różańcowy październik

29.09.08, 07:44
W tym roku chcielibyśmy z mężem do miesięcznej modlitwy różańcowej zaprosić
nasze dzieci. Mały roczniak swoim codziennym zwyczajem pewnie będzie chodził
wokół nas i tyle, ale zastanawiam się czy są jakieś rozważania, które mogłyby
zainteresować 4 latka. Szukałam trochę w necie,ale wszystko wydaje mi się "za
dorosłe". Może znacie cos? Będę wdzięczna za pomoc.
    • mama_kasia Re: różańcowy październik 02.10.08, 15:11
      Nie mam żadnych rozważań różańcowych dla dzieci, ale chcę
      kontynuować ten wątek, bo coś mi chodzi po głowie smile

      W naszej wspólnocie spotykamy się w niedziele "po domach" i
      jedną z części spotkania jest odmówienie razem z dziećmi
      jednej dziesiątki różańca. Modlitwę zaczynamy od przeczytania
      odpowiedniego fragmentu z Pisma Świętego. Ale mi chodzi
      po głowie, aby te tajemnice jakoś z dziećmi zobrazować.
      Może rysunek, może inscenizacja (jakaś bardzo prosta). U nas
      jest sporo maluchów.
      Sama odmawiając różaniec jakś tam w sobie wizualizuję daną
      tajemnicę. Może dzieciom z taką "pomocą naukową" byłoby łatwiej?

      We mnie sperają się ze sobą dwie postawy - o wierze konkretnie
      i bez infantylizacji i druga - a moze jednak jakoś uatrakcyjnić.
      Ale na pewno nie po to, aby było atrakcyjnie (bo one i tak
      ten różaniec odmawiają), ale... no właśnie - po co? Aby
      również myślały nad tym, co robią, aby uznawały to za również
      swój świat, nie tylko rodziców?
      • netus Re: różańcowy październik 03.10.08, 11:29
        mamo_kasiu! uaktywniam się!

        Nasi chłopcy chodzą do szkoły katolickiej, więc w październiku chodzą na 7.40 do
        szkoły - bo jest różaniec. Mąż ich odwozi i zostaje z nimi i najmłodsza córa
        jest też, ale dosyć przeszkadza - w kościele namiętnie śpiewa - jest dla niej
        świetny pogłos. Generalnie dlatego nie myślałam o żadnym więcej uatrakcyjnieniu
        im domowych różańców. Rok temu jak byłam z nimi codziennie, bo do pracy nie
        chodziłam (8 miesiąc ciąży) to byłam bardzo szczęśliwa, że mogę z nimi
        uczestniczyć. Wieczorem zawsze jesteśmy razem na spontanicznej modlitwie i
        fragmencie Pisma św. ale nie chcę już więcej im ładować...
        • mama_kasia Re: różańcowy październik 03.10.08, 11:33
          Dobra, ale znasz sytuację. Co myślisz teoretycznie o tym pomyśle
          na różaniec we wspólnocie? On i tak jest, i jest z dziećmi.
          Potrzeba, nie po trzeba wejść bardziej w świat dziecka.
          Jakoś ścierają się we mnie dwie postawy smile
          • isma Re: różańcowy październik 03.10.08, 12:14
            Yyyy.
            Bo ja, wicie, coraz bardziej jestem przekonana, ze rozaniec nie jest
            dla dzieci ;-(((.

            To jest modlitwa, chyba, ktora wymaga pewnej - nie bedzie to
            najlepsze okreslenie, ale inne mi do zajetej czym innym glowy wink))
            nie przychodzi - podzielnosci uwagi. Jednym trybem mowi sie te
            zdrowaske, a drugim rozwaza, prawda? No i ja nie wiem, czy
            dziecko "jest w stanie", bo i dorosly czasem nie zawsze...

            Oczywiscie mozna probowac robic to "na raty" - najpierw jakies dwa
            zdania wprowadzenia do tajemnicy, a potem klepanie saute wink)). Ale
            nie wiem, czy to ma sens.

            M. np. spontanicznie nie lubi rozanca ;p-))). Mielismy nawet pewna
            skryta ucieche, kiedy wylozyla jednemu naszemu oslupialemu
            znajomemu, dlaczego sie codziennie na rozaniec meldowac nie
            zamierza: "i na rozaniec i na Msze sw. to jest za dlugo. A ja wole
            na Msze sw." Rozmowca probowal argumentowac, ze przeciez wprowadzil
            byl pewne okolorozancowe atrakcje, jak rozdawnictwo naklejek oraz
            (co mnie dobilo...) idee przemiennosci form - jedna dziesiatke na
            stojaco, jedna na kleczkach, nastepna spiewana i dalej w ten desen ;-
            O. M. popatrzyla na niego spode lba, i wyrzekla: "eee, naklejki to
            mi mozesz raz w tygodniu przeciez i tak przyniesc..."
            • netus Re: różańcowy październik 03.10.08, 12:59
              No tak, swoim tłumacze troszkę te modlitwę - al ekspertem w tej dziedzinie
              przecież nie jestem...
              We wspólnocie wołamy dzieci na dziesiątek i one wtedy są z nami, mówią po kolei
              "Zdrowaś Maryjo" i jakoś nie widzę potrzeby czegoś więcej.
            • mama_kasia Re: różańcowy październik 03.10.08, 13:26
              > To jest modlitwa, chyba, ktora wymaga pewnej - nie bedzie to
              > najlepsze okreslenie, ale inne mi do zajetej czym innym glowy wink))
              > nie przychodzi - podzielnosci uwagi. Jednym trybem mowi sie te
              > zdrowaske, a drugim rozwaza, prawda? No i ja nie wiem, czy
              > dziecko "jest w stanie", bo i dorosly czasem nie zawsze...

              Właśnie, dlatego pomyślałam o obrazie, który by się widziało.
              Bo też czuję, że albo nie ma sensu bardziej "uczyć" ich różańca,
              "uczyć" odmawiać tak dwutorowo, jak staramy sie to robić,
              albo jednak "ułatwić" wejść w tę modlitwę.

              Oczywiście od uatrakcyjniania w sensie atrakcyjności (brzmi
              fatalnie, ale przecież wiesz, o co chodzi wink) jestem daleka smile

              A moje dzieci jakoś spontanicznie różaniec lubią wink

              Aaa, no i jednak to Maryja objawiła się dzieciom i mówiła
              im o różańcu smile 1o,9, 7 - lat miały dzieci smile
              • isma Re: różańcowy październik 03.10.08, 13:32
                Wiem wink)). Ale one niepismienne (chyba) byly. Chyba w tamtych
                czasach inaczej troche funkcjonowaly modlitwy "odtwarzane" z
                pamieci.

                A masz racje, ze obraz tu moze pomoc w tym skupieniu uwagi raczej na
                rozwazaniu, niz na "klepaniu".
                (o tym, jak obraz bardziej przemawia do czlowieka, niz koniecznosc
                dokonania pewnej operacji intelektualnej, mowi tez pewna
                niedokonczona jeszcze historyjka o kartce papieru... wink))
                • samboraga Re: różańcowy październik 03.10.08, 14:30
                  Kasiu, ja mogę podpowiedzieć lekturę, choć mojemu nie czytam, bo on tego nie
                  lubi, raczej to pomoc dla mnie, by rozmwiać na te tematy, opowiadać.
                  Tu są rozważania:
                  gloria24.pl/ksiazki.php?akcja=opis&iKatId=395&iProdId=4964
                  A to taki komiks różańcowy, wesoły, ta książka mi się podobasmile
                  www.poczytaj.pl/26141
                • sion2 Re: różańcowy październik 03.10.08, 15:11
                  Jednak chyba dzieci czy w XXI czy w XX czy w XIX wieku mniej wiecej
                  podobne zdolnosci koncentracji maja choc pewnie ze dawniej inna
                  kultura byla i dzieci tez jakby wiecej zdyscyplinowane byly.
                  Czytalam wspomnienia s. łucji tej ktorej objawila sie Maryja w
                  Fatimie, najstarszej, niedawno dopiero zmarłej. Pisala ze ich
                  dziecieca ignorancja na tyle posunieta byla ze jak im sie nie
                  chcialo modlic to rozaniec odmawiali mowiac na paciorkach tylko
                  poczatki modlitw tzn. zdrowas Maryjo, zdrowas Maryjo itd, Ojcze
                  nasz, Chwala Ojcu i tak w 3 minuty caly rozaniec zleciał ... smile
                  A Matka Boza jak im sie pokazala jakos wymownym milczeniem ten fakt
                  objeła smile. oczywiscie juz po obajwieniach modlili sie calkiem
                  inaczej, powaznie traktujac modlitwe.
              • mader1 Re: różańcowy październik 03.10.08, 15:06
                Obraz, obrazek to może być niezły pomysł...
                Obrazek lepszy niż scenka.
                Przygotowany może być "przed"przez same dzieci albo po prostu przez dorosłych
                dla dzieci, jako zaproszenie do wspólnego różańca wink
                Chyba sama wykorzystam wink
            • minerwamcg Re: różańcowy październik 05.10.08, 19:42
              A różaniec "z dopowiedzeniami"? To może być atrakcyjniejsze dla
              dzieci i wymagające więcej inwencji.
    • mamalgosia a co ma wspólnego 05.10.08, 12:01
      różaniec z różą?
      • sion2 Re: a co ma wspólnego 05.10.08, 13:31
        Nie jest wiadomo dokładnie skąd się wzięła nazwa „różaniec”, ale są
        dwie hipotezy: 1. że wywodzi się ze średniowiecznej poezji maryjnej,
        w której często Matkę Bożą nazywano „Różą” 2. że pochodzi od
        zwyczaju porównywania modlitwy do daru kwiatów składanego Maryi,
        szczególnie zaś róż i nazywano modlitwę „wieńcem z róż” czyli
        różańcem.
        • mamalgosia Re: a co ma wspólnego 05.10.08, 14:31
          Na naszej Mszy dla dzieci ksiądz dziś miał różę. I powiedział, że
          tajemnice radosne są jak zielona łodyga róży i jej liście. Bolesne -
          to kolce oczywiście. Chwalebne - płatki, korona kwiatu.
          Bardzo mi sie to porównanie podobałosmile
          A tajemnice światła? Ksiądz powiedział, że myślał o tym i myślał i
          wymyślił: to ten zapach, który się z róży wydobywasmile

          P.S.Kasiu, myslisz, że marzek Cię nie lubi? Ojej, a myślałam, ze to
          tylko mnie sie nie lubismile))
          • mader1 O.T. 05.10.08, 19:39
            Ojej, a myślałam, ze to
            > tylko mnie sie nie lubismile))

            A ja myślę, że ciebie też SIĘ lubi. Niektórzy nawet piszą o tym wyraźnie smile))
            • mamalgosia Re: O.T. 05.10.08, 21:33
              Mader, my z sion nie mówimy "w ogóle", tylko w szczególesmile
              Ale mniejsza z tym. Nigdy nie miałam aspiracji by być lubianą przez
              wszystkich, a ostatnimi czasy jakoś obchodzi mnie to wszystko coraz
              mniej. Oczywiście bardzo się cieszę z czyjejś sympatii, ale jeśli
              jej nie ma, lub wręcz jawna antypatia, to juz nie boli
              • mader1 Re: O.T. 05.10.08, 21:47
                > Ale mniejsza z tym. Nigdy nie miałam aspiracji by być lubianą przez
                > wszystkich

                No tak, to niewykonalne. Więc jeśli chodzi o szczegół, to mnie też się nie lubi
                smile))))

                Oczywiście bardzo się cieszę z czyjejś sympatii, ale jeśli
                > jej nie ma, lub wręcz jawna antypatia, to juz nie boli

                Powinnyśmy zrobić z tego normalny, osobny wątek. Pamiętam jeszcze koleżanki z
                podstawówki, które śledziły każdy mój ruch i każdy gest... Nie, nie bolało. Po
                prostu uważałam, że tak musi być, że komuś się nie podobam...To był zawsze "
                fragment" mojej rzeczywistości. Do tego się przyzwyczaiłam,a cieszyłam się, z
                tego, że są tacy,którzy mnie lubią czy cenią smile
                • mamalgosia Re: O.T. 06.10.08, 14:05
                  Odpowiedziałam i znowu mi skasowało post!

                  A napisałam chyba coś takiego: że doskonale wiesz, mader, że uroda
                  off topica polega na jego off topicowości i jak tylko założy się
                  nowy wątek, to temat umierasmile

                  A ja nie miałąm włąśnie tak od zawsze. Kiedyś bardzo mi zalezało na
                  tym, żeby ludzie mnie lubili. A gdy tak się nie działo, to drążyłam
                  głęboko, żeby za wszelką cenę dowiedzieć się, dlaczego ewentualnie
                  tak nie jest, co jest przyczyną, może tę przyczynę można
                  zlikwidować, może to jakieś nieporozumienie, niedopowiedzenie, może
                  mogę coś zmienić, naprawić.
                  Teraz - mowiąc po ludzku - bardziej mi to zwisa i powiewa. Nie do
                  końca oczywiście i nie w odniesieniu do każdego - ale choć oznaki
                  sympatii cieszą, to brak sympatii nie jest dla mnie jakimś dramatem.
                  Myślę, że to pewne przeżycia na to wpłynęły - jest wokół mnie teraz
                  pewien kokon - może dobry on nie jest, ale tak jest łatwiej. Może
                  taka zabita wrażliwość jest lepsza - tak jak z szefem - dobry szef
                  to martwy szef
Pełna wersja