ten czynnik uwzględnić.

        Z drugiej strony oczywiście nie czas płakać nad rozlanym mlekiem i jak ktoś już
        ma dany zawód od dawna, albo ma już dziesięcioro dzieci i nie ma ich za co
        utrzymać, to czasu się nie cofnie i trzeba takiej osobie pomóc. Niemniej jednak
        warto jej mimo wszystko uzmysłowić, że popełniła błędy. Nikt nie lubi, jak sie
        go krytykuje, co nie znaczy, że w uzasadnionych przypadkach skrytykować go nie
        należy.
        --
        Nasz staż smile
    • nati1011 Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 11:26
      rozglądam się wokół siebie - tak wiele rzeczy, bez których można się
      obejść. Robiąc zakupy zawsze się zastanawiam, czy na pewno ta rzecz
      jest mi potrzebna. Tylko potrzebna czy może niezbędna? Niezbędne
      kupuję. Nad potrzebnymi się zastanawiam. Czasem kupię coś co okazuje
      się nie tylko niepotrzebne lecz zupełnie zbędne. Dla mnie to złe
      gospodarowanie swoim bogactwem.
      • madziaq Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 11:45
        O własnie! Chyba udało Ci się złapać sedno problemu, które ja się usilnie i
        rozwlekle staram wyrazić i nie umiem smile))

        Jasne, że jest wiele rzeczy, bez których można się obejść, które nie są
        niezbędne. Ale czy w takim razie wydawanie pieniędzy na własne przyjemności
        (dobra książka, płyta, perfumy, wizyta u kosmetyczki itd) czyli na rzeczy, bez
        których ewidentnie można się obejść, ale które pomagają mi sie odprężyć i miło
        spędzić czas, jest niewłaściwe?

        Choćby te nieszczęsne wakacje w ciepłych krajach... Zgodzimy się chyba, że
        odpoczynek jest potrzebny człowiekowi. Wręcz, jeśli tylko jest takak możliwośc,
        to uważam, że potrzebny jest wyjazd w inne miejsce, zmiana klimatu, otoczenia
        itp, żeby się oderwać na jakiś czas od codzienności i naładować akumulatory. Ale
        można pojechać, dajmy na to, na Mazury albo na Majorkę. Czy wyjazd na Majorkę,
        który jest potrzebnym odpoczynkiem, ale jednocześnie pewnym zbytkiem, wydaniem
        pieniędzy wyłącznie na przyjemnośc, jest złym gospodarowaniem bogactwem? Moim
        zdaniem nie, ale chętnie poznam inne opinie smile
        --
        Nasz staż smile
        • samboraga Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 12:25
          > można pojechać, dajmy na to, na Mazury albo na Majorkę. Czy wyjazd na Majorkę,
          > który jest potrzebnym odpoczynkiem, ale jednocześnie pewnym zbytkiem, wydaniem
          > pieniędzy wyłącznie na przyjemnośc, jest złym gospodarowaniem bogactwem? Moim
          > zdaniem nie, ale chętnie poznam inne opinie smile

          może to zbyt szablonowe ujęcie Majorka-Mazury, dajmy na to taka krajoznawcza
          wyprawa na Nordkap, przez pół Skandynawii, kosztuje więcej, a już tak źle się
          nie kojarzywink choć to też wycieczka dla własnej przyjemnoścismile
          z drugiej strony, gdy ktoś zmienia pracę i pierwszy urlop ma do wykorzystania w
          dopiero październiku, to ta Majorka jest jak znalazłwink
          • isma Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 18:34
            Z tymi wyjazdami, to jest tez tak, ze sa regiony zyjace z turystyki.
            To jest praca tych ludzi. "Oszczedzanie" na wyjezdzie czasem rowna
            sie pozbawieniu ich srodkow utrzymania (nie mowie tu, oczywista, o
            Hiltonach wink)).

            --
            Is.
            kladka.blox.pl/html
        • nati1011 Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 14:38
          madziaq napisała:
          > Jasne, że jest wiele rzeczy, bez których można się obejść, które
          nie są
          > niezbędne. Ale czy w takim razie wydawanie pieniędzy na własne
          przyjemności
          > (dobra książka, płyta, perfumy, wizyta u kosmetyczki itd) czyli na
          rzeczy, bez
          > których ewidentnie można się obejść, ale które pomagają mi sie
          odprężyć i miło
          > spędzić czas, jest niewłaściwe?

          Nie uda ci się ustalić szablonu. Wyjazd na Majorkę może być tańszy
          niż na Mazury. Ale jeżeli ten wyjaz ma spowodować ruinę rodziny, to
          pewnie, ze nie jest niczym dobrym. Każdy musi sobie sam odpowiedzieć
          na pytanie gdzie jest jego granica zbytku. Od siebie ci powiem, że
          jak kupuję prłytę to nie przeliczam ile to by było obiadów dla
          dzieci.A co do urlopów. Jako dziecko niemal nigdy nie wyjeżdżaliśmy,
          a jeżli już to do rodziny. Teraz co roku jeździmy w góry. I jestem
          gotowa zrezygnować z paru płyt czy książek (które kocham) by jednak
          na ten wypoczynek pojechać. Mam świadomość, że na taki wyjazd dużo
          osób nie może sobie pozwolić. Ale bedąc w górach jestem szczęśliwa,
          że mogę tam być.
          • ekan13 Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 18:08
            To też chyba kwestia tego, że tak na prawdę my nie zyjemy w pełni ewangelią, tylko próbujemy w mniejszym lub wiekszym stopniu realizować pewne jej fragmenty w swym zyciu.
            Ucho igielne to jedno, ale jest wiele fragmentów, zwłaszcza u Mateusza gdzie np napiasno "Daj temu, kto Cię prosi i nieodwracaj się od tego, kto chce od ciebie pożyczyć", albo "Jeśli chcesz być doskonałym-rekł mu Jezus-idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie."
            Problem w tym, że któż jest tak doskonały?
            Owszem Szaleńcy Boży jak Św. Fracciszek z Asyżu tylko, że ja osobiście nie sadzę żeby Bóg wymagał ode mnie tak spekaluralnych czynów bo skoro powołał mnie do zycia w rodzinie, to muszę odpowiedzieć na jej potrzeby i otoczyć ją troską, także tą materialną.
            Kazdy ma swoją drogę do świętości i wierzę, że także Ci bogaci mogą do niej dązyć i ją osiągnąć.
            --
            ~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:
            • otryt Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 18:29
              ekan13 napisała:

              >Ucho igielne to jedno, ale jest wiele fragmentów, zwłaszcza u
              >Mateusza gdzie np napiasno "Daj temu, kto Cię prosi i nieodwracaj
              >się od tego, kto chce od ciebie pożyczyć", albo "Jeśli chcesz być
              >doskonałym-rekł mu Jezus-idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj
              >ubogim, a będziesz miał skarb w niebie."
              >Problem w tym, że któż jest tak doskonały?

              Pięknie piszesz, Ekan. No właśnie, jesteśmy słabi, niedoskonali w
              miłości. Zamiast po prostu to stwierdzić, tworzymy wymyślne
              konstrukcje psychologiczne, aby usprawiedliwć się przed własnym
              sumieniem, że wszystko jest OK.


      • verdana Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 13:45
        A czy dajac pomoc osobie, ktorej się nie chce pracowac i
        utwierdzajac ja w przekonaniu, ze może dalej oczekiwac pomocy - czy
        przypadkiem nie ulatwia się sobie wejścia do Krolestwa Niebieskiego,
        utrudniajac je oczekujacemu pomocy?
        Czy to jest pomoc, czy wrecz przeciwnie - dobry uczynek kosztem
        bliźniego swego?
        Podobnie jest dla mnie ciężkim przekroczeniem zasad moralnych
        dawanie pieniedzy żebrzacym dzieciom.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • nati1011 Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 14:18
          nigdy nie daję pieniędzy osobą żebrzącym.

          Osobiście dużo łatwiej jest mi dawać niż brać. Gdybym była zdana na
          łaskę innych byłoby mi potwornie cieżko. Bogactwo zaślepia, to
          prawda, ale i bieda powoduje patologie: zawiść, zazdrość, brak
          radości.

          Nie jestem bogata, nie jestem biedan a równocześnie jestem i bogata
          i biedna. Posiadać tak jakby się nie posiadała. Mam wiele i jestem
          Ci Panie za to wdzieczna. Wiem, że wszystko co mam zawdzieczam
          Tobie. Staram się z tego korzystać najlepiej jak potrafię, choć
          wiem, ze nie zawsze jesteś ze mnie zadowolony. Proszę, daj mi
          otwarte oczy i serce, bym potrafiła dostrzec, gdzie mogę się
          przydać. Nie martwię się o jutro, bo wiem, że sie o mnie troszczysz
          i to co bedzie potrzebne, bedzie nam dane. Jeszcze parę lat temu nie
          było to dla mnie takie proste.
          • a_weasley Re: Czy to źle być bogatym? 28.05.08, 18:58
            nati1011 napisała:

            > nigdy nie daję pieniędzy osobą żebrzącym.

            Pieniędzy nie. Jedzenie owszem zdarza mi się takowym kupować. Tu jest
            sklep/bufet, wybierz sobie co chcesz, ja płacę. Chrześcijański uczynek głodnego
            nakarmić.

            > Osobiście dużo łatwiej jest mi dawać niż brać.

            U mnie to jest sprzężone, zwłaszcza że wszyscy wiedzą, że sam jak mogę pomóc, to
            pomagam.

            --

            Wigilia w Norze
            Listy starego diabła do młodego

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka