nati1011
11.06.08, 08:29
Nie chcę rozbudowywac poprzedniego wątku o wątki poboczne.
Znowu mam metlik w głowie.
Zakładam, ze małżónkowe w dniu zawierania ślubu byli w swoim
sumieniu przekonani, ze zawierają ważny sakrament.
Ale... po jakims czasie okazało się, że np mąż wykluczał dzieci, lub
był ( w momencie ślubu) zupęlnie do niego niedojrzały, albo (pozwolę
sobie zaczerpnąć z Ismy) wzieli ślub w plenerze, nie wiedząc, ze
wymagana jest dyspensa. Ci małżonkowie nie chcą sie rozstawać.
Ale czy ich ślub jest ważny?
Czy powinni go powtórzyć?
Czy jeżeli nic nie zrobiuą to żyją w grzechu?
Ja znam zasadę o domniemaniu wazości, do czasu stwierdzenia czegoś
innego. Nie chodzi mi o wyrok formalny sadu koscielnego, ale o
moralność - na zasadzie, jak ukradne bułkę, to nie musze mieć wyroku
sądu by wiedzieć, ze jestem złodziejem i jestem nim, nawet jeżeli
formalnie jestem uznany za niewinnego.
Coraz mniej rozumiem. Wg mnie powinna być jasna sytuacja. Sakrament
jest ważny albo nie. Nie może być tak, ze ja wiem, ze nie spełniłam
warunków do jego waznego zawarcia, ale póki nie złoże wniosku i nie
otrzyam wyroku to wszystko jest ok. Dla mnie to nielogiczne. Nie
moze być drogi pośredniej. Idąc tym tokiem rozumowania, to ojciec
może poślubić córkę - wprowadzajac np w bład kapłana - ale póki ONI
sami nie wystąpią o uniewaznienie swojego małozeństwa, to jest ono
ważne.
Możecie mi to jakoś łopatologicznie wytłumaczyć?