mary_ann
07.12.08, 15:43
Hej!
Chciałam się Wam podzielić radosną nowiną – tegoroczna kolęda nie była
kompletną strata czasu!
Czekałyśmy z lekka napięte, czy ksiądz po raz kolejny nas nie ominie- kilka
lat temu zostałyśmy potraktowane tekstem, że „wizyta u nas to strata czasu” i
od tej pory zapewne obciążał nas niepochlebny wpis w kartotece (w każdym razie
parafialni duszpasterze dość konsekwentnie omijali nasze drzwi, choć stoi na
nich jak wół „C+M+BJ") Nie powiem, żebym z tego powodu specjalnie cierpiała –
z parafią w sensie ścisłym, tj „rejonową”, nie jesteśmy w ogóle związane, a
sama instytucja kolędy w dużym mieście wydaje mi się średnio sensowna.
A tu wczoraj, po kilkugodzinnym napięciu

, do drzwi zastukał uroczy
prezbiter rodem z... Ekwadoru. Na szybko wysłane żartobliwe „ostrzeżenie”
(„Lojalnie uprzedzamy księdza, że notorycznie parafię zdradzamy i nie
wykazujemy woli poprawy!”

zareagował śmiechem:„A pewnie, chodźcie tam, gdzie
Wam dobrze”. Potem nie pogardził kawą i długo opowiadał o swojej przyszłości
misyjnej (czeka go Syberia!), doświadczeniach szkolno-katechetycznych (tu
przeuroczo pomylił „narkotyki” z „narkozą”

, ucieszył się, że zna naszego
katechetę, wpadł w ekstazę, że ja dokształcam się teologicznie (choć
przestrzegł, a jakże, że„trzeba uważać na dobór lektur –taaa, skąd ja to
znam?

), wypytał starszą o szkołę i życie w ogóle (młodszej nie, bo ogłosiła
bunt i zabarykadowała się w osobnym pomieszczeniu), by na koniec rozdać cudne
„etniczne” obrazki i stwierdzić, że ... Polska jest po prostu fantastyczna
Fajnie było i tym właśnie chciałam się z Wami podzielić.
Wasza - rzadko zaglądająca ostatnio (z braku czasu)
Mary_ann