Radzimy sobie...

30.09.08, 15:37
Rozmowa w autobusie w drodze z placu zabaw...
- Wiesz, taki chłopak tam stał, mamusiu, i jak chciałem wejśc wyżej, mamusiu,
on stanął mi na drodze i powiedział " gówniarzu zasrany, tam takim gówniarzom
wchodzić nie można, bo zlecą. Won."
- Bardzo nieładnie powiedział. I co ?
- Co ? - intensywniej poruszył się Mały- A. złapał mnie za rękaw i pociagnął
do tyłu. Ale jak jeszcze spotkam tego chłopaka, dam mu kopa
- Tak nie wolno - odpowiadam machinalnie
- I mówić też tak nie wolno, prawda ? To jak jednego nie wolno, a zrobił, ja
mu zrobię coś drugiego, co nie wolno za to, to będzie dobrze. I się nauczy !
O !
    • isma Re: Radzimy sobie... 30.09.08, 18:00
      Taaaak. Probuje sobie wyobrazic M. w takiej sytuacji. No, jednak, roznica plci:

      - Wiesz, taki chłopak tam stał, mamusiu, i jak chciałam wejśc wyżej, mamusiu, on
      stanął mi na drodze i powiedział "gówniarzu zasrany, tam takim gówniarzom
      wchodzić nie można, bo zlecą. Won."
      - Bardzo nieładnie powiedział. I co?
      - Niiiic. Powiedzialam mu, ze sie nie mowi, ze "tam komus wchodzic nie mozna",
      bo to jest blad. Tylko sie mowi "tam tacy wchodzic nie moga". "Takie",
      wlasciwie. I "gowniary". No to po co taki sie rzadzi, jak nawet mowic nie umie?

      ;-P.
      • mader1 Re: Radzimy sobie... 30.09.08, 19:04
        > Taaaak. Probuje sobie wyobrazic M. w takiej sytuacji. No, jednak, roznica plci:

        I kto to pisze smile)))))))
        Ale coś w tym jest, bo ja uzywam i używałam takich argumentów ( do dziewczyn
        trafiały smile))), a mojego Syna jeszcze ponosi smile)))
        Jeszcze ? smile))))
        Da się przekonać ?
    • mamalgosia Re: Radzimy sobie... 01.10.08, 16:42
      Mój Młodszy bije od razu - nie ostrzega. Ewentualnie "poszczypam go"
      wchodzi w grę. Liczę, że mu to miniesmile

      Natomiast ze Starszym lat 6 nie mamy tego, o czym piszesz. Jakoś on
      sam tak fajnie powiedział, że nie będzie mu ten drugi rozkazywał, co
      ma robić. Bo przecież to jest jakby rozkazywanie - ten odwet jest
      reakcją na. Zero wolności wyborusmile

      Kiedyś czytałam takie opowiadanie (ismo, będzie homiliasmile ) - szło
      dwóch facetów na spacer i jeden wstępuje do kioski po gazetę. Ładnie
      prosi, a ekspedientka na niego warczy u rzuca gazetą na ladę. Facet
      grzecznie dziękuje i odchodzi. Ten drugi stwierdza: "jakby mi tak
      rzuciła, to bym trzasnął drzwiami, a nie jeszcze dziękował". A ten
      pierwszy mówi: "Ale to nie ona decyduje o tym, co zrobię".
      Czy coś takiego, ale mam nadzieję, że sens jasny - jeśli nie, to
      wybaczcie, dzić spałam tylko do 24.07, potem już siedzenie przy
      Synkusad
      • mader1 Re: Radzimy sobie... 02.10.08, 13:54
        Dzięki Mamalgosiu smile Ta historyjka może się przydać.
        Wiesz, mój synek nie jest ani specjalnie " bitny" ani pyskaty. To fajny gość i
        rozwiązania siłowe są mu raczej obce - nawet jak musi się bronić, to raczej
        niechętnie. Czyli że ten sposób co na dziewczynki ,był do tej pory skuteczny.
        No ale zastrzelił mnie tym rozumowaniem, więc zbieram informacje smile)))
        • mamalgosia Re: Radzimy sobie... 02.10.08, 14:01
          No i właśnie dlatego, ze nie "bitny" (btw zapisz na dżudo, najlepiej
          do tej grupy z dzieweczką z laseczka), mogą dotrzeć jakieś sensowne
          argumenty.
          Na mojego Starszego swego czasu w przedszkolu mówiono "dziewczynka".
          On się denerwował i raz i drugi krzyczał "sam jesteś
          dziewczynka!!!". Ale zapytałam go: "A jesteś
          dziewczynką?" "Nie". "To skoro my to wiemy, to wystarczy. Jak sobie
          ktoś inny chce mówić nieprawdę, to niech mówi". Jakoś zaskoczył
          (choć w wielu innych sytuacjach ŻADNE tłumaczenia nie docierają -
          jak np w sąsiedniowątkowym wiecznym śniadaniu).

          U nas jeszcze się przydało ośmieszenie całej sytuacji. Choć myślę,
          że to często może być niewychowawcze, bo może się wiązać z
          ośmieszeniem osoby. Bo powiedziałam Starszemu, że to wstyd, że
          kolega ma 5 lat (wtedy tyle mieli), a nie zna różnic między
          dziewczynką a chłopcem. Ale się Starszy ucieszył!
          • mader1 Re: Radzimy sobie... 02.10.08, 14:16
            > No i właśnie dlatego, ze nie "bitny" (btw zapisz na dżudo, najlepiej
            > do tej grupy z dzieweczką z laseczka), mogą dotrzeć jakieś sensowne
            > argumenty.

            Dzięki, dzięki smile
            A nie wiem, do tego dżudo to nie mam przekonania... smile))) Chyba, że z lenistwa.
            A jak myślisz czy może zapytam, jakby się kto jeszcze włączył... Czy umiejętność
            bicia się jest im,chłopcom potrzebna ? No... do obrony dziewczyny ? Nawet w
            książkach dla nastolatek bywa pokazany chłopak, który wali po prostu w pysk
            jakiegoś intruza, mówiącego coś chamskiego do jego dziewczyny...
            ( ja dziś też niewyspana, jakbym jakieś głupoty pisała, to przepraszam)
            • mamalgosia Re: Radzimy sobie... 02.10.08, 14:52
              Jak pytasz, czy ta umiejętność potrzebna, to od razu możemy połączyć
              nasze wątkismile

              Powiem tak: myślę, że umiejętność bicia może się przydać. Np
              wiedzieć, gdzie uderzyć i jak uderzyć, żeby np zabolało, a nie
              okaleczyło. Albo żeby zyskać na czasie a nie zabić.
              Ale później. Nie u 3latków
              • samboraga Re: Radzimy sobie... 02.10.08, 22:08
                Ja myślę, że to nie o potrzebę bicia chodzi, tylko to po prostu 'tak z chłopcami
                jest'. Mój straszy syn jest z tych raczej spokojnych i też staramy się go chować
                dużo tłumacząc. I tłumaczymy. Ale i tak go 'żywość' rozpiera, w okresie
                przedszkolnym mniej, teraz więcej, to chyba jakaś prawidłowość rozojowa, ale nie
                sprawdzałam w mądrych książkachwink)) Za to kiedyś czytałam "Sposób na Kaina",
                taki psychologiczny poradnik o wychowywaniu chłopców, starałam się go czytać
                krytycznie (wiecie, ten amerykański styl 'prawdy objawionej'wink))), ale sporo
                rzeczy mi pomogło w praktyce.
            • madziaq Re: Radzimy sobie... 07.10.08, 16:38
              > Nawet w
              > książkach dla nastolatek bywa pokazany chłopak, który wali po prostu w pysk
              > jakiegoś intruza, mówiącego coś chamskiego do jego dziewczyny...

              Cóż to za pełne przemocy książki Twoje córki czytają wink
              A poważnie, umiejętność bicia może się przydać, choć raczej nie nazwałabym tego
              biciem a technikami samoobrony. W pewnym wieku (ale późniejszym niż przedszkolny
              wink) powinno się moim zdaniem uczyć dzieci (i chłopców i dziewczynki), gdzie w
              razie czego delikwenta kopnąć, gdyby napadł w ciemnej uliczce, że warto mieć w
              torebce gaz w sprayu, a w braku tegoż psiknięcie lakierem do włosów po oczach
              też daje dobre efekty wink Jak również, że komórka nie jest warta utraty zdrowia,
              więc w razie sytuacji awaryjnej trzeba ją oddać i uciekać. Takie czasy mamy...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja