Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji

27.10.08, 20:37
Znowu Wielka Brytania. Na razie sprawa jest w sądzie pracy.

(link)

47-letni Gary McFarlane od wielu lat doradzał parom, jak rozwiązywać problemy
związane z pożyciem małżeńskim i z seksem. Nieoczekiwanie jego pracodawca,
brytyjska sieć poradnictwa seksualnego i rodzinnego Relate, wyrzucił go z
pracy. Powód? Homofobiczne skłonności terapeuty. Pan McFarlane poinformował
bowiem swojego przełożonego, szefa biura Relate w Bristolu, że jako
chrześcijanin nie czuje się komfortowo, udzielając porad homoseksualistom.

„Terapeuta seksualny musi diagnozować problemy i tworzyć dla pacjentów plan
kuracji. Zupełnie tak jak lekarz. Nie mogłem zachęcać ludzi do uprawiania
homoseksualnego seksu” – powiedział, cytowany przez „Daily Telegraph”,
McFarlane. Gdy jego pracodawca usłyszał tę argumentację, uznał, że terapeuta
narusza stosowaną przez organizację „politykę równego traktowania” klientów.

Gary McFarlane już wcześniej dzielił się swoimi wątpliwościami z kolegami, co
zaowocowało kilkoma donosami do kierownictwa, w których oskarżono go o
„homofobię”. W ich wyniku został nawet na kilka tygodni zawieszony w
obowiązkach służbowych. Tym razem uznano więc jego zachowanie za recydywę i
został w trybie natychmiastowym zwolniony dyscyplinarnie. Oburzony terapeuta
odwołał się do Trybunału Zatrudnienia Wielkiej Brytanii, który rozwiązuje
spory pomiędzy pracodawcami a pracownikami.

McFarlane uważa, że zwierzchnicy szykanowali go ze względu na jego
chrześcijańskie wartości, a co za tym idzie, padł ofiarą dyskryminacji
religijnej. – Gdybym był muzułmaninem, coś takiego by mi się nigdy nie
przydarzyło. Na pewno znaleziono by jakiś sposób, żebym mógł uniknąć
doradzania homoseksualistom. Wygląda na to, że chrześcijanie mają w tym kraju
coraz mniej praw – powiedział McFarlane.

Przedstawiciele organizacji Relate, która zwolniła terapeutę, nabrali wody w
usta. – Dopóki sprawą zajmuje się Trybunał Zatrudnienia, nie będziemy jej
komentować – ucięła rozmowę z „Rz” rzeczniczka organizacji.

W rządzonej przez lewicę Wielkiej Brytanii coraz częściej dochodzi do tego
rodzaju sytuacji. Zgodnie z wprowadzonymi niedawno przepisami
antydyskryminacyjnymi we wszelkich instytucjach na terenie Wielkiej Brytanii
nie wolno „dyskryminować homoseksualistów”. Przepisy te dotknęły szczególnie
instytucje chrześcijańskie, na przykład katolickie agencje adopcyjne, które
teoretycznie nie mogą już odmawiać pomocy w adopcji parom tej samej płci.
    • nati1011 Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 07:42
      homoseksualistów nie wolno dyskrymionować, za to chrześijan jak
      najbardziej. Wszystko w imię równości.

      No cóż, jedyna pociecha, że homo-moda nie ma szans przetrwać dłużej
      niz 2 pokolenia. Potem wymrze naturalnie.

      A, czekam na pierwszy proces przed trybunałaem "praw" człowieka o
      odmowę rozgrzeszenia za czyny homo. Jawna dyskryminacja. wink
      • sulla Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 08:08
        jako filolog klasyczny muszę się wypowiedzieć w tonie wątpiącym - "homo -moda"
        się ma dobrze od 2,5 tysięcy lat. Vide "Uczta Platona". Nie widzę więc czemu
        miałaby zaniknąć nagle.

        Chyba, że chodzi Ci o "modę na tolerancję" - ta rzeczywiście może nie potrwać
        długo.

        To tyle mojego głosu w tym temacie.
        • nati1011 Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 08:55
          oczywiście nie chodzi mi o sam homoseksualizm, który ma
          długa "tradycję". Raczej o jego masowe propagowanie i poddawanie sie
          tym skłonnością bez żadnych ograniczeń. To ostatnie nie moze trwać
          długo. Choć jak uczy historia jest przeważnie jednym z ostatnich
          objawów przed upadkiem cywilizacji.
        • a_weasley Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 11:50
          sulla napisała:

          > jako filolog klasyczny muszę się wypowiedzieć w tonie
          > wątpiącym - "homo -moda" się ma dobrze od 2,5 tysięcy lat.
          > Vide "Uczta Platona".

          Jako filolog klasyczny to możesz jedynie powiedzieć, że miała się nieźle w
          epoce, która skończyła się według najostrożniejszego rachunku 1479, według
          najpopularniejszego 1532 lata temu.
          Po drodze mamy dość długi czas, w którym takiej mody nie było - co nie znaczy,
          że nie zdarzały się takie przypadki.

          > Chyba, że chodzi Ci o "modę na tolerancję"

          Nie wiem jak Nati, ale mnie chodzi nie o "modę na tolerancję", tylko o modę na
          "tolerancję".
          • sulla Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 14:41
            Gdzie nie było, tam nie było, a gdzie była - tam była - w każdej epoce, ale nie
            w każdym środowisku. Tak jak i w starożytności zresztą.
            Takich los.
            • nati1011 Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 15:06
              sulla napisała:

              tam była - w każdej epoce, ale nie
              > w każdym środowisku.

              To mnie zaciekawiło.... Skoro to niezależne od woli, to dlaczego nie
              spotykamy homoseksualistów w każdym środowisku?
              • verdana Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 15:43
                W kazdym spotykamy. Niw w kazdym wiemy, ze spotykamy.
              • dominikjandomin Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 16:10
                nati1011 napisała:

                > sulla napisała:
                >
                > tam była - w każdej epoce, ale nie
                > > w każdym środowisku.
                >
                > To mnie zaciekawiło.... Skoro to niezależne od woli, to dlaczego nie
                > spotykamy homoseksualistów w każdym środowisku?

                A w którym nie?
                • zuq1 co Wy tu tak pitu-pitu?! 28.10.08, 16:57
                  Czy nie czytaliście?
                  "Dlatego wydał ich Bóg na pastwę pożądliwości. Nawet kobiety
                  porzuciły naturalny, Boży porządek i pozwalały sobie na grzechy
                  przeciw naturze. Podobnie mężczyźni odrzucili normalne współżycie z
                  kobietami i zapałali pożądaniem do siebie nawzajem, grzesząc z
                  innymi mężczyznami i ponosząc na sobie samych karę, na jaką
                  zasłużyli. Ponieważ nie chcieli otaczać Boga należytym szacunkiem,
                  dozwolił im popełniać wszystko, co tylko ich nikczemne umysły mogły
                  wymyślić. Napełnili się więc wszelką niesprawiedliwością, złem,
                  chciwością, zachłannością, nienawiścią, zabójstwem, kłótnią,
                  podstępem, złośliwością, plotkarstwem, nienawiścią do Boga,
                  zuchwalstwem, uporem, pychą, pomysłowością w czynieniu zła, buntem
                  przeciw własnym rodzicom. Są głupi, podstępni, nieznośni i
                  pozbawieni litości. W pełni świadomi Bożej kary za swoje
                  przestępstwa – kary śmierci – nie tylko to wszystko robią, ale
                  popierają takich, jak oni sami." (Rzymian 1,26-31)

                  Sulla, czy nie wydaje Ci się dziwne, że prawie wszyscy cesarze epoki
                  pryncypatu mieli "kochanków"? I że w starożytnej Grecji
                  homoseksualizm był "trendy"? Więc raczej nie ma mowy o tym, że ilość
                  homoseksualistów jest stała i warunkowana genetycznie i takie tam.
                  Po prostu jest efektem odwrócenia się od Boga, tak jak pisze ap.
                  Paweł. Koniec i kropka.
                  • sulla Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 28.10.08, 17:04
                    wiesz, raczej to świadczy o tym, ze były epoki, w których homoseksualizm był
                    bardziej jawny, i były takie, w których nie był.
                    to jedyne, co można stwierdzić na pewno.
                    • sulla Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 28.10.08, 17:08
                      a,i wszyscy cesarze epoki pryncypatu?
                      śmiem wątpić. Swetoniusz mocno ubarwiał swe opowieści, a zarzuty o
                      homoseksualizm były w kulturze Rzymu zwyczajowym elementem inwektywy,
                      niekoniecznie mającym pokrycie w rzeczywistości.
                      • a_weasley Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 28.10.08, 17:26
                        sulla napisała:

                        > homoseksualizm były w kulturze Rzymu zwyczajowym
                        > elementem inwektywy,

                        Znakiem czego autor słów "ten gej odbił mi dziewczynę!" nie wymyślił nic nowego.
                        • sulla Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 28.10.08, 17:29
                          eee, taki "przytyk" to sobie każdy na murze mógł namazać.

                          Cyceron rzekłby raczej ze smakiem "ty podgolona tancereczko".
                          A w zasadzie rzekł.
                          • zuq1 Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 29.10.08, 08:36
                            Widzę, że Ty nadal traktujesz homoseksualizm z przymrużeniem oka. A
                            ja myślałem, że to forum dla wierzących...
                            • minerwamcg Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 29.10.08, 10:32
                              zuq1 napisał:

                              > Widzę, że Ty nadal traktujesz homoseksualizm z przymrużeniem oka.
                              > A ja myślałem, że to forum dla wierzących...

                              Owszem, dla wierzących, ale jest to forum dyskusyjne, a nie sztab
                              krucjaty przed wyruszeniem na świętą wojnę. Rozmawiamy o różnych
                              rzeczach, nie zawsze ze śmiertelną powagą. Poglądy w sprawie
                              homoseksualizmu jako grzechu mamy dość nieźle ustalone, nie ma
                              jednak powodu, żeby każde nasze zdanie w tej sprawie było
                              manifestem. Manifest jest dobry na monolog, do rozmowy nadaje się
                              średnio.
                              • zuq1 Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 29.10.08, 10:51
                                Tys prowda. W niektórych jednak kwestiach lepiej tą "śmiertelną
                                powagę" zachować a obecny libertynizm (bo już nie liberalizm)
                                obyczajowy jest jedną z nich.
                                • minerwamcg Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 29.10.08, 11:02
                                  Wiesz, jedni złe obyczaje piętnowali rozpalonym żelazem, dawali
                                  odpór i grzmieli z ambon. Inni woleli stosować inne sposoby,
                                  rozmawiali, perswadowali, czasem żartowali. Większość z nas woli ten
                                  drugi ton, bo brak dystansu i święte zacietrzewienie nie jest dobrym
                                  doradcą, prowadzi do kłótni i więcej z tego zgorszenia, niż pożytku.
                                  Pamiętaj, że na tym forum, poza kilkoma osobami niewierzącymi,
                                  jesteśmy jakoś tam dogadani co do podstawowych wartości, mamy
                                  wspólny, jak się to mówi, kerygmat. Nie musimy na siebie nawzajem
                                  grzmieć, i póki nas ktoś mocno nie zdrzaźni, staramy sie tego nie
                                  robić.
                  • dominikjandomin Re: co Wy tu tak pitu-pitu?! 29.10.08, 10:55
                    zuq1 napisał:

                    > Sulla, czy nie wydaje Ci się dziwne, że prawie wszyscy cesarze epoki
                    > pryncypatu mieli "kochanków"? I że w starożytnej Grecji
                    > homoseksualizm był "trendy"?

                    Nie był trendy... Poczytaj sobie greckie komedie.

                    Trendy było uczucie do dorastających chłopców (sam seks już gorzej).
                    Homoseksualizm dwojga dorosłych - nie był trendy, był wyśmiewany. Wiele rodzajów
                    seksu homo było wyjątkowo nie trendy...

                    A w innych krajach starożytnych - trendy było raczej bycie aktywnym, strona
                    pasywna miała mniejsze znaczenie, i czy to była kobieta, czy ktoś lub coś innego...

                    I trudno powiedzieć, czy można mówić o "odwróceniu się od Boga" u starożytnych
                    Greków i Rzymian, w czasach przed Chrystusowych... Dziś, i owszem, ale wtedy?
                    • zuq1 odejście od Boga... 29.10.08, 14:12
                      >I trudno powiedzieć, czy można mówić o "odwróceniu się od Boga" u
                      starożytnych Greków i Rzymian, w czasach przed Chrystusowych...
                      Dziś, i owszem, ale wtedy?" - no to poczytaj sobie Rzymian 2 i
                      zobacz, że poganie też wg Pawła sądzeni są wg sumienia a ci, którzy
                      oddawali cześć stworzeniu, popadli w grzech.
                      Wg książki "Wieczność w ich sercach" ludzie przeszli od monoteizmu
                      do politeizmu a tym samym w upadek moralny - czyli zupełnie inaczej
                      niż twierdzą "naukowcy". Zgadza się to również z ogólną zasadą, że
                      łatwiej dochodzi do destrukcji/chaosu zamiast do zbudowania czegoś.
                      • a_weasley Re: odejście od Boga... 29.10.08, 14:55
                        zuq1 napisał:

                        > Dziś, i owszem, ale wtedy?" - no to poczytaj sobie
                        > Rzymian 2 i zobacz, że poganie też wg Pawła sądzeni
                        > są wg sumienia

                        i ci, którzy żyli wedle swojej religii, mają szansę.

                        > Wg książki "Wieczność w ich sercach" ludzie
                        > przeszli od monoteizmu do politeizmu

                        Bardzo ciekawa teza, tyle że na razie znaczy tyle, że ktoś napisał książkę, w
                        której tak twierdzi. Nie wiem, kto, anim o tej książce słyszał, argumentów
                        autora nie znam także.
                        W związku z czym nie wiem też, jest li wzięcie "naukowców" w cudzysłów słuszne
                        izali nie.

                        > Zgadza się to również z ogólną zasadą, że
                        > łatwiej dochodzi do destrukcji/chaosu zamiast
                        > do zbudowania czegoś.

                        Na przykład: najpierw ludzie wynaleźli samolot, a dopiero potem rower.
                        • zuq1 Re: odejście od Boga... 29.10.08, 15:29
                          "Na przykład: najpierw ludzie wynaleźli samolot, a dopiero potem
                          rower." - na przykład wysadzenie samolotu w powietrze trwa ułamek
                          sekundy, zbudowanie go - miesiące. I to miałem na myśli, weasleyu.
                          A książkę "Wieczność w ich sercach" gorąco polecam.
                          • a_weasley Re: odejście od Boga... 29.10.08, 19:33
                            zuq1 napisał:

                            > "Na przykład: najpierw ludzie wynaleźli samolot,
                            > a dopiero potem rower." - na przykład
                            > wysadzenie samolotu w powietrze trwa ułamek
                            > sekundy, zbudowanie go - miesiące.

                            Analogia doprawdy dość odległa, a zasada entropii niekoniecznie nadaje się do
                            opisu zjawisk społecznych. Przeciwnie, społeczeństwa przechodzą raczej od stanów
                            mniej złożonych do bardziej złożonych.

                            P.S.
                            U nas w Polsce nazwy własne piszemy wielką literą.
                      • dominikjandomin Re: odejście od Boga... 31.10.08, 23:57
                        zuq1 napisał:

                        > >I trudno powiedzieć, czy można mówić o "odwróceniu się od Boga" u
                        > starożytnych Greków i Rzymian, w czasach przed Chrystusowych...
                        > Dziś, i owszem, ale wtedy?" - no to poczytaj sobie Rzymian 2 i
                        > zobacz, że poganie też wg Pawła sądzeni są wg sumienia

                        Wg sumienia. Niczego to zatem nie zmienia. Nie ma ani jednego dowodu, aby
                        Objawienie Prawdziwego Boga było znane starożytnym. A nawet z Pisma wynika, ze
                        wręcz przeciwnie...

                        A jeśli nie było Objawienia, to jak można odejść? A skoro lubisz czytać św.
                        Pawła: bez Prawa nie ma grzechu. Bez Objawienia zatem nie można odejść od Boga.

                        > Wg książki "Wieczność w ich sercach" ludzie przeszli od monoteizmu
                        > do politeizmu a tym samym w upadek moralny - czyli zupełnie inaczej
                        > niż twierdzą "naukowcy".

                        Autor?

                        Ciekawa hipoteza, ciekawe tylko, czy autor jest w stanie choć trochę to
                        uprawdopodobnić. Osobiście w to wątpię. Są tam jakieś argumenty, czy tylko wizja
                        autorska?

                        A napisać i wydać można wszystko...

                        >Zgadza się to również z ogólną zasadą, że
                        > łatwiej dochodzi do destrukcji/chaosu zamiast do zbudowania czegoś.

                        A co ma o tego fizyka? Owszem, jest taka zależności fizyczna. Ale właśnie rozwój
                        polega na pompowaniu energii, aby odejść od stanu równowagi.

                        Ale też nie ma to nic wspólnego z pogaństwem i pierwotnymi wierzeniami.
                        Przeciwnie nawet, wiara rozwinięta, bogata w dogmaty, jak chrześcijaństwo, jest
                        bardziej skomplikowana niż proste pogańskie wierzenia, z włączanymi doń baśniami.
                        • zuq1 Re: odejście od Boga... 04.11.08, 10:37
                          Jesteś liberalnym teologiem?
                          A może jednak jest inaczej niż piszesz:
                          "Nie ma ani jednego dowodu, aby Objawienie Prawdziwego Boga było
                          znane starożytnym. A nawet z Pisma wynika, ze wręcz przeciwnie..." -
                          zobacz więc to chociażby:
                          "Stanął więc Paweł pośrodku Areopagu i przemówił: – Ateńczycy!
                          Zauważyłem, że jesteście bardzo pobożni. Przechadzając się i
                          oglądając wasze ołtarze, natknąłem się na jeden z
                          napisem: „Nieznanemu Bogu”. Właśnie o tym nieznanym Bogu, którego
                          czcicie, chcę wam powiedzieć." (Dz. Ap. 17,22-23)

                          Zapewne powiesz: o! nie znali Go! - otóż ich dalecy przodkowie znali
                          a ich potomkowie zapomnieli no i faktycznie go już "nie znali".
                          Patrz też Rzymian 1.

                          "Ciekawa hipoteza, ciekawe tylko, czy autor jest w stanie choć
                          trochę to uprawdopodobnić. Osobiście w to wątpię. Są tam jakieś
                          argumenty, czy tylko wizja autorska?"

                          Tu masz linka:
                          www.dobryskarbiec.pl/osc/wieczno%C3%82%C5%9B%C4%82%C5%9A-sercach-p-226.html?language=pl&name=Wieczno%B6%E6%20w%20ich%20sercach
                          • dominikjandomin Re: odejście od Boga... 04.11.08, 14:08
                            zuq1 napisał:

                            > Jesteś liberalnym teologiem?
                            > A może jednak jest inaczej niż piszesz:
                            > "Nie ma ani jednego dowodu, aby Objawienie Prawdziwego Boga było
                            > znane starożytnym. A nawet z Pisma wynika, ze wręcz przeciwnie..." -
                            > zobacz więc to chociażby:
                            > "Stanął więc Paweł pośrodku Areopagu i przemówił: – Ateńczycy!
                            > Zauważyłem, że jesteście bardzo pobożni. Przechadzając się i
                            > oglądając wasze ołtarze, natknąłem się na jeden z
                            > napisem: „Nieznanemu Bogu”. Właśnie o tym nieznanym Bogu, którego
                            > czcicie, chcę wam powiedzieć." (Dz. Ap. 17,22-23)

                            Masz rację - NIEZNANY. Na wszelki wypadek, aby któregoś nie obrazić, czcili
                            NIEZNANEGO.

                            I był im nieznany.

                            Czyli dokładnie, jak pisałem - nie znali.

                            > Zapewne powiesz: o! nie znali Go! - otóż ich dalecy przodkowie znali
                            > a ich potomkowie zapomnieli no i faktycznie go już "nie znali".

                            Zdanie pozbawione podstaw - twierdzenie, ze "ich dalecy przodkowie go znali".
                            Brak podstaw do takowej interpretacji.
                            Nieznany, to nie znaczy ZAPOMNIANY.
                          • dominikjandomin Re: odejście od Boga... 04.11.08, 14:10
                            zuq1 napisał:


                            > "Ciekawa hipoteza, ciekawe tylko, czy autor jest w stanie choć
                            > trochę to uprawdopodobnić. Osobiście w to wątpię. Są tam jakieś
                            > argumenty, czy tylko wizja autorska?"
                            >
                            > Tu masz linka:
                            > www.dobryskarbiec.pl/osc/wieczno%C3%82%C5%9B%C4%82%C5%9A-sercach-p-226.html?language=pl&name=Wieczno%B6%E6%20w%20ich%20sercach

                            Pytałem Ciebie o argumenty, szkoda mi czasu na czytanie książki będącej wymysłem...
    • minerwamcg Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 28.10.08, 18:19
      Myślę, że spór o epoki można podsumowac krótko, że w jednych czasach
      bardziej było "w modzie" skłonnościom homoseksualnym ulegać, a w
      innych - wprost przeciwnie. Że w jednych bardziej folowano tego
      rodzaju grzechom i obnoszono się z nimi, a w innych była w tych
      sprawach wieksza... chciałam napisać "asceza", ale gdzie tam asceza,
      raczej zwyczajna przyzwoitość.
      • minerwamcg P.S. 28.10.08, 18:25
        Bo w to, że w każdej epoce rodzi się jakiś tam stały odsetek osób ze
        skłonnościami homoseksualnymi jestem w stanie uwierzyć. Niech
        będzie, że tyle samo było ich w starożytnej Grecji co w
        średniowiecznych Niemczech (aczkolwiek styl życia mógł kreować
        homoseksualne zachowania osób, które takich skłonności wrodzonych
        nie miały!). Z tym, że starożytny homoseksualista grzeszył sobie
        radośnie, a średniowieczny pościł, pokutował, a w ostateczności
        folgował chuciom trwożnie patrząc na niebo, czy już go dosięga Boży
        pieron, czy dopiero za chwilę.
        • sulla Re: P.S. 28.10.08, 18:45
          i tu się z Tobą zgodzę.
          każda epoka kreuje klimat, który może sprzyjać ujawnianiu się skłonności
          homoseksualnych lub te skłonności hamować.

          nasza epoka zdecydowanie sprzyja.

          czy można homoseksualne zachowania kreować - w to jakoś wątpię. Ja w każdym
          razie nie dlatego nie idę do łóżka z kobietą, że epoka zabrania, i tez nie tylko
          dlatego, ze to grzech, ale przede wszystkim dlatego, ze mnie po prostu kobiety
          nie pociągają. I myślę Minerwo, że tak jest też w Twoim przypadku.
          Ale o tym, jak to naprawdę jest, wiedzą tylko sami zainteresowani.

          Każdy homoseksualista ma jednak wybór - walczyć ze sobą lub walczyć z Bogiem.
          Lub przed Bogiem uciekać. Ja w tym każdorazowo widzę dramat.
          Dlatego nie potępiam moich homoseksualnych znajomych i przyjaciół, a współczuję.

          Niemniej nie o tym był chyba wątek, a o tolerancji, która zamienia się w
          dyskryminację.
          I tak jak uważam, ze każdy ma prawo być homoseksualistą i jest to jego osobista
          sprawa przed Bogiem, tak te że uważam, ze każdy ma prawo homoseksualizmu nie
          akceptować, czy jest chrześcijaninem, czy muzułmaninem czy buddystą.
          Tolerancja nie oznacza akceptacji.
          • a_weasley Re: P.S. 28.10.08, 19:20
            sulla napisała:

            > Tolerancja nie oznacza akceptacji.

            To raz. A po wtóre powinna być dla wszystkich, a nie tylko dla jednej strony.
          • minerwamcg Re: P.S. 28.10.08, 20:03
            Sulla wzięła słowo i napisała:

            > czy można homoseksualne zachowania kreować - w to jakoś wątpię.

            A ja nie wątpię. Znam ludzi, którzy nie mając skłonności
            homoseksualnych homoseksualistami zostali - na skutek
            homoseksualnego uwiedzenia i swoistej "mody" na homoseksualizm w ich
            środowisku. Nie podobało im się na początku - ale czegóż się nie
            robi dla ukochanego mistrza, którym jest się zafascynowanym? A potem
            się przyzwyczaili. W tej chwili nie są już zdolni do "powrotu" na
            heteroseksualizm...

            >Ja w każdym razie nie dlatego nie idę do łóżka z kobietą, że epoka
            > zabrania,

            Ależ Sullo, o to cały jęk, że epoka NIE zabrania. W naszych czasach
            jako lesbijka byłabyś postrzegana jako osoba niezależna, wyzwolona z
            głupich przesądów, do tego ofiara prześladowania ze strony
            katolickiego ciemnogrodu... No, bohaterka po prostu!

            >i tez nie tylko dlatego, ze to grzech, ale przede wszystkim
            > dlatego, ze mnie po prostu kobiety
            > nie pociągają. I myślę Minerwo, że tak jest też w Twoim przypadku.

            Zgoda częściowo. Całkowita zgoda co do tego, że mnie kobiety nie
            pociągają smile)) Święta prawda. Natomiast dla mnie fakt, że aktywność
            homoseksualna jest grzechem byłby niezwykle poważnym argumentem,
            żeby takowej nie przejawiać - nawet, gdyby jakimś cudem pociągały...

            > Każdy homoseksualista ma jednak wybór - walczyć ze sobą lub
            > walczyć z Bogiem.
            > Lub przed Bogiem uciekać. Ja w tym każdorazowo widzę dramat.

            Dla mnie "niepraktykujący" homoseksualista jest wart wielkiego
            szacunku. Większego nawet niż para zachowująca czystość do ślubu -
            bo oni wiedzą, że kiedyś wreszcie się pobiorą i będą mogli współżyć,
            a homoseksualista nie ma nadziei. Wie, że nie, nigdy, do końca życia
            i na amen. To prawie jak zakon - tylko że zakonnik swój los wybrał
            świadomie i dobrowolnie, a ten nie.
            • a_weasley Re: P.S. 28.10.08, 20:09
              Minerwamcg napisała:

              > Dla mnie "niepraktykujący" homoseksualista
              > jest wart wielkiego szacunku.

              Jak zresztą każdy, kto nie ulega potężnej a grzesznej skłonności. Której w
              dodatku, w odróżnieniu od pedofila czy osobnika o skłonnościach
              seryjnomorderczych, mógłby w dzisiejszych realiach hołdować bezkarnie.
            • nati1011 Re: P.S. 28.10.08, 20:53
              > Sulla wzięła słowo i napisała:
              > >i tez nie tylko dlatego, ze to grzech, ale przede wszystkim
              > > dlatego, ze mnie po prostu kobiety
              > > nie pociągają. I myślę Minerwo, że tak jest też w Twoim
              przypadku.

              Wprawdzie to do Minerwy było wink

              Ale faceci mnie pociągają. I co? I nic. Nie idę do łóżka z każdym
              kto mnie pociaga. Nie tylko dlatego, ze to grzech. Prawo mi też nie
              zabrania. Ale przecież tylko dlatego, zę już nikt tego nie zabrania
              nie nawiąrze romansu z żonatym kolegą. Choćby dlatego, by nie ranić
              jego żony, nie zabierać dzieciom ojca i nie burzyć ładu
              społecznego... Szkoda, ze homoseksualiści myślą tylko o swoich
              chęciach i nie dostrzegają jakie spustoszenie sieją w całym
              społeczęństwie.

              > > czy można homoseksualne zachowania kreować - w to jakoś wątpię.

              O jak najbardziej. Jest wiele osób, które z nudów, z chęci
              poszukiwania nowych wrażeń są w stanie zrobić dużo większe głupstwo
              niż tylko przespac sie z osobą tej samej płci.
              • minerwamcg Re: P.S. 28.10.08, 20:59
                > Szkoda, ze homoseksualiści myślą tylko o swoich
                > chęciach i nie dostrzegają jakie spustoszenie sieją w całym
                > społeczęństwie.

                Zwłaszcza jeśli są to nauczyciele i wychowawcy, w szczególności w
                szkołach artystycznych. Pisałam już o tym na forum. Tam łatwo o
                fascynację, chęć zdobycia nowych doświadczeń jest przemożna,
                zobowiązania moralne traktowane... różnie, słowem idealne środowisko
                do uwiedzenia. Niestety, znam ludzi, którzy to wykorzystują. Nie
                muszę mówić, z jak wielką szkodą dla swoich uczniów i studentów.
                • minerwamcg P.S. do P.S. 28.10.08, 21:04
                  A władze uczelni oczywiście uważają, że nie ma w tym nic złego.
                  Jeśli tylko uczniowie/studenci są pełnoletni... W ogóle, zabranianie
                  profesorowi tego rodzaju praktyk czy w ogóle jakiekolwiek reagowanie
                  na to co robi (że już nie mówię o odsunięciu od pracy ze
                  studentami!!!) byłoby dyskryminacją ze względu na jego orientację
                  seksualną, a więc jednym z najgorszych przestępstw epoki politycznej
                  poprawności.
                  • sulla Re: P.S. do P.S. 29.10.08, 09:06
                    Nie wierzę, ze osoba naprawdę heteroseksualna może zmienić orientację pod
                    wpływem kogoś z zewnątrz (naprawdę tylko to was powstrzymuje przed
                    homoseksualnym związkiem? tylko zakaz Boży? jakby go nie było to by nie było dla
                    was różnicy czy chłopak czy dziewczyna? nie sądzę). wierzę natomiast, że można
                    być homoseksualistą i nie zdawać sobie z tego sprawy - znam osobiście parę
                    takich przypadków i pewnie tez z takim wy miałyście do czynienia. W tyn sensie
                    wina jawnych homoseksualistów polega nie na tym, że "przeciągają na swoją
                    stronę" heteroseksualistów, ale na tym, że zachęcają do ujawnienia się
                    homoseksualistów ukrytych.

                    Nadal jednak jest to kwestia każdego homoseksualisty przed Bogiem, a nie tego,
                    że wszyscy staniemy się homoseksualni i wyginiemy. Tu szkody dla społeczeństwa
                    nie ma, tylko da samych homoseksualistów.

                    Ja rozumiem i sama odczuwam tę pokusę, żeby samodzielnie oddzielać zło od dobra
                    i zło wytępić. Ale niestety ta granica nie przebiega między jednym człowiekiem a
                    drugim, tylko wewnątrz każdego człowieka, dlatego Bóg tylko może nas sądzić.
                    • minerwamcg Re: P.S. do P.S. 29.10.08, 10:26
                      > Nie wierzę, ze osoba naprawdę heteroseksualna może zmienić
                      >orientację pod wpływem kogoś z zewnątrz.

                      Wiesz, to nie jest ani dogmat wiary, ani dyrektywa Komisji
                      Europejskiej, nie ma obowiązku wierzenia w to smile)) Mówię, co
                      widziałam i o czym czytałam, przy czym prymat daję temu, na co sama
                      patrzyłam.

                      >naprawdę tylko to was powstrzymuje przed
                      > homoseksualnym związkiem? tylko zakaz Boży? jakby go nie było to
                      > by nie było dla was różnicy czy chłopak czy dziewczyna? nie sądzę).

                      Nas nikt w sprzyjających warunkach homoseksualnie nie uwodził. Myśmy
                      nie zachwycali się cudowną osobowością guru/nauczyciela/reżysera i
                      nie wchodzili z nim w bliskie relacje. Większość z nas ominęło,
                      dzięki niech będą Bogu, przebywanie w środowiskach, gdzie
                      homoseksualizm jest "trendy" (albo jest w ogóle jedynym sposobem
                      realizacji swojej seksualności) a związek hetero dowodzi
                      pospolitości upodobań lub nie jest możliwy.
                      Co by było, gdyby nie to wszystko - tego nie wie nikt. Na pewno
                      jednak nie jest to sytuacja "tylko to was powstrzymuje".
                      Powstrzymuje nas mnóstwo rzeczy. I dzięki życiu w jako tako zdrowym
                      społeczeństwie, mnóstwo rzeczy nas także do homoseksualizmu _nie
                      zachęca_ i _nie kusi_. Za co, powtarzam raz jeszcze, dzięki niech
                      będą Szefowi.
            • dominikjandomin Re: P.S. 29.10.08, 10:57
              minerwamcg napisała:

              > Sulla wzięła słowo i napisała:
              >
              > > czy można homoseksualne zachowania kreować - w to jakoś wątpię.
              >
              > A ja nie wątpię. Znam ludzi, którzy nie mając skłonności
              > homoseksualnych homoseksualistami zostali - na skutek
              > homoseksualnego uwiedzenia i swoistej "mody" na homoseksualizm w ich
              > środowisku. Nie podobało im się na początku - ale czegóż się nie
              > robi dla ukochanego mistrza, którym jest się zafascynowanym? A potem
              > się przyzwyczaili. W tej chwili nie są już zdolni do "powrotu" na
              > heteroseksualizm...

              Dobrze poświadczają to badania na rodzeństwie i bliźniakach jedno i dwujajowych
              - jest wiele powodów homoseksualizmu.
    • lucasa Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 29.10.08, 19:10
      a_weasley napisał:

      > Znowu Wielka Brytania

      hehe, czytaj prase ang, a bedziesz miec materialu nt tolerancji
      i "tolerancji" i poprawnosci politycznej na conajmniej jeden watek
      dziennie.
      A
      • minerwamcg Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 29.10.08, 19:13
        >bedziesz miec materialu nt tolerancji
        > i "tolerancji" i poprawnosci politycznej na conajmniej jeden watek
        > dziennie.

        No, to się szybko sprzykrzy smile
        • ekan13 Re: Nowe osiągnięcie w dziedzinie tolerancji 03.11.08, 23:46
          Problem "tolerancji" leży w tym, że dziś jest ona przyzwoleniem wszystkim, na wszystko.
          Jeśli nie przyzwalasz i śmiesz się do tego przyznać - jesteś nietolerancyjny.
          Więcej, tolerancyjni dzis są tylko homoseksualiści i ci, którym to zupełnie nie przeszkadza, cała reszta to "nietolerancyjni".
          Bo tolerancja dziś, to nie DIALOG stron i poszanowanie wartości jednej i drugiej strony, prawo do tolerancji przysługuje tylko jednej ze stron, cała reszta to wszak ciemnogród, której się zadne poszanowanie nie należy.
          W tym rozumieniu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem osobą nader nietolerancyjną i nie zamierzam tego zmieniać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja