dziecko z patologicznej rodziny

02.08.08, 23:18
Witam,
Wróciłam właśnie z Mazur. Spędziliśmy tydzień w gospodarstwie sąsiadującym z
kolonią (ok. 16 rodzin) 2,5 km od najbliższego pekaesu. Pewnego razu, kiedy
szliśmy na spacer zechciała się do nas przyłączyć dziewczynka 10-letnia. Potem
zaczęła opowiadać zaskakujące rzeczy o sobie. Najpierw, że wszystkie tutejsze
dzieci ją biją, potem, że do najbliższej wsi się nie może z nami wybrać, bo
jedna pani ją zbiła pomawiając ją o kradzież butów jej córki, a potem zaczęła
zachowywać się jeszcze dziwniej, bo zaczęła mówić, że ją piersi bolą bo jej
rosną (jako żywo nie pamiętam, żebym w jej wieku miała podobne problemy) i z
upodobaniem zgłębiała temat stanika, jaki jej mama kupiła i staników w ogóle.
Inną panią, która także spędzała urlop w tym gospodarstwie pytała o rozmiar
butów i stanika. Dziewczynka bardzo lgnęła do nas (do tej innej pani też).
Chciała spędzić z nami więcej czasu, kolejny dzień i marzyłaby o życiu w dużym
mieście (to ostatnie akurat to wiele dzieci ze wsi by chciało).

Pytałyśmy gospodynię, to powiedziała, że w jej matka ma czworo dzieci, każde z
innym ojcem i ta informacja trochę wyjaśniła z tego, co ona o sobie
opowiadała. Te uporczywe drążenie tematu biustu to może przejaw molestowania
seksualnego? Pozostaje to pytanie o rozmiar buta - czemu ona się tak dziwnie
zachowuje, poza tym całkiem wygadana.
Żal dziecka, które samo nie jest winne swojemu losowi i pytanie, co dla niej
można by zrobić. Napisać do księdza proboszcza (którego nie znam w ogóle) to
jeszcze się jej może oberwać, że obcych ludzi zaczepia. Do tamtejszej opieki
społecznej - też można bardziej zaszkodzić niż pomóc nie znając osoby, do
której się człowiek zwraca i jakie tego mogą być skutki. Czy ktoś ma jakiś
lepszy pomysł?
Pozdrawiam,
    • verdana Re: dziecko z patologicznej rodziny 02.08.08, 23:53
      Nie, dla mnie akurat drążenie na temat biustu to jest faszcynacja
      dojrzewaniem i brak kogokolwiek z bliskich, z ktorym by mozna o tym
      porozmawiać.
      Córka rozmawiała na ten temat ze mna - ze ja piersi bolą - to
      normalny, bardzo częsty objaw, ze chce stanik i jaki. I jaka bedzie
      miała wielkość biustu. I czy nie za duzy. Dla mnie to całkowicie
      normalne, problem tylko w tym, ze dziewczynka zwierza sie obcym, bo
      w domu nie ma komu. Nie widze to zadnych podstaw do podejrzewania
      molestowania.
      • minerwamcg Re: dziecko z patologicznej rodziny 03.08.08, 00:47
        Mnie też się tak wydaje. Temat zaczął mnie obchodzić właśnie mniej
        więcej około dziesiątego roku życia, i był to zarówno dla mnie jak i
        dla moich koleżanek problem istotny, jako że rosnący biust bywa
        przyczyną rozmaitych dolegliwości i zapowiada dalsze "atrakcje"
        wieku dojrzewania. Oraz, oczywiście, pierwszy stanik, który wciąż
        jeszcze ma w sobie coś z pasowania na kobietę. Tamtemu dziecku nie
        miał kto powiedzieć, że o pewnych rzeczach nie rozmawia się z
        obcymi, to wszystko.
        • jogo2 Re: dziecko z patologicznej rodziny 03.08.08, 01:29
          No dobrze, a informacje, że ona pochodzi z takiego domu, w którym mieszka z
          mamą, bez ojca, to znaczy ojcowie gdzieś byli/są, każde z czworga rodzeństwa ma
          innego i nie udzielają się specjalnie, a to co ta dziewczynka opowiada, że ją
          wszystkie dzieci z tej miejscowości biją i ta cała reszta? Nie o sam stanik mi
          chodziło. Oczywiście, wiem, że bardzo trudno jest pomóc komuś, kogo się ledwo
          że poznało oraz że ludzi w rozpaczliwej sytuacji jest cała masa.
          Notabene, stanik jej jeszcze zupełnie nie był potrzebny.
          • mader1 Re: dziecko z patologicznej rodziny 03.08.08, 10:42
            nie da rady spotkać się z nią jeszcze ? bo na podstawie jednej
            rozmowy trudno coś wywnioskować ? i jak rozmawiałaś z gospodynią, to
            potwierdzała, że dziecko jest nielubiane, bite ?
            Wiesz, chyba bardziej chodzi o to bicie, choć może to nie być
            prawdą, może być chęcią zwrócenia na siebie uwagi...
            Chyba napisałabym bardziej do szkoły niż do proboszcza. Wcale nie
            dlatego, że weń mocno wątpię, bardziej z tego powodu, że szkoła
            powinna mieć " na stanie" psychologa i pedagoga... oraz, że
            dziewczynka musi tam chodzić ( a do kościoła pewnie nie zawsze) i
            tam zapewne jest najcześciej bita... List o tym, że rozmawiałaś z
            małą długo i opowiadała Ci o tym, że biją ją dzieci, że prosisz, by
            porozmawiała z nią psycholog czy pedagog szkolna i prosisz o
            informację zwrotną ...Możesz też napisać, że prawdopodobnie nie ma z
            kim porozmawiać o zmaianach w niej zachodzących i prosisz, by była
            to bardziej kompetentna osoba niż przygodni turyści
    • otryt Dziecko łaknące lepszego świata 04.08.08, 10:24
      Witam po urlopie. Zgadzam się z Verdaną, że dziecko zwierza się
      obcym ludziom, bo w najblizszym środowisku po prostu nie ma komu.
      Potrzeba zwierzania się jest tak silna, że nieważne stają się normy,
      że z obcymi się o tym nie rozmawia. Ja byłem dzieckiem bardzo
      skrytym, w najbliższym środowisku nie byłem rozumiany. Tak
      przynajmniej odczuwałem. Byłem bardzo nieufnym. Tak było również w
      wieku młodzieżowym. Zdarzało się jednak czasami, że spotykałem
      obcych ludzi, którzy w jakiś życzliwy sposób mną się
      zainteresowywali. Okazywali mi ciepło i serce. Wtedy od słowa do
      słowa potrafiłem się otworzyć. Najłatwiej o to było w podróży, w
      pociągu. Jest wtedy pewność, że drugi raz się nie spotkamy już nigdy
      i nie dotrze to, o czym opowiadałem, do tych, z którymi zyję na
      codzień.
      Są dzieci, które bardzo tęsknią za innym, lepszym światem. Myślę, że
      taka właśnie była ta dziewczynka i wiele zrobią, aby tam się dostać.
      Gdy spotykają ludzi z takiego świata lgną do nich. Gdy spotykają
      rodziny z dziećmi, które emanują ciepłem, starają się z nimi
      przebywać, ogrzać się w cudzym cieple, aby choć na jakiś czas
      starczyło. . Bywa czasem, że zatracą miarę, są gadatliwe i
      uciążliwe, gdy nagle się do kogoś zbliżą. Zbyt łatwo (niż przewiduje
      norma) szukają dotyku. Z tamtego okresu do dziś żywo pamiętam kilka
      spotkań, które pokazały mi inny świat, inne perspektywy, które mnie
      dowartościowały, pozwoliły ogrzać się nieco.

      Myślę, że jest bita dlatego (jeśli to nie fantazja - tego nie
      wiemy), że jest w jakiś sposób inna niż reszta dzieci, które
      odtwarzają świat ludzi dorosłych. Większość dostosowuje się bez
      większego trudu do srodowiska, w którym żyją. Nie pragną zmian ani
      wyrwania się. W patologicznym swiecie wsi popegeerowskiej, świecie w
      którym ci, co sobie gorzej radzą piją pod sklepem Arizonę, a ci
      zaradniejsi wynajmują pokoje letnikom. Jednak każdy jest w jakiś
      sposób zintegrowany z tą społecznością. Bo trzeba jakoś żyć. Nawet
      nauczyciel i ksiądz. Myślę, że gdyby przyszedł list od Ciebie do
      szkoły dziewczynki, to otworzyłaby go jakaś sekretarka, która jest
      siostrą czy szwagierką kogos tam i wnet cała wieś wiedziałaby, że ta
      mała dziwaczka obcym letnikom banialuki opowiada. Zaczęto by dziecku
      jeszcze bardziej dokuczać. Taki list mógłby bardziej zaszkodzić niż
      pomóc. Lepiej już w rozmowie w cztery oczy z nauczycielem, czy
      pedagogiem upewnić się, że rozumie problem, jest dyskretny i zechce
      pomóc. Najpierw jednak trzeba do niego jakoś dotrzeć i poznać
      człowieka. Moim zdaniem sprawa jest ze wszech miar delikatna. Letnik
      odjedzie w przekonaniu, że zrobił coś dobrego. Tymczasem może być
      odwrotnie.

      I jeszcze jedna uwaga. Nawet gospodyni nie użyła
      zwrotu "patologiczna rodzina". Takie sformułowanie stygmatyzuje
      dziecko. A pragnie ono lepszego świata. Z takimi stygmatami będzie
      jej trudniej. Łatwo jest oswoić różę, trudniej być za nią
      odpowiedzialnym. Pozdrawiam.smile
      • mader1 Re: Dziecko łaknące lepszego świata 04.08.08, 12:26
        Przekonuje mnie to, co piszesz... W końcu człowiek musi mieć
        miejsce, w ktorym może "coś więcej" powiedzieć...
        Może być tylko jeden problem - jeżeli rówieśnicy naprawdę się nad
        nią znęcają. Ludzie na miejscu, łącznie z rodziną, mogli się juz do
        tego przyzwyczaić..." A zawsze ją biją, to taka ofiara, daje się
        bić" ( taka mała tajemnica małej społeczności, w której wygodniej
        nic ie ruszyć i czekać jak to się rozwinie. Dopiero jak ktoś obcy
        zwraca uwagę, robi się głupio).Ktoś z zewnatrz może być tu
        wybawieniem...
        Tylko... no tak... zawsze lepiej załatwiać to osobiście.
        • otryt Re: Dziecko łaknące lepszego świata 04.08.08, 13:52
          mader1 napisała:

          >cryingtaka mała tajemnica małej społeczności, w której wygodniej
          >nic nie ruszyć i czekać jak to się rozwinie. Dopiero jak ktoś obcy
          >zwraca uwagę, robi się głupio).Ktoś z zewnątrz może być tu
          >wybawieniem...

          Pod warunkiem, że skutecznie wyrwie ze środowiska, które krzywdzi
          dziecko. Jeśli próba będzie nieskuteczna, będzie tylko gorzej, bo
          będą się mścić, że się poskarżyło. Nie wierzę w pomoc
          instytucjonalną. Wierzę w konkretnych ludzi.
          W Gdańsku, gdzie zaszczuta i upokorzona 14-letnia Ania popełniła
          samobójstwo wszyscy doskonale wiedzieli, co dzieje się w tej klasie.
          Wiedzieli nauczyciele, dyrekcja szkoły, rodzice. Woleli udawać, że
          wszystko jest w porządku, nie widzieć tego wszystkiego. To nie było
          jednorazowa sprawa, dziewczynkę nękano od dawna. Czytałem o drugim
          podobnym przypadku. Podobny wiek. Bardzo zdolna dziewczynka nękana
          przez swoich kolegów, systematycznie zaszczuwana, tylko dlatego, ze
          była inna, zdolna, chciała się uczyć. Nie mogli jej wybaczyć, że
          wygrała olimpiadę informatyczną na szczeblu wojewódzkim. Gnębili
          jeszcze bardziej. Szkoła miast zająć się agresorami ... wysłała
          dziewczynkę na badania do szpitala psychiatrycznego, rodzice
          bezradni w tym wszystkim, mała miejscowość, nawet szkołę ciężko
          zmienić. Nic oczywiście nie wykryli, ale pojawił się nowy powód do
          dokuczania. To przelało czarę upokorzenia i zgnębienia. Młode serce
          nie wytrzymało tego. Zrobiła to samo, co Ania zrobiła rok wcześniej.
          Tak działają instytucje.

          Dobre słowo powiedziane takiemu dziecku przez osobę obcą może
          znaczyć bardzo wiele, zauważenie jego zalet, gdy wszędzie wciąż
          słyszy, że jest złe i do niczego jest na wagę złota. Takie jedno
          spotkanie lub słowa kogoś obcego mogą dawać siły na radzenie sobie z
          trudnymi sytuacjami przez cały rok, dawać wiarę i nadzieję, ze
          kiedyś będzie inaczej i lepiej. Tych słów będzie się kurczowo
          trzymać, jak tonący brzytwy, aby nie utonąć, nie dać się wgnieść w
          błoto przez mierną społeczność. Aby mieć siłę, by dostać się do
          lepszego świata. W takich rodzinach też mogą się urodzić bardzo
          zdolne dzieci, jednak mało kto w to wierzy. Myślę, że takie
          zachowanie dziecka może być przejawem instynktu samozachowawczego.

          Gdy miałem naście lat zaczęły rosnąć mi piersi. Sutki powiększyły
          się i nabrzmiały, mocno bolały. Wstydziłem się o tym komukolwiek
          powiedzieć. Do tego dochodziła obawa, że to przecież straszna rzecz,
          że chłopcu rosną piersi. Wertowałem encyklopedię zdrowia, jaką
          mieliśmy w domu. Nic tam nie było na ten temat. Do głowy mi nie
          przyszło, żeby z tym iść do lekarza. Nie chciałem nikomu mówić, bo
          miast pomocy spodziewałem się złośliwych uwag, że jestem babą. Na
          szczęście jakiś czas później były badania okresowe w szkole. Lekarz
          wyjaśnił, że to normalne u niektórych chłopców i z czasem samo
          przejdzie, gdy burza hormonalna okresu dojrzewania ucichnie. Dał
          jakąś maść na zmniejszenie obrzęków i bólu. Tak więc bolesność
          piersi może w tym okresie występować u obu płci.




          • jogo2 Re: Dziecko łaknące lepszego świata 04.08.08, 15:10
            Dzięki za odpowiedzi. W sumie wszystko racja i niestety na dzień dzisiejszy
            wszystko co mogę zrobić, to się za poprawę losu Oli pomodlić o co i wszystkich
            proszę. Byłam tam przelotnie, wrócić szansy nie mam (kosztowny pobyt i daleko).
            Z gospodarzami nie jestem specjalnie zaprzyjaźniona, a Ola mówiła mi, że właśnie
            jej mama planuje ją przenieść do innej szkoły, więc działanie poprzez szkołę
            raczej też upada i zgadzam się, że przekazanie tak delikatnej sprawy ludziom,
            których się kompletnie nie zna, może przynieść więcej szkody niż pożytku.
            W sumie jedyne wyjście to zaprosić Olę do siebie (jeżeli by chciała i jej mama
            też) i zająć się jak własnym dzieckiem na co kompletnie mnie nie stać.
            Pozdrawiam,
            • mader1 Re: Dziecko łaknące lepszego świata 04.08.08, 17:19
              z jednej strony te wszystkie wypowiedzi są rozsądne. Z drugiej ...
              trudna jest dla mnie do przyjęcia sytuacja, w której rozmawiam z
              dzieckiem dość długo, ono zwierza mi się, że jest bite i jeżeli
              brzmi to dla mnie bardzo prawdopodobnie ( nie wiem, czy tak było),
              najrozsądniej jest nie zrobić z tym NIC.
              • jogo2 Re: Dziecko łaknące lepszego świata 04.08.08, 21:19
                Mader,
                A masz lepszy pomysł? Dziecko ma też w końcu matkę. Zresztą niepotrzebnie
                założyłam ten wątek.
                • mader1 Re: Dziecko łaknące lepszego świata 04.08.08, 22:11
                  "Zresztą niepotrzebnie
                  > założyłam ten wątek."

                  No rzeczywiście, nikt nie podał prostego i oczywistego
                  rozwiązania... No ale przynajmniej dowiedziałaś się, że nie tylko Ty
                  nie potafisz takiego znaleźć...

                  A Ty wypoczęłaś ? Podobało Ci się tam ?
                • otryt Re: Dziecko łaknące lepszego świata 05.08.08, 10:16
                  jogo2 napisała:

                  >Zresztą niepotrzebnie założyłam ten wątek.

                  Myślę, że jednak potrzebnie. Tak trudno przyznać się wielu z nas do
                  własnej bezradności. Czasem może łatwiej jest nie mówić o tym, nie
                  myśleć, wypchnąć ze świadomości.

                  My kilka razy braliśmy na wycieczki różne dzieci z naszego
                  sąsiedztwa. To byli koledzy i koleżanki naszych dzieci. Na co dzień
                  godzinami wycierały uliczny kurz, miały trudną sytuację w domu.
                  Ojciec w więzieniu, matka w szpitalu psychiatrycznym, inna samotna
                  matka imigrantka z Ukrainy szukająca faceta do fikcyjnego
                  małżeństwa, aby zostać obywatelką Zachodu, jeszcze inna matka
                  prostytutka. Najłatwiej trzymać własne dzieci z daleka od takich
                  światów, aby czegoś nie przejęły. Nie chcę używać
                  słowa "patologiczna", bo to pojęcie jest mało precyzyjne i używając
                  jego stawiamy się wyżej niż "patologia", której pomagamy. Czy
                  profesor, który pije lepsze trunki nałogowo a żonę w perfidny sposób
                  niszczy psychicznie jest lepszy od niewykształconego, który pije
                  denaturat a żonę bije kablem od żelazka? Jeden jest patologią a
                  drugi nie jest? Często przyjmujemy postawę protekcjonalną, patrzymy
                  z góry. My dajemy, oni biorą. A to nie jest tak. Obie strony
                  korzystają, gdy kontakt jest dobry i właściwy. Braliśmy te dzieci za
                  miasto, autobusem lub rowerami, pokazywaliśmy ciekawe rzeczy. Mając
                  trójkę własnych wziąć jedno lub dwoje więcej nie stanowiło problemu.
                  Było nawet łatwiej, bo dzieci bardziej zajmowały się sobą. Przy
                  takim kontakcie my wchodzimy trochę w ich świat, oni w nasz. Były
                  dobre i złe doświadczenia. Dobre, gdy chłopiec z pewnym błyskiem w
                  oku podziwiał, to co mu pokazywaliśmy a potem zaszczepiał to na
                  grunt swojej rodziny, ciągając potem swoich rodziców w te same
                  miejsca. Złe, gdy dziewczynka zaobserwowała naszą odmienność od
                  przeciętnej i wykorzystała to do dokuczania naszej córce - swojej
                  koleżance, która nie za bardzo potrafiła się bronić. Ta znajomość
                  niestety się skończyła. Były dzieci, które wprost mówiły, że u nas
                  tak ciepło i chciałyby, aby ich rodzice tak samo się do siebie
                  odnosili. To wszystko może nie do końca jest, jak widać z zewnątrz.
                  Bywają gorsze dni. Bywa, że dzieci zazdroszczą innym dzieciom, nie
                  tyle dóbr materialnych (to dosyć częste), albo lekceważą, gdy tych
                  dóbr nie posiadają (to też częste), ale potrafią zazdrościć pełnej
                  rodziny lub ciepłego domu. Przyznam, że boję się ludzi, którzy mi
                  czegoś zazdroszczą. Bolesna jest historia doktor Oli z Elbląga,
                  która została zamordowana razem ze swoją córką przez chłopaka,
                  któremu pomagała. Ciekawe czy zostanie kandydatką na ołtarze?

                  Gdy byłem małym, może 5-letnim dzieckiem, spędzałem wakacje u babci.
                  Na kilka dni przyjechali wtedy również do babci letnicy, dalsza
                  rodzina z Katowic. To było bezdzietne małżeństwo. Oboje byli ludźmi
                  wykształconymi. Przynajmniej na tle rodziny, którą znałem i
                  środowiska, w którym się obracałem. Tamto spotkanie pozostało mi do
                  dziś w pamięci, że dorosły człowiek rozmawiał długo z dzieckiem. I
                  na dodatek człowiek wykształcony, z innego, lepszego świata. Nie
                  pamiętam, aby ktoś ze mną zwyczajnie rozmawiał, interesował się tym,
                  co myślę. On był inżynierem, ona też. Ale to on rozmawiał ze mną.
                  Wtedy postanowiłem po raz pierwszy że zostanę inżynierem. Pamiętam,
                  że moje "rozmowy" z dorosłymi zawsze sprowadzały się do odpowiadania
                  na pytania lub wysłuchiwania poleceń lub nauk. Dziecko nie pytane
                  nie powinno się odzywać - w takim przekonaniu wzrastałem. Tamto
                  spotkanie zrobiło jakiś wyłom w mojej świadomości. Tylko jeden raz w
                  życiu spotkałem się z tym człowiekiem. 20 lat później był pogrzeb
                  babci. Wtedy po raz drugi spotkałem jego żonę, on już nie żył. I
                  znowu zaiskrzyło, wspaniały kontakt już nie tylko mój, ale i mojej
                  żony z tą kobietą. Mieliśmy pojechać do Katowic, ale nigdy się nie
                  udało. Piszę to wszystko, jak widziałem to z perspektywy dziecka, 90
                  centymetrów nad ziemią. Człowiek, który ma 190 jest wielki i
                  wszechpotężny. Nawet rozmowa może być bardzo ważna. Pozdrawiam
                  serdeczniesmile


                  • jogo2 Re: komu można pomóc 05.08.08, 17:33
                    Witam ponownie,
                    Otryt poruszyłeś interesującą mnie kwestię. Człowiek wyjeżdża z W-wy (której
                    nienawidzę za brud, motoryzację, brak listka i kwiatka itp.). Jak nie skieruje
                    się na Rodos albo Santorini tylko na Mazury, napotyka nędzę. Zdejmuje go litość
                    i czasem coś daje i nie wiadomo, czy danie nie rozbudza oczekiwań stanowiących
                    zobowiązanie, którego nie jest w stanie przyjąć na siebie. To takie uogólnienie,
                    bo na szczegóły nie mam czasu (powinnam pracować). Czy wolelibyście zostać
                    zaproszeni do 3 gwiazdkowego hotelu na wieczór, kolację a rano z powrotem do hm
                    - rozumiem, że swojego mało komfortowego życia, z perspektywą, że następnego
                    razu może nie być, czy też nie zostać tam zaproszeni wcale.

                    Zdaje się, że jest to problem typowy dla dzieci z domów dziecka i zdaje się, że
                    zasada jest taka: nie zapraszaj, jak nie możesz kontynuować.

                    Nie piszę Otrycie o Twoich przypadkach, tylko o jednym moim: wzięliśmy chłopca
                    na wycieczkę w zasadzie bez szans na utrzymywanie znajomości, a chłopiec musiał
                    mieć w domu bardzo, bardzo źle sądząc po zachowaniu.
                    • k_j_z Re: komu można pomóc 05.08.08, 18:02
                      wolałabym zostać zaproszona.
                      I te dzieci na pewno też.
                      Takie wspomnienia pozwalają później marzyć, tęsknić i działać
                      • mader1 Re: komu można pomóc 05.08.08, 18:17
                        ja też wolałabym zostać zaproszona.
                        I zdarzyło się, że byłam zaproszona. I dobrze to wspominam.Każdą
                        rzecz, ktorą w ten sposób dostałam, wspominam bardzo dobrze.Same
                        serdeczne listy... Mało. Okazało się, że takie zaproszenia, pomoc,
                        choć w skromnym wymiarze,ze strony moich rodziców, ich serdeczność,
                        o ile ją okazali, też była dla kogoś dobra. Przypadkowo dostałam
                        informację zwrotną po wielu latach - że pobyt u nas w domu był
                        pociechą dla jednej dziewczynki, gdy miała trudności już jako
                        dorosła kobieta.
                        Moja przyjaciółka, nie z patologicznego, ale w pewnym momencie
                        biednego domu, pamięta do dziś jedną przyjaciólkę mamy, ktora kilka
                        razy przyszła z prezentem wymarzonym przez nią. Tak niedużo, a
                        taka " dobra pamięć" smile
                        • mader1 ale... 05.08.08, 19:33
                          masz tu Jogo rację
                          "Zdaje się, że jest to problem typowy dla dzieci z domów dziecka i
                          zdaje się, że
                          zasada jest taka: nie zapraszaj, jak nie możesz kontynuować."

                          jest taka zasada w przypadku dzieci z domu dziecka. Sama o tym i
                          czytałam i rozmawiałam później. One po prostu robią sobie nadzieję
                          na to, że wycieczka, zaproszenie na wigilię nie będą jednorazowe,
                          znajdą prawdziwy dom.Rozczarowanie jest potem wielkie.

                          Czasem przyjmowanie jakichkolwiek darów nie odbywa się też bez
                          zgrzytów. Rzeczywiście, bywa, że zazdrosne dziecko, stara się wykpić
                          nasze. Choć z tym spotkałam się raz, ale za to dla Najstarszej było
                          to bolesne ogromnie.
                          Natomiast pobyt dziecka w jakimś innym domu bywa trudny dla samych
                          rodziców. Mamy bywają zazdrosne o relacje z innymi, obcymi. Do tego
                          stopnia, niestety, że gdy widać pod wpływem innej rodziny zmianę w
                          zachowaniu dziecka na lepsze, buntują się. Czują się upokorzone, że
                          w swoim domu nie dały sobie z tym rady - choć nie ze swojej winy
                          przecież. Niestety bywa, że są złe na dziecko... Jeżeli ono nie ma
                          dość sprytu, by milczeć i opowiada o tym, jak ciocia dobrze gotuje
                          czy jak czyta książki,jak jest miło, może spotkać się z tym, że mama
                          się obrazi albo będzie kpiła...
                          Pamiętam oburzenie jednej z mam na tego typu pochwały.
                          I inną, która bardzo usztywniła się, gdy pochwaliłam jej dziecko, że
                          tak ładnie się bawiło, opowiadało... Okazało się, że w domu niewiele
                          chce mówić i ona się na nie obraziła...
                          Dziecko jest wtedy zdezorientowanie, ono lubi ciocię, ale mamę
                          przecież naprawdę kocha, a widzi, że ona czuje się zagrożona,
                          zazdrosna, że nie jest z niego znowu zadowolona.
                          To prawda, że nie każdemu można pomóc sad
    • rycerzowa Re: dziecko z patologicznej rodziny 06.08.08, 13:52
      1. Jeśli dowiadujesz się,że dziecko jest krzywdzone - w tym przypadku bite - masz obowiązek zareagować, nawet jeśli podejrzewasz że dziecko konfabuluje.
      W tej sytuacji rzeczywiście wykonałabym kilka telefonów. Choćby i do proboszcza; mała do kościoła może nie chodzi, ale chodzi do szkoły, a ksiądz tam katechizuje. W szkole jest pedagog, a na pewno dyrektor.
      Nie odrzucajmy pomocy "instytucji" , nie jesteśmy jedynymi sprawiedliwymi w tej Gomorze.

      2. Istnieje niestety spore prawdopodobieństwo,że dziewczynka po prostu chciała, byście jej kupili te buty i biustonosz.
      W miejscowościach wczasowych na całym świecie turyści są zwyczajnie naciągani, szczególnie przez "biedne" dzieci, zazwyczaj na polecenie dorosłych.
      Obawiam się,że jakiś "turysta" jej ten biustonosz kupi, i będzie kazał przymierzyć...

      3.Pytasz:
      > Czy wolelibyście zostać
      > zaproszeni do 3 gwiazdkowego hotelu na wieczór, kolację a rano z powrotem do hm
      > - rozumiem, że swojego mało komfortowego życia, z perspektywą, że następnego
      > razu może nie być, czy też nie zostać tam zaproszeni wcale.
      >
      > Zdaje się, że jest to problem typowy dla dzieci z domów dziecka i zdaje się, że
      > zasada jest taka: nie zapraszaj, jak nie możesz kontynuować.

      A czy twoje codzienne życie polega na przesiadywaniu na kolacjach w 3 gwiazdkowym hotelu?
      Każdego możesz tam zabrać, jeśli cię stać.
      Ale zabranie dziecka z "patologicznego" środowiska do siebie na stałe nie polegałoby na tym, że spędzalibyście czas na bajobongo, jak to niektóre dzieci sobie wyobrażają.

      Rozumiesz, co mam na myśli?
      Nie czyń sobie wyrzutów, bo ta dziewczynka na 99,99% nie chciałaby być u ciebie. Uciekłaby szybko do swej mamy.
      Bo u was musiałaby się uczyć, odrabiać wzorowo lekcje, czytać książki, codziennie się myć, jeść zdrowe rzeczy, sprzątać po sobie, nie przeklinać, nie łazić za obcymi, ćwiczyć na fortepianie, a nawet, o zgrozo, chodzić do kościoła.
      Nie wytrzymałaby długo, piszę to z doświadczenia.

      4. Warto jednak pokazywać innym dzieciom dobre wzory, bo czasem ziarno pada na żyzny grunt, o czym pięknie napisał Otryt.
      • verdana Re: dziecko z patologicznej rodziny 06.08.08, 15:21
        Dziewczynka ucieklaby do mamy nie dlatego, ze musi odrabiać lekcje i
        być grzeczna - bo są dzieci, ktore mimo ze sa biedne, nie sa
        zdemoralizowane.
        Dziewczynka ucieklaby, bo kocha mamę.
        • rycerzowa Re: dziecko z patologicznej rodziny 06.08.08, 19:44
          verdana napisała:

          > Dziewczynka ucieklaby, bo kocha mamę.

          Dokładnie tak. Jaka by ta mama nie była, dziecko za nią tęskni.

          Ale bywa też, że dziecko (niezdemoralizowane)do mamy się nie rwie, "u ciotki"
          może być non stop, ale żeby było "jak u mamy", tzn. telewizja, frytki i
          nicnierobienie.
          Inaczej mówiąc, czasem chcemy pokazać dziecku "lepszy świat", ale ten świat jest
          dla niego beznadziejnie nudny, nieatrakcyjny.
          • verdana Re: dziecko z patologicznej rodziny 07.08.08, 23:41
            A czasami - co gorsza- zbyt atrakcyjny.
            Przed wojną byla akcja brania dzieci strajkujacych górnikow do
            obcych rodzin w innych miastach, zeby nie głodowaly. Zamożnej
            inteligencji dzieci "na przezywienie" nie dawano - obawiano sie, ze
            po powrocie do domu bedą nieszczęśliwe, i przestana doceniać to co
            rodzice sa w stanie zapewnić.
            • rycerzowa Re: dziecko z patologicznej rodziny 08.08.08, 00:15
              Że to jest jeden wielki mit, przekonali się ci, którzy próbowali
              zaadoptować starsze dzieci.

              A z drugiej strony sytuacja też wygląda podobnie.

              Przed laty pewna smutna dziewczynka kolejny raz nie wyjechała na wakacje, bo w domu była choroba, i w ogóle źle się działo.
              Dobry wujek postanowił zabrać ją na wieś, "żeby nabrała rumieńców".
              Bo tam, wiadomo - mleko prosto od krowy, spanie na sianie, pieczenie ziemniaków w ognisku, zjeżdżanie na snopach, zbieranie grzybów, w ogóle same atrakcje.
              Dziewczynka pojechała jak na bal, tyle się nasłuchała, "jak to jest w tym polu, w tym lesie".

              Siano było kłujące, po stodole biegały myszy.
              Mleko prosto od krowy śmierdziało oborą, zbierało się jej na mdłości.
              Na obiad było mięso z królika, z którym się niedawno bawiła.
              Ziemniaki w ognisku były brudne.
              Snopy i rżysko też kłujące.
              A najgorsze było wychodzenie o świcie do lasu na grzyby, których wcale nie widziała.
              Dziewczynka spędzała czas jak u swojej mamy, czyli nad książką.

              Minęło wiele lat, z dziewczynki wyrosła dzielna i wesoła kobieta, ale dla wujka i rodziny na zawsze została "niewdzięczną niedojdą".
              • mader1 Re: dziecko z patologicznej rodziny 08.08.08, 01:24
                > Dziewczynka spędzała czas jak u swojej mamy, czyli nad książką.

                patologia, patologia... jak u mamy... ! smile))))
                • verdana Re: dziecko z patologicznej rodziny 08.08.08, 10:27
                  Znam sporo przypadkow - w tym jeden w najblizszej rodzinie -
                  adopcji "dużych" dzieci. I to adopcji udanych.
Pełna wersja