k_j_z
28.08.08, 09:01
Po tych wątkach mamałgosi o krawędzi i sposobach na lęk duzo sobie
myslałam.
I tak mi przyszło do głowy, że może mnie jest łatwiej niz innym, bo
ja jakieś dziecko szczęścia jestem.
Pracuję. W pracy mi płaca zazwyczaj i jak na warunki radomskie
całkiem dobrze.
Dzieci mam szóstkę.
Zdrowe. Poza jakimism drobnymi alergiami nic im nie dolega.
Zdolne nieprzeciętnie. Niektóre nawet w kilku kierunkach.
Ignacy zdał bez większych przeszkód maturę, dostał się na wymarzone
studia.
Na ogól posłuszne, miłe i w miare sympatyczne.
W przewazającej większości się lubia nawzajem.
Żadne większe nieszczęście mnie nie dosięgnęło.
Może dlatego łatwo mi mówić o zaufaniu
I taka teraz myśł, czy nie powinnam się spodziewać ciosu?
Tzn, ja wiem, że to w każdej chwili może się skończyć.
Że to wszystko nie moja zasługa. I cały czas mam w pamięci, że komu
więcej dane, od tego więcej się będzie wymagać.
I czy ja sprostałam tym wymaganiom.
Wbrew pozorom wcale to nie takie łatwe.