mamalgosia
12.03.09, 22:05
Czytam własnie książkę, która wygląda cukierkowato (i prawdę
powiedziawszy - liczyłam na to, że cukierkowata będzie, bo jestem
tak zmęczona, że chciałam coś prostego, słodkiego i
przewidywalnego), ale okazała się naszpikowana problemami. Wypadek
dziecka - opis przeżyć kierowcy, który ten wypadek spowodował. Mąż,
który odszedł od żony w momencie, gdy dziecko było w śpiączce.
Sposób w jaki traktują współpracownicy kobietę, do której ów mąż
odszedł (nie odzywają się, odsuwają, ignorują, zrywają znajomość...
Są fragmenty ksiażki pisane w jej imieniu - sympatyczna, mądra i
dobra kobieta. A jednak czuję jak jej współpracownicy - też mam
ochotę się odsunąć, jestem na nią zła i oceniam negatywnie).
No i rzecz główna - dziewczynka, która trwa w śpiączce, wydaje się
uzdrawiać. Jak na razie jestem w połowie ksiażki i przez kontakt z
dziewczynką została uzdrowiona kobieta z zapaleniem stawów i dwie
kobiety z zaawansowanym rakiem. Cuda... A co dalej? Jak zachować się
stając z cudem twarzą w twarz?
Myślałam, że to prostsze. Że jak cud, to sama radość. A przecież to
dziecko leży, nie ma na nic wpływu, czy można je w ten sposób
wykorzystywać? Tłumy ludzi pod domem, a matka zmęczona i
zrozpaczona - straciła w pewnym sensie dziecko i straciła męża,
ledwo dźwiga to wszystko. Ale - z drugiej strony - czy można tego
daru nie wykorzystywać? Do okna zagląda chłopczyk z ciężką
białaczką - czy można nie spróbowac go wyleczyć?
Czy to dobre? Czy od złego pochodzi?
Czy może lepiej nie stanąć wobec przekroczenia praw natury - nawet
jeśli wydaje się dobre?
Co myślicie? Czy macie jakieś przypuszczenia, jak byście postąpili
na miejscu tej matki?
A jak ktoś miałby ochotę, to książka wygląda tak:
merlin.pl/Kiedy-dzieje-sie-cud_Robert-J-Wiersema/browse/product/1,620793.html;jsessionid=3DEF3E28BE16016D0036
90D6720036B4.LB1?gclid=COzZ7q-dnpkCFQsJ3wodMU6TDQ#fullinfo