zebra12
23.10.08, 16:50
Moja wiara zawsze była prosta. Wierzyłam całkowicie w to, co mówi Biblia i
Kościół. Ale teraz zaczęłam się zastanawiać czy w naszych czasach nie powinno
się trochę inaczej popatrzeć na pewne rzeczy?
Np czystość przedmałżeńska. Zachowałam ją wraz z moim mężem. Choć on wcześniej
miał jedną kobietę. Ale chcieliśmy żyć wg przykazań Bożych i wytrwaliśmy do
ślubu. Tymczasem przez to, ze wcześniej nie mieszkaliśmy ze sobą, że słabo się
poznaliśmy teraz przechodzimy przez piekło rozwodu. Wydaje mi się, że gdybym
poznała tego człowieka wcześniej lepiej - czyli będąc z nim na co dzień, w
różnych sytuacjach itp - to być może nie doszło by do ślubu i teraz do rozwodu.
Nie zgrzeszyłam przed ślubem, grzeszę teraz, bo się rozwodzę...
Tyle, ze ten grzech krzywdzi jeszcze kogoś... 3 niewinne istoty - dzieci.
Czuję się samotna, mam 35 lat. Jestem sama od 3. I coraz częściej myślę o
kimś, kto byłby ze mną do starości, z kim mogłabym porozmawiać w długie zimowe
wieczory, zwierzyć się, otrzymać wsparcie ... A nie mam nikogo. Wiecie jak to
jest? Mam tylko ten net i wrzeszczące dzieci, które ciągle się kłócą.
Ale tu znów pojawia się problem. Poznanie kogoś, nowy związek = grzech!
A ja jestem wierząca. I mam straszne dylematy. Żyć w umartwieniu i samotności
do końca moich dni? Czy postąpić wbrew Bożemu prawu?
Jestem nieszczęśliwa.
Czasem sobie myślę, że może pojęcie cudzołóstwa dotyczyło rozpusty, zdrady, a
nie związku. Wiem jednak, że w tamtych czasach nie było związków bezślubnych,
a jeśli były, to były ostro potępiane. Ale dziś są powszechne. Sama nie wiem,
co o tym sądzić.
Boję się też zacząć interpretować Pismo na własne potrzeby, bo to głupie. Ale
jednak w każdym chrześcijańskim wyznaniu jest to troszkę inaczej rozumiane,
mimo, ze Biblia jest w końcu jedna. Ale z drugiej strony ślub, który brałam w
moim kościele jest nieważny w KK ... Tak jakbym przysięgała nie przed Bogiem,
tylko nie wiem przed kim. Nawet ksiądz mówił, ze mogę wziąć ślub kościelny w
KK!!!!!!!!!
Już jestem skołowana. Przysięgałam przed Bogiem, czy nie? Jestem żoną mojego
męża czy nie? Ktoś sie musi mylić, bo te dwa stanowiska są sprzeczne.
Czy więc, gdy teraz (oczywiście po rozwodzie) znajdę sobie nowego partnera, to
będę cudzołożnicą? Wszetecznicą? Grzesznicą?
To brzmi strasznie, ja kocham Boga. Ale samotność mnie dobija psychicznie. I
nie chodzi mi tylko o seks, bo szczerze mówiąc nie uważam go za coś
ekscytującego. Biblia mówi, ze powinniśmy się podporządkować prawu panującemu
w danym państwie. Skoro prawo daje możliwość rozwodu i po nim małżeństwo
przestaje istnieć, to czy nadal jest grzechem nowy związek?
Powiedzcie coś mądrego o mojej sytuacji i nie bijcie!