bezpieczne dziecko

27.02.09, 10:02
Właśnie wczoraj zgłoszono trzecie w tym roku szkolnym pobicie.
Dziewczyny się nienawidzą, chłopak jednej z nich zbił tę drugą.
Wcześniej groził - ale tamta bała się komukolwiek powiedzieć. Inna
została pobita niedaleko swojego domu - czekali na nią. Trzech
chłopaków od września straszyło kolegę z klasy, w końcu został
skopany. 13latek podejmuje próbę samobójczą, bo mu kolezanki i
koledzy z klasy dokuczają. Syn znajomej (IV klasa SP) zaatakowany
cyrklem w twarz (na lekcji! Straszony od jakiegoś czasu w końcu
powiedział, że powie rodzicom - to wbili mu cyrkiel w policzek).

Jestem przerażona.

Boję się o swoje dzieci, które niedługo wyruszą na szkolną wędrówkę.
Boję się tego wszystkiego co się dzieje. Boję się jakimi dorosłymi
będzie młodzież.

Uczulam Synka, żeby mówił mi o wszystkim, co go niepokoi. Ale wiem,
że przyjdzie czas, gdy może nie powiedzieć. Jakie to będzie miało
konsekwencje?

Co robić?

Tzw "lepsza" szkoła jest u nas tylko jedna na poziomie gimnazjalnym
(a na poziomie podstawowym - zero), oczywiście: koszty.

Jaki parasol ochronny rozłożyć nad dzieckiem?

Zawodowo czuję się wypalona. Pierwszy raz po 14 latach pracy ogarnia
mnie taki smutek, takie załamanie postawą młodzieży, zupełnie nie
potrafię się otrząsnąć i pozbierać. Tym bardziej, że to nie jest
coś, co się stało, było minęło i można otrzepać pył z sandałów. To
się dzieje ciągle, coraz to nowe wydarzenia.
    • chrust5 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 10:14
      Przeraza mnie to, co piszesz. Nie mamy do czynienia ze szkola, nasze
      starsze dzieci od wrzesnia ida do przedszkola, normalnego
      publicznego. I co dalej?!
      • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 10:26
        Właśnie. Co dalej?

        Co innego jest zobaczyć w telwizji, że uczniowie włożyli
        nauczycielowi kosz na głowę, cyz że chłopcy wyrzucili kolezankę z
        pociągu.

        Ale czym innym jest codzienne stykanie się z tym. wiele spraw nie
        wychodzi w ogóle poza szkołę - załatwiamy w gronie: wychowawca,
        uczniowie, rodzice, pedagog, czasem dyrektor. Nie wychodzą poza
        szkołę - cyzli niewiele ludzi wie. A ja już jestem tak przytłoczona,
        tak przybita, że nie wiem, co zrobić. Ze sobą - to na razie, bo
        jakoś do czerwca dotrwac muszę. Ale co dalej?? to właśnie jest
        pytanie, na któe nie znam odpowiedzisad
    • sunday Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 10:20
      A te aroganckie mądrale chcą nasze dzieci rok wcześniej posyłać do takich
      szkół... Nie wiem, jak chronić dzieci. Pamiętam jeszcze dobrze swoją szkołę i
      poczucie bezsilności wobec przemocy. Chciałbym tego oszczędzić moim dzieciom.

      Dlatego coraz częściej myślimy o edukacji w domu (jedyną zaletą nowej ustawy
      jest pewne uporządkowanie tej sprawy, choć decyzja wciąż należy wyłącznie do
      dyrektora - ale na szczęście już nie koniecznie szkoły rejonowej). Wiem, że taka
      edukacja nie zawsze jest możliwa. I nie wiem, co wtedy robić.
      • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 10:29
        Ale nie powinno tak być, że jedyną alternatywą szkoły (podwórka,
        ulicy) z przemocą jest edukacja domowasad
        Boże, dlaczego z tym sie nie da zrobić porządku?sad

        Sunday, jesteś młodszy ode mnie, ale myślę, że nawet Ty nie wiesz,
        jak to się z roku na rok zmienia. Naprawdę jest coraz trudniej,
        coraz gorzejsad

        Faktem jest, że szkoła, w której pracuję obejmuje trudną młodzież,
        trudne środowisko.
        Ale nie wiem, jak bardzo odbiega od tak zwanej normysad
    • nati1011 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 10:28
      Jak w lecie byliśmy ostatni raz w szpitalu to pani w recepcji
      zajrzała do statystyki i z przerazeniem dowiedzielismy sie, ze przez
      3 lata byliśmy na izbie przyjęć ok 60 razy. Juz nie mówiłam, ze
      należałoby doliczyć jeszcze ok 30 razy w innym szpitalu. 3/4 tego to
      były urazy, reszta nadżerka przełyku (pytanie czy też nie
      spowodowana stresem). Wiele osób mi tu pisąło, ze nie powinnam całej
      winy zwalać na szkołę. Ale to były szkolne urazy! I dotyczyły
      dziecka w wieku 7-11 lat.

      Zmieniliśmy szkołę. Minął 1 semestr. Dziecko jest jak nowo
      narodzone. Grzeczne, spokojne, bez wiekszych problemów. Tylko szkoła
      się zmieniła. Na koniec semstru obie zauważyłyśmy, ze ani razu nie
      byłyśmy w szpitalu. Szkołą jest rejonowa państwowa. W starej szkole
      było mnóstow o prawach dziecka - tylko nauczyciele zapomnieli chyba
      o swoich obowiązkach, w nowej jest rygor i dyscyplina. Ale jest
      spokojnie i bezpiecznie. Nawet kłopoty z żołdkiem się skończyły.

      Mozna. Trzeba tylko chcieć.

      Nie mam pomysłu na uzdrowienie wszystkich szkół. Ale wiem, ze w
      niektórych jest dobrze, a w innych źle. A przecież dzieci są w obu
      podobne. Chyba największa w tym rola dyrektora.
      • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 10:30
        Zapewniam Cię, nati, że w szkole, w której pracuję nauczyciele nie
        zapominają o swoich obowiązkach (może z wyjątkiem). Uważam twoją
        opinię za krzywdzącą
        • minerwamcg Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 10:50
          Ale Mamałgosiu, Nati pisze głównie o swojej szkole, tzn. tej, do
          której chodzi jej córka, porównując z tą wcześniejszą, z której
          córkę zabrała. Dlaczego u Ciebie nauczyciele się starają ale
          wychodzi z tego drastycznie mniej niż powinno, to materiał na osobną
          analizę, skupiającą się tylko na Twojej szkole.
          • k_j_z Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 11:15
            podstawówkę mam pod nosem nieomalże - jakieś pięc minut.
            gimnazjum i liceum gdzie starsi chłopcy chodzili było troszkę
            szczególne i absolutnie nie było miejsca na tego typu incydenty.
            Ale teraz syn kończy szósta klasę. Nie pójdzie tam, gdzie starsi, bo
            się nie nadaje.
            Do rejonu nie pójdzie, bo to najgorsza chyba szkoła w mieście -
            chodzą słuchy, że tego typu sytuacje, jakie opisałaś zdarzają się
            barzdo często
            I wychodzi mi, że jedyną szkoła możliwą będzie gimnazjum katolickie
            o ile zechcą go tam pzryjąć. (Średnia poniżej 4) No i oczywiście
            płatne.
            Do żadnego innego raczej się nie dostanie ze względu na oceny, a że
            jest jednostką bardzo kruchą i daje się to raczej wyczuć łatwo
            mógłby sięstać obiektem dokuczania.
            A źródła większości nieszczęśc i zachowań dzieci upatruję jednak w
            rodzinach
            • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 12:35
              Zdecydowanie się zgadzam.
              Dlatego zupełnie inaczej idą działania naprawcze u dziecka, u
              którego rodzina funkcjonuje dobrze i kontakt z rodzicami jest dobry.

              A dlaczego w rodzinach tak źle?sad
            • nati1011 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 15:16
              k_j_z napisała:

              > A źródła większości nieszczęśc i zachowań dzieci upatruję jednak w
              > rodzinach


              ale rodziny patologiczne czy niewydolne wycowawczo były zawsze, a
              jednak w szkole było spokojniej i pewne rzeczy były nie do
              pomyślenia. Ja i mąż chodziliśmy do tej samej szkoły co córka.
              Srodowisko było tu zawsze trudne, a moze jeszcze kiedyś trudniejsze.
              Był naprawde duży procent rodzin skrajnie patologicznych. Ale nikt
              na lekcjach nie rzucał cyrklem. I przez 9 lat podstawówki ani razu
              nie wróciłam do domu poobijana.

              A teraz niby patologii mniej, wiekszośc dzieciaków z normalnych,
              przecietnych domów, a strach na korytarz wejść.

              Ja rozumiem,ze mogą być problemy z zapanowaniem nad nastolatkami,
              ale jeżeli nauczyciele nie radzą sobie z dziećmi w wieku 7-8 lat to
              chyba nie do końca wina rodziców. I moecie mi nie wierzyć, ale moja
              córka zachowania patologiczne przynosiłą ze szkoły, a nie odwrotnie.

              Nie zamierzam wypowiadać sie o całej oświacie, mogę porównać te 2
              szkoły, położone zresztą od siebie o 300-400 metrów, wiec działające
              naprawdę w bardzo podobnych środowiskach.

              I jeszcze jedno. Na każdym zebraniu - w starej szkole - nauczyciel
              mówił (klasa 1-4), że rodzice odpowiadają za dziecko na terenie
              szkoły. To przepraszam, za co odpowiadają nauczyciele? Jak ja mam
              zapewnić dziecku bezpieczeństwo i opiekę, skoro ono jest w szkole a
              ja w pracy?
              • verdana Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 15:31
                Przed wojna rzucano cyrklem, kałamarzem w nauczyciela, za dobra
                rozrywke uchodziło "robienie grandy" czyli przewracanie przed lekcją
                ławek i wylewanie na ściany i podlogi atramentu. Dzieci bywały w
                szkole bite, tyle, ze akurat to zachowanie uznawano za "normalne" -
                taka jest prawda. Dopiero gdy zabito ucznia, gazety o tym pisały -
                nie na pierwszej stronie, tylko petitem w "wydarzeniach dnia".
                Rzeczywiscie, za "naszych czasów" było troche lepiej - ale obawiam
                się, ze z dwóch względow. Pierwszy - to jednak fakt, ze byla to
                szkola w państwie policyjnym. Dwa, że na takie rzeczy był zapis
                cenzury - ludzie widzieli tylko o tym, co widzieli na własne oczy.
                • isma Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 18:00
                  O, tak. Opowiesc o rzucaniu przyrzadami to jest jedna z ulubionych opowiesci
                  mojego rodziciela - przebywal mianowicie w Rabce, w szkole sanatoryjnej (gdzie
                  teoretycznie dzieci powinny byc wysubtelnione, watle i nieskore do zachowan
                  chuliganskich), i jeden z kolegow cisnal w jego kierunku taka duza ekierka,
                  sluzaca do rysowania na tablicy. Ojciec sie uchylil (refleks w genach!), i
                  ekierka okno wybila.

                  Zostali ukarani tak on, jak i rzucajacy ;-O.
                  • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 18:33
                    no patrzcie, więc to co zrobił ów czwartoklasista, ma tradycje
              • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 15:57
                Poruszyłaś kilka istotnych dla mnie kwestii.
                1) nie chcę roztrząsać sprawy w szkole, o której piszesz. jesteś
                zaangażowana w to co tam było, bezpośrednio dotyczyło to Twojej
                Córki - na pewno to rzutuje na Twoją opinię. Oczywiście za dzieci na
                terenie szkoły odpowiada szkoła.

                2) nie pracuję z 7-8 latkami. Mam prawie 7 latka w domu i nie panuję
                nad nimsmile
                Ale wiem, że bywa bardzo różnie. Może być tak, że w klasie jest
                kilka dzieci nadpobudliwych, nawet z adhd (tak, bo wcale nie jest
                powiedziane, że te dzieci są izolowane), może być tak, że jest jeden
                którego nie można spacyfikować. Nie przebywam w grupie 7latków, ale
                myślę, że mogą być sytuacje, w których opanowanie ich może być wręcz
                niewykonalne.
                Trochę martwi mnie grupka 3 chłopców u mojego Starszego. A to
                dopiero zerówka...

                3) patologia i niepatologia. Tu sie zgodzę.
                Akurat ostatnio szczególnie uderza mnie to, że wulgarni i brutalni
                bywają ci, którzy mają tzw normalne rodziny. Tzn na zewnątrz. Dzieci
                w miarę ładnie ubrane, zadbane, nawet grzeczne (powiedzmy: w
                stosunku do mnie dziewczyna jest miła, uprzejma, uczy się na
                czwórkach, a koleżance mówi "ty suko")

                • nati1011 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:11
                  mamalgosia napisała:

                  > Poruszyłaś kilka istotnych dla mnie kwestii.
                  > 1) nie chcę roztrząsać sprawy w szkole, o której piszesz. jesteś
                  > zaangażowana w to co tam było, bezpośrednio dotyczyło to Twojej
                  > Córki - na pewno to rzutuje na Twoją opinię.


                  Pewnie, ze tak. Tylko, ze ja byłam bardzo optymistycznie nastawiona
                  do szkoły. Wręcz oburzałam się na sąsiadów, że takie snoby i nie
                  puszczają dzieci do rejonówki sad Może też dlatego tak długo pewne
                  sprawy do mnie nie docierały. I to nie ejst tak, zę ja na tej szkole
                  chcę wieszać psy. Jest mi zal tych wszystkich dizeciaków, które
                  jednak tam chodza. I ciesze się, bo podobno nastąpiły jakieś ruchy w
                  kierunku zmian kadrowych.

                  > 2) nie pracuję z 7-8 latkami. Mam prawie 7 latka w domu i nie
                  panuję
                  > nad nimsmile

                  Ale dzieci w tym wieku przeważnie właśnie całkiem łątwo poddają sie
                  autorytetom zewnetrznym i robią grzecznie to czego w domu nie chcą.

                  > 3) patologia i niepatologia. Tu sie zgodzę.

                  Dla mnie skandalem jest CIĄGŁE awanturowanie sie rodziców w szkole o
                  byle drobiazg. W sytuacjach uzasadnionych należy oczywiście
                  interweniować, ale nie można ciagle na nauczycielach "jeździć". I
                  nie rozumiem, dlaczego wielu sobie na to pozwala.

                  kwesti słownictwa naszych dzieci, to moze nie ruszajmy, bo to już
                  całkowicie mnie zdumiewa.
              • k_j_z Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:48
                nati1011 napisała:

                > k_j_z napisała:
                >
                > > A źródła większości nieszczęśc i zachowań dzieci upatruję jednak w
                > > rodzinach
                >
                >
                > ale rodziny patologiczne czy niewydolne wycowawczo były zawsze, a
                > jednak w szkole było spokojniej i pewne rzeczy były nie do
                > pomyślenia. Ja i mąż chodziliśmy do tej samej szkoły co córka.
                > Srodowisko było tu zawsze trudne, a moze jeszcze kiedyś trudniejsze.
                > Był naprawde duży procent rodzin skrajnie patologicznych. Ale nikt
                > na lekcjach nie rzucał cyrklem. I przez 9 lat podstawówki ani razu
                > nie wróciłam do domu poobijana.
                >
                > A teraz niby patologii mniej, wiekszośc dzieciaków z normalnych,
                > przecietnych domów, a strach na korytarz wejść.
                >


                Nie miałąm na myśli rodzin patologicznych. Zresztą nigdy nie uzywam tego
                wyrażenia, nie bardzo rozumiejąc co ono znaczy, jako że dla niektórych i ja jako
                matka szóstki dzieci jestem patologią.
                mówiłam o tych przecietnych domach, gdzie nie ma czasu dla dziecka, nie poświęca
                mu się uwagi, nie chce się go wysłuchać, spycha sie je na margines życia, nie
                upomina, gdy jako dwulatek wyzruci papier po cukierku na ulicę itp.
                od tego się zaczyna.

                >
                > I moecie mi nie wierzyć, ale moja
                > córka zachowania patologiczne przynosiłą ze szkoły, a nie odwrotnie.

                Co to jest to zachowanie patologiczne?
                >

                >
                >
                • nati1011 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:58
                  k_j_z napisała:


                  jako że dla niektórych i ja jak
                  > o
                  > matka szóstki dzieci jestem patologią.


                  No przestań! Tam były całe kwartały rodzin ktre koczowały w barakach
                  i nie bardzo nawet wiedziały ile i jakich dzieci posiadają.

                  > Co to jest to zachowanie patologiczne?
                  > >

                  Dla mnie to były pyskówki, arogancja, wulgaryzmy, wrzaski... Tego
                  nigdy nie widziała w domu - a pojawiło się szybko po rozpoczęciu
                  szkoły.
                  • verdana Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 17:22
                    Bo dziecko dorosło...
        • nati1011 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 11:19
          Mamalgosiu, pisałam o naszej byłej szkole (podstawowej)- i uwierz
          mi, ze mam ku temu podstawy.

          Z tego co pamiętam, ty uczysz w gimnazjum. jeżeli dzieci
          zostały "zepsute" wcześniej, to w tym wieku jest już bardzo cieżko
          to naprawić.

          Tu pare osób pisało, ze to dobrze, ze dziś nauczyciel nie jest juz
          tak nietykalny jak kiedyś i że można sie mu sprzeciwić. Ale to
          zepsuło też system jako całość. Podkopało autorytet nauczycieli -
          trochę przy ich zgodzie. Skutki widać już.
          • atama Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 12:31
            > Tu pare osób pisało, ze to dobrze, ze dziś nauczyciel nie jest juz
            > tak nietykalny jak kiedyś i że można sie mu sprzeciwić. Ale to
            > zepsuło też system jako całość. Podkopało autorytet nauczycieli -
            > trochę przy ich zgodzie. Skutki widać już.

            Jednak są szkoły, które sobie w tym systemie radzą. I nauczyciele,
            którzy autorytet jednak jeszcze mają.
            • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 12:35
              Pewnie tak. Może nie w takiej dzielnicy, w jakiej jest moja szkoła.
              Ale mimo wszystko jest coraz trudniejsad(
              • atama Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 12:46
                Szczerze podziwiam nauczycieli, którzy pracują z dziećmi w naszych
                czasach.
                To, co opisujecie powyżej przeraża mnie do szpiku kości.
                Spotkałam się z opinią, że kiedyś dzieci zaczynały naukę w szkole i
                raczej mało powszechna była u nich umiejętność
                czytania/pisania/liczenia. Na pewno nie w takim stopniu jak dzisiaj,
                kiedy to rodzice skupiają się na wiedzy przedszkolaków.
                Kiedyś dzieci trafiając do szkół umiały co innego. Były dobrze
                wychowane i nauczone kultury, szacunku do starszych. Wiedzę szkolną
                szybko nadrabiały, bo były zdyscyplinowane.
                Dzisiaj nauka idzie wolniej, bo dzieci trudniej opanować.
                • verdana Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 13:40
                  Jesli te wszystkie incydenty zarzyly sie w jednej szkole, to jednak
                  coś w tej szkole jest nie tak. Od 18 lat jakies moje dziecko chodzi
                  do szkoły, przerobilismy ich trochę - i lepszych i gorszych, sama
                  tez uczylam - i owszem, zdarzały się jakies incydenty, ale nie aż
                  tyle!
                  • nati1011 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 15:30
                    ale moja szkoła uparcie twierdziła, ze nie ponosi odpoiwedzialności
                    za to co robią dzieci na jej terenie. Bagatelizowano sprawę, ze
                    wiekszosć tych urazów kończyła się na potłuczeniach i obiciach
                    (tylko (!) 2 razy ko nczyna była złamana - w pozostałych
                    p0rzypadkach jedynie mocno spuchnieta)
                  • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 15:48
                    verdana napisała:

                    Od 18 lat jakies moje dziecko chodzi
                    > do szkoły, przerobilismy ich trochę - i lepszych i gorszych,

                    Jak napisałam gdzieś (powyżej? poniżej?) - często informacja nie
                    wychodzi poza osoby bezpośrednio zamieszane. Tak więc mama ucznia A
                    (czy nawet sam uczeń A) wcale nie musi wiedzieć, co przydarzyło sie
                    uczniowi B lub co zrobił uczeń C.

                    Tak, nasza młodzież jest trudniejsza niż w wielu innych szkołach. I
                    mam nadzieję, że aż takiego nasilenia gdzie indziej nie ma. Ale
                    ogólnie tendencja jest wzrostowa.
    • ula27121 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 15:12
      mamalgosia napisała:


      > Jaki parasol ochronny rozłożyć nad dzieckiem?
      >

      Mój skończył 4 lata zatem mogę go już zapisać na sztuki walki....za dwa lata
      dołączy do niego siostrzyczka. Innego sposobu nie widzęsad
      • sunday Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 15:33
        > Mój skończył 4 lata zatem mogę go już zapisać na sztuki
        > walki....za dwa lata dołączy do niego siostrzyczka.
        > Innego sposobu nie widzęsad

        To pomoże mu na zdrowie oraz w konfrontacji ze zwykłymi kolegami z klasy lub -
        potem - pijaczkami spod budki. Ale w razie spotkania z bandziorami (np. o trzy
        klasy starszymi) może zaszkodzić. Bo zamiast uciekać może - pewny siebie -
        chcieć się bić. A, nawet najlepiej wytrenowany, z dwoma czy trzema starszymi
        kolegami z drągiem (kubłem, cegłówką) sobie nie poradzi.
        • ula27121 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:00
          O matko....a ja chciałam mieć więcej dzieci....
          • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:08
            Więcej - to ma senssmile Stanowiłyby gang sam w sobiesmile
        • minerwamcg Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:01
          Dobry kurs uczy nie tylko jak się obronić, ale także jak - i kiedy -
          skutecznie zwiać.
          • verdana Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:07
            Oczywiscie! Moja córka chdziła na karate i tam ich uczyli, ze w
            razie zagrożenia maja nie stosować technik karate, tylko wrzeszczeć
            i uciekać.
            Ale nauczono ich też (i tu niektore mamy moga mieć watpliwości)
            pewnosci siebie. Dlatego moja córka nie wahała się namówić kilku
            kolegów i podejść do bandy dresów, którzy bili na ulicy jej kolegę z
            klasy. I banda dresów grzecznie sobie poszła, wystraszona przez moją
            córkę 156 cm.
            • sunday Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:54
              Czyli kurs dobry, skoro uczą również uciekania. Córce gratuluję odwagi i życzę
              równie dużo szczęścia w przyszłości.
      • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:07
        Ale są dzieci, które są silne i sprawne, gdyby chciały to by się
        obroniły. Ale psychika taka słaba, że nie dają rady. Jestem pewna,
        że nawet gdyby mój Syn opanował wszystkie metody obrony, to by ich
        nie zastosował
    • mamalgosia nauczyciele 27.02.09, 16:06
      Ponieważ często tak bywa w tego typu dyskusjach, że nauczyciele są
      wszystkiemu winni, chcę napisać o cyzmś co mnie od dawna nurtuje,
      frapuje i chyba boli. Bronię nauczycieli bardzo często.
      Ale tak - oczywiście nie zawsze jesteśmy bez winy.
      Tylko, że sytuacje, które nas dotykają, często zaskakują nas tak
      bardzo, że błądzimy. Że nie zawsze wiadomo jak postąpić. Żeby pomóc,
      a nie zaszkodzić.
      I tak myslę, że reforma za reformą, ale przydaloby się rozdzielenie
      nauczania od wychowywania. Oczywiście nie ostro, ale jednak. Bo
      patrzcie: jestem tylko zwykłym człowiekiem, takim jak sprzedawczyni,
      inżynier, lotnik itp. Tylko wiem więcej od tych osób z mojej
      dziedziny wiedzy. No trochę tej pedagogiki dali nam polizać i
      psychologii, ale coraz częściej widzę, że tu nie pedagogiki trzeba a
      resocjalizacjisad((
      Widziałabym to tak, że jedni uczą - tzn prowadzą lekcje ze swoich
      przedmiotów. A oprócz przedmiotów są jakieś godziny wychowawcze (ale
      w sensownej ilości, nie 1 tygodniowo) z wychowawcą. Wycieczki,
      imprezy - z nim. Jakiś podział na przedmiotowców i wychowawców.
      • nati1011 Re: nauczyciele 27.02.09, 16:19
        Mamalgosiu, ale ja z pozycji rodzic obsewuję zrujnowanie pewnej
        sturktury - która sie swietnie broniła: ciała pedagogicznego. 1
        nauczyciel niewiele moze, ale jeżeli w szkole jest spójność. Jest
        dyrekcja, która wyznacza ramy i WSZYSCY nauczyciele wiedzą, ze mają
        pomoc - w pedagodu, czy dyrektorze to jest prostsze. Nie da sie
        oddzielić nauczania od wychowania - chocby dlatego, zę do szkoły
        trafiają dzieci jeszcze nie do końca ukształtowane i przebywają w
        niej o wiele wiećej czasu niż w domu z rodzicami. Oczywiście na
        matematyce należy zajmować sie głównie matematyką, a nie zasadami
        przy stole, ale są przecież lekcje wychowawcze, są (były) apele, gdy
        zbierała sie cała szkoła i pewne treści mozna było przekazać. U mnie
        w szkole (średniej)np był obowiazek chodzenia przynajmniej na 1
        kółko zainteresowań.

        Moim zdaniem nauczyciel musi być nauczycielem, nie kolegą. a obecnie
        wielu nauczycieli "kumpluje" sie już z uczniami z pierwszych klas
        podstawówki. Nie sądzę, by był to dobry pomysł. Analogicznie nie mam
        przekonania do dyrektoara-kumpla. Bo o wiele trudniej potem wyciagać
        konsekwencje. No bo jak to: kumpel zwraca mi uwagę???
        • mamalgosia Re: nauczyciele 27.02.09, 16:23
          tak: są lekcje wychowawcze. W gimnazjum aż jedna, a w liceum... pół
          • nati1011 Re: nauczyciele 27.02.09, 16:24
            za mojej nauki też nie było wiecej, ale to wystarczało. To nie
            chodzi o wykłady, raczej o wyznaczenie granic i przestrzeganie reguł
            • mamalgosia Re: nauczyciele 27.02.09, 16:26
              Nati, mam inne zdanie. Uważam, że to już nie wystarcza.
              • nati1011 Re: nauczyciele 27.02.09, 16:37
                Ty jesteś z drugiej strony - może tylko mnie sie wydaje, ze to takie
                proste sad
      • k_j_z Re: nauczyciele 27.02.09, 16:57
        a tu sie wyjątkowo z toba absolutnie nie zgodzę.
        Kiedyś było lepiej, bo każdy nauczyciel wychowywał.
        teraz w większości uczą i nie zwracają na nic uwagi, "bo to nie ich sprawa' .


        kiedyś jeden z moich synów o baaaardzo niewyparzonym języku i jeszcze bardziej
        gorącej głowie odezwała się bardzo niegrzecznie do nauczyciela.
        Zrobiona zostałą afera na pół szkoły, starsi chłopcy mieli z tego tytułu
        niepzryjemności itepe. Nie moge się oprzec wrażeniu, ze "za naszych czasów"
        nauczyciel umiałby sobie poradzic z uczniem, który mu wytyka żenujący poziom
        dowcipów.
        A była to i gimnazjum.
        • nati1011 szkoła musi także wychowywać 27.02.09, 17:07
          Przecież do szkoły trafia 6-7 letni maluch. Jeżeli szkoła odpusci
          wychowanie, to także sami rodzice sobie nie poradzą. Oczywiście musi
          być współdziałanie - ale przecież w wieszosci rodzin jest ta
          współpraca, a przynajmniej dobra wola.

          Problem tylko powstał JAK ma wychowywać szkoła. Bo nagle okazało
          sie, ze dotychczasowe wychowanie nie jest zgodne z duchem czasu, a
          na nowości nie chcą zgodzic sie rodzice. W efekcie młodzi ludzi
          wychowują sie sami sad
          • mamalgosia Re: szkoła musi także wychowywać 27.02.09, 18:31
            nati1011 napisała:


            > Problem tylko powstał JAK ma wychowywać szkoła. Bo nagle okazało
            > sie, ze dotychczasowe wychowanie nie jest zgodne z duchem czasu, a
            > na nowości nie chcą zgodzic sie rodzice.

            ??
        • mamalgosia Re: nauczyciele 27.02.09, 18:30
          k_j_z napisała:


          > teraz w większości uczą i nie zwracają na nic uwagi, "bo to nie
          ich sprawa' .
          >
          >
          aż mi się słabo robi na takie kłamstwosad
    • mamalgosia jeszcze jedno 27.02.09, 16:12
      Co mnie zaskakuje. Młodzież nei dostrzega zła w pewnych
      zachowaniach, które są niedopuszczalne. Np. pobicie kogoś, kto nam
      dokucza. Pobicie niwinnego - no, to jest złe. Ale jak się komuś
      należy, to pobicie jest dobre.
      Przekleństwa oficjalne (te na "k", na "ch) bywają uznawane za złe,
      ale już powiedzenie do koleżanki: "odpier... się", "śmierdzi ci z
      ryja", "masz łeb jak debil", "stara kretynko" nie zalicza się do tej
      kategorii.
      Nie rozumieją, no nie rozumiejąsad
      • verdana Re: jeszcze jedno 27.02.09, 16:41
        Bicie winnego zawsze było uznawane za dopuszczalne - tylko teraz
        jest wieksza wrazliwość i uznaje się wszelkie bójki itd. za "złe" z
        założenia. I w tym - moim zdaniem - tkwi błąd. Kiedyś dzieci uczono,
        kiedy i kogo wolno uderzyć - nie bije się młodszych, słabszych,
        tych, ktorzy się poddają. Teraz dorosli mowią "nigdy, nikogo".
        Wybaczcie, to jest niemozliwe. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy -
        na przyklad tego, ze chłopcy lubia się bić i to nawet nie w złosci,
        dla zabawy. Te bójki tez się piętnuje. A chłopców na grzeczne
        panienki nie przerobimy.
        Efekt jest taki, że "grzeczne" dzieci słuchaja i stanowią potem
        łatwy cel. A "niegrzeczne" nawet nie wiedza, gdzie przebiega granica
        między zwykłą bójka, a pobiciem.
        I ja tez jestem zdania, ze sa sytuacje, gdy pedagodzy nie powinni
        karać za uderzenie innego. W liceum mojej corki pobiło się dwóch
        chłopaków. Po przeprowadzonym sledztwie okazało się, ze jednen
        stanął w obronie honoru dziewczyny, ordynarnie zaczepianej i
        wyzywanej przez drugiego. Regulamin szkolny wymagał ukarania ich
        obu. Na apelu szkolnym dyrektor dał naganę i jednemu i drugiemu,
        przy czym chłopakowi, ktory stanął w obronie dziewczyny
        oswiadczył "z najgłębszym żalem daje ci naganę, bo tego wymaga
        regulamin".
        Wyzwiska pamietam z wlasnej szkoly - nie widze tu zmian. Może jedną -
        mniej się to ukrywa przed nauczycielem i tyle.
        • sunday Re: jeszcze jedno 27.02.09, 16:52
          > Efekt jest taki, że "grzeczne" dzieci słuchaja i stanowią
          > potem łatwy cel. A "niegrzeczne" nawet nie wiedza, gdzie
          > przebiega granica między zwykłą bójka, a pobiciem.

          Mówisz zupełnie jak moi rodzice, którzy mi zwykle powtarzali "a to kolejnym razem dobrze mu się odwiń". W końcu w ich czasach też jakieś przepychanki w szkołach były.
          • minerwamcg Re: jeszcze jedno 27.02.09, 17:22
            Łaska niebios, że mnie ojciec w domu nauczył, że dama uderza tylko
            raz. Ale za to tak, żeby winowajca nie wstał, bo wówczas mógłby
            oddać smile Toteż w bójki z chłopakami się nie wdawałam, ale obronić
            się umiałam i potencjalni agresorzy o tym wiedzieli.
            No i miałam starszego brata, z którym tłukliśmy się regularnie -
            więc nie robił na mnie wrażenia ani fakt, że ktoś przyłożył mnie,
            ani że ja komuś...
        • a_weasley Re: jeszcze jedno 27.02.09, 17:15
          Verdana napisała trafnie:

          > Bicie winnego zawsze było uznawane
          > za dopuszczalne - tylko teraz
          > jest wieksza wrazliwość i uznaje
          > się wszelkie bójki itd. za "złe"

          To tak jak z biciem dzieci przez rodziców. Przemoc jest be, zawsze i wszędzie.
          Nie darmo w linkowanej dyskusji ktoś mi tłumaczył, że przecież nawołuję do
          stosowania PRZEMOCY, jakbym tego sam nie wiedział...

          > Teraz dorosli mowią "nigdy, nikogo".
          <ciach>
          > Efekt jest taki, że "grzeczne" dzieci
          > słuchaja i stanowią potem łatwy cel.

          Zatem w jakiejś części nowoczesna pedagogika odnosi sukces. Nawet takie bilbordy
          były: "Nie bij, żebym nie bił".

          > A chłopców na grzeczne
          > panienki nie przerobimy.

          Oby!
        • mamalgosia Re: jeszcze jedno 27.02.09, 18:37
          verdana napisała:

          > Bicie winnego zawsze było uznawane za dopuszczalne - tylko teraz
          > jest wieksza wrazliwość i uznaje się wszelkie bójki itd. za "złe"
          z
          > założenia. I w tym - moim zdaniem - tkwi błąd.

          Nie potrafię na to tak patrzeć.




          > Wyzwiska pamietam z wlasnej szkoly - nie widze tu zmian. Może
          jedną -
          > mniej się to ukrywa przed nauczycielem i tyle.
          A ja nikogo nie wyzywałam i nikt mnie nie wyzywał (no, może jakichś
          kilku chłopaków). A teraz to w normalnej rozmowie, nawet przyjaznej
          • sunday Re: jeszcze jedno 27.02.09, 18:59
            > Nie potrafię na to tak patrzeć.

            No właśnie. Jak uczyć dziecko wrażliwości, sprawiedliwości, dobroci i
            jednocześnie nauczyć je radzić sobie z niesprawiedliwością, z maltretowaniem,
            nawet jeśli nie fizycznym, to psychicznym? Jak uczyć empatii, a jednocześnie
            sprawić, by gdy będzie trzeba, umiało dać w zęby, zamiast tłumaczyć koledze, że
            "tak nie wolno"? Ja tego - jako dziecko - nie umiałem. Nauka dużo kosztowała.

            I czy naprawdę w szkole dziecko nie powinno się uczyć innych rzeczy, niż dawanie
            w zęby kolegom?
            • minerwamcg Re: jeszcze jedno 27.02.09, 20:43
              Może trzeba nauczyć, że wrażliwość to także umiejętność czynnego
              stanięcia w obronie, sprawiedliwość to również niepozwalanie na zło
              a dobroć nie równa się zgodzie na to, żeby ktoś wlazł ci na głowę?
              Może trzeba uczyć empatii najpierw wobec pokrzywdzonych, a wobec
              sprawców dopiero potem? I że tak, owszem, Mareczek z ADHD jest
              bardzo biedny, ale Joasia, której złamał rękę jeszcze biedniejsza?
            • mamalgosia Re: jeszcze jedno 27.02.09, 20:51
              Myślę, że bardzo ważne jest nauczyć dziecko (i siebie, ha), zeby się
              nie przejmowało gadaniem innych. Zeby nawet obraźliwe słowa spływały
              po nim jak po kaczce.
              Czy to możliwe... nie wiem. jakaś taka siła wewnętrzna, jakieś
              olewanie
    • a_weasley Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 16:39
      Mogę tylko powtórzyć to, co mówiłem w
      <a>"https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=27669080&a=28265371">dyskusji
      na innym forum na podobny temat</a> z górą trzy lata temu:
      "Sprawa [którą akurat dało się załatwić na drodze pokojowej, szczegóły w danej
      dyskusji] trwała kwartał i w tym czasie poszły dwie złamane ręce, o
      drobniejszych problemach nie wspomnę.
      Jeżeli dzieją się takie rzeczy, jeżeli siedmiolatek idzie do szkoły jak na
      wojnę, rodzice mają prawo i obowiązek zrobić wszystko, żeby ten stan rzeczy
      zmienić. On ma się w szkole uczyć, a nie być workiem treningowym dla chorego [na
      ADHD oczywiście] kolegi."

      Wszelkie środki rozumiem dosłownie. Jeżeli ktoś chce miłować nieprzyjacioły,
      niech miłuje swoje, a nie nieprzyjacioły dziecka.
      • a_weasley Errata 27.02.09, 16:41
        dyskusji na innym forum na podobny temat
    • nati1011 upadek obyczajów 27.02.09, 16:51
      Walą sie w gruzy wszystkie zasady moralne, które uważalismy za ważne
      i wartościowe. Nic już nie jest stałe i trwałe. Wszystko jest
      wzgledne: rodzina, sierć, dobro i zło. Rozmazane zostały wszystkie
      granice.

      Jak w takich warunkach chcemy wymagać od dzieci wiecej niż od siebie?
      • minerwamcg Nati, nie ściemniaj :) 27.02.09, 17:15
        Nati, Nati. Nie używaj kapłańskiego "my", i nie stwarzaj mylnego
        wrażenia, że mówisz za siebie smile Tobie się zawaliły w gruzy zasady
        moralne??? Dla Ciebie wszystko jest względne??? Nie nabieraj ludzi smile
        • verdana Re: Nati, nie ściemniaj :) 27.02.09, 17:22
          Nic się nie wali. Tylko dorosli od wieków uwazali, ze mlodzież jest
          zdemoralizowana, nie to co oni - ex nastoletnie anioly w ludzkiej
          skórze. Dokladnie, ale to dokladnie pisano w latach trzydziestych o
          mlodzieży - klnie, pali, nie czyta, nie szanuje starszych, za nic ma
          autorytety. Pokolenie Kolumbów.
          Pracowalam i pracuję z młodzieżą. Młodziez jak mlodzież. Niektorzy
          okrpni, niektorzy wspaniali.
          • nati1011 Re: Nati, nie ściemniaj :) 27.02.09, 17:37
            ja nie mówię o dzieciach tylko o dorosłych
            • verdana Re: Nati, nie ściemniaj :) 27.02.09, 17:42
              Dorośli też na pewno nie sa gorsi niz kiedyś. Jest znacznie, ale to
              znacznie mniej przemocy, także domowej. Razi nas to, co kiedyś
              bylo "normalne" i "codzienne", a teraz jest na pierwszych stronach
              gazet jako sensacja. Porzucone dzieci, dzieci skatowane, pobite
              zony, narzeczeni oblani kwasem, dzieci wypadajace z okien bo
              pozostawione bez opieki, ludzie w czasie kryzysu umierajacy z glodu
              na ulicach - czy społeczeństwo się kiedys tym szczególnie
              przejmowało? Nie. Czy możliwe byłoby dzis bicie i cięcie zyletkami
              kolegów-studentów na uniwersytetach?
              To nie ludzie sa gorsi - IMO sa nawet lepsi i stąd wrazliwsi na
              krzywdę ludzka.
              Nati, w ramach terapii proponuje wizytę w bibliotece i przeczytanie
              dziennika z lat trzydziestych. Humor Ci się poprawi.
              • nati1011 Re: Nati, nie ściemniaj :) 27.02.09, 18:01
                Nie Verdana, z punktu widzenia człowieka wierzacego nie uważam, by
                śwat budowany bez Boga był lepszy. A obecna Europa próbuje budować
                swoją utopię bez Boga. To się nie moze udać.
              • a_weasley Re: Nati, nie ściemniaj :) 27.02.09, 18:27
                Verdana napisała:

                > czy społeczeństwo się kiedys tym
                > szczególnie przejmowało?

                A teraz się przejmuje... i nic się od tego nie zmienia.
          • mamalgosia młodzież verdany 27.02.09, 18:39
            o ile wiem, to nie dość, że starsza, to jeszcze ta wybrana.

            Ja też pracowałam z wybraną młodzieżą - bo liceum to już nie "jak
            leci". I było inaczej.
            Teraz dopiero wiem
    • a_weasley Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 17:41
      Mamalgosia napisała:

      > Dziewczyny się nienawidzą, chłopak
      > jednej z nich zbił tę drugą.

      Koniec świata... I co, może takie rzeczy też się działy przed wojną?
      • verdana Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 17:43
        Przed piwierwsza punicką nawet.
        Dopiero po czwartej światowej nie ma szans.
        • a_weasley Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 18:30
          Pierwsza punicka mnie mało interesuje. Interesuje mnie to, że w kulturze Zachodu
          kobieta miała status szczególny. Pewnych rzeczy nie robiła i pewnych rzeczy jej
          się nie robiło. To, żeby dziewczyna poszczuła chłopaka na inną dziewczynę, było
          nie do pomyślenia (nie mówię tu oczywiście o damie negocjowanego afektu
          wskazującej cel swojemu managerowi).
          • maadzik3 Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 22:24
            Przemoc domowa (jak najbardziej wobec kobiet) istniala i miala sie dobrze.
            Podobnie jak kobiety (w tym ciezarne) zatrudniane w zakladach i warunkach pracy
            delikatnie mowiac szkodliwych. Gwalty tez nie sa wynalazkiem ostatnich 30 lat. A
            to ze kiedys podkreslano pewne zasady teoretycznie bardziej nie znaczy ze za
            zamknietymi drzwiami nie lamano ich jeszcze czesciej.
          • verdana Re: bezpieczne dziecko 27.02.09, 22:27
            Robiło się, robiło - tylko sie o tym nie mówiło. Owszem, kobieta
            jest chroniona w powiesciach i powiastkach moralnych. Dlatego
            powiesci nie są jednak tym samym, co historia społecznasmile
            "Jak się baby nie bije, to w niej wątroba gnije" - to nie jest hasło
            współczesnej epoki.
    • ula27121 Re: bezpieczne dziecko 26.03.09, 09:02
      Pani w autobusie opowiedziała historię swojej koleżanki, która posłała 3-latka
      do przedszkola. Tam 6-latki dorwały go w toalecie, rozebrały do golasa. Nie wiem
      czy działy się jeszcze jakieś rzeczy ale to wystarczyło, żeby 3-latek się
      rozpłakał. Matka przyszła po 3-latka do przedszkola i zastała go zapłakanego do
      czerwoności, zachodzącego się tym płaczem, golusieńkiego w toalecie z tymi 6-
      latkami......

      Chyba bagatelizowałam sprawę do tej porysad
      Obecnie doceniam fakt, że moje dzieci nie dostały się do przedszkola w mieście w
      którym pracuje. Posłałam je do przedszkola na wsi pod tym, że miasteczkiem.
      Przedszkole wiejskie na tych samych zasadach co miejskie bo to ta sama gmina.
      Mało dzieci zatem wychowawczynie nie mają problemu żeby ich dopilnować.

      Czytając ten wątek i słuchając różnych opowieści zdecydowałam, że naukę też
      podejmą w tej wiosce.

      Widziałam ostatnio w szkole, do której chodzę po obiady, matkę z synem z
      porażeniem mózgowym i nauczycielem. Jest to gimnazjum, chłopiec oglądał i
      poznawał szkołę. Ta szkoła jest jedyną integracyjną w tym mieście. Uczęszcza do
      niej wielu uczniów. Słyszałam o niej bardzo różne opinie, w większości
      negatywne....i tak sobie myślałam, że ta matka ten syn... że są bardzo dzielni.
      • mamalgosia Re: bezpieczne dziecko 26.03.09, 09:10
        Nie wiem, co to za przedszkole, w naszym nie ma fizycznej możliwości
        by 3 latek znalazł się w jendej łazience z 6latkami.
        • ula27121 Re: bezpieczne dziecko 26.03.09, 09:13
          No właśnie muszę się dopytać, bo dla mnie to też niepojęte.....
      • felixa05 Re: bezpieczne dziecko 26.03.09, 17:02
        Tu akurat chyba nie ma znaczenia czy przedszkole na wsi czy w
        mieście, tylko jak jest zorganizowane. Moje dziecko chodzi do grupy
        trzylatków, do dużego, publicznego przedszkola w Warszawie. Tu nie
        możliwa opisana jest sytuacja - każda grupa ma swoją salę, przy
        każdej sali oddzielna łazienka tylko dla tej grupy, a z trzylatkami
        do łazienki wchodzi pomoc przedszkolanki. Niestety, martwię się tym,
        że od września w naszym przedszkolu nie będzie zerówki i już boję
        się co będzie za te dwa i pół roku, gdy mała trafi prawdopodobnie do
        dużej rejonowej szkoły.
        • maadzik3 Re: bezpieczne dziecko 26.03.09, 18:45
          Tez nie uwazam zeby miejskosc/ wiejskosc przedszkola mialy znaczenie. Znaczenie
          moze miec dzielnica miasta - kazde duze miasto swiata ma tzw. zakazane
          dzielnice. Ale przede wszystkim znaczenie ma organizacja, personel, checi...
          Mlody 2 lata chodzil do przedszkola w Katowicach. Wspanialego, kameralnego z
          personelem znajacym kazdego malucha, z oddzielnymi lazienkami dla grup i z
          wyjatkowo przyjaznymi stosunkami miedzy personelem i rodzicami. Nie bylo tematow
          nieruszalnych, z kazdym pomyslem mozna bylo isc do dyrektorki (gdy wyjezdzalismy
          dyskutowana byla mozliwosc prowadzenia swietlicy przy przedszkolu dla
          pierwszakow - absolwentow przedszkola), wszystkie problemy na biezaco omowic z
          wychowawczynia. Dobrze trafilam? Tak. Ale tez rozeznanie wsrod przedszkoli
          robilismy dosc wczesnie. Sa rozne jak widac... (dodam ze pisze o miejskim, nie
          prywatnym przedszkolu).
          • ula27121 Re: bezpieczne dziecko 26.03.09, 20:31
            Macie rację. Odniosłam się do swojej sytuacji.
            Ja nie mieszkając w mieście , w którym pracuję, w każdej rekrutacji jestem
            "ostatnia w kolejce". Zatem wszystkie miejsca, których bym się nie obawiała są
            dosyć oblegane.
            A miasto też nie jest na tyle duże, żeby były inne niż publiczne możliwości.
            • felixa05 Re: bezpieczne dziecko 26.03.09, 21:07
              Dobrze, że masz możliwość posyłać dzieci do przedszkola na wsi, bo
              przecież naw wsiach jest zdecydowanie za mało przedszkoli. No a w
              wiejskie szkole dzieci będą na pewno bezpieczniejsz niż w wielkiej,
              miejskiej szkole. Znałam kiedyś świetną nauczycielkę (niestety,
              kontakt się urwał), która uczyła w małej wiejskiej szkole w woj.
              kujawsko-pomorskim. Znała rodziny swoich uczniów, bo tam po prostu
              wszyscy się znali. Dzieci nie były anonimowe, nie było mnóstwa
              problemów które spotyka się miastach, zwłaszcza dużych.
Pełna wersja