Dwa teksty Kardynała Schönborna

02.06.08, 13:32
Jerozolima, 27 marca 2008, Notre Dame:
Drogi Rabbi Rosen, drogi wiceministrze, drodzy bracia i siostry, chciałbym powiedzieć krótko, w trzech punktach, ponieważ mamy mało czasu.
Punkt pierwszy: Myślę, że jest wyraźny znak działania Boga w naszym czasie: prawie wszystkie ruchy czy rzeczywistości odnowy w dzisiejszym Kościele Katolickim noszą w sercu wielką miłość do ludu żydowskiego i Izraela. Według mnie Pan Bóg się pod tym podpisuje. Jest to znak, któremu nie możemy zaprzeczyć: to jest bardzo widoczne na Drodze Neokatechumenalnej, lecz również w innych nowych rzeczywistościach w Kościele Katolickim; prawie wszystkie mają głęboko w sercu szczerą, autentyczną miłość do ludu żydowskiego. To nie może być wytworem mody, jest to dzieło Boga.
Punkt drugi: Dzieło Boga jest zawsze związane z nawróceniem. Prorocy, których wspólnie mamy w Księdze, prorocy nigdy nie unikali wzywania ludu Bożego do nawrócenia w twardych słowach. Uważam, że w żadnej innej religii nie ma, tak jak w religii żydowskiej, w wierze ludu wybranego, takiej krytyki, autokrytyki, jaką znajdujemy u proroków. Cóż za duchowa autentyczność w tym ludzie, który odważył się zamieścić w swojej świętej Księdze te wszystkie stronice Jeremiasza, Izajasza, Amosa, całą tę krytykę: Ale skąd to pochodzi? To nie jest nienawiść wobec ludu Bożego, nie jest to nienawiść do swojego ludu, ale wyraz zazdrosnej miłości Boga do swojego ludu, który chce mieć go świętym, całkowicie poświęconym bezwarunkowej miłości Boga do swego ludu. I dlatego najpiękniejszym obrazem tej miłości jest Pieśń nad Pieśniami: miłość, która przywołuje miłość wzajemną, miłość odpowiedzi. Już to pozwala nam zrozumieć głębię bólu ludu Bożego, gdy dostrzega swoje braki wobec miłości Boga. Jedynie poznawszy tę zazdrosną, całkowitą miłość Boga miłosiernego, pobłażliwego, cierpliwego, jedynie w świetle tej miłości lud izraelski mógł nawracać się nieustannie, odnaleźć prawdziwy sens skruchy i nawrócenia. Myślę, że to, co się wydarzyło w Kościele Katolickim, wraz z błogosławionym papieżem Janem XXIII, jest odkryciem tego, że Bóg bardzo ukochał ten lud, za którego dziedziców my się uważamy, niegodnych, lecz dziedziców; myślę, że Bóg wzbudził w Kościele Katolickim ruch pokuty, szczerego, autentycznego nawrócenia, ponieważ ten lud ucierpiał bardzo z powodu braku miłości i szacunku ze strony chrześcijan. I gdy Jan Paweł II przybył do Jerozolimy, przy yad vashem holocaust memorial – po wielkiej modlitwie z 12 marca w Bazylice św. Piotra, wobec krzyża, który dla nas chrześcijan jest wyrazem bezwarunkowej miłości Boga kochającego również tych, którzy nie akceptują tej miłości – gdy papież Jan Paweł II chciał prosić o przebaczenie w imieniu całego Kościoła za tyle braków, za wszelką obrazę miłości Boga do ludzi; wśród wszystkich próśb najważniejszą była prośba o przebaczenie ludu żydowskiego – I gdy poszedł do Ściany Płaczu i zostawił kartkę pomiędzy kamieniami muru, wszyscy pytaliśmy: co włożył? Jaką modlitwę papież Jan Paweł powierzył Bogu Świętemu i Miłosiernemu? Jakież było przeżycie dla nas wszystkich, gdy dowiedzieliśmy się, że to była prośba o przebaczenie, którą wyraził 12 marca w wielkiej skrusze Kościoła. Myślę, że to nawrócenie nie byłoby możliwe bez cierpień ludu hebrajskiego, który dał nam poznać, jak bardzo brakowało nam miłości. Potem jest trzeci punkt. Lud żydowski, który nas wyprzedził w doświadczeniu prześladowania. Wiele razy to my, chrześcijanie prześladowaliśmy lud żydowski. Ale później nastąpiły tamte inne prześladowania, w imię rasizmu, ideologii ateistycznych, ideologii nienawiści ludzkości; w imię tych ideologii popełniono zbrodnie przeciwko ludzkości, a najpoważniejszą z tych zbrodni była wola całkowitego zniszczenia Bożego ludu wybranego.
To doświadczenie prześladowania czeka dzisiaj nas chrześcijan. Nie wiemy, jak będzie, ale to prześladowanie już istnieje. I mamy coś wspólnego. Mamy coś wspólnego i możemy wiele się uczyć od ludu żydowskiego: jak trwać w wierności wśród tej nienawiści, jaką dzisiaj spotykamy w Europie.
Znajdujemy się w momencie, gdy duża część społeczeństwa europejskiego mówi: wasze wartości nie są nasze, wy chrześcijanie jesteście cudzoziemcami w Europie, wasze poglądy nie są tymi z Rady Europy, z Parlamentu Europejskiego, nie są nasze. Już doświadczamy prześladowania bardzo konkretnego. Pewien Biskup anglikański został skazany, ponieważ nie zgodził się, by praktykujący homoseksualista został mianowany odpowiedzialnym za młodzież w jego diecezji; został skazany za dyskryminację i zmuszony do reedukacji. Stoimy wobec prześladowania. Nie chcemy dramatyzować. Ale to jest rzeczywistość. I myślę, że bardzo nam tu pomoże patrzenie na wierność ludu żydowskiego – również Żydzi są grzesznikami i potrzebują miłosierdzia Bożego, lecz mają wiekowe doświadczenie wierności przymierzu i przykazaniom. Żyć w mniejszości pośrodku społeczeństwa, które nie podziela wartości, antropologii, wiary tego ludu. Myślę, że mamy dużo do nauczenia się od was na ten czas, który mamy przed sobą. Módlcie się za nas, byśmy byli wierni w próbach, które nas czekają.
    • kudyn Re: Dwa teksty Kardynała Schönborna 02.06.08, 13:34
      Wieczernik:
      Najdrożsi bracia Biskupi, Następcy Apostołów.
      Drodzy bracia i siostry. Tyle jest rzeczy w naszym sercu w tym miejscu, w tych dniach Paschy, w tych dniach zmartwychwstania Chrystusa. Jest wspaniałe to czytanie z Dziejów Apostolskich, nad którym moglibyśmy medytować godzinami, ponieważ jest to jeden z najmocniejszych tekstów o tajemnicy Izraela, którą przeżywamy w tych dniach, właśnie tego popołudnia. Może, jeśli nie zaśniecie w trakcie, na końcu wrócę do tego.
      Ale jest jeszcze coś innego: To, co przeżywamy w tych dniach i czego mamy być świadkami, zwłaszcza posłani z tego miejsca, gdzie Jezus powiedział swoim apostołom: „Wy jesteście tego świadkami”. Czego jesteśmy świadkami? Jesteśmy wezwani, by być w dzisiejszej Europie świadkami czego? Tego, co apostołowie przeżywali w drodze, gdy wracali – termin grecki „anastrophe” oznacza nawrócenie; nawrócili się w Emaus i wrócili do Jerozolimy, rozpoznali Jezusa przy łamaniu chleba. Co się wydarzyło podczas drogi? Ja powiedziałbym, za egzegezą niealegoryczną: co się stało w drodze?
      Chciałbym powiedzieć wam coś, co mam w sercu. Myślę, że to jest słowo Ducha Świętego, które muszę powiedzieć: Jaka jest wina Europy? Wina Europy, główna wina to „nie” dla życia. Powiedziałem kilka dni temu telewizji austriackiej, na pytanie dziennikarza, powiedziałem: „Europa powiedziała trzy razy „nie” swojej własnej przyszłości”, pierwszy raz w 1968 roku - obchodzimy teraz czterdziestolecie – przez odrzucenie Humanae Vitae. Drugi raz w 1975 roku, kiedy prawa popierające aborcję zalały Europę. I trzeci raz …, akurat wczoraj dostałem wiadomość z Austrii o tym, że rząd doszedł do porozumienia w sprawie małżeństw homoseksualnych, również w Austrii, trzecie „nie” przyszłości, życiu. I to – to powiedziałem telewizji – nie jest sprawa na pierwszym miejscu moralna, to jest kwestia faktów, faktów: Europa umiera przez to, że powiedziała „nie” życiu.
      Leży mi na sercu powiedzenie tego tu, w tym miejscu, gdzie Jezus nam powiedział, że otrzymujemy przebaczenie naszych grzechów, ponieważ myślę, że jest to również grzech nasz, Biskupów, nawet jeśli nikt z nas nie był Biskupem w 1968 roku. Dzisiaj w Niemczech 100 rodziców ma 64 dzieci i 44 wnucząt; to znaczy, że w ciągu jednego pokolenia populacja niemiecka – nie licząc imigracji – zmniejsza się o połowę. Powiedzieliśmy „nie” wobec Humanae Vitae. Nie byliśmy Biskupami, ale nasi współbracia nimi byli. Nie mieliśmy odwagi powiedzieć jasne „tak” dla Humanae Vitae. Jest kilka wyjątków: ówczesny Kardynał Berlina – ( zwraca się do kard. Meisnera: nie ty, ale twój poprzednik: ty to powiedziałeś potem w ’68) kardynał Bengsch. Przygotował tekst dla konferencji Biskupów niemieckich, który był tekstem profetycznym. Ten tekst zniknął i zamiast niego ukazała się „Deklaracja z Königstein” („Die Königsteiner Erklärung”wink, która sprawiła, że Kościół Katolicki w Niemczech był za słaby, by powiedzieć „tak” dla życia.
      Był też inny wyjątek, w Krakowie: grupa teologów w 1966 roku pod kierownictwem Arcybiskupa Kardynała Krakowa, tak bardzo umiłowanego papieża Jana Pawła II, napisała „memorandum” – mam w domu tekst tego memorandum po francusku i niemiecku – i wysłała ten tekst Pawłowi VI. Ja myślę, że to świadectwo Biskupa Kościoła męczeńskiego, Kościoła milczenia, miało większą wagę niż wszystkie ekspertyzy, które Paweł VI zlecił wykonać na ten temat i sprawiło, że podjął tę odważną decyzję, przez którą potem pozostał w straszliwym osamotnieniu. Ten tekst z Krakowa – jestem o tym duchowo przekonany, nie mam historycznego dowodu, lecz jestem przekonany o tym duchowo – dodał odwagi, pomógł Pawłowi VI w napisaniu Humanae Vitae.
      Potem był jeden „wariat” w Hiszpanii, w barakach, z jedną „wariatką”, którzy mieli odwagę powiedzieć „tak” dla życia, „tak” dla Humanae Vitae, pod prąd, i to jak silny prąd! Pamiętam publikację Spiegla w Niemczech: na okładce papież Paweł VI z pigułką w ręku i z napisem „nie”, wyśmiany! Ale od tych wariatów, wariatów w Chrystusie , od tych wariatów w Chrystusie wyszła rzeczywistość, która jest tak niezaprzeczalna jak rzeczywistość europejskiego spadku demograficznego: to rodziny z Drogi, to rodziny z Drogi, które dają nam w Europie świadectwo tego, że Paweł VI miał rację, że życie jest wielkim darem Boga i że „tak” dla życia jest warunkiem życia szczęśliwego, jest warunkiem żyjącej Europy. Ale my, Biskupi, zamknięci za drzwiami ze strachu, z obawy nie przed Żydami, ale przed prasą, prasą, a także z powodu niezrozumienia naszych wiernych, nie mieliśmy odwagi. W Austrii mieliśmy „Deklarację Mariatrost“ („Die Mariatroster Erklärung”wink – jak w Niemczech „Deklarację z Königstein“ („Die Königsteiner Erklärung”wink. I to osłabiło sens życia w ludzie Bożym, to odebrało odwagę otwierania się na życie. Kiedy nadeszła fala aborcji, Kościół był osłabiony, ponieważ nie nauczył się tej odwagi oporu, jaką widzieliśmy w Krakowie, którą Jan Paweł II pokazywał podczas całego swojego pontyfikatu, tej odwagi, by powiedzieć „tak” Bogu, Jezusowi, również za cenę bycia pogardzanym. My byliśmy za zamkniętymi drzwiami, ze strachu. Myślę, że chociaż nie byliśmy Biskupami w tamtych latach, mamy żałować za ten grzech europejskiego Episkopatu, który nie miał odwagi, by z mocą wspierać Pawła VI, ponieważ dzisiaj nosimy wszyscy w naszych Kościołach, w naszych diecezjach ciężar konsekwencji tego grzechu. (aplauz)
      „Bracia, ja wiem, że działaliście w nieświadomości”, mówi Piotr Żydom, swoim braciom, „działaliście w nieświadomości”. Gdybyśmy znali skutki tego „nie” wobec życia, to nigdy byśmy nie powiedzieli „nie” wobec Humanae Vitae, to mielibyśmy odwagę powiedzieć naszym wiernym: „zaufajcie, uwierzcie w życie”, ale nie mieliśmy tej odwagi. „Ja wiem, że działaliście w nieświadomości, jak i wasi zwierzchnicy”. My Biskupi. „A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków”: to cierpienie, za które my jesteśmy współodpowiedzialni, cierpienia z powodu „nie” dla życia. Wiemy wszyscy ze spowiedzi, ileż jest bólu, gdy wyznaje się grzech aborcji, a potem smutek życia, naznaczonego przez „nie” wobec życia. Jesteśmy współodpowiedzialni za ten smutek Europy.
      „Pokutujcie więc i nawróćcie się”, mówi Piotr do Żydów, nie do nas Biskupów [żartobliwie]. Mówi do Żydów: „Nawróćcie się i zmieńcie życie, aby wasze grzechy zostały zgładzone i aby mogły nadejść czasy pocieszenia od Pana”.
      Jakie pocieszenie mamy dla Europy? Powiem wam moje doświadczenie biskupa, biednego grzesznika. Ja widzę rodziny z Drogi, ze wspólnot: osoby, które poprzez katechezę, poprzez nawrócenie miały odwagę powiedzieć „tak” życiu i dziś, dzięki charyzmatowi, jaki dwoje wariatów otrzymało od Pana i który oni przyjęli tacy, jacy są, tacy, jacy są, ze swoimi darami i ze swoją słabością, ale przyjęli ten charyzmat, mieli odwagę znosić cierpienia z powodu takiego charyzmatu. Ileż cierpienia! I dziś mamy w Kościele przywilej, dar, że mamy wspólnoty z rodzinami, ale prawdziwymi rodzinami, dużymi rodzinami, jakie wielu z was, wielu z nas znało w swojej młodości, w swojej własnej rodzinie: 6, 10, 12 dzieci! To było normalne. Dzisiaj jesteśmy na europejskiej pustyni, a tu widzimy wspólnoty, z rodzinami! To, co mnie przekonało, to nie „zegarek neokatechumenów”, bo gdy mnie zapraszają na jakąś katechezę albo na coś innego, zawsze mówią ci: „jedna godzina”. A ja pytam: „godzina rzeczywista czy neokatechumenalna?”, bo ja wiem, że jedna godzina neokatechumenalna, to trzy godziny. Ale widzę owoce
    • kudyn Re: Dwa teksty Kardynała Schönborna 02.06.08, 13:35
      Ale widzę owoce. Widzę nasze „Redemptoris Mater”; gdybyśmy nie mieli tego seminarium, jakaż byłaby bieda w naszej diecezji z powodu braku powołań – możecie oczywiście posyłać nam kolejne powołania! Tu mamy te powołania i widzę, jaką troską są otoczone. Muszę powiedzieć z pokorą, ze szczerością, że pomimo wszelkich starań w seminarium diecezjalnym nie udaje nam się tak prowadzić formacji ludzkiej naszych seminarzystów, jak są formowani we wspólnotach Drogi. Dlaczego? Ponieważ mają rodziny, mają doświadczenie tego, czym jest ojcostwo. Kto z nas dzisiaj… ja pochodzę z rozwiedzionej rodziny, moi rodzice byli rozwiedzeni, mój dziadek był rozwiedziony, moi trzej bracia są rozwiedzeni. Ja znam rzeczywistość rozwodu. Ale gdzie się uczyć ojcostwa kapłańskiego, jeśli nie ma przykładów ojcostwa w rodzinach? Tu ci seminarzyści uczą się tego… Ostatnio miałem przypadek młodego księdza, po „Redemptoris Mater”, który zgrzeszył z kobietą. Wszyscy my Biskupi znamy sytuację, gdy to się staje: ktoś odejdzie, bo miał relację, zostawia kapłaństwo. Rodziny tej parafii, rodziny Drogi przyjęły go z prawdą i z dobrocią, i jego powołanie zostało uratowane. Przyszedł do mnie przed Paschą, radosny: „Tak, zgrzeszyłem, ale miałem odwagę zostawić tę relację i wrócić”. To rodziny uratowały to powołanie, tego prezbitera!
      Ja jestem przekonany, że Pan Bóg dał nam w Kościele ten charyzmat, nie jest on jedyny, nie jest on jedyny, jest wiele charyzmatów; ale jest to charyzmat, który pokazuje nam, że bez rodziny, bez „tak” wobec życia nie ma przyszłości w Kościele. Dlatego chciałem podziękować naszym rodzinom z Drogi za ich świadectwo, za tę odwagę, że pozwoliły się posłać wszędzie. Jedna rodzina z Wiednia, z dziewięciorgiem dzieci, pojechała na misję do Stambułu, w Turcji! Te rodziny dają nam znak tego, czym jest zmartwychwstanie.
      A więc bracia, nie chcę was zatrzymywać zbyt długo. Ale w tym miejscu chciałbym podziękować papieżowi Pawłowi VI, papieżowi Janowi Pawłowi II, papieżowi Benedyktowi za to, że zrobili to, co jest pracą Biskupa, jak mówi św. Paweł w 14 rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, by rozeznawać charyzmaty, by rozeznawać, by mówić: „to jest od Boga”. To nie znaczy, że założyciele są świętymi, może się nimi staną, ponieważ św. Tomasz z Akwinu tłumaczył nam, że charyzmaty to łaski dane darmowo, dane dla Kościoła, dla budowania Kościoła. Nie oznaczają automatycznie uświęcenia tego, kto jest nosicielem charyzmatu, to jest zaproszenie również dla nosiciela charyzmatu do uświęcania się, ale to jest przede wszystkim dar dla Kościoła. I ja widzę, że tu jest dar dla Kościoła.
      I kończę, mówiąc o rzeczywistości, którą znamy we wszystkich naszych diecezjach, gdzie jest Droga: nie zawsze jest dobrze przyjęta, są napięcia, mówi się, że dzieli parafię. Ja nie jestem tak odważny, by ciągle popierać słabych, prześladowanych, ale jedną rzecz mogę powiedzieć: Ciało ma napięcia, jedynie martwe ciało nie ma napięć. Te napięcia są częścią koniecznego nawrócenia. To nie usprawiedliwia błędów ludzkich, jakie się zdarzają, z pewnością, ale te napięcia, gdy Ewangelia jest proklamowana dla nawrócenia, to stwarza napięcia, w sposób nieunikniony! I my, Biskupi musimy zadawać sobie pytanie, jeśli są napięcia, to może są one uzdrawiające! Ponieważ budzą, bo pozwalają nam pytać: czego chce Pan Bóg od nas?
      W tym świętym miejscu chciałbym prosić, aby Pan wszedł, mimo drzwi zamkniętych, i dał nam odwagę, mimo, że w ostatnich 40 latach brakowało nam odwagi, by powiedzieć „tak” życiu. Powiedzieliśmy, ale mamy to powiedzieć z mocą. Niech nam przebaczy nasz brak odwagi i niech nam da moc, jaką obdarzył Apostołów, gdy ich posłał z tego miejsca.

      Dziękuję za waszą cierpliwość, bracia.
    • pawlinka Re: Dwa teksty Kardynała Schönborna 02.06.08, 22:32
      Bardzo dziękismile
      • mader1 Re: Dwa teksty Kardynała Schönborna 02.06.08, 22:33
        też dziękuję. Przeczytałam z uwagą.
    • nati1011 Re: Dwa teksty Kardynała Schönborna 03.06.08, 13:35
      Sól tej ziemi. Nawet jak jest jej niewiele, to przecież ma wpłoyw na
      cąłośc potrawy.
    • otryt Re: Dwa teksty Kardynała Schönborna 03.06.08, 14:31
      >Lud żydowski, który nas wyprzedził w doświadczeniu prześladowania.
      >Wiele razy to my, chrześcijanie prześladowaliśmy lud żydowski. Ale
      >później nastąpiły tamte inne prześladowania, w imię rasizmu,
      >ideologii ateistycznych, ideologii nienawiści ludzkości; w imię
      >tych ideologii popełniono zbrodnie przeciwko ludzkości, a
      >najpoważniejszą z tych zbrodni była wola całkowitego zniszczenia
      >Bożego ludu wybranego. To doświadczenie prześladowania czeka
      >dzisiaj nas chrześcijan. Nie wiemy, jak będzie, ale to
      >prześladowanie już istnieje. I mamy coś wspólnego. Mamy coś
      >wspólnego i możemy wiele się uczyć od ludu żydowskiego: jak trwać w
      >wierności wśród tej nienawiści, jaką dzisiaj spotykamy w Europie.

      Chrześcijanie będą prześladowani - mówi Schonborn. Uczmy się od
      Żydów. Jak daleko jeszcze posunie się ta nienawiść do życia? Kiedy
      wreszcie ludzie się opamiętają i zejdą z tej drogi, która buduje
      cywilizację śmierci? Tego nie wiem. 1968 to nie był dobry roksad Ani
      w moim osobistym życiu, ani w życiu Polski, ani w życiu Europy.
    • otryt Ojcostwo 04.06.08, 08:42
      Kardynał Schonborn napisał:

      >Ponieważ mają rodziny, mają doświadczenie tego, czym jest ojcostwo.
      >Kto z nas dzisiaj… ja pochodzę z rozwiedzionej rodziny, moi rodzice
      >byli rozwiedzeni, mój dziadek był rozwiedziony, moi trzej bracia
      >są rozwiedzeni. Ja znam rzeczywistość rozwodu. Ale gdzie się uczyć
      >ojcostwa kapłańskiego, jeśli nie ma przykładów ojcostwa w
      >rodzinach?

      Poruszyło mnie to osobiste wyznanie kardynała. W biografiach
      wielkich ludzi Kościoła, świętych, często podkreśla się, że wyrośli
      z dobrej, bogobojnej rodziny, gdzie matka i ojciec stanowili wzór
      dla dzieci. W tych domach żarliwie praktykowano swoją wiarę.
      Panowała miłość pomiędzy małżonkami i rodzicami a dziećmi. Często z
      jednej rodziny wychodziło wiele osób spośród rodzeństwa do stanu
      duchownego. Kardynał Schonborn mówi o swojej rodzinie coś
      przeciwnego. Czy historia Kościoła zna sylwetki świętych, którzy nie
      wyrośli z dobrych, katolickich domów? Jeśli tak, to czym różnią się
      takie osoby od tych z dobrych domów? Gdzie się uczyć ojcostwa nie
      tylko kapłańskiego, jeśli nie ma przykładów ojcostwa w rodzinach?


      Taką osobą z dobrego domu był Jan Paweł II. W swojej biografii
      opisuje, gdy budząc się w nocy widział wielokrotnie swojego ojca na
      klęczkach, na długich modlitwach.
      • isma Re: Ojcostwo 04.06.08, 09:07
        Mnie sie wydaje, ze to nie jest takie proste - albo raczej, ze nie
        jest az takie trudne wink)). Pewne postawy zyciowe, mysle,
        niekoniecznie musza ksztaltowac sie wprost: "bede takim ojcem jak
        moj ojciec". To nie sa role do odegrania, ktore sie odtwarza ze
        scenariusza. To sie raczej tworzy, niz kopiuje.

        Mowiac w uproszczeniu - jest sie takim ojcem, jakim sie jest
        czlowiekiem, tylko z tego sie czerpie. Jesli nie jest sie cierpliwym
        czlowiekiem - nie bedzie sie cierpliwym ojcem czy matka. Jesli nie
        szanuje sie godnosci, odrebnosci i wolnosci innych - rowniez dziecko
        bedzie sie traktowac jak wlasnosc a nie jak dar. Wiec i rozwod,
        mysle, jest po pierwsze zakwestionowaniem powolania czlowieka do
        wiernosci i odpowiedzialnosci za przyjete zobowiazania - a dopiero
        potem chyba przeklada sie na ewentualne zagrozenia dla ojcostwa.

        Z tymi dobrymi domami... No, tak, Karol Wojtyla senior na kleczkach.
        Ale przeciez to byl dom bez obecnosci matki... Dom bez licznego
        rodzenstwa. W sumie smutny dom doch samotnych mezczyzn...

        Kazdy dom ma jakies swoje pekniecia. Rzecz, chyba, w tym, na ile sie
        je umie wypelnic trescia. Obecnoscia, miloscia, przyjaznia.
        • kudyn Re: Ojcostwo 04.06.08, 09:59
          To, jakim się jest człowiekiem nie jest zdeterminowane przez rodzinę, ale w dużym stopniu na to wpływa. Doskonale to widać na dzieciach alkoholików.
        • mader1 Re: Ojcostwo 04.06.08, 10:25
          Tu się z Ismą muszę zgodzić, choć może nie całkowicie.
          > Mnie sie wydaje, ze to nie jest takie proste - albo raczej, ze nie
          > jest az takie trudne wink)).
          Trudne to jest.
          Ale dla Boga nie ma nic niemożliwego.
          Ojciec... taki, jaki " nie powinien być"
          Czytam o św. Efremie
          " Jego ojciec, poganin, wygnał go z domu za sympatię do chrześcijan"
          Czy tak postepuje ojciec ? kochający? nie próbuje zrozumieć, nie
          potrafi przyznać racji. ' Znalazł schronienie u św. jakuba, biskupa
          Nisibis, który zapewnił mu staranne wyksztalcenie"
          Sw. Teodoryk
          " Urodzony w drugiej połowie V wieku we francji święty pochodził z
          przestępczego środowiska. Jego ojciec Marquart zajmował się rzobojem
          i kradzieżą na drogach." Wychował go św. Remigiusz, biskup Reims.
          Sw. Antoni Maria Zacceria:
          " ... wcześnie stracił ojca. Matka starała się mu go zastąpić"
          Rodzice bł Zygmunta Szczęsnego mieszkali większość roku osobno - tak
          było korzystniej i taniej dla dużej rodziny. Jego ojcie wcześnie
          zmarł, a matka w trudnych dla dziecka ' durnych' czasach młodości
          była zesłana i jedynie korespondowała z dziećmi.
          dla wszystkich jest nadzieja smile
          " św. Efrem znalazł sch
          • otryt Re: Ojcostwo 05.06.08, 00:38
            Dziękuję Ci Mader za te postacie świętychsmile) Chętnie postudiuję ich
            żywoty. Dobranocsmile))
        • otryt Re: Ojcostwo 05.06.08, 00:36
          isma napisała:

          >To sie raczej tworzy, niz kopiuje.

          Też tak uważam.

          >Kazdy dom ma jakies swoje pekniecia. Rzecz, chyba, w tym, na ile
          >sie je umie wypelnic trescia. Obecnoscia, miloscia, przyjaznia.

          Pięknie powiedziane. Gdy większe pęknięcie, tym większe i
          trudniejsze zadanie do wykonania. Trzeba gdzieś znależć wartościowe
          tworzywo, którym wypełni się dziurę w powstałym pęknięciu i uzyska
          się nową spójność. Każdy ma szansę.

          Mówisz, ze dom dwóch mężczyzn, dwóch Karolów był smutny? Brakowało
          kobiet? Tak musiało być. Niesamowite było to, że Jan Paweł II w
          swoim testamencie wspomniał o swojej starszej siostrze, o której
          nigdy nie słyszeliśmy wcześniej. Umarła ona przed jego urodzeniem.
          Przez całe życie nosił ją w sercu, choć jej nigdy nie poznał.
          Niektórzy biografowie twierdzą, że ten brak matki (kobiet)wypełniła
          mu Maryja.

Pełna wersja