jogo2
02.08.08, 23:18
Witam,
Wróciłam właśnie z Mazur. Spędziliśmy tydzień w gospodarstwie sąsiadującym z
kolonią (ok. 16 rodzin) 2,5 km od najbliższego pekaesu. Pewnego razu, kiedy
szliśmy na spacer zechciała się do nas przyłączyć dziewczynka 10-letnia. Potem
zaczęła opowiadać zaskakujące rzeczy o sobie. Najpierw, że wszystkie tutejsze
dzieci ją biją, potem, że do najbliższej wsi się nie może z nami wybrać, bo
jedna pani ją zbiła pomawiając ją o kradzież butów jej córki, a potem zaczęła
zachowywać się jeszcze dziwniej, bo zaczęła mówić, że ją piersi bolą bo jej
rosną (jako żywo nie pamiętam, żebym w jej wieku miała podobne problemy) i z
upodobaniem zgłębiała temat stanika, jaki jej mama kupiła i staników w ogóle.
Inną panią, która także spędzała urlop w tym gospodarstwie pytała o rozmiar
butów i stanika. Dziewczynka bardzo lgnęła do nas (do tej innej pani też).
Chciała spędzić z nami więcej czasu, kolejny dzień i marzyłaby o życiu w dużym
mieście (to ostatnie akurat to wiele dzieci ze wsi by chciało).
Pytałyśmy gospodynię, to powiedziała, że w jej matka ma czworo dzieci, każde z
innym ojcem i ta informacja trochę wyjaśniła z tego, co ona o sobie
opowiadała. Te uporczywe drążenie tematu biustu to może przejaw molestowania
seksualnego? Pozostaje to pytanie o rozmiar buta - czemu ona się tak dziwnie
zachowuje, poza tym całkiem wygadana.
Żal dziecka, które samo nie jest winne swojemu losowi i pytanie, co dla niej
można by zrobić. Napisać do księdza proboszcza (którego nie znam w ogóle) to
jeszcze się jej może oberwać, że obcych ludzi zaczepia. Do tamtejszej opieki
społecznej - też można bardziej zaszkodzić niż pomóc nie znając osoby, do
której się człowiek zwraca i jakie tego mogą być skutki. Czy ktoś ma jakiś
lepszy pomysł?
Pozdrawiam,