Różaniec w "unieruchomieniu"

22.09.08, 09:49
Tak mnie naszło.
Nie jestem wybitnie maryjna w swojej wierze - ale dla mnie
osobiście różaniec jest modlitwą typu "ustawienia domyślne" w
sytuacji unieruchomienia, bezsilności wobec rzeczywistości.
Najczęściej odmawiam tajemnicę o ukrzyżowaniu... zresztą i ta
stacja Drogi Krzyżowej najbardziej do mnie przemawia. Kiedy nie
mogę nic poradzić na cierpienie bliskiej osoby, i ta osoba też nie
nadaje się zbytnio nawet do rozmowy, albo jestem odcięta od
informacji, co się dzieje, albo atmosfera jest taka, że nie da rady
nic naprawić, a tak bardzo bym chciała...

Dobrze, że człowiek ma 10 palców u rąk wink to można dzięki temu
przetrwać jakoś czas bez informacji, bez zmian, bez działania.
Ech. Okropnie trudno jest trwać "pod krzyżem" nic nie robiąc, i
jeszcze nie pokazać po sobie, że nas też boli, samemu się nie
rozkleić.
    • twoj_aniol_stroz Re: Różaniec w "unieruchomieniu" 22.09.08, 11:03
      > Ech. Okropnie trudno jest trwać "pod krzyżem" nic nie robiąc,

      Tak, masz rację, najtrudniejsza jest bezradność, jedyne co możemy
      robić to modlitwa. Też korzystam z naturalnego różańca w takich
      chwilach smile

      i
      > jeszcze nie pokazać po sobie, że nas też boli, samemu się nie
      > rozkleić.

      Kiedyś miałam bardzo trudną sytuację. Koleżanka,po bardzo trudnej
      ciąży urodziła chłopca i jego stan był bardzo ciężki, nie wiadomo
      było, czy w ogóle przeżyje. Na początku porozumiewałyśmy się
      sms'ami, bo ona nie była w stanie rozmawiać. W końcu przyszedł czas
      na razmowę... Bałam się właśnie swojej reakcji, mojego płaczu i w
      końcu powiedziałam to wprost: "Nie jestem pewna, czy uda mi się
      opanować, no trudno, najwyżej będziemy beczeć obie" No ni się
      opanowałam smile Jakoś to postawienie sprawy jasno mi pomogło, jakby
      obecnośc tej furtki była już wysarczająca, żeby przetrwać smile
Pełna wersja