Nie chcą milionów ;))))

11.08.08, 20:46
Przeczytałam w innym wątku, że Nati nie uczestniczyła w " gorączce
złota" , gdy jakiś czas temu była kumulacja w lotto i tłumaczyła się
córce czemu nie chce milionów smile)))
To przypomniało mi wieczorną lekturę :
( przepiszę Wam kawałek, bo dzieci właśnie poszly do sąsiadki po
mleko wink
" Tydzień później dostałem od niej list ( ewentualnego pracodawcy -
przyp. mój) Otworzyłem go i pierwsze zdanie brzmiało : "Pensja którą
panu proponowali, wynosiła..." - ogromne pieniadze, trzy albo cztery
razy więcej, niż zarabiałem. Oszałamiające ! (......)
Odpisałem im następująco " Dowiedziawszy się, ile wynosi pensja,
uznałem, że musze odmówić. Muszę odmówić dlatego,że przy takiej
pensji byłbym w stanie zrobić to, o czym zawsze marzyłem- znaleźć
sobie cudowną utrzymankę, kupić jej mieszkanie, sprawiać jej drogie
prezenty... Przy pensji, którą mi proponujecie, faktycznie byłbym w
stanie to zrobić i wiem,czym by to się dla mnie skończyło.
Martwiłbym się o to, co ona robi, kiedy mnie nie ma, w domu byłyby
wieczne kłótnie i tak dalej. Z tymi wszystkimi zmartwieniami na
głowie byłbym zestresowany i nieszczęśliwy. Opuściłbym się w fizyce,
spaskudziłbym sobie życie ! To o czym zawsze marzyłem , byłoby dla
mnie zgubne, więc uznalem, ze nie moge przyjąć tej propozycji "
A napisał to... Richard P.Feynman smile
    • luccio1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 21:01
      Ja, na ile znam siebie, nie miałbym takiego problemu.
      Wielu ze współczesnych Polaków, utrzymujących się z pracy najemnej, również.
    • mama_kasia Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 21:16
      A mi to przypomniało słowa, jakie pod koniec rekolekcji
      rzucił nam pewien franciszkanin:
      - I nie mówcie, że nie macie pieniędzy smile A jak nie macie,
      to też nie mówcie, że nie macie smile
      • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 21:24
        A ja mysle, że to jest pewnen stereotyp - że pieniądze, szczególnie
        te "niezarobione" demoralizują. I ze zawsze cnotliwszy,
        porządniejszy, współczujacy bedzie biedak, niz bogacz.
        • mader1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 21:40
          smile)) no jest smile))
          natomiast Feynman żartował sobie. Jego pierwotny powod odmowy (
          nawet nie chciał wiedzieć, ile pieniędzy mu oferują )był jeszcze
          bardziej dziwny. Trudno było mu podjąć decyzję, zwłaszcza, że różne
          ośrodki badawcze przebijały swoje oferty, a to ceną ,a to warunkami
          do pracy czy możliwością wspólpracy z innymi sławami. Uważał, że
          rozmyślanie o tych wszystkich szczegółach przeszkadza mu w
          życiu smile))), więc postanowił nie rozważać więcej żadnej propozycji,
          nie rozmawiać w tej sprawie i pozostać tam, gdzie jest smile
          O decydowaniu pisze :
          " ...Małem dość wiecznego decydowania się, jaki wybrać deser w
          restauracji, więc POSTANOWIŁEM zawsze zamawiać lody czekoladowe i
          już nigdy się tym nie martwiłem - ten problem miałem z głowy. Teraz
          zdecydowałem, że już na zawsze zostanę w Caltech"
          smile)))
          nie dziwcie się więc, gdy Waszym dzieciakom też takie rozwiązanie
          przyjdzie do głowy smile A potem to jakoś uzasadnią smile
        • a_weasley Teoretycznie jest taka teoria... 13.08.08, 23:49
          ...ale w praktyce na ogół się tego nie praktykuje...

          Verdana napisała:

          > A ja mysle, że to jest pewnen stereotyp -
          > że pieniądze, szczególnie te "niezarobione"
          > demoralizują.

          Jest. Jak wszystkie stereotypy - czasem nieprawdziwy. Jak większość stereotypów
          - przeważnie prawdziwy.

          > I ze zawsze cnotliwszy, porządniejszy,
          > współczujacy bedzie biedak, niz bogacz.

          Oczywiście, że nie zawsze. Wszystkosię może zdarzyć. Tyle, że pewne rzeczy zdarzają się dziwnie rzadko - choć
          każdy uważa, że właśnie on będzie tym mądrzejszym.
          • verdana Re: Teoretycznie jest taka teoria... 14.08.08, 10:26
            Jako socjolog ostro polemizowalabym z tym, ze stereotypy są w
            wiekszosci prawdziwe.
            Rozumiem zatem, ze np. niemieckie stereotypy dotyczace Polaków sa w
            większosci prawdziwe, choc zdarzają się w Polsce jednostki, ktore
            mają jakąś inteligencję i nie kradną - ale sa to wyjątki,
            potwierdzajace regułę.
            • a_weasley Re: Teoretycznie jest taka teoria... 14.08.08, 11:56
              verdana napisała:

              > Jako socjolog ostro polemizowalabym z tym, ze stereotypy są w
              > wiekszosci prawdziwe.

              Oczywiście różnie bywa. Ja na przykład ulegałem dotąd stereotypowi, że
              socjolodzy odróżniają "wszystko" od "większość".
              Jak widać z odpowiedzi

              > Rozumiem zatem, ze np. niemieckie stereotypy dotyczace Polaków sa w
              > większosci prawdziwe,

              na stwiedzenie

              > Jak większość stereotypów przeważnie prawdziwy.

              wskazuje, że ten stereotyp także nie zawsze jest prawdziwy.
              • verdana Re: Teoretycznie jest taka teoria... 14.08.08, 15:30
                Wiekszość stereotypow nie jest prawdziwa - i w tym problem.
    • luccio1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 21:33
      Uzupełniając własną wcześniejszą wypowiedź:
      funkcjonuję na zasadzie ustawiania potrzeb do zaspokojenia w kolejkę - zawsze
      może bowiem być zaspokojona tylko jedna z wielu, potem trzeba czekać, aż będzie
      mogła być zaspokojona następna - itd.
      (oczywiście - bywa, że "wpada" potrzeba poza wszelką kolejnością, i cała kolejka
      bierze w łeb).
      Mając więcej pieniędzy, mógłbym tylko przyspieszyć nieco tempo rozładowywania
      kolejki potrzeb - istnienia "wolnych" nadmiarowych środków długo, długo nie
      odczuję...
    • nati1011 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 21:54
      to nie do końca tak, ze parę złotych by się nie przydało wink

      Gdyby nagle jakaś manna z nieba spadła, to na pewno wiedziaqłabym co
      z tym zrobić. Potrafiłąbym też sensownie zagospodarować nadwyżkę. I
      wcele nie uważam, ze chrześijanin musi byc biedny. Wręcz przeciwnie,
      uważam, ze wielu (nie wszystkich) dobrych chrześijan Bóg obdarza
      bogactwem także materialnym. smile))

      Po porostu była okazja by zadać pytanie, co można zrobić z taką
      kasą? Czy to dobrze, ze nagle spada z nieba? Jak ją podzielić?

      No i pojawiły się problemy: małpi rozum, problem z kasą zanim ta
      wogóle sie pojawiła (Młoda zaczeła już robić listę z kim na pewno
      się ..... nie podzieli ;/) Porozmawialiśmy tez o strachu,
      zagrożeniach i zniewoleniu taką górą pieniędzy.


      Było tez o PRZYWILEJU pracy, o radości z wysiłku i trudu, o
      owocach.... i o lenistwie, pasożytnictwie, nudzie.....


      Mam nadzieję, ze coś zostało.
      • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 22:08
        A tak. Ja kiedys miałam taki problem z najmlodszym - nagle w
        pierwszej klasie uznał, ze kariera - to kasa. I że on chcialby, abym
        więcej zarabiała, to byloby na...
        No to pokazałam mu, na czym polega zarabianie - przez tydzień
        praktycznie nie dawalam sie do siebie odezwac - bo zarabiam na... Od
        tego czasu problemow nie ma.
        My tez rozmawialismy o tym, na co przeznaczymy wygraną - na liczne
        mieszkania + rezygnację z najmniej lubianej przeze mnie chaltury. O
        rezygnacji z pracy nie było mowy.
        • nati1011 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 22:14
          no właśnie w dzisiejszej polsce problem lokalowo-mieszkaniowy jest
          absurdalny i poza zasięgniem normalnego człowieka. To nie jest
          normalne, by rodziny z 2 średnimi krajowymi nie było stać na
          normalne lokum - powiedzmy 3 pokoje 70 m2. sad
    • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 22:07
      Feynman to typowy przykład Zespołu Aspergera.
      Niby nic strasznego, ale pełnym zdrowiem psychicznym trudno to nazwać.
      • mader1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 22:19
        > Feynman to typowy przykład Zespołu Aspergera.

        niby tak... ale nie przeszkadza mi to szalenie tę postać, którą
        widzę w wyobraźni czytając jego wspomnienia, bardzo lubić wink
      • paszczakowna1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 23:08
        > Feynman to typowy przykład Zespołu Aspergera.
        > Niby nic strasznego, ale pełnym zdrowiem psychicznym trudno to nazwać.

        Dlaczego tak uważasz? Feynman w swoim środowisku uchodził za człowieka zdrowego
        psychicznie, i z umiejętnościami społecznymi na normalnym poziomie (ktoś
        powiedział o nim: "He is a second Dirac, but this time human" - Dirac faktycznie
        mógł być aspergerowcem, pewne rzeczy po prostu do niego nie trafiały, i z
        komunikacją miał problemy). Fakt, był ekscentryczny, ale to raczej była autokreacja.
        • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 00:02
          Feynman reprezentował po kolei wszystkie cechy aspergerowca, z brakiem
          umiejętności społecznych na czele.
          Gdy już był studentem, koledzy uczyli go podstawowych schematów zachowań
          towarzyskich (w zamian za korepetycje z fizyki).

          Był bezwzględnie szczery, mówił co myśli. Jako młody asystent potrafił w równej
          dyskusji powiedzieć Bohrowi,że głupoty opowiada. Nie dlatego,że cechował się
          odwagą cywilną. Nie rozumiał po prostu,że istnieje coś takiego jak autorytet.

          Dosłowny we wszystkim. Gdy zespół sprzedał prawa autorskie do jakiegoś pomysłu
          rządowi USA za symbolicznego dolara, Feynman zażądał swego dolara, legalnie i
          formalnie.

          Jak zatem mógł myśleć abstrakcyjnie? Nie myślał. Każdą teorię rozważał na
          konkretnym przykładzie. To tak, jakby nie umiał dodać 2+2 nie wyobrażając sobie
          jabłek albo gruszek.

          Mnie się najbardziej podobał stosunek Feynmana do nauki języka japońskiego. Gdy
          się dowiedział,że inaczej formułuje się pytanie o równanie Diraca, w zależności
          od tego, kto pyta, uznał język japoński za nielogiczny i dał sobie spokój z
          nauką. I z Japonią.

          Studentom Politechniki polecam "Feynmana wykłady z fizyki". Wszystko jasne i
          logiczne.
          • otryt Re: Nie chcą milionów ;)))) 13.08.08, 10:34
            rycerzowa napisała:

            >Gdy już był studentem, koledzy uczyli go podstawowych schematów
            >zachowań towarzyskich (w zamian za korepetycje z fizyki).

            Bliski mi ten Feynman. Zauważ, że wzajemna wymiana usług też jest
            umiejętnością społeczną. W czasach liceum funkcjonowałem w grupie na
            podobnych zasadach co Feynman.

            >Dosłowny we wszystkim. Gdy zespół sprzedał prawa autorskie do
            >jakiegoś pomysłu rządowi USA za symbolicznego dolara, Feynman
            >zażądał swego dolara, legalnie i formalnie.

            Ja rozumiem taką postawę. Jestem również przeciwny wszelkiej fikcji.
            Można przecież napisać w umowie, że przekazuje się prawa autorskie
            za darmo. Nie sądzę, aby przy tak sformułowanej umowie stwarzał
            problemy, o których piszesz. Podobną sytuację mamy z cenami np.
            9,99. Ktoś świadomie i celowo tworzy taką cenę, licząc na konkretny
            efekt psychologiczny. Nie dziwmy się zatem drugiej stronie, że
            będzie się domagała 1 grosza reszty. Jeśli działa jakaś logika, to
            równo w dwie strony.

            >Jak zatem mógł myśleć abstrakcyjnie? Nie myślał. Każdą teorię
            >rozważał na konkretnym przykładzie.

            Z tymi słowami głęboko się nie zgadzam. Fizyka to głównie myślenie
            abstrakcyjne. Negować ten fakt może tylko ktoś, kto nie ma nic
            wspólnego z naukami ścisłymi. Wiem, że aspergerowcy mają z tym
            problemy. ( Każdy z zespołem Asp ma problemy społeczne, nie każdy
            kto ma problemy społeczne musi mieć zespół Asp) Musiałaś z góry
            założyć, że miał zespół Aspergera, a potem w oparciu o to błędne
            założenie budować spójny obraz tej osoby. Fizycy operują na
            abstraktach matematycznych, dochodzi do tego zmysł obserwacji świata
            fizycznego, przebłyski genialnej intuicji, szukanie analogii w
            konkretnym świecie. To wszystko poparte wybitną inteligencją, aby
            skutecznie obrobić ten materiał doprowadzając do odkryć na miarę
            Nobla. Myślę, że brak umiejętności społecznych u fizyków lub
            matematyków wynika z tego, że ich świadomość skupiona jest głównie
            na liczbach, abstrakcyjnych formułach, doświadczeniach, które
            nieustannie mielą w swoich umysłach. Żyją w innym świecie, nie
            zauważając tego nam najbliższego. Są nieobecni. Jest wiele
            śmiesznych anegdot, o tym jak bardzo są nieporadni w codziennych
            czynnościach życiowych. Weźmy np. zwykły bal, gdzie obowiązuje cała
            masa konwenansów, nie wynikających wprost z logiki, cała ta gra
            damsko-męska. Nie dziwię się, że brał nauki u kolegów.

            Mnie fascynuje, jak bardzo różnie mogą myśleć ludzie, jak działa
            mózg. W tym wypadku mamy coś za coś. Gdyby matematycy lub fizycy
            nie był bezwzględnie logiczni, nie powstałyby ich odkrycia. Tu nie
            ma miejsca na żadną dowolność. Zyskuje się w jednym miejscu, za to
            traci się gdzie indziej. Tak to już sprawiedliwie jest ten świat
            urządzony. Tam skarb twój, gdzie serce twoje. Zespół Aspergera na
            pewno znasz świetnie, bo już kilka razy w tej sprawie się
            wypowiadałaś. Czy RF miał zdiagnozowaną tę chorobę? Czy nie jest to
            medycyna archeologiczna, która dziś szuka chorób u Chopina czy
            Leonarda da Vinci?

            Pamiętam zabawne zdarzenie z trzeciego roku studiów. Dwa lata
            wcześniej mieliśmy wykłady z matematyki. Wykładowca był barwną
            postacią, bujającą w obłokach. Pomylił audytoria i chciał rozpocząć
            dla nas wykład. Nie poznał, że to inna grupa. Rzucił swoim zwyczajem
            teczkę i płaszcz na pulpit i zaczyna zmazywać tablicę, aby rozpocząć
            wykład. Na sali wielka wesołość. Matematyk odwraca się wyraźnie nie
            rozumiejąc przyczyny rozbawienia studentów. Lustruje swoje ubranie,
            wszystko w porządku. Widząc to sala pokłada się ze śmiechu. Na
            szczęście dla matematyka w drzwiach audytorium pojawił się inny
            wykładowca, który miał mieć z nami wykład, a który nieco się
            spóźnił. Wtedy dopiero skojarzył na czym polegał jego błąd.

            Pozdrawiamsmile

            PS. Temat zdaje się jest o wygranej w Lotto. O tym może innym razem.


            • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 13.08.08, 11:31
              Jeśli i ty lubisz Feynmana (przesympatyczna postać), koniecznie przeczytaj "Pan raczy żartować, panie Feynman". Autorem jest sam noblista, ale rzecz spisana została przez jego asystenta, dlatego jest taka zabawna.
              Naprawdę mądra książka, nie tylko kolejna pozycja z cyklu "anegdoty z życia wielkich ludzi".

              Feynman nie mógł mieć zdiagnozowanego Aspergera, tak jak Chopin mukowiscydozy.
              Czytywałam kiedyś namiętnie biografie wielkich polityków, naukowców, myślicieli. Geniusz to jakaś forma aberracji psychicznej, czyli odchylenia od statystycznej normy.

              Jaki to ma związek z tematem wątku?
              Każdy normalny człowiek chciałby mieć więcej pieniędzy, ten jeden pokój więcej, albo nawet dwa. To pragnienie jest motorem wszelkiego rozwoju. Jeśli więc ktoś odrzuca realne (a nie, jak my - wirtualne) dobra, to znaczy, że z nim coś jest nie tak. Żaden psychicznie zdrowy człowiek nie chciałby mieszkać w beczce, ani nie życzy tego swemu dziecku.

              PS. Czasem korzystniej dla obdarowanego jest coś mu sprzedać, niż dać. Feynman nie rozumiał pojęcia SYMBOLICZNY dolar.
              • paszczakowna1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 13.08.08, 22:59
                > Każdy normalny człowiek chciałby mieć więcej pieniędzy, ten jeden pokój więcej
                > , albo nawet dwa. To pragnienie jest motorem wszelkiego rozwoju. Jeśli więc kto
                > ś odrzuca realne (a nie, jak my - wirtualne) dobra, to znaczy, że z nim coś je
                > st nie tak. Żaden psychicznie zdrowy człowiek nie chciałby mieszkać w beczce, a
                > ni nie życzy tego swemu dziecku.

                Ale nie każdy kosztem życia osobistego, ryzyka uszczerbku na zdrowiu, czy innych
                rzeczy dla niego ważnych, prawda? Otóż rasowy naukowiec chce mieć przede
                wszystkim w życiu święty spokój, żeby móc się skoncentrować na pracy. To jest
                priorytet. Jeśli Feynman uznał, że spływające oferty zbyt zaprzątają jego uwagę
                (a warunki w Caltechu były w sumie wystarczające), po prostu podjął szybką
                decyzję, która mu ten święty spokój zapewniała (czyli dla siebie optymalną). Ja
                osobiście zatem absolutnie nic dziwnego w decyzji Feynmana nie widzę, a już na
                pewno nic, co świadczyłoby o aberracjach psychicznych.

                Naprawdę, jak na standardy swojego środowiska, Feynman wydaje mi się zupełnie
                normalny. Zresztą, ludzie którzy go znali osobiście też nigdy nie wspominali o
                jakichkolwiek podejrzeniach o zaburzenia psychicznie - tyle tylko, że był
                człowiekiem ze swoistym poczuciem humoru i skłonnościami do konfabulacji.

                No i zgadzam się, że wybitny fizyk-teoretyk nie umiejący myśleć abstrakcyjnie to
                jak recytator będący niemową. Nie istnieje w przyrodzie.
              • a_weasley Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 16:24
                rycerzowa napisała:

                > Każdy normalny człowiek chciałby mieć więcej
                > pieniędzy,

                A to, przepraszam, skąd ta pewność?

                > ten jeden pokój więcej, albo nawet dwa.

                A jak już ma te dwa więcej, dajmy na to trzy pokoje na dwie osoby, to co, dalej
                by chciał więcej? A potem okazałoby się, że potrzebuje jeszcze pieniędzy na
                służącą, bo ile można sprzątać, będąc w dodatku zajętym zarabianiem na spłatę
                kredytu na te pokoje zaciągniętego.

                > To pragnienie jest motorem wszelkiego rozwoju.

                A także odpowiada za sporo kantów, podstępów, biurowych intryg, bezpardonowych
                walk brata z bratem o spadek, rozchrzaniających się małżeństw na odległość i
                innych wspaniałych zjawisk.

                > Jeśli więc ktoś odrzuca realne (a nie, jak my
                > - wirtualne) dobra, to znaczy, że z nim coś jest
                > nie tak.

                Lekarz, który woli być lekarzem za 2000 zł z perspektywą, że dojedzie do 4, niż
                akwizytorem firmy farmaceutycznej.
                Nauczyciel, który woli pracować w swoim rodzinnym mieście za też same 2000 niż
                wynosić się do Warszawy, zarabiać (załóżmy, że ma taką propozycję) 4000 i w
                rodzinnych stronach bywać w wikendy.
                Jego warszawski kolega, który woli swoje 3000 zł w Polsce niż 3000 funtów na
                zmywaku.
                Aktor, który nie występuje w reklamach, chociaż każda agencja by go ozłociła
                (widzieliście jakąś reklamę z Holoubkiem, albo z Łapickim?).
                Wszechstronnie uzdolniona maturzystka, która idzie studiować polonistykę zamiast
                zarządzania i marketingu.
                Jej równie zdolny kolega, który zostaje księdzem...
                Może oni wszyscy są nienormalni. Ale to bardzo źle świadczy o normie.

                > Żaden psychicznie zdrowy człowiek nie chciałby
                > mieszkać w beczce, ani nie życzy tego swemu dziecku.

                Prima, tylko dopiero co była mowa o "jeszcze jednym pokoju", czyli rozumiem, że
                już jakieś pokoje hipotetyczny bohater naszych rozważań ma.Skoro już żyje na
                poziomie, który uważa za przyzwoity i który go zadowala, to dlaczego ma być coś
                nie w porządku z kimś, kto uznaje, że taki samochód, takie mieszkanie, takie
                możliwości spędzania wolnego czasu, jak aktualnie ma, mu wystarczają i woli mieć
                mniej pieniędzy, a więcej czasu na ich wydawanie?
                • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 17:12
                  Artur, jak ja nie lubię się z Tobą zgadzaćsmile))
                  Ja odrzucilam kiedys bardzo dobrze platną prace w sejmie, jako
                  specjalista z pensja przewyzszajacą mniej wiecej trzykrotnie to, co
                  uznawalam za dobra pensję. Żeby robic to, co lubię.
                  I wiecie co - chyba dzis zarabiam wiecej niż gdybym wowczas przyjęła
                  te pracę. Bo robie to, co lubię?
                  I mam corkę , ktora z rewelacyjnie zdana maturą, ku zdziwieniu
                  większosci znajomych, wybrała historie, a nie prawo.
                  • minerwamcg Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 17:28
                    Że już nie wspomnę o takim drobiazgu, ile dóbr bardziej potrzebnych
                    Twojej rodzinie można by mieć nie nabywając tych tysięcy
                    książek smile)) Na szczeście definicja dóbr potrzebnych rodzinie
                    powstaje w samej rodzinie, a nie poza nią.
                    • mader1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 19:33
                      u mnie w rodzinie to jeszcze tylko mąż trzyma pion smile))))
                      choć mnóstwo piniędzy wydaje ma płyty, więc niw wiem.
                      w dodatku to on kiedyś a nawet czasem i teraz uchodzi za najmniej
                      towarzysko- społecznego smile))))
                      a ja za jak najbardziej normalną od najwcześniejszych lat smile))))
                      Nie napiszę, co zamierza studiować moja córka smile))))
                • magdalaena1977 Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 12:27
                  a_weasley napisał:

                  > rycerzowa napisała:
                  >
                  > > Każdy normalny człowiek chciałby mieć więcej
                  > > pieniędzy,
                  >
                  > A to, przepraszam, skąd ta pewność?
                  No może nie normalny, ale przeciętny czy typowy.


                  > A jak już ma te dwa więcej, dajmy na to trzy pokoje na dwie osoby, to co, dalej
                  > by chciał więcej?
                  Nie wiem, jak jest z pragnieniem, ale widziałam domy , gdzie ilość przestrzeni na osobę była ewidentnie za duża (np. kilkuset metrowy dom na dwoje zamożnych emerytów bez szczególnych hobbies).

                  Chociaż ja sama akurat mieszczę się w tym pragnieniu „jeszcze jednego pokoju”. Mam mieszkanko dwupokojowe (sypialnia i salon) z kuchnią i w zasadzie jest ok. Myślę, że fajnie byłoby mieć gabinet, żeby salon nie był cały czas założony papierami, ale cztery pokoje to jednak chyba byłoby za dużo.
                  Ale od pokoju wolałabym nowy samochód (mniej awaryjny) czy urządzenie po swojemu kuchni i łazienki (a nie życie w niewygodnym projekcie poprzednich właścicieli).

                  > > Jeśli więc ktoś odrzuca realne (a nie, jak my
                  > > - wirtualne) dobra, to znaczy, że z nim coś jest
                  > > nie tak.
                  >
                  > Lekarz, który woli być lekarzem za 2000 zł z perspektywą, że dojedzie do 4, niż
                  > akwizytorem firmy farmaceutycznej.
                  IMHO to nie jest dobry przykład. Bo czym innym jest odrzucenie dóbr materialnych bez powodu, a czym innym dokonanie wyboru między różnymi wersjami życia (matka na wychowawczym), między etycznymi i nie sposobami zdobywania pieniędzy.

                  > Nauczyciel, który woli pracować w swoim rodzinnym mieście za też same 2000 niż
                  > wynosić się do Warszawy, zarabiać (załóżmy, że ma taką propozycję) 4000 i w
                  > rodzinnych stronach bywać w wikendy.
                  Ale ten, który chce wyjechać nie robi nic złego.
              • otryt coś z głową Feynmana jest nie tak 18.08.08, 10:02
                rycerzowa napisała:

                >Każdy normalny człowiek chciałby mieć więcej pieniędzy,
                >ten jeden pokój więcej, albo nawet dwa. To pragnienie jest
                >motorem wszelkiego rozwoju. Jeśli więc ktoś odrzuca realne
                >cryinga nie, jak my - wirtualne) dobra, to znaczy, że z nim coś
                >jest nie tak.

                Może i każdy przeciętny człowiek by tego chciał. Nie oznacza to
                jednak, że ludzie nieprzeciętni, oryginalni, którzy nie uganiają się
                za pieniędzmi, są w jakiś sposób ułomni psychicznie. Głęboko nie
                zgadzam się z taką opinią. Kto jak kto, ale naukowiec, który
                dokonuje odkrycia na miarę Nobla, jak mało kto popycha rozwój
                ludzkości do przodu. W oparciu o odkrycia tych ludzi mamy nowe
                wspaniałe wynalazki, które całkowicie zmieniają nasze życie.
                Wynalazki te mogą służyć człowiekowi, ale mogą również zostać użyte
                przeciwko niemu, jeśli egoizm lub lęk zdominują myślenie, tych
                którym przyjdzie korzystać z owoców tego postępu..

                Najczęstszym ukrytym motywem, aby mieć więcej jest chęć posiadania
                więcej niż brat lub sąsiad. Historia Kaina i Abla jest o tym.
                Człowiek chce mieć przewagę nad drugim człowiekiem, sprawować
                kontrolę, mieć złudne poczucie bezpieczeństwa. Przeważnie
                porównujemy się z drugim człowiekiem i w ten sposób kształtujemy
                swoje potrzeby. Tak więc rozpychanie się łokciami zaczyna się już w
                rodzinie, poprzez miejsce zamieszkania i miejsce pracy, a kończy się
                na rywalizacji pomiędzy państwami i blokami państw. Przyjmując tę
                logikę wszyscy normalni ludzie muszą walczyć o lebensraum. Ze
                świętym Franciszkiem lub świętym Benedyktem musiało być coś bardzo
                nie tak. A to właśnie oni uciekli z takiego świata, gdzie wszyscy
                rozpychali się i ludziom zaproponowali coś nowego. Czy ich życie i
                idee nie wprowadziły jakiegoś postępu? Takie rozpychanie się też
                paradoksalnie niesie postęp. Większość wynalazków powstało na
                potrzeby wojny i wojska. Ostatnio: energia atomowa, łączność
                satelitarna, internet, GPS. Dopiero później trafiało to do zwykłych
                ludzi, gdy wojsko posiadało już sprzęt o klasę lepszy. W tych
                krętych drogach postępu ujawnia się odwieczna walka Dobra i Zła.
                Zwielokrotniony ludzki egoizm zawsze prowadzi do wojny.

                Są różne koncepcje zdrowia psychicznego. Wydana w latach 80-tych
                praca zbiorowa pt.„Zdrowie psychiczne” jako jedną z koncepcji
                przedstawia zdrowie psychiczne będące prostą funkcją stanu konta
                bankowego. Dobry status materialny świadczy wg autorów tej koncepcji
                o dobrym przystosowaniu społecznym, co jest przejawem zdrowia
                psychicznego. Nie będę ukrywał, że taka koncepcja jest mi z gruntu
                obca.


                >Czasem korzystniej dla obdarowanego jest coś mu sprzedać, niż dać.
                >Feynman nie rozumiał pojęcia SYMBOLICZNY dolar.

                Jest odwrotnie. To biurokracja rządowa, z którą Feynman nieustannie
                walczył nie rozumiała tego pojęcia SYMBOLICZNEGO DOLARA. Gdyby było
                tak jak piszesz Feynman od początku nie przystałby się na taki
                układ. Feynman nie godził się na niepisaną praktykę, że tego
                symbolicznego dolara nie trzeba przekazywać, bo to przecież taka
                mała kwota. Gdyby biurokraci to rozumieli daliby tego dolara
                pachnącego jeszcze farbą drukarską na srebrnej tacy na jakiejś
                uroczystości. Tymczasem urzędnicy dali popis swojej arogancji. Nie
                dość, że dostali coś cennego za darmo, to nie stać ich było nawet na
                drobny gest i na dodatek jeszcze głupio się chandryczyli, choć
                zgodnie z podpisaną umową ten dolar Feynmanowi się należał. O ile
                wiem gdy kupujemy telefon komórkowy za złotówkę, tę złotówkę musimy
                zapłacić. Orange czy Era nie macha na nią ręką.

                Rzecz moim zdaniem chodzi o pewne niepisane zwyczaje, które
                funkcjonują wśród ludzi. Gdy ktoś próbuje się im przeciwstawiać
                naraża się na etykietkę człowieka nieżyciowego. Takim zwyczajem może
                być wszelkie wkupywanie się w nowe środowiska, np. w pracy albo
                dawanie końcówki emerytury listonoszowi, inne napiwki. Takich
                zwyczajów jest całkiem sporo.


                • rycerzowa Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 18.08.08, 19:24
                  Jakikolwiek by Feynman nie był, na pewno nie myślał linearnie.
                  Ale to już "temat na inną książkę".

                  otryt napisał:

                  > Nie oznacza to
                  > jednak, że ludzie nieprzeciętni, oryginalni, którzy nie uganiają się
                  > za pieniędzmi, są w jakiś sposób ułomni psychicznie.

                  Jak widać - do dobrego wręcz tonu należy podkreślanie, że się jest istotą, która
                  się "za pieniędzmi nie ugania".
                  Ale - tak jak nie zdajemy sobie sprawy z faktu,że "mówimy prozą", tak samo
                  bezpodstawnie nie wierzymy,że podlegamy prawu "braku jednego pokoju".
                  Jest to prawo naturalne, które powoduje, że:
                  - stale dążymy do poprawy poziomu naszego życia (czyli stale nam "mało"),
                  - ale jednocześnie jesteśmy w swoich dążeniach dość skromni (przysłowiowy jeden
                  pokój).
                  Inaczej mówiąc - przeciętny człowiek "boi się marzyć", czyli przedkłada ewolucję
                  nad rewolucję.
                  Ot, choćby to lotto. Z kim bym nie rozmawiała, to mówi,że pal sześć kumulację,
                  on zadowoliłby się skromnym milionikiem...
                  Tylko ludzie wybitnie ambitni od razu mierzą wysoko.

                  Jeszcze jedna istotna kwestia.
                  Poziom życia, to nie tylko sprawy stricte materialne: większy metraż, więcej
                  schabowych, droższe ciuchy czy auto. Są różne "dobra", i materialne, i
                  kulturalne, i duchowe. I na wszystkie trzeba zapracować.
                  Jeden kupi alkohol lub ciuch, inny książkę lub bilet do teatru.
                  Jeden oszczędza, by spłacać kredyt mieszkaniowy, inny - na wakacje na Majorce,
                  lub by wejść na K2. Albo - by móc wybrać taki model życia i pracy, który nam
                  odpowiada. Albo - by ktoś inny mógł wybrać taki model, np. zostać duchownym.
                  Znajomi praktycznie finansują rodzinę wnuka, aby mógł on się utrzymać na
                  studiach doktoranckich. "PhD Wnuk" to jest to dobro, o którym oni marzą, które
                  sobie niejako kupują. Taki "jeden pokój", bo bynajmniej nie mają odwagi marzyć
                  o nobliście.

                  Niech mi więc nikt nie mówi,że jest "lepszy", że nie goni za mamoną. Jeśli jest
                  zdrowy psychicznie i jeszcze nie stary (w sensie: depresyjny), w ciągu ostatnich
                  kilku lat najprawdopodobniej zakupił telefon komórkowy, komputer, łącze
                  internetowe, wyremontował łazienkę, posłał dziecko do prywatnej szkoły lub na
                  studia, skorzystał z nowoczesnych metod leczenia. Czyli nabył dobra bez których
                  kiedyś się obywał. Odczuł brak czegoś, czego nie miał, i ten brak został
                  zaspokojony.
                  Po kolei przybywał mu kolejny "jeden pokój".I ten ktoś musiał na to wszystko
                  zapracować.
                  No, niektórzy mają to szczęście,że zapracuje mama, lub dziadkowie.
                  Ale to nie zmienia istoty rzeczy.
                  • otryt Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 21.08.08, 09:17
                    rycerzowa napisała:

                    >Jak widać - do dobrego wręcz tonu należy podkreślanie, że się jest
                    >istotą, która się "za pieniędzmi nie ugania".

                    Twierdzisz więc, że wszyscy, którzy mówią, że nie uganiają się za
                    pieniędzmi okłamują siebie i innych, że bezwiednie wszyscy podlegają
                    wszechmocnemu prawu "braku jednego pokoju". Zgodziłbym się, że
                    większość populacji może i podlega temu prawu. Jednak nie wszyscy.
                    Dajmy tym nielicznym "Innym" prawo do swojej inności. Ich inność
                    nikomu nic nie szkodzi. Nie mierzmy ich swoją miarką. Choćbyśmy się
                    nie wiem jak starali i tak nie przenikniemy ich niezwykłego świata.

                    >Niech mi więc nikt nie mówi, że jest "lepszy", że nie goni za
                    >mamoną.

                    Nigdzie czegoś takiego nie powiedziałem, ani nie zauważyłem by ktoś
                    inny to powiedział. Moje teksty broniły ludzi, którzy są Inni, o
                    których wprost twierdziłaś, że z ich głową jest coś nie w porządku.
                    Nie mówiłem, że ci ludzie są "lepsi". Mówiłem, że nie są psychicznie
                    chorzy. To duża różnica.

                    Inność drażni. Ludzie prymitywni potraktują innego z fizyczną lub
                    słowną agresją. Ludzie wykształceni uznają, że Inny jest chory
                    psychicznie. A może spotkanie z Innym powinno być źródłem jakiejś
                    refleksji? Tu można się zapytać dlaczego Inni samą swoją obecnością
                    tak bardzo drażnią innych? Mój dawny wątek "Kozioł ofiarny" w jakiś
                    sposób dotyczył podobnej tematyki. Jego kontynuacja, która nigdy nie
                    nastąpiła, miała dotyczyć, tych Innych, których czasem spotykamy w
                    swoim życiu. Pozdrawiam.


                    • rycerzowa Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 21.08.08, 11:56
                      To nie tak, Otrycie. Ja co innego miałam na myśli.
                      Otóż moim zdaniem "za mamoną" ugania się każdy, kto czegokolwiek pragnie. Ten,
                      kto marzy o książkach, podróżach, pracy naukowej,pracy jako wolontariusz czy
                      ciszy klasztornej - też potrzebuje na to wszystko środków materialnych.
                      Janka Ochojska stale domaga się mamony, naukowcy również.
                      Chodzi mi o należny szacunek dla słowa "pieniądz".
                      W pieniądzu, jak powiedziało pewne dziecko, jest zaczarowana ludzka praca.

                      A Inni? Bywają ludzie, którzy nie chcą NIC, nie marzą o niczym, i tacy budzą
                      niepokój otoczenia i psychiatrów. Czasem potrzebują pomocy.
                      A inni Inni po prostu chcą , byśmy to my finansowali ich pragnienia. Jako tako
                      zamożne społeczeństwo stać na to, by utrzymać różnych jurodiwych, nawiedzonych
                      hippisów, artystów z Bożej łaski, czy innych outsiderów.
                      • minerwamcg Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 21.08.08, 12:49
                        > W pieniądzu, jak powiedziało pewne dziecko, jest zaczarowana
                        > ludzka praca.

                        Dziecko owszem, powiedziało tak - ale nie o pieniądzu, tylko o
                        chlebie eucharystycznym. Pewna różnica jest...
                        Źródło: Wojciech Bonowicz, Tischner, wyd. Znak, Kraków 2001, stronę
                        podam, jak wrócę do domu.

                        Z resztą notki się zgadzam smile
                        • rycerzowa Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 21.08.08, 14:02
                          minerwamcg napisała:

                          > > W pieniądzu, jak powiedziało pewne dziecko, jest zaczarowana
                          > > ludzka praca.
                          >
                          > Dziecko owszem, powiedziało tak - ale nie o pieniądzu, tylko o
                          > chlebie eucharystycznym. Pewna różnica jest...

                          To pewnie było jeszcze inne dziecko....
                          Każdy ekonomista powie to samo: pieniądz to symbol ludzkiej pracy.
                          Weźmy takie 2 złote, cena bochenka chleba.
                          Ta moneta symbolizuje całą pracę, potrzebna do orki, siewu, zbioru,wypieku i
                          dostarczenia do sklepu bochenka chleba.
                          A czek na 3 tys. za komputer to nie tylko cena wyprodukowania tego cuda
                          techniki, ale też czas potrzebny na wykształcenie tego kogoś, kto je wymyślił.
                          • a_weasley Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 25.08.08, 16:14
                            rycerzowa napisała:

                            > Każdy ekonomista powie to samo: pieniądz to symbol ludzkiej pracy.

                            Przynajmniej ten, który opiera się na marksistowskiej teorii wartości.
                            • rycerzowa Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 26.08.08, 10:07
                              O tym, co symbolizuje pieniądz, może przekonać się każdy, wydając banknot lub
                              dokonując przelewu.
                              Otrzymuje się w zamian ludzką pracę, czy to w postaci wysiłku fizycznego (jak
                              np. pomoc Szerpów), czy również w błysku czyjegoś geniuszu (koncert).
                              Otrzymujemy jakieś DOBRO - materialne, lub niematerialne.
                              O tym, jak dobre jest to DOBRO, decydujemy my sami.

                              To właśnie ideologia marksistowska uważa pieniądz za ucieleśnienie wszelkiego
                              zła, a dążenie do zysku za perwersję.
                              Tak, pamiętam te czasy, gdy pracować należało nie dla mamony ale "dla pożytku
                              wspólnego", zaś marksistowskie państwo doskonale wiedziało, ile mi potrzeba
                              pokoi i ile mięsa na kartki.
                      • otryt Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 21.08.08, 13:23
                        rycerzowa napisała:

                        >Otóż moim zdaniem "za mamoną" ugania się każdy, kto czegokolwiek
                        >pragnie.

                        A jak ktoś pragnie zbawienia? Miłości? Bliskości z drugim
                        człowiekiem? Pragnie komuś lub czemuś dobremu poświęcać swój czas?
                        Czy tych ludzi można porównywać do tych bezwolnych, pogrążonych w
                        chorobliwym maraźmie Obłomowów , którzy naprawdę nie chcą NIC i
                        którzy rzeczywiście stanowią przypadek chorobowy? Czy można ich
                        porównywać do pasożytów żerujących na ludziach uczciwie pracujących?
                        To nadużycie w dyskusji.

                        Słowo "uganiać się" rozumiem jako pewne ponadprzeciętne
                        zaangażowanie w jakąś sprawę. W tym wypadku chodzi o zdobywanie
                        pieniędzy. Moim zdaniem normalna, uczciwa praca powinna wystarczyć
                        na to, aby kupić książkę, uprawiać hobby lub zobaczyć coś ciekawego
                        we własnym kraju a czasem gdzieś dalej. Uganiać się trzeba, aby
                        kogoś przegonić w wyścigu.

                        >Chodzi mi o należny szacunek dla słowa "pieniądz"

                        Aż szacunek? Czy to aby nie za wiele? Szacunek lepiej okazywać
                        ludziom. Jeśli chodzi o pieniądze, lepiej po prostu uznać
                        konieczność ich posiadania.

                        >W pieniądzu, jak powiedziało pewne dziecko, jest zaczarowana ludzka
                        >praca.

                        Może tak było dawniej. I w bajkach dla dzieci. We współczesnym
                        świecie największe pieniądze pochodzą z innych źródeł niż własna
                        praca. Bardziej zależy od tego, jak kto się ulokuje przy wielkim
                        stole, gdzie dzielą ten wspólny tort. W świecie który powstaje na
                        naszych oczach coraz więcej pracy wykonują maszyny, automaty i
                        komputery. Dla człowieka konkretnej i sensownej pracy pozostaje
                        coraz mniej. Ryszard Kapuściński w Lapidarium IV pisze, że świat nie
                        ma pomysłu na to, co zrobić z energią miliardów ludzi na świecie,
                        którzy wegetują bezczynnie. Łatwiej jest im dać jedzenie, aby nie
                        głodowali. Lecz nikt nie potrafi wymyślić sensownego zajęcia dla
                        tych ludzi. Wielką sztuką jest ustawienie się w takim świecie, gdzie
                        praca w coraz mniejszym stopniu decyduje o zamożności człowieka.
                        Wyobraźmy sobie świat, gdy nie będzie już zadnej pracy. Co będzie
                        decydowało o podziale puli pieniędzy pomiędzy ludźmi, gdy całą pracę
                        wykonają automaty? Może ktoś rzuci jakiś pomysł?



                        • rycerzowa Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 26.08.08, 10:46
                          otryt napisał:

                          >
                          > A jak ktoś pragnie zbawienia? Miłości? Bliskości z drugim
                          > człowiekiem? Pragnie komuś lub czemuś dobremu poświęcać swój czas?

                          Otrycie, na to wszystko trzeba zapracować, czyli potrzebne są pieniądze.
                          Jak osiągnąć zbawienie, nie łożąc na rodzinę, na potrzebujących, na Kościół?
                          Jak okazać miłość dziecku, nie zapewniając mu bezpiecznego domu, ciepłego ubrania, żywności?
                          Jak można poświęcić swój czas komuś, gdy nie ma się zabezpieczonego własnego bytu?


                          > Słowo "uganiać się" rozumiem jako pewne ponadprzeciętne
                          > zaangażowanie w jakąś sprawę. W tym wypadku chodzi o zdobywanie
                          > pieniędzy.

                          Niekoniecznie. Ja słowa "uganiać się" używam w znaczeniu codziennego trudu zdobywania środków na rosnące potrzeby własne, rodziny i otoczenia.
                          W tym też sensie całe życie "uganiamy się" za szczęściem, za miłością,za sensem.

                          Owszem, jednostki najbardziej ambitne przeganiają innych, ale po pierwsze jest ich mało, a po drugie oni są w przyrodzie bardzo potrzebni.

                          >
                          > >Chodzi mi o należny szacunek dla słowa "pieniądz"
                          >
                          > Aż szacunek? Czy to aby nie za wiele? Szacunek lepiej okazywać
                          > ludziom. Jeśli chodzi o pieniądze, lepiej po prostu uznać
                          > konieczność ich posiadania.

                          Szacunek dla pieniądza to jest szacunek dla człowieka, który je chciał i umiał zapracować, a nie ukraść.
                          >

                          > We współczesnym
                          > świecie największe pieniądze pochodzą z innych źródeł niż własna
                          > praca.

                          Pieniądze zawsze pochodzą z pracy, przy czym we współczesnym świecie mniej się liczy praca rąk na rzecz pracy umysłu.

                          > Bardziej zależy od tego, jak kto się ulokuje przy wielkim
                          > stole, gdzie dzielą ten wspólny tort.

                          O, koniecznie przeczytaj tę biografię Feynmana. On bardzo logicznie tłumaczy,że nie ma nic takiego, jak gotowy tort do podziału.
                          To ciacho trzeba umieć upiec.

                          > W świecie który powstaje na
                          > naszych oczach coraz więcej pracy wykonują maszyny, automaty i
                          > komputery. Dla człowieka konkretnej i sensownej pracy pozostaje
                          > coraz mniej.

                          Robotnicy w XVIII-wiecznej Anglii niszczyli maszyny, które jakoby zabierały im pracę. Czy obecnie w Anglii brak pracy?
                          Wszystkie maszyny, automaty i komputery to jest wynik ludzkiej pracy. Pracy prawdziwie ludzkiej, bo intelektualnej. To jest krzywda dla człowieka, gdy swoim działaniem ma zastąpić maszynę.


                          Ryszard Kapuściński w Lapidarium IV pisze, że świat nie
                          > ma pomysłu na to, co zrobić z energią miliardów ludzi na świecie,
                          > którzy wegetują bezczynnie.

                          No właśnie, ja też pamiętam z Kapuścińskiego tych ludzi siedzących w bezruchu, w bezczynności całe godziny, całe dnie. Przejmujący obraz. Ale tak jest w krajach nierozwiniętych, gdzie ani maszyn, ani automatów, ani komputerów.
                          Te kraje wysoko rozwinięte, które znam z widzenia, to kraje ludzi zapracowanych, zajętych, czynnych zawodowo do późnych lat życia.

                          > Wyobraźmy sobie świat, gdy nie będzie już zadnej pracy. Co będzie
                          > decydowało o podziale puli pieniędzy pomiędzy ludźmi, gdy całą pracę
                          > wykonają automaty? Może ktoś rzuci jakiś pomysł?

                          Chyba żartujesz? Jak na razie im więcej automatów, tym więcej potrzeba inżynierów.
                          Im bardziej jesteśmy wykształceni, tym więcej potrzebujemy dobrych nauczycieli i wychowawców.
                          Im dłużej żyjemy, tym więcej dobrych lekarzy, pielęgniarek oraz opiekunów nam trzeba.
                          I tak dalej.
                      • mader1 Re: coś z głową Feynmana jest nie tak 21.08.08, 14:16
                        > A Inni? Bywają ludzie, którzy nie chcą NIC, nie marzą o niczym, i
                        tacy budzą
                        > niepokój otoczenia i psychiatrów.

                        z tym, ze to już nie dotyczy Feynmana. On w tym czasie, w którym
                        pracował, dostatecznie zarobił na siebie....
                        Ludzie mają bardzo różnie ustwione priorytety, on zdecydował, że
                        powyżej pewnego poziomu życia ( który według niego był
                        wystarczający :0, bo przecież już wcześniej ośrodki badawcze
                        podnosiły mu uposażenie, rywalizujac o niego) ważniejszy jet dla
                        niego spokój - no bo jak inaczej nazwać, to że nie chciał podejmować
                        nowych decyzji, kontakt ze znanymi kolegami, atmosfera, którą w
                        jednym miejscu znal, w drugim była niepewna.
                • mader1 Zdiagnozowani.... 19.08.08, 12:46
                  Nie wiem czy Feynman miał Aspergera czy nie, choć w " Pan raczy
                  żartować, panie...' widać wyraźnie cechy tej choroby (?). Ale nie
                  robi mi to wielkiej różnicy... Taka diagnoza nie jest wyrokiem. On
                  tak naprawdę nie musi już udowadniać, jaki jest. Kochał i był
                  kochany, pracował, miał przyjaciół i znajomych.
                  Poznaję młodych ludzi, z których wielu ma coś zdiagnozowane - a to
                  ADHD, a to lateralizację skrzyżowaną, a to dysleksję, dysgrafię,
                  dyskalkulię (!), różne rodzaje nerwicy... Takie czasy. A diagnoza
                  bardziej potrzebna jest chyba, by zrozumieć siebie i żeby gdy
                  przychodzi jakiś problem nie tylko kiwać nad nim głową , ale coś
                  zrobić smile
                  Asperger to nic takiego. To tylko próba uporządkowania problemów
                  ludzi, ktorzy mają niezwykły stosunek do rzeczywistosci.

                  Do tego, co pisze Rycerzowa chciałabym tylko dodać, że to ludzkie
                  pragnienie posiadania " więcej", "lepiej" dotyczy nie tylko
                  pieniędzy smile))), ale ponieważ najczęściej mamy problemy bytowe, na
                  nich właśnie się skupiamy smile
                  Mozna zupełnie świadomie tak się ukierunkować, że chcieć zdobywać
                  coraz więcej i więcej wiedzy , więcej podróżować, coraz więcej
                  czytać... Tak jak pisała Rycerzowa można chcieć więcej dla swoich
                  dzieci - także swoim kosztem. Można chcieć coraz więcej dawać smile
                  • rycerzowa Re: Zdiagnozowani.... 19.08.08, 15:51
                    mader1 napisała:

                    > Poznaję młodych ludzi, z których wielu ma coś zdiagnozowane -
                    > Takie czasy.

                    O tak. Starsi też powinni mieć to i owo zdiagnozowane.
                    Niedługo strach będzie zajrzeć do lustra, bo właściwie za każdym jest jakiś
                    ZESPÓŁ. wink


                    > chciałabym tylko dodać, że to ludzkie
                    > pragnienie posiadania " więcej", "lepiej" dotyczy nie tylko
                    > pieniędzy smile))),

                    Ależ żaden normalny człowiek nie pragnie pieniędzy jako pieniędzy!
                    W sensie dosłownym do niewielu rzeczy się nadają, w dodatku zdradzę wam,że w
                    dużych ilościach bardzo śmierdzą, wbrew przysłowiu.wink

                    Człowiek pragnie rozmaitych DÓBR, które może kupić za pieniądze.

                    > Mozna zupełnie świadomie tak się ukierunkować, że chcieć zdobywać
                    > coraz więcej i więcej wiedzy , więcej podróżować, coraz więcej
                    > czytać...

                    Dokładnie tak!
                    Przy czym niekoniecznie trzeba się "ukierunkowywać", po prostu można takim
                    być. No i po zaspokojeniu elementarnych potrzeb każdy nawet przecietny człowiek
                    pragnie dóbr wyższego rzędu.

                    > można chcieć więcej dla swoich
                    > dzieci - także swoim kosztem. Można chcieć coraz więcej dawać smile

                    No właśnie. Wykształcenie dziecka to obecnie dobro powszechnie pożądane.
                    Kiedyś standardem była matura, teraz magisterium. A w tych rodzinach, gdzie
                    magisterium było oczywistością, naturalnym pragnieniem jest doktorat. (Zawsze
                    ten "jeden pokój" więcej).

                    Ale - za to wszystko trzeba ZAPŁACIĆ! Za wiedzę, za podróże, za książki. I za
                    to, by dawać innym - również.
                    Nie ma "darmowych zup"! Na każdą porcję ktoś musiał zapracować.
                    • isma Re: Zdiagnozowani.... 19.08.08, 17:12
                      rycerzowa napisała:

                      Wykształcenie dziecka to obecnie dobro powszechnie pożądane.
                      > Kiedyś standardem była matura, teraz magisterium. A w tych
                      rodzinach, gdzie
                      > magisterium było oczywistością, naturalnym pragnieniem jest
                      doktorat. (Zawsze
                      > ten "jeden pokój" więcej).


                      Nie jest "naturalnym pragnieniem". Wyzsze wyksztalcenie w mojej
                      rodzinie jest standardem od trzech pokolen (tak, tak, babcie obie z
                      uniwersyteckim dyplomem...), ojciec zajmowal sie nauka zawodowo.
                      Zeby go przeskoczyc, musialbym dojsc do profesury, co mi juz raczej
                      nie grozi wink)). Owszem, byl moment, ze sie dobrze zapowiadalam
                      naukowo. Tyle, ze WLASNIE DLATEGO, ze nie musialam nikomu niczego
                      udowadniac, ze nie potrzebowalam zadnego "awansu" - moglam sobie
                      spokojnie ambicje zawiesic na kolku. Z wyboru.

                      A co do wlasnego dziecka to juz kompletnie ambicji nie mam wink)).

                      > Ale - za to wszystko trzeba ZAPŁACIĆ! Za wiedzę, za podróże, za
                      książki. I za
                      > to, by dawać innym - również.
                      > Nie ma "darmowych zup"! Na każdą porcję ktoś musiał zapracować.

                      Tak i nie. Bywa, ze to jest wzajemne obdarowywanie sie. Kawal swiata
                      widzialam dzieki ludzkiej zyczliwosci. Ale i tak to ludzie byli i
                      sa - dzisiaj, kiedy mozliwosci przede wszytskim rodzinno-
                      organizacyjne nie te - najwieksza zaleta tego walesania sie tu i
                      tam.

                      Aha, ksiazki w duzym wyborze mam za darmo wink)).
            • magdalaena1977 Re: Nie chcą milionów ;)))) 13.08.08, 22:41
              otryt napisał:
              > Pomylił audytoria i chciał rozpocząć dla nas wykład.
              > Nie poznał, że to inna grupa. ...
              Wasz wykładowca nie był taki zły.

              UW WPiA pierwszy tydzień czwartego roku (nowe zajęcia, nowe sale nikt nikogo nie
              zna). Sala B w AM wypełniona po brzegi. Wchodzi leciwa pani profesor, patrzy po
              sali i fałszywie kryguje się "ojej ! jak państwa dużo ! czy naprawdę
              przyszliście wszyscy na postępowanie nieprocesowe ?"
              Sala "NIE ! na ubezpieczenia społeczne !"
              I balonik zadowolenia został przekłuty ....
              • madziaq Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 15:08
                smile To i tak jeszcze nic w prównaniu z wykładowcami, którzy przychodzą i
                zaczynają od "Dzień dobry Państwu, a jaki to przedmiot będzie?". Ale to
                politechnika była, tam wszyscy, albo przynajmniej większość kadry naukowej ma
                jakieś aberracje mniejsze czy większe wink Co im nie przeszkadza być zasadniczo
                sympatycznymi ludźmi smile
    • nati1011 Re: Nie chcą milionów ;)))) 11.08.08, 22:10
      pewien święty modlił sie:

      "od nadmiernej biedy i od zbytneigo bogactwa ustrzeż mnie Panie...."

      Deprawować może i bieda i bogactwo. Pieniądze są potrzebne do
      normalnego funkcjonowania - zwłaszcza jak ma sie rodzinę. ALe jak
      często pamietamy, ze to co mamy zawdzieczamy Bogu? Niby ufam, a
      jednak chcę mieć odłożone na "czarną godzinę", nie potrafie oddać
      ostatniej koszuli, raczej to co zbywa. A wokół mnie tyle zbednych
      przedmiotów...

      Ale bogactow to też strach. Ostatnio robiłam przelew na kilkanaście
      tysiecy. Jak wiele nerwów mnie to kosztowało. Parę razy sprawdzałam
      numer konta i adresata. Przecież to taka duża kwota - zarobki wielu
      miesiecy.... tak oczyma duszy pomysłałam jak wielki byłby stres
      posiadania i dysponowania milionami.... To ja już wole swoje
      tysiące wink
    • minerwamcg Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 00:49
      Wiedzieliśmy z Arthurem tylko jedno - jeżeli wygramy jakieś
      pieniądze ponad to, co jest nam potrzebne do zasypania dziur, to na
      pewno ich NIE ZAINWESTUJEMY smile Oboje do prowadzenia biznesu nadajemy
      się jak koty do orki, a próba pomnożenia pieniędzy i związane z tym
      ryzyko wprowadzi w nasze życie tyle stresu, zamieszania, obaw i
      kłótni (a przy naszych zdolnościach i tak wszystko diabli wezmą), że
      dobrawdy nie warto.
      Zaspokoić potrzeby, spełnić jedno marzenie na głowę. A reszty jak
      najszybciej się pozbyć, do zera. Nie pozwolić, żeby apetyt zdążył
      urosnąć w miarę jedzenia.
      • nati1011 Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 08:30
        My generalnie mamy 1 potrzebę niezaspokojoną - lokalową. A
        dokłądniej zaspokojoną tylko cżesciowo - mamy gdzie mieszkać ale
        jest nam ciasno. Niestety zwiększenie lokalu o 2 pomieszczenia
        wymaga nakładów w wysokości ok pół miliona (no 400 tys) - dla mnie
        czysta abstrakcja. I zupełnie poza możliwościami. W dodatku sprzedaż
        jednego lokalu i zakup innego jest tak skomplikowany i karkołomny,
        że dostaję nerwicy na samą myśl. Ale widocznie na Górze są zdania,
        ze to co mamy powinno nam wystarczyc smile)

        Swoją drogą ciekawe dlaczego nie buduje się niemal wogóle mieszkań
        wiekszych niż 3 pokoje? Znalezienie lokalu np 5 pokojowego jest
        niemożliwe w dużym bądź co bądź mieście. Ba nawet 4 pokoje to już
        ciekawostka przyrodnicza - albo malutkie klitki (50 m2 i 4 pokoje -
        serio) albo poniemieckie landary (4 pokoje to 150 m2). Wniosek jak
        potrzebujesz 5 pokoi musisz kupić dom. A to już kompletny absurd
        cenowy.
      • madziaq Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 09:54
        > Zaspokoić potrzeby, spełnić jedno marzenie na głowę. A reszty jak
        > najszybciej się pozbyć, do zera.

        Kwestia definicji potrzeby wink Np drugi samochód to potrzeba, czy fanaberia? Ja
        mam serio problem z rozróznieniem. Tzn akurat samochód to w naszym przypadku
        potrzeba, bo ten co jest, to chyba tylko cudem Boskim jeszcze się nie rozleciał
        wink Ale np... większy telewizor, lepszy komputer? Nowy sprzęt do kuchni, choć
        obecny działa i da się na nim coś tam ugotować, no ale wiadomo, że nowy byłby
        lepszy, szybszy itd. Czy to jest potrzeba, czy zachcianka? Ja nigdy (no prawie
        nigdy smile) nie wiem.
        • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 10:04
          A mniej pracy - nie w ogóle rezygnacja z pracy, tylko rezygnacja z
          pracy tylko dla pieniedzy? Wycieczki zagraniczne? Pewność,
          przynajmniej wzgledna przyszłosci (to dla mnie kluczowy punkt w
          wygranej)? Powiedzenie krańcowo głupiemu szefowi "A mnie to lotto"?
          No i prawde mowiac, koniecznosci zyciowych jest naprawde malo,
          wiekszość rzeczy ktore mamy jest niekonieczna, za wyjatkiem
          jedzenia, spania, dachu nad glową i rzeczy koniecznych do pracy.
        • minerwamcg Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 12:20
          > Np drugi samochód to potrzeba, czy fanaberia? Ja
          > mam serio problem z rozróznieniem.

          U nas byłaby to raczej fanaberia, bo ja nie prowadzę smile Telewizora
          nie mamy i nie chcemy, a komputer można rozbudowywać i ulepszać po
          kawałku prawie do nieskończoności. A poza tym... po co jakieś
          nieprzytomne terabajty dysku komuś, kto pracuje głównie na plikach
          tekstowych? smile)))
          Oczywiście, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dlatego głównym zadaniem
          jest nie dopuścić, aby urósł.

          Rozumiem natomiast doskonale, że jeśli ma się samochód, który grozi
          rozsypaniem się na drodze, zakup nowego jest koniecznością. Jeszcze
          zanim stanie się koniecznością nomen omen palącą.
          • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 12:40
            Dlaczego nie dopuscić? Dla mnie niedobra i niszczaca jest chęć
            posiadania dla posiadania, natomiast "wzrost apetytu" na rzeczy,
            ktore są nawet bezposrednio nieprzydatne, ale slużą ulatwieniu, a i
            uprzyjemnieniu zycia wcale nie wydaje mi się zła - i nie wdze tez
            nic zlego w tym, ze apetyt na pewne rzeczy rosnie.
            Przyklad - jako dziecko jeździlam na wakacje, lazienki nie było,
            wygodka na podworku, potem w miare wzrostu cywilizacji pojawily sie
            lazienki w domach. Terz , o zgrozo , zycze sobie, aby mieć lazienkę
            przy pokoju. Czy moj apetyt urusl? Zdecydowanie? Czy lepiej w ten
            sposób wypoczywam - o niebo lepiej. Czy wobec tego zostalam
            zdemoralizowana przez chęć uksusu i posiadania - chyba nie.
            Podobnie wyobrazam sobie, ze chęc posiadania wiecej, o ile to czemus
            słuzy, nie jest zla sama w sobie. Spędzam wakacje głównie w Polsce,
            chętnie pojechalabym za granice i to nie Na Slowację. Gdybym wygrala
            pare milionow mój apetyt wzróslby niemożebnie - pewnie chcialbym i
            do USA i do Chin.
            Mam malutkie mieszkanie - tak naprawde potrzebne mi jeszcze dwa
            pokoje. Ale gdybym miala kasę - zrobilabym oddzielny gabinet,
            sypialnię i marzenie mojego życia - oddzielną bibliotekę. To
            wszystko na pewno niekonieczne, ale czy naganne?
            Taak, moj apetyt rosnie - i widze jak zw wzrostem apetytu mam wiecej
            wolnego czasu, mniej nerwów, zyje mi sie lepiej - najstarzemu
            dziecku pieluchy pralam recznie, mlodszemu - w pralce, najmlodszy
            miał pampersy. Prawde mowiąc, prac ręcznie tez można, wszystko
            ponadto stanowi już swoisty luksus (dla mnie przynajmniej).
            • minerwamcg Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 12:58
              To nie tak. Nie mówię o domu bez łazienki i ręcznie pranych
              pieluchach. Mówię o tym, że masz dobrego volkswagena a chcesz mieć
              najnowsze BMW, masz laptop z dingsem i bajerem a chcesz mieć jeszcze
              z wodotryskiem i przyciapą, kupowałaś dziecku pampersy za
              pięćdziesiąt złotych paczka, a teraz musisz koniecznie kupować marki
              HiperSuperDuper za sto pięćdziesiąt paczka, mimo, że dziecko tamte
              też lubiło i służyły mu. Taka samonakręcająca się spirala coraz
              większych potrzeb.
              • nati1011 Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 14:22
                ja przyjęłam zasadę, ze kupuje najtańszy produkt spełniający
                podstawowe funkcje.

                A więc pieluchy mają nie uczulać i nie przeciekać.
                młoda jechała na libero - ceratowe, były fajne ale skasowali,
                młodemu kupowałam hagissy, bo były najtańsze ale potem zmienili
                technologię i zaczeły przeciekać wiec zmieniłam na pampersy.

                Co do sprzętów - nie kupuję najtańszych, bo mnie nie stac na
                wyrzucanei po 3 tygodniach. Ale np cenię sobie sprzety z lidla -
                bezmarkowe, ale solidne i z długą gwarancją. Z zasady nowe kupuję,
                gdy stares ie psuje - lub mam komu sprezentować poprzednią wersję -
                typu: babci cieknie pralka, więc dostanie od nas sprawną
                kilkuletnią, a my kupimy nową.

                Choćbym miąła nie wiem ile kasy nie wydałabym 100 tysiecy na
                samochód. Górna granica luksusu samochodowego kończy sie u nas na
                okolicy 35 tys. Czyli mniej więcej roczna przecietna pensja.
                Uważamy, ze wiecej samochód nie jest dla nas wart. Nie kupie tez
                butów za 500 zł czy garsonki za tysiąc.

                I zupełnie poważnie, jak zaczełam myślec jak wydałabym 35 milionów
                to wyszło mi, ze nijak cała nasza rodzina nie potrzebuje wiecej niż
                5. Z uwzglednieniem zabezpieczenia na starość i mieszkań dla dzieci.
                Ja nawet nie pojechałabym w podróż dookoła świata - co najwyżej w
                parę miejsc w Polsce, czy za nasza sąsiednią granicą smile))

                To chyba kwestia piorytetów. Dziś nie mam milionów ale i tak nie
                kupuję wielu rzeczy, na które teoretycznie mnie stać.
                • magdalaena1977 Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 19:19
                  nati1011 napisała:
                  > Choćbym miąła nie wiem ile kasy nie wydałabym 100 tysiecy na
                  > samochód. Górna granica luksusu samochodowego kończy sie u nas na
                  > okolicy 35 tys. Czyli mniej więcej roczna przecietna pensja.
                  > Uważamy, ze wiecej samochód nie jest dla nas wart. Nie kupie tez
                  > butów za 500 zł czy garsonki za tysiąc.
                  Dla mnie niektóre ceny są takie przykro wysokie - tj. uważam, że jakiś przedmiot
                  nie jest wart swojej ceny , ale nie mam wyjścia - muszę zapłacić tyle, ile żąda
                  rynek , ewentualnie kupić coś niskiej jakości.

                  Uważam, że 400 zł to za dużo jak na normalne damskie kozaki. Ale niestety
                  wszystkie sensowne firmy tyle chcą i muszę zaakceptować taką cenę (przekonałam
                  się, że pozornie tańsze buty Deichmanna po tygodniu wyglądają jak ze śmietnika a
                  po miesiącu się rozpadają).
                  Tak samo uważam, że zwykły biały stanik nie jest wart 100 - 150 zł, ale jeśli
                  chce go kupić w moim rozmiarze muszę tyle zapłacić.
                  • nati1011 Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 20:38
                    > Uważam, że 400 zł to za dużo jak na normalne damskie kozaki. Ale
                    niestety
                    > wszystkie sensowne firmy tyle chcą i muszę zaakceptować taką cenę
                    (przekonałam
                    > się, że pozornie tańsze buty Deichmanna po tygodniu wyglądają jak
                    ze śmietnika
                    > a
                    > po miesiącu się rozpadają).

                    Ja kupuję buty na wyprzedazach - wtedy kosztują już 200 setki.
                    preferuję styl klasyczny, a noga mi już nie rośnie wink))
                    • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 21:52
                      To ja się chyba pod stół schowam. Bo w tym roku kupiłam sobie buty
                      za 120 zł i naprawdę, miałam wrazenie, ze to drogo. I nie dlatego,
                      zebym oszczędzala, czy nie miala pieniedzy - po prostu dla mnie
                      drogie buty niewiele róznia sie od tanich butow.
                      • nati1011 Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 22:49
                        verdana napisała:

                        > To ja się chyba pod stół schowam. Bo w tym roku kupiłam sobie buty
                        > za 120 zł i naprawdę, miałam wrazenie, ze to drogo. I nie dlatego,
                        > zebym oszczędzala, czy nie miala pieniedzy - po prostu dla mnie
                        > drogie buty niewiele róznia sie od tanich butow.
                        >

                        Bo tak jest. Często to drogie jest drogie tylko przez markę a nie
                        przez jakosć. Ostatnio dałam sie skusić na markowe adidassy. Bo te
                        tańsze to faktycznie przeważnie po 2 tygodniach sie rozsypują. Te
                        markowe może się nie rozsypały, ale są tak niewygodne, że i tak nie
                        moge w nich chodzić. Na pocieszenie - Verdana - powiem, ze w życiu
                        nie zapłaciłam za buty więcej niż niecałe 200 zł. I tylko krew mnie
                        zalewa, jak za sandałki dla młodego musze dac 80-100 zł. A i tak sie
                        ciesze jak coś znajdę. Młody ma dużą nogę w dodatku bardzo wysokie
                        podbicie i potwornie się poci. Musi być więc skóra, dobre
                        umocowanie, wysokie paski .... i oczywiście nic nie ma. A ceny?
                        Horendalne!! A przeciez 4 latek to pochodzi w butach góra 3-4
                        miesiące sad(( To w ramach polityki prorodzinnej.
                        • minerwamcg Re: Nie chcą milionów ;)))) 13.08.08, 10:35
                          Z butami to w ogóle trudno dojść do ładu. Już dawno się poddałam i
                          stwierdziłam, że nie jestem w stanie ocenić, jak długo dane obuwie
                          wytrzyma i co się w nim prędzej rozleci. Dlatego zlekceważyłam modę
                          i postawiłam na dwie firmy znane z mocnych i trwałych butów - trzeba
                          sporo zapłacić, ale mam je na cztery lata albo lepiej. Poza tym
                          wiem, że nie zrobią mi kawału i np. nie zafarbują smile
                  • luccio1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 16:39
                    magdalaena1977 napisała:
                    > Nie kupie też butów za 500 zł czy garsonki za tysiąc.

                    Buty za 500 zł kupiłbym - gdybym wiedział z góry, że z naprawami wytrzymają
                    następne 20, a choćby 15 lat.
                    • magdalaena1977 Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 19:40
                      luccio1 napisał:

                      > magdalaena1977 napisała:
                      > > Nie kupie też butów za 500 zł czy garsonki za tysiąc.
                      To nie ja !
                      To nati nie pozwoliłaby sobie na takie luksusy.

                      Ja teraz szukam bardzo eleganckiego klasycznego kostiumu na dużą oficjalną
                      okazję i mam nadzieję, że uda mi się coś znaleźć poniżej 1000 zł (może outlet
                      ?). Ale najgorsze jest to, że nawet w tych najdroższych (1300 - 1600 zł) ciężko
                      z dobrym dopasowaniem, z uwzględnieniem różnicy wagi i wzrostu ... sad
                      Dlaczego męskie garnitury szyje się na trzy wymiary (kołnierzyk, wzrost,
                      sylwetka) w dodatku z wełny a damskie kostiumy stopniuje się autorytarnie we
                      wszystkie strony i chętnie z poliestru ?
                      • luccio1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 22.08.08, 07:22
                        magdalaena1977 napisała:
                        > Ja teraz szukam bardzo eleganckiego klasycznego kostiumu na dużą
                        oficjalną
                        > okazję i mam nadzieję, że uda mi się coś znaleźć poniżej 1000 zł
                        (może outlet
                        > ?). Ale najgorsze jest to, że nawet w tych najdroższych (1300 -
                        1600 zł) ciężko
                        > z dobrym dopasowaniem, z uwzględnieniem różnicy wagi i
                        wzrostu ... sad

                        Czy pomyślałaś o uszyciu sobie na miarę? I o wspólnym z modystką
                        doprojektowaniu kapelusza do tego?
                        • magdalaena1977 Re: Nie chcą milionów ;)))) 22.08.08, 19:06
                          luccio1 napisał:
                          > Czy pomyślałaś o uszyciu sobie na miarę?
                          Myślałam, ale boję się co wyjdzie. Nie mam swojej krawcowej, w zasadzie nigdy
                          nic sobie nie szyłam. Wierzę, że kostium od krawcowej będzie idealny rozmiarowo,
                          ale jak mam ustalić, czy będzie dobrze leżał ? czy fason będzie odpowiedni ? Nie
                          potrafię wybrać ubrania bez mierzenia, bo wielokrotnie zdarzało mi się wyglądać
                          ok. w ciuchach, które na wieszaku prezentowały się średnio ciekawie, a
                          koszmarnie (staro, grubo, nieciekawie) tam gdzie sam kostium wydawał się być
                          idealny.
                          Czy Wy szyjecie sobie ? jak załatwiacie sprawę wyboru fasonu ?

                          > I o wspólnym z modystką doprojektowaniu kapelusza do tego?
                          Kapelusz nie będzie mi potrzebny, bo uroczystość pod dachem/
                          • minerwamcg Re: Nie chcą milionów ;)))) 25.08.08, 19:29
                            Magdalaena, toż po to, żeby dobrze leżał, są przymiarki! Do miary
                            kostiumu chodzi się co najmniej dwa razy, właśnie po to, żeby
                            obejrzeć się w lustrze w tę, wewtę i z powrotem, zobaczyć, czy
                            ubranie dobrze leży i co zrobić, żeby leżało jeszcze lepiej smile
                            Jeżeli chcesz mieć coś naprawdę dobrego, szczerze i serdecznie
                            polecam krawcową.
            • mader1 O apetytach... 12.08.08, 23:26
              Prawde mowiąc, prac ręcznie tez można, wszystko
              > ponadto stanowi już swoisty luksus (dla mnie przynajmniej).

              Jak przeczytałam sobie o praniu pieluch , suszeniu ( takie
              podciągane do gory suszarki, co chwilę wypadały i trzeba było
              poprawiać), prasowaniu ich... O pokojach, domkach na wczasach bez
              łazienki... no bez niczego w zasadzie... bo okna czy drzwi też
              wydawały się wirtualne... Jak sobie przypomniałam warunki na
              porodówkach... To pomyślałam sobie, że sporo młodsze osoby mogą nie
              wiedzieć czego można nie mieć i bez czego można się obyć smile)))))
              Moje dzieci chyba nie do końca wiedzą smile
              Ja całe swoje dorosłe życie mam sporo " ponad minimum"
          • madziaq Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 13:03
            > A poza tym... po co jakieś
            > nieprzytomne terabajty dysku komuś, kto pracuje głównie na plikach
            > tekstowych? smile)))

            Terabajty dysku może mniej, ale gigabajty RAMu i gigaherze procesora to owszem
            smile Tak to bywa w małżeństwie informatyków wink
            • minerwamcg Re: Nie chcą milionów ;)))) 13.08.08, 00:39
              Też zależy, co się na tym komputerze robi. Mnie np. w zupełności
              wystarcza to co mam, 1,4 Ghz i 512 MB RAMu gwarantuje mi szybkość
              dokładnie taką, jak potrzebuję, na 70 giga dysku mieści się wszystko
              i jeszcze ciut miejsca zostaje - aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że
              dzisiaj mój trzyletni laptop jest demode, przestarzały i w ogóle kto
              jeszcze takich używa smile Ano, ja używam, i mam zamiar jeszcze
              poużywać, tym bardziej, że mocny jest i od byle czego nie wysiada.
              • madziaq Re: Nie chcą milionów ;)))) 13.08.08, 10:18
                > Też zależy, co się na tym komputerze robi.

                No toż właśnie to samo mówię smile)) Też mam 3-letniego laptopa, który jako maszyna
                do pisania i do przeglądania internetu świetnie się sprawuje i nie planuję do na
                razie wymieniać. Ale tenże sam laptop przy próbie uruchomienia oprogramowania,
                które jest mi konieczne do pracy, rozgrzewa się do nieprzyzwoitych temperatur,
                staje na amen i odmawia współpracy wink
    • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 13:39

      verdana napisała:

      > Mam malutkie mieszkanie - tak naprawde potrzebne mi jeszcze dwa
      > pokoje. Ale gdybym miala kasę - zrobilabym oddzielny gabinet,
      > sypialnię i marzenie mojego życia - oddzielną bibliotekę.

      He he, a potem przydałby się pokój gościnny.
      To jest chyba prawo naturalne, nazywane u nas w domu prawem jednego pokoju, że
      zawsze w zasadzie chce się niewiele ponadto, co się ma.
      Ale zawsze więcej.

      Mamy mieszkanie ok. 80 m.kw. Gdy była trójka dzieci, brakowało pokoju dla jednej
      córki.
      Gdy syn poszedł na swoje i zwolnił miejsce najmłodszej , brakowało nam sypialni,
      by się nie rozkładać co noc w salonie.
      Gdy średnia wyfrunęła z gniazda, brakowało bardzo gabinetu (praca przeważnie w
      domu).
      Gdy już mamy całość dla siebie, brakuje nam pokoju gościnnego (lubimy gości).I
      biblioteka też by się przydała.

      I tylko gdzieś tam w podświadomości odzywa się "asperger", czyli bezwzględny
      logik: "Po co ci babo taka wielka chata, tyle gości i sprzątania?!"
      • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 16:02
        My mamy miezkanie 57 m. - kiedys dla 5, teraz dla 4 osob, z piatą
        dochodzaca. Przy czym wszyscy pracuja w domu.
        Dla mnie Twoje 80 to ten niedoscigly luksus.
        No i za 35 milionow, to ja bym zatrudnila panią do sprżatania. Teraz
        mam wprawdzie na to kasę, ale mojego mieszkania nie da się
        sprzatnąć...
        • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 16:08
          A tak po znajomości, jako historyk , Augiasza nie możesz poprosić?...
          • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 16:12
            Wspólne wynajęcie odpowiedniej siły roboczej taniej wypadnie.
          • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 16:51
            Augiasz nie da rady. Po prostu posiadanie dużej biblioteki w pokoju
            przedzielonym scianka dzialową, o powierzchni ok. 5 m. kw. stanowi
            przypadek tzw. kwadratury koła. Książke nie da się wynieść, poniewaz
            w pozostalych pokojach sa jeszcze większe biblioteki.
        • luccio1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 16:27
          Pani do sprzątania:
          owszem, wyręczy np. przy umyciu szyb czy (co gorsze i trudniejsze) ram okiennych - dojście do okna, czyli przestawianie kwiatków w doniczkach i innych "stojów", odsuwanie mebli - tego wszystkiego nikt prócz Ciebie nie zrobi, bo tylko Ty, ja wiemy u siebie, jak to uskutecznić bez szkody - a tłumaczyć, zejdzie 10 x tyle czasu niż zrobić samemu.

          (Dawniej, umycie okna w domu Rodzicielskim w małym pokoju - 3/4 roboty to było pozestawianie z parapetu ułożonych tam papierów, książek, kwiatków doniczkowych - na koniec odłączenie radia od dwu anten (ta druga: przewód rozpięty na ramie okiennej - specjalnie dla UKF) i adapteru - w sumie wyjęcie 4 wtyczek, w końcu zestawienie radia z szafki poprzecznej przy oknie, starcie tam kurzu, postawienie adapteru na miejscu radia - i można było myć okna;
          po wszystkim - przepastowanie parapetu i wierzchu szafki poprzecznej, zestawienie adapteru z powrotem na parapet, wstawienie radia na miejsce, podpięcie przewodów [tylko ja wiedziałem, co gdzie wetknąć], próba adapteru, czy nie trzeba obu wtyczek jego przyłącza zamienić miejscami, no i jak działa - więc przegranie jednej, drugiej płyty...
          -w końcu układanie i ustawianie rzeczy na parapecie tak, jak były - większość była potrzebna, mimo selekcji z rzadka dało się przy sposobności cokolwiek wyrzucić...).
      • mader1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 23:10
        Prawda, jest prawo jednego pokoju i rozciąga się na inne
        dziedziny smile))))
        Oczywiście uzasadnione jest to pragnienie dodatkowego pokoju, gdy ,
        jak w moim domu rodzinnym, pokoje były dwa ( 39 m)a nas czworo i moi
        rodzice nie dość, ze przysypiali przy jednym wspólnym telewizorze,
        gdy jedno chciało kino nocne, a drugie wstawało skoro świt, to
        jeszcze musieli zrobić w nim i czytelnię i gościnny i pokoj do
        pracy - bo jak mama pracowała w kuchni ( cud ! widna !), czasem się
        nie mieściła.
        Ale już w czasach wczesnej młodości bywałam w domach, gdzie był
        jeden pokój dla czworga, przedzielony sprytnie regałami z książkami
        i koleżanki z takiego domu oddychały w naszych " nędznych 39" pełną
        piersią.
        Pamiętając swoje skromne początki, nie odważam się myśleć teraz " o
        dodatkowym" pokoju, bo pokojów jest jedynie o jeden mniej niż
        domowników smile)))), a i łazienka nie tylko kuchnia z oknem... jest
        gdzie poczytać wink
    • ekan13 Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 20:53
      Ja co do tych wielkich milionów to pewnie umiałabym je wydaćsmile

      Nie mam natury obdarzonej zdolnością oszczędania. Korzystam z pieniędzy póki je mam, pomagam innym ale i sobie nie odmawiam jeżeli mogę spełnić jakąś zachciankę. Jeżeli była taka potrzeba kupowałam w używanej odzieży, teraz jak jest potrzeba potrafię wydać 600 na garsonkę. Staram się nie przywiązywać do pieniądza wszak to rzecz nabytasmile. Nie mam kompleksów jeśli ich nie ma, nie mam wyrzutów gdy są. Jeżeli je mam to gdzieś podświadomie czuję, że Bóg mi sprzyja i nie jest to nic złego póki nie buduję im ołtarzy. Abraham też był bogaty i Dawid i Salomon, a Bóg jeśli się od nich odwracał, to nie z powodu ich bogactwa.

      Wiem, że był gdzieś tam w świecie przypadek, że pewien mężczyzna przekazał całą niemałą wygraną na cele społeczne bo stwierdził, że nie chce nic zmieniać w swym życiu, że nic mu więcej do szczęścia nie potrzeba...czego sobie i wszystkim życzęsmile
    • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 12.08.08, 22:30
      Jeśli o bogactwo chodzi, to polecam mądrą i zabawną "Historię naturalną bogaczy"
      Richarda Conniffa. Bogacz to niby taki specjalny gatunek zwierzęcia. (Biedny
      też, zatem nie pocieszajmy się).

      Ci bogacze nie uważają się wcale za bogatych, bo cóż to jest te kilka miliardów
      dolarów! Zawsze ktoś ma więcej.(Prawo jednego pokoju więcej).
      Życie bogaczy nie jest bynajmniej różowe, i zawsze - wbrew pozorom - samotne.
      O co więc chodzi w byciu bogatym?
      O potrzebę dominacji, o to, by być "samcem alfa".
      Ciekawe, jakie nam przypadłyby litery alfabetu...
      • mader1 Nagłe wzbogacenie się :) 12.08.08, 22:57
        Nagłe wzbogacenie się, według mnie, może być tak zgubne, jak każda
        nagła zmiana. Wymaga wysiłku, przeorganizowania się, może
        dodatkowych wysiłków wychowawczych, zauważenia innego rodzaju
        problemów i zagrożeń - o ile oczywiście nie chce się tylko używać
        życia i mieć , a chce się także żyć i być. Gdy jesteś biedny może
        grozić ci głód, gdy jesteś bogaty jest to przejedzenie. Ale jedno i
        drugie może być przyczyną chorób czy śmierci... Wydaje się jednak,
        że w tym drugim przypadku łatwiej zaradzić... Co trudniejsze - brak
        możliwości czy pokonanie pokusy ?
        Zagrożenia niesie także inna gwałtowna zmiana - bankructwo albo choć
        gwałtowne obniżenie dochodów. Też trzeba się przeorganizować, też
        dzieci zadają pytania i mają pretensję. Też małżonkowie mają sobie
        za złe...
        Jedną z tych zmian udało nam się przeżyć, trochę nas
        nawet "ubogaciła"... Chciałabym , nie będę się oszukiwać,spróbowac
        drugiej smile)))))))
        Najwyzej pomoglibyście mi nie stracić rozumu wink))))
        • nati1011 Re: Nagłe wzbogacenie się :) 12.08.08, 23:01
          Wiesz co mnie przeraziło najbardziej w mozliwej wygranej? Znajomi i
          rodzina. Pomyślałam, ze bez wzgledu na to jak podzielę wygraną i tak
          spowoduje to niesnaski i pretensje. Zawsze parę osób bedzie czuło
          się pokrzywdzone. Na zasadzie cicia Frania dostała dom a Wójek Józio
          tylko samochód. A o kuzynce Gosi to wogóle zapomnieli.... Chyba z
          tym najtrudniej sobie poradzić.
          • mader1 Re: Nagłe wzbogacenie się :) 12.08.08, 23:16
            zupełnie jak przy dziedziczeniu smile)) Ale niektore rodziny potrafią
            to przeżyć.
            Tak. Gdy się człowiek dzieli, wygrał czy nie wygrał, zawsze ktoś ma
            pretensje. Nawet jeśli nie o to, co dostaje, to o czas, o ton w
            trakcie rozmowy ( " ale zważniał odkąd zaczęło mu się powodzić")...
            Jak bankrutujemy to też niektórzy, co tam - wielu - się odsuwa. " A
            nie mówiłem" jest wtedy ulubionym zdaniem smile))))))
      • azanna A ja znam milionera... 13.08.08, 09:49
        ...i dzięki niemu zmienił mi sie stosunek do "nagłej wygranej".
        Dopóki go nie poznałam myślałam podobnie jak Wy - że wielkie
        pieniądze mają zgubny wpływ na "człowieczeństwo" bogacza. A teraz
        wiem, że tak nie musi być.
        Mój znajomy nie pracuje, zajmuje się wychowaniem dzieci,
        zarządzaniem pieniędźmi i swoimi licznymi hobby (jedno mamy wspólne
        i dlatego się poznaliśmy). Jest jedną z najbardziej pozytywnie
        nastawionych do życia osób jakie znam. Ma w sobie wiele entuzjazmu
        wobec życia, wiele rzeczy go cieszy, wieloma sprawami się
        interesuje - nawet rzeczami, na które przeciętny człowiek nie
        zwróciłby uwagi (np. niuansami architektury mijanego domu). Tym
        swoim entuzjazmem i radością zaraża innych. Sprawia wrażenie tak
        jakby bogactwo dało mu wolność - wolność od zmartwień. Na pewno też
        nie stara się byc "samcem alfa"smile
        Nie jest jednak wierzący i ponoć nigdy nie był, więc nie da się
        oceniać go jako chrześcijanina.

        Ja chciałam wygrać duże pieniądze. Pewnie, że dzielenie ich między
        rodzinę wzbudziłoby niesnaski, ale...w mojej rodzinie ciągle coś
        wzbudza niesnaski, więc jestem już uodporniona. Natomiast bardzo
        chciałabym aż dwa pokoje więcejsmileoraz jakąś sumę na koncie - na
        studia dziecka/dzieci - i na moje zachcianki czyli fajne wakacje co
        rokusmile
        Mnie przeraża możliwość pomocy innym przy dużych pieniądzach - kogo
        wspomóc, a kogo nie? Już w tym roku miałam dylematy z przekazaniem
        1% podatku, a co byłoby gdybym chciała przeznaczyć na cele
        charytatywne kilka milionów? Niemniej jednak i tak uważam, że
        wolałabym takie problemy od ciągłego liczenia każdej złotówki. Bo
        bieda też może człowieka "zepsuć" i spowodować spore zgorzknienie.
        • luccio1 Re: A ja znam milionera... 13.08.08, 12:13
          Istotnie, przy ograniczonych środkach własnych nie ma wyboru:
          pomagać można jednemu, najwyżej kilku - ważne, żeby to robić
          systematycznie.
        • mader1 Re: A ja znam milionera... 13.08.08, 13:19
          No ja też znam smile Z tą różnicą, że właściwie tylko jeden z nich
          przestał pracować - ale jest w wieku okołoemerytalnym - i zostawił
          wszystko swoim dzieciakom do zarządzania a sam patrzy na biegające
          po jego polach konie smile))))
          Problemy mają Ci moi znajomi takie, jak wszyscy. Szukają czasu dla
          dzieci, są odpowiedzialni i za pieniądze, które mają i za ludzi,
          których zatrudniają... Czasem siadają do odrabiania lekcji ze swoimi
          dzieciakami, wymyslają śniadania dla nocujących koleżanek -
          przyjaciółek ze słuchawką przy uchu. Starają się, by mieć jak
          najdłuższe wakacje i spędzić je z rodziną smile)))) Dzielą się
          chętnie... no i tak... niektórzy się obrażają , ale wielu potrafią
          pomóc... Czasem mają smutną refleksję, że można człowieka lubić,
          można mu współczuc i załatwić czy dać pracę, ale... nie zmieni się
          go.

          > Ja chciałam wygrać duże pieniądze. Pewnie, że dzielenie ich między
          > rodzinę wzbudziłoby niesnaski, ale...w mojej rodzinie ciągle coś
          > wzbudza niesnaski, więc jestem już uodporniona.

          To prawda. Niesnaski mogą być z powodu małych pieniędzy, ale mogą
          być też o czas, o poświęconą uwagę, o to kto powinien pierwszy
          zadzwonić, przyjechać i kto kogo zaprosił na imieniny...

          I jeszcze... pieniądze czasem są bardzo potrzebne. Zwłaszcza w
          przypadku choroby, nawet tej średnio poważnej. Dentysta moich trojga
          dzieci pochłania majątek - możnaby wyjechać na przyzwoite, bogate
          wakacje. Ostatnie leczenie pod narkozą, o którym pisałam, było
          możliwe tylko dlatego, że mogliśmy zapłacić i to sporo.
          Pozostawienie problemu mogłoby grozić komplikacjami zdrowotnymi. I
          choć nie jesteśmy milionerami, dziękowaliśmy Bogu, że te pieniądze
          mieliśmy.
    • mader1 A w legendach... 13.08.08, 13:41
      Znacie " O Złotej Kaczce"
      www.kobylinski.pl/wwa/legenda2.htm
      A w " Krasnoludkach i sierotce Marysi" wczoraj przeczytaliśmy
      "Człowieku - rzecze cichym głosem. - Żebyś ty tych skarbów nie
      połwę, ale tysiąc tysiaców tysięczną cząstkę miał, toby zguba twoja
      była ! Wielkie bogactwo powala człowieka tak jak wielka niemoc. Silę
      mu z ciała bierze, ducha z piersi wyciska, z dobrej drogi zbija..."
      A o skarbach
      " Wszelkie skarby biorą się z tego, co opuści i poniewiera człowiek.
      Odrobiny nie spożytego czasu mienią się w szafiry; odrobiny nie
      spożytego chcleba- w perły najjaśniejsze; odrobiny siły, co się nie
      obróciła na dobre ni sobie, ni komu, w szczere idą złoto. Gdyby
      czlowiek okruszyn takich nie upuszczał i nie poniechiwał, skarby te
      byłyby jego. A tak idą w ziemię i my ich tam strzeżem".
      Swoją drogą... ile ja się przy okazji tych " Krasnoludków... "
      musiałam nagadać...
      • rycerzowa Re: A w legendach... 13.08.08, 14:01
        Oj tak, tak - strasznie kwaśne te winogrona...
        • verdana Re: A w legendach... 13.08.08, 16:32
          Po głębszym namysle stwierdzam, ze mogę narazic na szwank moj dobry
          charakter i zdecydowac się na te miliony. Nie odmowię ich przyjęcia,
          nie rozdam tez wszystkiego. Zaryzykuję.
          • mader1 :))))) b/t 13.08.08, 18:20

    • rycerzowa Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 10:30
      paszczakowna1 napisała:

      >
      > Naprawdę, jak na standardy swojego środowiska, Feynman wydaje mi się zupełnie
      > normalny. Zresztą, ludzie którzy go znali osobiście też nigdy nie wspominali o
      > jakichkolwiek podejrzeniach o zaburzenia psychicznie - tyle tylko, że był
      > człowiekiem ze swoistym poczuciem humoru i skłonnościami do konfabulacji.

      Gwoli ścisłości napisać trzeba,że Feynman miał zdiagnozowane zaburzenia psychiczne. To był powód jego nienadawania się do służby wojskowej (już po wojnie). Oczywiście, z opowiadania zainteresowanego wynika, że to wojskowi psychiatrzy są bandą głupków, ale fakt jest faktem.

      Z ciekawostek napiszę jeszcze,że Feynman widział k o l o r y liczb, równań matematycznych.

      Pisząc o "aberracjach", nie uważam bynajmniej geniuszy za wariatów. Oni są INNI. Autorka biografii Nasha ciekawie opisała to w książce "Piękny umysł". Nash INACZEJ, niż zwykły, nawet wybitny naukowiec, dochodził do swoich teorii.
      Wydaje mi się, że oni są WOLNI od zwykłych schematów myślenia oraz od zwykłych ludzkich emocji.

      A my tłumaczymy sobie ich postępowanie NASZYM językiem.
      Czyli, wracając do tematu wątku, Feynman odrzucił intratną propozycję nie ze względu na naukową skromność i niechęć do mamony (bierzcie ludzie przykład z geniusza!), ale ze względu na niechęć do podejmowania jakichkolwiek decyzji.
      Tamto nowe stanowisko było naprawdę ciekawe - katedra po Fermim na wydziale fizyki w Chicago.
      • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 15:29
        Kolory liczb to ja tez widze... Tylko nic z tego u mnie nie wynika.
        • ekan13 Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 19:21
          OOO ja też tak mam! I nie tylko liczb ale i dni tygodnia, imion, nazwisk.....hmm i też nic z tego nie wynika, no może czasem kolorystycznie nie pasują mi imiona w zestawieniu z nazwiskamismile)
          • mader1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 19:36
            smile)))
            nie bądźcie takie skromne kobiety, geniusz w Was tkwi smile)))
            • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 19:49
              Niedoceniony?
              A z imion najbardziej lubię zielone - i takie dałam dzieciom. Tylko
              najmlodszy ma ciemnoczerwone.
              • luccio1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 16:34
                verdana napisała:
                > A z imion najbardziej lubię zielone - i takie dałam dzieciom. Tylko
                > najmlodszy ma ciemnoczerwone.

                Jaki kolor ma imię: Łukasz?
                • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 18:08
                  Żołtawy. Z nieielka domieszka pomarańczowego.
                  • ekan13 Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 18:44
                    Żółty- bezsprzecznie ale jednak z domieszką szafirowegosmile
                    • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 19:26
                      Nie zartuj - gdzie Ty widzisz w Łukaszu szafirowy???
                      • luccio1 Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 20:49
                        Ale tak całkiem serio:
                        przypisywanie określonemu imieniu określonej barwy - to coś, o czym dowiedziałem
                        się dopiero tutaj, na Forum!
                      • ekan13 Re: Nie chcą milionów ;)))) 17.08.08, 23:09
                        Pewnie dokładnie w tym miejscu gdzie Ty pomarańczowysmile))

                        Przecież tam jest wyraźnie żółty z szafirową poświatą...jakby nie patrzećsmile
              • mama_kasia Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 23:03
                To dlatego tak się otaczam zielonym kolorem smile Gdzieś tkwi
                w imieniu smile

                Kasia
                • verdana Re: Nie chcą milionów ;)))) 16.08.08, 23:13
                  Oczywiscie, masz rację -Kasia jest zielona.
                  • ruda_kasia Re: Nie chcą milionów ;)))) 18.08.08, 10:42
                    A jaka jest barbara i zuzanna?
                    ciekawe, ciekawe, tez uwiebiam zieleń smile
                    • ekan13 Re: Nie chcą milionów ;)))) 18.08.08, 16:49
                      U mnie
                      barbara - żółta
                      Zuzanna- niebieska (taki niebieski bardziej stonowany, nie soczysty)
            • ekan13 Re: Nie chcą milionów ;)))) 14.08.08, 19:49
              Ja tak coś już od dawna podejrzewałam, tylko brakowało mi słów na określenie tego stanusmile))
              • k_j_z Re: Nie chcą milionów ;)))) 21.08.08, 10:02
                a Tytus Ignacy Kajetan?
    • mamalgosia Re: Nie chcą milionów ;)))) 26.08.08, 10:18
      Nie będę się Wam już tu w rozmowę wciskać, bo rozwinięta bardzosmile
      Ale napiszę tylko tyle, że ja bym bardzo chciaął jakiś milionik.
      Koszty leczenia tyle nam ostatnio pochłonęły (i jeszcze samochód -
      ktoś nam stuknął na parkingu), że mocno zaciskamy pasasad
Pełna wersja