Krzysztof, za którego modliliśmy się, zmarł

03.10.08, 22:20
prosiłam kiedyś o modlitwę za Krzysztofa, który cierpiał na glejaka. zwalczył
dziada, ale po drodze przyplatało sie mnóstwo innych problemów. zmarł kilka
dni temu. jutro jest pogrzeb. zostawił żonę i czwórkę dzieci.
wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...
    • mama_kasia Re: Krzysztof, za którego modliliśmy się, zmarł 03.10.08, 22:23
      Pamiętam, modliliśmy się sad

      Niech odpoczywa w pokoju.

      Boże daj siłę rodzinie.
    • mader1 Re: Krzysztof, za którego modliliśmy się, zmarł 04.10.08, 09:07
      (*) (*) (*)

      Biedna, biedna rodzina sad(((
    • mamalgosia Re: Krzysztof, za którego modliliśmy się, zmarł 04.10.08, 09:20
      Kasiu, strasznesad
      Chodzi za mną jeszcze ta sytuacja, którą opisała marzek.
      Nie umiem mówić: "Boże, niech się dzieje Twoja wola" w takich
      sytuacjach, nie umiem nie mwóić, ze to strasznesad((((
    • kasia_ol1 na tydzień przed śmiercią Krzysia... 04.10.08, 11:26
      przeczytalam ten tekst żony Krzysztofa, jako odpowiedź na jeden z listów. dla
      mnie niesamowite świadectwo...


      "cóż warte byłoby życie bez nadziei??? "Wszystko co mam , co oczy otwiera, co
      daje mi sens na rozdrożu, co wiarę w cud daje nam, NADZIEJA!!!" I tych cudów w
      trakcie tej choroby było mnóstwo... wbrew wszelkim przewidywaniom Krzysiek nadal
      żyje!!! Nie obawiaj się o ,moją psychikę... nie popadnę w depresje i nie
      pociągnę rodziny za sobą, bo... mam nadzieję, która przekracza bramy śmierci...
      i na tę okoliczność jestem dobrze przygotowana... rzekłabym: zaprawiona w boju -
      to nie pierwszy raz żegnam się z Krzyśkiem... Nie podoba mi się Twój stosunek do
      Boga (ale każdy ma prawo do wyrażania swojego stanowiska)...Dla mnie BÓG JEST
      MIŁOŚCIĄ i kocha każdego, a że pojawia się choroba i cierpienie... to nic
      odkrywczego... takie jest nasze pielgrzymowanie i... to, że akurat wybrał
      Kryśka, a nie, jak to nazywasz, jakiegoś debila, jest zrozumiałe... Krzysiek,
      jako osoba wierząca nie zmarnuje tego cierpienia (a my z nim). dzięki temu, że
      ofiarujemy nasze cierpienie mamy nadzieję, że Ci co są daleko od Boga... urągają
      mu,złorzeczą... zostaną zbawieni - cierpienie w takim wymiarze ma sens... to dar
      z siebie dla innych... Krzysiek był świadom, co go może spotkać i... świadomie
      to przyjął ... jako ofiarę... Wiem, że nie każdy zrozumie o czym piszę (co nie
      oznacza, że stawiam się wyżej, nie bo nie o to chodzi - jeśli rozumiem więcej,
      to nie ma w tym mojej zasługi... to dar Boży, zupełnie niezasłużony - taki
      bezinteresowny prezent od kochającego TATY)... jestem tu z doskoku... może Ktoś
      mądrzej to wyjaśni... A teraz słowa piosenki: "Choć nie jedan dasz mi Boże / do
      zgryzienia twardy orzech / daj też iskrę, żeby radość z niej rozniecić, radość z
      niej rozniecić /i nadzieje mi pozostaw, że gdy drodze swej nie sprostam / Ty mój
      dobry Boże wyjdziesz mi na przeciw - WYJDZIESZ MI NA PRZECIW!!!" I TEGO SIĘ
      TRZYMAM smile"
      • mamalgosia Re: na tydzień przed śmiercią Krzysia... 04.10.08, 12:30
        Piękny tekst.
        I być może ciężar włożony na odpowiednią osobę...
        Nie wiem.
        • sion2 Robert i Krzysztof 05.10.08, 13:48
          Muszę powiedzieć że zbieznosc tych dwoch smierci, a jednoczesnie
          swiadectw wiary, bardzo mna poruszyła. Nie wiem czy czytacie bloga
          Marzek, ja czytam codziennie choc Marzek mnie nie lubi wink, a tam
          znajdziecie piekne swiadectwo pt "To musi byc Bóg"
          malyrycerz.blox.pl/html przeczytajcie zwlaszcza 29 wrzesnia...

          I chce sie podzielic co mnie uderzylo. Wcale nie "wielka wiara"
          kobiet-matek-żon w sytuacji smierci męża. "Cóz masz, czego bys nie
          otrzymał..." pisze sw. Paweł. Jakby patrzec ze reakcja żon tych
          mężczyzn, wynikała wyłącznie z ich wielkiej wiary, ich wlasnej
          doskonalosci duchowej, ich wlasnej sily duchowej i doskonalosci - to
          mozna sie zalamac. Bo czy ja tak potrafię? nie, nie potrafię. I co,
          wziac zabawki i uciec z Bozej piaskownicy?
          Dla mnie reakcja tych kobiet jest swiadectwem BOŻEJ mocy a nie mocy
          czlowieka, nie siły wiary w sensie że ktokolwiek jest w stanie sam
          bez Boga przezywac taka tragedie i nie zwatpic. Dla mnie są one
          swiadectwem siły pochodzącej od Chrystusa, nie od czlowieka, nie ode
          mnie samej. naprawde pocieszyłam sie, czytajac zarowno wpisy na
          blogu Marzek, jak i ten piekny list wklejony na forum, napisany
          przez żone Krzysztofa.
          Znam wiele osob, przede wszystkim siebie samą, ktore zalamuja sie
          przy cierpieniu i mysla ze "nie dla mnie wierzyc i odkrywac gdzie w
          takiej tragedii jest jakies dobro" i same siebie obwiniaja o brak
          wiary itd. A przeciez coraz bardziej do mnie dociera, ze nie chodzi
          o wiare w sensie "bede wierzyc i nie bede czuc bólu" "wierzyc=nie
          plakac=nie smucic sie w ogole=nie krzyczec z bólu itp", ze nie
          chodzi zrozumienie po ludzku natychmiast gdzie jest dobro w takiej
          tragedii jak smierc ojca czworga dzieci. Chodzi o zawierzenie czyli
          spasowanie, powiedzenie Bogu "moje mozliwosci sie koncza, dzialaj
          Ty", zaufanie w sensie zaniechania nawet wysilkow majacych cokolwiek
          wydobywac ze mnie samego aby "dac" Bogu i "zdac egzamin z
          przedmiotu: wiara w trudnej sytuacji życiowej", chodzi o otworzenie
          sie na moc Chrystusa. Bo ludzką mocą nie da sie przezyc tego co
          przezywaja te dwie dzielne niewiasty.
          • mader1 Re: Robert i Krzysztof 05.10.08, 19:29
            Dziękuję za link.
            Myślę, że lubi...
      • mader1 Re: na tydzień przed śmiercią Krzysia... 05.10.08, 19:27
        Dziękuję, dziękuję bardzo
Pełna wersja