czy dzieci mają za dużo bodźców

12.09.08, 18:04
Korespondujemy czasem z jedną z Forumianek i jej zdaniem
popołudniowy czas dzieci niekoniecznie musi być pozapychany
zajęciami zorganizowanymi.
Z tym to się zgadzam - ja od zawsze miałam odchył w przeciwnym
kierunku - żadnych zajęć pozaszkolnych, żadnych języków obcych,
dżudżitsów, kół takich i owakich. Może to kwestia charakteru, może
wychowania - nie wiem. Mnie zawsze wystarczał dom i podwórko.
Przełamuję się dla Chłopców i chodzimy na zespół tańca ludowego,
bardzo nam się podoba. Ale to, plus zajęcia dla Starszego w
kościele - dla nas to aż nadto. Z mojej strony jest to brak czasu
spowodowany szefem (grrr), ale widzę, że jak jest dzień z tańcami,
to nie ma czasu na odwiedziny u babci, na zabawę własnymi zabawkami,
czytanie tylko 20 minut... A gdyby tak było codziennie? Mam
wrażenie, że Chłopcy by wiele stracili. Ale może przeciwnie -
zyskaliby jakąś różnorodność? Bo co im po kolejnym popołudniu z
babcią, skoro mogliby np. biegle mówić po angielsku? (sanskryt
odkładam na wiek gimnazjalny)
Wiem, że rodzice często przeginają, bo dziecko nie ma czasu już na
nic (że nie wspomnę o cudownym ponudzeniu się), bo codziennie coś po
lekcjach. I taki wyścig szczurów to wiadomo, że niedobry.
Najlepszy jak zwykle jest umiar.
I to jedna sprawa.
Ale zauważyłam inną rzecz. Że nasze dzieci atakowane są niesamowita
ilością bodźców. O wiele większą niż myśmy byli w ich wieku. I
często za sprawą rodziców.
Wracając z pracy musiałam zatrzymać się na czerwonym świetle. Obok
był skwerek - trawnik z czewonymi różami. I wywołało to we mnie
wspomnienia. Do 5 roku życia byłam wychowywana przez Babcię. W
mieście, w którym mieszkałyśmy były dwa parki. Jeden składał się z
prostokąta trawy obsadzonego takimi właśnie różami, wokół alejka z
pomarańczowym żwirkiem (słyszę jego chrzęst!!), 6 ławek. Drugi park
to sama trawa, wierzby płaczące i 3 ławki.
I w takim środowisku spędziłam 5 lat. Nigdy się nie nudziłam, było
mi dobrze, a jedyne urozmaicenia jakie miałam, to czy idziemy "pod
wierzby" czy "do róż".
Moje dzieci już mają więcej atrakcji. To jedziemy na jakiś plac
zabaw, to do figloraju, latem starałam się kilka razy na
kąpielisko... Ale zauważyłam, że są rodziny, w których dzieci są
niemalże bombardowane atrakcjami. Wyrabia się godzina wolnego czasu -
pędzą na basen. Weekend: trzeba zaprosić znajomych. Sobota - kino.
Cały czas podaje się dzieciom coś na tacy, cały czas się je wyręcza.
A one po 20 minutach kiedy atrakcji nie mają jęczą "nuuuudzę
się", "kiedy pójdziemy/pojedziemy..." i tak w kółko.

A inny aspekt - czy będąc razem rzeczywiście jest się razem?
    • pawlinka Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 12.09.08, 18:31
      Jestem tego samego zdania. Ograniczyliśmy zajęcia do absoutnie
      koniecznych: logopeda, bo wada wymowy, katecheza przed Wczesną
      Komunią. Lolek jest ministrantem, to oznacza w sobotę spotkania
      wspólnotowe. A moje dzieci są domatorami. Chcą się bawić, wpaść
      dobabci albo prababci (dziś była bajka o utopcachsmile))) Nienawidzę
      braku czasu, popędzania dzieci.
      • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 12.09.08, 21:44
        Myślę, że braku czasu i popędzania to nikt nie lubi.
        Ale ja nawet nie o tych "zorganizowanych" zajęciach popołudniowych.
        Tylko o takim organizowaniu z marszu, zawsze, wszystkiego. Nie
        chodzi mi o to, że w poniedziałki angielski, we wtorki karate, w
        środy basen i joga... Tylko o to, że nawet gdy wyrabia sie tak zwany
        czas wolny, to sprawia się, że jest zajęty. Że to bycie zawsze jest
        robieniem czegoś. Nie chodzi mi bynajmniej o to, by lezec i kiwać
        palcem w bucie. Ale czy teraz np. dziewczynki posiedzą trochę i
        pohaftują krzyżykiem?

        P.S. Z jaką wadą wymowy walczycie?
        • minerwamcg Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 12.09.08, 22:06
          Mamałgosiu, pamiętasz "Pollyannę"? Tam ciocia Polly zapowiada
          siostrzenicy, że w poniedziałek będzie robiła to, we wtorek tamto, a
          we środę owo. A dziewczynka na koniec tej wyliczanki pyta: "A kiedy
          będę żyła?"
          Dziecko też człowiek i też mu trzeba dać żyć.
          • verdana Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 12.09.08, 22:31
            Zgadzam sie w 200% i ciesze sie, ze nie jestem odosobniona, bo juz
            mialam wrazenie, ze zostalam ostatnia osoba na swiecie, ktora uwaza,
            ze czas wolny stanowi wartość sama w sobie.
            Bez czasu wolnego, niezorganizowanego nie wychowa się mądrego
            czlowieka. Może wiele wiedzacego, moze robiacego kariere - ale
            madrego - nie.
            Żeby być madrym, trzeba mieć czas na myslenie.
            • kukulka11 Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 12.09.08, 22:44
              My czas wolny spoędzmay an tzw oszołomstwach - wycieczkach w stylu gdzie nas
              oczy poniosą. Dla samej przyjemnosci pobycia, pojechania i .. pobycia razem. Tak
              bylo od zawsze, taki nas zstyl zycia. A gdy sie maly urodzil, targamy go ze
              soba. I tak sie zastanawiam - czy to jestniepozwalanie na nudzneie sie. chyba
              nie. czasem tez sie nudzimy
            • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 09:38
              verdana napisała:

              > Zgadzam sie w 200% i ciesze sie, ze nie jestem odosobniona, bo juz
              > mialam wrazenie, ze zostalam ostatnia osoba na swiecie, ktora
              uwaza,
              > ze czas wolny stanowi wartość sama w sobie.
              Dla mnie osobiście ma. Boję się, że wynika to z tego, że z natury
              jestem leniem (choć z konieczności pracowitymsmile ). I często po
              prostu nie chce mi się nic robić. jesli taka szansa sie trafi, to
              nic-nie-robienie rzeczywiście jest dla mnie szczytem spełnionych
              marzeńsmile
              Natomiast w aspekcie rodzinnym jest po prostu byciem-z. Jest to
              trudniejsze bycie, niż np. pójście na plac zabaw - właśnie bez tych
              zewnętrznych bodźców łatwiej o to by dzieci nabroiły, by nakrzyczeć.

              > Żeby być madrym, trzeba mieć czas na myslenie.
              Verdano, ale czasem to lepiej czasu na myślenie nie mieć. Mówię tu
              jednak o osobie dorosłej, więc off topic
          • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 09:34
            minerwamcg napisała:

            > Mamałgosiu, pamiętasz "Pollyannę"? Tam ciocia Polly zapowiada
            > siostrzenicy, że w poniedziałek będzie robiła to, we wtorek tamto,
            a
            > we środę owo. A dziewczynka na koniec tej wyliczanki pyta: "A
            kiedy
            > będę żyła?"

            Polyannę pamiętam doskonale, choć - słowo daję - nie jest to oja
            ulubiona postaćsmile)

            Właśnei zgadzam sie z Tobą w całej rozciągłości i też uważam, że w
            natłoku wydarzeń nie ma czasu na życie.
            Ale wiem też, że większość rodziców chce dobrze dla dzieci i tylko
            po porstu różnimy się wszyscy w ocenie tego czym jest owo "życie".
            > Dziecko też człowiek i też mu trzeba dać żyć.
        • pawlinka Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 19:20
          odp. na PS
          wywoływaliśmy "r", a mała to i inne głosi musi poćwiczyć.

          Tak w pośpiech poczytałam i wyszło mi jak wyszło.
          Myślę, że bodźce są potrzebne, ta wizyta na placu zabaw to nie jest
          fanaberia. Powisi na drabinkach, pohuśta się, ale to jest bycie
          razem mimo wszystko. Ja posiedzę, pilnuję, poczytam sobie, ponudzę
          się, wystawię buźkę do jesiennego słońca, pohuśtam malucha, chociaż
          ostatnio starsze wzięło ze sobą mocny sznurek, przywiązało huśtawkę
          siostry do swojej i wyszedł pomysłowy Dobromir. "mama niechsę
          dychnie...".
          Problem jest wg mnie w tym, jeśli takie nudzenie się, popołudniowe
          bycie, uważa za stratę czasu. Bo to zbyt zwyczajne. Ja widzę, że
          moje dzieci lubią wypady, kino, teatr, wyjścia exstra, ale to musi
          być od czasu do czasu, bo są po prostu zmęczone ewentualnym
          nadmiarem.
          • mader1 Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 20:10
            Ja widzę, że
            > moje dzieci lubią wypady, kino, teatr, wyjścia exstra, ale to musi
            > być od czasu do czasu, bo są po prostu zmęczone ewentualnym
            > nadmiarem.

            moje bardzo lubią, chyba ja je trochę tym " zarażam". Od czasu do czasu, zamiast
            codziennie to nam wychodzi naturalnie. Po prostu, a to bilety drogo kosztują -
            jak 48 zł ostanio zapłaciliśmy za jeden bilet, za " Śpiącą..." to siłą rzeczy
            nie stać mnie na to ciagle... Bo ich troje jest smile)))
            Dochodzą jeszcze choróbska, a my z mężem jesteśmy dosć osamotnieni, jeżeli
            chodzi o opiekę nad dziećmi. Czasem więc trzeba wielkie plany poodwoływać, żeby
            zająć się niedużym przeziębieniem. Trzeba też pogodzić to z chorobami babci...
            No i potrzeby każdego dziecka są trochę inne, o duża rozpiętość wieku...
            Przyznaję jednak, że staram się im dużo pokazywać smile
            • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 21:02
              Oczywiście, że choroby pokrzyżowały już niejeden plansad
              Myślę, że Panie ze Stolycy nie wiedzą, jak jest na prowincji - u nas
              nie ma tak, że sobie idę z dziećmi do teatru. W naszym teatrze jest
              kino i ewentualnie jakieś tańce, czasem wystawa. Ale do teatru
              trzeba jechać kilkadziesiąt kilometrów. No i w ogóle tych miejsc do
              pójścia jest o wiele mniej, nieporównywalnie. Kiedyś nawet nad tym
              bardzo bolalam, bo trudniej się w takich warunkach rozwijać
              kulturalnie.
              Ale teraz jakoś boleję mniej. Coraz lepiej mi w nic-nie-robieniu
              (czyli w nuuuuudzie), którego niestety jak na lekarstwo
          • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 20:58
            W naszym domu niestety mama nei ma szans co by se dychnęła.
            Przynajmniej nie za sprawą Synów

            U nas R też szwankuje, ale to rodzinne o mojego Męża, więc nie
            walczę z tym. Ale życzę powodzenia! Smoka Szczepana znasz?
            • pawlinka Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 21:20
              Lolek już się prawidłowo przedstawia, jego "r" jest piękne. Po
              kilku latach ćwiczeń. Teraz Linka działa: s, c itd.
              Nie miałam przyjemności poznać Smoka S.
              • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 11:40
                My dzięki Smokowi Szczepanowi nie mieliśmy przyjemności (nie
                musieliśmy jej mieć) poznać logopedysmile)
    • mader1 Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 12.09.08, 23:52
      Lubię łazić z dzieciakami po parkach, pokazywać im ciekawe zakątki,
      prowadzać na wystawy czy do teatru - bawi mnie nawet ten dziecięcy,
      jeśli dobry. Z zajęciami dodatkowymi to jest tak... Najmłodszy i tak
      ma zajęcia w przedszkolu : jak on ma angielski ( niechby i na takim
      sobie poziomie), gimnastykę, dodatkową plastykę i to tam
      podskakiwanie to i tak pada wykończony... Potrzebuje sobie ze mną
      poczytać, pogadać, za łapkę wyjść na spacer. W dni mniej napakowane
      w przedszkolu odbieram go wcześniej i " wędrujemy ". Średnia
      chciałaby wszystko... Walczymy z nią, bo uważamy, że dwa zajęcia
      pozaszkolne, zwłaszcza że w szkole też jakieś kółko dziennikarskie
      czy inne tam przemyci, zupełnie wystarczają - bo i my chcemy z nią
      gdzieś pójść, pogadać. Najstarsza to już robi jak chce... To już
      etap, gdy musi sporo w domu " nie być"...
      Też tak miałam, więc ją rozumiem smile
      Cieszy mnie, ze potrafi się na chwilę wyciszyć, położyć, jak jest
      wykończona. Ja nawet na to nie miałam czasu

      No ale w weekend jest totalne lenistwo... Wyjazd na wieś, żadnego
      telewizora, długie spanie, długie gadanie, czasem jakaś gra...
      Spacer "nie wiadomo gdzie"... posiedzenie z książką w ogrodzie...
      " Nudzę się" to mówią, jak widzą mamę przed komputerem smile)))
      A tak to się nie nudzą, najwyżej się kłócą smile))))
      • isma Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 12:17
        No, to u nas tez tak. Zajecia w przedszkolu - chce chodzic, to chodzi: rytmika,
        taniec, angielski. Szczerze mowiac, poniewaz paniom przedszkolankom zdarza sie
        popoludniami na odczepnego wlaczac telewizor, to lepsze juz to podrygiwanie w
        makarenie...
        Pozaprzedszkolnie w ubieglym roku nic, w tym - po dwunastomiesiecznych
        blaganiach M. - te nieszczesne skrzypce.

        Natomiast co do "bycia razem". Pomijajac nasze specyficzne uwarunkowania
        lokalowe - my z koniecznosci jestesmy prawie ciagle razem wink)) - to ja nie
        uwazam, ze dziecku trzeba poswiecac caly swoj czas i uwage. Jak jest pranie do
        wyjecia, to sie z nim nie czeka, az dziecko zasnie, tylko dziecko - jesli wola -
        moze isc pomoc. Jak sa pomidory do zatwistowania - to dziecko moze je pakowac do
        sloikow albo myc. Jak jest korekta do zrobienia, to sie ja robi, zagadujac od
        czasu do czasu do dziecka, ktore z wywieszonym ozorem cos tam rysuje.

        W moim rodzinnym domu bylo cos, co mnie zawsze ujmowalo: czujnosc. Do posilku
        kazdy siadal ze swoja gazeta wprawdzie ;-O, ale jesli ktos powiedzial cos
        istotnego, to ta czujnosc pozwalala na wychyniecie spoza gazety, i calkowite
        poswiecenie sie mowiacemu. Moi rodzice mieli wyjatkowy dar oddzielania rzeczy
        waznych od niewaznych: nikt mnie nie przepytywal codziennie, co tam w szkole,
        albo jaka ksiazke czytam - ale mialam absolutna pewnosc, ze jesli bede
        potrzebowala ich uwagi czy pomocy, to beda gotowi natychmiast...
        • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 15:19
          Z pierwszą częścią wypowiedzi Twojej to tak w ogóle się z Tobą
          zgadzam. I nie ideologicznie, ale z konieczności rzeczy bycie z
          rodziną często sprowadza się do tego, że ja np sprzątam, Mąż nadal
          próbuje odzyskać dane z dysku, a Chłopaki mają jakieś swoje zajęcia.

          Ale w drugiej częsci to nie wiem. Myślę, że to zależy od charakteru -
          może ktoś inny (jakieś inne dziecko, nie mała Isma) odczułoby takie
          zachowanie rodziców jako brak zainteresowania? Nie pytają, bo nie
          chcą wiedzieć? nie pytają, bo ich nie obchodze?
          Nie ma, na pewno nie ma jednej recepty...
          • minerwamcg Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 16:52
            To dotyczy troszkę czegoś innego, ale zacytuję. Joanna Chmielewska,
            Autobiografia, tom 3.

            "Przy okazji pragnę zauważyć, że dzieci reagują na uczciwość. Jeśli
            matka lata po kawiarniach, albo siedzi w domu i dłubie w nosie, nie
            chcą robić nic. Jeśli natomiast idąc spać, widzą matkę przy pracy,
            po czym, wstając, oglądają ją w tym samym miejscu przy tym samym
            zajęciu zawodowym, odwalają robotę aż miło."

            Mnie się wydaje, że dzieci mają na dorosłych węch jak francuskie
            psy. I czują, kiedy dorośli mają je w nosie, a kiedy tylko się nie
            narzucają ze swoją uwagą. Ja wiedziałam...
            • ekan13 Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 17:11
              Prawda, prawdasmile

              Należy też wziąć pod uwagę temperament dziecka i jego podejście do sprawy. Gdyby spojrzeć na moją najstarszą i mnie po niej oceniać to spadły by na mnie gromy bo: sekcja pływacka, kółko plastyczne, zuchy, dzieci Maryji, nauka gry na gitarze. Co dziennie w tygodniu coś innego i dobrze jej z tym i sama sobie chodzi i sama sobie to wsystko wybrała i chciała jezcze taniec tylko nałozył się z plastyką.
              Zawsze lubiła życie w grupie, zajęcia zorganizowane i gdybym jej zabroniła wątpię, że była by szczęśliwsza.
              Srodkowa zaś wszystko mija szerokim łukiem z wyjatkiem tego co obowiązkowe (gimnastyka korekcyjna, logopeda) i nawet balet, o którym marzyła, gdy stał się z racji wieku osiągalny przestał być atrakcyjny. Zawsze wolała zacisze domowe i nawet wizyty gości gdy była niemowlęciem odchorowywała. Chciałam ją zaineresować tym baletem ale to do niej nalezała decyzja.
              Pozostawiam dzieciom swobodę wyboru, tylko jak widać to, co dobre dla jednego niekoniecznie zadowoli drugiego.
            • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 21:03
              Będę się jednak upierała, że nie każde wyczuje. Szczególnie dziecko,
              które jest nieśmiałe, zahukane, z niskim poczuciem własnej wartości
              lub wręcz bez niego.

              Chmielewską lubisz?
              • isma Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 21:29
                No, dobrze, dobrze. A te dzieci z niskim poczuciem wartosci to sie takie juz
                rodza? Bo mnie sie wydaje, ze jak juz dziecie posiada owo niskie poczucie
                wlasnej wartosci, to ono sie znikad nie wzielo, tylko wlasnie z tej takiej
                prawdziwej, glebokiej rodzicielskiej nieuwagi?
                • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 11:43
                  isma napisała:

                  > No, dobrze, dobrze. A te dzieci z niskim poczuciem wartosci to sie
                  takie juz
                  > rodza? Bo mnie sie wydaje, ze jak juz dziecie posiada owo niskie
                  poczucie
                  > wlasnej wartosci, to ono sie znikad nie wzielo, tylko wlasnie z
                  tej takiej
                  > prawdziwej, glebokiej rodzicielskiej nieuwagi?

                  No teraz to mi zabiłaś klina!
                  Nie mam pojęcia. Może i jedno i drugie? I albo sprawa się wzmocni,
                  albo zaniknie?
                  Nie wiem, doprawdy.
                  >
              • minerwamcg Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 22:16
                Uwielbiam smile

                Isma ma rację, dziecko może być nieśmiałe, ale zahukać to je trzeba
                wtórnie, samemu lub przy pomocy osób trzecich. Jeżeli dziecko
                normalnie odbiera przyzwoitą ilość rodzicielskiej uwagi, to
                generalnie nie będzie się przejmować, że rodzice na chwilę czy dwie
                zajmują się czymś innym. Generalnie - bo okresy wzmożonej
                przylepności łążą po dzieciach gęsto smile)) W każdym razie
                dziecko "dopieszczone" Wie, że i tak je kochają i wierzy, że jak
                będzie trzeba, to się zajmą. Ja przynajmniej tak miałam...
                • verdana Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 22:25
                  Dziecko , ktore widzi matke pracujacą rano i widzi ja pracującą
                  wieczorem wcale nie bedzie bralo świetlanego przykladu i dobrze. Nie
                  ma co brac przykladu z kogos, kto stale pracuje i nie ma czasu dla
                  dziecka - ani dla siebie.
                  Mozna zaniedbać dziecko dlubiąc w nosie i prowadząc swietlaną i
                  pozyteczna dzialalność harytatywna. Wiem, bo tak został zaniedbany
                  mój przyjaciel - kompletnie, totalnie i nieodwracalnie.
                  • samboraga Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 22:39

                    > Dziecko , ktore widzi matke pracujacą rano i widzi ja pracującą
                    > wieczorem wcale nie bedzie bralo świetlanego przykladu i dobrze

                    Może i tak być. To zależy i od dziecka, i od sutuacji ogólnej rodziny. Nie ma
                    prostego przełożenia - mama pracuje to i ja się swoim zajmę, bo mam przykład.
                    Moje starsze dziecko byłoby kontra na takie coś, niezależnie od moich dobrych
                    czy złych intencji.
                  • minerwamcg Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 23:41
                    Verdano, Chmielewskiej chodziło chyba o coś innego niż sądzisz.
                    Chodziło nie o "zajmowanie się swoim", ale o to, że matka pracuje, a
                    więc nie może w domu zrobić wszystkiego i trzeba część obowiązków
                    wziąć na siebie i być samoobsługowym.
                    Przytoczyłam ten fragment jako ilustrację tezy, że dzieci WIDZĄ. I
                    że reagują na uczciwość.
                • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 11:45
                  minerwamcg napisała:

                  > Uwielbiam smile
                  Pytam, bo też kiedyś byłąm jej wielką fanką. Ale to tak po kilku
                  ksiażkach. Po kolejnych kilku juz nie mogłam - zmęczyły mnie
                  powtorzenia, schematy i kurcgalopki.

                  >
                  > Isma ma rację, dziecko może być nieśmiałe, ale zahukać to je
                  trzeba
                  > wtórnie, samemu lub przy pomocy osób trzecich.
                  Właśnie do podobnego wniosku doszłam powyżej. Ale nie jestem wcale
                  tego pewna, tak sobie tylko myślałam na piśmie
    • mamalgosia zabawki 13.09.08, 09:43
      Do bodźców zaliczam także telewizję, zabawki.
      Nadmiaru tego pierwszego moje dzieci nie mają (choć nie uważam
      telewizji za zło, po prostu czasu nie ma).
      Ale zabawek mają ZA DUŻOsad(
      Nie mówię, że skoro ja miałam jedną lalkę, to oni powinni mieć jedno
      autko. Nie - jest całe mnóstwo fajnych, wartościowych zabawek.
      Ale oni mają naprawdę za dużo. Wywala się to z szuflad, skrzynek,
      półek. Najwięcej kupuje im babcia - tak (między innymi!) wyraża
      swoją miłość. Ale nie powiem, że ja jestem pod tym względem czysta -
      jak widzę coś co uważam za sensowne, a mam na to pieniądze, to
      kupuję. Są to jakieś drobiazgi, czasem za 2 czy 4 złote. Czesto jest
      z tym świetna zabawa.
      Ale już w tym wszystkim toniemy. Robię porządki, ale i tak.
      Uważam, że nie jest to dobre, ale nie panuję nad tym
      • minerwamcg Re: zabawki 13.09.08, 17:01
        Tu mi się przypomniała anegdotka sprzed lat. Byłam u przyjaciółki,
        mamy trzylatka. Najpierw pokazała mi w pokoju idealnie poukładane
        prawie nieużywane zabawki, a potem wyjęła spod łóżka pudło. Był w
        nim młotek, pokrywka od garnka, wielka sprężyna od starego tapczana,
        miedziana klamka i tym podobne akcesoria. "Zobacz - powiedziała. -
        To ma do zabawy, a tym się bawi".
        Dziś ten obiecujący młodzian jest gimnazjalistą. Komputer nie ma dla
        niego tajemnic, wymyśla patenty, na które szkolny informatyk
        siwieje. Ale jemu to działa smile
        • mamalgosia Re: zabawki 13.09.08, 17:40
          Ależ oczywiscie, że i takie zabawki mamy. Strasznie, strasznie dużo,
          wszystko może się jeszcze przydac, wszystko potrzebne i wszystko
          piękne. Nawet gdy zardzewiałe
          • minerwamcg Re: zabawki 13.09.08, 19:17
            > wszystko potrzebne i wszystko
            > piękne. Nawet gdy zardzewiałe

            No pewnie, takie najfajniejsze smile))
            • samboraga Re: zabawki 13.09.08, 22:41
              My mamy pudło z autami 'szrotowymi'wink)) Bez kółek itp. Częsciej w użyciu niż
              pudło z autkami 'kompletnymi'.
      • a_weasley Zabawki niestety staniały 14.09.08, 14:04
        Kiedyś zabawki były drogie, więc kupowano je rzadko. Jeśli nawet dziecko
        napierało się często o kolejne, rodzice wobec oczywistej niemożności
        zaspokojenia życzeń dzieciątka odkrywali w sobie ukryte rezerwy asertywności
        oraz znajdowali milion mniej lub więcej racjonalnych powodów odmowy, a koronnym
        argumentem było "masz dosyć zabawek".
        Robiono też zabawki solidniej, a jeśli coś się zepsuło, tata naprawiał. Siłą
        rzeczy dziecko się do zabawki przywiązywało.
        Jeśli więc już się jakąś zabawkę dostało, służyła latami.
        Dziś zabawki są tanie i w wielkiej obfitości, a robi się je głównie z papreksu.
        Zresztą po co mają być trwałe i/lub naprawialne, skoro i tak trzeba się pozbywać
        zupełnie dobrych zabawek tylko po to, żeby zrobić miejsce na kolejną i cały
        aktualny zabawkostan pomieścić w mieszkaniu, które, choć najczęściej większe niż
        to, w którym się wychowali rodzice, jednakowoż nie jest z gumy?
        • mamalgosia Re: Zabawki niestety staniały 14.09.08, 14:09
          Masz rację, że zabawki są tanie. Za tanie. Oczywiście te
          wartościowsze, trwalsze czy piękniejsze kosztują więcej i rzadko
          można sobie na nie pozwolić. Ale te wszystkie chińskie są bardzo
          tanie (i równie kiepskie). W sumie to mnie w jakiś sposób urządza,
          bo nudzą się i rozpadają.
          A środowisko łka.
          Mój Mąż bojkotuje chińskie ubrania - z powodu niewolnictwa. Ale
          wszystkich towarów chińskich zbojkotować się nie da.
          • a_weasley Re: Zabawki niestety staniały 14.09.08, 18:08
            mamalgosia napisała:

            > Mój Mąż bojkotuje chińskie ubrania -
            > z powodu niewolnictwa.

            My unikamy, bo to jest wspieranie ekonomiczne głównego konkurenta wolnego świata.

            > Ale wszystkich towarów chińskich
            > zbojkotować się nie da.

            Pewnie, że nie, ale to nie znaczy, że nie należy kupować niechińskich tam, gdzie
            jest taka możliwość.
            Najwyraźniej takich jak my jest więcej, zważywszy że ostatnio coraz więcej
            produktów zamiast "Made in China" ma napis np. "Made in PRC", bo to się mniej
            rzuca w oczy.
    • samboraga Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 13.09.08, 22:47
      Mają za dużo. I zabawek, i ciekawych miejsc - place zabaw, 'kulki' (te
      wszzystkie figlogaje), kino.
      Ale zauważyłam, że też teraz więcej z dziećmi jeździ się po sklepach w dorosłych
      sparawach (zakupy w supermarkecie, jakieś zakupy na remont mieszkania itp.), a
      kiedyś zachodziło się do sklepu na moment po drodze z przedszkokola, albo
      czekało w nudnej kolejce z rodzicami. Albo się siedzaoło na podwórku a rodzice
      sami stali.
      • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 11:42
        Co Ty, ja wszędzie chodziłam "w dorosłych sprawach". Po prostu nie
        było ze mną co zrobić
        • samboraga Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 17:15
          Ja też chodziłam. Ale tych dorosłych spraw było mniej, mam wrażenie. W każdym
          razie u mnie.
    • mamalgosia jedzenie 14.09.08, 11:59
      też mnóstwo.
      Czytaliśmy Roalda Dahla "karol w fabryce czekolady". I główny
      bohater mógł mieć czekoladę tylko raz w roku - w dniu swoich
      urodzin. Jadł ją po kostce, wąchał i smakował każdy kawałek
      godzinami...
      My mamy jedzenia po uszy. Nie zawsze to co by się chciało, ale jest -
      i to dużo. Nie tylko nikt nie jest głodny (chyba, że z własnej
      winy), ale je to co lubi. I nie wiem, cyz jest w tym coś złego - ze
      dziecko marudzi, że nie zje powiedzmy twarogu, bo ma ochotę na
      Danonka. I Danonka dostaje. Zresztą dorosłych też to dotyczy.
      Dobrze to czy źle? Czy nijak?
    • kittka25 Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 19:04
      A ja bym chciała (jak każdy pewniesmile znaleźć złoty środek. W dzieciństwie takie
      rzeczy jak jabłka, banany, czekolada - były rzadko - ale za to jak smakowały!
      Mojemu dziecku do jedzenia czekolady jeszcze daleko ale chciałabym aby nie było
      to dobro zawsze dostępne. Co do bodźców to przypominam sobie moją kuzynkę -
      długo wyczekiwane dziecko mojej cioci - od 6 roku życia: angielski, niemiecki,
      pianino i jazda konna - zawsze mi było jej trochę żal, do dziś uważam że ta
      dziewczynka nie odnajduje się wsród rówieśników.
      • mamalgosia Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 20:40
        angielski od 6 roku życia? Już czytałam ogłoszenie o angielskim od 3
        miesiącasmile
        • verdana Re: czy dzieci mają za dużo bodźców 14.09.08, 22:43
          Ja chodziłam od piatego roku zycia. Wowczas tak mi go obrzydzono, ze
          nie nauczyłam się nigdy.
          Uwazalam za osobistą obrazę zwracanie się do mnie tak, abym nic nie
          zrozumiała. Choc pamietam do dzis, ze "apsik" mowi sie, jak ktos
          jest nieobecny, a "prezent", jak jest obecny.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja