jak być z osobą, która kogoś straciła

04.10.08, 09:30
Chodzi za mną ten temat już długo, ale ciągle nie wiedziałam, jak to
ubrać w słowa. I ciągle coś przeszkadzało, by taki wątek założyć.
Teraz też przeszkadza - choćby to, że obok ten luźny wątek z
akcesoriami. Ale to tak jak w zyciu...

Jak być z osobą w żałobie? Z osobą, która utraciła Kogoś Bliskiego?
Która cierpi z bólu, tęsknoty, żalu...
Myślałam o tym wiele razy. Najpierw gdy moja Przyjaciółka straciła
taką osobę, potem w kontekście siebie samej, teraz te rodziny, o
których piszą KasiaOl i marzek... Myślę o tym gdy widzę kobietę w
czerni wracającą wieczorem z kościoła...

Czy rozmawiać o Osobie, która odeszła? Czy przeciwnie: unikać
tematu? Z moich doświadczeń wychodzi, że na początku to chyba jednak
lepiej rozmawiać. Że to jakaś ulga, że wspomnienia żyją, nie wiem.
Ale może jednak nie?
Wiem, że najgorsze sa stwierdzenia "czas już wrócić do normalnego
życia" - zawsze padają za wcześnie. Czy zabrać taką osobę na kawę,
czy pozwolić jej zamknąć się w czterech ścianach? Czy próbować
oderwać jej myśli, czy przeciwnie: właśnie "przepracować" to co boli?
    • marzek2 Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 04.10.08, 13:56
      No coż, temat przerabiam własnie w praktyce. Pogrzeb za nami, przeżyliśmy go
      wczoraj. Dziś rozmawiałam z pastorem naszego zboru, wyszło na to, że fajnie, że
      mamy w kościele i kobiety i facetów. Każdy będzie mógł jakoś pomóc. Wdowa
      potrzebuje kobiet, żeby się móc wypłakać, przytulić, żeby być z nią po prostu.
      A panowie będą pomagać w sprawa administracyjnych, rachunki, sprzedaż domu który
      budowali z mężem i podobne rzeczy. Będziemy starali się dzwonić i "zostawiać
      otwarte drzwi" - żeby wiedziała, że zawsze może zadzwonić, poprosić o pomoc,
      wypłakać się.
      • przeciwcialo Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 04.10.08, 15:01
        Gryzę sie z tym tematem od wczoraj. Mam myslotok i nie umiem sobie
        tego wszystkiego uporządkować.
        Gdybym mogła jakos pomóc to daj znać.

      • mamalgosia Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 04.10.08, 17:04
        marzek2 napisała:

        > No coż, temat przerabiam własnie w praktyce.
        Wiesz, marze, właśnie o praktykę głównie mi chodzi


        Na pewno bardzo wazne jest to, o cyzm piszesz - pomóc w tych
        sprawach praktycznych, administracyjnych - do których osoba
        pogrążona w bólu nie ma sił.
        Ale mnie chodzi raczej o ten czas późniejszy - parę tygodni później.
        Kiedy już zainteresowanie maleje, trzeba wrócic do obowiązków, a ból
        przeciez nie maleje
    • minerwamcg Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 04.10.08, 15:59
      To chyba zalezy od zapotrzebowania... jedno jest pewne, trzeba być
      czujnym i w odpowiednim czasie pospieszyć z taką pomocą, jakiej
      osierocony człowiek potrzebuje. Dlatego chyba potrzeba też dużej
      własnej elastyczności - żeby płakać z płaczącymi a z
      racjonalizującymi racjonalizować. Wspominać z tymi, którym to jest
      potrzebne, a zorganizować wir pracy dla tych, którzy mają zwyczaj
      się w takowy rzucać. To nie jest łatwe, ale przecież nie mówimy tu o
      rzeczy łatwej.
      • mamalgosia Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 04.10.08, 17:05
        ha, zalezy od zapotrzebowania. Tylko jak rozpoznac to
        zapotrzebowanie. Jak pomóc, gdy ta osoba nie powie - a może nawet
        sama nie wie.
        A może odpowiemy inaczej - jaka pomoc na pewno nie pomaga?
        • minerwamcg Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 04.10.08, 23:48
          >Tylko jak rozpoznac to
          > zapotrzebowanie. Jak pomóc, gdy ta osoba nie powie - a może nawet
          > sama nie wie.

          Znać człowieka? Serce mieć? Mądrym być?..
          Ba, jeszcze raz powtarzam, nie pytałaś o rzecz łatwą smile
          • mamalgosia Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 05.10.08, 12:03
            Nie pytałąm o łatwą - ale bardzo dla mnie ważną. Bo wiem, że jeszcze
            nie raz w tej sytuacji będę - i jako "dawca" i jako "biorca". Choć
            wolałabym nie
        • twoj_aniol_stroz Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 05.10.08, 00:06
          Na pewno nie pomaga powtarzanie w kółko "weź się w garść", "przestan
          rozpamiętywać", "widać nadszedł czas tej osoby", "widać Bóg tak
          chciał" itp i zbywanie, gdy ten ktoś zaczyna mówić o zmarłym. Myslę,
          że w ogóle unikanie tematu załoby, śmierci, wspomnień też bedzie
          złe, zwłaszcza jeśli człowiek w żałobie temat zaczyna, a my go
          kończymy zaraz po pierwszym zdaniu. Doskonale sobie zdaję sprawę jak
          bardzo trudno jest być przy osobie w żałobie, ale... w końcu nikt
          nie mówił, że będzie łatwo w życiu. W sumie to my boimy się rozmów o
          śmierci, boimy się własnych reakcji, własnych łez, bezradności, lęku
          przed śmiercią... To wszystko powoduje, że najchętniej byśmy
          przewinęli ten etap życia jak taśmę w magnetofonie, a tu się nie da.
          Pamiętam absurdalną myśl w chwili gdy mój dziadziuś był już tak
          bardzo chory na raka, że wiadomo było, że umrze. Pamiętam, że
          pojawiła się nagle zniecierpliwiona myśl, że znów (babcia zmarła
          pierwsza i stąd to słowo "znów") trzeba będzie przechodzić przez
          smutek, przez czerwone oczy mamy, przez ciężką atmosferę w domu...
          To zirytowanie było jakby obok smutku, łez i rodzącej się już
          tęsknoty za człowiekiem, który w dzieciństwie nosił mnie na barana,
          kupował jako niespodziankę lizaka mimo moich 18 lat i po prostu był,
          a teraz umiera, a ja zostaję... Ja byłam już wtedy dorosłą babą, a
          mimo to taki idiotyzm wyrósł mi w głowie.
          Tak, czas żałoby to bardzo ciężki czas nie tylko dla tych bliskich,
          którzy zostają na ziemi, ale też dla tych wszystkich, którzy ich
          otaczają...
          • mamalgosia "znów" 05.10.08, 12:05
            Ależ rozumiem, co oznacza to słowo! Kiedyś śniłą mi sie moja
            ukochana Babcia (ona mnie wychowywała), a gdy się obudziłam,
            ucieszyłam się, że ona nie zyje od 14 lat. Wystraszyłąm się, że sen
            jest prawdą, że ona żyje, a ja znów będę musiała przejść przez to co
            przeszłam po jej śmiercisad
            Ale wiemy doskonale, że jeszcze nie raz będzie to "znów"sad
            • twoj_aniol_stroz Re: "znów" 05.10.08, 12:07
              A masz z tego powodu wyrzuty sumienia? Bo ja mam koszmarne sad
              • mamalgosia Re: "znów" 05.10.08, 12:11
                Nie, nie mam. Akurat z tego powodu nie mam. Ale jak pomyślę, czego
                nie zrobiłam dla niej gdy jeszcze żyła...
    • isma Lekcja martwego jezyka 05.10.08, 00:35
      Na pewno jest tak, ze trzeba miec w takich konkretnych sytuacjach, przed ktorymi
      stajemy, jakas wyobraznie serca. Jakas bardzo podstawowa postawe wspolodczuwania.

      Ale jest tez tak, ze te reakcje w wiekszosci przebiegaja wedlug podobnego
      schematu, i wiedza o nim tez pomaga troche lepiej sie w sytuacji odnalezc. W
      srodowisku hospicyjnym sie poslugujemy takim podzialem pieciu faz zaloby,
      zaobserwowanym przez Elizabeth Kubler - Ross (co ciekawe, te fazy ona
      zaoserwowala najpierw u osob skonfrontowanych z perspektywa wlasnej smierci -
      pozniej okazalo sie, ze fazy zaloby po smierci cudzej przebiegaja analogicznie.
      Bo one, w jakims sensie, sa tylez wyrazem naszej tesknoty za tym, kto odszedl,
      co i naszej osobistej obawy przed wlasnym odejsciem... Odzalowujemy siebie
      samych za zycia...!)

      Wiec, najpierw sie zaprzecza smierci. Czlowiek w zalobie izoluje sie, unika
      tematu straty. Jest skrajnie przygaszony - to jest taka paskudna faza braku
      wrazliwosci, emocjonalnego paralizu, obserwujac ktora osoby postronne moga sobie
      bardzo zle myslec ;-(((.
      Potem nastepuje faza buntu, obwiniania - lekarzy, Boga. Kiedy ten gwaltowny
      sprzeciw troche opadnie, przychodza targi ("Gdybym zrobil to i to, on by nie
      umarl", "gdybym zdazyl mu powiedziec..."). Wtedy tez bywa, ze taka osierocona
      osoba podejmuje probe "powrotu do zycia", stara sie "zapomniec", ucieka w prace,
      czasem w nalog. Ale jak i te sprytne zabiegi okaza sie bezskuteczne (one SA
      bezskuteczne!), to nastepuje faza zazwyczaj nadluzsza i najtrudniejsza -
      depresja. Jej przezwyciezenie - mniej wiecej miedzy dziewiecioma miesiacami a
      dwoma latami od straty - zazwyczaj przynosi faze pogodzenia.
      My mowimy czasem, ze to jest moment stania sie z osieroconego - spadkobierca.

      To oczywiscie nie jest odpowiedz na pytanie, jak towarzyszyc w zalobie. Ale
      dobrze jest wiedziec, ze ta zmiennosc nastrojow, postaw, osoby, ktora kogos
      pozegnala, jest naturalna. Ze kazda z tych faz ma swoja specyfike, i ze nie
      wolno jej trwania przyspieszac. Ze trzeba sie adekwatnie do niej zachowywac -
      np. pozwolic na bunt, nie namawiac do "uspokojenia sie". Te lekcje musza byc
      odrobione, te etapy wszystkie bez wyjatku - choc z rozna czasem u roznych osob
      intensywnoscia - przebyte, zeby mozna bylo sie ze strata pogodzic.

      I, nic odkrywczego nie powiem, dobrze towarzysza w zalobie osoby pogodzone z
      perspektywa wlasnej smierci.
      • mamalgosia Re: Lekcja martwego jezyka 05.10.08, 12:10
        Prawdę powiedziawszy, to liczyłam na Twoją odpowiedź.

        isma napisała:


        > Ale jest tez tak, ze te reakcje w wiekszosci przebiegaja wedlug
        podobnego
        > schematu, i wiedza o nim tez pomaga troche lepiej sie w sytuacji
        odnalezc.
        Rzeczywiście jest. W tych kilku przypadkach, które mnie dotknęły
        pośrednio lub bezpośrednio rzeczywiście zaobserwowałam te fazy.
        Tylko czas trwania, natężenie bywały różne. Albo wręcz zatrzymanie
        się.


        >
    • minerwamcg Re: jak być z osobą, która kogoś straciła 05.10.08, 17:27
      Dzisiaj u metodystów przeżyliśmy to na własnej skórze. Trzeba było
      kogoś pocieszyć. I to, że trzeba, zauważył Arthur, nie ja.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja