Nie jest pewna...

19.06.08, 12:45
Moja serdeczna koleżanka zapytała mnie o coś...
Jej córka, 18- latka, przyszła do niej z problemem. " Chodzi " z
chłopcem. Słowo " chodzi" najprawdopodobniej, a raczej prawie na
pewno nie obejmuje tu współżycia - dla uspokojenia Nati, że i u 18-
latków nie jest to współcześnie automatyczne. Lubi go, mają dużo
wspólnych tematów, zainteresowań, on jest przystojny, a jednak "
prawie na pewno" uważa, że i tak nie chciałaby z nim być na zawsze.
To nie ten - tak jej się teraz wydaje. Ale przyjemnie się z nim
umawiać, gadać, być.... Zapytała mamę, czy to uczciwe - " chodzić" z
nim w takiej sytuacji, gdy to nie ten.
Mama... mama to i tak uważa, że jak jej 18-latka ma chłopaka, to do
ślubu jest jeszcze daleko.... ale... pytanie padło...
I przyznała, że z jednej strony tego ich " chodzenia" wcale nie
traktowała przesadnie poważnie, ale z drugiej... no jak to kiedyś
pisaliśmy, jeżeli się bierze tę druga osobę " na wyłącznośc" nawet
względną, to coś powinno oznaczać...
    • mader1 aaa... 19.06.08, 12:46
      koleżanki powiedziały tej dziewczynie, że jest cyniczna.
    • nati1011 Re: Nie jest pewna... 19.06.08, 14:23
      Pocieszyłaś mnie Mader. Serio. Mam ostatnio doła wychowawczego wink)

      Wydaje mi się, że jezeli chłopak o tym wie, to nie jest to niefair.
      Ale jezeli nie wie, to należałoby porozmawiać.

      Czy to musi być od razu chodzenie? Nie mozna mieć kumpla,
      przyjaciela?

      Gdyby ze sobą współżyli, byłoby to nie w porządku. Ale tak? Sama nie
      wiem. Chyba w w ieku 18 lat jeszcze niekoniecznie trzeba kochać na
      zabój?
      • madziaq Re: Nie jest pewna... 19.06.08, 14:28
        Własnie to samo chciałam napisać. Że jeżeli ten chłopak jest zakochany na zabój
        i widzi ich już oczyma wyobraźni przed ołtarzem, to nie jest w porządku i
        należałoby go wyprowadzić z błędu. Powinien wiedzieć, że dziewczyna traktuje go
        jak bliskiego przyjaciela. Jeżeli się na to zgodzi, to wszystko w porządku.
        Jeśli nie, to chyba powinni się rozstać
    • maadzik3 Re: Nie jest pewna... 19.06.08, 15:51
      Chyba tu jestem pragmatyczką. Mało który związek 18-latków jest "na zawsze" cho
      znałam i takie. Skoro im dobrze nic złego się nie dzieje. A że dziewczyna ma
      wątpliwości? Moim zdaniem samo się w pewnym momencie przechyli. Albo zacznie się
      rozpada, albo atrakcyjnoś będzie się zwiększa i w pewnym momencie może
      dziewczyna zacznie myśle "a może to na stałe?". To chyba mniej prawdopodobne,
      ale przecież nie wykluczone. To że w wieku 18 lat nie myśli się kategoriami "do
      grobowej deski" jest chyba w pełni naturalne, to że zaczyna się szuka więzi z
      chłopakiem/ dziwczyną tez. Natomiast na pewno problem jest ciekawy, pytanie
      dojrzałe i myślę że oprócz pogratulowania dojrzałej córki można doradzi (jak
      dziecię zechce) rozmowy "dlaczego", "a co powinien mie", "a czego brakuje/ jest
      w nadmiarze?". MOże nie dadzą natychmiastowej odpowiedzi, ale mogą by kanwą
      wielu ciekawych i ważnych przemyśleń.
      • maadzik3 Re: Nie jest pewna... 19.06.08, 15:53
        Oj, od jakiegoś czasu mam problem z jedną literą - "c" z kreskąsmile)) No i właśnie
        widac że nie wchodzi
    • marzek2 Re: Nie jest pewna... 19.06.08, 19:02
      Mnie wydaje się podobnie jak poprzedniczkom, że jeśli chłopak traktuje ten
      związek inaczej (znaczy bardzo poważnie) to jest to faktycznie trochę nie w
      porządku wobec niego. Bo mogłoby to wyglądać, że kosztem jego uczuć i
      zaangażowania dziewczyna - zbiera doświadczenie??? Nie wiem, czy ta druga strona
      chciałaby być "królikiem doświadczalnym" bez możliwości wyrażenia swojego zdania
      na ten temat. I nie mam tutaj na myśli doświadczeń fizycznych bynajmniej tylko
      doświadczenie w relacji z płcią przeciwną po prostu.
      Może to dobra okazja do porozmawiania z dziewczyną, dlaczego uważa, że to nie
      ten. I jak wyobraża sobie "TEGO".
      • mader1 Wszystkim... 19.06.08, 20:00
        to ja odpowiem wszystkim na raz...
        One ze sobą rozmawiają smile ale ja chciałam jeszcze usłyszeć, co Wy
        myslicie. Bo prawdę pisząc najpierw powiedziałam tak, jak Wy. Stara
        już jestem i jakoś nie mogłam się wczuć w problem rozważania o
        ślubie.Ale ta mama jeszcze coś dodała komplikując pytanie.
        Uświadomiłam sobie, że choć zanim poznałam męża, spotykałam się z
        chłopcami, nigdy wcześniej nie zadałam sobie tego pytania " czy to
        on", bo w wieku tych 18 lat wydawało mi się, że nie powinnam
        zastanawiać się w ogóle nad małżeństwem. Po prostu wydawało mi się,
        że jeżeli nie chodzę jeszcze na studia, nie MOGĘ o tym myślec... A
        potem pojawił się TEN i po prostu ze stanu, gdy wydawało mi się, że
        ogólnie do małżeństwa jestem za mloda , przeszłam gwałtownie w stan,
        że ten facet to mógłby być na cale życie smile))))

        Teraz..... w gruncie rzeczy w moich czasach, z moich doświadczeń
        wynikało, że spotykasz się z kims, potem coraz częściej i albo widać
        od razu, że to tylko przyjaźń i całe otoczenie to tak odbiera albo
        przynajmniej jedno się angażuje bardziej. ( zresztą zawsze wydawało
        mi się, że chłopcy 18-letni to o małżeństwie nie mogą myśleć smile)))
        I teraz... rozmowa " wiesz, bardzo cię lubię, naprawdę bardzo,
        ale....nie kocham się, nie jestem w tobie zakochana ( lub dowolnie
        inne słowa, które znaczą to samo)" oznaczało zerwanie sad niestety sad
        Czasem jedna strona była aż tak bardzo zaangażowana, że i tak nie
        chciała " zerwać" - ale raczej po to, by przekonać tę druga " do
        miłości"......
        Dwa - ta dziewczyna - nie wiem, skąd wzięły jej się takie refleksje -
        powiedziała " i tak przecież kiedyś będziemy musieli ze sobą zerwać"
        Boi się, że kogoś porani bardziej ? Boi się, że choć myśli, że to
        nie ten, przyjaźniąc się z nim, będzie jej coraz trudniej się z nim
        rozstać ?
        • maadzik3 Re: Wszystkim... 19.06.08, 21:24
          Pamiętam na studiach taką znajomość. Bardzo kogoś lubiłam. On mnie kochał. Nigdy
          nie ukrywałam, że ja go tylko lubię, a on nie ukrywał że to coś więcej. Ponieważ
          go lubiłam i szanowałam nie grałam nigdy, nie zwodziłam, ale bardzo chciałam się
          z nim przyjaźnić - jako przyjaciel był super. Jeździliśmy na wycieczki,
          chodziliśmy do kina, a ja cały czas mówiłam, że to tylko przyjaźń. A potem
          poznałam przyszłego męża. Powiedziałam temu chłopakowi że się zakochałam. Od
          razu. Skończyła się przyjaźń. A ja do dziś pamiętam jego ból. I jest mi przykro
          choć naprawdę nigdy go nie zwodziłam. Może to, że byliśmy starsi (końcówka
          studiów) komplikowało sprawę. Ale sytuacja gdy kocha tylko jedno, za to bardzo
          nigdy nie jest prosta.
          • mader1 Re: Wszystkim... 19.06.08, 21:26
            No właśnie. Te dzieciaki nie mają łatwo...
    • minerwamcg Re: Nie jest pewna... 19.06.08, 20:02
      Z jednej strony - bardzo rzadko kiedy się ma osiemnaście lat, wie
      się, że "to ten". Aczkolwiek często się tak myśli... oczywiście na
      ogół się myląc. Na ogół, bo parę, która jest razem od liceum też
      znam. Dobre małżeństwo.
      Z drugiej strony - równie nieczęsto mając osiemnaście lat i będąc z
      chłopakiem myśli się już na starcie "to nie ten". Na ogół dziewczyna
      wyobraża sobie wszystko łącznie z kokardkami na ślubnym
      samochodzie smile
      A tu już od początku dziewczyna wie, że "nie teges"... Zgadzam się z
      Wami w całej rozciągłości, że jeżeli on jest zakochany po uszy, i to
      on widzi w wyobraźni te kokardki, należy coś z tym zrobić, bo
      inaczej będzie się bardzo nie fair. Możliwości są dwie, zerwać -
      albo poczekać, aż mu przejdzie. W tym drugim przypadku istnieje
      jednak ryzyko, że nie, i wtedy jeszcze gorzej...
      Jeżeli jest zakochany, a ona nie, nie ma sensu ofiarować mu
      przyjaźni. Nie na przyjaźń ten młody człowiek ma zapotrzebowanie, a
      przyjaźń to nie jałmużna ani surogat miłości, żeby można było
      ofiarować zamiast. To wielka rzecz i ważna.
      Natomiast jeśli cała rzecz jest jeszcze w fazie "próbnych wybuchów",
      można starać się, żeby przekształcić ją w przyjaźń. Utrzymać na
      stopie kumpelskiej, zajmować się bardziej wspólnymi
      zainteresowaniami, niż osobą chłopaka, razem owszem, kraść konie -
      ale nie jeździć na jednym we dwójkę smile))
    • nati1011 z drugiej strony... 19.06.08, 20:20
      czasami z tekiego związku, na podbudowie przyjaźni jednak coś
      kiełkuje.... Trudno coś doradzić.

      No i nie zawsze w wieku 18 lat jest sie dzieciakiem. Czasem i
      chłopcy sa już mocno dorośli, zwłascza jak nei mieli zbyt łatwego
      życia. Ja bym popatrzyłą tak z boku na chłopaka.
Pełna wersja