stało się...rozpuszczone dziecko...

02.06.08, 22:11
No i stało sięsad Moje dziecko w niewybredny sposób zademonstrowało w Dzień
dziecka, że drobiazg od Babci i Dziadka to nie to na co czekało... Cóż...po
latach atakowania wszelkimi atrakcjami mojego już-nie-jedynaka, chyba tylko
rolls royce mógłby go ucieszyćsad(( W końcu skuter dostał w wieku lat sześćiu,
o akwarium, pieskach też już kiedyś pisałamsad
Ciężko też nad nim dalej 'pracować' bo wszyscy w rodzinie widzą efekt, ale
każdy inaczej widzi winowajcę.
Rozmawialiśmy z nim, ale... Podłamana jestem.
    • mader1 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 22:22
      Samborago sad
      ale... Samborago smile Z takimi rodzicami, jakich ma i z takim Ojcem
      Niebieskim, jest dla Niego jeszcze jakaś Nadzieja ? smile))) co ? smile)))
      Z nie takich tarapatów daje się ludzi wyciagnąć wink
      • mader1 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 22:36
        Napisałam w ten sposób, bo wiem, że jesteście świadomi zagrozenia,
        wiecie mniej więcej, co trzeba robić smile Dużo modlitwy, dużo starań i
        uda się. Tylko trzeba powalczyć, niestety smile
        • samboraga Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 22:48
          Jesteśmy, widzimy, ale, ponieważ dziecko za moment skończy lat 9, to od niego
          się oczekuje, że nagle będzie już 'mądry' i nierozpuszczony, zwłaszcza, że do
          rozpuszczania dorósł kolejny wnuś...
    • pawlinka Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 22:29
      Przytulam mocnosmile
      Może to tylko takie chwilowe, dzieci też mają złe dni.
      • samboraga Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 22:49
        Dzięki Pawlinkasmile
    • isma Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 22:50
      Nie przejmuj sie. Robcie swoje.
      Verdana kiedys pisala - ze dzieci albo sa uprzedzajaco grzeczne (ale
      zarazem perfekcyjnie klamiace) albo walace prawde miedzy oczy. Twoje
      widac nalezy do tego drugiego typu, a wcale nie jestem pewna, czy to
      jest ten typ trudniejszy w wychowywaniu...
      • a_weasley Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 23:26
        isma napisała:

        > Nie przejmuj sie. Robcie swoje.

        Tak coś podejrzewam, że dziadkowie w jakimś stopniu piją piwo, które sami z
        dużym zaangażowaniem warzyli...

        > Verdana kiedys pisala - ze dzieci albo sa
        > uprzedzajaco grzeczne (ale zarazem
        > perfekcyjnie klamiace) albo walace prawde
        > miedzy oczy.

        Verdana pisała wiele rzeczy, niekoniecznie trafnych. Widziałem sporo dzieci
        uczciwych, a dobrze wychowanych. Może dlatego także i świat dorosłych nie dzieli
        się dychotomicznie na impertynentów i perfidnych intrygantów.
        • isma Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 23:41
          a_weasley napisał:

          > Verdana pisała wiele rzeczy, niekoniecznie trafnych. Widziałem
          sporo dzieci
          > uczciwych, a dobrze wychowanych. Może dlatego także i świat
          dorosłych nie dziel
          > i
          > się dychotomicznie na impertynentów i perfidnych intrygantów.
          >

          No, coz, mnie sie wydaje, ze wiek rozrozniania tego rodzaju
          subtelnosci jest raczej dwucyfrowy. Ale wszystko mozliwe.
          • minerwamcg Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 00:02
            Dla mnie w wieku jednocyfrowym argument "bo babci będzie przykro"
            działał. A jakąś wyrafinowaną kłamczuchą nie byłam. Ewenementem też
            nie - raczej tak samo zachowywała się większość znanych mi dzieci...
          • a_weasley Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 10:32
            isma napisała:

            > a_weasley napisał:

            >> Widziałem sporo dzieci uczciwych, a dobrze
            >> wychowanych. Może dlatego także i świat
            >> dorosłych nie dzieli się dychotomicznie
            >> na impertynentów i perfidnych intrygantów.

            > No, coz, mnie sie wydaje, ze wiek
            > rozrozniania tego rodzaju subtelnosci
            > jest raczej dwucyfrowy.

            Jakich subtelności? Że się pewnych rzeczy nie mówi, bo komuś będzie przykro?
            "Nie rób drugiemu, co tobie niemiło", to jest na wiek dwucyfrowy?
            • isma Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 10:50
              Arhur, nie chce sie klocic, co wyraznie napisalam. To sa rzeczy,
              ktorych sie nie da ocenic, widzac dziecko raz czy dwa u cioci na
              imieninach.

              Po prostu "nie powiem cioci ze nie podoba mi sie prezent, bo jej
              bedzie przykro" np. u dzieci w wieku mojej corki (6) lezy
              niebezpiecznie blisko "nie powiem mamie, ze stluklem wazon, bo sie
              zmartwi". I to sie tlumaczy dzieciom jednocyfrowym do upadu, ze jest
              roznica - same z siebie to one na pewno takiej intuicji nie maja...
              • nati1011 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 11:23
                Arthur,
                ja dodam jeszcze że rózne są dzieci. Jednym mozna to wytłumaczyć już
                w wieku 3 lat inne w wieku 13 jeszcze nie rozumieją. I niekoniecznie
                zleży to od rodziców. Moja córka ma charakter zupełnie rózny od
                mojego. Gada gdy powinna milczeć, jest powolna, gdy trzeba się
                spieszyć, o leżące rzeczy na podlodze może się zabić, ale ich nie
                widzi, ogólnie bardzo bystra nie jest w stanie pewnych rzeczy
                zrozumieć itp itd... Autentycznie krew mnie zalewa. Chciałabym by
                była jak ja, z wyłączeniem paru wad. A ona jest po prostu jak moja
                własna karykatura - wszystko na opak. Ja byłam nauczona, ze rodzic
                mówi i to się robi. Czasem nie wychodziło od razu, więc mama
                powtarzała za jakiś czas. I raczej 3 przypomnienie zasady nie było
                już potrzebne. Ja mojej córce moge mówić 348 razy, że np brudnych
                rzeczy nie zostawia się na środku pokoju, karać za niewykonanie a
                ona i tak zrobi po swojemu. Oczywiscie nie do pomyślenia było by z
                rodzicami dyskutować lub powiedzić "nie". A moje dziecko każda
                czynnośc musi przedyskutować. Kolor bielizny moze być powodem 20
                minutowej dyskusji. Nawet nie wyobrażasz sobie jakie to denerwujące.

                Było to dla mnie tak nienormalne, ze robiłam jej pełną diagnostykę i
                psychologiczną i neurologiczną. Niestety po wielu badaniach lekarze
                orzekli zgodnie, ze z dzieckiem jest wszystko w porządku. Ma po
                prostu jeszcze niedojrzały układ nerwowy - trochę poniżej wieku, ale
                żadna patologia, a poza tym to wina jej wrodzonych cech charakteru.
                I powiedz mi co ja mam z nią zrobić? Po prostu robie swoje i czekam,
                że kiedyś będzie lepiej. Bo postępy są - nie tak spektakularne jak
                bym chciała ale są. Tylko sąsiadki doprowadzaja mnie do szału, bo
                ciągle słysze uwagi: pani synek to taki grzeczny i spokojy, a córka
                to istny diabeł wcielony. Osatanio mówię, że syn jest z poczatku
                roku więc mogłam wybierać, a córka rodzi się jesienią i wszystkie
                grzeczne modele już zeszły i musiałam wziąć co dawali wink))

                Mam więc jedno dziecko niepokorne, knąbrne, nieokiełzane i drugie,
                które na każde polecenie mówi: tak mamusiu, dobrze mamusiu, i
                wykonuje natychmiast. A słowa dziękuje i prosze są co drugie zdanie.

                Równowaga w przyrodzie musi być zachowana smile)))
              • nati1011 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 11:24
                i moja jest już dwucyfrowa, a i tak dużo jeszcze niedociera.
              • a_weasley Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 22:41
                isma napisała:

                > sa rzeczy, ktorych sie nie da ocenic, widzac
                > dziecko raz czy dwa u cioci na imieninach.

                Natomiast są rzeczy, które się da ocenić, widząc czyjeś notki na co dzień.
                Na przykład to, że będąc moderatorem nie odróżnia argumentów ad personam od
                argumentów ad rem.
                • isma Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 23:47
                  Mhm. Jak bedziesz mial cos do dodania na temat watku, daj znac.
    • pawlinka Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 22:57
      A przy okazji. Dziecko to ma w ogóle teraz przechlapane. Każde
      dziecko. Przed Tym Dniem, czyli 1 czerwca, media, szkoła,
      przedszkole, ludzie, w ogóle kosmos cały, robi szum. I każde może
      oczekiwać fajerwerków. Inni podkręcają... Niezależnie od naszej,
      rodzicielskiej woli.
    • magdalaena1977 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 02.06.08, 23:08
      samboraga napisała:

      > Moje dziecko w niewybredny sposób zademonstrowało w Dzień
      > dziecka, że drobiazg od Babci i Dziadka to nie to na co czekało...
      Ale to absolutnie typowa sytuacja. Dorosły człowiek bez przerwy dostaje
      prezenty, które średnio mu się podobają, nie spełniają naszych oczekiwań
      (poczytaj archiwalne wątki z różnych forów okresu bożonarodzeniowego). Tylko, że
      dobre wychowanie nakazuje nam tego nie pokazywać.

      Więc może skup się na tym - Kochanie, prezent nie musi Ci się podobać, ale NIE
      WYPADA wyrażać tych uczuć publicznie. Pomyśl jak
      Babci i Dziadkowi było przykro. Mnie też nie podobał się ten wazonik, który
      dostałam od cioci Kloci na imieniny, ale nie powiedziałam jej tego.
    • nati1011 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 07:19
      a ja sądze, ze to w duzej mierze wina rodziny. U nas było tak samo.
      Moja córka jeszcze nawet czegoś nie wyśniła, a już to miała. Ile ja
      się naprosiłąm, natłumaczyłam - nie zasypujcie dziecka zabawkami.
      zamiast kolejnej lalki - tak bez powodu - lepiej weźcie dzieko na
      spacer czy kupcie jabłko. Bez skutku. Dziecko - teraz dzieci - są
      zasypywane zabawkami. W pokoju dziecięcym to juz nie mam miejsca na
      dziecko - tyle tam zabawek. Jest jeszcze jeden efekt uboczny -
      dzieciak jest przesycony i niczym tak naprawde się nie bawi i nie
      szanuje. Ale niestety babcie sa niereformowalne. A dziecko idzie do
      szkoły, reklamy tez z każdej strony.... nic dziwnego, ze jego
      wymagania rosną.
      Oczywiście każda taka sytuacja kończy sie słowani: jak wy
      wychowujecie te dzieci?! A we mnie wtedy odzywają się mordercze
      instynkty wink

      Samborga - rób swoje. 9 lat to jeszcze mało. Jeszcze wszystko jest
      do wyprostowania. Przed nami "cudowny" okres miecia w domu
      nastolatka wink))
    • mama_kasia Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 09:34
      Wychowujcie dalej - po swojemu, wbrew innym. Sączcie mu
      swoje racje, może jeszcze bardziej zdecydowanie. Jest szansa,
      że z nich skorzysta smile Proces wychowywania ciągle trwa smile
    • anndelumester Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 12:01
      Samborago, ja bym sie nie podłamywała. Róbcie swoje dalej.

      Dzieci róznie reagują. Osobiscie wolę szczerą reakcje, niz
      zakamuflowane fochy, czy tłumienie emocji.
    • samboraga Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 13:00
      Bardzo Wam dziękuję za wszytskie wypowiedzismile Ten incydent w Dniu dziecka to
      niestety 'kropka nad i' szeregu innych zdarzeńsad((
      Rozmawialiśmy z dzieckiem, nawet niedawno, że prezent nietrafiony trzeba łądnie
      przyjąć i już, to zrozumiał. Tutaj jego zaskoczenie było nie tylko samym
      rozczarowaniem, że 'taki' prezent, ale on się POGNIEWAł, że NIC nie dostał....sad(((
      Tu chodzi o głębszą sprawę, nadmiaru jako takiego - zabawek, atrakcji,
      spełniania życzeń wszelkich, proszenia o coś dziadków, gdy rodzice nie chcą
      czegoś kupić (konsoli do gier, ostatnio)... Walczymy z tym od lat, zwłaszca, że
      dziadkowie nie ułatwiają, gdy dziecko przychodzi do nich z dużą prośbą
      (akwarium, gameboy) to nie rozmawiają z nami, ale sami decydują...sad
      I właśnie to ostatnie zdarzenie, zachwiało się moje przekonanie, że my jako
      rodzice możemy to wygraćsad((( samymi naszymi rozmowami, prostowaniami...
      • nati1011 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 13:25
        Samborga ja mam identyczną sytuację. W dodatku dziadkowie są bardzo
        blisko i bardzo często. Za blisko i za czesto. Bo dziecko trzeba na
        codzień wychowywać, a dziadkowie chcą tylko rozpieszczać. My bardzo
        poważnie rozważaliśmy przeprowadzkę gdzieś trochę dalej. Niestety na
        razie to niemożliwe. Robię wiec swoje. Tłumaczę, wyjaśniam i mam
        nadzieję, ze dzsieci jednak zapisują sobie głównie wzorce
        wprowadzane przez rodziców anie dziadków. Z drugiej strony staram
        się być wyrozumiała dla dziecka, bo skoro dziadkowie pewnych
        podstawowych prawd nie rozumieją - np że dziecku nei daje sie
        słodyczy przed obiadem, albo bardziej drastycznie, ze mały nie moze
        jeść czekolady, bo ma uczulenie (babcia alergie uważa za wymysł
        histerycznych rodziców, w końcu to nie ona potem siedzi calą noc
        przy pąłczacym maluchu) - to trudno, żebym więcej wymagała od
        dziecka. Mały tylko potem schodzi z góry i mówi: "wiesz, babcia
        znowu dawała mi czekolade, ale ja powiedziałem, ze mama nie pozwala,
        a babcia powiedziała, że nic mamie nie powiemy" Ręce opadają.
        • samboraga Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 13:34
          > znowu dawała mi czekolade, ale ja powiedziałem, ze mama nie pozwala,
          > a babcia powiedziała, że nic mamie nie powiemy" Ręce opadają.

          Opadająsad(( My też mieszkamy blisko siebie, choć nie aż tak. Ale widujemy się b.
          często.
          • pysio8 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 14:57
            A może dobrze dla dziadków że tak się stało, pomyślą dlaczego wnuczek tak się
            zachował?
            Moja mała dość często robi jakiś "obciach", by zwrócić na siebie uwagę, więc nie
            będę spieszyła z radami. Z moich obserwacji wynika, że najlepiej było nam
            podczas wyjazdu nad morzem. Nie napiszę, że zachowywała się jak anioł, bo jednak
            nie. Zdumiona byłam ile daje dziecku bycie razem( bez telewizji i komputera),
            zwiedzanie oglądanie nowych miejsc spacery nad morzem. Hmmm prezenty na dzień
            dziecka, ja zaserwowałam książki, jedno ustaliłam z mężem, a kupił zupełnie coś
            innego grę komputerową z rogatym stworem i tam jest np. napisane
            :" stworki uznały XYZ za swojego bożka, trollowi znudziła się bezczynność i
            chciał wracać do domu"...No i co? Awantury tym razem nie zrobiłam ale wkurzyłam
            się nieźle.I jeszcze patrzę jak grają w te bzdetysad(((
        • magdalaena1977 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 15:06
          nati1011 napisała:

          > dziadkowie pewnych podstawowych prawd nie rozumieją (...)
          > ze mały nie moze jeść czekolady, bo ma uczulenie
          Na forum celiakia radzimy radykalne odseparowanie takiej
          niepoprawnej babci od dziecka i zgodę wyłącznie na dozorowane
          kontakty wink
          Ze stopniowaniem stanowiska - najpierw poważna rozmowa, potem
          zagrożenie odcięciem wnuka, a potem faktycznie niezostawianie go
          samego z babcią aż do czasu, kiedy sam będzie w stanie stanowczo
          odmówić. Nie można wymagać rozumienia diety od malutkiego dziecka,
          ale można od dorosłej i w pełni sprawnej intelektualnie babci.
          Lepiej żeby jego konatkat z babcią był trochę słabszy niż żeby cały
          czas chorował.
          • isma czekolada 03.06.08, 15:22
            Znaczy, tu moze by sie jeszcze dalo po dobroci.
            Nati, on konkretnie to na kakao uczulony jest? To niech mu babcia
            kupuje biala czekolade, obie strony zadowolone, i po sprawie wink)).
            • nati1011 Re: czekolada 03.06.08, 17:04
              Isma kochanie, tych slodyczy ogólnie jest za dużo. Jego potem boli
              brzuch i to dość masywnie. Może jeść trochę czekolady ale w
              ograniczonych ilościach a babcia wciska nawet pół tabliczki, a że
              moje dziecko nauczone - jak już Arthur pisał - że to nieładnie
              odmawiać jedzenia (wink to je ile mu dają. To samo jest z parówkami.
              Mały uwielbia, ale jak zje na śniadanie, to w środku nocy nimi
              wymiotuje (babcia zaczęła mu je podawać jak miał roczek !!!) on ich
              po prostu nie trawił. Na wszystkie moje prośby i błagania, że
              przecież dziecko cierpi, płącze, boli go itp argument był
              jeden: "ale on z takim apetytem je zjada". Oczywiście do dzisiaj
              tesciowa jest przekonana, ze ja tylko histeryzuje, a nawet jak mały
              wymiotował, to napewno ja mu coś dałam nie takiego sad( Odpuściłam
              juz sobie reformowanie babć - edukuję teraz dzieci - na szczeście sa
              już wystarczająco duże by wiedzieć co im szkodzi. Choć wiem, ze i
              tak czasem za moimi plecami babcia kupi czipsy czy coś równie
              szkodliwego. Najgorsze z tego, że babcia przy okazji uczy kłamać i
              oszukiwać. Niestety w rodzinie mojego meża prawdomówność nie jest
              cnotą,którą przekazywano dzieciom. Kłamstwo, jest traktowane jako
              coś zupełnie normalnego i oczywistego. Jak mówię, że nie można
              kłąmać, a już tym bardziej uczyć dziecko kłąmać czy oszukiwać, to
              oni wogóle nie wiedza o czym mówię. Jak komuś uda się coś zacyganić,
              oszukać to jest to powód do dumy przed resztą rodziny. Np teściowie
              nie widzieli absolutnie nic niestosownego w tym, ze ich syn jeździł
              bez prawa jazdy i często po kieliszku. Jeszcze płacili za synka
              mandaty. sad(( To zupelnie obcy dla mnie świat sad((
              • magdalaena1977 Re: czekolada 03.06.08, 19:16
                nati1011 napisała:

                > Isma kochanie, tych slodyczy ogólnie jest za dużo. Jego potem boli
                > brzuch i to dość masywnie. Może jeść trochę czekolady ale w
                > ograniczonych ilościach a babcia wciska nawet pół tabliczki,

                No to nic dziwnego, że babcia się gubi.

                Bo czymś innym jest kupienie czipsów wnukowi, który według rodziców powinien się
                zdrowo odżywiać - to tylko decyzja wychowawcza. I nic się nie stanie, jeśli
                babcia czasami porozpieszcza. To tak jak np. pora pójścia spać.

                A karygodną głupotą jest karmienie alergika produktem, który ZAWSZE mu szkodzi.
                • nati1011 Re: czekolada 03.06.08, 19:30
                  Magda - mały może zjeść 2 kawałki czekolady, ale jak zje więcej niż
                  4 - zawsze - występuje biegunka i ból brzucha. Ponieważ produkt jest
                  podejrzany poinformowałam wszystkich że małemu szkodzi, wiec bardzo
                  prosze o niepodawanie dziecku czekolady. Sama staram sie ją do max
                  ograniczyć i pozwalam od wielkiego dzwonu na kawałek. Pediatra
                  twierdzi, że problem jest podobny jak z parówkami - są zbyt trudne
                  do strawienia i w większych ilosciach szkodzi. Powiedziałam rodzinie
                  prawdę - choć czasem się zastanawiam, czy nie należało skłamać i
                  powiedzieć, że mały dostanie wstrząsu jak zje kawałek. uncertain

                  > No to nic dziwnego, że babcia się gubi.

                  Czy to naprawde tak skomplikowane?

                  Magda, jak po prostu staram się traktowac dorosłych ludzi poważnie.
                  Dzieci też nie okłamuję. Nawet nie wiesz ile razy płakałam w nocy z
                  bezsilności nad głupotą (bo już inaczej nie powiem) babci, gdy
                  patrzyłam jak mój synek cierpi. Co wg ciepie powinnam zrobić?
                  • magdalaena1977 Re: czekolada 03.06.08, 19:54
                    nati1011 napisała:
                    > Magda - mały może zjeść 2 kawałki czekolady, ale jak zje więcej niż
                    > 4 - zawsze - występuje biegunka i ból brzucha.
                    Dla mnie to co piszesz jest hmm... dziwne. W zasadzie dzwoni mi jakiś
                    dzwoneczek, że coś się nie zgadza, że coś jest nie tak. Że za tym zachowaniem
                    kryje się konkretne schorzenie - np. alergia na jeden ze składników czekolady
                    czy parówek.
                    Doświadczenie mówi mi też, że być może te dwa pierwsze kawałki czekolady też mu
                    szkodzą, tylko brak jest widocznych objawów.
                    Pobadaj go jeszcze na różne strony, bo to naprawdę jest niepokojące.
                    • nati1011 Re: czekolada 03.06.08, 20:34
                      > Doświadczenie mówi mi też, że być może te dwa pierwsze kawałki
                      czekolady też mu
                      > szkodzą, tylko brak jest widocznych objawów

                      tez się tego obawiam. Wogóle nie chciałam wprowadzac tak wcześnie
                      słodyczy (z małą córką mieszkaliśmy daleko od rodziny i mała wogóle
                      nie chciała jeść słodyczy - nie znała ich smaku i nawet jak ktoś ją
                      czestował, to było to dla niej za słodkie). Niestety babcie już 6
                      miesięcznym dzieciom podawały słodycze choć do polizania. A
                      czekolada i parówki w wieku 10 miesięcy przyprawiały mnie o zawał
                      (to po prostu dużo za wcześnie).

                      czekamy teraz na zrobnienie testów. Po prostu przez ostanie 10
                      miesięcy ciagle chorował i nie można było zrobić pewnych badań,
                      które najlepiej robić jak dziecko jest - przynajmniej teoretycznie -
                      zdrowe. Może się okazać, ze po prostu te produkty zostały za
                      wcześnie wprowadzone i powodują reakcje układu trawiennego. Na razie
                      jest lepiej. Diagnostykę mamy na ukończeniu. A i pobyt nad morzem
                      znacznie poprawił statystyki katarowe smile)) Mam nadzieję, że od
                      września w końcu pochodzi do przedszkola.
                      • magdalaena1977 Re: czekolada 03.06.08, 20:42
                        nati1011 napisała:
                        > Diagnostykę mamy na ukończeniu.
                        To trzymajcie sie cieplutko. IMHO najważniejsze to właśnie zorientować się co
                        się dzieje i co szkodzi. A potem można na spokojnie ułożyć sobie życie wobec
                        znanych i pewnych ograniczeń.
                      • franula Re: czekolada 04.06.08, 11:48
                        Nati bardzo współczuje naprawdę ale dla dobra dziecka robiłabym
                        awantury do skutku wzglednie stosowałabym represje w rodzaju
                        spotykania babć tylko w Twojej obecności - mam wrażenie ze dałaś
                        sobie wejśc na głowę. To Ty wychowujesz dziecko i twoje decyzje
                        babcie maja uszanować. Skoro piszesz "Niestety babcie już 6
                        miesięcznym dzieciom podawały słodycze choć do polizania" to już
                        wtedy trzeba było reagowac i to mocno.
                        Dla dobra dziecka nie pozwoliłabym na takie zachowania...

                        trzymam kciuki za Twoją sertywność- dla zdrowia dziecka, naprawdę.
                        • nati1011 Re: czekolada 04.06.08, 14:33
                          Franula ja reaguję i to dość ostro, ale każdy kto mieszka w jednym
                          domu z dziadkami, wie że jest t o niemal niewykonalne - chyba że
                          chce sie wojny domowej.

                          Dziadkowie/babcie uznają tylko jeden argument - my was tak
                          wychowaliśmi i nic wam się nie stało, więc te wasze nowe pomysły to
                          zwykłe fanaberie. Wselkie argumenty sa jak groch o scianę.
                          • franula Re: czekolada 04.06.08, 15:11
                            słuchaj to jest tylko moje zdanie. Nie toczyłabym wojny o zabawki
                            (od których się ten watek rozpoczął) o rozpieszaczanie. Ale już o
                            podawanie alergikowi zakazanych produktów, o dawaniu półrocznemuu
                            dziecku czekolady czy parówek bym rozpętała wojnę domową Ceną jest
                            zdrowie dziecka. Niestety - wiem że to nic przyjemnego.
                • nati1011 Re: czekolada 03.06.08, 19:32
                  magdalaena1977 napisała:

                  > Bo czymś innym jest kupienie czipsów wnukowi, który według
                  rodziców powinien si
                  > ę
                  > zdrowo odżywiać - to tylko decyzja wychowawcza. I nic się nie
                  stanie, jeśli
                  > babcia czasami porozpieszcza. To tak jak np. pora pójścia spać.

                  Problem jest o tyle, ze ta babcia jest na codzień - mieszka w tym
                  samym domu. Więc to rozpieszczanie jest na codzień i wali cały
                  system wychowaczy. I nie da się dzieci od babci odizolować.
                  • alex05012000 Re: czekolada 04.06.08, 16:06
                    pół tabliczki czekolady to i dorosłemu szkodzi, no w każdym razie
                    mnie napewno by na zdrowie nie wyszło...
                    skad sie biorą takie starsze osoby niereformowalne jeśli chodzi o
                    żywienie dzieci itp. ? ... w każdym razie współczuję "sąsiedztwa" i
                    życzę wygranej w totka i własnego mieszkania jak najszybciej ...
                    dzięki Bogu moje wszystkie babcie były normalne i przede wszystkim
                    pytały mnie matkę o to co dziecku dać do zjedzenia, a poza tym miały
                    zdrowy rozsądek, moja córka nie była na nic uczulona, ale uważałyśmy
                    wszystkie "baby" jak nie wiem, słoiczki gerberki, jak soczek to bez
                    cukru, domowa zupka z warzyw, zadnych konserwantów, dodatków,
                    słodyczy, żadych gazowanych, wszystko jak najzdrowsze... parówki
                    dziecku? a fuj, czekolada to kawałeczek w dobrym gatunku i w
                    ogóle... żadnego lizaka i loda do wieku 4-5 lat... nie wyobrażam
                    sobie żeby babcia mogła dać coś dziecku wbrew moim prośbom czy
                    zaleceniom... teraz to nieco więcej luzu, babcia czasem kupi
                    paczuszkę chipsów czy żelki...jadamy lody, no ale córka ma 8,5
                    lat... w szkolnym sklepiku sama potrafi sobie lizaka zakupić,
                    przecież jej nie upilnuję...
                    • nati1011 Re: czekolada 04.06.08, 17:47
                      no właśnie. smile))

                      Troszeczkę zazdrosze wink) O przydąłby się ten totek -)) tylko chyba
                      najpierw trzeba go wysłać ? :_)))

                      Rodziny sie nie wybiera. Dostaje sie w pakiecie gratis. i moze
                      dobrze smile)))
          • nati1011 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 15:24
            magdalaena1977 napisała:
            > Na forum celiakia radzimy radykalne odseparowanie takiej
            > niepoprawnej babci od dziecka i zgodę wyłącznie na dozorowane
            > kontakty wink


            Też tak chciałam, ale to calkowicie niewykonalne. Babcia mieszka 2
            piętra wyzej. sad(( Na szczeście maluch już wyjątkowo rozumy i teraz
            to on pilnuje co może jeść. Ale co psuje w całokształcie takie
            zachowanie babci to jego. I pewnie nie raz w przyszłości obrywają
            burę za to co napsuły babcie, a dziecko tylko w niestosownym
            momencie wykorzystało sad(
    • pawlinka Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 15:23
      Wiecie, chwalebnie kończę II część "Szkoły dla rodziców"smile)). Różne
      rzeczy z tego wyniosę (tzn. absolutnie nie krzesła i tablicę)smile)),
      ale na pewno nienawiść do "łatek", jakie rodzice dzieciom
      przypinają.
      Samborago, nie jest łatwo i pewnie łatwo nie będzie, ale potraktuj
      to wszystko jako początek, bez nastawiania się, że już się wylało
      dziecko z kąpielą. Zacznij od początkusmile
      • alex05012000 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 16:24
        mnie się wydaje, że nic aż takiego sie nie stało... i że nie raz coś
        takiego/podobnego się stanie...
        z drugiej strony wydaje mi się, że to nie wasz syn a wnuk owych
        dziadków ma problem tylko oni; dziadków należałoby wyedukować!
        moja córka, jako jedynaczka, jedyna wnuczka i t d jest zapewne nieco
        rozpuszczona, ma dużo zabawek, książek, dużo wszystkiego..., duzo
        atrakcji, niczego jej nie brak, i czasami miewała takie
        zachowania: "e tam, książka albo ubranie, to nie prezent, zabawka to
        prezent..." ale tylko w rozmowie ze mną...
        na szczęście moja mama (jedyny żyjący przedstawieciel pokolenia
        babciowo-dziadkowego) ma zdrowe podejście i kupuje z głową, niezbyt
        dużo, niezbyt często a poza tym konsultuje ze mną... owszem da siue
        naciągnąc na loda, zelki czy inne niewinne... mąż z powodów innych
        kupuje bardzo niewiele, rozpuszczam/ lub nie naogół ja ....a ja się
        trzymam pewnych sztywnych zasad i pewne rzeczy nie przechodzą...
        poza tym tłumaczę, tłumaczę, ze ma dużo, że moze niekoniecznie coś
        tam jest potrzebne, ze inne dzieci nie mają ..i żyją , uczę jak sie
        dzielić, oddawać, uczę, ze jak chce coś na co ja niekoniecznie mam
        chęć kupować to moze za swoje oszczędnosci, a jak ma za mało to
        pożyczę! do zwrotu z tygodniówki, tak było ostatnio, nie płaciłam 5
        złotowej tygodniówki cały maj i cały zcerwiec nie wypłącę,
        twardo... jakoś jest, choć spotykam się z wygórowanymi
        żądaniami/postulatami i musze częśćz nich jakoś odsuwać....
        • verdana Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 17:00
          Skad dziecko ma wiedziec, ze prezent mu sie "nie nalezy', skoro
          zawsze sie należal? To troche za trudne, z jego punktu widzenia ma
          racje - został czegos pozbawiony, na co liczył.
          Ja bardzo zwracalam uwage na takt i nie robienie ludziom przykrosci,
          ale to wymaga, aby dziecko nauczyło sie sprawnie klamac. Dla
          doroslych takt to niejest klamstwo - dla dzieci jest i tyle.
        • magdalaena1977 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 03.06.08, 19:23
          alex05012000 napisała:
          > czasami miewała takie zachowania:
          > "e tam, książka albo ubranie, to nie prezent,
          > zabawka to prezent..." ale tylko w rozmowie ze mną...
          Ja jako dziecko uważałam, że pieniądze czy ubrania to nie są właściwe prezenty i
          kiedyś się popłakałam, kiedy na urodziny dostałam same koperty. Co więcej nadal
          uważam, że rodzina zachowała się nieładnie. Bo prezent powinien mieć na celu
          sprawienie przyjemności dziecku - a pieniądze (które tak naprawdę dostaną
          rodzice), albo ubranko, na którym małemu dziecku nie zależy to żaden prezent.
          Ale u mnie książki były prezentami pierwszej jakości.
          • alex05012000 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 04.06.08, 08:50
            ja też uważam, ze ubrania to nie prezent dla dziecka, moja córka
            ubrania traktuje użytkowo i jak zło konieczne: musi być wygodne,
            sportowe i "nie dziewczyńskie", to żaden prezent.... kopert nie
            znoszę, nie praktykuję i prawie nie toleruję, no, w wyjątkowych
            przypadkach, np teraz w maju córka dostała na imieniny pieniądze na
            wakacje od babci, bo już naprawdę nie wiedziałyśmy z mamą co jej
            kupić, wolę to niż jakąś durnostojkę lub kolejnego pet shopa... poza
            tym te pieniądze są córki, ja ich nie ruszam i nimi nie godpodaruję,
            to nie tak, że kopertowe przechwycają rodzice i kupują chleb i
            masło, albo buty... pojedzie nad morze to wyda na swoje potrzeby:
            pamiątki, lody, wesołe miasteczko...
            co do książek to córka bardzo lubi, tyle tylko, ze najlepiej jakby
            były książki + zabawka, zresztą książki dla niej kupujemy tak
            często, ze trudno traktować jako prezenty... teraz chcę ją zachęcić
            do nauki czytania więc wymyślam różności z dużymi literami....
            • magdalaena1977 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 04.06.08, 10:27
              alex05012000 napisała:
              > kopert nie znoszę, nie praktykuję i prawie nie toleruję, no
              > , w wyjątkowych przypadkach, np teraz w maju córka dostała na
              > imieniny pieniądze na wakacje od babci,
              Pieniądze, które mozna wydac, to całkiem sensowny prezent dla
              starszego dziecka. W zasadzie bardziej mnie takie prezenty cieszyły
              jak nie miałam własnych dochodów.
              Teraz wolałabym dostawać konkretne prezenty, ale rodzina nie zawsze
              ma inwencję.
              • verdana Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 04.06.08, 12:24
                Dla mnie koperta dla dziecka to odfajkowanie sprawy, dowod, ze sie
                dziecka nie zna i nie bardzo nas ono interesuje. Od dalszej rodziny -
                moze być, od rodziców - dla mnie klęska. Pokazanie, ze w prezencie
                liczy sie wyłacznie wartość materialna.
                • alex05012000 Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 04.06.08, 15:48
                  tak, zgadzam się, ALE nie zawsze... w opisywanym przeze mnie
                  wyjątku babcia dała wnuczce banknot z przeznaczeniem na zbliżające
                  się wakacje, na własne wydatki, nie dlatego, ze wnuczki nie zna, ma
                  z nią kiepski kontakt i nie interesują sie sobą nawzajem tylko
                  dlatego, ze wnuczka ma wiele, za wiele wszystkiego (naszym zdaniem!
                  obiektywnie to nie wiem...), ja kupiłam zabawkę, i książki, dzieci
                  zaproszone w liczbie 6 każde z prezentem... dzień dziecka w
                  perspektywie 2 tygodni (babcia kupiła grę planszową i książki) ... a
                  na wakacje 8,5 latce i tak trzeba dac nieco własnego grosza na
                  przyjemności, przynajmniej nie jeczy kup mi, tylko wydaje swoje i
                  uczy sie gospodarowaniem własnymi pieniędzmi...

                  natomiast generalnie kopertowych jak pisałam nie uznaję, aczkolwiek
                  zdażało mi sie, mnie, w późniejszym dzieciństwie czy młodości dostać
                  od babć, mocno starszych, nie wychodzących na miasto poza
                  podstawowymi zakupami pieniądze zamiast prezentu ze słowami: kup co
                  tam ci się podoba... i tu wybaczam w całej pełni...
                  • verdana Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 04.06.08, 15:51
                    Ależ nie - ja własnie uwazam, ze babcia, ciocia, chrzestna - OK.
                    Pieniadze na jakąś bardzo konkretną rzecz, nawet w wykonaniu
                    rodziców - tez czasem moga byc. Ale pieniadze, tak po prostu od
                    rodziców - to nie jest prezent. To pozbycie sie problemu.
                    Pieniądze na wakacje - to jest przemyslany prezent, a nie po
                    prostu 'koperta" pt. "a idź se, kup sobie coś". Róznica, jak dla
                    mnie, zupelnie zasadnicza.
          • a_weasley Re: stało się...rozpuszczone dziecko... 04.06.08, 15:57
            magdalaena1977 napisała:

            > pieniądze (które tak naprawdę dostaną rodzice),

            A tego to nie rozumiem.
            Jeśli w prezencie pojawiły się pieniądze, to w przypadku starszego dziecka
            powinno je dostać do ręki, a młodszego - powinny zostać przeznaczone na
            konkretny dodatkowy prezent, i że to jest prezent od cioci Rywki czy kogo tam.
            Inaczej MSZ to nie jest w porządku.
            Tak było m.in. z chrzestną matką mojego brata, która w chwili komunii
            wcześniaka, można rzec, umierała na raka (umarła równo 2 miesiące później).
            Ciocia przysłała pieniądze, 1500 zł, z zastrzeżeniem, że ma za to zostać kupione
            coś jednego.
            I została kupiona bardzo porządna lornetka, która jest w rodzinie do dzisiaj.
    • pysio8 teraz ! 04.06.08, 19:42
      w Radiu Józef bardzo ciekawa audycja na temat relacji/ roli dziadków dzieci
      wnuków 96,5 FM
      • pysio8 Re: teraz ! 04.06.08, 19:47
        już się skończyłosad( "Dom rodzinny",taki był tytuł, wypisz wymaluj dla nas
        temat, może będzie powtórka?
        • nati1011 Re: teraz ! 04.06.08, 20:55
          no to ja jeszcze proponuję pokrewny temat: relacje miedzy dorosłymi
          dziećmi i rodzicami. Bo tam iskrzy nie tylko na lini wnuki, ale też
          małżeńśtwo, czy wogóle akceptacja życia dzieci na swój rachunek smile)
          • mader1 Re: teraz ! 04.06.08, 20:59
            nie było mnie, niestety sad
            > no to ja jeszcze proponuję pokrewny temat:

            ależ to jest ten sam temat " stało się sad rozpuszczone dziecko " tongue_out
            • pysio8 Środa po 19.00 04.06.08, 21:43
              będzie można odsłuchać dzisiejszą audycję za pewien czas na stronie Radia Józef
              w dziale "Nasze audycje" jest "Dom rodzinny"

              obecnie dostępne są rozmowy z poprzednich miesięcy

              www.sielskiefale.pl/
              • samboraga Re: Środa po 19.00 04.06.08, 22:00
                posłucham, dziękismile
Pełna wersja