oczekiwanie ...na Jezusa

06.12.08, 08:01
Czekacie na Jezusa?
Czy rzeczywiście na Niego czekacie? Czy chcielibyście, aby
już przyszedł?
Czy Wasze dzieci czekają?

Oczekiwanie adwentowe. Chciałabym o nim porozmawiać smile
W całym wymiarze, nie tylko paruzji smile

Jakie może być czekanie?

...Tak na szybko odpowiadając samej sobie, to mam wrażenie
otępienia, choć mowa była na poczatku Adwentu o czuwaniu wink
Wiem, że to przez poranne wstawanie. Ale rzeczywiście
treści Boże stoją teraz u mnie w centrum, bo na nic innego
nie mam sił.
...Jeszcze coś dopiszę potem. A teraz Wy smile
    • kudyn Re: oczekiwanie ...na Jezusa 06.12.08, 11:38
      Czekamy z żoną, co do dzieci to nie umiem powiedzieć.
      Ale odnoszę wrażenie, że ten "cały wymiar" oczekiwania nie zawiera paruzji.
      Czekamy na te codzienne czy świąteczne, a wszystko zmierza do tego ostatecznego
      przyjścia, zmartwychwstania ciała, nowej ziemi i nowego nieba. Brakuje mi tego w
      nauczaniu. Z rzeczy ostatecznych to się chyba tylko sąd uchował.
    • mader1 Re: oczekiwanie ...na Jezusa 06.12.08, 15:15
      czekamy... cały kalendarz adwentowy mamy o oczekiwaniu.
      czekamy na... siebie... na owoce naszych działań... i w małżeństwie
      i w rodzinie i przed egzaminami... taki czas działania i
      dlugotrwałęgo oczekiwania mamy... no i te fragmenty PismaŚw. też
      przypominają, że czasem czeka się długo. A to na pierwszego
      potomka , który nadchodzi, gdy już się traci nadzieję, a to na męża
      czy żonę... a to aż wody po potopie opadną...
      • skrzynka3 Re: oczekiwanie ...na Jezusa 06.12.08, 22:28
        Ten Adwent jest dla mnie inny niz wszystkie do tej pory. Duzo sie
        dzieje dookola, w naszej rodzinie, wsrod bliskich nam osob...
        Duzo bolesnych, trudnych spraw z ktorych na naszych oczach Pan
        potrafi wyprowadzac dobro...

        Chyba jeszcze nigdy nie czulam tak mocno jak bardzo ten swiat jest
        pokaleczony, rozdarty, jak bardzo zagubieni bywaja ludzie, jak mocno
        potrafia sie nawzajem ranic. Chyba jeszcze nigdy tak w pelni nie
        poczulam, ze nie jestesmy z tego swiata...

        Po raz pierwszy dotarl do mnie tak mocno radosny przekaz "Oto Pan
        Bog przyjdzie, z rzesza swietych k' nam przybedzie, wielka swiatlosc
        w dzien ow bedzie".
        Po raz pierwszy poczulam to nie jako odlegla, zagrazajaca
        perspektywe ale z tesknota i ulga.

        Widac Pan Bog widzial, ze inaczej do mnie nie dotrze jak tylko
        puknawszy porzadnie w makowke smile
    • mamalgosia Re: oczekiwanie ...na Jezusa 07.12.08, 12:58
      czekanie na coś/kogoś dla mnie zakłąda brak tego czegoś/kogoś.
      Czekam na autobus, weekend, święta, przyjazd kogoś, wyjazd mój,
      lepszą pracę, wyleczenie...
      Skoro Jezus jest z nami, to czekanie na Niego zakładałoby
      niezauważanie Go. Czyli czekanie na Boże Narodzenie to czekanie na
      święta, na pamiątkę, na wspomnienie, Ale nie na Jezusa.

      Jesli na Niego to tylko w aspekcie eschatologicznym
    • mama_kasia Re: oczekiwanie ...na Jezusa 09.12.08, 07:55
      Opowiadamy dzieciom o tym, że Jezus obiecał przyjść, o paruzji.
      Najbardziej rzeczywiście w Adwencie i jeszcze w okresie Triduum
      Paschlanego. Nie wiem, czy na to czekają. Nic nie mówią, ale
      póki co nabierają świadomości smile

      Zastanawiam się, czy chciałabym, aby już(!) przyszedł. Czy jest
      takie pragnienie, czy tylko rozumowo to sobie uświadamiam, że
      powinnam chcieć Jego przyjścia.

      Ale może zupełnie naturalne jest poczucie obecności Królestwa Bożego
      już teraz i pawłowe: "Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a
      umrzeć - to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele - to dla mnie
      owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch
      stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem,
      bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele - to bardziej
      dla was konieczne."

      A może w ogóle nie zawracać sobie tym głowy. Mieć świadomość, że
      Jezus moze pryjśc w każdej chwili i żyć, spełniając Bożą
      wolę każdego kolejnego dnia smile
    • ewa.z1 Re: oczekiwanie ...na Jezusa 09.12.08, 22:58
      Czekam. Na nawrócenie. Na ponowne Boże Narodzenie w moim sercu.
      Bo liski mają nory a ptaszki swoje gniazda.Próbuję na nowo otworzyć
      się na Niego, na Jego Miłość i czekam na Boże Narodzenie. A może
      warto powiedzieć by odwrotnie: na moje narodziny jakby na nowo dla
      Boga.

      Ale czekam też na narodzenie mojego osobistego dziecka, które ma
      przyjść na świat w styczniu. CZekam co to będzie , jak się zakończy.
      Czy szczęśliwie chociaż tym razem, czy znowu komplikacjami ze mną.

      Tak sobie myślę kto mnie rozumie w tej sytuacji? I przyznaję że na
      myśl przychodzi mi Matka Boża, zwłaszcza teraz, kiedy to najczęstrze
      jej wyobrażenie to właśnie jako kobiety ciężarnej. Tej czekającej i
      równocześnie ufającej.
      • mama_kasia Re: oczekiwanie ...na Jezusa 10.12.08, 07:36
        > Ale czekam też na narodzenie mojego osobistego dziecka, które ma
        > przyjść na świat w styczniu.
        Ale piękne oczekiwanie smile
    • kudyn Czas na apokalipsę 17.12.08, 08:40
      Dwa cytaty (z cytatami) z artykułu Rafała Tichego w „44”

      Dziś również, jak uczy Katechizm, „chrześcijanie modlą się, szczególnie podczas
      Eucharystii, by przyśpieszyć powrót Chrystusa, mówiąc do Niego: «Przyjdź,
      Panie!»”. A jednak jakoś trudno sobie wyobrazić, by tłum stojący na niedzielnej
      mszy i wypowiadający słowa: „Oczekujemy Twojego przyjścia” rzeczywiście czekał
      na ten moment w takim napięciu i z taką radością, jak pierwsi chrześcijanie, a
      widząc, że msza zbliża się ku końcowi, wierni mówili w swym duchu: „Może w końcu
      rozlegną się trąby i nie trzeba będzie już wracać do naszych domów”. „Chyba nie
      rozminiemy się zbytnio z prawdą – pisał już wiele lat temu Romano Guardini –
      jeśli powiemy, że świadomość powtórnego przyjścia Pana również w życiu
      chrześcijańskim nie ma już poważnego znaczenia. Przyjście to jest przyjmowane
      jako zdarzenie odległe – tak odległe, że można sobie nie zaprzątać nim myśli
      [...]. Wskutek tego brakuje dzisiejszej chrześcijańskiej egzystencji tego
      napięcia, które znamionowało pierwsze wieki: ostrości rozróżniania, pasji
      zaangażowania, tego czegoś ponaglającego, co było zawarte w [tamtej] atmosferze
      i w uczuciu […]”


      „Nie ulega wątpliwości – jak pisze w dziele stanowiącym wynik wielu lat analiz
      tego problemu Joseph Ratzinger – że osobiste zagrożenie człowieka przez śmierć i
      związane z nią moce wysuwa się silnie na plan pierwszy. Kwestia eschatologiczna
      staje się kwestią mojego osobistego losu w śmierci. Stąd pytanie o zbawienie
      indywidualne staje się pytaniem palącym i przesłania pytanie o losy świata jako
      całości”. Momentem więc, na który chrześcijanie teraz przede wszystkim czekają
      jako na ostateczne spełnienie ich życia i misji – chodzi o gorliwych
      chrześcijan, bo niegorliwi na nic w tej kwestii nie czekali – jest nie tyle
      ujrzenie powracającego Chrystusa, ile przejście przez próg śmierci do życia
      wiecznego. To nie mesjańska nadzieja – maranatha, ale medytacja nad śmiercią –
      memento mori, śmiercią, która może człowieka zaskoczyć w każdej chwili, jak
      złodziej w nocy, zmusza chrześcijan do czuwania, gdyż w każdej chwili mogą
      stanąć przez obliczem Pana. W ten sposób, co prawda, nie zagubiono istoty wiary
      chrześcijańskiej – czyli osobistej relacji do Chrystusa, jednak wyraźnie
      okaleczono chrześcijańską eschatologię: „Indywidualizacja chrześcijaństwa zdaje
      się tu jawić jak w świetle błyskawicy, a wraz z nią zatrata tego, co stanowiło
      kiedyś istotę eschatologii chrześcijańskiej i orędzia chrześcijańskiego w ogóle:
      ufnej wspólnotowej nadziei na bliskie już zbawienie świata”. Do rangi symbolu
      tej przemiany urosło we współczesnych analizach historycznych hasło misji
      ludowych z przełomu XIX i XX wieku: „Ratuj duszę twoją”. Chrześcijaństwo coraz
      mniej dba o ratunek dla świata, gdyż to każdy sam w ramach chrześcijaństwa ma
      ratować siebie.
      • mama_kasia Re: Czas na apokalipsę 17.12.08, 09:01
        A jednak jakoś trudno sobie wyobrazić, by tłum stojący na
        > niedzielnej
        > mszy i wypowiadający słowa: „Oczekujemy Twojego przyjścia” rzeczywi
        > ście czekał
        > na ten moment w takim napięciu i z taką radością, jak pierwsi chrześcijanie, a
        > widząc, że msza zbliża się ku końcowi, wierni mówili w swym duchu: „Może
        > w końcu
        > rozlegną się trąby i nie trzeba będzie już wracać do naszych domów”.


        A ja tam czasami tak właśnie myślę w czasie mszy smile
        W dodatku teraz czytam Apokalipsę. Nie z wyboru, a z zadania
        dla wspólnoty, dostanego w czasie rekolekcji letnich.
        • isma Re: Czas na apokalipsę 17.12.08, 09:24
          smile)), Kasiu.
          A otoz to. Jest podstawowe pytanie, czy mamy do czynienia z pamiatka (chocby
          szacownej) przeszlosci, czy raczej z nadzieja przyszlosci...
          • mama_kasia Re: Czas na apokalipsę 17.12.08, 09:31
            A jak jeszcze, tak jak dzisiaj, byłam z całą rodziną smile)
            (Boże, ileż dałeś mi łaski... Dziękuję...)
          • kudyn Re: Czas na apokalipsę 17.12.08, 09:33
            Mamy do czynienia z pamiątką wielce szacownej przeszłości, jej uobecnienie i
            nadzieję przyszłości.
    • ekan13 Re: oczekiwanie ...na Jezusa 17.12.08, 10:15
      Moja najmłodsza nie chce iść do nieba bo boi się że...spadniesmile

      Ja czekam na przyjście Jezusa bez apokaliptycznych wizji, bez strachu przed ewangelicznym sądem. Czekam jak na powiew kojącego, chłodnegow wiatru w skwarny dzień.
      I w tym adwencie czekam w ten sposób. Zmęczona jestem wewnętrznie i czekam z ufnością, że przyjdzie ukoi, doda nowych sił i odwróci uwagę od wszystkich smutnych rzeczy i wydarzeń. Znów w sercu zapanuje spokój, bo tak mało go u mnie ostatnio.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja