Zeszyty i chińskie temperówki ...

19.08.08, 11:21
Pamiętam ostatnie dni wakacji, gdy byłam mała ( tfu... mała to
ciągle jestem, raczej - młodziutka)... Okładanie książek, kupowanie
naklejek, kredek, zeszytów. Lubiłam przeglądać podręczniki, nie
mogłam się doczekać, żeby spotkać koleżanki, kolegów.... A po
jakichś dwóch tygodniach przechodził mi ten radosny nastrój.
Aż do grudnia było nuuudno, smętnie, coraz trudniej się rano
wstawało ... Jakąś pociechą były lekcje polskiego, historii,
geografii i sala biologiczna - bo lekcje biologii już nie za
bardzo...
Moje dzieci nie przejrzały podręczników, nie staną w kolejce
ciągnącej się daleko poza sklep po zeszyty. Nie będą wąchać
chińskich gumek i nie będą porównywać maszkaronów na chińskich
temperówkach, które wydawały się najpiękniejsze na swiecie... To
nic, że figurki zaraz się odklejały, a temperówki nie temperowały.
Ciagle mają wakacje...
Dopiero pod sam koniec wybiorą się miedzy półki i zaczną szperać...

W tym roku mamy dwa egzaminy, a... nawet trzy... Maturę, egzamin
szóstoklasisty i ... rozmowę przed przyjęciem do pierwszej
klasy smile)))
Co za rok....
A co u Was ?
    • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 11:57
      Pamiętam. Owszem. Z moich własnych czasów szkolnych.
      Jak najbardziej:
      -nowe zeszyty;
      -radość, kiedy na początku VII klasy Tato dał mi jedno ze swoich
      piór wiecznych, dając tam całkiem nową stalówkę z końcówką irydową
      (tym piórem pisałem potem lata - aż długo poza studia) - i dwa
      spośród swoich ołówków automatycznych ("Versatil" - jeden na grubość
      grafitu 1,3 mm - rozmiar dziś nie do dostania, ale wciąż korzystam z
      zapasów nagromadzonych przez Tatę jeszcze w latach 60.);
      -radość w tym samym momencie - bo Tato odstąpił mi także jeden ze
      swoich kompletów kreślarskich, i to ten najstarszy, dobrze sprzed r.
      1900 (prawdziwe cyrkle - z możliwiścią zamiennego użycia końcówki z
      grafitem ołówkowym i grafionem do tuszu; osobno grafiony do tuszu do
      wyciągania linii prostej - całość w pudełku drewnianym od wewnątrz
      wyłożonym ciemnogranatowym pluszem, od zewnątrz obitym prawdziwą
      skórą z wytłaczanymi wzorami) -

      ale skoro nie mam własnych dzieci, to te wspomnienia odsuwając się
      coraz dalej i dalej w przeszłość, są dziś podobne do zdjęć
      wykonanych na błonie ORWOCOLOR, gdzie barwy upodobniły się z czasem
      jedna do drugiej i ogólnie wyblakły...
      • mader1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 12:27
        komplety kreślarskie... ja humanistka, która miałam niewiele do
        kreślenia, też je uwielbiałam smile też były chińskie, w metalowych
        pudełeczkach. Kiedyś po ołówki i inne rzeczy do kreślenia poszłyśmy
        z mamą do Skali...
        Lubię, jak dzieci zaczynają się zdzwaniać z przyjaciółmi, umawiać
        przed rozpoczęciem roku smile
        Jak przeglądają książki pachnące drukarnią smile
        • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 21:50
          mader1 napisała:
          > Kiedyś po ołówki i inne rzeczy do kreślenia poszłyśmy
          > z mamą do Skali...

          Oczywiście róg Basztowa/Długa?
          • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 21.08.08, 10:29
            > > Kiedyś po ołówki i inne rzeczy do kreślenia poszłyśmy
            > > z mamą do Skali...
            >
            > Oczywiście róg Basztowa/Długa?

            Pytając, pomyślałem "krakocentrycznie".

            Sklep "Skali" w Krakowie pod adresem jw. - ale np. Tato, idąc tam
            właśnie, nigdy nie wybierał się inaczej, jak tylko
            "do Aleksandrowicza".
            (Rudolf Aleksandrowicz, ojciec m.in. profesora Juliana,
            czyli "Doktora Twardego" - przed wojną największy kupiec z papierem
            w całym Krakowie;
            jego sklep mieścił się w reprezentacyjnym lokalu narożnym gmachu
            Izby Przemysłowo-Handlowej - adres: Długa 1;
            sklep "Skali" działał siłą bezwładności w dawnym lokalu,
            pomniejszonym o pomieszczenie na samym narożniku, gdzie wyrąbano
            przejście podcieniowe, aby tramwaje skręcające z Basztowej w Długą
            nie zahaczały o pieszych - przed wojną tramwaj jechał prosto z
            Długiej w Sławkowską i na odwrót;
            w gmachu nie było już Izby, której działalność ustała zaraz po r.
            1950, tylko Komitet Miejski PZPR - póki istniał; potem i aż do teraz
            Wydawnictwo Literackie, w chwili obejmowania gmachu kierowane przez
            tow. Andrzeja Kurza, poprzednio sekretarza komitetu jw., potem
            czynnego w inych instancjach i gremiach partyjnych).
    • maika7 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 13:12
      Szkołę witałam zawsze bez entuzjazmu. Szkoda mi było końca wakacji i wakacyjnej
      "wolności dysponowania czasem". Przede mna była perspektywa półgodzinnego
      marszu, potem - przez kolejne lata - dojazdów na drugi koniec miasta. Jedynym
      miłym akcentem wydawała mi sie możliwośc codziennego kupowania ... słoneczników
      we wrzesniu i październiku wink

      Przed dziecmi:
      1. syn po roku szkolenia sie w szkole policealnej postanowil pociagnac
      rownolegle i studia. Kibicuje mu w "wytrwaniu w decyzji mimo awersji do
      zinstytucjonalizowanej nauki" wink
      2. Rok luzacki wedlug mniemania Mlodszego Dziecka - druga klasa LO.

      No i znowu zaczną sie miesiące z rodznką rozdzieloną i codzienne dowozenie
      Dziecka Mlodszego do PKS-u w sąsiedniej wiosce. Stanowczo wolę wakacje.

      wink
      M.
    • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 13:15
      W VII i VIII kl. w ramach matematyki wchodził nader intensywny kurs
      geometrii - ze stereometrią włącznie.

      Do geometrii miałem osobny zeszyt - gładki.

      Porządny cyrkiel (łącznie z porządną linijką i porządną ekierką)
      zaczynał być potrzebny chociażby przy zastosowaniu geometrycznym
      twierdzenia Talesa: odłożenie na prostej n równych odcinków...
      Podobnie przy wyznaczeniu dwusiecznej kąta, czy też podziale okręgu
      na 6 względnie 12 części (tak jak 12 godzin na tarczy zegara)
      [przeprowadzenie przez okrąg prostej w pionie, tak, by część tej
      prostej była jego średnicą; potem - wychodząc od dowolnego punktu
      przecięcia wspomnianej prostej z okręgiem - "obskoczenie" okręgu
      cyrklem rozwartym na odcinek równy w pierwszym przypadku
      promieniowi, w drugim połowie promienia okręgu].
      • matizka Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 21:24
        Też pamiętam kiosk po drugiej stronie pola, w którym wystaliśmy
        wszystkie piekne pachnace gumki i kredki - cała klasa razem

        dziś tam jest od 15 lat blok, pole to aleja KEN, a pod spodem w ko
        ncu wybudowane metro.

        Dawno temu, a moja mała do drugiej grupy przedszkolaków dopiero
        idzie i najwyżej kapcie jej kupie nowesmile
      • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 21:46
        Prowadzimy prostą "w pionie" i prostopadłą do niej "w poziomie"; z punktu
        przecięcia zakreślamy dowolny okrąg - i mamy już na tarczy zegarowej
        12-godzinnej punkty godzin 12=0, 3, 6, 9. Skacząc po okręgu cyrklem rozwartym na
        pół promienia, uzyskujemy godziny pozostałe; wystarczy, że wyznaczyliśmy godzinę
        1 i 2 - i oto dokonaliśmy przy pomocy samego cyrkla podziału kąta prostego na
        trzy równe części!

        Prowadzimy dowolną prostą i z dowolnego jej punktu wykreślamy okrąg - a
        następnie skacząc cyrklem rozwartym na promień wyznaczamy pozostałe wierzchołki
        sześciokąta wpisanego - to wykonawszy dwa znaki na którymkolwiek półokręgu,
        podzieliliśmy samym cyrklem "kąt równy"
        (= 180°) na trzy równe części.

        Są to dwa przypadki, kiedy tzw. "trysekcja kąta" przy pomocy jedynie linii,
        kątownika i cyrkla jest w ogóle możliwa;
        we wszystkich innych przypadkach problem jest nierozwiązywalny przy użyciu
        wskazanych narzędzi, a zatem siłami "klasycznej" geometrii Euklidesa -
        - podobnie jak nierozwiązywalne jest "podwojenie sześcianu", tj. skonstruowanie
        sześcianu o objętości równej dwukrotnej objętości sześcianu danego.
    • dorotkak Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 21:50
      ha! jak przeczytalam tytul watku to myslalam, ze bedzie o dylemacie zwiazanym z
      kupowaniem chinskich towarow - hehehe. Ostatnio kupujac sztucce taki komplet
      prezentowy na slub okazalo sie, ze jest made i CHRLD - ekspediienta mowi - nie
      wiem gdzie to jestsmile nie kupilam.

      wracajac do Twojego watku - uwielbialam poczatek roku - pusty plan zajec to juz
      wisial od 1 sierpnia ma meblach gowtowy do wypelnieniasmile
      nowe byly tylko zeszyty, w gumkach i innych przyborach uzupelnialo sie braki
      tylkosmile ksiazki raczej nie pachnialy drukarnia - dostwalismy ze szkoly zuzyte -
      na koncu byla taka karta oceny z podrecznika - wpisywalo sie kto jest kolejnym
      uzytkownikiem i jaki stan podrecznika. Czasami dostalo sie po jakims lokalnym,
      szkolnym przystojniaku - co za radosc byla mniec ksiazke, ktora kiedy uzywalsmile))

      a pamietacie takie teniskowki biale czeskie czy chinskie - co sie kreda
      malowalo, zeby byly sniezno bialesmile)) i te podkolanowki koronkowe - tylko na
      rozpoczecie roku i sypanie kwiatkowsmile))
      • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 07:02
        dorotkak napisała:
        > pusty plan zajec to juz
        > wisial od 1 sierpnia ma meblach gowtowy do wypelnieniasmile

        Rzekłbym: nadgorliwość - i to znaczna...
        • decylia Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 22:07
          luccio1 napisał:

          > Rzekłbym: nadgorliwość - i to znaczna...

          A nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu...
      • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 07:09
        Jakieś 8 lat temu zepsuło mi się pióro wieczne - "składak" zrobiony
        kiedyś przez Tatę...
        Pękła gumka ze spiralną sprężyną wewnątrz - i zbiornik nie trzymał
        już atramentu, wszystko przelewało się poprzez stalówkę...
        Na to nie potrafił zaradzić ostatni w Krakowie specjalista zajmujący
        się naprawą piór wiecznych: p. Adam Karcz na Szpitalnej
        (kilka lat wcześniej funkcjonował jeszcze lwowianin, p. Adam
        Janczyszyn, na Sławkowskiej, idąc od Rynku w stronę Plant - w
        następnej bramie zaraz za gmachem PAU).

        Teraz używam naprzemiennie dwóch kupnych "pelikanów": jednego w
        pracy, kiedy jeszcze piszę coś ręką, drugiego w domu.
        (Komplet pisarski do pracy spoczywa na stałe w teczce - w
        cepeliowskim piórniku skórzanym).
      • mader1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 11:08
        > a pamietacie takie teniskowki biale czeskie czy chinskie - co sie
        kreda
        > malowalo, zeby byly sniezno bialesmile))

        Pamiętam smile))) Ja byłam taka trochę bardziej niechlujna - no i psa
        miałam- więc dopuszczałam jakieś plamki kurzu, ale moja koleżanka z
        łąwki miała nieskazitelne. Zupełnie jak zeszyty i pismo smile
        • dorotkak Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 13:35
          hahaha - w kwestie zeszytow to jeszcze bylam chlujna ale w srodku pismo bylo
          karygodne!!!
          • k_j_z Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 14:01
            ja tam w niczym nie byłam chlujna.
            I nawet nie pamiętam żebym, kiedyś pasta do zębów...
            Nie miałam tenisówek? smile)))
            A zeszyty wygladały nie powiem jak, bo sie wstydzę.
            I zawsze miałam uwagi za pismo.
            Czy to prawda, że pismo jest zwierciadłem duszy?
            • dorotkak Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 15:54
              kreda - nie pasta do zebow!!!
              z pismem byla masakra - chcieli mnie skierowac na godziny wyrownawcze z tego
              powodusad chyba od razu mi sie wtedy pismo poprawilosmile
              tenisowki mialas - tylko pewnie nie biale - były takie inne fajne kolorowe
              wsuwane, ale to z zagranicy przywozilismile))
              • mader1 A teraz... 20.08.08, 18:11
                są modne czeszki - czyli znowu tenisówki smile))) Moja córka kupiła
                sobie granatowe, żeby nie kredować, jak zobaczyła, że koleżanka z
                klasy czyściła swoje właśnie kredą smile))))

                Okładki od zeszytów to miałam raczej w porządku, ale pismo... Ewka
                pisała tak pięknie, a ja... no wiecie...
                Za to mój mąż pisał TAK, że chodził na te zajęcia wyrównawcze i do
                tej pory uważa, że to jawna niesprawiedliwosć była smile
                Tak.Coś z tym pismem - zwierciadłem jest wink
              • k_j_z Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 22:01
                wsuwane były czeszki, ale to juz byłam wtedy stara - po maturze.
                Kurde nie pamietam w czym ja po tej szkole chodziłm.
                A może w juniorkach?
                a zresztą nawet jak miałam tenisówki, to białe u mhnie mogły byc tylko z nazwysmile))))
                • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 22:18
                  Kraków - Nowodworek.
                  Strój do WF:
                  biała koszulka gimnastyczna - białe spodenki(!) - białe tenisówki
                  (nie pamiętam, aby ktokolwiek je "wybielał" czy to kredą, czy pastą do zębów).
                  • mader1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 22:40
                    WF Warszawa - Śródmieście ( podstawówka)
                    buty to nie pamiętam, chyba były to juniorki, spodenki; jedyne
                    dostępne - takie sztuczne, granatowe, świecące że nie wiem co smile))
                    i hit... koszulki, ale nie w byle jakim kolorze. Miały być dla
                    każdej klasy inne i pięknie miało być jak na samym Zachodzie smile)))
                    Jaki kolor dla nas wymyślili, nie pamiętam. Dość, że koszulek w tym
                    kolorze nie było nigdzie. Matki więc pracowicie barwiły te koszulki,
                    fajne to było, taką drewnianą łyżką miałam mieszać w garnku...
                    Rezultat - łyżka zabarwiona, garnek klorowy od środka,
                    koszulka...hmmm... troszkę jak... wybrakowana. Ale na WF-ie zaraz
                    pozbyłam się kompleksów - były jeszcze gorsze smile))))
                    • k_j_z Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 21.08.08, 07:48
                      WF Radom, czarne spodenki biała koszulka i nieszczęsne buty, które
                      zginęły w mrokach mojej niepamięci
                      Wersja dla córek bardziej zaradnych mam - jednoczęściowy czrny
                      trykot z czerwonymi lamówkami.
                      Jakoś się pewnie nazywał
                  • dorotkak Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 21.08.08, 14:10
                    luccio1 napisał:

                    > Kraków - Nowodworek.
                    > Strój do WF:
                    > biała koszulka gimnastyczna - białe spodenki(!) - białe tenisówki
                    > (nie pamiętam, aby ktokolwiek je "wybielał" czy to kredą, czy
                    pastą do zębów).
                    Kraków - Witkowski czyli tzw. piątkasmile))
                    stroje dowolne - jedyny wymóg - na białym płótnie czarnym flamastrem
                    napisane imię i taka zgrabna szmatka przyszyta do podkoszulka.
                    Oczywiście przypomnialam sobie o tym "za pięć dwunasta" i
                    przyszywalam na schodach korytarza - jak rowno było to chyba nie
                    muszę dodawać...
      • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 21:32
        dorotkak napisała:
        > ksiazki raczej nie pachnialy drukarnia - dostwalismy ze szkoly zuzyte > - na
        koncu byla taka karta oceny z podrecznika - wpisywalo sie kto
        > jest kolejnym uzytkownikiem i jaki stan podrecznika.

        W pierwszych klasach - jako "bardzo dobry uczeń" - dostawałem cały nowy komplet.
        Pod koniec kl. IV Pani powiedziała, że w tym roku, aby było sprawiedliwie,
        będzie losowanie, komu przypadną nowe książki.
        Los mnie ominął. Wtedy (czego mi do dziś wstyd) zacząłem płakać. Pani po lekcji
        podeszła do mnie i powiedziała, abym się nie martwił, będę miał nowe - niech
        tylko Tato albo Mama do niej podejdą. Mama poszła do Pani - i miałem. Po raz
        ostatni.
        W klasie V byłem już w innej szkole (zmiana była prostą konsekwencją
        przeprowadzki w obrębie Krakowa). Tam do kl. VI zbierałem zużyte książki po
        różnych starszych kolegach - posiadanie nowych straciło jakiekolwiek znaczenie.
    • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 22:35
      Kiedy chodziłem do szkoły, to jeszcze nie był czas chińszczyzny - za wyjątkiem
      wiecznych piór (długopisy się zaczynały).
      Do mazania używałem poczciwej "Myszki" kreślarskiej - zwykle dzieliliśmy się z
      Tatą po połowie (taka połówka "Myszki" przetrwała w moim piórniku od wyższych
      klas szkoły podstawowej poprzez całe liceum - aż do studiów; do końca nie
      sparciała, tylko troszeczkę utleniła się na powierzchni w miejscach nie używanych).
      • ekan13 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 22:54
        książki po porzednikach miały ten urok, że można tam było znaleźć mnóstwo wszelakiej twórczoścismile

        Pamietam też drewniane chińskie piórniki, mówcie co chcecie ale te ich pióra na atrament pisały rewelacyjnie.
        Obowiązkowo seryjny skajowy tornister, ja miałam z Tomcio Paluchem i buty Juniorki. Zeszyty i książki mama oprawiała w tapety i malowała linie i kratki w gładkich zeszytach gdy zabrakło takich drukowanychsmile

        A w tym roku środkowa idzie do zerówki, najmłodsza opuszcza po dwóch latach grupę maluszków i nie może pogodzić się z tym, że nie bedzie już w przedszkolu spała(!), ten typ tak masmile.......a ja cofam się do czasów studenckich - dostałam się na dzienną teologię nauczycielską...
        • isma Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 23:44
          ekan13 napisała:
          ...a ja cofam się do czasów studenckich - dostałam s
          > ię na dzienną teologię nauczycielską...

          No wiec dzisiaj, szukajac czegos zupelnie innego na stronie PAT,
          zawiesilam nieuwaznie wzrok na informacjach o wolnych miejscach -
          no, sa na teologii, sa. Ale na stacjonarnych! - powiedzialam sobie
          surowo, i czym predzej poszlam szukac tego, po co przyszlam wink)).
          • ekan13 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 21.08.08, 11:01
            isma napisała:


            >
            > Ale na stacjonarnych! - powiedzialam sobie
            > surowo, i czym predzej poszlam szukac tego, po co przyszlam wink)).
            >

            I stąd to moje szaleństwo, bo ja właśnie na dziennych, stacjonarnych, stacjonarnych....
            A, co tam idziemy razem z mężem, może w dwójkę, wspólnymi siłami damy radęsmile))
            Trzymajcie kciuki w każdym bądż raziesmile
        • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 21.08.08, 16:38
          ekan13 napisała:
          > Pamietam też drewniane chińskie piórniki...

          Do kl. I poszedłem z drewnianym piórnikiem polskim, prosto z "Cepelii", z
          wypalonym i podkolorowanym widokiem doliny Dunajca od Czorsztyna do Szczawnicy.
          Spojenia klejone bardzo prędko puściły, a wieczko pękło. Tato zdecydował, że nie
          ma co naprawiać - i wydobył ze swoich szuflad pudełko blaszane po ołówkach - o
          którym mowa obok.
          • minerwamcg Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 21.08.08, 18:01
            Według mnie piórniki chińskie drewniane nie bywały. Drewniane były
            polskie, "zakopiańskie", z motywem ludowym lub nawet stosownym
            napisem w rodzaju "Biały Dunajec" smile Były takież obsadki, też
            drewniane, wypalane we wzorki, a później długopisy w kształcie
            ciupagi.
            Do pierwszej klasy poszłam z piórnikiem drewnianym, zamykanym na
            pomysłowe ustrojstwo w formie żaluzyjki przez całą długość piórnika.
            Wadą tego rozwiązania było, że nie dawało się w nim nic upchnąć czy
            wrzucić niedbale - wszystko musiało leżeć płasko w przegródkach, bo
            inaczej żaluzyjka się nie zamykała.
            Drewniane piórniki służyły ponadto do międzyuczniowskich
            porachunków. Kolega zaprawiony takim w globus miał guza przez
            tydzień smile
            • ekan13 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 22.08.08, 23:14
              Bywały, bywały chińskie, drewniane. Ja miałam z motywem jakiejś tam gałązki z chińskim napisem, w komplecie do tego piórnika było pióro i długopis, który wyglądał dokładnie tak samo jak pióro i rewelacyjnie pisał, tak cieniutko.
              • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 22.08.08, 23:17
                Te chińskie długopisy, o ile dobrze pamiętam, miały nazwę ZENITH.
                • minerwamcg Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 23.08.08, 14:44
                  Całkiem nie tak. Zenith to były nasze polskie, robione na podrób
                  chińskich, pisały grubiej, brzydziej i w ogóle. Cała seria tego
                  była, aż po Zenith 12, czterokolorowy.
                  Chińskie to były chińskie, nazywały się Wing Sung czy jakoś tak,
                  były do nich specjalne chińskie plastikowe wkłady, grubsze od
                  zwykłych plastikowych a cieńsze od metalowych do zenitha właśnie,
                  ponadto długopisy owe w odróżnieniu od zenitha miały "czapkę" nie
                  srebrną a złotą.
                  • minerwamcg Uzupełnienie, errata i w ogóle zenithologia :) 23.08.08, 14:51
                    Zaraz, zaraz, bo się wyraziłam nieprecyzyjnie. Zenith to była cała
                    seria długopisów i piór, z których jeden model, zenith-ileś-tam, był
                    podróbą chińskiego. Pozostałe bywały przyciskane (chyba zenith 4 i
                    7), były też wieczne pióra grube (zenith 1) i cienkie, znowu podobne
                    do chińskich, zenith bodajże 6.
      • dorotkak Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 19.08.08, 23:26
        cos w tym jest co piszesz luccio1, albo wtedy towary byly solidniejsze, albosmy
        bardziej o nie dbali. Piornik skorzany kupiony gdzies w starszych klasach
        podstawowki, przetrwal i liceum i studia, trwa i teraz. Nawet znienawidzone
        halaty sie szanowalosmile a worek na buty mimo ciagniecia po ziemi do domu - za nic
        niechcial sie podrzecsmile a byl koszmarnie zielony...
    • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 20.08.08, 00:00
      Chodziłem przez koniec podstawówki, liceum i całe studia z piórnikiem metalowym
      z odkładanym wieczkiem na zawiasach - pudełko firmowe "Hardtmutha" sprzed wojny,
      mieszczące 12 ołówków. Porcja ołówków w trwałym opakowaniu.
      Piórnik ten do dziś istnieje - tylko pełni obecnie służbę "stacjonarną" w
      szufladzie biurka.
    • luccio1 Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 07:50
      "Piramida schodkowa", pracowicie sklejona z pudełek od zapałek.
      Szufladki pudełek zaopatrzone w guziczki do wyciągania i oklejone
      etykietami; wewnątrz kartoniki z małymi i wielkimi literami alfabetu
      - co szufladka, to litera, oczywiście wszystkie litery polskie
      osobno; postęp alfabetyczny z góry na dół i od lewej do prawej -
      zatem pudełko wieńczące całość to "A a", ostatnie w dolnym rzędzie
      po prawej "ą"oraz "ę".

      Rzecz służyła mi dwukrotnie: najpierw w pierwszej klasie do
      składania wyrazów z liter polskich; kiedy w kl. V zaczął się
      rosyjski, uzyskała "drugą młodość", powiększona od spodu o dwa
      dodatkowe rzędy pudełek (rosyjski ma więcej znaków) - szufladki
      zyskały nowe etykiety i nową zawartość - teraz było od "a" na
      szczycie do "ja" w najniższym rzędzie po prawej.

      Wykonanie całości - łącznie z wykaligrafowaniem liter tuszem na
      kartonikach - była dziełem Taty.
      • k_j_z Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 08:51
        no i znowu wspomnienia a miało byc o nadchodzącym roku szkolnymsmile)))
        Chińskie gumki pamietam doskonale.
        Fartuszki krzyzaczki też.
        A zlat póznej podstawówki czeskie długopisy czterokolorowe
        z "fotokomórka"
        Teraz zeszyty bylejakie, pióra u dzieci funkcjonuja jak najbardziej,
        ale ksiązkami ekscytuja sie tylko najmłodsze jednostki.
        My mamy zgrupowanie egzaminów w tym roku:
        Matura, egzamin gimnazjalny i egzamin szóstoklasisty.
        No i Pierwszą Komunie Swiętą najmłodszego.
        przyszły rok będzie luzacki.
        Żadnych końcowych egzaminów????
      • mader1 Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 11:05
        A nie... do celow dydaktycznych służyły takie plastikowe kieszonki
        na literki i cyferki w plastikowych, burych okładkach. Dłużej
        wycinałam te cyferko, literki, dlużej je porządkowałam, niż
        układaliśmy z nich wyrazy i zdania. Były użyte pod koniec lekcji
        kilka razy, a ciągle wypadały, rozsypywały się i coś było z nimi nie
        tak...
        Wolałabym pewnie z pudełek po zapałkach. Z nich robiłam sobie "
        szafeczki z szufladkami"
        • decylia Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 22:16
          > A nie... do celow dydaktycznych służyły takie plastikowe kieszonki
          > na literki i cyferki w plastikowych, burych okładkach. Dłużej
          > wycinałam te cyferko, literki, dlużej je porządkowałam, niż
          > układaliśmy z nich wyrazy i zdania.

          Były paskudne! Cały czas nie rozumiałam po co one w ogóle są smile
          Z rzeczy wiecznie szwędających się po moim plecaku pamiętam jeszcze
          patyczki do liczenia (profesjonalnej nazwy nie pomnę)...
          • luccio1 Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 22:23
            Były krążki - nazywały się "liczmany".
            Patyczki chyba nie nazywały się inaczej, jak tylko po prostu: "patyczki".
            Zresztą były nie do dostania - Pani kazała zaraz na początku pierwszej klasy,
            żeby Mama czy Tato poświęcili pudełko zapałek i oskrobali z nich łebki - w ten
            sposób (1961) miałem "patyczki do liczenia".
            Mam jeszcze z tamtych czasów liczydło: przyjemnie zielony plastyk z dwoma
            równoległymi "torami"; na każdym torze po 10 przesuwnych paciorków, w połowie
            białych, w połowie czerwonych.
            • luccio1 Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 22:25
              Tj. oczywiście: z każdych 10 paciorków 5 białych, 5 czerwonych.
          • mader1 Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 22:43
            Tobie wspominanie jeszcze nie przysługuje smile)), to za 30 lat
            gdzieś smile))) Lepiej się przyznaj, co teraz z przyjemnością kupujesz ?
            Plan lekcji już czytałam, że nie .... smile)))
            • luccio1 Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 20.08.08, 22:48
              Niedawno kupiłem drukarkę "Brother" ["braciszek"] 135 DCP, z wbudowanym skanerem...
              • luccio1 Re: Miałyście/mieliście coś takiego? 21.08.08, 16:31
                Z przyjemnością kupuję książki w antykwariatach. W tej chwili muszę się
                ograniczać - progiem jest 100 zł. Zawsze też ograniczałem się do tematyki
                historycznej - lokalnej (Kraków, trochę Lwowa).
                Najbardziej jestem dumny z kupionych przed ćwierć wiekiem dwóch tomów "Malarstwa
                w Polsce" Feliksa Kopery (t. 1: Średniowiecze; t. 2: Renesans i barok).
    • minerwamcg Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 21.08.08, 15:34
      U nas podręczniki zawsze były nowe, prosto z księgarni - tato "miał
      znajomości"... Po resztę sprzętu, tym mniejszą, im klasa wyższa,
      stało się w kolejce sięgającej poza drzwi sklepu papierniczego.
      Bywały też kiermasze szkolne, na ogół na Placu Wolnica, zdarzyło się
      nawet raz, że na Rynku Podgórskim smile Można było tam kupić jeśli
      akurat miało się szczęście coś z chińszczyzny: piórnik z prześliczną
      dziewczynką grającą na skrzypcach i napisem "Violinist" (na wypadek,
      gdyby ktoś był ślepy), temperówkę ukrytą we wnętrzu gipsowego
      tygryska albo krzywej mordy krasnoludka (nie wiem jak Wam, ale mnie
      te cuda zawsze strugały prześlicznie!), długopis piszący cienko,
      takież pióro i granatowy (wówczas wyłącznie) atrament.
      W liceum już takich luksusów nie było. Był kryzys, kiermaszy nie
      organizwano, bo też i nie byłoby co na nich sprzedawać, królowały
      bure wyroby krajowe, choć i czasem się jaka chińszczyzna trafiła.
      Podręczniki były używane, zeszyty oprawiane w kolorowy papier i
      wkładane w przezroczystą okładkę, żeby nie straszyły niebieską i
      brązową burością, trampki były zeszłoroczne (juniorki już się dawno
      olało, a zresztą nie można ich było dostać) a chałatu (tak u nas
      mówiło się na fartuch szkolny) wcale, bo w liceum wolno było nosić
      co się chciało, byle w przepisowych kolorach: szarym, czarnym,
      granatowym i białym.
      W podstawówce przygotowaniom do szkoły towarzyszyło ponadto
      wstydliwie skrywane postanowienie, że w tym roku już na pewno będę
      najlepsza, będę miała zawsze pięknie zapisane i na bieżąco
      pouzupełniane zeszyty, przyborów szkolnych nie pogubię i będę miała
      same piątki, nawet z matematyki.
      W liceum było już inaczej, nie było tej gorączki. Wiedziało się i
      tak, że z polskiego, rosyjskiego, łaciny i filozofii będzie piątka,
      reszta byle na detę...



    • otryt Koniec wakacji... 26.08.08, 10:34
      Lubiłem zawsze szkołę, jednak ostatnie dni wakacji napawały mnie
      jakimś niezrozumiałym smutkiem, że coś się kończy, coś na zawsze
      odchodzi. Przychodzą mi skojarzenia z sierpniem 1939. Tamten klimat
      świetnie oddany przez Konwickiego, np. w "Kronice wypadków
      miłosnych". W powietrzu unosi się jakaś nostalgia, lęk, niepokój. Te
      uczucia jak nigdy chcę zagłuszać jakimś szaleństwem, rzutem na
      taśmę zabawić się lub gdzieś wyjechać. Uciec jak najdalej. 1
      września to rocznica śmierci paru osób w mojej rodzinie. Po
      przekroczeniu tej magicznej daty znów wraca pragmatyzm, myślenie
      rzeczowe, radość z nowego, z nowej rzeczywistości, nowej szkoły,
      zmian w klasie, wśród kolegów, koleżanek, nauczycieli. Nie chciałem
      myśleć o szkole w końcówce sierpnia, łatwiej mi było w końcówce
      czerwca. Przykro jest zauważyć, że dzień jest coraz krótszy, ze o
      godzinie 20 jest już ciemno. (wtedy nie zmieniali czasu na letni).

      Gdy byłem w szkole podstawowej, nowe podręczniki kupowało się na
      talony, które rozdawała wychowawczyni. Najlepsi uczniowie dostawali
      komplet talonów, z którymi szło się do księgarni jeszcze w czerwcu.
      Reszta podręczników była używana, odkupiona od kogoś.
      • mamalgosia Re: Koniec wakacji... 26.08.08, 10:39
        nie zmieniali czasu na letni? Kiedy?
        • minerwamcg Re: Koniec wakacji... 26.08.08, 11:39
          mamalgosia napisała:

          > nie zmieniali czasu na letni? Kiedy?

          Cytuję za wikipedią: "W Polsce zmiana czasu została wprowadzona w
          okresie międzywojennym, następnie w latach 1946-1949, 1957-1964 i
          nieprzerwanie od 1977 roku."

          A więc w latach 1964-1977 zmian czasu nie było i ten okres zapewne
          wspomina Luccio.
          • minerwamcg Przepraszam!!! Nie Luccio, tylko Otryt! n/t 26.08.08, 11:40

          • otryt Re: Koniec wakacji... 26.08.08, 12:11
            minerwamcg napisała:

            >A więc w latach 1964-1977 zmian czasu nie było i ten okres zapewne
            >wspomina Luccio.

            Dokładnie. Choć przyznam się, że myślałem, że ten okres trwał ze 20
            lat. A tu tylko 13. O ile się nie mylę, początek i koniec czasu
            letniego w okresie 57-64 nie pokrywał się ze sobą w demoludach i na
            zachodzie.smile)
      • luccio1 Re: Koniec wakacji... 26.08.08, 12:11
        Mimowoli "wcisnąłeś guzik" - i przypomniało mi się, co Tato mówił o
        piosence "A mnie jest szkoda lata...".

        Miała się pojawić latem 1939 jako nowość.
        A potem słowa: "To tak, jak gdyby Ktoś Najdroższy nagle odszedł..."
        tłumaczono jako przeczucie, że to odejdzie Tamta Polska...

        Tato tak mówił.
        Być może coś źle zapamiętał, być może piosenka jest późniejsza...
        • otryt Re: Koniec wakacji... 26.08.08, 12:44
          luccio1 napisał:

          >Miała się pojawić latem 1939 jako nowość.
          >A potem słowa: "To tak, jak gdyby Ktoś Najdroższy nagle odszedł..."
          >tłumaczono jako przeczucie, że to odejdzie Tamta Polska...

          Myślałem, że powstała później. Okazuje się, że jednak wcześniej, bo
          w 1937 roku. Autorem słów jest Emanuel Szlechter. Ja z kolei miałem
          takie wyobrażenie o innej piosence, że zapowiada koniec Tamtej
          Polski "Ta ostatnia niedziela" z muzyką Jerzego Petersburskiego,
          która powstała w 1935 roku. Myślę, że katastrofę przeczuwano wtedy
          już kilka lat wcześniej. W 1939 była już pewność, nikt nie miał
          złudzeń. Pozdrawiam.


          pl.wikipedia.org/wiki/Emanuel_Szlechter

          PS. Aż sam się dziwię, jak wiele piosenek z tamtego czasu znam z
          dzieciństwa.


          • minerwamcg Re: Koniec wakacji... 26.08.08, 13:04
            Otryt napisał:
            > Myślę, że katastrofę przeczuwano wtedy
            > już kilka lat wcześniej.

            Witkacy... Zawsze w takich razach o nim myślę.

            >W 1939 była już pewność, nikt nie miał złudzeń.

            Różnie było. Jak kto.
            • luccio1 Re: Koniec wakacji... 26.08.08, 20:09
              Była piosenka "kobieca" - też z r. 1937:

              Gdy wrócisz - o nic Cię nie zapytam,
              serdecznie Cię przywitam
              jak gdyby nigdy nic...

              Gdy wrócisz - po tylu, tylu latach,
              zastaniesz pokój w kwiatach
              jak gdyby nigdy nic...

              Skąd autor/autorka tekstu mogli wiedzieć, że już wkrótce przyjdzie czas, gdy
              ludzie kochający się, ludzie sobie najbliżsi,
              nie będą mogli całe lata zobaczyć się - a tylko czekać i czekać jedno na drugiego?

              ("A mnie jest szkoda lata" - słuchałem przez radio w późnych latach 50. - w
              nowym nagraniu Andrzeja Boguckiego;
              "Gdy wrócisz..." - w tym samym czasie, też w nowym nagraniu - nie wiem czyim...).
    • mamalgosia Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 26.08.08, 10:38
      Ale co to są chińskie temperówki??
      Gumki i piórniki to wiem. Ale temperówki może nie miałam chińskiej
      • minerwamcg Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 26.08.08, 11:36
        Chińska temperówka to była najczęściej gipsowa figurka malowana
        jaskrawymi kolorami, wydrążona u dołu i w tym wydrązeniu była
        wklejona zwyczajna temperówka. Były też inne, podobne do polskich,
        okrągłe, najczęsciej w słodkich kolorach, z przyklejowym na
        wierzchu "mieniącym się" obrazkiem (patrzyło się z jednej strony był
        kotek, patrzyło się z drugiej, był piesek).
        Ktoś na forum się na te cudeńka skarżył, mnie jednak zawsze strugały
        doskonale, w przeciwieństwie do polskich, które nazywaliśmy
        łamaczkami, bo łamały grafity okropnie.
        • minerwamcg A w ogóle, kochani moi... 26.08.08, 12:42
          ...to w Krakowie nie mówiło się temperówka, tylko ZASTRUGACZKA. smile))
          Do dziś tak mówię, ku uciesze Arthura.
          • aka21 Re: A w ogóle, kochani moi... 26.08.08, 13:12
            Tak, taksmile
            A skrócona forma to była STRUGACZKAsmile
            Mój dziadek i tak najlepiej radził sobie z kredkami swoim
            scyzorykiemwink

            A pamiętacie takie chińskie piórniki z magnesem i wściekłymi
            obrazkami na górze. Ja do pierwszej klasy od cioci dostałam taki
            biały z pawiami (błyszczącymi!) w formacie prawie A4!..i mama nie
            zgodziła się żebym go nosiłasad, bo zbyt duży (i zbyt brzydki, ale to
            przemilczaławink) A i w środku było wbudowane lusterkosmile, żeby na
            lekcji się nie nudzićsmile
            Chińskie gumki służyły jeszcze do wąchania, a co ciekawsi, próbowali
            je żuć
            ...ale ja na wsi chodziłam do podstawówkiwink)
            • minerwamcg Re: A w ogóle, kochani moi... 26.08.08, 13:21
              Aka21 napisała:
              > A pamiętacie takie chińskie piórniki z magnesem i wściekłymi
              > obrazkami na górze. Ja do pierwszej klasy od cioci dostałam taki
              > biały z pawiami (błyszczącymi!) w formacie prawie A4!..i mama nie
              > zgodziła się żebym go nosiłasad, bo zbyt duży (i zbyt brzydki, ale
              to
              > przemilczaławink) A i w środku było wbudowane lusterkosmile, żeby na
              > lekcji się nie nudzićsmile
              > ...ale ja na wsi chodziłam do podstawówkiwink)

              No więc tototo właśnie były chińskie piórniki! Ja miałam taki
              mniejszy, ale były też wielkie, właśnie z lusterkami smile Mój był
              wściekle różowy z cud dziewczynką ze skrzypcami, o której już
              pisałam. I słowo honoru, te kolorowości nosiło się do szkoły także w
              samym środku miasta smile))
              • aka21 Re: A w ogóle, kochani moi... 26.08.08, 13:45
                Wersję mniejszą też potem dostałamsmile Mój był niebieski, ale już nie
                pamiętam z czym. Ten z pierwszej klasy był ciemno zielony,
                gładki...taki dorosływink fajnysmile
        • mamalgosia Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 26.08.08, 16:07
          minerwamcg napisała:

          > Chińska temperówka to była najczęściej gipsowa figurka malowana
          > jaskrawymi kolorami, wydrążona u dołu i w tym wydrązeniu była
          > wklejona zwyczajna temperówka.

          Oh!!!
          Były!!
          jakie one były piekne!!
    • luccio1 Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 26.08.08, 13:30
      Mam jeszcze zastrugaczkę - nie chińską, lecz produkcji NRD.
      Stryj przywiózł z Lipska, jak był w r. 1976 na wycieczce - na
      targach...
      Ma na sobie cenę: 80 fenigów enerdowskich (EVP 0,80) - negatyw był
      wygrawerowany na formie, do której wtryskiwano plastyk...
      Ostrze się po latach stępiło - już nie zacina grafitu do szpica.
    • luccio1 Zrobiło się 1 września... 01.09.08, 00:28
      i naszły mnie wspomnienia:

      - oprawianie nowych książek (nowych - bo mają w sobie nową treść - to czego
      jeszcze "nie było", czego "jeszcze nie braliśmy");

      - nowy zeszyt - zaczynany zawsze super starannie (bo zwykle pierwszą lekcję
      przepisywałem w domu z notatek robionych byle jak ołówkiem), a potem już "jak
      Pan Bóg pozwoli...";

      - atmosfera pierwszego tygodnia: jeszcze nie pytają, podział godzin podawany z
      dziś na jutro...

      To była ta przyjemna strona szkoły. Natomiast nie wiem, jak znosiłem dzwonki,
      tarcze, chałat ze świecącej satyny z białym kołnierzykiem, a potem granatową
      marynarkę i takież spodnie do niej...
    • madziaq Re: Zeszyty i chińskie temperówki ... 03.09.08, 17:05
      smile)) Też lubiłam powroty do szkoły, nawet w liceum. Ale jakoś zawsze po mniej
      więcej dwóch tygodniach mijał mi zapał wink Pamiętam, że za moich czasów pojawiły
      się piórniki tzw "z wyposażeniem", czyli wielkie jak cegła, z kompletem kredek,
      flamastrów, nożyczkami, cyrklem, nabojami do pióra (bez pióra tongue_out) i diabli
      wiedzą czym jeszcze w środku smile W pierwszej klasie takiego nie miałam, ale w
      drugiej wybłagałam od mamy i jako że we wrześniu mam urodziny, to był to prezent
      smile Potem dostałam przywieziony ze Szwecji piórnik "automatyczny", który
      otwierało się, naciskając na guzik. Nawet chyba miał kilka guzików do otwierania
      różnych przegródek. Ach, co to było smile)) Najśmieszniejsze jest to, że jednym z
      elementów wyposażenia tego piórnika był taki malutki nożyk introligatorski. Kto
      mi powie, po co takie coś dziecku, bo do dziś się zastanawiam??

      Na fartuszki i tarcze załapałam się tylko szczątkowo (chyba przez pierwsze dwa
      lata podstawówki) Ale pachnące gumki pamiętam smile))
Pełna wersja