Nieść nadzieję...

09.02.09, 11:15
z pewnością umiecie , przynajmniej czasem, zanieść innym nadzieję... Jak to
robicie ? Co mówicie tym, którzy są chorzy i wiedzą, że będzie coraz gorzej aż
do końca życia - a ten koniec nie wiadomo kiedy ?
Co mówicie porzuconym, oszukanym, tym co stracili pracę ? I boją się.
Tym, co powinni już być zdrowi, a ciągle cierpią ?
Czasem udaje mi się zanieść trochę nadziei, trochę promieni, powiedzieć coś
dobrego... ale mam wrażenie, że ostatnio coraz trudniej...
Napiszcie, jak to robicie, żebym odzyskała siły...
    • dorotkak Re: Nieść nadzieję... 09.02.09, 11:45
      w slownym niesieniu nadzieje to chyba slaba jestemsad

      dlatego jakos tak wole przez czyny: wskazac co konkretnie delikwent
      moze zrobic w ten sytuacji, np. gdzie szukac prace, isc razem na
      rozmowem pomoc z cv.
      wiadomo, ze z chorym trudniejsad ale czasem pomaga powarzyszenie na
      wizycie lekarskiej (nie gabinecie oczywiscie), ale w drodze i pod
      gabinetem kiedy stres najwiekszy.

      w ogole z doswiadczenia to wiem, ze najwazniejsze jest zwykla
      swiadomosc, ze ma sie kogos bliskiego - pamietam bol po smierci
      mojego Taty - ktory jakos sama obecnosc przyjaciol i najblizszych
      choc lekko lagodzila - bardzioej niz jakiekolwiek tradycyjne
      zapewnienia, ze wszystko bedzie dobrze
      • mader1 Re: Nieść nadzieję... 09.02.09, 12:09
        ja też czerpię siły z czyjejś obecności, z rzuconych czasem do kogoś innego
        słów... ale widzę, że to nie zawsze wystarcza...
        A co ja mogę ?
        Czasem nawet modlitwa przez człowieka załamanego traktowana jest... jak takie nic...
        • dorotkak Re: Nieść nadzieję... 09.02.09, 12:21
          to chyba jeszcze pozostaje modlitwa nasza za dana osobesmile

          prawda jest taka, ze kazdy z nas jest inny i kazdy sytuacja tez -
          czasem pomaga zmiana otoczenia w jakim sie przebywa - wyjazd, a
          jesli to nie mozliwe to choc jakies wyjscie - kolacja, obiad,
          spacer - oderwac mysli od sytuacji, zobaczyc, ze poza nami i naszymi
          problemami jest jeszcze cos jeszcze..

          nie wiem czy ma sens to co pisze...???
          • mader1 Re: Nieść nadzieję... 09.02.09, 12:29
            ma. bardzo Ci dziękuję, muszę trochę odetchnąć i zastanowić się
    • atama Re: Nieść nadzieję... 09.02.09, 13:02
      Otwieram się na słuchanie, bo co mogę doradzić? Co powiedzieć?
      Wysłuchać, tak autentycznie wysłuchać i próbować zrozumieć. Staram
      się chociaż to bardzo trudne, bo rozwiązania ze swojego życia czy
      doświadczenia same cisną się do głowy. Te pomysły zazwyczaj wcale
      nie pomagają. Trafione jak kulą w płot.
      Za to obecność i otwartość na drugiego człowieka działa jak okład.
      Pomaga człowiekowi się uspokoić i bardziej trzeźwo zacząć oceniać
      sytuację. Uspokoić i przestać tak panicznie bać może...
      • mmb Re: Nieść nadzieję... 10.02.09, 20:55
        Moim zdaniem trzeba być otwartym na potrzeby drugiej osoby.
        W jednym przypadku najważniejsza będzie milcząca obecność, kiedy indziej trzeba
        mówić, jeszcze w innym przypadku potrzebne jest działanie.
        Towarzyszyłam, starałam się dać otuchę 2 umierającym kobietom. Pierwsza z nich
        potrzebowała Ewangelii i rozmowy - był w niej duży strach przed śmiercią -
        starałam się jej to dać.
        Druga potrzebowała tylko obecności, pogłaskania po ręku, słowa ją męczyły.
        Wydaje mi się że najważniejsze jest wyczucie chwili i otwarcie na Ducha Swiętego
        a już on się postara byśmy działali tak jak to jest najlepsze w danej sytuacji.
    • mamalgosia Re: Nieść nadzieję... 09.02.09, 18:20
      powtarzać, powtarzać, powtarzać...
    • mader1 "Uzdrawiajcie chorych, którzy tam są" Łk 10,9 10.02.09, 12:56
      W GN przeczytałam takie oto słowa M. Jakimowicza
      " Bo zupa była za słona- jęczała kilka lat temu pobita kobieta na billboardzie.
      Mój problem jest inny: moja sól wietrzeje.Nie wchodzę już " między wilki".
      Wycofuję się na bezpieczne pozycje. Nie "uzdrawiam chorych". To ponad moje siły.
      a poza tym mozna sie solidnie wygłupić.
      Jeśli chcę komuś w tym tekście dosolić, to jedynie sobie. Z dnia na dzień tracę
      smak. słono kiedyś za to zapłacę"
      Może ... coś w tym jest ? Chodzę między " wilki" - smutek i żal i " niemożność".
      A czasem mam wrażenie, że czy jestem czy nie, jedna bieda.Co noszę " w sobie" ?
      Medice, cura te ipsum ( lekarzu, ulecz się sam) sad(((
      Za mało słona ?
      • kim5 Re: "Uzdrawiajcie chorych, którzy tam są" Łk 10,9 10.02.09, 13:49
        W takich sytuacjach staram się być i dodawać sił. Staram się nie
        dawać "dobrych rad", bo co ja mogę wiedzieć? Samo bycie dużo daje...
    • mader1 Dziękuję :) 10.02.09, 21:00
      dziękuję Wam za to, że opowiadacie o swoich odczuciach i doświadczeniach. Muszę
      pozbierać myśli i jest to dla mnie cenne smile
      • kocianna Re: Dziękuję :) 10.02.09, 21:39
        Wydaje mi się, że czasami wystarczy sama milcząca obecność, takie terapeutyczne
        "czy chcesz o tym porozmawiać" - a w rozmowie tylko przeformułowywanie
        usłyszanej treści, żeby sprawdzić, czy się dobrze rozumie. Rady czasem nie ma, a
        czasem nie potrafimy jej udzielić. Ale takie wysłuchanie ogromnie dużo daje,
        pomaga człowiekowi nazwać, ogarnąć problem, a często samemu znaleźć jego
        rozwiązanie.
        • dwamartaki Re: Dziękuję :) 10.02.09, 22:08
          O Chrystusie mówię. O tym czego dokonal w moim życiu. I że jest
          obecny także w tym czyimś doświadczeniu, że nikogo nie pozostawia.
          Co innego ma sens, gdy ktoś cierpi jak pies?
    • mama_kasia Re: Nieść nadzieję... 12.02.09, 09:00
      Z dzisiejszej jutrzni:

      "Iz 66, 1-2
      Tak mówi Pan: Niebiosa są moim tronem, a ziemia podnóżkiem nóg moich. Jakiż to dom możecie Mi wystawić i jakież miejsce dać Mi na mieszkanie? Przecież moja ręka to wszystko uczyniła i do Mnie należy to wszystko - mówi Pan. Ale Ja patrzę na tego, który jest biedny i zgnębiony na duchu i który z drżeniem czci moje słowo."

      tu jest źródło nadziei smile
    • mamalgosia Re: Nieść nadzieję... 15.02.09, 14:30
      no i co ?
      • mader1 Re: Nieść nadzieję... 16.02.09, 09:52
        właściwie... nic... lekcje pokory. Ale zawsze torchę podnosi na duchu, jak się
        innych przeczyta.
Pełna wersja