Katolicki mnich a medytacja wschodnia

05.03.09, 15:49
Niedawno media donosiły o tym, że benedyktyni w Tyńcu gościli
mnichów buddyjskich, od których mieli uczyć się medytacji.

miasta.gazeta.pl/krakow/1,71704,6254140,Mnisi_z_Tybetu_u_benedyktynow_z_Tynca.html


Czy to wydaje się w porządku? Przecież monastycym chrześcijański ma
tu bardzo wielkie tradycje. Po cóż sięgać do obcych religijnie
wzorów?

A w ogóle, to co Kościół katolicki mówi o tych wschodnich technikach
medytacyjnych? Czy to do przyjęcia jest bez zastrzeżeń?
    • isma Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 05.03.09, 15:51
      O, widze, ze dzien inkwizycyjny dzisiaj na forum wink)).
    • sulla ale dziś katolicko :) 05.03.09, 15:54
      Mnie tam się wydaje, ze bez zastrzeżeń to lepiej niczego nie przyjmować.
      Natomiast czy to uwłacza jakoś godności tradycji chrześcijańskiego monastycyzmu
      albo mu zagraża? Nie wiem, nie wydaje mi się jednak.

      Swoją drogą, dziś trzy główne wątki mają w tytule "katolicki", zaczynam się czuć
      nieuprawniona do dyskusji ;p
      • isma Re: ale dziś katolicko :) 05.03.09, 16:07
        sulla napisała:

        > Mnie tam się wydaje, ze bez zastrzeżeń to lepiej niczego nie przyjmować.

        wink)). Tez tak mam.


        > Swoją drogą, dziś trzy główne wątki mają w tytule "katolicki", zaczynam się czu
        > ć
        > nieuprawniona do dyskusji ;p

        A wlasnie moze tym bardziej wink)).

        >
    • kann2 Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 05.03.09, 21:34
      Jan Paweł II, "Przekroczyć próg nadziei"

      W tym momencie wypada chyba przestrzec tych chrześcijan, którzy z
      entuzjazmem otwierają się na rozmaite propozycje pochodzące z
      tradycji religijnych Dalekiego Wschodu, a dotyczących na przykład
      technik i metod medytacji oraz ascezy. W pewnych środowiskach stało
      się to wręcz rodzajem mody, którą przejmuje się dość bezkrytycznie.
      Trzeba, ażeby najpierw dobrze poznali własne duchowe dziedzictwo,
      żeby także zastanowili się, czy mogą się tego dziedzictwa ze
      spokojnym sumieniem wyrzekać. Należałoby tutaj także przypomnieć
      doniosły, choć zwięzły dokument Kongregacji Nauki Wiary "O
      niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej" (15. 10. 1989 r.).
      Udziela się w nim właśnie odpowiedzi na pytanie "czy i jak" modlitwa
      chrześcijańska "może być ubogacana metodami medytacji wyrosłymi w
      kontekście odmiennych religii i kultur" (n. 3).

      gorzka.czekolada.fm.interia.pl/ppn15.html
      • sulla Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 05.03.09, 21:47
        No, ja tu widzę, że nie należy się bezkrytycznie przerzucać ze swojego na cudze.
        Jak najbardziej rozsądne podejście.
        Natomiast czy ja wiem, czy mnich katolicki przyjmujący od mnicha buddyjskiego
        lekcję medytacji od razu się wyrzeka swojego dziedzictwa?
    • minerwamcg Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 05.03.09, 22:56
      Znając mnichów z Tyńca, to raczej nie zaprosili swoich buddyjskich
      kolegów na zasadzie "oświećcie nas i pouczcie, abyśmy odtąd zawsze
      robili tak jak wy" tylko raczej "pokażcie nam, jak wy to robicie, my
      pokażemy wam jak my to robimy, i na pewno obie strony skorzystają".

      Anegdotkę o nowicjuszu zafascynowanym buddyzmem już Wam opowiadałam,
      więc nie będę powtarzać smile

      A wszystko razem prosi wielkim głosem o podsumowanie ze świętego
      Pawła - "Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie" 1 Tes
      5,21.
      • isma Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 05.03.09, 23:18
        Nnnno ale tu jak gdyby... zasadnicze jest pytanie "po co"? "Po co" sie "to" robi.
        Przeciez to nie chodzi o technike, bo ja wiem, oddychania pod woda, a bodaj i
        ukladania kwiatkow w japonskich wazonach, tylko o kontemplacje, ktora w
        rozumieniu chrzescijanskim ma zupelnie inne zrodlo i cel.
        Nie wydaje mi sie, zeby umiejetnosc szusowania po Zalewie Zegrzynskim byla
        przydatna w Alpach, no.
        • minerwamcg Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 00:14
          Dla yyy... tego, no... ubogacenia? smile)) Przed laty uczyłam się np.
          zastosowania różnych technik medytacyjnych w modlitwie i bardzo mi
          się to przydało i dalej przydaje. Co dopiero więc tynieccy mnisi,
          daleko bardziej zaawansowani w życiu duchowym?
        • atama Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 07:50
          Wymiana doświadczeń dotyczy raczej li tylko metody, nie celu/obiektu
          medytacji. W końcu różne praktyczne maty pomagające wytrwać w
          bezruchu (ten bezruch nb. też ze Wschodu) w naszych klasztorach
          wzięły się od przyjaciół buddystów. Dla mnie to właśnie to
          wzbogacanie naszej metody, o którym pisze Minerwa.
    • mama_kasia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 09:51
      Ale to jednak... trochę ...niebezpieczne. I nie chodzi mi o samą
      medytację, a o to, jak odbiorą ludzie. ...Bo może ktoś przy tej
      okazji pomyśli sobie: skoro benedyktyni uczą się medytacji od
      buddystów, to co jest właściwie nieodpowiedniego w tej wierze?
      Może nie ma różnicy, może sobie można dowolnie wybierać? Może
      buddyzm jest fajniejszy niż katolicyzm? itd. ..I taki ktoś
      nie będzie wnikał w głębię spotkania jednych mnichów z drugimi.
      • sulla Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 10:29
        Myślę, że jeśli ktoś zmieniłby wiarę z chrześcijańskiej na buddyzm tylko
        dlatego, że mnisi chrześcijańscy spotkali się z buddyjskimi, to jego wiara
        byłaby niezwykle słaba. Przypuszczalnie porzuciłby wiarę znajdując jakikolwiek
        pretekst.
        To trochę tak, jakby na wszelki wypadek nie pozwalać mężowi nigdy wychodzić z
        domu, bo a nuż jak tylko spotka jakąś inną kobietę to od razu zdradzi.
        • mama_kasia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 10:49
          Tak, o ludziach słabej wiary piszę. Chociaż skoro potrzebny byłby
          im pretekst, to coś się jeszcze tli wink

          Może nie od razu o zmianę wiarę chodzi, ale ...no jednak czuję, że
          z jednej strony niechęć (to nie to słowo - może ostrożność, może
          jeszcze inne) KK do religii Wschodu, a z drugiej Tyniec
          i zaproszenie buddystów. Nie ma jasnego przekazu - na pierwszy
          rzut oka, dla laików(?) go nie ma.
          • atama Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 12:29
            To wtedy raczej wina przekazu niż samego faktu spotykania się.
            Może w takim razie informacje o wymianie doświadczeń nie powinny
            trafiać do publicznej wiadomości, żeby laicy złych wniosków nie
            wyciągnęli...
            • sulla Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 12:49
              Ale czy Jan Paweł II nie spotkał się z Dalajlamą? I czy to kogokolwiek zachęciło
              do zmiany wiary?

              Dla mnie to trochę dziwne - wiara powinna być ugruntowana. Nawet jeśli dajemy
              sygnał, że to, ze ktoś jest mnichem buddyjskim, nie oznacza, ze nie należy mu
              podawać ręki, to chyba nie znaczy, ze porzucamy własną wiarę? Nie znaczy to
              wcale uznania wiary buddystów za lepszą od naszej ani nawet za równoprawną,
              oznacza jednak szacunek dla innych wyborów, nawet jeśli w naszej ocenie nie są
              to wybory trafione. Możemy głosić Słowo i mieć nadzieję, że trafi ono na dobry
              grunt, ale czy możemy to robić uciekając od innych, zamykając się na nich?




              --J
              su
              • mamalgosia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 19:06
                sulla napisała:


                > Dla mnie to trochę dziwne - wiara powinna być ugruntowana.
                A co, jeśli nie jest? Jeśli człowiek sam sobie nie radzi, a
                okoliczności, osoby jeszcze bardziej mu ten grunt spod nóg usuwają?
                • minerwamcg Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 06.03.09, 21:05
                  Niestety, nie da się każdego wątpiącego otoczyć ochronnym kloszem i
                  na wszelki wypadek najlepiej nie mówić ani nie pisać nic, bo jeszcze
                  ktoś potraktuje to jak usuwanie się gruntu.
                  • isma Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 07.03.09, 10:44
                    Wszystkiego moze nie. Ale jak np. z kims cos sie wspolorganizuje, to warto
                    wiedziec, jakie on ma dokonania. Na wszelki wypadek.
                    O, np. wspolorganizatorka tych tynieckich spotkan medytacyjnych, skadinad
                    ekskandydatka do europarlamentu z listy Zielonych (wspolnie z dzialaczami
                    gejowskimi wink)), ma takie:

                    www.justbody.eu/justyna_jan_krukowska_ikonosfera.html
                    • mamalgosia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 07.03.09, 19:40
                      bleeesad((
                    • mader1 Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 21:40
                      no właśnie. Też to mnie zastanowiło.
                  • mamalgosia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 07.03.09, 19:39
                    A jednak Pan Jezus powiedział: "Lecz kto by się stał powodem grzechu
                    dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej
                    kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada
                    światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz
                    biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie."
                    • sulla Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 07.03.09, 21:57
                      Jednocześnie sam Jezus siał "zgorszenie", bo jadał z grzesznikami i z celnikami,
                      prawda?
                      Moim zdaniem problem w definicji zgorszenia. Jawny cudzołożnik sieje zgorszenie.
                      Mnich katolicki, który porzuca wiarę i staje się buddystą, sieje zgorszenie -
                      ale mnich katolicki, który spotyka się z mnichem buddyjskim żeby poznawać
                      nawzajem swoje kultury, nie sieje zgorszenia.
                      • mader1 Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 21:47
                        > Jednocześnie sam Jezus siał "zgorszenie", bo jadał z grzesznikami i z celnikami
                        > ,
                        > prawda?

                        Protestuję.No więc ja ma bardzo dużo szacunku do mnichów buddyjskich i wydaje mi
                        się, że porównanie ich do grzeszników i celników jest niewłaściwe.To dobry
                        ludzie są. Nie trzeba aż ich zapraszać, żeby z grzesznikami jeść. Ja już nie
                        pisze o sobie ( gdzieżbym oczekiwała zaproszeniawink))), ale z mnichów tynieckich
                        też pewnie kogoś dałoby się wybrać wink)))))
                        • mamalgosia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 21:49
                          a mnisi buddyjscy coś jedzą w ogóle?
                          • mader1 Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 22:05
                            dałoby się ich czymś ugościć
                            www.klub.dilmah.pl/spotkania/11.html
                            www.globtroter.pl/tybet/wyp.html
                            a tam

                            "Następnie wspólnie zjedliśmy obiad, co stanowiło dla mnie wspaniałą okazję
                            poznania prawdziwej kuchni tybetańskiej. Tam po raz pierwszy spróbowałem
                            tybetańskiej herbaty z dodatkiem masła jaka i soli (!), tsambę"chleba"
                            tybetańskiego przygotowanego z prażonego jęczmienia z otrębami, zmieszanymi z
                            przyprawami a także domowego jogurtu z mleka jaka."
                            • mamalgosia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 22:10
                              Tybetańskie potrawy i napoje znam doskonale (w teorii) z książek
                              himalaistycznych, których pochłonęłam mnóstwo. Tylko ten "mnich"...
                              może jednak nie powinien kalać się jedzeniem?
                              No dobrze, niech Ci będzie. Pewnie gdyby Jezus zechciał narodzić się
                              pod Dachem Świata, to z grzesznikami i celnikami piłby Dilmah.
                              • a_weasley Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 09.03.09, 00:42
                                Mamalgosia napisała:

                                > Pewnie gdyby Jezus zechciał narodzić się
                                > pod Dachem Świata, to z grzesznikami
                                > i celnikami piłby Dilmah.

                                Aż się boję pomyśleć, co by pił z grzesznikami i celnikami, gdyby się urodził w
                                Rosji albo chociażby na Podhalu.
                      • mamalgosia Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 21:49
                        Na którymś z wykładów usłyszeliśmy, że zgorszyć to znaczy: sprawić,
                        dopomóc w tym, że ktoś staje się gorszy.
                        Nawet niezamierzenie
                        • sulla Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 09.03.09, 09:24
                          No i tu już mamy sytuacje totalną. Widziałaś film "Jabłka Adama"? Tam jest
                          przedstawiona sytuacja, w której pod opiekę księdza trafia młody neofaszysta -
                          na resocjalizację. Im bardziej dobry jest ksiądz, tym bardziej to wkurza tego
                          neofaszystę. Do tego stopnia, ze w końcu chce go zabić. Film kończy się happy
                          endem, ale to film, w życiu bywa inaczej - są też ludzie, których "gorszy"
                          czyjaś wiara i pobożność, czyjeś proste życie. A zatem biada tym pobożnym?
                          Dla mnie sprawa jest jasna - kto jawnie grzeszy, ten gorszy. Ale nie możemy brać
                          odpowiedzialności za wszystkich ludzi świata, których gorszyć może nie wiadomo
                          co. Jednych spotkanie z michami, drugich małżeństwo Minerwy i Artura, a trzecich
                          fakt, że ktoś nie chodzi na mszę o 8.00 tylko o 21.00.
                    • minerwamcg Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 07.03.09, 22:55
                      To może ja się już pójdę utopić. Moja sąsiadka jest ciężko
                      zgorszona, że mój mąż nie jest katolikiem. Czy powinnam utopić
                      również Arthura? No bo jak nie gorszyć, to nie gorszyć.
                      • isma Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 07.03.09, 23:02
                        No nienienie, bez demagogii. Jest dosyc zasadnicza roznica miedzy
                        chrzescijaninem innej denominacji a buddysta, jednak.
                        • minerwamcg Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 23:00
                          Ismo, gdzie tu demagogia? Ja piszę o swojej sąsiadce, konkretnej,
                          realnie istniejącej osobie, która jest zgorszona również konkretnie
                          i realnie. Bo to ja wiem, czym się kto jeszcze może zgorszyć?
                          Jednemu wadzi buddysta, drugiemu metodysta, a trzeciemu nawet
                          najbardziej rzymski katolik, tyle, że np. nieradiomaryjny.
                      • mader1 Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 21:39
                        daj spokój Minerwa, nie top nam Arthura. Nie wolno.
    • samboraga Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 07.03.09, 21:07
      Byłam kilka lat temu w klasztorze u benedyktynów, ale w Lubiniu pod Poznaniem.
      Od wielu lat goszczą buddystów, mnichów (na ścianach klasztoru wiszą zdjęcia z
      wizyt), uczą też medytacji chrześcijańskiej, jak to się określa, o. Bereza ją
      propaguje i rozwija w Polsce (a na świecie też benedyktyn o. Freeman). Nawet
      jest wielka 'sala medytacyjna' w części dla odwiedzających klasztor, siedzi się
      na podłodze, jak przy buddyjskiej medytacji (chyba że ktoś woli inaczej.) Te
      kontakty zatem są, od dawna.
      Mam wrażenie, że akcja opisana w gazecie to jakiś projekt jedynie, na czyjś
      użytek. No, ale to tylko przypuszczenia.

      Piszecie o osłabianiu wiary... Ja miałam odwrotne wrażenie po 3-dniwych
      medytacjach - rekolekcjach (piszę o Lubiniu). Większość uczestników to były
      osoby, które poszukiwały duchowo. Było tez kilka osób o ugruntowanej wierze
      (ktoś po kilku latach neokatechumenatu, ktoś z Kościoła Domowego).Ostatniego
      dnia rozmawialiśmy o wrażeniach. Dla wielu taka forma 'zajęć klasztornych' to
      był...jakiś etap powrotu do chrześcijaństwa... Więc - kij ma dwa końce. Owszem,
      dwie osoby o wierze ugruntowanej, z którymi rozmawiałam, były rozczarowane, a
      nawet domagały się wykładni nauki Kościoła (czy medytacja jest zgodna z
      chrzścijaństwem itp). A medytacja, techniki - owszem, można. Ale - do mnie,
      znającej wtedy odrobinę medytacji buddyjskiej, bardziej wartościowym przeżyciem
      duchowym była codzienna liturgia godzin.
    • mader1 Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 21:37
      do samych mnichów, Tybetańskich zwłaszcza, mam stosunek pozytywny. Kilka książek
      na półce też i duży szacunek.
      Do imprezy, która się odbyła, stosunek jak najbardziej negatywny.
      Niestety, mam wrażenie, że to grzech pychy, a nie poczucie solidarności, tę
      inicjatywę sprowokowało...
      Przekonanie, że nasza wiara jest tak silna, na tak " wysokim" poziomie, że można
      zaprosić mnichów, wziąć sobie z ich wierzeń to, co wygodne i " wysłać ich
      precz"... Nic mnie nie dotknie, żadna wątpliwość mnie nie ogarnie...
      • minerwamcg Re: Katolicki mnich a medytacja wschodnia 08.03.09, 22:56
        Wiesz, to zależy. Przecież spotkanie, jak sądzę, w żadną stronę nie
        miało charakteru misjonarskiego, nikt tam nie przyszedł nikogo
        nawracać. Spotkało się kilku ludzi dobrych w te klocki, pomilczeli
        razem albo pogadali - ale żeby ktoś z tego szkodę na duszy poniósł
        albo tylko mógł ponieść, nie wydaje mi się.
        • minerwamcg P.S. 09.03.09, 00:22
          Aha, jeszcze jedno. Być może nie powinnam używać takich argumentów -
          ale skoro o zaproszeniu tybetańskich mnichów do Tyńca wypowiedział
          się w alarmującym tonie na łamach Naszego Dziennika ks. Aleksander
          Posacki SI, moja sympatia zarówno do gospodarzy jak i do gości
          gwałtownie skoczyła w górę.
          • mader1 Re: P.S. 09.03.09, 07:54
            Być może. Ale jakoś nie zniechęciłaś mnie do mojego zdania, tym że podobne ma
            ksiądz Posacki wink
            Spójrzmy
            www.rodzinakatolicka.pl/index.php/publicystyka/5-komentarze/4376-kultura-czy-kult-dialog-czy-zdrada
            A.... on też sporo miejsca poświęca pani Justynie Jan- Krukowskiej - żadnemu z
            mnichów nie poświecił aż tak dużo uwagi. Być może ta dążność do zjedzenia ( na
            wzór Mistrza) z grzesznicą ( miejscową, bo o Tybetańczykach nie powinniśmy
            jednak tak myśleć) usprawiedliwia zapał tutejszych mnichów wink))))

            Nie rozbudowywałabym aż tak swojego zdania, bo nie mam takiego talentu
            pisarskiego ani doświadczenia, jak ks. Posacki, ale ciągle uważam że spotkanie
            to było niestosowne. To moje zdanie.
            • kudyn Stanowisko benedyktynów 09.03.09, 09:37
              ekai.pl/wydarzenia/polska/x18562/oswiadczenie-benedyktynow-z-tynca-ws-artykulu-naszego-dziennika/
              "W artykule autorstwa ks. dra A. Posackiego SI Refleksje po tynieckim spotkaniu
              z buddystami. Kultura czy kult? Dialog czy zdrada? opublikowanym w „Naszym
              Dzienniku” z dn 7-8 marca 2009 r. nr 56 (3377) znalazły się nieprawdziwe
              informacje, które podważają zasadność tez całego tekstu. Oto najważniejsze
              spośród nich:

              1. Spotkanie z mnichami tybetańskimi w klasztorze tynieckim nie miało charakteru
              religijnego w rozumieniu sugerowanym przez Autora. Zgodnie z Regułą św.
              Benedykta (Wszystkich przychodzących do klasztoru gości należy przyjmować jak
              Chrystusa, gdyż On sam powie: „Gościem byłem i przyjęliście mnie” (Mt 25,35).
              Wszystkim trzeba też okazywać należny szacunek. RegBen 53,1-2) okazaliśmy
              tybetańskim mnichom zwykłą chrześcijańską gościnność. Umożliwiliśmy im
              zapoznanie wszystkich chętnych z kulturą Tybetu, obecną sytuacją tego
              prześladowanego regionu świata oraz zorganizowanie pomocy dla tybetańskich
              dzieci. Takiej pomocy doświadczaliśmy także my, Polacy, ze strony innych państw
              – także przedstawicieli innych wyznań – w czasach komunizmu. Spotkanie w Tyńcu
              było więc gestem zwykłej chrześcijańskiej solidarności i nie miało na celu
              propagowania synkretyzmu religijnego. Nie było też w tym czasie żadnych
              warsztatów wprowadzających w techniki buddyjskiej medytacji.

              2. Autor artykułu pisze, że „Justyna Jan-Krukowska zaproponowała własną wizję
              sztuki o charakterze rytualnym, którą na terenie benedyktyńskiego
              klasztoru.[...] Wystawianie dzieł Justyny Jan-Krukowskiej w tynieckim klasztorze
              było więc całkowicie pozbawione sensu i narażało zarówno zakonników, jak i
              wiernych, na duchowy zamęt i zgorszenie”. Stanowczo oświadczamy, że na terenie
              opactwa tynieckiego nigdy nie miała miejsca wystawa prac Justyny
              Jan-Krukowskiej. Trudno nam powiedzieć skąd Autor artykułu zaczerpnął powyższe
              informacje. Nie odpowiadają one prawdzie. Właśnie upowszechnianie tego typu
              niesprawdzonych i nieprawdziwych wiadomości naraża „zarówno zakonników, jak i
              wiernych, na duchowy zamęt i zgorszenie” a ponadto jest krzywdzące.

              3. Udział opata tynieckiego, o. Bernarda Sawickiego OSB, w sypaniu mandali w
              centrum Manggha w Krakowie w dn. 1 III b.r. został określony przez ks. dra A.
              Posackiego SI jako „w pełni afirmatywny”. Ojciec Opat, podobnie jak ks. Posacki,
              brał w nim udział będąc kapłanem Kościoła Katolickiego – czego się nie wstydził
              (w odróżnieniu od Autora), występując w habicie i z krzyżem na piersi. Podanie
              przez Autora jednoznacznej oceny intencji udziału Ojca Opata w omawianej
              ceremonii jest delikatnie mówiąc nadinterpretacją. Szkoda, że ks. dr Posacki SI
              nie przypuścił, iż może Ojciec Opat po prostu zgodnie z monastyczną tradycją
              modlił się o pokój na świecie, nie recytując jednak mantr, lecz pokładając
              ufność w miłosierdziu Trójcy Świętej i Męce Chrystusa. W podobny sposób o pokój
              na świecie, także z buddystami, modlił się w Asyżu Sługa Boży Jan Paweł II.

              4. Sam tytuł artykułu niedwuznacznie sugeruje sprzeniewierzenie się przez
              mnichów tynieckich wierności Kościołowi Katolickiemu i popieranie okultyzmu,
              satanizmu i magii. Rozpowszechnianie tego typu opinii ma charakter pomówienia.

              Informujemy, że tego typu spotkania w świecie monastycznym są czymś normalnym i
              mają długą tradycję, czego wyraz dał Paweł VI, prosząc właśnie benedyktynów o tę
              formę dialogu z innymi religiami i kulturami. W związku z tym faktem opinie
              wyrażone przez Autora świadczą o braku elementarnej wiedzy na temat dialogu
              międzyreligijnego.

              Z przykrością także stwierdzamy, że nikt nie konsultował się z przedstawicielami
              opactwa w celu sprawdzenia informacji odnośnie przebiegu wizyty mnichów
              tybetańskich w Tyńcu. W ramach wierności ósmemu przykazaniu bardzo prosimy, aby
              te fałszywe informacje zostały jak najszybciej sprostowane. Jest to ważne tym
              bardziej, iż wywołują one wśród wiernych poważne zgorszenie oraz kalają dobre
              imię klasztoru tynieckiego i mieszkających w nim mnichów.

              Włodzimierz Zatorski OSB, przeor klasztoru tynieckiego"

              A przy okazji, pamiętam jak jeden z benedyktynów tynieckich bardzo ironicznie
              opowiadał mi o wpływach buddyjskich w praktykach benedyktynów lubińskich.
              • mader1 Re: Stanowisko benedyktynów 09.03.09, 10:28
                Cieszę się, że to stanowisko zostało wydane.Powinno to zakończyć sprawę.
                Natomiast przypominam, że my rozpoczęliśmy rozmowę nie w oparciu o artykuł ks.
                Posackiego, który został przytoczony jedynie jako negatywny przykład w polemice,
                a na podstawie artykułu przyjaznej całej atmosferze gazety pl, w której
                wypowiadał się mnich z Tyńca, między innymi :
                "
                W prawie tysiącletniej historii opactwa to pierwsza taka wizyta. - Dla nas to
                niecodzienna okazja wymiany doświadczeń. Ich tradycja religijna jest starsza od
                naszej. Możemy wiele się od nich nauczyć - mówi o. Jan Paweł Konobrodzki.
                Benedyktyn prowadzi na co dzień medytacje w tynieckim klasztorze. - Poproszę
                braci z Tybetu, żeby podzielili się z nami swoimi medytacyjnymi technikami.
                Liczę na wspólną kontemplację - dodaje. Jak twierdzi, zakonnicy chcą
                "maksymalnie wykorzystać czas spędzony z Tybetańczykami". Dlatego planowane są
                wspólne posiłki (wegetariańskie) i wspólna rekreacja. - Chcemy, żeby nasi goście
                odpoczęli, ale też dzielili się nie tylko z nami swoimi doświadczeniami - mówi.
                Dlatego spotkania z mnichami będą otwarte."
                Na podstawie tej wypowiedzi rozumiałam to nie tylko jako udzielenie
                schronienia,okazanie gościnności, ale spotkanie w wymiarze religijnym, stąd
                ciesze się , że jednak ono takim nie było :

                "> 1. Spotkanie z mnichami tybetańskimi w klasztorze tynieckim nie miało charakter
                > u
                > religijnego w rozumieniu sugerowanym przez Autora. Zgodnie z Regułą św.
                > Benedykta (Wszystkich przychodzących do klasztoru gości należy przyjmować jak
                > Chrystusa, gdyż On sam powie: „Gościem byłem i przyjęliście mnie” (
                > Mt 25,35).
                > Wszystkim trzeba też okazywać należny szacunek. RegBen 53,1-2) okazaliśmy
                > tybetańskim mnichom zwykłą chrześcijańską gościnność. Umożliwiliśmy im
                > zapoznanie wszystkich chętnych z kulturą Tybetu, obecną sytuacją tego
                > prześladowanego regionu świata oraz zorganizowanie pomocy dla tybetańskich
                > dzieci."

                No i pozostaje jeszcze doświadczenie Samboragi, któremu trudno zaprzeczyć.
              • samboraga Re: Stanowisko benedyktynów 10.03.09, 21:43
                > A przy okazji, pamiętam jak jeden z benedyktynów tynieckich bardzo ironicznie
                > opowiadał mi o wpływach buddyjskich w praktykach benedyktynów lubińskich.

                Właśnie - ze zdziwieniem zorientowałam się, że są takie animozje między
                klasztorami, bo wydawało mi się, pewnie naiwnie, że jakoś bardziej bratersko to
                wygląda...
                Ja jednak bym broniła Lubinia. Zainteresownie medytacją nie wzięło się z nagłego
                impulsu mnichów znudzonych chrześcijaństwem. O. Bereza, przed wstąpieniem do
                klasztoru, uprawiał medytację buddyjską i po decyzji o wstąpieniu do klasztoru
                (a więc i zapewne,tak przypuszczam, po nawróceniu) chciał modlić się również w
                technice medytacyjnej (z tego co wiem - pytał o zgodę przeora). Więc jakąś
                logikę tu widzę. Pytanie czy nie powinno to pozostać sprawą prywatną, czy
                klasztor jako klasztor powinien rozwijać ten nurt duchowośći... Wiem tez że
                niektórzy chrześciajnie, w tym wielu po 'przygodzie z buddyzmem', lubią taką
                formę modlitwy(i jeśli nie jest to forma jedyna to chyba nic w tym złego?).
                Z drugiej strony 'wpływy' (zacytuję z postu Kudyna) nie są wyłącznie buddyjskie
                - istnieje coś takiego jak medytacja chrześcijańska, głównym 'założycielem' i
                propagatorem jest - jak pisałam wyżej - też benedyktyn, o. Freeman. Więc
                podpórka chrześcijańska jestwink
        • a_weasley Razwiedka bojem? 09.03.09, 00:50
          Może to było rozpoznanie walką? Sprawdzili, czy przy tak daleko posuniętym
          ekumenizmie Szef ześle jakieś pioruny czy jeszcze nie?
Pełna wersja