mamalgosia
27.02.09, 10:02
Właśnie wczoraj zgłoszono trzecie w tym roku szkolnym pobicie.
Dziewczyny się nienawidzą, chłopak jednej z nich zbił tę drugą.
Wcześniej groził - ale tamta bała się komukolwiek powiedzieć. Inna
została pobita niedaleko swojego domu - czekali na nią. Trzech
chłopaków od września straszyło kolegę z klasy, w końcu został
skopany. 13latek podejmuje próbę samobójczą, bo mu kolezanki i
koledzy z klasy dokuczają. Syn znajomej (IV klasa SP) zaatakowany
cyrklem w twarz (na lekcji! Straszony od jakiegoś czasu w końcu
powiedział, że powie rodzicom - to wbili mu cyrkiel w policzek).
Jestem przerażona.
Boję się o swoje dzieci, które niedługo wyruszą na szkolną wędrówkę.
Boję się tego wszystkiego co się dzieje. Boję się jakimi dorosłymi
będzie młodzież.
Uczulam Synka, żeby mówił mi o wszystkim, co go niepokoi. Ale wiem,
że przyjdzie czas, gdy może nie powiedzieć. Jakie to będzie miało
konsekwencje?
Co robić?
Tzw "lepsza" szkoła jest u nas tylko jedna na poziomie gimnazjalnym
(a na poziomie podstawowym - zero), oczywiście: koszty.
Jaki parasol ochronny rozłożyć nad dzieckiem?
Zawodowo czuję się wypalona. Pierwszy raz po 14 latach pracy ogarnia
mnie taki smutek, takie załamanie postawą młodzieży, zupełnie nie
potrafię się otrząsnąć i pozbierać. Tym bardziej, że to nie jest
coś, co się stało, było minęło i można otrzepać pył z sandałów. To
się dzieje ciągle, coraz to nowe wydarzenia.