rządzi kościół i faceci???

08.03.09, 12:39
No przecież z okazji 8 marca musiało pojawić sie parę
feministycznych tematów smile)

Czy naprawdę czujecie się mieszkańcami państwa koscielnego? Czy
kobieta - w Polsce - jest dyskryminowana i poniżana? Chodzi mi o
życie rodzinne - nie o rynek pracy. Czy mezowi nalezy wystawiać
rachunek za pranie i prasowanie?

Czy macieżyństwo ogranicza kobietę? Czy nobilituje?
    • nati1011 z wywiadu ze szczuką 08.03.09, 12:55
      partnerstwo.onet.pl/1546244,3502,,kobiety_wkrotce_zaczna_awanture,artykul.html

      WH: Jesteśmy ostoją patriarchatu?

      Kazimiera Szczuka: Tak, jesteśmy ostoją patriarchatu we współczesnej
      Europie. Ciągle nie mamy zgodnej z europejskimi dyrektywami ustawy
      równościowej. Takie regulacje prawne obowiązują w Europie
      Zachodniej, ale i w krajach byłego bloku wschodniego. Mają je m.in.
      Litwa, Rumunia, Węgry, Chorwacja. My nie. Prace nad ustawą wloką się
      od 2000 roku i ciągle nic. Nie mamy sprawnie działającego systemu
      ochrony kobiet przed przemocą domową, nie mamy nowoczesnych
      programów edukacyjnych promujących równość, choćby podręczników
      historii pokazujących, że niepodległość to nie tylko własna armia
      wyposażona w armaty i rakiety, ale i prawa obywatelskie dla
      wszystkich. Kobiety na rynku pracy ciągle napotykają na bariery.
      Najgorzej jednak wygląda kwestia tak zwanych praw reprodukcyjnych.
      Nie mamy edukacji seksualnej, refundacji środków antykoncepcyjnych,
      a regulacje dotyczące przerywania ciąży należą do najbardziej
      restrykcyjnych w Europie. Ostatnio pod przewodem posła Gowina
      politycy postanowili zaatakować in vitro. Nasze państwo po prostu
      nie prowadzi polityki równościowej.

      WH: Feministki u władzy zakazałyby pornografii?

      Kazimiera Szczuka: Niekoniecznie. Tej hardcorowej tak, ale ona już
      teraz jest nielegalna. Gdybyśmy żyli w świecie równości, pornografia
      zmieniałaby się. Byłaby tworzona też z myślą o kobietach. Nie byłaby
      tak ohydna.

      WH: A prostytucja byłaby zakazana?

      Kazimiera Szczuka: Nie sądzę. Są kobiety, które biorą pieniądze za
      usługi seksualne, są mężczyźni, którzy chcą za to płacić.
      Najważniejsze jest, żeby kobiety były bezpieczne, nie stawały się
      przedmiotem handlu, terroru i tortur. Jeżeli zakładamy, że wszystkie
      kobiety są wolne i bezpieczne, to dotyczy to także pracownic seks-
      biznesu.

      WH: I feministkom nie przeszkadza, że taka sołtyska uważa, że
      kobieta jest od tego, żeby mężowi obiad przygotować i dzieciom
      ubrania wyprać?

      Kazimiera Szczuka: Jeśli jest dobrą sołtyską to na pewno nie uważa,
      że kobieta jest tylko od tego.

      ---------------------

      do dziś pamietam wdzieczne słowa Manueli Gretkowskiej, która raczyła
      stwierdzić, ze kobiety w Polsce są jak Murzyni w RPA - nawet nie
      wiedzą jakie sa strasznie ciemieżone smile)

      • verdana Re: z wywiadu ze szczuką 08.03.09, 13:06
        Tak, ja się czuję dyskryminowana w pracy. Nie jakoś szczególnie, ale
        jednak.
        U nas w instytucie nie ma ani jednej kobiety - kierownika zakładu.
        Zawsze z dwch kandydatow o jednakowych dokonaniach wybiera sie
        faceta. Miałam przykrosci w trzeciej ciąży - uslyszałam zdanie, ze
        albo sie ma dzieci, albo pracuje naukowo. Mój kolega, ojciec
        szesciorga dzieci nigdy takiego zdania nie usłyszał.
        Jesli moje dziecko się slabo uczy, to w szkole uznają, ze ja nie
        dopilnowałam - nie ojciec. Gdy w moim domu jest bałagan, nawet moja
        matka pyta , dlaczego nie sprzatam. A dlaczego nie pyta o to mojego
        męża - to takze jego dom (tzn, gdy zwrociłam jej uwagę, przyznała mi
        100% racji).
        Czyli w skrocie - po kolokwium habilitacyjnym faceta zona
        przygotowuje mu przyjęcie dla przyjaciół i wszyscy go podziwiaja, po
        kolokwium habilitacyjnym kobiety - wraca ona do domu przygotowac
        obiad dla rodziny.
        • nati1011 Re: z wywiadu ze szczuką 08.03.09, 13:48
          w pracy sie zgodzę - ale nasze feministki głównie z domową kobieta
          walczą. Dlatego pytam, czy czujecie sie dyskryninowane jako żony i
          matki?
        • mamalgosia Re: z wywiadu ze szczuką 08.03.09, 14:00
          verdana napisała:

          > Tak, ja się czuję dyskryminowana w pracy. Nie jakoś szczególnie,
          ale
          > jednak.
          Ja też sie czuję dyskryminowana, ale wiem, że to nie ze względu na
          płeć.
          Natomiast ze względu na płeć często dyrektorzy wybierają facetów na
          nauczycieli w sojej szkole - naprawdę ciągle tak jest. Wiem, bo
          byłam świadkiem pewnej rozmowy telefonicznej. I to jest fakt,
          jakkolwiek by temu nie zaprzeczać


          > Jesli moje dziecko się slabo uczy, to w szkole uznają, ze ja nie
          > dopilnowałam - nie ojciec.
          Nigdy tego nie robię jako nauczyciel! W ogóle nie uważam, żeby było
          coś takiego jak "niedopilnowanie" jeśli chodzi o naukę. W sprawach
          etycznych to tak - ale wtedy oboje rodziców (jeśli są) po równo.
          Natomiast zauważyłam, że panie w przedszkolu inaczej rozmawiają ze
          mną, a inaczej z moim Mężem. Tak samo było w szpitalu - mnie jak
          śmiecia (bo nie dość że baba, to jeszcze leży i prawie nie dycha), a
          z nim rozmawiano z szacunkiem



        • katriel Re: z wywiadu ze szczuką 09.03.09, 21:44
          verdana napisała:
          > Czyli w skrocie - po kolokwium habilitacyjnym faceta zona
          > przygotowuje mu przyjęcie dla przyjaciół i wszyscy go podziwiaja, po
          > kolokwium habilitacyjnym kobiety - wraca ona do domu przygotowac
          > obiad dla rodziny.

          Hi, hi. Przeczytałam ten kawałek mężowi, a on się uśmiał: "znaczy,
          kobieta jestem?" Równo trzy tygodnie temu prosto z własnego kolokwium
          habilitacyjnego pognał do domu szykować obiad dla żony (leżącej
          plackiem ze skracającą się szyjką macicy).

          A serio: wydaje mi się, że na poziomie o którym piszesz (habilitacja,
          wybór kierwnika zakładu) to w naszym instytucie dyskryminacji nie ma.
          Kobieta, która "się wykazała" (powiedzmy: obroniła dobry doktorat
          i ma publikacje) zostaje "honorowym mężczyzną" i jest traktowana fair.
          Nie ma tych kobiet wiele (specyfika dziedziny: matematyka), ale te,
          które są, raczej nie mają na co narzekać.

          Młodsze mają trudniej. Studentki i doktorantki nie dostają takiego
          kredytu zaufania, jak ich koledzy. Jeśli zdołają udowodnić, że są
          świetne, to zostaną docenione. Ale doktorant niezbyt wybitny, mający
          trudności w pracy naukowej, oczekujący pomocy od promotora będzie
          potraktowany różnie w zalezności od płci. Chłopak zostanie uznany
          za zdolnego, choć leniwego (i zachęcony, aby więcej pracował) -
          dziewczyna usłyszy, że jest pracowita, ale brakuje jej talentu (i
          może lepiej, żeby pomyślała o innym zajęciu).
          • luccio1 Re: z wywiadu ze szczuką 10.03.09, 20:55
            katriel napisała:
            > ...doktorant niezbyt wybitny, mający
            > trudności w pracy naukowej, oczekujący pomocy od promotora...

            W takim razie: jaka jest rola promotora jako mistrza, nauczyciela?
      • mamalgosia Re: z wywiadu ze Szczuką 08.03.09, 13:54
        Już się mniej deneruwję niż dawniej, ale jednak ciągle się zdarza.
        Staram się pamiętać o tym, że często człowiek nie jest winien temu,
        że jest głupi. Ale jak pani szczuka cyz pani Dunin są jeszcze z tej
        głupoty dumne, to ręce opadają
    • minerwamcg Kościół - off topic :) 08.03.09, 13:12
      Co do Kościoła, to czasem czuje się, że jest on instytucją rządzoną,
      kierowaną i w dużej mierze "myślaną" przez starych kawalerów. Ze
      wszystkimi konsekwencjami tego faktu.
      • nati1011 Re: Kościół - off topic :) 08.03.09, 13:50
        no co do struktury kościoła - to sie zgodzę. Ale czy to się
        przekąłda na ograniczenie naszej wolnosci jako kobiet?

        Ja nie podejmuję decyzji pod wpływem kościoła. Nie zauważyłam by
        jakiś ksiadz miał on wpływ na wybór szkoły czy pracy itp. Jeżlei juz
        to kieruję sie wiarą. Ale to moj dobrowolny wybór. Nikt mi niczego
        nie narzuca.
        • minerwamcg Re: Kościół - off topic :) 08.03.09, 15:49
          Owszem, ale kiedy kobieta próbuje zrobić coś w Kościele, dowiaduje
          się, że tak, jak najbardziej, może... pozamiatać. Jedna rzecznik
          prasowy diecezji wiosny nie czyni sad
          • mamalgosia Re: Kościół - off topic :) 08.03.09, 17:38
            eee, no aż tak to nie jest
          • mader1 Re: Kościół - off topic :) 08.03.09, 22:11
            minerwamcg napisała:

            > Owszem, ale kiedy kobieta próbuje zrobić coś w Kościele, dowiaduje
            > się, że tak, jak najbardziej, może... pozamiatać.

            przynajmniej nikt nikogo nie oszukuje. Role są rozdane i wiadomo czego się
            spodziewać wink
            To ja w takim razie jestem traktowana jak mężczyzna.Nikt mi nawet miotły nie
            proponował.( a może jak Ty ze swoją chodzisz, to myślą , ze do pozamiatania ?
            wink))) Trudno, taki mój lossad
            • mamalgosia Re: Kościół - off topic :) 08.03.09, 22:15
              Właśnie i ja mam podobne doświadczenia. Tzn nie osobiste, bo nie
              angażuję się w te sprawy, natomiast wiem, że jeśli chce się działać
              i jest akurat poletko, to płeć nie odgrywa roli. No, chyba że chodzi
              o odprawianie Mszy, ale o to nie obwiniam mojego proboszczasmile
            • minerwamcg Re: Kościół - off topic :) 08.03.09, 23:03
              mader1 napisała:

              > a może jak Ty ze swoją chodzisz, to myślą , ze do pozamiatania ?
              > wink)))

              Co robić, taki los czarownicy smile))
      • mamalgosia Re: Kościół - off topic :) 08.03.09, 14:01
        oj tak, po trzykroć tak
    • maadzik3 Re: rządzi kościół i faceci??? 08.03.09, 13:52

      Czy naprawdę czujecie się mieszkańcami państwa koscielnego? Czy
      > kobieta - w Polsce - jest dyskryminowana i poniżana? Chodzi mi o
      > życie rodzinne - nie o rynek pracy. Czy mezowi nalezy wystawiać
      > rachunek za pranie i prasowanie?
      >
      > Czy macieżyństwo ogranicza kobietę? Czy nobilituje?

      Tak, czasem czuje (czulam?) sie mieszkancem panstwa koscielnego i przeszkadzalo
      mi to. Wtedy gdy wbrew prawu to ja mialabym skladac deklaracje ze nie chce aby
      Mlody uczeszczal na religie w przedszkolu/ szkole, gdy wypowiedzi hierarchow
      kosciola (ale tylko jednego) byly w czolowce widomosci, gdy dyskusja spoleczna
      na jakikolwiek temat zaczynala sie od stanowiska episkopatu. I zeby bylo jasne
      chodzi o pozycje instytucjonalnego kosciola katolickiego nie zas o obecnosc
      wartosci chrzescijanskich w autentycznej dyskusji spolecznej.
      Jezeli chodzi o dyskryminacje kobiet w zyciu rodzinnym nie na rynku pracy (na
      rynku pracy jest - spotkalam sie choc nie osobiscie, zawsze pracowalam na wlasny
      rachunek wiec pod kodeks pracy itp. nie podpadalam) to pytanie czy chodzi o
      okreslone osoby - jedne sa inne nie, generalnie uwazam ze kazdy uklad miedzy
      malzonkami ktory uzgodnili miedzy soba i dla nich sie sprawdza jest OK i w tej
      sytuacji nikt nie jest dyskryminowany. Jezeli natomiast chodzi o trend spoleczny
      wzmacniany prawem panstwowym to owszem, uwazam ze dyskryminacja istnieje. Do
      niedawna urlopy wychowawcze byly tylko dla kobiet, powszechnie uwaza sie ze
      prace domowe naleza do kobiety (jesli para tak uzgodni wszystko w porzadku, jesi
      nie to nie raz przyjdzie im sie z tego tlumaczyc przed bliskimi i obcymi),
      kobieta obciazana jest za niepowodzenia edukacyjne dzieci, za opieke nad nimi,
      przestepstwa seksualne sa wciaz grupa w ktorej duza czesc spoleczenstwa w tym
      pracownicy organow scigania doszukuja sie czesto wspolwiny ofiary, przepisy
      emerytalne sa dyskryminujace dla kobiet, podobnie jak podzial majatku po
      rozwodzie w parach gdy tylko maz pracowal zawodowo - podzial skladek
      emerytalnych nie jest tu uwzgledniany.
      Co nie znaczy ze mezowi nalezy wystawiac rachunek za prace domowe, zreszta w
      dominujacej ilosci przypadkow panuje ustroj wspolnoty majatkowej wiec nie
      mialoby to sensu. Natomiast chcialabym zeby podzial obowiazkow domowych i
      decyzje o podjeciu przez obu malzonkow lub tylko jednego z nich pracy poza domem
      pozostawiano samym zainteresowanym. Bez naciskow na okreslony model czynionych
      przez osoby publiczne czesto reprezentujace panstwo.
      No i irytuja mnie podreczniki szkolne przedstawiajace przewaznie kobiete przy
      pracach domowych a facetow przy hobby czy dzialalnosci publicznej.

      Macierzynstwo przewaznie ogranicza choc jest to normalna cena posiadania dzieci.
      Problem polega na tym ze nawet przy starszych dzieciach tradycyjnie uwaza sie ze
      wieksza odpowiedzialnosc za nie ponosi kobieta, a przeciez dzieci sa i powinny
      byc wspolne. I znow - jesli decyzja malzonkow jedno z nich zajmuje sie glownie/
      wylacznie dziecmi i domem - ktorekolwiek - jest OK, ale jesli probuje sie tu
      ingerowac to jest to ograniczenie specyficznie dotyczace kobiet. Czy
      macierzynstwo nobilituje? Nie wiem, nie sadze. Mam dziecko bo chcialam, podobnie
      jak moj maz, nie oczekuje z tego powodu nobilitacji, ale tez sprzeciwiam sie
      przyjmowaniu jako oczywistosci ze jako matka powinnam pewne rzeczy robic a
      innych mi nie wypada czesto bez uzasadnienia innego niz ten, ze zmienilam status
      na niemal matrone.
      <*>
      'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
      • otryt Drobne sprostowanie 10.03.09, 13:59
        maadzik3 napisała:

        >Do niedawna urlopy wychowawcze byly tylko dla kobiet,

        To nieprawda. Mój brat brał urlop wychowawczy na swojego syna już w
        1985 roku. Taka możliwość zaistniała na początku lat 80-tych.

        Nowością jest możliwość podzielenia urlopu macierzyńskiego pomiędzy
        rodziców: Część bierze matka, a część może wziąć ojciec jako urlop
        ojcowski nazywany w prawie bardzo brzydko urlopem tacierzyńskim.
        Feministki domagają się, aby w ramach równouprawnienia, urlop
        ojcowski był obowiązkowy. Musi brać, czy para tego chce czy nie chce.

        • verdana Re: Drobne sprostowanie 10.03.09, 18:54
          I slusznie - to jest, jak wykazały doswiadczenia zgniłego Zachodu,
          to jedyna droga, aby pracodawcy zatrudniali kobiety. Bo teraz boja
          sie, ze im pójda na urlop wychowawczy - jesli wiadomo, ze pójdzie
          kazdy, kto ma dziecko (ale na krócej),trzeba machnąć reka, bo
          przyjdzie zatrudniac tylko starsze damy, albo nikogo.
          To troche tak, jak zurlopem macierzynskim - trzeba brac, czy się
          chce, czy nie - a jakos nikt nie protestuje.
          • mader1 Re: Drobne sprostowanie 10.03.09, 19:44
            > I slusznie - to jest, jak wykazały doswiadczenia zgniłego Zachodu,
            > to jedyna droga, aby pracodawcy zatrudniali kobiety.

            A dla mnie to już jakieś szaleństwo. Wyobrażam sobie sytuację - a moje dzieci
            zagrożone alergią miały być karmione piersią przynajmniej 6 miesięcy według
            zaleceń - że ja dwoję się i troję, wozimy dzieciaka przez pół miasta, odciągamy
            pokarm, mrozimy, choć CHCIAŁABYM zostać na całym urlopie macierzyńskim, bo tato
            MUSI wziąć jego połowę...
            Na szczęście dla mnie jest ona teoretyczna.
            Uważam, że lepiej jednak pozostawić to do roztrzygnięcia rodzicom.
            Pracodawca to nie jest bożek, pod którego należy układać sobie podział
            obowiązków w rodzinie.
          • nati1011 Re: Drobne sprostowanie 10.03.09, 19:46
            bzdura. Niczego to nie zmieni. A uszczęsliwianie ludzi na siłę już w
            paru wersjach przerabialiśmy. A niemowlakowi potrzebna jest głównie
            matka.
    • mamalgosia Re: rządzi kościół i faceci??? 08.03.09, 14:15
      nati1011 napisała:


      > Czy naprawdę czujecie się mieszkańcami państwa koscielnego?
      Nie do końca wiem, co to znaczy "państwo kościelne". Mam wielkie
      luki w edukacji hostorycznej, to pewnie dlatego. Natomiast czasem
      czuję, że Kościół jest tam, gdzie już być nie powinien. Tzn nie w
      sensie "bycia" samego w sobie, ale w sensie ingerencji (nigdy
      natomiast nie dotyczy to głosu Kościoła w sprawach moralnych, bo o
      tym Kościół MUSI mówić)


      Czy
      > kobieta - w Polsce - jest dyskryminowana i poniżana? Chodzi mi o
      > życie rodzinne - nie o rynek pracy.
      Tak, uważam, że tak. Tzn bywa, że tak. Mąż jednej z moich koleżanek
      poklepuje ją (przy mnie) po pupie i po piersiach, mówiąc: "gdyby nie
      to, to już bym dawno z nią nie był". Mąż innej zabrania jej
      samodzielnych wyjść, kręci nosem na jej znajomości, boi się o "swój
      teren". To dla mnie obrazy poniżania i dyskryminacji. Natomiast
      pojawia mi się taka myśl, że dzieje się to za przyzwoleniem tych
      kobiet
    • madziaq Re: rządzi kościół i faceci??? 08.03.09, 15:40
      W pracy nigdy nie czułam się dyskryminowana ze względu na płeć. Mogę nawet
      powiedzieć, że będąc kobietą w "męskim" zawodzie jestem czasem faworyzowana jako
      "rodzynka" wink Począwszy od studiów przez wszystkie dotychczasowe prace.

      Co do życia rodzinnego, babcia "sprzedaje" mi czasem złote myśli, typu że jak
      mąż jest źle ubrany albo zapomina o imieninach cioci, to źle świadczy o jego
      żonie, bo powinna mu ubranie naszykować a o imieninach przypomnieć (to nic, że
      nie wie o istnieniu cioci wink). Że nie do pomyślenia jest nie ugotować czasem
      obiadu, bo MĄŻ będzie głodny. Itp. Uznaję, że babcia z racji wieku tak ma,
      jednym uchem wpuszczam, a drugim wypuszczam. W życie nie wcielam wink Uważam,
      podobnie jak Maadzik, że jeżeli dwie osoby uzgodnią podział obowiązków, który im
      obojgu odpowiada, to nikomu nic do tego.

      Co do państwa kościelnego, może nie czuję się mieszkańcem takowego, ale uważam,
      że kościół za bardzo angażuje się w sprawy państwa. Uważam, że naprawdę jest to
      nie w porządku wobec przedstawicieli innych religii i osób niewierzących, że np.
      sprawę refundacji in vitro konsultuje się z biskupami. Oczywiście biskupi mają
      prawo przekazać wiernym, co sądzą na ten temat, ale nie powinni mieć wpływu na
      rozwiązania prawne. Tak samo w sprawie edukacji seksualnej, związków
      partnerskich homoseksualistów itp. itd. Mamy demokrację i jeśli chrześcijanie
      pójdą do urn to prawdopodobnie nie wybiorą osób, które np będą dążyły do
      liberalizacji prawa dotyczącego aborcji czy in vitro. I to jest OK. Ale nie to,
      żeby biskup spotykał się z premierem w sprawie projektu jakiejś ustawy (chyba że
      jest to ustawa regulująca status prawny kościoła, to wtedy oczywiście).
    • fiamma75 MacieRZyństwo, błagam! 08.03.09, 20:20

      • nati1011 Re: MacieRZyństwo, błagam! 08.03.09, 20:33
        ja totalny dysortografik jestem - raczej już nieuleczalny smile)
    • magdalaena1977 Re: rządzi kościół i faceci??? 08.03.09, 20:29
      nati1011 napisała:

      > Czy naprawdę czujecie się mieszkańcami państwa koscielnego?
      Nie, ale mam wrażenie, że hierarchia Kościoła katolickiego odgrywa u nas zbyt
      wielką rolę. I też nie podobają mi się próby zmuszania osób innych wyznań i
      niewierzących do przestrzegania akurat katolickich zasad moralnych.

      > Czy kobieta - w Polsce - jest dyskryminowana i poniżana?
      > Chodzi mi o życie rodzinne - nie o rynek pracy.
      Mnie w życiu rodzinnym przeszkadza zbyt mała akceptacja dla równouprawnienia
      kobiet. Wykonuję pracę, która wymagała wieloletniej pracochłonnej nauki, teraz
      praca jest odpowiedzialna, wiąże się z dużą władzą, zajmuje naprawdę dużo czasu
      - ale daje niesamowitą ilość satysfakcji. Bardzo chciałabym wyjść za mąż i mieć
      dzieci, ale skoro do tej pory nikt mi się nie trafił, to trudno.

      I tylko:
      - dla wielu cioć i babć moje osiągnięcia zawodowe nie mają znaczenia, bo "nie
      znalazłam sobie męża"
      - wielu ludzi uważa, że "wybrałam karierę" i nie chciałam założyć rodzinę. Dla
      mnie zupełnie nie jest to rozłączna alternatywa - wiele moich koleżanek ma
      mężów, dzieci (zwłaszcza, że praca jest stabilna i nikt nikogo nie zwolni za
      długie zwolnienie w ciąży).
      - dla większości facetów informacja o mojej pracy stanowi element zniechęcający
      erotycznie - tak jakby to miało urażać ich męską dumę. Te koleżanki, które
      wyszły za mąż, zrobiły to raczej wcześniej (poznawały swoich facetów, jak były
      jeszcze studentkami) i często za kolegów z branży.

      > Czy macieżyństwo ogranicza kobietę? Czy nobilituje?
      Ja mam raczej wrażenie, że czasami uprzywilejowuje. I jako bezdzietna singielka
      muszę pilnować, żeby młode matki nie weszły mi na głowę i nie zrzuciły na mnie
      nieproporcjonalnej części obowiązków (np. dyżur tuż przed świętami jest równie
      uciążliwy dla wszystkich).
      • mamalgosia Re: rządzi kościół i faceci??? 08.03.09, 22:06
        Późno wyszłam za mąż i pamiętam te wszystkie pogaduszki. Najpierw
        wprost, potem już za moimi plecami. Pamiętam, jak sąsiad współczuł
        mojemu ojcu, że ma niezamężną (= felerną) córkę. Pamiętam, jak mojej
        przyjaciółce (pannie) sąsiad (inny) życzył "wszystkiego dobrego na
        nowy rok i żebys już sobie chłopa znalazła"
        Ciekawe, że tzw starych kawalerów traktuje się jednak z większą
        pobłażliwością. Może uogólniam, ale jak mężczyzna jest sam, to
        pewnie był wybredny, przebierał w kobietach, nie potrafił się
        zdecydować. A jak kobieta jest sama, to zapewne nikt jej nie chciał.
        Beznadziejne.

        A kwestia dyżurów przedświątecznych i innych tego typu zawodowych
        spraw. Moja Przyjaciółka tez jest wykorzystywana, bo "ty nie masz
        rodziny". A to nieprawda, bo rodzinę ma: ciężko chorego ojca i też
        chorująca matkę, dla których jest jedyną ostoją. Tak więc stoję po
        jej stronie murem. Ale z drugiej strony... jednak ten dyżur nie jest
        JEDNAKOWO uciążliwy. On jest uciążliwy dla każdego, ale od czasu gdy
        mam dwójkę jeszcze małych dzieci i to chorujących wahadłowo lub
        jednocześnie - powiem, że nie jednakowo. I chyba jednak byłby to
        objaw jakiejś prorodzinności, żeby matki choć trochę odciążać, a
        jeśli koniecznie musi się to odbyć czyimś kosztem (bo ten dyżur musi
        być obsadzony), to tak - jestem za tym, by były to osoby, które mają
        tych obowiązków rodzinnych mniej
Pełna wersja