mader1
16.06.08, 09:25
Niedawno Rycerzowa napisała, że na tym forum jest jak " u cioci na
imieninach"

skojarzyło mi się to z fragmentem czytanej przeze
mnie dziś książki. Poczułam się, jakbym zajrzała wypić z Gospodarzmi
kawę. ( nie przejmujemy się zatem gorącą dyskusją, robimy sobie
przerwę na kawę)
" Przychodziliśmy ze Zbyszkiem na Dobrą i nigdy nie mogliśmy stamtąd
wyjsć. Pani Maryś podawała kawę w maleńkich, ślicznych kobaltowych
filiżankach, tematy wynikały jeden z drugiego i nie sposób było
przerwać dyskusji. Profesor był dla nas chodzącą historią II Soboru
Watykańskiego. Z wypiekami na policzkach przeglądaliśmy dokumenty i
zdjecia z tam tego czasu i z lat o wiele wcześniejszych - całe
archiwum Profesora, bezcenne i niezwykle starannie uporządkowane. On
także z dużym przejęciem opowiadał nam o wąznych, podstawowych
zdarzenaich swego życia. rozmawialiśmy o wsystkim : o Soborze, o
Kościele, o ekumenizmie, o filozofii i o małżeństwie.
Wtedy - mam wrażenie- poznaliśmy Go, ich oboje, naprawdę blisko.
Stanowili zadziwiająco dobraną parę, choć patrząc z zewnątrz można
by powiedzieć, że różnili się prawie we wszustkim. Była w tym
związku jakaś tajemnica. Gdy widziało się ich razem, łatwiej można
było zrozumieć, czym jest małzeństwo w jego istotowym sensie, jak
dziwnie ludzie się lączą czy też są lączeni, żeby- dzięki Łasce, na
którą się otwierają - stawać się jednością. Pani Maryś, z
hrabiowskiej rodziny Stdnickich, wytworna arystokratka, z pozoru nie
nadawała się na żonę wytrawnego myśliciela żyjącego w świecie
filozoficzno-historycznych fascynacji. Nie była intelektualistką,
ale była czlowiekiem głębokiej wiary. Szukała swojego powołania,
odnalazła je w małzeństwie i pozostała mu wierna do końca.
Pani Maryś zapwne nie w pełni rozumiała świat i idee, którymi żył
jej mąż - nie była przeciez z wykształcenia filozofem ani teologiem.
Intuicyjnie pojmowała je jednak głęboko. była nie tylko wierną
słuchaczką, ale w jakimś sensie równiez uczennicą swego męża..."
( Zapatrzenie. Rozmowy ze Stefanem Swieżawskim)
A u moje cioci na imieninach to tylko kłótnie polityczne były. Jak
dochodziło do kawy, nikt nawet zdjeć z ostaniej wycieczki nie chciał
ogladać. Teściowa cioci po kłótni z synem ( zapisała się do PZPR i
była czynną działaczką), ubierała się do wyjścia... eee...