Gdy katoik wiąże się z rozwódką....

16.11.08, 22:23
Zastanawiam się ostatnio nad czymś i jestem bardzo ciekawa
Waszych wypowiedzi na ten temat, moze mi one w czyms pomogą...
Niedawno brat mojego męża (kawaler) zwiazał się z rozwódką mającą
ślub koscielny z pierwszym mężem. Oboje sa katolikami, ale raczej
takimi o których się mówi "niepraktykujący" czy tez
raczej "praktykujący od święta". Dziewczynę dobrze znamy, jest naszą
sąsiadką, moją bliską koleżanką, dodatkowo jej córka często bawi się
z naszą córką, więc często się widujemy. Parą są od niedawna ale
planują juz ślub, ciągle mówią nam o swoim szczęściu i tu własnie
pojawiają się moje, a takze i męża dylematy. Zastanawiam się jaka
wlasciwie powinna byc postawa katolika w takiej sytuacji. Bo czy
moze on cieszyc się razem z nimi z tego ich szczęścia (czego
oczywiscie oni by chcieli), gratulować, wiedząc że w świetle wiary
to co robią, jest niewłaściwe? Czy nie byłaby to jakas aprobata z
naszej strony? A co z tym ich slubem cywilnym w przyszłości, czy
powinnismy na niego pójść, jak inni zyczyc im wspólnego szczęścia?
Czy moze właściwa postawa katolika to tylko braterskie upomnienie i
z wiedzą ze świadomie podjęli taką decyzję, zaakceptowanie ich
wyboru i zwyczajne traktowanie ich jak każdej innej rodziny...
A moze ktoś miał podobną sytuację i podzieli się
doswiadczeniem..
    • minerwamcg Re: Gdy katoik wiąże się z rozwódką.... 16.11.08, 22:42
      Opisujesz prawie dokładnie historię naszych przyjaciół. Ona po
      nieudanym małżeństwie, które nawiasem mówiąc od początku nie było za
      bardzo ważne i bez trudu można by tego dowieść, on po dwudziestu
      latach małżeństwa, które od dziesięciu było tylko fikcją, ale
      zawarte zostało bez wątpienia ważnie. I właśnie oni spotkali się,
      pokochali, są razem. Mają miesięcznego synka.
      Szczęście aż wali po oczach, świecą własnym światłem... a z drugiej
      strony oboje katolicy, wierzący, praktykujący - teraz nawet
      gorliwiej, odkąd nie mogą przystępować do komunii. I co my im mamy
      powiedzieć? Wiedzą, że robią źle. Mają dziecko, a chcą mieć jeszcze
      dwoje. Oczywiście, że nie akceptujemy tego związku. Oni też wiedzą,
      że nie akceptujemy, bo nie możemy. A jednak to są nasi przyjaciele.

      Jedno, co mogliśmy dla nich zrobić, to spotkać ich z mądrym
      księdzem, który - choć rozgrzeszyć ich nie mógł - powtórzył im w
      imieniu Kościoła to, co i myśmy mówili: że ani Bóg ani Kościół ich w
      takiej sytuacji nie skreśla. Że zawsze mogą modlić się, chodzić do
      kościoła, wychowywać po katolicku swojego synka i każde następne
      dziecko. Nie mogą czuć się "w porządku" - ale mogą zaufać Bogu, że
      Jego łaska jest większa od ich grzechu.
    • isma Re: Gdy katoik wiąże się z rozwódką.... 16.11.08, 23:13
      Mysle sobie, ze tu przede wszystkim trzeba by bylo nie pochwalac pospiechu.
      Abstrahujac od kwestii religijnych, takie zwiazki (dziecko!) po prostu sa
      trudniejsze, no. Podejmujac decyzje o byciu razem trzeba odrobine wiecej
      okolicznosci rozwazyc.

      Oczywiscie sa dorosli, i sami decyduja, ale ja bym sie dosyc ostroznie cieszyla,
      gdyby u kogokolwiek z moich bliskich to mial byc taki coup de foudre...

      A jak juz do tego slubu dojdzie... No to Minerwa dobrze mowi, co mozna wiecej...?
      • dziwna8 Re: Gdy katoik wiąże się z rozwódką.... 16.11.08, 23:32
        Jednak jest bardzo istotna różnica w tych historiach - mojej i
        Minerwy.. Para która opisujesz jest wierząca, praktykująca, z tego
        co piszesz żyja blisko Boga, czują się "nie w porządku". Oni na
        pewno nie oczekuja od Was pełnej akceptacji, nie szukaja jej bo po
        prostu w pełni rozumieja dlaczego jej od was nie uzyskają. Natomiast
        para z mojej historii mowi że jest wierząca, ale nie praktykują, a w
        swoim związku nie widzą nic nie właściwego, nie uważają że robią coś
        źle, nie bardzo żal im że nie będa mogli przystępować do komunii.
        Jednocześnie my, jako rodzina od zawsze będaca blisko Boga, jestemy
        dla nich - jak powiedzieli - pewnym wzorem w kwestiach wiary. I
        teraz widzimy jak szukaja naszej akceptacji i aprobaty, naszej
        radości z ich szczęścia. Akceptacji jako bliskich osob ale i
        katolików (czasem mi sie wydaje, ze po to by zagłuszyc jakies
        wyrzuty sumienia...). Dlatego tak się zastanawiamy nad naszą
        postawą, bo widzimy że nie jest ona bez znaczenia...

        Co do pospiechu... Cóż, rzeczywiscie moga jeszcze nie byc razem.
        Jednak raczej wygląda na to, ze będą, brat męża wkrótce z nimi
        zamieszka, bardzo zżył juz się z tą małą dziewczynką, dobrze im sie
        układa i widać, że bardzo im na sobie zależy.. Ale faktycznie czas
        pokaże..

        • a_weasley Re: Gdy katoik wiąże się z rozwódką.... 17.11.08, 01:28
          dziwna8 napisała:

          > Jednocześnie my, jako rodzina od zawsze będaca
          > blisko Boga, jestemy dla nich - jak powiedzieli
          > - pewnym wzorem w kwestiach wiary. I teraz
          > widzimy jak szukaja naszej akceptacji i
          > aprobaty, naszej radości z ich szczęścia.
          > Akceptacji jako bliskich osob ale i
          > katolików (czasem mi sie wydaje, ze po to by zagłuszyc jakies wyrzuty
          sumienia...).

          I macie wybór między daniem im tego, czego pragną, a tego, czego potrzebują. Nie
          powiem, że łatwy.
          Mnie rok temu niewierzący przyjaciel w oczy rąbął, że nie wierząc chce w ciągu
          roku przyjąć pięć sakramentów (jako że na kapłaństwo nie reflektuje, a
          namaszczenia nie przewiduje). Wszystko dlatego, że mu się opłacało mieć ślub
          kościelny i to nie jednostronny.
          Powiedziałem mu, co o tym myślę. Oględnie, ale jednoznacznie.
          Po jakimś czasie dowiedziałem się, że się rozmyślił. Jak ostatecznie swoje
          sprawy ureguluje, nie wiem, ale na pewno nie kantem z metryką, a potem
          czterokrotnym świętokradztwem.
          • minerwamcg Re: Gdy katoik wiąże się z rozwódką.... 17.11.08, 10:41
            Zgadza się, i dobrze, że mu wtedy powiedziałeś to, co powiedziałeś.
            Ale zauważ - nie zerwaliśmy z nim kontaktu. Nie odcięliśmy się od
            jego grzesznych zamiarów, nie przestał być naszym przyjacielem. Ty
            powiedziałeś co powiedziałeś, obojgu było nam przykro z powodu tego,
            co zamierza, ale nawet gdyby to zrobił, do czego dzięki Bogu nie
            doszło, nie skreślilibyśmy go tak po prostu.
            • minerwamcg P.S. 17.11.08, 10:47
              Bo jak zwykle za szybko wysłałam...

              Dlatego na miejscu Autorki wątku porozmawiałabym z przyjaciółmi.
              Powiedziałabym, że tego co robią w żaden sposób nie możesz
              zaakceptować i dlaczego - a jednocześnie, że nie przestają być
              Twoimi przyjaciółmi. Że z jednej strony żałujesz, że postępują źle,
              z drugiej, że ich nie skreślasz, że są dla Ciebie ważni tak samo jak
              byli. I że to samo robi Szef. Żeby może właśnie tę sytuacje
              pozbawienia dostępu do sakramentów wykorzystali jak okazję do
              zbliżenia się z Nim w inny sposób.
    • mader1 Re: Gdy katoik wiąże się z rozwódką.... 17.11.08, 11:36
      też mam taką sytuację wśród bliskich.
      lubię ich, no... ale martwię się o nich siłą rzeczy. Niestety, nawet
      najprostsza rzecz w naszych oczach, nie jest w ich przypadku prosta.
      Urządzenie najzwyklejszych imienin dziecka, jest przedsięwzięciem.(
      jedna rodzina, druga rodzina, trzecia rodzina, ten nie przyjdzie, bo
      nie akceptuje tamtego, a tamten nie życzy sobie nawet być
      zapraszany... itd)
      Natomiast mogę im zaofiarować to, że JESTEM niezmiennie , gdyby mnie
      potrzebowali.
    • lucasa Re: Gdy katoik wiąże się z rozwódką.... 17.11.08, 13:21
      Ja mialam taka sytuacje w bliskiej rodzinie. I tez mnie to gryzlo,
      ale patrzac teraz, z perspektywy, to chyba bardziej mnie niz same
      zainteresowane osoby. I dosyc dlugo sie z tym meczylam, a wygladalo
      na to, ze te osoby maja juz decyzje za soba, jakos sobie pukladali w
      sobie. A ja nie moglam przejsc na tym do porzadku dziennego.

      Wydaje mi sie, ze czas na dyskusje, braterskie napomnienie,
      jakiekolwiek rozmowy jest przed, a nie juz praktycznie w trakcie
      zawierania zwiazku.

      Przyklad z sakramentami podany przez Arthura jest troche inny, bo ja
      tez bym zareagowala (I zareagowalam raz, za co pozniej mi sie sporo
      oberwalo), gdybym widziala osobe w takim zwiazku np.przystepujaca do
      komunii.

      Natomiast jezeli chodzi o gratulacje – tzn przeciez oni chyba na
      codzien nie oczekuja gratulacji? Nie wyobrazam sobie, aby dwoje
      doroslych ludzi przyszlo do Ciebie I pytalo co sadzisz na ten temat
      I abys im “poblogoslawila” zwiazek. A jezeli chodzi o normalne
      rodzinne spotkania, to chyba byloby zle swiadectwo z Twojej strony
      gdybys starala sie dac im odczuc na kazdym kroku, ze nie akceptujesz
      takiego zwiazku. Bo jak to praktycznie zrobisz – nie bedziesz sie
      spotykac, rozmawiac itd? Gdyby wywiazala sie rozmowa na ten temat,
      to wtedy masz prawo aby powiedziec co o tym sadzisz, ale inaczej –
      to jak?

      Jezeli chodzi o slub cywilny to nie widze potrzeby dlaczego mialabys
      manifestowac swoja niechec. Przeciez nikt nie oczekuje, ze powiesz,
      ze dobrze robia, ale zyczysz im dobrze, prawda? Zyczysz im, zeby
      sie wzajemnie szanowali, kochali itd.
      A
    • a_weasley Uprzejmość i odpowiedzialność 17.11.08, 13:42
      W tej całej sprawie jest jeszcze jeden element.

      Nie wiem, jak Twój szwagier postrzega swojego brata, Ciebie tudzież. Nie
      zdziwiłbym się jednak, gdyby, nie mając Was tak w ogóle za autorytety moralne,
      postrzegał Was jako wzór ortodoksji katolickiej czy ogólnie chrześcijańskiej i w
      związku z tym "jak NAWET oni mówią, że jest git, to na pewno jest git".
      W każdym razie mamy w otoczeniu ludzi, dla których my jesteśmy takim punktem
      odniesienia, i takich, którzy są podobnym punktem odniesienia dla nas.
      • minerwamcg Re: Uprzejmość i odpowiedzialność 17.11.08, 14:56
        Chciałabym jednak, ku przestrodze, zrobić jedno zastrzeżenie.
        Otóż osoby, które są w jakiejś "nie takiej" sytuacji i o tym wiedzą,
        mają bardzo dużą skłonność do mieszania dwóch rzeczy. Akceptacji i
        życzliwości dla swojej osoby, jaką od nas otrzymują, z aprobatą
        swoich czynów. Trzeba to jakoś bardzo wyraźnie i rozsądnie
        oddzielić - że potępiając NIE ICH, tylko ich czyn, jednak sam ten
        czyn wciąż uważamy za zły.
        Mieliśmy z Arthurem taką sytuację z naszą znajomą. Kiedyś nie dość
        roztropnie wyrwało nam się "a bądź sobie kim chcesz, i tak cię
        lubimy" - co znajoma ochoczo uznała za wyraz aprobaty dla tego co
        robi, i wyprowadzona z błędu była bardzo rozżalona: "no jak to,
        PRZECIEŻ MÓWILIŚCIE..."
Pełna wersja